Wędrówki:

Zakładki dotyczące wędrówek, są rozszerzone i znajdują się po prawej stronie bloga.

"Odpowiadam za to co powiedziałam, nie za to co zrozumiałeś."

27 listopada 2021

Szafa Anny.

"Nie ma złej pogody, jest tylko złe ubranie"

– Norweski przepis na życie: „friluftsliv”

Friluftsliv, czyli “życie na świeżym powietrzu“ (,„FRI” czyli wolny, “LUFT” to powietrze, a “LIV” oznacza życie).

Jeszcze kilka lat temu byliśmy oczarowani duńskim sposobem na szczęście. Hygge oznaczało siedzenie w domu pod kocem, przy cieple kominka, w otoczeniu świec, najlepiej z kubkiem gorącej czekolady z wystającymi piankami. Wówczas koncepcja prostego życia i drobnych przyjemności najlepiej uchwyciła wymarzony „komfort zimy”. Jednak idea przytulnego wieczoru w otoczeniu książek, koców i świec choć niezwykle romantyczna, wydaje się już nieco ograniczająca. A biorąc pod uwagę, że przez większą część zeszłego roku wszyscy byliśmy zamknięci w domach, zwyczajnie niewystarczająca. (...)Według badaczy to właśnie friluftsliv może być dobrym sposobem zwalczania zimowego smutku.

– źródło: "Norweski przepis na życie", polecam, bardzo ciekawy artykuł.


piękny listopad 2021

To nie jest nastawienie "jak się uprzeć i za wszelką cenę". To jest pełen luz i zero jakiegokolwiek przejmowania się. To jest też inwestycja, ale taka na długie lata. To jest dla siebie, oraz z dbałości o siebie. To zwykłe rzeczy, które czynią różnicę w żuciu, zmieniając wkurzające aspekty na powszednie.
    Post ten nie jest sponsorowany, piszę to z własnej woli, aby podzielić się doświadczeniem jakie budowałam na trudnych szlakach, które przydaje się codziennie na ulicy w mieście. Przyjmij te informacje tak jak kupujesz nowy ekspres do kawy, aby każdego ranka cieszyć się pysznym, aromatycznym napojem dosłownie jak u baristy. Bo to jest inwestycja w Twoje dobre samopoczucie, w tym przypadku także zdrowie.

Problemy pojawiają się kiedy temperatura spada do takiej gdy już niezbędne stają się czapki i rękawiczki, a na chodnikach pojawiają się uporczywe kałuże. Warto pomyśleć jak skasować ten problem by nie mieszał w naszym życiu. Chodzi o to nastawienie, kiedy za oknem leje, a Wy chcielibyście wyjść z domu, albo musicie wyjść np. z psem, ale wiecie, że to się skończy mokrymi skarpetkami i ogólnym dyskomfortem.
    A może zdarzało się Wam, że w jedynym dniu wolnym w tygodniu od pracy, marzyliście by pójść na spacer, ale akurat pada? Przerabiałam to wiele razy. I robię to – idę na spacer, bo taką mam ochotę – po prostu. Lecz wracam sucha i nie przeziębiam się. I to jest banalnie proste. Trzeba do tego szafiarskiego expresu baristy.

Spacer, 17:30, piątek.

Szczerze mówiąc, wcześniej żyjąc po miejsku, nie inwestowałam w szafę. Nie dbałam o jakość materiału, patrzyłam zawsze wyłącznie na cenę, i kończyło się tak, że co sezon coś musiałam wymieniać, np. buty i przesiąkniętą już kurtkę, która przestała trzymać ciepło. Oczywiście regularnie byłam jesienią chora.
    Nienawidziłam jesieni, zwłaszcza listopada i wiązało się to głównie z pogorszeniem stanu zdrowia, ze złym samopoczuciem, bo byłam zależna od aury za oknem. Bo jak każdy, jeździłam do pracy w deszcz i musiałam potem pracować w mokrych skarpetkach i znowu byłam chora.



Obecnie stosuję pogodoodporny zestaw jesień-zima-wiosna, który wymyśliłam sobie sama, bez doradztwa i reklam. Zmieniłam też sklepy, przestałam chodzić do odzieżowych sieciówek, zaczęłam ubierać się w sklepach sportowych i trekkingowych. A zaczęło się od butów.
    Buty kupowałam co sezon, bo w deszczu i śniegu rozklejały się i nawet szewc często odradzał takich wyborów. Nie tylko w sensie jakości tworzywa i braku jakiejkolwiek wodoodporności, ale i profilu w środku buta.

Dygresja: kiedyś usłyszałam od ekspedientki gdy reklamowałam kozaki zimowe (odpadła podeszwa), że te buty nie są na deszcz, ani na śnieg, no co ja sobie w ogóle myślałam?

Przy okazji: patent dla okularników – skośny daszek. Czasami zakładam nawet zwyczajną dżokejkę i na nią czapkę zimową. Okulary mam zawsze suche, nawet w mżawkę.

Zdjęcia wykonane o 5:50 w sobotę (w drodze na pierwszą zmianę).


Było 0 stopni i plucha.

Z wielkim podziwem patrzę o tej porze roku na kobiety sterczące na przystankach w cieniutkich rajstopkach. Tak samo dziewczyny w podartych dżinsach (dziury nierzadko wielkości dłoni), a pod spodniami naga skóra. Oczywiście gęsia i zaróżowiona z zimna. Obecnie modą jest noszenie butów sportowych bez skarpet (lub z tzw. "stopkami") i do tego leginsów niezasłaniających kostki. Śnieg i przymrozek, piąta rano, kostki sine z zimna, ale ma tak być i już.
    Można powiedzieć, że to co dziś tu zaprezentuję, ociera się o wielkie wyprawy i nie ma nic wspólnego ze zwykłym życiem, ale właśnie ma bardzo dużo  – to wszystko przekłada się na codzienność poza szlakiem i zdecydowanie ułatwia życie.

CHODZI O TO, BY TAKI WIDOK JAK NA ZDJĘCIU, BYŁ BŁAHOSTKĄ DO POKONANIA.
Można dziś z pasją obserwować jak przechodnie okrążają szerokim łukiem takie chodniki zalane breją, wpadając po kostki w jeszcze głębsze błoto.


MOJE PIERWSZE PORZĄDNE BUTY
GLANY

Miałam chyba 17 lat i to była moja w ogóle pierwsza solidna inwestycja w szafę. Wtedy ze względu na subkulturę odłożyłam te kilka stów na pierwsze skórzane, szyte buty ze śrubowaną, twardą podeszwą i to był strzał w dziesiątkę. W tym można chodzić po kałużach jak w kaloszach i zawsze będziecie mieć suchą skarpetkę. Na mroźne dni warto zainwestować w grubą skarpetkę z wełny, bo jednak metal w tym bucie zatrzymuje zimno. Mały mankament, ale można temu zaradzić.
    Aktualnie to moja trzecia para glanów w życiu i myślę, że nie ostatnia. Średnio glany mi wytrzymują 6 lat, a co najważniejsze – do samego końca pozostają wodoodporne.
    Pierwszą parę wymieniłam, bo z zewnątrz skóra była już bardzo obdarta i podrapana. Podeszwa też mocno się wytarła, (zawsze zdzieram na skos pięty).
    Drugą parę wymieniłam z powodu odpadających oczek, często przy sznurowaniu raniły mi palce do krwi. Próbowałam wymieniać u szewca, ale na kute i porządne oczka nie było miejsca. Wymienił mi tylko kilka. Poza tym cholewy sięgały kolan, były cieplutkie i miękkie jak na glany, więc bardzo wygodne (zrobione z cieńszej skóry, mniej toporne), ale długo... oj długo się je wiązało...
    Trzecie glany mam obecnie około roku, rozsądnie wybrałam krótkie, skóra jest grubsza, są przez to solidniejsze i wiem, że posłużą mi jeszcze wiele lat i będą jak nowe, jeśli będę odpowiednio o nie dbać. Jest to prawdziwa skóra, a więc pasta i szczotki w ruch jak u pucybuta.

W glanach jest coś z legendy. Dawniej i teraz wybierane przez subkultury. Dzisiaj dla mnie jest to po prostu praktyczny i ładny kozak. Istnieje też taka legenda – to akurat żart – że glany nie są kobiece. Tutaj bym polemizowała, bo doskonale pasują do typowo kobiecych strojów. Ponad to w sprzedaży są różne kolory, a nawet wzorki. Widziałam kiedyś na ulicy glany w kwiatki, innym razem w serduszka. Wybór jest ogromny i w przypadku właśnie kobiet, buty te bardzo ciekawie komponują się z resztą odzieży.
    Pierwszy raz zdecydowałam się na inny kolor, dotychczas kupowałam klasyczne, czarne.


BIELIZNA
I PODKOSZULKI BIELIŹNIANE

Zawsze z sieciówki i nigdy nie sądziłam, że materiał z którego zrobiona jest bielizna, jest aż tak ważny. I tego nauczyłam się na wyprawach górskich.
    Właściwa bielizna ma za zadanie nie tylko trzymać w ryzach to i owo, ale przede wszystkim ma utrzymywać tuż przy skórze ciepło powstałe w trakcie naszego ruchu. Dzięki temu nie musimy nosić wielu warstw. Możemy nawet zimą ubrać się lekko i wygodnie, bez krępowania ruchów. Możemy stać nawet bardzo długo na przystanku autobusowym i nie przewieje nas.
    W Alpach nauczyłam się, że podczas mocnego wysiłku arcyważne jest odprowadzanie potu. I tutaj wchodzimy do sklepów z odzieżą outdoorową.


Podkoszulek z wełny owczej, niegryzący, można stosować jako zwykłą bluzkę. Wszechstronna rzecz.

Materiały oddychające znajdziemy w sklepach z odzieżą trekkingową, oraz w sklepach sportowych na działach: trekkingowym, narciarskim i dla biegaczy.
    Suszy się migiem, a pierze się w trybie skróconego czasu prania, więc nie ma problemu jeżeli bym chciała następnego dnia również gdzieś się wybrać, a mam taką podkoszulkę tylko jedną.

Taka bielizna na początek szlaku grzeje, a gdy my się już rozgrzejemy, odprowadza pot i nie śmierdzi nim. Na ostry mróz warto mieć pod spodniami leginsy z takiego materiału.
    Czemu uważam, że to tak ważny element? Kiedy planujecie zrobić dłuższą przerwę, absolutnie ważnym scenariuszem jest zmiana podkoszulka na suchy. Trzeba więc się przebierać, inaczej w spoconych rzeczach bardzo łatwo jest przemarznąć na kość. Odzieży termicznej/termoaktywnej nie trzeba zmieniać, można sobie siąść i niczym się nie przejmować. Ma się wrażenie, że materiał stygnie i schnie razem z ciałem – jest to bardzo wygodna cecha.
    A co na to założycie, to już obojętne. Sweter czy zwykłą bluzkę, co wolicie, zależnie od celu. Wychodzę z założenia, że ubranie ma być praktyczne i wygodne, niestety 80% kobiet, z którymi rozmawiam, jest zdania, że ubranie ma ładnie wyglądać. Mężczyźni chyba się ze mną zgodą w 100%.

A jak to się ma do codzienności poza szlakiem? Wyobraźmy sobie sprint po mieście, załatwianie spraw, zimo-ciepło-urzędy-zimno-ciepło-bieg do autobusu-ciepło-przesiadka-zimno.... A nam komfortowo, nie przemarzamy, nie przepacamy.

Tradycyjny top bez zapięć na ramiączkach.

Stanik to też bardzo ważna kwestia. Nie może być tak, że leziemy w przepoconym staniku, narażone na wiatr i mróz. Sztuczny materiał sam w sobie powoduje pocenie, a przy wysiłku, niezależnie od tego czy idziesz po górach czy wracasz z marketu z ciężkimi siatami – spocisz się. A klatka piersiowa po prostu MUSI! być sucha.
    Dlatego elastyczny, termoaktywny materiał. Polecam bieliznę sportową, są: miseczkowe, bezmiseczkowe, zapinane z przodu lub z tyłu i takie bez zapięć, wkładane przez głowę jak sportowy top, na ramiączkach i bez. Wszystkie rozmiary, nawet bardzo duże.
    Odpowiednia budowa utrzymuje środek ciężkości tam gdzie być powinien, kręgosłup odpoczywa, więc taki sportowy biustonosz ma więcej atutów niż samo odprowadzanie potu.
    Ponadto są modele bezszwowe, doskonale przylegające do skóry w kolorze cielistym, że nie widać ich nawet pod najdelikatniejszą bluzeczką.
    Polecam i na miasto i do pracy.


WIATR I DESZCZ
MAM TYLKO DWIE "KUFAJKI"

"Kufajka" to chyba regionalny termin... Sama nie wiem... Ogólnie mam tylko jedna kurtkę wiatro i deszczoodporną, która służy mi przez cały rok. Nie ma zadania grzewczego, jest to moja warstwa ochronna, którą mogę wrzucić na kurtkę puchową (jeśli pada), lub pod kurtkę puchową (jeśli ostro wieje). Przede wszystkim jest lekka i ma głęboki kaptur.

Na mżawkę...

...i mroźny wiatr.

Kurtkę puchową też mam tylko jedną. Jest szeroka aby można było włożyć pod spód sweter i kurtkę przeciwwiatrową. Jest leciutka i odpinana także od dołu (ważna informacja dla kobiet-wędrowniczek, łatwo w niej kucnąć pod krzaczkiem). Ma wysoki kołnierz chroniący szyję i głęboki kaptur.

Obie kurtki towarzyszyły mi w wieloletnich przygodach w Alpach. Były narażone na różne trudne warunki, na otarcia o skały, a nadal mimo to wyglądają jak nowe.


CO NA GŁOWĘ?
A NA SZYJĘ?

Mam lekką czapkę na polarze, ona mi w zupełności wystarcza. Gdy wiatr przenika, po prostu wrzucam kaptur i po sprawie.
    Dla kobiet z długimi włosami dochodzi jeszcze ten problem, że często nie wiadomo jak je skutecznie upiąć, by przebieranie się nie rozwaliło konstrukcji, więc w zimie często decyduję się na rozpuszczone włosów. Jednak one wtedy często wpadają do ust i oczu. Na wspinaczkę po górach decyduję się na wysokie upięcie i samą tylko opaskę z wełny na polarze. Jeśli robi się zimno, wrzucam kaptur.

Bawełna na polarze.

Wełniana opaska na polarze. Na nogach stuptuty do zimowych, wysokich butów + rakiety śnieżne.

Wewnętrzna część – polarek.

A pod głowę? Na szyję najlepiej komin. Mamy pewność, że on się nam nie rozchełstaMożna z niego zrobić dosłownie wszystko, od komina na szyję, zakrywającego usta i nos przy srogim wietrze, po nawet czapkę na głowę. Jego uniwersalność i skuteczność sprawdziła się nie raz, choćby wtedy gdy śnieg spadający mi na głowę, nie dostawał się za kark. Przy noszeniu zwykłego szalika, było to nagminne, w dodatku takowy bez przerwy mi się rozplątywał, często musiałam poprawiać.
   Składa się z cienkiego materiału, przez który można oddychać i z części ciepłej, polarowej. Łatwy w użyciu, w każdej chwili można zdjąć czy założyć, wystarczy tylko rozpiąć kołnierz kurtki.

Komin na polarze.


Komin idealnie dopasowuje się nawet do zwykłego sweterka z lumpeksu. Nigdzie nie podwiewa, szyja całkowicie zakryta.

WRÓĆMY DO BUTÓW
DLACZEGO WOLĘ KRÓTKIE BUTY?

Glany są dobre na ulice, ale nigdzie indziej (osobiście nie lubię). Od kiedy zaczęłam kupować w dziale outdorowym i zrezygnowałam kompletnie z odzieżowych sieciówek i rynku, tak jestem zadowoloną posiadaczką najlepszych butów na zimę jakie w życiu miałam. Ocieplane na misiu, wysokie za kostkę, nieprzemakalne (brodziłam w nich w potokach), lekkie i na grubej podeszwie. Odseparowanie od zimna = 100%.
    Ale wysokie buty zostawmy na zimę i śnieg. Osobiście jestem zwolenniczką krótkich butów, także w góry.

Moje pierwsze Salomony.

Góry wysokie na ponad trzy tysiące metrów. Lodowce. Skały gór niższych, piarżyska. Doliny i nasze miejskie chodniki. Chodzę zawsze i wszędzie w tych samych połówkach od wielu już lat.
    Kiedy potencjalny turysta myśli o górskich wędrówkach, to zakłada że konieczne są buty za kostkę. Jednak pomyślmy prosto i rozsądnie: latem są upały i wysoki but to nie jest to, czego chcesz doświadczyć. Potrzebne są niskie, lekkie buty do swobodnego wędrowania ścieżkami jak i bezdrożami. Buty niskie, ale elementarnie przystosowane do terenu górskiego są wyborem wypróbowanym przez piechurów znacznie bardziej doświadczonych niż ja. I to jest moje jedyne obuwie w sezonie wiosna-lato-jesień, także na trudny szlak.
    A gdy jest zimno? Cienka skarpetka bawełniana, a na nią ciepła skarpetka z wełny. Ten zestaw w zupełności wystarczy i zapobiega odciskom i pęcherzom. Na długie przemarsze ogólnie podwójna skarpetka (np. dwie cienkie bawełniane), to techniczny sposób na otarcia.

Długie zimowki w zestawieniu ze stuptutami na śnieg. Na głowie zwykła bawełniana opaska.

Wybieram swoje połówki na półce z kategorii tzw. "butów podejściowych". One charakteryzują się lekkością i idealnym dopasowaniem do stopy. Dobre czucie podłoża i jednocześnie świetna przyczepność w terenie skalnym, ułatwia pokonywanie tras wspinaczkowych. Dodają pewności siebie tam, gdzie boimy się poślizgnąć. Na chodnikach też. Np. kiedy jest szadź.
    Tego typu buty sprawdziły się doskonale w warunkach ekstremalnych, kiedy szlak jakim szłam, pozostawiał wiele do życzenia, np. piarżyska. Także i łażenie po mieście (śliskie chodniki po deszczu, gołoledź, przymrozki, ślizgawice) pozwalają zepchnąć na dalszy plan bez utrapień. Te buty umożliwiły mi nie raz balansowanie po obłych skałach, a nawet na trasach, gdzie życie powierzyłam właśnie butom, opierając stopy wyłącznie o tarcie. I co ważne w górach na cięższych szlakach – w połówkach masz całkowicie elastyczną kostkę. Serio, nie wiem jak bym przeszła trawers po piarżysku w butach za kostkę.
    I właśnie w wysokich butach trafiła mi się kiedyś kontuzja. Na skale elastyczność jest bardzo ważna, w tym przypadku nieomal zwichnęłam sobie kostkę właśnie przez cholewę i ta kontuzja przypominała mi się jeszcze przez rok czasu.

Połówki na chłodną jesień, wełniany ocieplacz na łydki + ciepły zestaw skarpetkowy.

Obecnie po około 4 latach w alpejskich górach – raz/dwa razy w tygodniu na szlaku, czyli – intensywne korzystanie – musiałam nabyć drogą kupna nowe połówki, gdyż tamte straciły swą wodoszczelność. Zdecydowałam się na tę samą firmę i jestem pewna, że to zakup na o wiele dłuższe lata, gdyż teraz nie mam gór za oknem, więc tych trudniejszych warunków będzie zdecydowanie mniej.
    Ciekawostką jest innowacyjne sznurowadło, a właściwie linka ze ściągaczem. Proste i bardzo wygodne, "pyk-myk" i gotowe. Ciekawa jestem jak długo ta linka wytrzyma. Jeżeli pęknie, łatwo wymienię ją na zwykłe sznurowadło, ale chciałabym żeby jednak wytrzymała, bo to szalenie fajna sprawa oszczędzająca czas i sznurówki nie zaczepiają się o gałęzie czy inne chaszcze i "dziady".

Połówki z "linką" zamiast sznurówek.

Wysokie buty zimowe na dużym śniegu łączę ze stuptutami – często mnie o nie pytaliście. Te które mam chyba zostaną ze mną do końca życia. Zapobiegają wpadaniu śniegu do butów, a przy tym są prawdopodobnie niezniszczalne. Wykonane z kewlaru, nie przepuszczają wody, jako całość z dobrym obuwiem tworzą niepokonany komplet na śnieg i wodę.


Stuptuty montowane są kewlarową linką pod podeszwą, regulowaną po bokach.

Przeprawa przez potok w zimówkach i stuptutach.

Rzeczywistość się zmieniła, dziś potoki płyną wzdłuż krawężników, a kamienie zastąpiły krzywe chodniki, lecz warunki są takie same – warunki atmosferyczne. Nadal pada deszcz, śniegu też nie odwołano. Mrozy nadchodzą, winter is coming, a my cieszmy się dobrym zdrowiem, dobrym humorem i rewelacyjnym samopoczuciem poza domem.
    A jak tam Wasza szafa? Macie problem z wychodzeniem w pluchę?

29 komentarzy:

  1. Widzę tu 3 rzeczy:
    - jednak kiedyś tez nie lubiłaś jesieni
    - znaczenia ubrań i ich jakości musimy nauczyć się w praktyce
    - sama przekonałam się, że nie ma złej pogody, bywają złe ubrania lub gorsze samopoczucie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Urodziłam się ze wpojoną miłością do lata. Jako dziecko za często słyszałam, że nie możemy gdzieś iść, bo zimno, bo pada etc., więc zniechęcenie rosło z wiekiem. A generalnie przegrzewana byłam w blokach i jako nastolatka byłam strasznym zmarzlakiem i często chorowałam. Jeden deszcz potrafił mnie powalić na dwa tygodnie do łóżka.

      Usuń
    2. Ja rosłam w spartańskich warunkach i mało chorowałam, ale teraz męczą mnie migreny...

      Usuń
    3. Pamiętam i bardzo Ci współczuję.

      Usuń
  2. Ja w pluche owszem czasem wychodze, ale nie latam po bezdrozach i wystarczaja mi krotkie kaloszki za kostke. Ale ogolnie staram sie nie wychodzic za duzo w niepogode, a po gorach to juz w ogole nie latam, wiec nie potrzebuje specjalnej odziezy, w zupelnosci wystarcza mi to, co mam. Nosze swoje ciuchy rowniez latami, dbam o nie, nie niszcze, nie koslawie butow i nie podazam slepo za moda. Wygodne spodnie, t-shirty, polarki i jestem zadowolona.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Być zadowolonym w praktyce i szafa gra. Nie dla poklasku, nie dla mody. Odzież ma chronić, część ozdobna chyba raczej jest pod ubraniem. ;P ;D

      Usuń
  3. Myślę, że to wszystko przychodzi z wiekiem. Nadchodzi taki czas, kiedy bardziej cenimy sobie komfort i wygodę niż ładne ubranie. Mi się zdarza z psem wychodzić w spodniach dresowych i naprawdę nie rozumiem tego nadęcia, że jak to w dresach do ludzi? Dla porównania moja sąsiadka na spacer z psem w deszczową pogodę zakłada buty na szpilkach, każdy ma to, co lubi. Ja mam jedne buty trekkingowe kupione jeszcze w Decathlonie, będę musiała je w końcu zmienić, podobnie jak kurtkę przeciwdeszczową. Stanika nie noszę w ogóle lub noszę sportowy-jest o niebo bardziej wygodniejszy. Marzy mi się bielizna odporna na pot, bo ja się generalnie dużo pocę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przychodzi z wiekiem... brzmi jakbym dostąpiła już emerytury. ;D Mnie się poprzestawiały priorytety w szafie jak miałam około 22-25 lat. To chyba nie tak dużo, co? ;) A później doświadczenie w trudniejszych warunkach.
      Tak, sportowe staniki to jest kosmos. Druga skóra.
      Właśnie z Decathlona mam tą szarą koszulkę. To najlepsza rzecz jaką miałam. Majtki i biustonosz oddychające i odporne na pot, też. :)

      Usuń
  4. No nie jestem tak profesjonalnie jak Ty przygotowana, ale również dorobiłam się trekingów, co prawda takich bardziej miejskich, bo takie moje warunki, no i nie przemakają, a używam ich już chyba 4 rok. Obecnie myślę nad bielizną. Mam zawsze problem, co na głowę. Ale czy mnie oko nie myli, czy zabrakło rękawiczek?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wybrałam znów "twarde" trekkingi, bo mi się jeszcze nie raz przydadzą. Te nowe rozdziewiczałam w tym tygodniu w jurajskich jaskiniach. Wszystko odpowiednie do potrzeb, grunt że się sprawdza. :) Bielizna jest warta uwagi, o majtkach nie pisałam, bo to podobny motyw jak przy biustonoszu. Wygodne, dopasowane, bez szwów i ten anty-potny materiał. Aż chce się powiedzieć, że zawsze sucho zawsze pewnie... ;D ;D
      Rękawiczek nie uznałam za jakiś szczególnie wyjątkowy element, o którym trzeba by pisać w tego typu zestawieniu. Nic nadzwyczajnego nie osiągniesz z żadnym gadżeciarskim wyborem, rękawiczka to rękawiczka. Inaczej działają tylko narciarskie, bo są dodatkowo wodoodporne. Mam takie, ale zawsze za gorąco mi w nich było i są prawie nieużywane.

      Usuń
  5. Prawda... też to stosuję i nie ma dla mnie złej pogody...

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja w sumie nie mam grubych ubrań, zero spodni(tylko te na rehabilitację), swetrów, bielizny termicznej.
    Nigdzie dalej w zimne tereny nie podróżuję.
    Ubranie muszę mieć przede wszystkim wygodne, funkcjonalne i takie, jakie lubię.
    To tyle, co u mnie szafie "piszczy".
    Pozdrawiam kochana, zdrówka życzę🧡🤗

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chodzi o to, by dobrze czuć się poza domem, nawet w niepogodę. O dbać o zdróweczko.
      Pozdrawiam! :)

      Usuń
  7. Bardzo ciekawy wpis. Ja nie mam ubrań do biegania ani wspinania. Zimę spędzam w domu, wychodzę na zakupy, spacery i to wszystko. Dni zimowe są krótkie, więc zima szybko minie. Żeby nie było że się nie ruszam, to codziennie ćwiczę w domu. Zainteresował mnie jednak podkoszulek z wełny owczej niegryzący. Takiego sobie poszukam i kupię.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Umarłabym chyba.... O_O Do wiosny daleko, tyle czasu w domu... Ale to ja – każdy ma inaczej. ;)

      Usuń
  8. Witaj Aniu.
    Lubię każdą porę, roku, nawet ziky, których teraz na kekarstwo.
    Mam ciuchy na wszelakie pogody, choć i tak mam kurtki rozpięte.
    Ty nawet i ubraniach piszesz ciekawie.
    Nie czas, aby swoje marzenia do szafy kłaść.
    Pozdrawiam serdecznie.
    Michał

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chodzi o to, żeby nie wpaść w błoto. ;)
      Dziękuję za miłe słowa, pozdrawiam! :)

      Usuń
  9. Mam dobre oddychające i przeciwdeszczowe kurtki, ale i tak przewraca mnie, gdy potężnie zawieje. Gdy leje, także nie wychodzę, ponieważ wilgoć na moje stawy paskudnie działa.
    Nie słyszałam o tym norweskim stylu życia, muszę poczytać.
    Serdeczności zasyłam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na szczęście wilgoć mnie nie psuje, ale ile jeszcze? Kto to wie co to będzie za 10 czy 20 lat. Na razie cieszę się, że nie muszę się ograniczać w zwykłych wyjściach i w podróżach.

      Usuń
  10. zdecydowanie. odpowiednia odzież, to podstawa.
    mam takie same połówki z "linką"(no może jakiś starszy model z racji ich wieku i kolor także inny)od...hmmm....5 lat i absolutnie nic mi się nie stało z linką. jestem bardzo zadowolona z tych butów. mam nadzieję, ze i Tobie będą służyły :)
    ps. na razie mam jakąś awersję do pisania. więc odpoczywam od.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To dobra wiadomość, bo mi bardzo wygodnie z tą linką!
      Miło Cię czytać. :)

      Usuń
    2. :)
      zapomniałam jeszcze wspomnieć, ze i dla mnie nie ma złej pogody (no dobrze, może jednak jest- upalne lato :))
      ba! to właśnie podczas tych zimniejszych miesięcy czuję się znakomicie. jakbym dostawał skrzydeł i chęci do wszystkiego. to właśnie wtedy biega mi się super i świetnie spaceruje. nawet w deszczu. zimnie i wichurze.
      zachwycam się mglistymi porankami. zachwycam szronem na gałęziach. to właśnie wtedy łazi mi się po górach najlepiej.
      lubię te miesiące, na które większość narzeka. ja narzekam za to na lato :))) może moje "skrzywienie" stąd, że urodziłam się w listopadzie. a może po prostu, ot tak znikąd. to nie jest ważne :)
      ale, już kiedyś Ci pisałam, ze podzielam Twoją miłość do jesieni i "złej" pogody :))

      Usuń
    3. Czuję, że nadajemy na tych samych falach... (Lato mogłabym przespać.) Zimą mam odwołane bieganie, bardziej wysiłkowe treningi i podejścia górskie z uwagi na stan zdrowia i podatność udarową. (Lubię biegać w deszcz, śnieg i mróz). Kocham mgły i słotę. Kocham wszystkie bezsłoneczne dni. Urodziłam się w lipcu, data ur. nie ma znaczenia.

      Usuń
  11. Bardzo przydatny wpis, a na zdjęciach jesteś super-laska. Chociaż po górach już nie chodzę, to korzystam z termoaktywnej bielizny na spacerach, a jestem okropnym zmarzluchem, więc bardzo ją sobie cenię.
    Pozdrawiam.:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czas leczy ludzi z górskiej ekwilibrystyki, ale nie wyleczy z praktycyzmu.

      Usuń
  12. Aniu, Twoja szafa jest perfekcyjnie dostosowana do Twojego stylu życia. Podziwiam.:) Bardzo ciekawy post.
    U mnie przez lata, z racji zawodu, królowały sukienki, spódniczki, bluzki. Spodnie też, ale raczej nie ubrania sportowe. Nie ukrywam, że mam ich mało, za to tych wcześniejszych ( i tu się kajam ) za dużo. Choroba przewartościowała moje myślenie także na temat ubrań. Sporo rzeczy oddałam, teraz też czekają dwie duże torby. Zaplanowałam sobie, że do wiosny chcę pozbyć się przynajmniej 1/3 ubrań, torebek i butów. Oby tylko siły były na mega porządki.
    Niestety często nie jestem stosownie odziana do warunków atmosferycznych, chociaż coraz bardziej zwracam na to uwagę.:)
    Moc pozdrowień posyłam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Praktycznie co roku oddaję jakiś wór ciuchów na PCK. I powiedz mi, skąd to się bierze? Nie chodzę po sklepach, nie kupuję... mnożą mi się w tej szafie?
      A poważnie mówiąc, wynikiem otrzymywania rozmaitych prezentów, ile bym się nie pozbywała, liczba po roku zostaje wyrównana. Teraz tego troszkę bardziej pilnuję, więc może to będzie ostatni wór na wiosnę? Tak serio, chciałabym żeby moja szafa składała się z samych dobrych jakościowo szmatek, więc najchętniej wykupiłabym pół sklepu sportowego (i indyjskiego, bo tam mają płótno i len, super na lato). Ale nie jestem bogata z domu, więc dążę do tego powoli od ładnych kilku lat.
      Sukienki w szafie też mam, ale możesz je policzyć na palcach jednej ręki. Nie daje to zbyt dużo swobody, dlatego wolę spodnie.

      Usuń
  13. Absolutnie się z Tobą zgadzam, praktycznie w każdym punkcie Tego posta 😊!!! Niemniej jednak w warunkach miejskich lubię sobie pozwolić na nieco ekstrawagancji i czasem latam zimą w rajstopkach i krótkiej kiecce 🙃!!!
    Nie wiem jak to jest, ale w dni wolne od codziennych obowiązków, pogoda tak naprawdę nie ma dla mnie znaczenia i najczęściej gdzieś jedziemy poobcować z naturą. Jednak latem jest to dużo przyjemniejsze 🤷‍♀️!!!
    Pozdrawiam... ciepło 😊!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo niektóre kobiety mają gorącą krew i nie trzęsą się, a ni nie są sine z zimna, kiedy zakładają te swoje rajstopki. ;) Może tak po prostu mają kobiety gór? :)

      Usuń

Nie piszę dla poklasku, nie chcę samych duserów.
Jestem wdzięczna za każde nasze wspólne rozważanie. Za komplementy dziękuję, ale nie na tym mi zależy i nie będę odpowiadać. Proszę rozważ to nim pozostawisz po sobie te dwa/trzy słowa :) i tak zwyczajnie: porozmawiajmy.
Dziękuję za każdego czytelnika, który podzieli się ze mną swą refleksją miast "odhaczonym" komplementem.