Wędrówki:

Zakładki dotyczące wędrówek, są rozszerzone i znajdują się po prawej stronie bloga.

"Odpowiadam za to co powiedziałam, nie za to co zrozumiałeś."

14 listopada 2021

Podróż na własną odpowiedzialność i bez pytania, cz. 2 – Przedbórz, majkowickie ruiny i wapienniki w Sulejowie.

"Jeśli naszym przeznaczeniem byłoby być w jednym miejscu, mielibyśmy korzenie zamiast stóp.”

– Rachel Wolchin


↻ małpi most i zamek Bąka herbu Zadora

1 listopad 2021

Druga połowa dnia i kolejny etap podróży. Przeparkowanie samochodu i ruszenie pieszo ku następnym punktom wycieczki. Etap ten, również jest niepozbawiony miejsca, w które poszłam mimo niebezpieczeństwa. A do tego śniadanko zjedzone na łące z deserem w postaci jabłka z dziko rosnącej jabłonki. Było bardzo błogo, słońce tak grzało, że kurtka wylądowała w plecaku.
    Zacznę od komunikatu technicznego. Niestety aparat mi się zepsuł, więc wiele kadrów robiłam już telefonem (w ostatniej części tej wędrówki, będą zdjęcia wyłącznie z Redmi 9). Ponieważ zdjęcia pochodzą z różnych sprzętów, temperatura barw jest różna. A te z aparatu, które zdecydowałam się dziś wkleić, przeszły totalną obróbkę w dwóch programach.
    Trzeba będzie zacząć odkładać na serwis. Objawy: zaburzenie balansu bieli, efekt prześwietlenia zdjęcia, brak ostrości obrazu, czarne kropki w przybliżeniu (matryca była czyszczona, ale to nie pomogło), przyciemnienie widoczności w wizjerze. W dodatku zacina mi się migawka, czasami do tego stopnia, że w ogóle nie chce zrobić zdjęcia. Często słychać nienaturalnie dźwięki dochodzące z obiektywu. Jeżeli dobrze mi się wydaje, wystarczy wymienić tasiemkę (flex) sterującą przysłoną. Zobaczymy ile za to krzykną.

Na przedborskim ryneczku.

PRZEDBÓRZ

Bardzo się starałam robić zdjęcia tak, aby pokazać coś ładnego. Szczerze mówiąc, to było bardzo trudne zadanie...
    Miejscowość leży nad rzeką Pilicą na Wyżynie Przedborskiej 300 m n.p.m. Nazwa pochodzi od imienia Przedbor, jest to imię założyciela osady. Było ono powszechne w średniowieczu i oznaczało w języku prasłowiańskim kogoś walecznego.
    To imię było często nadawane w rodzie Zadorów, o którym opowiadałam poprzednio. Zadorowie posiadali między innymi Chełmo, Bąkową Górę i Wielgomłyny.
    Za tą teorią przemawiają zapisy w dokumentach: "Falsyfikat Trzemeszeński" z 1145 roku oraz dokument Bolesława Wstydliwego (księcia krakowskiego i sandomierskiego, ostatniego przedstawiciela małopolskiej linii Piastów) z 1239 roku. W obu dokumentach widnieje nazwa Predbor.
    W "Falsyfikacie", Przedbor opisany jest jako gród warowny, który został rozbudowany w zamek przez króla Kazimierza Wielkiego. Król często tu przebywał. Równie często bywał na tutejszym zamku król Władysław Jagiełło, który w dniu 29 lipca 1423 roku, właśnie tutaj nadał prawa miejskie wsi Łodzia (obecnie – Łódź).



W XVI wieku miasteczko było dużym ośrodkiem piwowarstwa. Niestety biznes oraz piękno odebrali miastu Szwedzi podczas "Potopu". Do tego w XVIII wieku większość strawił wielki pożar.
    Potem nastały rozbiory. Na Pilicy przebiegała wtedy wschodnia granica Królestwa Prus (rzeka stała się granicą prusko-austriacką).
    Kolejne straty i zniszczenia przyniósł okres II wojny światowej.



Do dziś z zamku został tylko fragment murukarczma z XVIII wieku (zrobiłam zdjęcie, ale wyszło mi kompletnie prześwietlone) i kościół św. Aleksego.
    Dawniej istniał tu cmentarz żydowski założony w XVIII wieku, wielki na 1,5 ha. Został zniszczony pod koniec II Wojny światowej. Była też drewniana synagoga z XVII wieku. Bożnica została podpalona przez hitlerowców.

Pozostały fragment muru.

Parafia św. Aleksego prezentowała się najładniej ze wszystkiego co tam zobaczyłam. Budynek z XIV wieku w stylu gotyckim, w ciągu wieków wielokrotnie przebudowywany, obecnie w większości barokowy, jest budowlą orientowaną, wzniesioną z kamienia i cegły.
    Niestety do kościoła nie było mi dane wejść, ponieważ zapytany o pozwolenie kościelny kategorycznie odmówił gburowatym głosem, a ksiądz tylko się uśmiechnął i wzruszył ramionami. Sądzę, że niczego nie straciłam, parafia jest rzymskokatolicka, więc piękno architektury jest zasłonięte wszelkim blichtrem i kultem "królowej". 


MAJKOWICE
ruiny zamku

Jest to miejsce największej i zwycięskiej potyczki oddziałów partyzanckich, wywodzących się z AK. Ale przede wszystkim, jest to miejsce o znaczeniu historycznym znacznie wcześniejszych epok.
    Stały tu kiedyś dwa piękne budynki oraz drewniana wieża. Pierwszy budynek nosił nazwę Surdęga. Był to gotycki zamek wzniesiony w XIV wieku, na­le­żą­cy do ro­du Na­go­dzi­ców-Je­lit­czy­ków.
    Budowla stała na wysokości wyspy, która jest na rzece Pilicy, jest to najlepszy punkt orientacyjny. Drogą leśną idąc aż nad brzeg rzeki, lekko w prawo, dostrzeżemy nikłe resztki kopca (wskazówki zapożyczone z forum wędrowców). Miał wymiar 16 x 20 m., a wzniesiono go z piaskowca i wapienia.
    Zamek uległ kompletnemu zniszczeniu w wyniku budowy linii umocnień prowadzonych przez wojska niemieckie.

Drugie ruiny to dwór stylizowany na obronny nazywany szumnie zamkiem. Wzniesiono go w pierwszej połowie XVI wieku dla szlacheckiego rodu Majkowskich. Został zniszczony przez wojska szwedzkie.
    Jest to zabytek renesansowy, powstały z kamienia i cegły. Składał się z domu mieszkalnego (dwa ryzality mieszczące klatkę schodową), przejazdu bramnego oraz kaplicy. W przyszłości dobudowano trzypiętrową basztę, która jako jedyna zachowała się do dzisiejszych czasów w dość dobrym stanie.




Na teren ruin wchodzisz na własną odpowiedzialność, jeżeli się tam połamiesz, nie dostaniesz odszkodowania. Jeżeli ściana spadnie Ci na łeb, rodzina nie dostanie pieniążków po Twojej śmierci. Podobna sytuacja miała miejsce w Besiekierach – ceglanych ruinach okolonych fosą pełną wody.
    Nie zostało z nich za wiele, ale wciąż widać ramy okienne, o to rzadkość w tak zaniedbanych murach.


Gniazdo bocianów.


Inspirująca dla mnie była możliwość penetrowania różnych zakamarków. Znalazłam parę ciekawych wejść, niestety nie najlepiej wyszły na zdjęciach, ale można je rozpoznać. Najciekawsza była piwnica. Duża, przestronna o ładnym sklepieniu sufitowym.




Gródek stożkowaty miałam w planach, ale kompletnie o nim zapomniałam. Pamięć powróciła już na trasie do kolejnego punktu zwiedzania, lecz napiszę parę słów o tym, gdyby ktoś z Was zawitał do Majkowic, może zachęcę tym do odwiedzin.
    Jest to rezydencja rycerska typu motte, czyli obiekt mieszkalny o cechach obronnych. Niby to gród, niby wieża rycerska, niby dwór, niby zamek, a tak naprawdę żadne z nich.

Obiekty tego typu budowane były m.in. w Szwajcarii i we Francji, ale zaczęły się pojawiać także na innych ziemiach, np. w Wielkiej Brytanii.

Przykład w pełni zrekonstruowanej drewnianej wieży gródka stożkowatego we Francji.

W średniowieczu obiekty tego typu budowali zazwyczaj niżsi feudałowie, których nie stać było na wzniesienie zamków. W okresie nowożytnym na terenach ziem polskich pełniły one funkcje siedzib szlacheckich – forma gródka stożkowatego obecna była do XVIII wieku.
    Budowę takiego tworu zaczyna się od nasypu ziemnego o kształcie ściętego stożka, wysokiego na 3 do 5 metrów, podstawa 30 m. Gród otaczało się rowem, a następnie palisadą. Na szczycie stawiało się konstrukcję kamienną lub drewnianą, była to wieża mieszkalno-obronna.
    Co z tego zostało w Majkowicach? Nie mam pojęcia. Tyle pokazuje satelita:

– dotąd wszystkie informacje zasięgnęłam z Wikipedii.


SULEJÓW
wapienniki

Pomimo planowanej lekkości tego turystycznego szlaku, nie można ciągle stać na kostce brukowej. Znów powołały się o mnie ścieżki nieco dziksze, tym razem sceneria jeziorna.
    Samochód zostaje w chaszczach, dalej trzeba iść ścieżką leśną w kierunku światła. 



Pięknie by tu było białą zimą przy oszronionych gałęziach, w słoneczny dzień, aby woda nabrała ładnych kolorów dla kontrastu.
    Sławna barwa jeziora nie była już widoczna, słońce znajdowało się zbyt nisko aby wydobyć z wody turkus. Ale przejrzystość jak na Polskę, robiła wrażenie.





Jezioro powstało w minionej dekadzie poprzez zalanie wodą wyrobisk po odkrywkowej kopalni wapienia. Swoją barwę zawdzięcza obecności węglanu wapnia. Zbiornik ma 13 m głębokości, a tam ukryte są liczne pozostałości dawnej infrastruktury kopalni. Metalowe schody, pompy, rury, szopa, gąsienice po koparkach, jak i piękne formacje skalne czy zatopione drzewa.
    Przejrzystość wody sięga do 10 metrów. Z tych powodów jest to popularny zbiornik w środowisku nurków.

Zdjęcie pożyczone od: strona







📍 Zostały jeszcze dosłownie dwie atrakcje. Jedną pamiętam z czasów wczesnopanieńskich, leżała na trasie wycieczki mojej i rodziców (kiedyś często razem podróżowaliśmy). Są to mury opactwa. Drugą atrakcją jest złoty zachód słońca na Luciąży i tam zakończę opowieść.

19 komentarzy:

  1. W Przedborzu koniecznie trzeba spróbować potrawy o nazwie kugel, który jest tam potrawą regionalną, niestety nie zawsze można go dostać, ponieważ najczęściej robiony jest na zamówienie, a w piecu piecze się go chyba całą noc. Kogokolwiek spotykam z Przedborza, ten zawsze poleca kugel. Niestety, choć byłam w Przedborzu kilkakrotnie, to nie udało mi się go spróbować.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli nie wiesz czy to dobre? Należałoby wobec tego przed wizytą zadzwonić do tamtejszej restauracji i umówić się na konkretną godzinę. Ciekawa podpowiedź.

      Usuń
  2. Przedborz, Majkowice i Sulejow - swego czasu bywalismy tam z rodzicami dosc czesto, ale bylo to tak dawno, ze niewiele pamietam oprocz nazw miejscowosci. Ale klimat tamtych stron swietnie udalo Ci sie przejac na zdjeciach. Na wapiennikach nigdy nie bylam, nawet nie wiedzialam, ze tam sa, bo przez Sulejow raczej tylko przejezdzalismy w drodze nad Pilice.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnóstwo się zwiedzało razem. Teraz chęci są, ale rzeczywistość trudniejsza do okiełznania. Synchronizacja trzech grafików, a to samochód nawali, a to ktoś zachoruje... i tak wybieramy się z rodzicami w te i inne tereny jak sójki za morze.

      Usuń
  3. Las, woda, odbicia w wodzie to mi się podoba, ale pod ruiny nie podchodziłabym. Nie jestem taka odważna. Pozdrawiam niedzielnie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nic mi nad głową nie wisiało, po murach nie biegałam, wszystko z dystansem. Do piwnicy też nie schodziłam, ani po niej nie skakałam. Ale jak wiadomo, wypadki się zdarzają pomimo. Lepiej być ostrożnym. Pozdrawiam poniedziałkowo. ;)

      Usuń
  4. Ciekawa wyprawa, zawsze znajdziesz coś ciekawego, zwłaszcza te odbicia wodne robią wrażenie.
    Masz nosa do interesujących detali:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Detale przede wszystkim. W nich jest małe-wielkie piękno. :)

      Usuń
  5. Witaj Aniu.
    O rany. To moje klimaty.
    A tak prywatnie, to nie byłem tam i już pewnie nie będę.
    Pozdrawiam serdecznie.
    Michał

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Namów kogoś z samochodem i jedź. Po prostu. ;)

      Usuń
  6. Zdjęcie liści nie ma równych sobie, ale te drzewa odbite w wodzie wyszły rewelacyjnie, gratulacje!
    Zasyłam serdeczności

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Odbicia w tafli spokojnych jezior to są moje ukochane motywy. :)

      Usuń
  7. To są mi w zasadzie nieznane okolice, byłam przejazdem tylko, choć pisząc te słowa przypominam sobie, że gdzieś niedaleko zatrzymałam się na nocleg, w lesie, nad jeziorem. Ale wiadomo, im bardziej nieznane, tym bardziej interesujące:) Kolor jeziora kojarzy mi się z Kolorowymi Jeziorkami w Rudawach Janowickich, znasz?
    A propos aparatu - jeśli migawka się zacina, to przyczyną może być, niestety, jej zużycie, wtedy albo wymiana, albo zakup nowego sprzętu, co bywa kosztowne, ale jak inspirujące 😉

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mało osób zna Łódzkie, dlatego tym bardziej mam ochotę pokazywać ten rejon. :)
      Nie znam w ogóle tamtej części Polski, obejrzałam w googlach. Jeziorka wyglądają obłędnie!
      Chodzi o cały pakiet objawów, a nie tylko migawkę. Numer błędu wskazuje na taśmę, tak samo jak wszystkie usterki. Sam aparat działa prawidłowo. Zresztą lustrzanek się nie wyrzuca z takie powodu.

      Usuń
  8. Oby aparat udało się łatwo naprawić ale mimo problemów technicznych zdjęcia i tak są ładne. Masz dobre oko i wiesz co odpowiednio uchwycić. To jest najważniejsze :)
    Przedbórz dużo przeszedł. Aż szkoda tego miejsca.
    Te ruinki to też bym chętnie dokładnie spenetrowała. Tylko musiałabym pojechać bez męża, bo by mnie tam nie wpuścił xD.
    Jeziorko piękne <3 od cywilizacji też trzeba odpocząć :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taaa.... są tacy ludzie, którzy po prostu nie nadają się do podróżowania. ;)
      Oby nam się zawsze świetni towarzysze trafiali. Pozdrawiam!

      Usuń
  9. Kolejna wspaniała wyprawa. Wspaniałe są zdjęcia z okolic Sulejowa. W Przedborzu nigdy nie byłam. Niewiele jest chyba w Polsce parafii pod wezwaniem św. Aleksego ( odpust pewnie jak w Tumie, 17 lipca).
    Wspaniałe sklepienie ma piwnica w Majkowicach.
    I krowy na łące...Jak bardzo brakuje mi pastwisk z urzędującymi na nich krowami tu, gdzie mieszkam. Sąsiad wprawdzie ma 50 krów, ale nigdy one nie wychodzą z obory. Jak chcę zobaczyć pastwiska to jadę w okolice Poddębic lub Uniejowa.
    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przyznam, że dziś nie zwracam na powołanie większej uwagi. Spostrzegawcza jesteś. W czasach kiedy miało to dla mnie znaczenie, interesowałam się nie tylko wezwaniem danego kościoła, ale całym wachlarzem świętych. Bardziej w formie "kto od czego jest". Dopiero lata później zrozumiałam, że to nie idzie w parze ze Słowem Bożym.
      Tak, sklepienie musiałam podotykać. XD
      Po życiu w Szwajcarii, tutaj w Polsce dziwi mnie, co te stada takie małe? Tam – kraj stricte farmerski – jest praktycznie obłożony krowami, owcami i alpakami. Co kawałek to pastwisko.
      W naszej okolicy (zatoczmy jednak większe koło) dość sporo krów mają koło Koła przy ruinach zamku, ale na drugim brzegu rzeki. Krowy tam podchodzą aby się napić.

      Usuń

Nie piszę dla poklasku, nie chcę samych duserów.
Jestem wdzięczna za każde nasze wspólne rozważanie. Za komplementy dziękuję, ale nie na tym mi zależy i nie będę odpowiadać. Proszę rozważ to nim pozostawisz po sobie te dwa/trzy słowa :) i tak zwyczajnie: porozmawiajmy.
Dziękuję za każdego czytelnika, który podzieli się ze mną swą refleksją miast "odhaczonym" komplementem.