Wędrówki:

Zakładki dotyczące wędrówek, są rozszerzone i znajdują się po prawej stronie bloga.

"Odpowiadam za to co powiedziałam, nie za to co zrozumiałeś."

6 czerwca 2021

Pora kolejnych zmian.

"Nie masz czasu na sen
Nie masz czasu na seks
Wciąż od życia chcąc więcej..."

                                                – Bajm


Wreszcie można spojrzeć w stronę słońca. Wyjść z czterech ścian, rozejrzeć się wokół, zacząć oddychać świeżym powietrzem. Ludzie boją się zmian, ale te są dobre. Rokują na przyszłość, edukują. Często dają szansę na normalność.
    Od kilku miesięcy wydawało mi się to abstrakcją. Dziś po krótce wyjaśnię dlaczego, oraz co się ze mną działo, kiedy zniknęłam z normalnego życia.
    Od końca lutego udało mi się dwa razy wyrwać na parę godzin gdzieś towarzysko i kilka razy wybyć na krótki plener. Kilka razy od lutego... Znacie mnie i wiecie, że to jak na mnie, jest dosyć dziwne.


Swą opowieść zacznę od tego, że w grudniu otrzymałam proroctwo, które kilka miesięcy później wypełniło się co do joty. Mówiło o chaosie w jakim będę żyła i kompletnym braku czasu.
    Gdzieś tam z tyłu głowy rozbrzmiewały te profetyczne słowa. Przez wszystkie dni jakby oczekiwałam, a może nawet wyczekiwałam, gotowa przyjąć tę kolej rzeczy. Dlatego zapytana o zmianę warunków pracy, zgodziłam się bez zastanowienia. Pociągnęło to za sobą pewną istotną korzyść, dlatego do tej pory i mimo wszystko, nie żałuję zmiany.
    Dotąd wiedzieliście, że pracowałam w sklepie, że pracę tę bardzo lubiłam, że wcale mnie nie męczyła i naprawdę chętnie spędzałam tam czas. Ja się nawet nie czułam jakbym była w pracy. I nagle zmieniła się cała agenda. Drastycznie zmniejszyła się liczba dni wolnych. Do braku czasu na inne rzeczy, doszło chroniczne niewyspanie, niedojadanie i sfrustrowanie. Zaczęłam chorować.

W kilka miesięcy postarzałam się jakby minęło z dziesięć lat. Dziś patrzę na własne nogi, jeszcze pełno popękanych naczynek, bo przecież stały dzień w dzień, zero innego ruchu, tylko praca, potem w samochód i do domu odsypiać. Patrzę na własne ręce, popękana do krwi skóra pod paznokciami, a po wewnętrznej stronie dłoni skóra złazi płatami.
    Inny plener zobaczyłam trzy razy. O dłuższych i dalszych wędrówkach nie było mowy. Nie poszłam nawet na rodzinne przyjęcie, bo choć wolny dzień dostałam, musiałam odchorować z gorączką w łóżku.
    Nowa powieść oczywiście leży odłogiem, a obraz od miesięcy nieskończony, wisi wciąż ten sam na sztaludze. Marzenie o powrotach na swoje tory, zostało odsunięte. Wszystko we mnie pękło, kiedy pierwszy raz przed wyjściem do roboty, popłynęły łzy bezsiły. Tak nie może być – myślałam. – Muszę to zakończyć.
    A potem, kilka dni później łzy popłynęły drugi raz.
    Nie mam pojęcia co by ze mną było, gdybym w tym czasie była sama. Nie chcę o tym myśleć.

Doprowadzono mnie do takiego załamania nerwowego i wyniszczenia, że dosłownie z drżeniem rąk i głosu, powiedziałam – a właściwie wyżaliłam się – ojcu prowadzącemu naszej firmy. Ten pryncypał to w gruncie rzeczy dobry człowiek. Słucha pracownika i reaguje dość szybko. Zwłaszcza, że przyznałam, iż rozważam zmianę pracy. Szef jest w porządku, lecz on dźwiga własny krzyż w tej firmie i trzeba wystawić kawę na ławę żeby coś zmienić. Tylko szkoda, że zawsze najpierw coś musi się wyłożyć i przestać działać (albo ktoś...).
    Inną kwestią było niedogadywanie się z pewną osobą, ale to nie był decydujący problem. Życie pracownicze doświadczyło mnie dużo dotkliwiej, więc sztubacki przełożony nie zaszedł mi za paznokieć. Jego nonszalanckie zachowanie było nawet zabawne.
    Ojciec dyrektor stanął na wysokości zadania, ale widząc jak plan wydarzeń na przyszły miesiąc powoli się uniepewnia, naprawdę miałam sceptyczne podejście do tej sprawy. Nie wierzyłam, że mogłoby być normalnie. Sceptycyzm, czy może już jednak marazm?



"Ile jesteś wart?
Kto twoją cenę zna?"


Nowej pracy nie szukałam, bo przecież nie miałam na to czasu. Nowa praca znalazła mnie – potencjalnie przyszły szef sam się upomniał. Po prostu zapytał, nakreślił warunki i szczerze przyznam, że tylko głupi by na to nie poszedł. Hajs w obydwu pracach godziwy, a w nowej prywatne życie wreszcie staje się możliwe. I co ważniejsze – mam znów szansę zadbać o zdrowie.
    Mam szansę po prostu normalnie żyć. Zawsze powtarzałam, że gdybym miała żyć systemem "praca-dom-praca-dom", oszalałabym. No i faktycznie. Popadłam w obłęd.



"Jak coś Ci nie gra,
to sobie nastrój"
– Marssi


Do tej pory nie rozumiem jak można żyć w ten sposób. "Praca-dom......"; a na pęczki jest takich osób. Żadnej pasji, wyłącznie praca, siedzenie w domu, albo wyjścia do kogoś i też siedzenie w domu, tyle że w cudzym. Przeżywanie tej pracy, plotkowanie, interesowanie się cudzym życiem i tak latami...
    Wystarczyło mi pożyć tylko kilka miesięcy pracą i nie mieć innego tematu i zrozumiałam, że jak na osobę, która wstąpiła właśnie w nowy etap życia, nie prezentuję się jakoś szczęśliwie. Raczej bardzo szaro. Non stop zmęczona, podkrążone oczy...
    Wierzę, że nie istnieją żadne sytuacje bez wyjścia, ale trzeba mieć oczy i uszy szeroko otwarte i chwytać się nowych szans.
    To rok zmian. Zmian na lepsze.
Taką równie ważną sprawą jak praca, było zmienienie niezdrowych warunków mieszkalnych na cywilizowane. O najważniejszej zmianie nie będę się powtarzać, już pisałam.



"Dawno temu przestałam utożsamiać opinie świadomie wierzących chrześcijan z głosem Boga"
– Żona Biskupa


Nie bójmy się chwytać szans, bo możemy stracić coś, co było nam pisane – a to wyłącznie nasza decyzja, bo jesteśmy wolnymi ludźmi. Mamy wolną wolę i prawo do decydowania.
    Tutaj przypomina mi się imię, którego dziś używam w Internecie. Jael, ono chodziło za mną całą dobę, aż w końcu przypomniałam sobie kim była ta kobieta. Po polsku znaczy kozica górska. Całej historii nie będę przytaczać, ale opowiem jaki ma morał, który widzę w swoim życiu. Jael dostrzegła strategię, rozwiązanie patowej sytuacji. Miała dostatecznie dużo odwagi i determinacji w sobie, aby podjąć stanowczą decyzję i ją zrealizować.
    Wracam wreszcie na właściwy tor, wracam do życia. "Na końcu tego tunelu czekały miłość z nadzieją a w dłoniach trzymały szczęście".



"Ja podejmuję decyzje związane z moim życiem, z moją służbą, z moim powołaniem na bazie tego, co Bóg mi mówi o mnie".
– Żona Biskupa

🌲🌳🌱


Ukryte w lesie wersy drewniane
Wciąż wydajesz mi się te parę kartek dalej
Ciepłe miejsce z kominkiem z boku
Znów na spontanie wchodzę w nowy rok
Zapach pokus mnie niesie błądzić nie przestaję
Choć znam azymut i kompas dostałem też
Poznaję świat od 24 lat ale
Czuję się starszy w duszy tak mi się wydaje

Siedzę tu w głębi lasu nawet gdy opada mgła
Nie wiem czy chcę z niego wyjść
Jest tu jeziorko małe przy nim siedzę ja
I nie wyjdę stąd ale ty śmiało przyjdź

Nie trzeba wiele mi
Pakuję plecak i wyjeżdżam, gdy
Czuję potrzebę by się odciąć od zgiełku

W tle chilloutowy bit i nie obchodzi nic
I mam ten idealny spokój na sercu 

Bez pędu zasięgu i granic
Ruszamy i jedynie nieznane przed nami
Bez bani zostawiamy zmartwienia za nami
A oddechy pełną piersią to nasze jedyne plany
Spędzamy ten czas tu gdzie cieszy się dusza
Ziemia ogień woda powietrze porusza
Tu koronami drzew ptaków śpiew w moich uszach
Czuję się częścią tego tylko ja i ta głusza

Dziś mamy czas plecak las

Spokój w nas chwilo trwaj

43 komentarze:

  1. Zawsze bylam zachowawcza i asekurancka, balam sie zmian jak ognia, bo do zmian potrzebna jest zylka ryzyka, a mnie tego brak. Powinnam juz tysiac razy zmienic swoje zycie, ale zawsze sie balam, a teraz... chyba juz za pozno, nie zaczyna sie rewolucji u schylku zycia, bez srodkow na zmiany. Ehhh...
    Mam nadzieje, ze Tobie sie te zmiany oplaca, nie materialnie, choc oczywiscie i to nie jest bez znaczenia. Powodzenia, Aniu!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wyobrażam sobie stagnacji i marazmu. Gdzie bym była dziś? Przypomnij sobie wszystko, czego dokonałam od początku roku. Mieszkałabym w miejscu, w którym czułam się jak intruz, dalej byłabym wyszydzana i obrażana – O.K., to najmniejszy problem, bo mam wywalone wrotki na opinie. Dalej uciekałabym z domu i siedziała w lesie – plus tego był taki, że miałam blisko las, teraz nie mam. Ale teraz nie muszę nigdzie uciekać, tylko planować wypady w plener z przyjemnością i z równie wielką przyjemnością wracać do domu – co wtedy mogło być jedynie marzeniem sennym. Tak, prowadziłam podwójne życie, drugie wyidealizowane toczyło się we śnie, gdzie nie miałam tych problemów. Dużo wizualizowałam, to taki rodzaj medytacji, sposób na ucieczkę od rzeczywistości. Teraz donikąd się nie przenoszę, bo mam to życie jakie chciałam – normalne. Po prostu. A o pracy już nawet nie będę wspominać, bo w tekście wystarczająco opowiedziałam jak było. Mogę dodać tylko, że klientela w tamtym sklepie była wymagająca, powinni tam postawić negocjatora policyjnego albo Pudziana, obojętne, bo zwykłej kobiecie ciężko. Nie było miesiąca żeby któraś na policję nie dzwoniła, a pod kasą normalnie na wyposażeniu firmy leżał gaz pieprzowy.

      Usuń
    2. Normalne życie budowane kosztem innych - żony, dzieci. Super��

      Usuń
    3. A znasz temat od podszewki? Ogólnie, znamy się?

      Usuń
    4. Owszem, znam temat. Twoje decyzje i wybory zniszczyły relacje chłopców z Rafałem. Atrakcje jakie zafundowaliście chlopcom mają wpływ na ich zachowanie, naukę oraz to w jaki sposób postrzegają ojca. Jak widzisz twoja pora zmian spowodowała zmiany w życiu niewinnych dzieci, które dzięki tobie bardzo cierpią.
      Po trupach do celu. Nie pozdrawiam.

      Usuń
    5. Najpierw się przedstaw to porozmawiamy.

      Usuń
    6. Przedstawiasz się jako chrześcijanka, która traktuje Biblię na serio - nie dorabiasz fałszywej ideologii.
      Biblia to słowo Boże - fundament codziennosci i podstawa - wzór do podejmowania dobrych decyzji życiowych. Zapomniałaś? Proszę, poświęć czas aby przemyśleć jak twoje decyzje niszczą życie chłopcom. Tylko ja, ja i ja....nie zapominaj, że Twoje decyzje życiowe zraniły dzieci. Kończę. Nie pozdrawiam.

      Usuń
    7. Zaczęliśmy się spotykać po tym jak Rafał został wyeksmitowany z domu. Nie widzę powiązań.
      Zatem kończymy.

      Usuń
    8. Masz rację, kończymy. Dziękuję za wymianę komentarzy. Chrześcijanka, żona, kochanka...nie pozdrawiam.

      Usuń
  2. Kochana
    Jakże mądry, potrzebny wpis🤗
    Gdybym i ja miała odwagę kilkanaście lat temu, teraz byłabym zdrowsza i wolna od uprzedzeń ludzkich-asertywna!
    Powodzenia w postanowieniach życzę z całego serca💖😀
    Pozdrawiam najserdeczniej🌞💛🍀😊

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ludzie boją się zmian, już to napisałam. A potem żałują swej pasywności. Nawołuję do tego, by żyć w zgodzie z własnym rozumem i patrzeć co się dzieje wokół. Potrzebowałam zmian – same przyszły. Wystarczyło chwycić. To nie jest trudne.

      Usuń
    2. Młodzi są odważniejsi, widzę to po moich Dzieciach🤗
      Moje pokolenie już takie nie jest, my nie lubiliśmy zmian!

      Usuń
    3. Może to jest pragnienie stateczności, stałości? Żeby było już wygodnie i niespiesznie? Każdy chciałby aby życie było proste i spokojne. A tak się nie da, czasem trzeba skoczyć do wzburzonej wody.

      Usuń
    4. Tak można działać, jak się jest młodym i zdrowym.

      Usuń
    5. Przede wszystkim zdrowym.

      Usuń
  3. Odwaga jest potrzebna, ale i możliwości, przypadek, dobrzy ludzie po drodze...
    Posmakowałaś życia wielu ludzi w Polsce, ale umiałaś podjąć śmiałe decyzje, nie każdy to potrafi lub nie wie, że można inaczej.
    Oby teraz tylko z górki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma przypadków, są tylko spotkania. Gdyby podliczyć całe życie, takich sytuacji było multum. Trzeba się rozglądać, słuchać, łapać okazji, bo życie przelatuje nam przez palce i szkoda nawalać, poddawać się.
      Właśnie – nie każdy wie, że można inaczej. I ja robię tą różnicę.

      Usuń
  4. A ja myślałam ,że ty nic, tylko zwiedzasz, wędrujesz, przedzierasz się przez krzaki i robisz zdjęcia. Powodzenia dziewczyno. :)))

    OdpowiedzUsuń
  5. Życzę Ci dużo szczęścia.... bo ono też jest potrzebne!!!
    I odwagi - bo bez niej niczego się nie osiągnie.
    Jak zwykle jestem pełne uznania dla Ciebie:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Odwaga. Tak wielu dziś mówi, że jej nie zna. Wynikałoby, że mamy tchórzliwe społeczeństwo, a w to jakoś nie chce mi się wierzyć.
      Pozdrawiam słonecznie. 🌞

      Usuń
  6. Miałaś trudny czas, który jest już za Tobą. Dasz sobie radę, bo jesteś świadoma siebie i wiele potrafisz.
    Kiedy kilkanaście lat temu wymodliłam sobie zmianę, najpierw byłam w szoku, bo utrata pracy po ćwierćwieczu to był dla mnie koniec świata. W dodatku spaliłam za sobą mosty i wypadłam z zawodu na całe 10 lat. Ale najistotniejszej zmiany musiałam dokonać w sobie. Cóż, ciągle jestem w drodze i ciągle odkrywam coś , co wymaga pracy. Z perspektywy czasu nie żałuję niczego. W kilku branżach zaczynałam prawie od zera i poradziłam sobie, poznałam mnóstwo ludzi i często mieliśmy układy wiązane- ja dla ciebie to, ty dla mnie tamto. Nie brakowało też upokorzeń i cierpienia. Pamiętam jak jednej wiosny szłam parkiem Śledzia, a łzy same leciały mi po twarzy. Po pomyślnie zakończonej rozmowie kwalifikacyjnej o 6 miesięczny staż, Kadrowa rozpływała się nad moją świetlaną przyszłością- uzyskaniu miesięcznej umowy za najniższą krajową. Ale dziś też patrzę na to inaczej- cóż, naukowcy...
    Masz rację, trzeba chwytać okazje, "wsiadać do tramwaju", który jedzie w kierunku zgodnym z naszymi oczekiwaniami. Ryzykować, czasem grać Vabank, bo" Kto nigdy nie wystawia się na szwank, ten głównej stawki nie wygrywa..." Ludzie i tak nie zostawią na nas suchej nitki. Pogadają i przestaną. Ty nie masz z tym problemu, ja niestety miałam i to duży. Niczym mantrę słyszałam od dzieciństwa- "Co ludzie powiedzą?' W najtrudniejszych momentach przypominałam-a gdzież ci ludzie byli, wtedy, gdy ich najbardziej potrzebowałam?!
    Cóż- wszystko płynie, nieustannie się zmienia, więc dobrze by było nie bać się zmian.
    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo często bywa tak, że tak gdzie pozornie widzimy nieszczęście, kiełkuje coś dobrego. Podobnie jest polem, nawozisz je łajnem, żeby wzrósł żyzny plon. Wszystko ma swój czas.
      "Ludzie i tak nie zostawią na nas suchej nitki. Pogadają i przestaną." – racja. Choć czasem mam wrażenie, że wieszać psów nigdy nie przestaną. Zawsze ocenia się jedną wersję, mało kto chce wysłuchać drugiej strony.

      Usuń
  7. Nie wyobrażam sobie teraz pracy, która angażowałaby mnie tak bardzo, że nie miałabym czasu na życie prywatne. Po części dlatego zrezygnowałam z etatu w Geosferze. Bo... moje dzieci chorowały, bo na pandemii nie miałam z kim ich zostawić w domu, bo nie angażowałam się w organizację weekendowych imprez. Byłam mobbingowana... poniżana... po to, abym odeszła. Takie metody stosuje się w urzędach. Jak się nie ma wielkiej gęby... i twardej dupy, to nie da się przetrwać.
    Teraz jestem szczęśliwą bezrobotną. Nie narzekam na nudę... Moje życie wypchane jest po brzegi zajęciami, których wykonywanie sprawia mi radość.

    Aniu dobrze, że zmieniłaś pracę. Nie można żyć w takim kieracie!!! Wiesz sama jak to wyniszcza!!! Życzę Ci powodzenia!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Koszmar... Chciałaś realizować się w zawodzie, a tu guzik, tzw. "human error".
      Przy dzieciakach nudzić się nie możesz, to na pewno. Dobrze, że możecie sobie pozwolić na taki układ.
      Dzięki.

      Usuń
  8. Myślę, że determinacja pomaga, ale motywacja jest równie ważna. Ja zmieniałam prace i miejsca zamieszkania, w ostatnim roku zamieszkałam w nowym miejscu w Krakowie, od nowa urządzałam i mieszkanka, i ogródek. Miałam zajęcie w pandemii. :-)
    Serdeczności

    OdpowiedzUsuń
  9. Cenię u ludzi odwagę, determinację, zaangażowanie, pasje, otwartość na nowe, dążenie do swojego szczęścia...
    Sama jestem tego przykładem. Na różnych płaszczyznach...
    Powodzenia!

    OdpowiedzUsuń
  10. Tak sobie pomyślałam, że bardzo pasują do Ciebie słowa: "Na rozwidleniu dróg gdym stanął, wybrałem tę mniej uczęszczaną". Życzę Ci podróży przez życie swoją drogą. Nie będzie to łatwe kiedy stworzy się rodzinę, ale może się udać. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Droga to wąska i niełatwa, ale wpaść w nią całą rodziną i rozdeptać, no przecież czemu nie? ;) W końcu moja droga. ;P

      Usuń
  11. No jak ja Cię rozumiem, brawo kochana! To ważna decyzja, mało kto potrafi taką podjąć. Ostatnio na stołówce rozmawiałam z moją przyjaciółką, nie Sylwią, a Agnieszką, też blogerką. No i mówiłam, że nie chcę i nie umiem żyć, jak większość, czyli praca-dom-praca-dom. Wspominałam o pasjach i o tym, że jak ktoś tak chce żyć, to jest ok, ale ja nie. Aniu, kurka jak na mnie patrzono, jakbym była debilką stulecia. Potem jakieś tam obrazy w moją stronę, ale co mnie tam to obchodzi. Ja Cię doskonale rozumiem. Praca jest ważna, ale życie to coś więcej. Ja mam szczęście, bo mama moją szefową, z bratem robię prace dodatkowe, a codziennie pracuję właśnie z przyjaciółką. Był jednak moment, gdzie było multum nadgodzin, byłam wypompowana, właściwie to tylko odpoczywałam po pracy. Teraz jest już git. Dla mnie takie życie...praca- dom to nie życie. Wiadomo, niektórzy nie mają wyboru i brawo za wytrwałość, ale wielu ten wybór ma, wielu nie korzysta, wielu narzeka, bo to łatwiejsze, oj znam takich. Jeszcze raz brawo. Jesteś super kobietą!!!!!!!!! <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Racja, jeżeli ktoś chce. A ja i Ty potrzebujemy więcej powietrza żeby rozwinąć skrzydła.
      Pozdrawiam!

      Usuń
  12. Ps. Cudnie być na Twoim blogu. :))))

    OdpowiedzUsuń
  13. Wyobrażam sobie, jaka byłaś wykończona, domyślałam się, że coś cię mocno pochłonęło. Ja w takich chwilach nie siadam nawet do pisania, bo zwyczajnie nie mam siły. A życie "praca-dom" bez możliwości oddechu to egzystencja, i faktycznie prowadzi wprost do chorób. Cieszę się więc, że zmieniłaś pracę, i życzę powodzenia w tej nowej! I w życiu prywatnym oczywiście też.
    Uściski!!!
    IW

    OdpowiedzUsuń
  14. Cieszę się, że masz w końcu czas dla siebie i zmienia się wszystko na dobre. Oby tak dalej! Powodzenia!

    OdpowiedzUsuń
  15. Wiekszośc z nas boi siezmian. Wolimy juz to co jest, nawet, jak jest kiepsko, ale boimy sie, że moze być gorzej, że będziemy żałować i to nas wstrzymuje przed odważnymi decyzjami.Ale to tak, jakby godzić sie na powolne topienei w bagnie. Znikąd pomocy i nadziei. Tylko od nas zależy, czy zdecydujemy sie podciagnąć na jakiejś gałęzi i zaryzykujemy wydostanie sie z moczarów.Owszem, zawsze istnieje ryzyko, że mozemy sie utopic, ale i tak - moim zdaniem - warto to ryzyko podjąć, niż potulnie trwać w zgryzocie i oswojonym maraźmie.
    pozdrawiam Cie serdecznie, Aniu i cieszę się, że dzieki swojej decyzji jesteś teraz szczęśliwsza!:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zauważyłam ten strach. Nigdy nie dawałam mu się zeżreć. Życie przelatuje przez palce, a my możemy w nim podejmować decyzje i popełniać błędy. Jeżeli tutaj błąd popełniłam, to podejmę kolejną decyzję i kolejną próbę. Proste. Ale trzeba próbować, bo stać w miejscu jest rzeczą niedobrą, a już najgorszą, cofanie się. Trzeba iść naprzód. Odważnie.

      Usuń
  16. Wiesz jak bardzo Cię lubię, bo wielokrotnie dawałam temu wyraz w komentarzach. Trzymam bardzo mocno kciuki, by zmiany, na jakie się zdecydowałaś, okazały się właściwym wyborem. Uściski.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znamy się już dość długo, choć tylko wirtualnie, ale zdecydowanie jesteś tą osobą, od której słowa trafiają do serca. Dzięki!

      Usuń
  17. Witam serdecznie ♡
    Kochana, ten trudny i przykry czas za tobą. Teraz trzeba odetchnąć, odpocząć i podreperować zdrowie. Mam nadzieję, że wszystko jak najszybciej wróci do normy. Przykro mi z powodu tego co się stało. Trzymam za Ciebie kciuki! Cały czas!
    Ludzie często boją się zmian, bo zmiana to jedna wielka niewiadoma. Albo wyjdzie na dobre albo niekoniecznie. Jednak bez sensu jest rezygnować z każdej zmiany która mogłaby stać się w naszym życiu, tylko z powodu strachu co będzie dalej.
    Życie jest jedno.
    Dużo zdrówka!
    Pozdrawiam cieplutko ♡

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Potrzeba na to czasu, w głowie myśli jeszcze huczą.
      Dzięki za miłe słowa, pozdrawiam!

      Usuń

Pewnego dnia wymyśliłam sobie, że będę dzielić się pięknem świata, którego doświadczam podczas swoich wędrówek. Że będę pisać ku pokrzepieniu serc i być może zachęcać do podróżowania. W tym samym celu wydałam książkę, czyli dla Waszej przyjemności. Czasami piszę też o Bogu, który jest dla mnie najważniejszy i dzielę się chętnie swoim studium biblijnym.
Jednak nie robię tego dla poklasku, nie chcę samych duserów.
Dziękuję za każdego czytelnika, który podzieli się ze mną swą refleksją miast "odhaczonym" komplementem. Jestem wdzięczna za każde nasze wspólne rozważanie. Za komplementy dziękuję, ale nie na tym mi zależy. Proszę rozważ to nim pozostawisz po sobie te dwa/trzy słowa :) i tak zwyczajnie: porozmawiajmy.