Wędrówki:

Zakładki dotyczące wędrówek, są rozszerzone i znajdują się po prawej stronie bloga.

"Odpowiadam za to co powiedziałam, nie za to co zrozumiałeś."

6 kwietnia 2021

Szlak zapomnianych.

"Jeśli nie potrafisz wykorzystać minuty, to zmarnujesz i godzinę, i cały dzień, i całe życie!"

– Aleksandr Sołżenicyn "Oddział chorych na raka"


Pamiętacie wpis sprzed roku pt. "To jest ten brudny styl mojego domu"? Pisałam w nim o życiu w wielkim mieście, o Łodzi, jakiej większość nie zna, o opuszczonych miejscach, do których zawsze mnie ciągnęło. Brudne miasto, industrialny brudny styl i czarna strona życia w Łodzi.
    Nigdy specjalnie nie szukałam opuszczonych miejsc. Łódź jest ich pełna i łatwo na nie trafić na większości ulic. Znacznie trudniej jest dostać się do wnętrz takich domów, a nade wszystko chciałabym wejść kiedyś do jednej z opuszczonych, łódzkich fabryk.
    Niniejszy wpis prezentuje jeden z takich zapomnianych budynków w tymże województwie. Zabawiłam się nimi. Obróbka zdjęć na całego, efekt bardzo mi się podoba i pomyślałam sobie, że mogłabym niniejszym wpisem otworzyć coś zupełnie nowego, mianowicie cykl miejsc zapomnianych. Jestem ciekawa też przy okazji, ile udami się znaleźć takich prawdziwych perełek, bo opuszczony dom to szczerze mówiąc jeszcze nic takiego wielkiego. Tutaj mamy do czynienia prawdopodobnie z opuszczoną jadłodajnią. Wnioskuję to po okienku barowym w środku.


Tutaj czas stanął w miejscu. Zaparzył sobie kawę i usiadł na rozpadającym się parapecie, patrząc w las za brudną szybą. Czas nigdy nikogo nie gonił, choć temu zaprzeczycie. Czas lubi się zatrzymać i szczerze docenia te chwile. Może nas wtedy obserwować ze spokojem kiedy my pędzimy próbując niby mu umknąć. A on tylko uśmiecha się, przesłonięty parą w obłokach nad kubkiem gorącej mazi z wieloma składnikami, będącymi esencją słodkiej pauzy.

Usiadłam obok czasu, podałam mu rękę. Niegdyś śpiewałam do wtóru z pewną wokalistką, że czas to mój największy wróg i przyjaciel zarazem. Dziś chcę śpiewać, że tylko przyjaciel. Już nie czekam cierpiąc niedoczekanie. I śpiewam razem z subtelnym głosem innej artystki, że otwieram serce, kładę je na ręce i idę tam gdzie już nigdy nie będę sama.

Każdy najdrobniejszy krok to skwierczące szkło pod podeszwami. Takie jest życie, nie jest wcale słodkie, trwa i ginie w zepsutym świecie. Dlatego człowiek powinien założyć porządne buty, by to szkło nie poraniło jego stóp. Wtedy można po tym szkle nawet biec.
    I tak staram się żyć, dążyć i marzyć. Biegnąc po szkle, przedzierając się przez ciernie, czasem błądząc bez strachu i ponownie odnajdując swój szlak. A czas i tak przeminie. Nasz tutaj, Twój tutaj.

Usiadłam z nim, by wypić razem kawę. Przyglądałam mu się, a on mnie. Bacznie bez słowa, bo on zawsze wolał milczeć. On stawia na czyny, nie mowę. Nauczyłam się od niego podobnie myśleć. Cierpliwie myśleć i oczekiwać. Działać, ale roztropnie. Bo czas i tak minie, a wszystko wokół to marność jak ten rozpadający się dom.

I nasze oczy przestaną wyraźnie widzieć, jak te szyby przestały wyrażać zewnętrzny świat. Już zamglone, zamazane piętnem jakichś wydarzeń, pozbawione przejrzystości, pozbawiły ten pokój światła.
    Żyjmy tak, pomimo wszystko, by nasz pokój w świetle skąpany był zawsze. Nawet jeżeli mgła osiądzie na naszych oczach, nie zgubmy światła w nas, bo w światłości jest życie, tak jak życie jest we krwi.

27 komentarzy:

  1. Trafnie i poetycko opisałaś te zapomniane miejsca. Taki cykl byłby ciekawy. Bardzo podobają mi się dwa ostatnie zdania Twojego wpisu. Serdecznie pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Takie miejsca popychają mnie do refleksji samoistnie. Żadne cmentarze, żadne święta, właśnie takie puste mury.

      Usuń
  2. Zdjęcia ciekawe, choć smutno wyglądają budynki bez okien.
    Bazgroły na ścianach i szybach piękne nie są, ale dają jakby opuszczonym nowe życie.
    Niebawem pewnie las zawładnie tymi resztkami architektury...
    Cykl kontynuuj, jestem za!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Okna w zasadzie są, tylko szyby też pomazane. W Polsce to mankament, bo zwykle musimy oglądać bohomazy albo bluźnierstwa. No i klubowe przepychanki. Mało jest ładnych graffiti.
      Ten pustostan chyba nie tak prędko las pochłonie. Mimo wszystko jest w dosyć dobrym stanie i wygląda, że ma solidne fundamenty.
      Dzięki za zachętę.

      Usuń
  3. Mnie w takich przypadkach zawsze zastanawia strona materialna obiektu, ktos to zbudowal, czemus sluzylo, zostalo porzucone. A przeciez mury sa jeszcze zdrowe, okna mozna wstawic nowe, szkoda, zeby zaroslo chwastem, zmarnowalo sie do cna, w koncu zawalilo. Kto byl/jest wlascicielem i dlaczego nie ratuje tego, co jeszcze uratowac mozna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie jestem pewna, czy to można uratować. Obiekt jest cały czas otwarty, drzwi nie ma, okna pootwierane. Pewnie instalacja elektryczna do wymiany, mury osłabione, dach dziurawy jak i hydraulika. Wszystko tam się sypie. Czasami lepiej wyburzyć i postawić od nowa, bo renowacja się nie opłaca.

      Usuń
  4. Pieknie wkomponowałaś swoje emocje w teatr przemijania materialnej rzeczywistości... I filozofię życia...
    Miejscówka i zdjęcia rewelacyjnie klimatyczne. Przemawiające najbogatszą treścią, bo treścią wyobraźni.
    To też moje fascynacje i klimaty wow!
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  5. Niesamowicie smutne są miejsca w których kiedyś tętniło życie...
    Ale od czego wyobrażnia i wspomnienia?
    Pięknie - jak zwykle - napisałaś.
    Serdecznie Cię pozdrawiam Anno :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem jak tu było, kiedy to wszystko normalnie funkcjonowało, ale na pewno dość ciekawie, bo to nie był dom, a jakiś obiekt publiczny... Może jadłodajnia? Nie mam żadnych wskazówek, nie wiem jak znaleźć historię. Duch przeszłości lawiruje w tych ścianach, pamięta. Mnie została wyłącznie wyobraźnia.
      Wiosennie pozdrawiam. :)

      Usuń
  6. Takie opuszczone miejsca fotografuje też dwoje moich znajomych z Instagrama, ale jakoś nie szukam specjalnie takich profili, bo mnie osobiście męczy i przygnębia chaos takich miejsc i ich rozpad. Wolę światło i pełnię życia, a skoro już miejsca bezludne, to niech to raczej będzie las, góry, jeziora lub coś w tym rodzaju. :)
    Poza tym - znasz mnie trochę - mnie się od razu włącza wewnętrzny analizator remontu i już w głowie to wszystko układam, porządkuję, maluję, tynkuję itd. W tym sensie takie wizyty mogą być dla mnie twórcze, ale jednocześnie dość męczące. :)
    Wczoraj odkryłam podobnie zdewastowany i raczej na pewno opuszczony dom tuż obok, w mojej okolicy. To wyjątek, bo większość domów jest tu zadbana, historyczna i na pięknych zadbanych działkach. A mnie oczywiście korci ten - bo może bym to sobie wyremontowała... No cóż - może to jakieś zboczenie, ale ja je u siebie lubię. :)
    pozdrowienia i serdeczności!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lubię zdjęcia z takich miejsc, pod warunkiem, że fotografujący ma talent. Nie trudno jest po prostu zrobić zdjęcie rozpadającego się budynku, ale za każde magiczne ujęcie, szacun.
      Wiesz, że las, góry i jeziora też lubię. :) Jako fotograf amator, jestem wielotematyczna. :)
      Mnie włącza się opcja uratowania takiego pustostanu. Mam podobnie jak Ty. ;) Zawsze ilekroć widzę opuszczony dom, oczami wyobraźni widzę też jak go odnawiam i potem zamieszkuję. W Łodzi mam mnóstwo "swoich" domów.

      Usuń
    2. No to cieszę się, że nie tylko ja ożywiam w wyobraźni te pustostany :)

      Usuń
  7. Witaj Aniu.
    Lubię takie zapomniane mieksca.
    Fakne zdjęcia i opisy.
    Pozdrawiam i zapraszam
    Michał

    OdpowiedzUsuń
  8. Bardzo żałuję, że będąc w Łodzi nie mogłam zapuścić się w jej "mroczne" zakamarki. Od razu sobie pomyślałam, że miałabym co robić w tym mieście. Niestety przeszliśmy tylko Piotrkowską, zaglądając do Pasażu Róży. W Łodzi musi panować straszne bezrobocie:) bo statystycznie co 5 minut byliśmy zaczepiani i proszeni o datki pieniężne lub zakup jedzenia.
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takie miejsca nigdy nie wybieram się sama, zwłaszcza z aparatem. Znikąd te bohomazy się nie biorą.
      Tzw. Pietryna, jedna z moich ulubionych uliczek w Łodzi. Pasaż Róży ma szczególny urok. Podobno warto trafić tam na porę, w której słońce zagląda tam bezpośrednio.
      Trochę wstyd... ;/

      Usuń
  9. Droga Aniu, jak dobrze znowu gościć na Twoim blogu.
    Zatopiłam się w tej poetyckiej prozie. :) Zdjęcia niesamowite.
    Będę wpadać w miarę możliwości.
    Pozdrawiam Cię ciepło!

    OdpowiedzUsuń
  10. Zawsze mnie zastanawiało jaka historie kryją takie miejsca. I pamiętam, że to Ty obudzialas we mnie ta dociekliwość jak kiedyś napisałaś mi komentarz, że lubisz oglądać zamki bo każdy z nich ma inną historie.
    Zdjęcia niesamowite, mroczne i tajemnicze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak to się stało, że miejsce zostało opuszczone? Kto wcześniej chodził po tych pomieszczeniach? Częściej panowała tu powaga czy wesołość? Kto te mury odwiedzał? Wyobrazić można sobie wiele i to jest fascynujące.
      Klimat można osiągnąć przeróżny w takich opuszczonych miejscach, to zależy tylko od nas. Może być mrocznie, nostalgicznie lub fantastycznie.

      Usuń
  11. Zdecydowanie lubię takie miejsca i zdjęcia takich miejsc.

    OdpowiedzUsuń
  12. A mnie takie miejsca zasmucają, myślę o mieszkańcach, ich losach.
    Żal mi pustych, zniszczonych domów!
    Pozdrawiam Aniu cieplutko wiosennie już🌞💛😊🌼

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Te mury mają jakąś historię i możemy sobie tylko wyobrażać jaką.
      Słoneczne uśmiechy dla Ciebie. :)

      Usuń
  13. To będzie bardzo ciekawy cykl!

    OdpowiedzUsuń
  14. Tego typu miejsca skłaniają do refleksji. Smutne, że jakiś czas temu tętniły życiem, a teraz świecą pustkami i popadają w ruinę...To co kiedyś było dla kogoś ważne, teraz jest zapomniane i bezużyteczne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale istniejąc nadal, daje radość takim poszukiwaczom jak ja. ;)

      Usuń

Pewnego dnia wymyśliłam sobie, że będę dzielić się pięknem świata, którego doświadczam podczas swoich wędrówek. Że będę pisać ku pokrzepieniu serc i być może zachęcać do podróżowania. W tym samym celu wydałam książkę, czyli dla Waszej przyjemności. Czasami piszę też o Bogu, który jest dla mnie najważniejszy i dzielę się chętnie swoim studium biblijnym.
Jednak nie robię tego dla poklasku, nie chcę samych duserów.
Dziękuję za każdego czytelnika, który podzieli się ze mną swą refleksją miast "odhaczonym" komplementem. Jestem wdzięczna za każde nasze wspólne rozważanie. Za komplementy dziękuję, ale nie na tym mi zależy. Proszę rozważ to nim pozostawisz po sobie te dwa/trzy słowa :) i tak zwyczajnie: porozmawiajmy.