Wędrówki:

Zakładki dotyczące wędrówek, są rozszerzone i znajdują się po prawej stronie bloga.

"Odpowiadam za to co powiedziałam, nie za to co zrozumiałeś."

4 stycznia 2021

Olsztyn – mój niedoszły dom.

"Tańczymy, tańczymy, tańczymy!
Obrotów nie tracimy!
W zamkowych katakumbach
Gorąca bucha rumba.

Tańczymy z Mikołajem
Nad warmińskim rajem,
Tańczymy na obłokach
Salsę i pofajdoka.

W cukierni Kopernik,
W kawiarni i pizzerii,
W galeriach, herbaciarniach
Euforia nas ogarnia.
Na plaży już od rana
Copa Coppernicana.
Z dziewczyną jak marzenie
Tańczenie na morenie.

Olsztyn kocham, moją małą Amerykę..."

– "Coppernicana", Enej

 

u schyłku września, 2020

Jego ulicami można spacerować bez końca. Cztery rzeki i piętnaście jezior, ponad 1800 ha lasów, dwa rezerwaty przyrody roślinności torfowej i całe mnóstwo zieleńców, skwerów oraz trzy ponad stuletnie cmentarze. Dawno temu planowałam zamieszkać w Olsztynie i miała to być inwestycja życia aż do jego końca.
    Niedaleko miałabym do mojego Raju na ziemi, niedaleko do przyjaznych dusz, nie byłabym sama. Niedaleko do spełnienia się w swojej pasji w samym centrum najpiękniejszego regionu w naszej Ojczyźnie. Wiążę z Olsztynem wiele pięknych wspomnień, wiele przygód spokojnych jak i tych szalonych, podczas których wiele się nauczyłam.
    Tym słodkim wstępem przepełnionym refleksją i jakby sentymentem, rozpoczynam krótką opowieść o naszej ostatniej wycieczce niniejszych wakacji. To miał być pewniak, tam zawsze było pięknie i wszystkie plany zawsze się udawały.

Zamek w Olsztynie

Zwiedzałam go już dwa razy. Pierwszy raz za opłatą biletową, wycieczka bez przewodnika. Za drugim razem darmo z okazji urodzin Kopernika. Oprowadzał nas sam Mikołaj, zdobnie ubrany na modłę swoich czasów. Wtedy wszystkie zakamarki zamku stały otworem. Obie te przygody wspominam miło, przede wszystkim miałam swój porządny zastrzyk średniowiecza i nie było mowy o niedosycie.

Nabyliśmy bilety drogą kupna, jednakże znaczna, rozległa część zamku i długie korytarze były wyłączone ze zwiedzenia z powodu pandemii. Byliśmy więc zmuszeni tłoczyć się ze wszystkimi turystami na ograniczonych metrach, aby wirus rozprzestrzeniał się lepiej. Praktycznie wszyscy byliśmy zmuszeni siedzieć sobie na plecach.

Komnat otwarto niewiele, między innymi poddasze, na którym odbywała się wystawa rzeźb maryjnych, co wzbudzało raczej niesmak niż zachwyt. Postałam przy schodach, poczekałam aż reszta naszej załogi wypatrzy oczy i poszliśmy dalej. Zdjęć nie robiłam.
    Powyższe i poniższe zaś, przedstawia komnatę, w której można oglądać repliki obrazów i całkiem ładny żyrandol.


Nie zabrakło rękopisów. W gruncie rzeczy jak im się tam bliżej przyjrzałam, uznałam że mogłabym dla nich kopie robić. Jak się rozpędzę, mam dokładnie taki sam charakter pisma jak tu:


Gotykiem nie piszę, ale myślę, że to kwestia nauczenia się i odpowiedniej stalówki.
    Anna – skryba z powołania, psychopata z natury. Nigdy nie denerwuj skryby, bo nigdy nie wiadomo co za pazuchą trzyma...
    Lubię sobie gdybać, że z obecną wiedzą trafiam do średniowiecza. Dawniej wystarczyło umieć pisać i człowiek był ustawiony na całe życie. Dorobiłabym się fortuny, własnego konia i porządnego arsenału broni białej. Po co mi to ostatnie? Psychopaci zawsze prowadzą podwójne życie...


Makiety... makiety... makiety... [głośne westchnienie]. Taki mały pokaz prostego życia w mieście z przeszłości. Te wynalazki bywają różne, różnej jakości i dbałości o detale. Muszę przyznać, że niniejsze makiety są jednymi z lepszych jakie oglądałam.




Wyniósłszy się już z ciasnego siedliszcza covida, na wolnej przestrzeni odetchnęliśmy z nieskrywaną ulgą. Noszenie maseczek w ciasnych i wyoddychanych korytarzach, plus do tego wspinaczka po schodach, to nie jest mój ulubiony sport. Normalnie pomykałabym radośnie tymi komnatami i schodkami, wymijając zwinnie wszystkich ludzi jak mały króliczek w lesie fikający między drzewami, ale szczerze mówiąc w obecnych warunkach zmęczyłam się i upociłam, czując się mniej więcej jak słoń w składzie porcelany. A wiecie co jest gorszego od słonia w takim miejscu? Jeż w fabryce prezerwatyw.


Olsztyńska katedra
św. Jakuba Apostoła

XVI-wieczną wieżę kościoła widać już z daleka. To ogromny prostokąt utrzymany (jak cały kościół) w stylu gotyckim.
    
Architektura bardzo przypada mi do gustu, zwiedzałam kościół nie pierwszy raz i jak na parafię katolicką, ma całkiem gustowne wnętrze.







Nasza ulubiona pierogarnia

Tak, to jest reklama, ale niesponsorowana, oni o mnie nie wiedzą. Na starym mieście Olsztyna znajduje się pierogarnia. Zawsze z moimi rodzicami tam jadamy i teraz tradycji stało się zadość. Jakbym znów jechała do Olsztyna, to z pewnością mnie tam spotkacie → namiary


Nad jednym z piętnastu jezior

Na chwilkę czas się zatrzymał. Trochę zadumy nad uroczym akwenem i kilka słów krytyki w stronę zamku, a jednak tym razem marzenia o balistach nie pojawiły się, żal by było tej pięknej konstrukcji. Przyjdą lata kiedy będzie normalnie i czar Olsztyna powróci także na zamek.



Pewnie pojawią się pytania o to co się stało i czemu dziś nie możemy się tam przeprowadzić? Ano w każdym planie jak to w tańcu, do tanga trzeba dwojga zgodnych ciał i chętnych serc. Zamieszkuję centralną część Polski i tak już najprawdopodobniej pozostanie. Marzenia marzeniami, ale chyba zdałam sobie wreszcie sprawię z tego, że zaczęło mi zależeć – nie na miejscu – na ludziach jakich tutaj poznałam. Na Mazurach też mam swoich ludzi, ale jestem również mobilna. Nie chcę już się wyprowadzać z centrali. Mówię to zupełnie świadomie.
    Będzie dobrze, a nawet lepiej.


W drodze powrotnej

Zatrzymaliśmy się na chwilę w sanktuarium maryjnym w Gietrzwałdzie. Chciałam porobić trochę zdjęć w unikatowym kościółku, ale trafiliśmy na mszę. Ścisk taki jakby co najmniej pogrzeb biskupa był.
    Przeszliśmy się kawałek aleją prowadzącą do "cudownego źródełka". Okazało się, że stoi dosyć pokaźna kolejka po cudowne bakterie (oczywiście jedno za drugim, bez żadnego odstępu). Ten cały kult wydaje mi się mocno żenujący... tylu księży zachorowało na covida, a nadal wierni nie stosują się do zaleceń.
    Oto jedyne zdjęcie jakie stamtąd przywieźliśmy, zrobiła je nam telefonem moja mama.


27 komentarzy:

  1. Z Toba mam przynajmniej okazje pozwiedzac miejsca, w ktorych nigdy nie bylam. Zamek fajny, katedra - przerost formy nad trescia, obliczony na okazanie malosci wiernych. Pierogi: mniammm... W miescie Uc ukradli mi pierogarnie w makulaturze, wiec sie obrazilam, bo lubilam tam jadac, kiedy wracalysmy z mama z cmentarza od taty.
    Nie mam nic przeciwko temu, zeby glupcy nie trzymajacy sie zasad wraz z plaskoziemcami i covidiotami zarazali sie bez ograniczen, ja to nazywam selekcja naturalna, pozostana jednostki choc troche myslace.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zamek to ja Ci (Wam) kiedyś dopiero pokażę, ale po pandemii. Na pewno tam jeszcze trafię (mam motywację, mąż jeszcze nie widział).
      Kościół odpowiadał mi swoją gotyckością, głównie patrzę wtedy na architekturę i tutaj katolicki blichtr mi jej nie zasłaniał.
      Nie zdążyłam wejść do tej pierogarni w makulaturze. Ale bywałam w "Kartoflaku" (mówiłam tak na French Potato), niestety też już go nie ma. Najlepsze rzeczy kasują, a Gesslerowa ma się nadal świetnie, mimo że mało tam klientów.
      Nie myślę o tym jak o selekcji, żal mi ich, ale w efekcie tak to się kończy jak mówisz.

      Usuń
  2. A mój nie doszły dom to Trómiasto

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każdy chyba ma taki. Dom z marzeń. Drugim wymarzonym był mały biały domek w Pasymiu. Długi czas był na sprzedaż.

      Usuń
  3. Przez Olsztyn tylko przejeżdżałam, dlatego chłonę wiadomości i oglądam te super zdjęcia. Kiedyś marzyłam, że będę mieszkać w okolicy Jażdżówek, ale odstraszyła mnie odległość od rodziny, to drugi koniec Polski. Z perspektywy czasu uważam, że mądrze zrezygnowałam.
    Serdeczności

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mazury korcą, bo są piękne. Tylko raz byłam w Suwałkach, tylko raz w Dolinie Rospudy, urzekła mnie na 100%. Tam mieć dom... To by było epickie...
      A rodzina – po to mam samochód, by mnie do nich wiózł. Teraz też jesteśmy oddzieleni, muszę dojeżdżać. Jest to wykonalne po prostu. I gdy mieszkałam w Szwajcarii, też było.
      No a teraz uzależniłam się od miłości do tybylców. Masę wspaniałych ludzi tu poznałam, dlatego chcę tu jednak zostać.

      Usuń
  4. W Olsztynie nie byłam. W czasach po pandemicznych jeśli dożyję, na pewno zajrzę tu chociaż na dwa dni. A może na dłużej ? Jest tu jeszcze kilka ciekawych miejsc. No i te pierogi na Starym Rynku koniecznie trzeba posmakować :) Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam Olsztyn i na pewno nie raz go sama odwiedzę. Kiedyś bywałam na Mazurach tak często, że łatwiej było mnie tam właśnie spotkać niż w mojej rodzinnej Łodzi. Proste – w Łodzi pracowałam i miałam mnóstwo zajęć, a na Mazury jeżdżę po to, by pięknie wykorzystać czas wolny. Następnym razem zapowiem swoją wizytę. Zobaczymy co z tego wyniknie. :)

      Usuń
  5. W stolicy Warmii i Mazur spędziłam kiedyś piękną niedzielę. Zachwyciłam się tym miastem.
    Poświęciłam mu duży rozdział w mojej ostatniej książce.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  6. I pomyśleć, że nie byłam w Olsztynie!
    Z moim paskudnym charakterem pisma nie zatrudniliby mnie do przepisywania ksiąg:-(
    Podobna pierogarnia jest w Toruniu, byłam nie raz.
    Nie wiem, dlaczego nie można zwiedzać muzeów, ludzi tam o wiele mniej, niż w Biedronce, mają poza tym monitoring!
    Z tym źródełkiem przypomniał mi się dowcip - turysta wracał z Lourdes i celnik pyta, co wiezie w beczce, odpowiedział, że wodę ze świętego źródła. Przecież to alkohol, oburzył się celnik. No widzi pan, już cud!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Musisz to koniecznie nadrobić!
      Mój charakter wcale piękny nie jest... poprawka – ciekawie wygląda, ale jest tak czytelny, że najlepiej jak piszę drukowanymi.
      Niestety ba restauracje trzeba będzie jeszcze poczekać. W Toruniu będę jak pandemia się skończy. Mężowi chcę pokazać.
      Ja też tego nie rozumiem. I łatwiej o zachowanie dystansu.
      Ha! Dobre. XD

      Usuń
  7. W Olsztynie jeszcze nie byłam. Może kiedyś... Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  8. W Olsztynie byłam bardzo dawno temu. Piękne miasto! W czasach przedpandemicznych warto tam było zajrzeć znowu...tym bardziej, że są tam wspaniałe miejsca.
    Szafiarka, skryba? Ja widzę Cię raczej jako posłańca na koniu, ciągle w ruchu, super sprawny i mobilny.
    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bycie posłańcem było wtedy bardzo niebezpieczne, a poza tym przeważająca ilość wiadomości musiała być wykuwana na pamięć. Raczej więc nie nadawałabym się, ale poszłaś słusznym torem, bo rzeczywiście byłabym stale w ruchu, co bardzo sobie cenię.
      A może zostałabym hodowcą koni dla gońców? Musiałyby być doskonale ujeżdżone i wytrenowane, praca nad nimi mogłaby mnie uszczęśliwić jeszcze bardziej.

      Usuń
    2. Hodowca koni, handlarz końmi, a czy to było w tamtych czasach bezpieczne? Zaraz mi na myśl przychodzi film z Madsem Mikkelsenem- "Michael Kohlhaas" ( 2013) Konie stanowiły niezły majątek, plus ziemia na której by się pasły...

      Usuń
  9. Nie byłam nigdy w Olsztynie i pewnie nie będę, bo to ode mnie za daleko. Ale chetnie pooglądam Twoje zdjecia i poczytam o Twoich wrażeniach ze zwiedzania tegoś pieknego a nieznanego mi zakatka. Oczywiscie o wrażeniach spisywanych w czasch popandemicznych, bo jak wynika z Twojej obecnej relacji, teraz zwiedzanei czegokolwiek mija sie z celem. Bardziej człowieka zniecierpliwi i umęczy, niż zachwyci i zaciekawi.
    A jezioro piekne! Zawsze natura wygrywa z zabytkam i budynkami. W niej mieszka piekno, swoboda i wolność. I głęboki oddech czystym powietrzem.
    Jak psychopatka - psychopatkę pozdrawiam Cie serdecznie Anno, wolna duszo!:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdecydowanie popandemicznych, bo teraz nigdzie się już nie wejdzie. We wrześniu wszystko było czynne chociaż szczątkowo.
      Solidarność psychopatów! YEAH!

      Usuń
  10. W okolicach byłam, Olsztyna zobaczyć nie zdążyłam, więc miło poczytać.
    Na ostatnim zdjęciu to Wy tak pod wpływem... tej "cudownej" wody?:) Dopchaliście się jednak do źródła?:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, bo nie wierzymy w świętość tej wody. To nasze naturalne szaleństwo się samo objawiło. :D

      Usuń
  11. Przegapiłam coś z Twojej najnowszej biografii, bo myślałam, że Wy w Polsce, to tylko na wakacje. Okazuje się jednak, że powróciłaś na stałe. W Olsztynie nie byłam, Mazur nie znam wcale, choć wiem od wielu ludzi, że są piękne. Pozdrawiam serdecznie w nowym roku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeżeli masz ochotę, wszystko w szczegółach o naszym powrocie opowiedziałam w tym poście: https://ekstraktzycia.blogspot.com/2020/07/idac-za-bozym-gosem.html

      Usuń
  12. a ja do Olsztyna mam troszkę ponad 70 km :) i widzisz gdybyś Kochana mieszkała na mazurach to byś śnieg widziała.
    muszę sie kiedyś wybrać znowu na taki swój spacer po Olsztynie bo przez ta pandemie jakoś zaniedbałam te wyjazdy co zawsze miałam

    pozdrawiam sercecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak się składa, że dziś zobaczyłam śnieg. Spacer po lesie był cudowny, porobiłam trochę zdjęć, niesamowicie jest teraz. *_*

      Usuń
  13. bardzo klimatyczne zdjęcia:) a to jedzenie omomom brzuch mi chce jeść^^ ja jeszcze nie byłam w tym mieście ale na pewno odwiedzę;)

    OdpowiedzUsuń
  14. Miałam chyba 12 lat, gdy pierwszy raz byłam w Olsztynie. Potem wybrałam się za jakieś 10 lat znowu i to drugie podejście bardzo mi przypadło do gustu. Niestety niewiele już z tego pamiętam, tylko ciepło i wyjątkowy klimat panujący tam na rynku, i tego też się trzymam, takie pozostało wspomnienie. Przyjemne po prostu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam mnóstwo wspomnień z zamku ze starówki i z Kortowa. Tam naprawdę jest gdzie chodzić i jest pięknie o każdej porze roku i dnia. Noce w Olsztynie też miło wspominam (za wyjątkiem dworca kolejowego, bo był obskurny, a wiele godzin na nim spędziłam /nie wiem jaki jest teraz).

      Usuń

Pewnego dnia wymyśliłam sobie, że będę dzielić się pięknem świata, którego doświadczam podczas swoich wędrówek. Że będę pisać ku pokrzepieniu serc i być może zachęcać do podróżowania. W tym samym celu wydałam książkę, czyli dla Waszej przyjemności. Czasami piszę też o Bogu, który jest dla mnie najważniejszy i dzielę się chętnie swoim studium biblijnym.
Jednak nie robię tego dla poklasku, nie chcę samych duserów.
Dziękuję za każdego czytelnika, który podzieli się ze mną swą refleksją miast "odhaczonym" komplementem. Jestem wdzięczna za każde nasze wspólne rozważanie. Za komplementy dziękuję, ale nie na tym mi zależy. Proszę rozważ to nim pozostawisz po sobie te dwa/trzy słowa :) i tak zwyczajnie: porozmawiajmy.