Wędrówki:

Zakładki dotyczące wędrówek, są rozszerzone i znajdują się po prawej stronie bloga.

"Odpowiadam za to co powiedziałam, nie za to co zrozumiałeś."

18 stycznia 2021

Grzesznika rozmowa z Bogiem.

 Na krawędzi dnia,
na krawędzi snów
– przegrana w nierównej walce
czas nie używa słów, ale zawsze odnajdzie

– Anja Orthodox


moje (te podpisane) zdjęcia: las w Grotnikach,
centralna Polska, grudzień 2020

Stała na burcie swego statku sunącego w tej chwili niepewnym kursem. Rozpostarte grafitowe żagle wydęły się pod mocą natury, a statek przecinał fale. Wokół rozbrzmiewało echo uderzających o deski fal. Pamiętała wcześniejszy milczący bezkres. Po długotrwałym sztilu niebo naciągnęło się grafitowymi jak jej statek chmurami. Wreszcie liny zostały napięte, a miecz zagrał. Włosami pani kapitan szarpał wiatr oraz niepokorne szepty jej własnych myśli.
    – Boże, uczyniłeś mnie na swoje podobieństwo, a mimo to nie potrafię stać na straży najprostszych zasad. Moje serce właśnie snuje inną, własną historię. Nie potrafię tego zatrzymać... To myśl, która nie powinna się narodzić. Żyje karmiona powidokiem jaki pozostał w jednym spojrzeniu. Ten powidok właśnie, zaczął konstruować jadowite sny.

/źródło

Dzień za dniem, widziała w sobie zmiany. Stała się trochę bardziej obłąkana i szalona niż zwykle była... Skąd ten wiatr, który wydął żagle jej statku zwanego Graphite? Daleko na horyzoncie majaczy ląd, jeszcze niedostrzegalny dla gołych oczu. Czy zawinąć do przystani? Można by się tam ogrzać... Jednak jej dom jest na okręcie i jakby zawsze tam był, na grafitowych deskach smaganych solą i wiatrem.
    – Wśród tylu mądrych słów praw i porzekadeł, Boże, przez lata trwałam wiernie posłuszna, a dziś zaciskam dłonie w pięści. W kalekich rozmyślaniach sensu próżno szukać. Jeszcze długo będę tutaj, na morzu pośród fal. Czy warto będzie zejść później na ląd?
    Jej kajuta z oczywistych względów zachęcała do pozostania w środku. Na okrągłym stoliku drżały płomyki świec. Rozłożone mapy i kompas nie sugerowały, by zmieniać kurs. Starożytne zwoje mówiły, że lepiej pozostać na morzu w poukładaniu, zaś serce wskazywało na rycinę przedstawiającą ląd, piękne lasy i tysiące możliwości. Chaos ożywał tam jeszcze bardziej spontanicznie niż na wodzie. Chaos w człowieku, którego głębokości były równie zaskakujące co jeszcze nie do końca rozpoznane.
    – Przynieść mi rum! – zawołała przez bulaj, a potem wyszeptała do samej siebie – upiję się i zrobię to, na co mam ochotę. Chociaż... to bez znaczenia. I na trzeźwo ochota wcale nie przemija.

/źródło

Pogodzona z tą myślą dobrze wiedziała, że jej serce odpowie za wszelki grzech. Rozsiadła się wygodnie, zdjęła piracką czapkę i rozmodliła się w swym utrapieniu na dobre. Jednak powidok na duszy powracał bezustannie, ten kuszący ląd...
    Spod pokładu unosił się zapach pysznej strawy. Kucharz w swym kotle wyprawiał istne czary. To tak jakby mieć porządną karczmę tylko na wyłączność. No prawie... Dobrze najedzona załoga to zadowolona załoga. Jeden z jej członków właśnie doniósł rum. Nalała sobie sama.
    W gruncie rzeczy było jej tu dobrze. Po co więc wychodzić na ląd? Czegoś jednak w tym wszystkim brakowało... Serce jest mądre, ono zawsze wie lepiej i buduje emocje o jakie nigdy byśmy się nie podejrzewali. Jest niepokorne i zaskakuje. Bezbłędnie wytyka wszelki błąd i niedostatek i co najgorsze, jest niepochamowane.
    – No nic, trudno. Trzeba wyjść na ląd i zobaczyć co się stanie – zawyrokowała sobie na głos i pociągnęła długi łyk rumu. Skrzywiła się. – Mocne to cholerstwo... I serce też jest mocne. Nie ustępuje... Czas będzie moim sprzymierzeńcem. On mnie nie zwiedzie i wszystko mi pokaże, choć nie od razu.

/źródło

Okręt przycumował, burta delikatnie obijała się o deski obite gumą. Skrzypiały od fal, które tutaj prawie całkiem łagodniały. Zeszła z pokładu, a w jej głowie galopowały różne wersje najbliższych wydarzeń, że aż lekko się zarumieniła z ekscytacji i niedoczekania. Dywersja na własne życie i zakazanej pieśni treść, która nie schodziła dziś z jej ust.
    Ląd okazał się intrygujący. Zawsze mawiała, że lubi się otaczać pięknem, więc wybrała szerokie spokojne wody i statek, który urządziła sobie według własnych wyobrażeń. Czarna perła mórz dryfująca z załogą godną zaufania, wiernie trwała w porcie oczekując powrotu pani kapitan. Teraz dowie się jak to jest patrzeć na swój dom z daleka.
    A kiedy ktoś zapyta co tutaj robi, odpowie, że wyszła po skarb. I dla zatuszowania swych spraw może nawet spali to miasto? A papuga, która znała i powtarzała jej myśli, już dawno została profilaktycznie otruta.

/źródło
A co jeśli naprawdę znajdzie tam skarb? Czy zechce zostać? Na pokład Graphitu nie mogła go zabrać. Załoga mogłaby pozazdrościć... Jako kapitan musiała być ostrożna, bo nie zamierzała się nim dzielić.
    Tak więc znalazła się na lądzie. Bez mapy, bez wyznaczonej marszruty. Postanowiła rzucić się w fale wydarzeń. Na wszelki wypadek wzięła ze sobą niezbędne jej zdaniem atrybuty kapitana, dodatkowe kule i kilka ukrytych asów, które miały jej pomóc gdyby trzeba było się nagle ewakuować. Była ostrożna, a serce jednak było głupie.
    Tego nie da się pogodzić w jednej osobie, więc albo pogubi swoje kule i wskoczy w ramiona przygody, albo strzeli sobie w łeb. Byle upaść z wdziękiem, bo kobiecie nie wypada narobić pośmiertnie pod siebie. Ogólnie niedobrze jest narobić w swoje własne spodnie, a zwłaszcza jeżeli ma to pozostać ostatnim czynem za życia. Bo co będzie ostatnim słowem, tego nawet pirackie papugi nie wiedzą.
    Czy w ogóle da się wyjść z tej historii z podniesioną głową? A może po prostu w ogóle z niej nie powracać? Zniknąć i poczekać jak Graphite sam odpłynie?

/źródło

Ląd okazał się niezwykle ciekawy i miły dla oka. Sądziła, że będzie błąkać się i niczego zajmującego tam nie spotka, że to tylko ładne opakowanie bez treści, ale myliła się. Im bardziej zagłębiała się w duszę lądu, tym bardziej była przeświadczona o tym, że serce, choć niemądre z punktu widzenia kogoś kto by patrzył na to z boku, miało jednak rację.
    Zdążyła już poznać niektóre ścieżki i je polubić, a nawet zatęsknić za wędrowaniem po nich, kiedy akurat należało wrócić  do portu, by odpocząć.


Jakie one były, te ścieżki? W gruncie rzeczy ani nie proste ani nie zawiłe. I od każdej odchodziła następna, co wysoce ją intrygowało, ale bała się jeszcze poznawać je wszystkie, by nie pobłądzić tak szybko. Nie poradziłaby sobie z tym. Jeszcze nie nauczyła się przetrwania na lądzie sam na sam, odkrywając sęczki kory drzew organoleptycznie. Noc tutaj zapadała zbyt niebezpiecznie, więc przed zapadnięciem każdej z nich, wracała do portu.
    Nauczyła się na pamięć zapachu tej ziemi. Podobał się jej. Przyzwyczaiła się do rozmaitych tembrów głosu jej natury i już rozróżniała jej nastroje. Na morzu wszystko było zupełnie inne i chyba prostsze. Nie miało konkretnego zapachu, raczej była to świeżość w połączeniu z solą i wiatrem. Może dlatego serce zabiło szybciej kiedy zobaczyła na jednej z map tak blisko stabilny ląd? Gdzieś tam bowiem tlił się ogień, już teraz czuła swąd dymu. Na statku mogła co najwyżej rozpalić pod garnkiem zupy.


Na lądzie nigdy nie była sama. Poczuła na sobie wzrok natychmiast, ale nie chciała jeszcze odwracać głowy i tylko pozwoliła przyglądać się sobie. To było skądinąd miłe.
    Na lekkim uniesieniu terenu pojawiły się dwie sarny wpatrzone w nią czarnymi migdałowymi oczami.


Nie trwało to długo, ale uśmiech zawitał na jej twarzy do końca dnia.

Zdecydowała się wreszcie wejść na jedną z nowych dróg odchodzących od tej głównej, którą już w miarę dobrze znała. Odkryła tam nieduży strumień wodny, który by przejść, musiała przerzucić na drugi brzeg kłodę. Była omszała i śliska, ale kapitan pirackiego statku Graphite, cieszyła się dobrą sprawnością. To nie było nic trudnego.

Teren wyrównał się, wyszła na dukt. Nieopodal rósł wypielęgnowany młodnik, ale nie zamierzała w niego wchodzić. To nie jej sprawy, nie była mieszkańcem tego lądu i poczułaby się wtedy jak intruz.
    Poszła dalej i jeszcze dalej, aż zasłyszała stukot dzięcioła. Zobaczyła go wysoko w koronie. Przyłożyła ucho do pnia i poczuła jego drżenie. Doświadczenie było niesamowite. Objęła to drzewo, zamknęła oczy i wsłuchiwała się w tętno lasu.


    – Boże, tak bardzo podoba mi się moja nowa własna historia, że aż trudno mi sobie wyobrazić powrót na statek. Coraz trudniej jest odnaleźć przywiązanie do niego, coraz trudniej znieść myśl, że drzewa nie rosną na pokładzie.


    – Zgrzeszyłam – modliła się, będąc w dalszym ciągu przytuloną do drzewa, w który stukał dzięcioł, a jej serce biło w jego takt. – Najpierw emocją, potem myślą. Emocja była pierwsza. Serce drgnęło kiedy pierwszy raz zobaczyłam na jednej z map ten ląd. Ktoś mi ją dał, tę mapę, a ja ją przyjęłam bez wahania. Nawet jej nie szukałam. A potem pojawił się sen, ale nie był on od Ciebie. I zgrzeszyłam myślą. A potem pojawiła się zgoda we mnie na to, co podszeptywało serce i oto jestem tutaj, rozkochana w lądzie w tych dźwiękach i zapachu i nie wiem co dalej...
    Czas wszystko objawi.

15 komentarzy:

  1. Ciekawa jestem dalszych przygód pięknej piątki. Czy ziemia okaże się odpowiednim miejscem?
    Zastanawiam się, co było pierwsze, Twoje zdjęcia czy tekst?
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Korektor wymyślił piątki zamiast piratki, tak pilnowałam...

      Usuń
    2. Pierwsze były zdjęcia. Powstały w grudniu, natomiast tekst napisałam wczoraj.
      Tak to bywa kiedy pisze się z poprawiaczem. Mnie to się zdarza na telefonie właśnie. Czasami straszne głupoty wychodzą 😜 dlatego posty piszę normalnie na komputerze.

      Usuń
  2. Bardzo wciągające opowiadanie, tym bardziej, że piratka wrażliwa na piękno natury, a i sama pięknej urody, przynajmniej grafiki tak pokazują:-)
    Na nowe ścieżki zawsze warto wchodzić, by nie żałować, by cos się w życiu przegapiło...
    Będzie ciąg dalszy?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasami jest tak, że żałuje się prób. To bardzo delikatny temat, ale dla piratki może się wszystko skończyć dobrze. Rzecz jasna, zależy co spotka na tych ścieżkach. Lub kogo.
      Być może będzie c.d.,nie mam jednak konkretnego planu. To było spontanicznie napisane.

      Usuń
  3. Taka niepogodzona z losem oraz z samą sobą piratka mieszka w wielu z nas. Pośród sztormów serca, burz emocji, buntów wciąz nazbyt zywo płynącej krwi próbujemy znaleźc dla siebie jakiś stały ląd. I tak samo on nas przyciaga i odpycha. Chcemy poczuc się jego częścią, znaleźć ukojenie, ucieczke przed sobą, proste szczeście. I to jest na chwilę, na błogą chwilę. Potem znowu sztorm...W sztormie jesteśmy chyba prawdziwsze.
    Wygląda na to, że to opowiadanie jest wstępem do czegoś większego albo wręcz częścią większej całości. Ciekawa byłabym kontynuacji. Piękne zdjęcia - te Twoje, leśne, zamglone!:-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Witaj Aniu.
    Ciekawa opowieść. Kiedyś czytałem książki o piratach.
    Pirotki też są fajne, sczególnie jak ładne.
    Choć piratem nigdy nie byłem...
    Wiele sztormów w życiu przechodziłem.
    Pozdrawiam serdecznie.
    Michał

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nigdy nie byłam na pełnym morzu. Może kiedyś.
      Pozdrawiam ciepło.

      Usuń
  5. Ładnie piszesz. Masz talent...
    I przywołałaś w moich wspomnieniach obraz Jałty na Krymie. Tam wzdłuz wybrzeża spacerowali długą promenadą piraci ( fantastyczni, młodzi piękni ludzie, do złudzenia wystylizowani na Piratów z Karaibów) :) Baaardzo mi sie wówczas podobali :) To było juz 10 lat temu... Achhh,,,jak ten czas szybko biegnie...
    Czekam na c.d.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie tak szybko. ;) Pomysł na to powiadanie powstał w jeden dzień. Napisałam i jest. Do ciągu dalszego musi mnie coś zainspirować, dlatego nie obiecuję, ale też nie zarzekam się, że niczego dalej nie będzie. Po prostu przyjdzie taki dzień... albo nie. A może wymyślę coś jeszcze całkiem innego i odświeżającego... kto to może wiedzieć? ;)

      Usuń
    2. Skąd ja to znam... przecież czasem zdarza mi sie napisać jakiś liryk... Nie wiesz kiedy i skąd " przyjdzie" tzw. wena, napiszesz i co więcej, jesteś zadowolona. Innym razem nie możesz ruszyć z miejsca :) :)

      Usuń
    3. Nigdy nie piszę na siłę. Czasami zdarza się tak, że mam plan na fajny wpis, od tygodnia robię notatki i już już mogłabym go scalić i opublikować, aż tu nagle przychodzi taka wena i nie ma siły, muszę odroczyć plan i wrzuć to, co dosłownie ciśnie się pod palce od tej jednej chwili i nie pozwala się opierać.

      Usuń
  6. Fajnie się te zdjęcia z opowieścią dopełniły. Umiesz budować opowieść, żeby zaciekawić. Przypominają mi się sagi, które czytałam w czasach dzieciństwa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sagi, fantastyczne krainy, piękni acz niedoskonali bohaterowie. Można powiedzieć, że wychowałam się na takich historiach. Może nie koniecznie na piratach, ale na pewno na tych i dawniejszych czasach przygód ze szczyptą legend.

      Usuń

Pewnego dnia wymyśliłam sobie, że będę dzielić się pięknem świata, którego doświadczam podczas swoich wędrówek. Że będę pisać ku pokrzepieniu serc i być może zachęcać do podróżowania. W tym samym celu wydałam książkę, czyli dla Waszej przyjemności. Czasami piszę też o Bogu, który jest dla mnie najważniejszy i dzielę się chętnie swoim studium biblijnym.
Jednak nie robię tego dla poklasku, nie chcę samych duserów.
Dziękuję za każdego czytelnika, który podzieli się ze mną swą refleksją miast "odhaczonym" komplementem. Jestem wdzięczna za każde nasze wspólne rozważanie. Za komplementy dziękuję, ale nie na tym mi zależy. Proszę rozważ to nim pozostawisz po sobie te dwa/trzy słowa :) i tak zwyczajnie: porozmawiajmy.