Wędrówki:

Zakładki dotyczące wędrówek, są rozszerzone i znajdują się po prawej stronie bloga.

"Odpowiadam za to co powiedziałam, nie za to co zrozumiałeś."

1 października 2020

Ten dom zbudowany z marzeń

Prędzej zginą rzeki, góry,
Niźli Polska i Mazury.

– Wincenty Pol "Piękna nasza Polska cała"


u schyłku września, 2020

Pierwszego dnia bliżej wieczoru, kiedy koła samochodu po czterech godzinach jazdy wreszcie się zatrzymały, doznałam ciekawego uczucia. Zobaczyłam dom z bali, ten sam, który oglądałam dosyć często na zdjęciach. Pamiętałam jak powstawał, znałam historie opowiadane przez przyszłą panią domu – byłam świadkiem urzeczywistniającego się marzenia.
   I teraz po latach znalazłam się przed nim, a z myśli nie chciało ulecieć zdanie: "dom zbudowany z marzeń". Tak eterycznie i tak banalnie to wygląda w tytule niniejszego wpisu, ale nie znalazłam niebanalnego synonimu. I tak właśnie należy – budować z marzeń, cokolwiek by to było, to najtrwalszy budulec, bo wierzę, że piękne marzenia pochodzą z Nieba.



Nie ważne gdzie jestem

Na początku myślałam, że opowieści z Mazur będą kontynuacją "epickich wakacji", lecz przecież Mazury są częścią mnie od najmłodszych lat (dokładnie od niemowlęctwa. Rodzice zabierali mnie w tamte rejony, głównie szczycieńskie, a potem długi czas jeździłam sama, czy to na urlop, czy to na weekend, bywało że więcej niż raz w roku). Poza tym chcąc trzymać się chronologii, musiałabym poczekać z mazurskimi opowieściami przynajmniej do lutego...
   Tym czasem to nie jest opowieść z tego wyjazdu ani opowieść o tym miejscu. Mam chęć na opowieść nawiezioną emocjami, myślami prosto z tego bałaganu jaki w tej chwili mam w sercu, bo tego co mam w głowie to nawet Picasso nie umiałby namalować. Dobra, dość bajdurzenia. Mam po prostu chęć na napisanie czegoś bieżącego. Epickie wakacje swoją drogą, ale dziś pragnę Wam opowiedzieć co u mnie słychać teraz.

To wszystko nie było jak grom z jasnego nieba, nie powaliło mnie w epilepsji. Dość dziwne by to było... Tylko gęba uśmiechała mi się jakoś samoistnie i ciepło mi było tam w środku...
   W Polsce jest mi dobrze, niezależnie od tego gdzie jestem, ale na Mazurach zawsze jestem bardziej.

Zachód słońca, polana, podnosząca się mgła, ryk jeleni i nawałnica myśli. Miałam sporo do poukładania, ryczeć też mi się chciało, ale zostawiłam tę sprawę profesjonalistom.


Abstrahując od urlopu, na bieżący czas moja sytuacja życiowa wymaga cierpliwości, ale wiem, że dam radę, bo zawsze dawałam, a bywało już gorzej. Owszem, był moment, że odliczałam już tylko dni do tego wyjazdu, balansowałam na granicy ...cenzura... właściwie ten wyjazd nadszedł w samą porę i był mi jak balsam, miód, ciepłe mleko itd.
   W najbliższych planach nie mam już grubych podróżniczych wojaży, teraz będę musiała mierzyć się ze światem inaczej i bez dłuższych przerw. Miłą odmianą jest jeszcze to, że mam zajęcie, a lubię (a czasem nawet muszę) rzucić się w wir obowiązków i okiełznać ten chaos.
   Wszystko jest zawsze w porę. Widzę wyraźnie, że wydarzenia idą jak po sznurze, nie martwię się więc, nie czarnowidzę (przynajmniej na razie) i układam sobie życie, tymczasowo tylko to służbowe, ale w tym odnajduję przyjemność, bo przez długie lata ta furtka była kompletnie zamknięta. Dla obrazowego porównania – teraz czuję się jak rekin biznesu, zaś wcześniej jak nieudana galareta z ryb.


...Kiedyś uciekałam na Mazury
aby leczyć rany i nauczyć się znikać...

Nie ma przypadków, są tylko spotkania.

Jednak życie oferuje nam więcej. Nigdy nie jesteśmy sami, ale niekiedy czujemy się samotni. Niepotrzebnie choć jak na własne życzenie, chowamy się w kącie świata pragnąc niezauważenia.
   Musiałam się kiedyś nauczyć, by przestać zamykać się na ludzi. Wmówienie sobie introwertyzmu było najlepszą rzeczą w młodości, a wszystko po to, by poczuć się bezpiecznie i mieć dobrą wymówkę. Łaknęłam też przygody, a to nie zawsze szło ze sobą w parze... I gdzie mnie z tego wyleczono? Traf tak chciał, że akurat na Mazurach (historia długa i pokrętna). I żeby była jasność, nie było wcale tak, że nie jeździłam nigdzie indziej. 😂



Człowiek kształci się w domu, ale wychowuje się w podróży.

Co dnia rano zaparzałam sobie kawę, siadałam do zdjęć i przeglądając je z uśmiechem myślałam sobie: "było warto"!

I na tym wyjeździe naprawdę było. Nauczyłam się czegoś zupełnie nowego, robiłam rzeczy, których nie robią normalni turyści na wakacjach. Jak zwykle popłakałam się ostatniego dnia, bo przecież rzeczywistość która nadchodziła, jest be. To ten ostatni spacer po krzakach tak uporczywie nie chciał być ostatnim.
   Takie miejsca kruszą serca. Ciężko jest wynieść się z domu zbudowanego z marzeń – choćby i cudzych – ale z domu pełnego miłości. Trudno jest wrócić do takiego, gdzie jest się raczej intruzem i dziwakiem.

Najważniejsze, że wreszcie dotarło do mnie, że to może być "mój czas". Już dość chowania się w cieniu gór, dość ukrywania słów w szumie wodospadów. Teraz pora wyjść odważnie na środek świata, dać poznać gdzie jestem, być górą i wodospadem, rzucać cień na nieważkie sprawy, przekrzykiwać nieistotne kwestie.

Są ludzie, którym chcę opowiadać o sobie, dzielić się i słuchać ich
i są tacy, którzy muszą mnie wypytywać, ciągnąć za język, a najlepiej niech sami milczą

Podróże i ludzie zawsze mają na mnie wpływ. Jestem jak papierek lakmusowy na jakość relacji, jeżeli w domu jest źle, mnie też jest źle i nie do końca potrafię to wyjaśnić. Na szczęście jakiś naukowiec już to zrobił za mnie, ale na razie sza, bo nie dokończyłam czytać jego książki.
   To wyjaśnia wiele, np. dlaczego mój słynny "mamtowdupizm" – filozofia, która ratowała mnie z ciężkich opresji – zaczął szwankować. Jakie otoczenie taka moja dusza. I w tym domu z bali zrobiła się spokojna i cicha jak mimoza.
   Wróciłam na poligon emocjonalny z reaktywowanym snem o własnym kącie z marzeń. Wjeżdżam w nowy rozdział z uśmiechem ale na wszelki wypadek w kasku.
   Zmiany są dobre. Czekam na więcej.

Wszystko zdarza się w swoim czasie.
I na wszystko jest czas.

Jeżeli to Was zaintrygowało, jeżeli rozumiecie/znacie takie "miejsca przemian", a jestem przekonana, że macie swoje własne ciche i przytulne zakątki na świecie, podzielcie się swoją fascynacją. Spisuję takie historie od lat, czytuję o cudzych. To jest przecież ten kawałek życia, który uskrzydla na całe lata świetlne.
   ➤ inne mazurskie historie – link do listy
   ➤ powyższe krajobrazy – "Sowia Stópka"

39 komentarzy:

  1. życzę zatem powodzenia i wierzę, ze wszystko zostanie poukładane :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. skoro pod najnowszym postem nie można dodać komentarza, to napiszę tutaj, ze takie jezioro aż się prosi aby się w nim zanurzyć. wyobrażam sobie, ze jego woda jest rześka :)
      zaletą kamieni zamiast piasku na plaży, jest to, ze nie ma się później tego piasku wszędzie. ani we włosach, ani w uszach, ani nigdzie :))

      Usuń
    2. I można jeść na takiej plaży, piasek nie chrzęści w zębach. :D

      Usuń
  2. Galaretki też maja swój smak, ale cóż znaczą przy żywym rekinie :)
    Życzę Ci, Aniu, powodzenia na dalszym etapie życia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ryby lubię, w galarecie już niekoniecznie, a nieudana potrawa to już dno w tej kategorii. ;D I niech ten kontrast przemówi – nie zawsze jest tak pozytywnie jakby mogło się wydawać. Podróże są wspaniałe, ale one trwają chwilę w odniesieniu do całej reszty.
      A rekin ma wymienne zęby, mogę zostać rekinem. :E

      Usuń
  3. Nie nagadałyśmy się, nie było tyle czasu ile potrzeba do spotkania dwóch zbyt wrażliwych bytów-pewnie dlatego,że i ja mam życiowy zakręt, a mimo to gdy wyjechaliście, w domu zrobiło się pustawo. A ja oczywiscie tęsknię nad grillowanym żeberkiem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W nas zostało echo tamtych dni.
      Adam zamówił przez internet ruszt ze stelażem i kociołek. ;P
      A moja mama dzwoniła do mnie specjalnie, by powiedzieć, że krem jest rewelacyjny.
      Czas płynie, zakręty nawet na przełęczach kiedyś się kończą.

      Usuń
  4. Długo do Ciebie nie zaglądałam, z różnych powodów. Dzisiejszy bardzo emocjonalny i smutny post sprawił, że i mnie zrobiło się przykro. Napisałaś "Człowiek kształci się w domu, ale wychowuje się w podróży." Nie wiem ile w tym prawdy, bo sama mało w życiu podróżowałam, ale jeżeli przyjąć, że masz rację, to wiem dlaczego ubolewam nad tym, że mój syn jest niewychowany. Bardzo Cię polubiłam od pierwszego przeczytanego u Ciebie postu.Trzymam kciuki żeby Twój dom był tym z marzeń i obyś nie musiała szukać spokoju duszy w cudzych mieszkaniach, nawet takich powstałych z marzeń (lecz nie Twoich). Gorące uściski.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trafiłaś w sedno. Ale na pocieszenie powiem, że ze wszystkich możliwych alternatyw na aktualny czas, nie jest wcale jeszcze najgorzej. Tylko żeby mi cierpliwości i tej ciszy nie zabrakło i będzie dobrze.
      Jestem pewna, że podróż nie jest jedynym co wychowuje. Twój syn musi odnaleźć to samodzielnie.

      Usuń
  5. Wielu rzeczy można nauczyć się w podróżach, wielu historii ludzkich wysłuchać.
    Każdy wypad, nawet krótki niesie nowe doznania i emocje, do niektórych miejsc wracamy często, bo coś nas tam ciągnie, bez określenia konkretów.
    Myślę, że nie tyle miejsca mnie zmieniały, co sytuacje, które się wydarzały w drodze.
    Bo sytuacje i inni ludzie pozwalają nam poznać siebie lepiej...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadza się, nie tylko same podróże, ale ludzie, których się spotyka wszędzie - po drodze i u celu. Zależy też jak się podróżuje, czy jest się otwartym.
      Kiedyś podróżowałam pociągiem. Spotykałam tam niesamowitych ludzi, nazywałam ich "jednorazowymi przyjaciółmi", ponieważ nie spotykałam ich już nigdy więcej. Zawsze trafiali w sedno, każda rozmowa prowadziła w różne meandry moje czy rozmówcy, czasem to ja dotykałam czyjegoś rdzenia.

      Usuń
  6. Witaj Aniu.
    Podróże kształcą, a Mazury uspokajają.
    Aby osiągnąć pogodę ducha, warto wpadać w takie przyjazne miejsca.
    Warto więc od czasu do czasu zmienić klimat.
    Pozdrawiam i zapraszam.
    Michał

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spokój przyrody... każdy region w naszym kraju, odznacza się inną specyfiką. Ty odnalazłeś swój azyl w Bieszczadach, ja na Mazurach. Są to regiony ciche, spokojne, dzikie i dynamiczne, paradoksalnie mówiąc, przyroda potrafi zaskoczyć. Klimat natury przynosi zawsze odrealnienie jakby.

      Usuń
  7. Zanim zajrzałam do Ciebie, po głowie chodził mi już mój wpis na bloga i przyznam, że również w podobnej tematyce, więc miło mnie zaskoczyłaś. Jak dla mnie wpis bardzo pozytywny i przebija przez niego pewna radość i spełnienie, i niech tak będzie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo jest, tli się nadzieja, że będzie dobrze, a nawet lepiej. :)

      Usuń
  8. Dobrze jest wyjechać i naprostować sobie głowę. Jest to jak 'powrót do siebie', do własnego wewnętrznego domu. Nie da się długo mieszkać w nieprzychylnym miejscu. Najpierw zniszczy Ci to psychikę, potem zdrowie, a na końcu Ciebie całą. Warto marzyć i o siebie walczyć. Być dla siebie przyjacielem. Trzymaj się dzielnie, a ja jak zawsze trzymam za Ciebie kciuki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przyjdzie lepszy czas, ale ten nie jest jakiś specjalnie patologiczny, bywało gorzej. A będzie lepiej. :)

      Usuń
  9. Przeczytałam jednym tchem i musiałam wrócić, by przeczytać jeszcze raz. Twoje słowa malują przede mną obrazy, tego gdzie jesteś, co robisz w danej chwili. Taka wizualizacja Twoich myśli. Piękny i mądry tekst. No i wzruszyłam się, taki ze mnie "płaczek'...
    Dzięki podróżom, zawartym znajomościom, nie tylko wspominałam i wspominam urokliwe i ciekawe miejsca.
    Bardzo mi tego brakuje.
    Aniu, wszystkiego dobrego. Niech Wam się plany i marzenia realizują po Waszej myśli.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To wypłynęło ze mnie trochę nieoczekiwanie. Nie przeczę, że ostatnio targają mną liczne zakręty, zupełnie jakbym zjeżdżała z przełęczy jakimś pojazdem bez hamulców. Ale jedno co widzę i co przynosi nadzieję, to że pojazd leci jak po szynach i wygląda na to, że naprawdę można mu ufać.
      Mam ostatnio trudny czas, chwilowo i ze mnie jest "płaczek".
      Do takich miejsc bardzo fajnie się ucieka, chowa tam itd. Jest chwila na naładowanie akumulatorów. Ale nie można tego wiecznie potrzebować w formie tej ucieczki. Jestem na etapie uczenia się tego tak naprawdę i staję na nogi, chociaż kolana bolą. Będzie dobrze, a nawet lepie. Pozdrawiam, trzymaj się.

      Usuń
  10. Powiem krótko - cieszę się że dobrze Ci w Kraju nad Wisłą...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Stawiam pierwsze kroki w ogrodzie, który dopiero ma zacząć owocować. Będzie dobrze. Pozdrawiam. :)

      Usuń
  11. Jeziora wszelkie są wyjątkowe. Lubię Warmię i Mazury, miałem okazję kilkanaście razy być nad jeziorem Wulpińskim i innymi w dalszej i bliższej okolicy.

    :) Jeszcze nie zamknąłem sezonu rowerowego. Pewnie znajdzie się jeszcze jakiś w miarę fajny dzień.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To akurat Kanał Elbląski, ale masz rację, jeziora są wspaniałe. :)

      Pamiętaj, póki śnieg nie spadnie, póki zmarzliny nie ma, zawsze można wyczaić fajny dzień na rower. :)

      Usuń
  12. Bo życie nie jest constans...
    Bierz go za rogi i działaj! Dla własnej satysfakcji, dla odnalezienia swojego miejsca, dla... szczęścia ludzkiego po prostu...
    Powodzenia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dosyć zabawnie skojarzyło mi się to branie życia za rogi. Najpierw wywabić z ciemności, a potem złapać.
      Ostatnio kilka spraw zostało przedefiniowanych, czuję, że jestem na dobrej drodze.

      Usuń
  13. Po przeczytaniu posta wydawało mi się, że jesteś w dołku, ale po komentarzach widzę, że wszystko idzie w dobrym kierunku, więc trzymam kciuki.
    Pozdrawiam Cię cieplutko.:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem tak jakby na stromej drodze, ale idę. Daleka jestem od upadku. Będzie dobrze. :)

      Usuń
  14. To prawda, podróże potrafią nas zmieniać jak i również kształcić, możemy również spotkać ludzi którzy będą tylko na chwilę, ale również zwrócą naszą uwagę i możemy się coś od nich nauczyć.
    Na Mazurach byłam tylko raz, ale chętnie bym tam jeszcze pojechała.
    Wszystkiego dobrego :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzeba słuchać takich przypadkowo poznanych. Czasem zdarza się jakiś anioł z potrzebnym słowem. :)

      Usuń
  15. Fajna wycieczka, ale u nas dzieci same w łódkach to nie do pomyślenia...
    Taki sprzedawca lodów z łodzi czy z kajaka, to miła niespodzianka w upalny dzień.
    Dzisiejszy opis wyprawy faktycznie bardziej tropikalny:-)
    Wpisuje tu komentarz do nowego posta, bo tam blogger nie wpuszcza...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A to ciekawa sprawa, dobrze, że mi mówisz, dzięki.

      Usuń
    2. Dziwna sprawa, właśnie sprawdziłam jako zalogowany i jako anonim i można normalnie komentować. W ustawienia zerknęłam i też wszystko w porządku. Ale wyraźnie nie tylko Ty nie możesz tam zostawić ani słowa, bo od dnia publikacji pusto.

      Usuń
    3. Gdy jestem zalogowana, to na moim blogu mogę wszystko, na innych niewiele...a nawet jak wpisuje komentarz to nie widzę
      czy w ogóle coś weszło, a niektóre komentarze po prostu znikają.

      Usuń
    4. Sprawdziłam u siebie jako niezalogowana i po wpisaniu komentarza, edytor zniknął, komentarz się nie pojawił. Napisałam do bloggera w tej sprawie, oni weszli to sprawdzić teraz wieczorem i zobaczyli komentarz Morgany pod nowym postem. Napisali mi, że najwyraźniej problem już nie jest aktualny. A jest, bo inni wciąż nie mogą komentować.

      Usuń
  16. Czasem zmiany są łatwiejsze, a czasem trudniejsze. Bywają dobre, a niektóre nie w pełni. Ale koniec końców coś dalej będzie, i to od nas zależy jak to rezegramy.
    Warto poznawać siebie, warto marzyć, warto podążać za sercem. Wielokrotnie już się przekonałam, że nie zawsze to co mówi rozum ma większy sens. Czasami trzeba zrobić wbrew jakiejkolwiek logice, żeby osiągnąć to na co się całe lata czekało.
    Życzę wytrwałości i siły, bo przy każdych zmianach nigdy ich za wiele.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Od lat mawiam, że zmiany są dobre, tylko czasem źle na nie reagujemy. W ostatecznym rozrachunku okazuje się, że wyszło perfekcyjnie, ale zanim do tego dotrzemy, zmagamy się przeważnie z własną niezgodą na te zmiany. Otwartość, cierpliwość i spodziewanie się dobrych efektów – to jest remedium.

      Usuń
  17. Ostatnio też byłam w swoim miejscu przemian. Trochę dziwnie, bo choć tak jak Ty uwielbiam uciekać w naturę, gdzieś z dala od ludzi, tym razem było to duże miasto. Również potrzebowałam samotności (wmawiałam sobie, że jej potrzebuję) a anonimowość mogła mi ją zapewnić. Jednak jej nie znalazłam i ciesze się z tego. Czegoś się nauczyłam, coś zrozumiałam. Nie chciałam wracać do rzeczywistości ale jestem na nią gotowa.
    Kochana trzymam kciuki, żeby wszystko u Ciebie ułożyło się tak jakbyś tego chciała. Bądź silna i uwierz w siebie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasami uciekam w dzicz, a czasami paradoksalnie w miasto. Tu Cię rozumiem.
      Niekiedy dzieją się takie rzeczy, że okazuje się, iż potrzebowaliśmy czegoś zupełnie innego niż oczekiwaliśmy. Tak bywa i trzeba być na to otwartym.
      Serdeczności przesyłam. :)

      Usuń

Pewnego dnia wymyśliłam sobie, że będę dzielić się pięknem świata, którego doświadczam podczas swoich wędrówek. Że będę pisać ku pokrzepieniu serc i być może zachęcać do podróżowania. W tym samym celu wydałam książkę, czyli dla Waszej przyjemności. Czasami piszę też o Bogu, który jest dla mnie najważniejszy i dzielę się chętnie swoim studium biblijnym.
Jednak nie robię tego dla poklasku, nie chcę samych duserów.
Dziękuję za każdego czytelnika, który podzieli się ze mną swą refleksją miast "odhaczonym" komplementem. Jestem wdzięczna za każde nasze wspólne rozważanie. Za komplementy dziękuję, ale nie na tym mi zależy. Proszę rozważ to nim pozostawisz po sobie te dwa/trzy słowa :) i tak zwyczajnie: porozmawiajmy.