Wędrówki:

Zakładki dotyczące wędrówek, są rozszerzone i znajdują się po prawej stronie bloga.

"Odpowiadam za to co powiedziałam, nie za to co zrozumiałeś."

14 czerwca 2020

Pfäffikersee i mały fort rzymski.

"PAN Bóg wziął więc człowieka i umieścił go w ogrodzie Eden, aby go uprawiał i strzegł."
– Księga Rodzaju 2:15


początek czerwca, 2020
Kiedy człowiek dba o swoją planetę tak jak mu przykazano, planeta jest mu miłą i bezpieczną. Weźmy na przykład jeziora: niezaśmiecane, wędkarstwo ograniczone ścisłymi przepisami chroniącymi gatunki, brak kłusownictwa, zachowana cisza. Co mamy w efekcie? Czyste wody obficie zarybione, a po dnie można chodzić boso. Zwierzyna nie płoszy się, ptactwo wodne można obserwować z bliska.
   Takie są wszystkie dotąd mi znane jeziora Szwajcarii, przypominające kolorem wody tropikalne, przy brzegach kwitnący grążel, różne gatunki ptaków wodnych, pełno ryb i cisza wokół. Zjednoczenie się ludzi z naturą, troskliwość i dbałość jest wzajemna.
   Teren turystyczny, sporo ludzi, pomosty zadbane, brzegi czyste zarośnięte pięknie trzciną, woda jak ze źródła. Da się? Można?


Teren o znaczeniu krajowym

Miejscowość Pfäffikon leży na północnym i wschodnim wybrzeżu jeziora Pfäffiker, na wyżynie Zurychskiej. Jezioro jest popularnym obszarem przyrodniczo-rekreacyjnym.
   Pfäffikersee wraz z pasem trzcin są objęte ochroną. Wokół rozciąga się flora wrzosowisk wysokich i niskich. Rezerwat przyrody można podziwiać na obwodzie wokół jeziora. Zimą solidna powierzchnia lodu służy do jazdy na łyżwach oraz spacerów. Letnich gości przyciąga plaża, kąpielisko z przebieralnią i kemping. Jest też wypożyczalnia łódek.


W tejże miejscowości pasą się dinozaury tuż przy drodze, więc trzeba uważać.
Przy dobrej pogodzie punkty widokowe na Landsberg i Pfaffberg oferują przepiękne widoki na Alpy. Okoliczni docenią także idylliczny staw Tobelweiher, do którego prowadzi ścieżka piesza i duże obszary leśne.
   Liczne szlaki turystyczne czynią ten obszar idealnym do wycieczek sportowych.


Rozpoczęliśmy wędrówkę z terenów kempingowych gdzie znajduje się dosyć rozległy parking. Pierwsze zdjęcie jakie wykonałam po opuszczeniu samochodu, to potok w chaszczach tuż przy drodze.


Zanim w ogóle dotarliśmy do brzegu jeziora (widzieliśmy je na razie z daleka), mieliśmy do przemierzenia piękne mokradła. Przepadam za takimi uroczyskami.
   Drugą ciekawostką było pole maku lub raczej pole czegoś w czym ten mak bardzo obficie wyrósł. Każdy kto tędy przechodził, zatrzymywał się żeby zrobić zdjęcie. Ani jedna osoba nie wytrzymała, każdy wyciągał aparat albo telefon.
   Miałam wybrać na blog dwa najładniejsze zdjęcia, ale wyszło jak zawsze. Przecież to czysta poezja fotograficzna!







Docieraliśmy zwolna na wzgórze, na którym stał pewien zabytek. Wypatrzyłam go już w domu na mapie satelitarnej, stoi niedaleko jeziora, zresztą sami zobaczycie, że było już je widać z murów.

To obrazuje jego rozległość.
Po drodze jednak znokautowały mnie kolejne pola i znowu klęczałam z aparatem. Bo to tak jest, że idę i nagle "uderza" mnie piękno i muszę paść z zachwytu. I zrobić zdjęcie oczywiście.
   Fort już było widać.




Droga była strasznie ciężka, bo nokautowano mnie co kawałek. Wszędzie tyle ślicznych kwiatków... 😭


Dzięki blogerce "W cieniu trawy", teraz wiem, że to powojnik. :)


Fort Irgenhausen

Starożytna nazwa fortu jest nieznana, obecną wymyślono na podstawie romańskiej wczesnośredniowiecznej osady. Lokalizacja fortu w starych dokumentach była nazywana „Camputuna sive Irincheshusa”.
   Uważa się, że ten rzymski obiekt został zbudowany około 370. Wykopane pozostałości fortu znajdują się na dawnej rzymskiej drodze.
   W średniowieczu Pfäffikon było miastem handlowym między Rapperswil i Winterthur; stąd hodowla zwierząt gospodarskich w Oberlandzie Zuryskim była zaopatrywana między innymi w sól.
   Miasteczko administracyjne i targowe było domem dla dobrze sytuowanych rodzin zajmujących się handlem solą, rybami, pościelą, kukurydzą i wyrobami żelaznymi.

W centralnym miejscu znajdują się: grill, ławki, kosz na śmieci i stare drzewa.

Fort nie jest specjalnie atrakcyjny dla turysty, ale dla świadomego wędrowca mury z IV wieku mogą być nie lada gratką.
   Fort został zbudowany dla zabezpieczenia drogi, która prowadziła z Kempraten w pobliżu Rapperswilu do Oberwinterthur. Był częścią późno-antycznej drogi wzdłuż linii rzek: Dunaj, Iller, Ren i Limes.

Zdjęcie wykonane ze środka jednej z wież narożnych.
Mają 8×8 m.
Niegdyś stojący tutaj od IV wieku zamek został prawdopodobnie opuszczony sto lat później od postawienia. Jego ściany wykorzystano jako materiał na budowę fabryki.
   Pod koniec XIX wieku przeprowadzono rozległe wykopy i częściowo odrestaurowano (i uzupełniono) pozostałe mury. Między południową wieżą narożną odkryto między innymi hypocaust dworu (villa rustica – termin używany przez starożytnych Rzymian do określenia willi położonej na otwartej przestrzeni, często jako centrum dużego gospodarstwa rolnego). Hypocaust to rzymski system centralnego ogrzewania / ogrzewania podłogowego
   Kompleks jest obecnie jednym z najlepiej zachowanych tego typu we wschodniej Szwajcarii.
   Jak to się stało, że rozebrali zamek? Zagłębiłam się w tym celu w historię odkrywek.

Ściana otaczająca miała pierwotnie grubość około 1,90 m grubości.
Została wykonana z surowego kamienia z okazjonalnym dodatkiem cegieł (wzór na jodełkę).
Posłuchajcie, bo to dość niezwykłe. Początkowo myślano, że są to ruiny średniowiecznego zamku, gdyż podczas wykopalisk w jednym z narożników odkryto pionowo stojący szkielet mężczyzny co kojarzy się z praktyką średniowieczną. Jakoś go tu umocowali i tak konał w męczarniach.
   Szef odkrywek żył jednak w przekonaniu, że mają do czynienia z czymś znacznie starszym. Znana bowiem była pewna legenda o rzymskim forcie, który to został zniszczony w 1144 roku, którego mury były wysokości dorosłego mężczyzny, o czym nie pozwalały zapomnieć odnalezione tu stojące zwłoki. Ponadto znaleziono tu ogromną ilość starożytnych moment.


W dalszych wykopaliskach znaleziono zachodnią wieżę narożną i kolejne rzymskie monety, pozostałości poroża, połamane cegły i rzekomo resztki jastrychu z dodatkami cegły. Przeprowadzono inspekcję polową, na temat której następnie sporządzono szczegółowy raport.
   Szef odkrywek miał racje, archeolodzy stali przed starożytną fortyfikacją. Gościa z wieży zamęczyli Rzymianie, co mnie niespecjalnie dziwi, bo to byli terroryści jeszcze przez następne wieki.


Okazało się, że choć fort nie jest i nigdy nie był wysoki, jego fundamenty były wkopane aż na 3 metry. Grzebano w ziemi dalej aż wydobyto pozostałe wieże. W międzyczasie pojawiły się kłopoty.
   Grabież kamienia do budowy fabryki groziła zniknięciem całej zabytkowej konstrukcji z powierzchni ziemi, ale na szczęście zainteresowała się tym miejscowa ludność i rozbiórkę przerwano. Konkretniej zawdzięczamy to społeczeństwu antykwarskiemu, kierowanemu wówczas przez Jakoba Heierli, który kupił to miejsce za 3000 franków szwajcarskich.


Obszar fortu jest historycznym miejscem w rozumieniu Szwajcarskiej Federalnej Ustawy o Ochronie Przyrody i Ojczyzny. Grzebanie tutaj i wydłubywanie znalezisk stanowią przestępstwo i podlegają karze pozbawienia wolności.
   Pierwotny rzymski materiał budowlany został odzyskany i ponownie wykorzystany do odbudowy ścian fortu. Można go odwiedzać przez cały rok.
   Znaleziska z wykopalisk fortu i przyległych dworów znajdują się między innymi w Museum am Pfäffikersee w Pfäffikon i Heimatmuseum w Wetzikon.


Czar turkusowych wód

Kraj jest bogaty, owszem, ale nie pieniądzom zawdzięcza czystość, lecz ludności zamieszkującej niemal nietknięty cywilizacją obszar. Wszędzie gdzie pojawi się człowiek, czy to będą góry, czy jeziora w dolinach, pozostawia po sobie czystość. I dlatego Szwajcaria wydaje się nam tak absolutnie odmienna od ojczystej Polski.
   Czyste ulice miast są dowodem na to, że nie ma w tych słowach przesady. Sama widziałam jak zwykły obywatel zauważywszy, że śmieć leży koło kosza, bo wiatr go wywiał, podszedł i go podniósł. To normalne.
   W lasach nie ma śmieci. Ludzie szanują siebie, swoją pracę oraz przyrodę. Dlatego dziś pokazuję Wam zniewalający urok Europy. Kraj na wyciągnięcie ręki, on nie jest daleko – a jednak mentalnie odległy jak stąd na Marsa.
   Polaku – jak dbasz, tak masz.


Pierwszy przystanek jaki zrobiliśmy po dojściu do brzegu jeziora to długi pomost gdzie spałaszowaliśmy śniadanie. Otoczyły nas łabędzie (te stare i te świeże), turbo-łyski (wiem co piszę) i perkozy. I tak sobie pływały wokół nas i pod nami.
   Łyski zdecydowanie królowały na tej wodzie. Mają głęboko zakorzeniony terytorializm, więc wystarczyła jedna wizyta innej łyski, by zobaczyć spektakularny BIEG po wodzie jak jedna goniła drugą. Nawiasem mówiąc, łyski mają najładniejsze stópki na świecie.


Świeża łyska. Zaraz po wykluciu jest cała pomarańczowo-czerwona,
ale dosyć szybko gubi piękną barwę. Nigdy jakoś nie mogę zdążyć na wylęg łysek.
Obserwowaliśmy też wędkarzy, przyznam że nieco zazdrośnie... Nigdy nie wędkowaliśmy w Szwajcarii, bo to trochę trudniejsze zagadnienie. W Polsce wystarczy mieć kartę wędkarską, a tutaj takową wyrabia się na każdy zbiornik osobno i to po zdaniu kursu. Polega on na tym, że uczymy się kiedy jaka ryba i gdzie ma czas lęgowy. Wtedy wędkowanie jest surowo zabronione.
   Jeśli dobrze pamiętam, każdy wędkarz ma też limity na wyławianie ryb. I to wszystko polega wyłącznie na zaufaniu człowiekowi, bo przecież kto sprawdzi czy ci panowie już wcześniej nie przekroczyli limitu? Ale Szwajcarzy naprawdę dbają o środowisku, dzięki czemu mają w tych wodach takie okazy. W Polsce jeziora są strasznie przetrzebione.




Pisałam na początku, że zadbana planeta jest człowiekowi miłą i bezpieczną. Owszem, widzę co się dzieje na własne oczy. Szwajcaria nie jest przecież zwolniona od naturalnych katastrof, a nawet zdarzają się tu częściej niż w Polsce. Potężne huragany, orkany, podły fen, spektakularne burze i gwałtowne ulewy... co się dzieje w Polsce po takich wydarzeniach? Mnóstwo zniszczeń, ranni, poszkodowani, martwi... a tu nic podobnego się nie dzieje.


Od lat obserwuję reakcje tubylców na agresję przyrody i mam wrażenie, że słowo "agresja" jest tu na wyrost (choć za oknem czasem widać istne szaleństwo pogodowe). Obcy, który tu przyjedzie, może być początkowo przerażony, ale gdy zobaczy spokój miejscowych, zrozumie, że nic mu nie grozi.

Ukwiecona wypożyczalnia łódek.
Przyroda i człowiek nauczyli siebie nawzajem jak z sobą postępować. Owszem, z dolin poznikały drzewa, ale wszędzie gdzie się tylko da, są obszary chronione, do wielu nikt nie ma wstępu. Istnieją tu bowiem zupełnie dziewicze tereny gdzie ludzka stopa nigdy nie stanęła. Człowiek nie jest intruzem w tych Alpach. Jest mile widziany, stanowi ekwiwalent innych istot zamieszkujących te góry i doliny, jest im równy poniekąd i sam zawiera w sobie wartość natury.
   – Takie mam odczucie po 5 latach mieszkania w Szwajcarii. Obserwacji Szwajcarów i tak samo jak oni – współżycia z tutejszą naturą.

Elegancka ścieżka zbudowana po to, by nie niszczyć torfowisk.

Czasem mam wrażenie, że nie jestem tu potrzebna, że trzeba wrócić do Polski i uczyć ludzi, że z tą planetą można i należy żyć za pan brat. Nawet Biblia ostrzega, że w dniu sądu za zło i niedbałość uczynione planecie będzie śmierć.
"...i zniszczenia tych, którzy niszczą ziemię."
– Objawienia 11:18
Brzmi uczciwie, ale większość ludzi woli inny cytat: "wolnoć Tomku w swoim domku".


Na powyższym zdjęciu mamy pomost z wysoką ścianą na końcu. Ma to zapobiegać ekspansji człowieka, bowiem na tym brzegu postanowiono o kompletnej ciszy i azylu wszystkich zwierząt jeziornych. Widok z pomostu można obserwować jedynie przez 3 okienka, a jest on taki:




Niby nic ale ja jestem pewna, że w głębinach oraz przybrzeżnych trzcinach, wieczorami mają miejsce różne zwierzęce swawole. Są tu całkiem bezpieczne. Warto mieć ze sobą lornetkę.


Narybek.

Tym miejscem można dać się oczarować. Można się nim delektować, dotykać. Woda nawet ciepła. Narodził się plan, by w upalny dzień wrócić tu i zanurzyć się w tym turkusie. Teraz przyszły dni ochłodzenia i cieszę się z tego, bo to też nam jest bardzo potrzebne.

Moje ulubione zdjęcie.


Dno Pfäffikersee jest piaszczyste, inaczej niż w większości jezior polodowcowych w Szwajcarii, gdzie dno mamy z kamieni. Czuć było ten subtelny jeziora tak jak to ma miejsce we wszystkich wodach stojących z tym że tu nie zauważyłam typowych wodorostów ani mułu. Ten zapaszek lubię,  muł by mi nie przeszkadzał.






Pływając w różnych jeziorach w Polsce, nauczyłam się, by nie dotykać stopami dna, bo można się poharatać o szkło lub puszki. W Szwajcarii nie ma tego problemu, spiżowe sandały do brodzenia są niepotrzebne. Chyba że mamy do czynienia z jeziorem o kamiennym dnie, to wtedy warto je mieć.




Wzdłuż jednego z brzegów rosną... już mnie pouczono, że to czereśnie, więc poprawiam. Na zdjęciu uwieczniły mi się z bliska niedojrzałe, ale jedliśmy te bordowe. Były tak słodkie że kubki smakowe dostały orgazmu. Raj na ziemi.





Czar tropików czarował nas dalej i tylko palm przy brzegu brakowało, a mogłabym ściemniać, że zwiedzamy Hawaje. Wszak tam też są turkusowe wody oraz góry. A może Teneryfa? Jeszcze większe góry i również turkusowe wody. Nie, to tylko Szwajcaria, jakiś kraj w Europie.







41 komentarzy:

  1. Te pola pełne maków są prześliczne! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Od pierwszego zdjecia uwielbiam to miejsce, woda, duzo wody, a do tego taka pieknie niebiesko-turkusowa i, jak piszesz, nieskalana cywilizacja. No i to, co dla mnie liczy sie najbardziej, zadnych wspinaczek, przy ktorych gubi sie pluca. :))) Mozna sobie tuptac wkolo jeziora po plaskim. Ten czerwony cud rosnie w polu rzepaku, maki z rzepakiem chyba sie lubia, ja w ubieglym roku tez fotografowalam maki w rzepaku https://swiattodzungla.blogspot.com/2019/06/czerwono.html. Masz racje, tego nie da sie ujac w dwoch zdjeciach. Ten rzymski kasztel robi wrazenie, wybudowany blisko dwa tysiace lat temu i jeszcze stoi, podczas gdy niejeden wspolczesny dom popadl w przedwczesna ruine ;)
    Pisalam kiedys o ptasim rezerwacie w Northeim, tam tez sa takie pomosty zakonczone sciana z desek i okienkami, przez ktore mozna podgladac ptaki.
    Te wisnie wygladaja jak czeresnie. ;)
    Jestem oczarowana cala wycieczka, bez tych gor i wspinaczek. Dzieki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pamiętam Twoje zdjęcia maków w rzepaku. :) Zachwycający widok.
      Nie odróżniam wiśni od czereśni. Jakaś wskazówka?

      Usuń
    2. https://pl.agrolib.rs/roznice-cherry-i-cherrywisnia-1965
      Na moje to czeresnie sa wieksze, w palecie kolorow od zoltego z rumiencem, poprzez czerwony do prawie czarnego, sa slodsze i twardsze od mniejszych i kwasniejszych wisni. Na nalewki tylko wisnie ;)

      Usuń
    3. Mąż poznaje po smaku, ale Ty poznałaś po wyglądzie. Czyli po liściach i łodygach się je poznaje głównie, tak wynika z tej strony. I po zapachu liści. Nawiasem mówiąc, najlepiej organoleptyczne, a jeszcze lepiej – zjeść. XD

      Usuń
  3. Właśnie, gdybyśmy wszyscy dbali...gdybyśmy myśleli i postępowali podobnie, na świecie nie byłoby problemów!
    Maki w tym roku obrodziły wszędzie, nie pamiętam takiego wysypu od lat, są wszędzie, nawet na osiedlowych łąkach.
    Przepiękna okolica, ten turkus wód pamiętam ze zdjęć brata, gdy odwiedzał Szwajcarię.
    Ziemia kryje wiele niespodzianek archeologicznych, wystarczy głębiej wsadzić łopatę:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedyś wydawało mi się, że taka solidarna dbałość o naszą planetę jest niemożliwa. Teraz wydaje mi się, że taka solidarna dbałość o naszą planetę jest niemożliwa w Polsce. ;]
      Pozostałości starsze i młodsze, wciąż słychać o nowościach ze świata archeologów. Zresztą wystarczy pójść gdzieś z wyszukiwawczem metali i można się na coś ciekawego natknąć.

      Usuń
  4. Po absolutnym oczarowaniu miejscem i fotografiami, przyszła mi do głowy jedna myśl. A właściwie pytanie. Czy nie ma tam jakiegoś wolnego miejsca dla takiej duszyczki wrażliwej, jak ja? Chociażby w domku dla kóz? Chętnie uciekłabym z mojego kraju natychmist... :(
    P.S. Jadłaś czereśnie Kochana :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedy minie cały kryzys po pandemii (bezrobocie strasznie tu wzrosło) i wszystko się uspokoi, możesz spróbować znaleźć jakąś pracę i przyjechać. Najpewniej dostaniesz też zakwaterowanie. :D Inaczej wolno Ci przebywać w kraju tylko 3 miesiące. Obok mamy popas owiec, domek dla owiec może być? :D
      p.s. Już mnie uświadomiono, ale nie wiem czy kiedykolwiek nauczę się je rozróżniać.

      Usuń
  5. Trochę inna okolica jednak cały czas zachwycająca. :) Szczególnie spodobał mi się kolor wody.

    Od piątku do dziś czerpałem i ze spokoju i z lasu. Takie połączenie.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  6. ach jak cudnie przenieść sie gdzieś daleko dziękuje za piękne zdjęcia i opisy pole maku cudo i powojnik(clemantis)oj piękności piękności

    przesyłam pozdrowienia i podziękowania za wszystko

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powojnik, super, mogę teraz podpisać zdjęcie. :D
      Trzymaj się, pozdrówki!

      Usuń
  7. Wspaniałe są pola pełne maków czerwonych. I wzrusza mnie jak w tej czerwieni jest plamka w zupełnie innym kolorze.
    To leżące drzewo na którym siedzisz to cudo.
    Jesteś Dziewczyno szczęściarą że mieszkasz w tak pięknym kraju. I że umiesz to dostrzec.
    :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja bym wcale nie narzekała, gdyby przyszło mi mieszkać gdzieś na Mazurach.... :P 🐎🐌🐟

      Usuń
  8. Maki rozradowany moje serce, przecudne fotki🏵️🧡
    Aniu życzę miłego dnia i udanego całego nowego tygodnia 🍓☕🍰🌞🌸🙋

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Maki są wyjątkowe. Zauważyłam, że zaćmiły piękno samego jeziora.
      Pozdrawiam i przesyłam serdeczności. :)

      Usuń
  9. Boski kolor wody, oczywiście, że się da! Jak ja widzę syf, to czasami nie wytrzymuję i zwracam uwagę ludziom. :D Ja to zbieram najmniejszy papierek. hehe

    Boże jakie pole, marzę, by zobaczyć pole pełne maków, no marzę, a Ty widziałaś i zrobiłaś zdjęcia, ależ mnie nimi ucieszyłaś. :)))))) Zdjęcia zachwycające. <3

    Hahaha Ja tam Cię rozumiem, też często jestem tak nokautowana, podoba mi się to określenie, będę używała. :D

    Historia fortu bardzo ciekawa. Ludzie żyją w przyjaźni z naturą, ogromnie mi się to podoba, chciałabym tam kiedyś pojechać. Ja widzę ogrom syfu, mam wrażenie, że w tym roku, to widzę jeszcze więcej śmieci i u siebie w mieście i gdzie nie pojadę... Matka Natura to przyjaciółka i jej zaniedbywanie gwarantuje problemy, o których teraz mało kto myśli...

    Aniu, zdjęcia wykonałaś wspaniałe. Przyglądałam się im, ta fala z bliska, ta perspektywa, cały post pełen wartości i piękna, oj tak, można się zakochać. :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Można i warto zakochać się w przyrodzie – w naszym domu.

      Usuń
  10. Noo, piękna natura i woda ajajajaj. Jeszcze takie śliczne zwierzatka i kwiaty. I'm impressed. Dobrze, że tutaj się tak dba.
    Zdziwiło mnie to, że nie można sobie od tak wędkować

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W Polsce też nie można bez karty wędkarskiej i opłacenia pozwolenia, ale i tak jest to nic w porównaniu ze szwajcarskimi zasadami. Niektórzy uważają, że są nad wyrost, ale jak widać, są skuteczne i chronią gatunki, a wędkarze w okresach niechronionych, mają o wiele większą radość. Jak pisałam, w Polsce jeziora są już strasznie przetrzebione. Ostatnim razem kiedy wędkowaliśmy w naszym kraju, nie dało się wyciągnąć porządnego obiadu z jeziora i mąż przeniósł swoje zamiary na stawy hodowlane.

      Usuń
  11. Dzień dobry Aniu!
    Ile ja bym dała, żeby jeziora w mojej okolicy wyglądały tak, jak te w Szwajcarii. Mieszkam w południowej Polsce i tutaj jeziora (a mam na myśli przeze wszystkim jezioro Rożnowskie) wyglądają tragicznie, co boli mnie za każdym razem, gdy przechodzę/przejeżdżam obok nich.
    Piękne określenie - "poezja fotograficzna", ale jakże trafne! Uwielbiam maki, od lat są jednymi z moich ulubionych roślin i wcale się nie dziwię, że nikt nie mógł się powstrzymać od robienia zdjęć takim cudom.
    Trafnym jest także przytoczenie przez Ciebie dwóch cytatów; tego z Biblii i związanego z "Tomkiem" ;) Przepraszam, że znowu będę narzekać, ale temat środowiska zawsze powoduje wrzenie we mnie, bo przerażające jest to, jak ludzie obchodzą się z przyrodą. A Pfäffikersee (nie odważyłam się tego przepisać, a skopiować;) ) powinien być przykładem dla osób w moich okolicach.

    Pozdrawiam Cię cieplutko :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzień dobry o poranku. :)
      Pochodzę z centralnej Polski, więc znane są mi głównie rzeki. Wyglądają nie najlepiej w porównaniu ze szwajcarskimi. Kolor turkusu raczej im nie grozi.
      Często wyjeżdżam na wakacje na Mazury i widzę tam zatrważające obrazki. Pełno śmieci w lasach, pozostałości po biwakach, w jeziorach pełno syfu. Szkoda słów.

      Usuń
  12. Te turkusowe wody wyglądają cudownie! Bardzo bym chciała, żeby u nas ludzie mieli podobne podejście do dbania o środowisko, bo jak na razie to wiele pięknych miejsc w Polsce ubarwione jest akcentem typu stary dywan, opony, odpady z remontów itd... Aż mi się ciśnienie podnosi, gdy nieraz idąc na spacer widzę takie "ozdoby".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I pomyśleć, że Polacy jeszcze się krzywią jak obcokrajowcy mówią, że mieszkamy w brudnym kraju...

      Usuń
  13. Zauroczona zdjęciami i opisami, nie zauważyłam, że coraz bardziej zakochuję się w tej Szwajcarii, którą ukazujesz. Mało tego, zaczynam żałować, że nie jestem młoda, bo przyjęłabym propozycję opiekowania się kozami, którą kiedyś nieopatrznie odrzuciłam.
    Serdeczności zasyłam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale tu młodzi nie zajmują się takimi rzeczami, przynajmniej ja nie widuję przy takiej robocie. Młodzi i prężni idą w pole zbierać plon.

      Usuń
  14. Maki.
    Cuda natury.
    Wciąż znajomi na FB
    podrzucają mi maki...

    A ten Eden mógłby być i u nas, gdyby ludzie wreszcie zrozumieli, jak ważne jest dbać o nasz wspólny świat, o dom.
    Pięknie tam u Ciebie, naprawdę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A co ich to obchodzi, przecież wódka się chłodzi.
      ;]

      Usuń
  15. Nigdy nie będziemy tak przyjaźni dla środowiska jak Szwajcarzy. Tam w Bazylei w miejscowej rzece latem kąpią się ludzie. Polecam artykuł: KLIK! z ciekawymi rozwiązaniami.
    Moim zdaniem powinno się zakazać produkcji wielu plastikowych rzeczy jak np. wszelkie torby, opakowania czyli butelki do wody, soków, jogurtów itd. Jaki to ma sens. Czego nie chcemy to nie produkujmy.
    Twoje zdjęcia przyrody są przepiękne. Mnie najbardziej spodobało się pierwsze i przedostatnie z trzcinami na brzegu. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapomniałam wspomnieć o makach, które przyciągają oko. Cudna przyroda.

      Usuń
    2. Byłam w Bazylei, widziałam to samo w Bernie. Fantastyczna sprawa, a przede wszystkim jest to bezpieczne. W Polsce w mieście do rzeki wejść trochę straszno i dna nie widać.
      Już nawet o produkcję plastiku nie chodzi, bo to można segregować. Chodzi o to gdzie ludzie to wszystko wyrzucają. Ekologiczne zamienniki nie zamienią śmieciarza w eko-przyjaciela.

      Usuń
  16. "Kiedy człowiek dba o swoją planetę tak jak mu przykazano, planeta jest mu miłą i bezpieczną" - zaczyna się jak obiecująca opowieść... Więc poszłam w taką opowieść która mówi tak jak jest, mówi dobrze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest to opowieść prawdziwa, realna. Teraz wiem, że można żyć inaczej. Wiele się nauczyłam od tego narodu.

      Usuń
  17. Jak zrobiłaś zdjęcie tej małej fali? Nie zmoczyło Cię?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na brzegu trzymałam aparat w rękach, fala ma swoją granicę dopływową. :)

      Usuń
  18. zazdroszczę wycieczki :)
    Pozdrawiam cieplutko!

    OdpowiedzUsuń
  19. Jak dobrze pospacerować taką piękną przyrodą - mam do Ciebie prośbę: nigdy, przenigdy nie ograniczaj zdjęć maków. Niezależnie ile ich widuję w moim otoczeniu (a jest ich wszędzie niesamowita obfitość) to i tak zawsze zachwycają - na zdjęciach również.
    I ogromnie mi się spodobał ten owad czarny w czerwone kropy - biedronka to czy inne stworzenie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dosięgły mnie podobne wołania z wielu różnych stron świata. Pozostaje więc obiecać, że maków będzie tu pod dostatkiem, o ile oczywiście znów jakieś spotkam.
      Biedronka azjatycka to jest. H. axyridis. Ma wiele odmian barwnych. A to drugie na liściu, podłużne, to jej czwarte stadium larwalne.

      Usuń
  20. Aniu, Ty nie mieszkasz w Szwajcarii, to co pokazujesz to najprawdziwszy Raj.
    Wiadomo, że są miejsca w Polsce bardzo zaśmiecone, ale widać też światełko w tunelu. Coraz więcej ludzi (NA SZCZĘŚCIE!!!) zaczyna mieć świadomość, że dba się nie tylko o własne podwórku, ale wszędzie należy dbać o czystość. Kilkanaście takich miejsc w ubiegłym roku odkryliśmy i radowało to duszę.
    Zdjęcia, jak zawsze - cudne!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdzieś na ziemi był raj. Póki nie jest za późno, czyńmy tak, by nie utracić go ponownie.

      Usuń

Pewnego dnia wymyśliłam sobie, że będę dzielić się pięknem świata, którego doświadczam podczas swoich wędrówek. Że będę pisać ku pokrzepieniu serc i być może zachęcać do podróżowania. W tym samym celu wydałam książkę, czyli dla Waszej przyjemności. Czasami piszę też o Bogu, który jest dla mnie najważniejszy i dzielę się chętnie swoim studium biblijnym.
Jednak nie robię tego dla poklasku, nie chcę samych duserów.
Dziękuję za każdego czytelnika, który podzieli się ze mną swą refleksją miast "odhaczonym" komplementem. Jestem wdzięczna za każde nasze wspólne rozważanie. Za komplementy dziękuję, ale nie na tym mi zależy. Proszę rozważ to nim pozostawisz po sobie te dwa/trzy słowa :) i tak zwyczajnie: porozmawiajmy.