Wędrówki:

Zakładki dotyczące wędrówek, są rozszerzone i znajdują się po prawej stronie bloga.

"Odpowiadam za to co powiedziałam, nie za to co zrozumiałeś."

Kunkelspass (1357 m) – przełęcz na polanie mniszkiem kwitnącej i epicki tunel.

– To zabawne, ale nigdy nie popadałam w depresję w dni takie jak ten, zachmurzone, szare, zimne. Wtedy czułam, że natura współgra ze mną i odzwierciedla moją duszę. Lecz kiedy pokazywało się słońce, kiedy dzieci zaczynały się bawić na podwórkach i wszyscy cieszyli się piękną pogodą, ja czułam się fatalnie."
– Paulo Coelho "Weronika postanawia umrzeć"


maj, 2020
czas pandemii
Coraz trudniej jest wyznaczyć sobie szlak, na którym nie byłoby innych ludzi, ale czy nadal trzeba na to mieć baczenie? Po ostatnich wydarzeniach związanych z protestami i wyraźnym buntem przeciwko rygorom związanym z pandemią, zaobserwowałam, że życie w Szwajcarii wróciło do normy, chociaż nadal przed sklepami i innymi obiektami stoją płyny do dezynfekcji i nadal można spotkać niektórych ludzi w maseczkach.
   Otworzono gabinety kosmetyczne i fryzjerskie, cały handel ruszył z kopyta, otwarto też prywatne sklepy. Działają restauracje, w których można normalnie zjeść. Ktoś by mógł się spodziewać, że liczba zakażonych (skoro przecież nie ustała, a Szwajcarzy na własną rękę zaczęli znów się gromadzić); będzie na nowo wzrastać, ale nic podobnego się nie dzieje. Życie w Szwajcarii wróciło do normalności. Wobec tego chyba już mogę przestać używania zwrotu "czas pandemii" w nagłówku.

Pojechaliśmy do mojego ulubionego turystycznie kantonu Gryzonia, do miejscowości Tamins. Mówi się, że Chur to najstarsze miasto w Szwajcarii (jest 10 km na wschód stąd), a czy Tamins może konkurować liczbą lat jako osada? Wg szacunków archeologicznych, jej wiek sięga pięćsetnego roku p.n.e. Jest to oficjalnie najstarsza osada w tym kantonie.
   Tamins znajduje się przy głównej osi ruchu północ-południe, autostradzie A13, więc dojazd tutaj jest bardzo prosty. Nie omieszkaliśmy wybrać się na spacer. Dzisiaj będę skalować swój poziom zadowolenia, (od 1 do 100, ale będą wyjątki). Po spacerze tym miasteczkiem +50 do mojego nastroju. W trakcie robienia zdjęć +100 na tenże moment, bo bardzo lubię fotografować zabudowę.


Z tej strony mają wejście prosto z ulicy...
...ale z tej mają pod górę.




Ten dom skojarzył mi się z jakimś słodkim serialem hiszpańskim.
Zwłaszcza z tą egzotyką w ogrodzie.
To co nas oczywiście interesowało to góry. Alpy Taminskie zaczynają się praktycznie na skraju wioski na około 800 m. Najwyższe pastwiska znajdują się na Taminser Calanda (2389 m) lub na „Hohegg” (2500 m) u podnóża lodowca Taminser. Na tytułowej przełęczy stoi restauracja „Überuf” (1357 m) gdzie zbierają się wędrowcy, rowerzyści i motocykliści.


/powiększ
Mapa ze słupa w centrum Tamins.
Cała gmina gmina cieszy się wielką różnorodnością naturalnego piękna o znaczeniu krajowym. Mieści się tu Rezerwat przyrody Rattena. W tutejszych lasach można spotkać pewne dość egzotyczne odmiany drzew jak np. puchaty dąb.
   Rosną tutaj najwyższe lasy dębowe w Europie. Te lasy i przylegające do nich południowe zbocza (suche łąki) i rezerwat przyrody Praderei, nieco na wschód, ucieszą serce każdego ornitologa. Wzdłuż ścieżki edukacyjnej Ratenna zainteresowani obserwatorzy znajdą bogate łąki i stawy. Gleba i warunki klimatyczne pozwalają na uprawę nie tylko winorośli, ale nawet szparagów.

Cel to ta góra.

Na początku naszej przygody górskiej był las – tradycyjny scenariusz, rzadko zaczyna się inaczej (póki wędrujemy na tych niższych wysokościach). Po raz kolejny zastanawiałam się, czy nie powinnam zostać spelologiem. Zrobiłabym sobie dodatkowy fakultet z chiropterologii. Ale wciąż nie wiem czy nie wolałabym jednak zostać Larą Croft i szperać po grobowcach...
   Tak czy inaczej las rósł sobie bardzo gęsty i ciemny, taki jak lubię. Stary i niemal taj malowniczy jak w baśniach.

Skały nad szlakiem.
Na tym zdjęciu znajduje się kozica.
W dowód na to, poniższe zbliżenie:

Gdy widzę takie formacje to kwice,
a łocy mi swieco jak znice.
   – Potrzymaj mi plecak, ja tam idę.
Efekt: żadnych nietoperzów nie widziałam, jeden kleszcz złapany, żadnych strat w ludziach i inwentarzu.
   +1000 do nastroju




Rosły takie pod samą skałką.
Poszliśmy dalej, las powili zaczynał rzednąć, zbliżaliśmy się już do wielkich pastwisk na przełęczy. Ale to nie będzie jedna z tych epickich przełęczy na olbrzymich wysokościach. Na te jeszcze trzeba poczekać zanim stopnieją zmarzliny i czekam na to z wielką ekscytacją jak co roku. Moje kochane kamieniołomy marsjańskie... 💚💚💚 Tam zawsze rozwala mi skalę nastroju.



Przełęcz  Kunkels znajduje się pomiędzy Crap Mats (2947 m) a Calanda (2806 m), gdzie żyje regionalne stano wilków. Myślimy, by się tam kiedyś wybrać.
   Znaleziska archeologiczne wskazują, że przez Kunkelspass przejeżdżały karawany mułów już w czasach rzymskich.
   W późniejszych czasach przełęcz była ważna dla klasztoru Pfäfers, który posiadał liczne posiadłości w tym kantonie, więc dodatkowy przejazd przez góry był im na rękę. Mania posiadania jest słynna wśród duchowieństwa. Kunkels służył więc jako alternatywna trasa, podczas gdy dolina Renu nie była dostępna w okresie zalewowym (lub w celu ominięcia tamtejszych stacji celnych).
   Dzisiejszy wygląd jezdni na przełęczy oraz  wspaniały tunel (wracaliśmy nim) powstał podczas pierwszej wojny światowej.
   Kunkelspass zimą nie jest oczyszczany ze śniegu. Oficjalnie jest drogą zamkniętą, chyba że ma się odpowiedni sprzęt oraz pozwolenie na wjazd.


Kwiatki +100 do nastroju.

Restauracja czynna od środy do niedzieli.
Noclegi: miejsca do spania w starej stajni, a także dwa proste pokoje dwuosobowe oraz pokój grupowy.
Nie są ogrzewane. W pokojach nie ma toalet. (Prysznic 5 Fr., nocowanie od 65 Fr. w górę.)
Po spałaszowaniu śniadania na ławce zbudowanej chyba w najwyższym punkcie przełęczy, zeszliśmy do centralnego punktu trasy i trochę się rozejrzeliśmy. Akurat przejeżdżała grupa motocyklistów na Chopper'ach. Kawalkada zatrzymała się na podwórku restauracji i po krótkiej chwili odjechała w przeciwną stronę. Zanim doszliśmy na miejsce, nie było po nikim śladu, nawet gospodarze gdzieś pierzchli. Potem spotkaliśmy jednego rowerzystę. Spokojnie i cicho było tym razem na Kunkelspasss. Internet sugeruje, że bywa tutaj tłocznie.




Pokręciliśmy się po gospodarstwie niby po jakieś pustelni, wszędzie jeszcze wisiały tablice informujące o postępowaniu wobec pandemii, ale ich strona internetowa sugerowała, że normalnie przyjmują gości.
   Była to odpowiednia chwila do zajrzenia na przeciwległe, całkiem nadobne góry. Pierzyna z chmur cudownie się na nich układała. I tak sobie myślę – dawno nie wędrowaliśmy w chmurach. Ale tam zmarzlina zalega, czego wyjątkowo nie lubię. Trzeba poszukać rozwiązania. (My nie mamy problemów tylko pomysły.)







A teraz, moimi mili, perełka wycieczki, czyli to co tygryski lubią najbardziej. Wystarczy porządna dziura wydłubana w masywie górskim i już oczka mi się świecą, a nastrój przekracza skalę.
   Przepiękna, pełna "okien", momentami tak ciemna, że można by się potknąć i zęby stracić... ale to na szczęście nie są polskie drogi i szlak jest równiutki.
+1500 do nastroju


Równiutka jezdnia (tak, tędy się przejeżdża samochodami)

Na początku tunelu pełno "okienek".
Widok rozciągał się na stromą przepaść, okoliczne śliczne kamienie, tajemnicze okienko z jakiegoś bunkra, góry ogółem i oddaloną cywilizację. Z każdego "okna" widok był nieco inny, równie malowniczy, okraszony surowością (bliskość skał +100 do samopoczucia). Był delikatny przeciąg, rzekłabym nawet, że balsamiczny. W tego typu tunelach dobrze jest chronić się przed gorącem.
   Pierwsze okienko:
(każde okienko dodatkowe +150 do nastroju)





Tajemnicze okienko w skale.
Mało rzeczy określam mianem "epickie", (rzecz gustu), jestem wybredna co do widoków, nie każde góry mnie zachwycają, bo mam ich do syta i mogę wybrzydzać. Bywają takie miejsca, że aż nie chce mi się wyciągać aparatu. A czasami bywają takie miejsca, że powalona epickością nie mam siły tego zrobić (zdarza się na przełęczach, tych bardzo-wysokogórskich).
   Tu epickość jest na tyle umiarkowana, że nie trzeba było zeskrobywać mnie szpachelką.





Jeszcze jedno zdjęcie za siebie i koniec atrakcji, idziemy dalej.
Dalsza część drogi była jedną z tych, którymi po prostu się idzie i nie zawiesza na niczym wzroku, bo w zasadzie nie ma na czym. Droga przejazdowa przez las. Ktoś inny powiedziałby, że piękny las i trasa pod skalną ścianą. Ale ja jestem nieczuła na powtarzalność, jest to standard dróg górskich w Szwajcarii, podobnie jak sieć autostrad – są normą. Taka jestem.
   Łączki wiosną są urokliwe jak z tych słodkich pejzaży o mocno nasyconych kolorach. +50 do nastroju za otoczenie i +100 za to samotne drzewo na środku, niezwykle fotogeniczne.




Obejrzeliśmy się za siebie. Intensywnie zielone drzewo i wystający nad lasem masyw górski, którego wnętrzem maszerowaliśmy. Wspaniała przygoda, ciekawsza od samego celu, pełna plusów, udana i na zawsze zapamiętana.
   Polecałabym każdemu, ale nie każdego kręci chodzenie pod górę, więc mogłabym polecić zwłaszcza drogę przez tunele. Prostą i nie za bardzo pochyłą.


   A tam widać nawet "okienka". Tym razem nie zaznaczam, to zadanie na spostrzegawczość:


Gdy doszliśmy do parkingu, stało dużo więcej samochodów, a między nimi małe jeździdełko z armią na desce:


Po drodze w czasie jazdy wypatrzyłam w oddali taki wodospad:


Wjazd na autostradę i do domu:



19 komentarzy:

  1. Sliczne sa takie niewielkie miasteczka, bardzo wypieszczone i co mnie szczegolnie cieszy, w Polsce tez mozna ten trend zauwazyc, choc oczywiscie droga daleka, ale kropla drazy skale. Domy sa rzeczywiscie przeurocze i pieknie polozone, i te palmy w ogrodach - do cymesik! Las to moj zywiol, ale kiedy spojrzalam razem z Toba w gore i zobaczylam te nagie skaly, po ktorych pewnie masz zamiar sie wspinac, to mnie sie wlasnie odechcialo, zostaje w lesie! :))) Aaa, kozicy na pierwszym zdjeciu w ogole nie widze, za to kwice wraz, bo tez lubie. Zolte kwiatki oczywiscie tez i moj nastroj podnosza, te niebieskie tez nie od rzeczy, a korytko calkiem fajne.
    No i za dobrze bylo, bo znow zaczelas stzraszyc skalami, aleee... tunel znow wzbudza moje zainteresowanie, a okienka chec wychylenia sie, choc nie za daleko, bo sie bojam. Rzadki las, paprocie, znow laka pelna zoltosci - dobrze! No ok, w sumie fajna wycieczka i nawet za bardzo sie nie zmeczylam ta wspinaczka ;)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taka tym razem różnorodność. :) Straszą potężnymi upałami, nie wiem jak długo pochodzę po tych malowniczych lasach. Będzie mnie ciągnęło raczej w skałki, bo tam chłodniej. Podstawa to aby wycieczka nie stała się walką o życie. ;)

      Usuń
  2. Ojej...cytat do mnie przemówił. Może nie czuję się fatalnie, ale jakoś tak nie do końca happy. ;D Nie wiem dlaczego, ale szarość, mniej ludzi do mnie bardziej przemawia i mnie uszczęśliwia, no od zawsze tak mam. Także Aga czeka na jesień. ;D Przepiękne miasteczko, tak malownicze, że zakochać się idzie, długo się przyglądałam zdjęciom, architektura cudna. Ja nie lubię tej nowoczesnej, taka jest dla mnie dużo bardziej magiczna.

    Uwielbiam te Wasze wyprawy, jakie uśmiechy, no przemiło się na to patrzy. :) Tunele mnie zachwyciły, a w życiu nie byłam w takich, Ty wiesz, że chciałabym. hehe Cudne widoki, aj ja to się zrelaksuję przy tych Twoich postach, już tam z Wami łaziłam oczywiście. No kocham góry, Wy to wchodzicie na wielkie, ja za Wami bym szła, jak ledwie zipiąca 70 + pani, ale bym szła. :D Świetny post, wspaniałe zdjęcia.

    Cieplutko pozdrawiam. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lato istnieje, żeby było po równo przyjemności dla każdego. Ale my i tak mamy lepiej, bo dni dżdżystych i chłodniejszych w ciągu roku jest więcej niż tych upalnych. XD

      Kobiety 70+ to tutaj nas wyprzedzają na tych szlakach. :P Wyobraź sobie mieć tyle lat doświadczenia górskiego. XD

      Usuń
  3. jeny jak ja kocham takie miejsca ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja daję milion punktów za podniesienie nastroju i jeszcze dorzucę za te niebieskie kwiatki:-)
    Wszystko tam mi pasuje, architektura, przyroda ożywiona i nieożywiona, a najbardziej opis Twoich emocji i zdjęcia:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W ten niebieski to ja się napatrzeć nie mogłam. *_*

      Usuń
  5. Witaj Aniu.
    Lubię takie górskie tunele, bo mają w sobie coś tajemniczego i nienaturalnego.
    Jak się dużo wędruje, to i szlaków brakuje.
    A niech to szlag.
    Pozdrawiam serdecznie.
    Michał

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każda dziura jest dla mnie pasjonującą zagadką, nawet jeśli nienaturalna i oczywista w swym jestestwie.
      W tym kraju chyba szlaków na jedno życie starczy. ;)

      Usuń
  6. Halo, miała być skala od 1-100 a tu nagle jakieś +1500 xD Piękne widoki i niesamowita zabudowa! W Belgii podobnie, też juz powoli życie wraca do normy, ale jednak restauracje np. będą otwarte dopiero od lipca

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dodałam w nawiasie, że będą wyjątki. :P
      A w Polsce zakaz spożywania posiłków poza domem, więc też nie wiadomo. Mam takie uczucie, że dobrze być w tym czasie poza krajem.

      Usuń
  7. "Chodzę" razem z Tobą po tych górach i co chwilę zachwycam się głośno! Ojej, jak cudnie! Ojej, jakie kwiaty! Ojej, jakie góry!...
    Prawdopodobnie, to jedyne dla mnie wyprawy będą w tym roku. Wirtualne właśnie. Nawet nie wiem, czy na kilka dni sie odważę u nas. Wszystko poodwoływane, echhh :(
    Więc pisz, fotografuj i ciesz nasze oczy jak najczęściej!
    Pozdrawiam, Pola

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten jeden rok się przetrzyma. Teraz każdy może powiedzieć, że coś stracił.

      Usuń
  8. Dawno nie było u Ciebie takich widoków, choć może mi się tylko zdaje, więc bardzo miło mi się oglądało. Tunele uwielbiam. Bardzo przyjemna wycieczka :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo w ogóle to dawno tak nie chodziliśmy po górach. Mieliśmy długą przerwę przecinaną pojedynczymi spacerami po mniej spektakularnych terenach.

      Usuń
  9. Aniu, dziękuję za tyle wrażeń. Przeczytałam jednym tchem. :) U mnie nastrój mimo bólu rwy kulszowej od 3 dni, podniósł się do + 2000,:D
    Praca zdalna owszem bezpieczna, ale mnie wykończyła...
    Ale wracając do waszej wyprawy.
    Kochana, te cudne niebieskie okiennice i te niebieskie kwiatki, ach jak zatęskniłam za moja Grecją.
    A widoki, co zdjęcie, to wzdychałam. Jeszcze tu wrócę pooglądać raz zdjęcia.
    DZIĘKUJĘ. Fajnie tak rozpocząć weekend.
    A restauracje też mają w Polsce powoli otwierać :)
    Pozdrawiam uroczych podróżników!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie te błękitne szczegóły chyba do końca życia będą się kojarzyć z Grecją. A sama Kreta to +50 000 do szczęścia. :D
      To świetna wiadomość, Polska wraca do normalności. Wierzę, że uda nam się przyjechać w zwykłych już warunkach. :)

      Usuń
  10. Przemknęłam szybko przez Tamins ale i tak zdążyło mnie zauroczyć. Przyznaję, że tunel i widoki zaiste epickie, a i sama góra niczego sobie;-) Starałam się policzyć ile plusów zebrałaś podczas tej wędrówki ale machnęłam się bo zabrakło mi palców...
    Te kwiatki rosnące pod samą skałą to wyczka (przynajmniej ja je znam pod taką nazwą:-)), też teraz u nas kwitną. A te niebieskie to -chyba- goryczka..? Ulubione skalne rośliny mojego taty. Na swoim skalniaku ma ich niezłą kolekcję, również białe i różowe.
    Zazdroszczę Ci tej normalności. U nas wciąż do niej daleko. A po tym co napisałaś upewniłam się, że wszelkie zakazy są o d..ę rozbić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Posprawdzałam w internecie, goryczki są bardzo różne i większość ma taki świetny odcień błękitu. Chyba i dla mnie zostaną moimi ulubionymi kwiatami skalnymi. :)
      Powiem Ci, że nie pasuje mi tu coś z tym zamykaniem ludzi po domach... Szwajcarzy dali się zamknąć tylko na dwa tygodnie i jakoś wystarczyło.

      Usuń

Pewnego dnia wymyśliłam sobie, że będę dzielić się pięknem świata, którego doświadczam podczas swoich wędrówek. Że będę pisać ku pokrzepieniu serc i być może zachęcać do podróżowania. W tym samym celu wydałam książkę, czyli dla Waszej przyjemności. Czasami piszę też o Bogu, który jest dla mnie najważniejszy i dzielę się chętnie swoim studium biblijnym.
Jednak nie robię tego dla poklasku, nie chcę samych duserów.
Dziękuję za każdego czytelnika, który podzieli się ze mną swą refleksją miast "odhaczonym" komplementem. Jestem wdzięczna za każde nasze wspólne rozważanie. Za komplementy dziękuję, ale nie na tym mi zależy. Proszę rozważ to nim pozostawisz po sobie te dwa/trzy słowa :) i tak zwyczajnie: porozmawiajmy.