Wędrówki:

Zakładki dotyczące wędrówek, są rozszerzone i znajdują się po prawej stronie bloga.

"Odpowiadam za to co powiedziałam, nie za to co zrozumiałeś."

30 kwietnia 2020

Pole, pole, łyse pole – na szwajcarskim osiedlu.

"Leżę na łóżku, przyjaźnię się z sufitem i męczy mnie świadomość, jak wiele rzeczy w życiu potrafiłbym dobrze robić."
– Leopold Tyrmand "Dziennik 1954"


u schyłku kwietnia, 2020
Pójdę za ciosem i skoro pokazałam Wam moją dolinę z góry, a potem z okien, a na koniec opowiedziałam o rosnących w okolicy (oraz w moich uprawach) ziołach, to czas na spacer po tych łysych polach.
   Wreszcie można się szwendać, więc to idealna okazja aby skorzystać z okna pogodowego (przyszły deszcze, może to koniec suszy) i wybrać się na spacer z aparatem, czego już dawno nie robiłam.
   Akurat mamy wiosnę, więc okolica ubrana jest w strój wizytowy. Dzięki kwiecistej biżuterii, Dolina Renu wygląda o wiele bardziej okazale niż ją widuję w pozostałe dni roku.

Wychodzimy z klatki schodowej i idziemy wąską brukowaną alejką pośród przystrzyżonych trawników zdobnych stokrotkami.

Widok na Alpstein.
Lubię to osiedle. W porównaniu z polskimi blokowiskami jakie widywałam w wielu różnych miastach, mam pochlebne zdanie o dbałości Szwajcarów, głównie o czystość.
   Tu nigdzie nie napotkamy tabliczek z napisem "szanuj zieleń", ponieważ trawniki są przeznaczone także do chodzenia, więc śmiało można przejść osiedle na skos. Dzieci biegają po trawnikach bawią się, po prostu trawa to trawa jak u nas na działkach. I wcale nie niszczeje jak widać.
   Bardzo ważne w tym miejscu jest by wspomnieć, że nie grożą nam miny przeciwpiechotne. Szwajcarzy sprzątają po podopiecznych wszędzie, nawet na łąkach w lasach i na szlakach górskich.


Dochodzimy do ulicy, na której jest przystanek autobusowy (potwierdzam plotki o punktualności). Po drugiej stronie zaczyna się małe osiedle domków jednorodzinnych.
   Upatrzyłam w jednym z ogrodów takie dwa krzewy o jaskrawych kolorach. Byłabym wdzięczna gdyby mi ktoś powiedział co to za gatunek.


Moja mama sugeruje, że to może być różanecznik.
Nasza wioska jest idealnie zaopatrzona w potrzebne punkty, dzięki czemu żyje się tu jak w małym mieście. Jest kilka sklepów spożywczych, centrum handlowe, sklep budowlany i ogrodniczy, oraz kilka restauracji. Znajomi radzili swego czasu, by przenieść się do miasteczka, bo wygodniej i łatwiej, ale nie było takiej potrzeby i zostaliśmy. Co więcej, oni przyjeżdżali na zakupy do nas.
   W naszej wiosce są dwie większe stajnie. Tak się kończy zaglądanie koniowi do zagrody:

Pokazał co myśli. 😝
Centrum handlowe przy polu rabarbaru.
W tle góry Liechtensteinu.

Wzdłuż jednej z uliczek płynie rów melioracyjny. Jest on czysty jakby woda z kranu, widać dno, a po bokach rowu bujnie rośnie rozmaite ziele. Latem można spotkać w tym kanale małe pstrągi.
   Kanał oddziela osiedle domków od łąki, na której mają schadzki okoliczne koty. Czasami odpoczywa tam myszołów. Ma gniazdo nieopodal.
   Wzdłuż kanału rosną różne drzewa i krzewy, atrakcyjny szpaler w porze wiosennej, który akurat teraz kolorowo kwitnie.



Miejscowość otaczają pola, łąki, trawiaste pustkowia, czyli nic z tego co mnie ujmuje za serce. Do lasu daleko, a horyzont zasłonięty dwutysięcznikami. Jako człowiek z nizin i typowy buszmen, skarżę się na brak zalesienia i brak długich złotych pór. Nie potrafię wymienić plusów tej doliny.
   Czas zatem opuścić malownicze osiedle i ruszyć w pola i pola oraz łyse pola. Dochodzimy do ruchliwej ulicy.

Alpstein w całej okazałości.
W tle widać góry Alviergruppe.
Idziemy w prawo. Po prawej stronie ulicy kolorowy szpaler krzewów - granica osiedla.

Idziemy dalej asfaltem aż do Werdenberger Binnenkanal. Wszędzie jak okiem sięgnąć pola, pola, łąki i pola. Nie bardzo wiem jakbym to miała lepiej opisać. Otwarte przestrzenie lubię, ale w innej formie. Najbardziej rajcują mnie tundry oraz skaliste pustynie. Natomiast pola nie koniecznie...
   Latem taki spacer jest mało przyjemny przez bardzo wysokie temperatury i brak cienia. Wtedy nie wychodzę na żadne spacery, nawet zaprzestaję zabawy z joggingiem. Niestety zdarzyło mi się dostać udaru podczas jazdy na rowerze (odchorowywałam dwa dni) i od tamtej pory siedzę latem w domu.


Masyw górski to już Liechtenstein, po drugiej stronie Renu.
Truskawki z południa powoli się kończą, ale już niedługo pojawią się "nasze" owoce. Czekam z niecierpliwością na kolejny wysyp moich ulubionych łakoci.






Zatoczyliśmy małe kółko, pora kierować się do domu, bo dalej nie ma co iść. Pejzaż się nie zmieni.
   Łąka jest świetnym miejscem do trenowania makro, choć tak naprawdę można ćwiczyć się w tej sztuce fotografii dosłownie wszędzie. Łąki wszak ruszają się, więc jest trochę trudniej.





Wchodzimy na osiedle domków. Sąsiad wsadził palmę do gruntu. Wkrótce będą standardową ozdobą ogrodów. Były czasy, kiedy palmy same się siały w tej części Szwajcarii, bo klimat był tu znacznie gorętszy, a potem się wychłodził i drzewa te zniknęły. Obecnie znów mamy tendencję zwyżkową temperatur, co nagminnie nazywa się globalnym ociepleniem. Zalecałabym tym wszystkim, którzy szerzą strach, zajrzeć do historii i sprawdzić o co chodzi.


Jeszcze kilka kroków i już znajdujemy się pod naszym blokiem. Mieszkamy tuż nad krzewem, który Wam ostatnio pokazywałam.
   Osiedle jak malowane. Zadbane i bardzo ciche. Dzieci są tu inaczej wychowywane, w mieszkaniach naprawdę można by przysiąc, że są kneblowane. Żadnego szlochu, krzyków, żadnej wrzawy zabawy, nic. A mieszkamy przez ścianę z rodziną wielodzietną, chyba trójkę maluchów tam mają.
   Ponadto Szwajcarzy ściśle trzymają się zasad ciszy nocnej, która trwa od 22 do 6. I nie ma szans by ktoś w tym czasie głośno zabalował. Może wówczas spodziewać się interwencji policji. Wyjątek stanowi Sylwester.
   Za wielką wadę uważam zgodne z prawem grillowanie na balkonach. Jeżeli w porę się nie zauważy i nie pozamyka okien, mamy w pokojach dym i chemiczny smród z rozpałki w płynie.


W ogólnym rozrachunku mieszkanie na wiejskim osiedlu ma mnóstwo plusów z uwagi na kulturę sąsiedzką i czystość, a także brak złodziejstwa (rowery stoją pod blokiem, żaden nie jest przypięty) i błogą ciszę, którą mogą zakłócać jedynie dzwonki wypasanych nieopodal zwierząt. I szum od autostrady, która biegnie tu niedaleko. Do minusów można zaliczyć zepsute powietrze w okresach kiedy wszystkie pola dookoła są nawożone obornikiem. Wtedy raczej nie wietrzy się mieszkań.
   Dużym atutem, do którego bardzo się przyzwyczaiłam i uważam za luksus jest to, że nie zdarzyły się ani razu przerwy w dostawie prądu, wody lub internetu (przez 5 lat odkąd tu mieszkam). Pamiętam, że w Polsce było to dosyć częste i bywało też długotrwałe i zawsze nie w czas. Iść do pracy z zaschniętą pianą we włosach albo śmierdząc zaraz po wizycie w stajni, (bo nie ma wody) - wstydliwie powiem, że zdarzało się.
   Gdyby więc to osiedle stało w ładniejszej okolicy, byłabym zachwycona.

38 komentarzy:

  1. Muszę przyznać, że o ile mieszkanie w Krakowie ma swoje minusy, to przez te 15 lat nie zdarzyły mi się niespodziewane przerwy w dostawie wody, prądu czy internetu- to zdecydowany plus. Zdarzają się za to dość częste zakłócenia ciszy nocnej i w ogóle miru domowego przez zbyt głośnych sąsiadów. Moje osiedle nie jest tak zielone i czyste jak Twoje. A na okolicę, w której się znajduje spuszczę zasłonę milczenia bo jest wyjątkowo nieciekawa. Też pola i pola. I biurowce, które z czasem powstaną i na tych polach. Ale ja wtedy już nie będę tam mieszkać.
    Słyszałam o zamiłowaniu Szwajcarów do czystości i porządku. Teraz wiem, że to nie tylko plotki.
    Te kolorowe krzewy to azalie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie Łódź i miejscowości ościenne mają tę wadę. Nie mogę się w sumie wypowiadać ogólnie o Polsce, bo nie mieszkałam wszędzie. Ale te przerwy w dostawach pamiętam jako coś niezwykle irytującego.
      Sąsiedzi to zawsze była w Polsce gehenna. Łącznie z sąsiadami na ośrodkach wypoczynkowych (z tego powodu już na takowe nie jeżdżę).
      Już sobie wbiłam do głowy, że gdy pojawi taka możliwość, posadzę azalie. :)

      Usuń
  2. Te piekne kwiatki to http://ogrodnik-amator.pl/azalia_ogrodowa.php
    Rozanecznik czyli rododendron ma nieco inne kwiatki https://pl.wikipedia.org/wiki/R%C3%B3%C5%BCanecznik
    U nas tez cisza nocna to swietosc, ale mozna raz czy dwa do roku glosno swietowac np. urodziny. Lepiej jednak powiesic kartke i z gory sasiadow przeprosic, ze moze byc glosno. Na balkonach wolno grillowac, pod warunkiem, ze jest to grill elektryczny, dymic nie wolno. Za to kradzieze rowerow to istna plaga, zlodzieje maja narzedzia i tna lancuchy, ktorymi sa zabezpieczone albo wlamuja sie do komorek, gdzie sa zamkniete.
    No i chyba jednak jestes marudna, skoro marzy Ci sie ladniejsza okolica. Ta jest bardzo ladna, gdyby nie te gory, ktore zaslaniaja caly swiat. Nie lubie gor, wystarczaja mi moje pagorki. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla azalii warto mieć ogród. :)
      A to są hortensje w takiej formie w jakiej chciałabym mieć. Kolorowy miks. :) – https://1.bp.blogspot.com/-rBc3respSpA/XWuVfi-O0XI/AAAAAAAAvVA/5IZXkj7sAPArtOHb_Cdi19nyYUvj08yegCLcBGAs/s1600/IMG_6668.JPG

      Jestem marudna, bo doświadczyłam epickich pejzaży, w których czuję się najlepiej i tak mi już po prostu zostało. :) Mam ja swoje "ale", lubię lasy i jeziora (albo chociaż stawy), których tu brak, a góry odbierają mi możliwość obserwacji zjawisk astronomicznych, no i nie ma takich długich zachodów słońca.
      Z drugiej strony, gdyby nie te góry to już całkiem by tu pustkowie było.

      Usuń
    2. Właśnie przeczytałam, że hortensja nie ma odmian kolorowych. To kameleon. 😤

      Usuń
    3. Niebieskie hortensje "robi sie" specjalnym nawozeniem, juz nie pomne czym. Kiedy przestajesz nawozic tym czyms, staja sie z powrotem rozowe. Mnie osobiscie te niebieskie nie bardzo sie podobaja. Teraz znow mam rozowa, dostalam awansem od corki na dzien matki :)

      Usuń
    4. Ja własnie w niebieskich się zakochałam jak po raz pierwszy w życiu hortensje zobaczyłam. Była niebieska z fioletowymi przebiciami. Widziałam też w sklepie zielone, ciekawe czy to naturalnie uzyskane czy barwnik.

      Usuń
  3. Aniu, podoba mi się Twoje osiedle. Czystość, porządek. Dziwi mnie jednak to grillowanie na balkonach. Moje osiedle nie jest takie uporządkowane, ale na balkonach na szczęście nikt nie grilluje. Widoki na góry piękne.:) Wiosna piękna.:)
    Zdjęcie konia, jego spojrzenie - mistrzostwo.
    Z ciszą nocną bywa u nas różnie. Teraz jest lepiej od kilku lat, ale bywały interwencje policji.
    Zainspirowałaś mnie. Może kiedyś pokażę widoki z mojego balkonu (VII pięto).
    Pozdrawiam ciepło.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jedyna interwencja (sąsiedzka) zdarzyła nam się kiedy do naszego bloku wprowadził się Polak. Zostawię to bez komentarza.
      W Polsce mieszkałam na IX piętrze. Lubiłam widok z sypialni o zmierzchu. Wszystko widać jak na dłoni, niebo złote, a miasto zapalało światła.
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
  4. Ja krajobrazowo nie mam się czym pochwalić. Typowa bardzo bogata gminna wieś przemysłowo magazynowa z centrami handlowymi pod Poznaniem. Duźe ośrodki rekreacyjno - kulturalne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlatego czasami trzeba gdzieś dalej wyjechać. Popatrzeć na ładniejszy krajobraz.

      Usuń
  5. Co do okolicy, byłabym zadowolona. I to bardzo. Szczególnie widok tych dwutysięczników na horyzoncie... Magia...
    Czystość, ład i kultura Szwajcarów to ogromne zalety. Tylko to grillowanie na balkonach... to jakby jakaś sprzeczność.
    Piękne fotki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dam ogłoszenie: chętnie zamienię góry na zalesione jeziora. :D

      Usuń
  6. Bardzo klimatyczne, zadbane miejsce z pięknymi widokami. Nic, tylko pozazdrościć! A tak trochę z innej perspektywy, jeżeli można mi zapytać, jak ma się powierzchnia miejscowości do zamieszkałej w niej ludności?

    Pozdrawiam serdecznie ♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na przykład Sennwald ma 41,53 km², mieszkańców jest 5592 (dane z Wikipedii).
      Tu masz – https://en.wikipedia.org/wiki/Rheintal_(Wahlkreis) – na dole w tabeli miasta gminne doliny Renu z powierzchni i liczbami ludności.

      Pozdrawiam 🌸

      Usuń
  7. Ale pięknie tam jest, jeszcze w sumie nigdy nie widziałam zdjęć ze Szwajcarii od strony mieszkańc. Fajnie, że właściciele sprzątają po swoich zwierzętach bo w Belgii rzadko to robią i jak tu wtedy spacerować i podziwiać naturę jak trzeba pod nogi patrzeć

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W Polsce jest ten sam kłopot. Żeby jeszcze do trawników pieski się ograniczały, ale idąc chodnikiem, też trzeba patrzeć.

      Usuń
  8. Chętnie się z Tobą zamienię, i na osiedle i na widoki, bardziej płasko, niż na Kujawach nie ma nigdzie, już pobliskie Pałuki są bardziej pofalowane.
    O czystości i kulturze mieszkańców nawet nie wspominam, nie chcę się denerwować.
    Podobne widoki mamy jedynie w czasie pobytów w Zawoi, tam też idąc ulicą góry przed oczami i malownicze widoki po obu stronach drogi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze pagórki to niech sobie będą, dodają malowniczości (duży plus na kolorową jesień). Po górach lubię chodzić i pewnie opuszczając Szwajcarię, tęskniłabym za nimi, bo mam te wędrówki dosyć często i bardzo lubię spoglądać na świat z wierzchołków. Ale gdyby ta nasza dolinka bardziej naturalna była, a nie taka wyryta przez te buldożery... Gdyby... to byłoby tutaj jak w raju.

      Usuń
  9. Witaj Aniu.
    Piękna ta Szwajcaria, ale na Polskę bym jej nie zamienił.
    Pozdrawiam serdecznie.
    Michał

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie zamieniłbyś? A ja się zastanawiam. ;) Nasza Polska jest przecie piękna i góry też są. ;)

      Usuń
    2. Aniu, czułem, że coś spierniczyłem. Miało być, że mojej Polski bym na nią nie zamienił, a wyszło jak zwykle.
      To pewnie przez ten areszt domowy i koronawirusa. A może bije mi już w dekiel?
      Pozdrawiam.
      Michał

      Usuń
    3. Pomyłki się zdarzają. ;) Szwajcaria jest dobra turystycznie, ale do mieszkania, cóż, są bardzo różne opinie.

      Usuń
  10. Ileś lat temu wpdłąm na moment doslwonie do Szwajcarii i pomyśłałam jak tu cudnie, musze tu wrócić..ale jeszcze nie dotarłam:):):)Piekne ujęcia..Pozdrawiam majowo zapachem bzu:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli nizinnie, to polecam wiosnę i jesień (w czasie całkowitego ozłocenia). Jeśli na wędrówki po górach, polecam schyłek lata i jesień. :)

      Usuń
    2. Dziękuję za podpowiedź:)

      Usuń
  11. Nie mieszkam w wielkiej niemieckiej miejscowosci. Sama tez nie wyodze sie z polskiej metropolii, wiec przyzwyczajona jestem. Choc jak sie tu sprowadzilam to zabijala mnie cisza… Nie moglam przywyknac. Malo spacerujacych ludzi, wszyscy jezdzili- szok. Nie lubie lazic po mojej miejscowosci, ale za miejscowoscia na szlakach jak najbardziej.

    Ma mnie wrazenie robia te gory w tle u Ciebie na zdjeciach… niesamowite:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cisza Cię zabijała? Łomatko ja bez ciszy funkcjonować nie mogę. Pod tym względem jest mi tu idealnie. Mało ludzi, cichutko się zachowują, żadnych imprez. Żyć nie umierać i kwiatki uprawiać. ^_^

      Te góry wolę mieć pod swoimi stopami. Tak to mi horyzont zasłaniają i zachody słońca skracają. :P

      Usuń
  12. Niesamowite masz widoki:)
    Ja uwielbiam góry, ale chyba nie chciałbym ich widzieć codziennie, bo wtedy tak by mnie do nich nie ciągnęło...
    A tak w ogóle, to czasami podobają nam się miejsca, które z pozoru są obrzydliwe. Ja na przykład zakochałem się w Walimiu, a jest to jedna z najbardziej obrzydliwych miejscowości, jakie widziałem. Chyba widok Gór Sowich niweluje tę brzydotę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Walim? Czy to tam czasem nie istnieje podziemne miasto? Bardzo często podobają mi się rzeczy, które inni mają za brzydkie, więc wcale mnie nie zaskoczyłeś. Np. moi znajomi i rodzina nienawidzą Łodzi, a ja uważam, że to nasze miasto jest bardzo piękne. :)

      Usuń
    2. Tak, w Górach Sowich znajduje się kompleks Riese, a jedna ze sztolni jest właśnie w Walimiu. Niektórzy mówią, że do tej pory odkryto tylko 25% procent podziemnych pomieszczeń i korytarzy!
      Ja też tak mam. Niektórzy uważają takie miejsca za obrzydliwe, a mi podobają się na przykład opuszczone stacje kolejowe, fabryki czy kościoły.

      Usuń
    3. Podzielam Twoje zdanie. :) to nie tylko ładne miejsca w sam raz do odkrywania, ale też idealne do fotografii industrialnej, która mocno mnie kręci.

      Usuń
  13. Droga Aniu, mieszkasz w niebanalnej górskiej okolicy, w dodatku w normalnym kraju, więc należy tylko cieszyć się przestrzenią. Oczywiście, nie można mieć wszystkiego na życzenie, ale moja znajoma z dwójką niepełnosprawnych dzieci na wózkach praktycznie widzi chodnik, a z balkonu, gdzie wyjeżdża z dziećmi, widzi drugi blok.Tak żyje od 19 lat, wegetuje, ponieważ nie pracuje, a zasiłek na niepełnosprawność to grosze;bo życie sprawiedliwością nie grzeszy.Przepraszam, właśnie wróciłam od niej i dlatego te emocje biorą górę.
    Azalie i różaneczniki są pięknymi krzewami, różnokolorowe i lubią kwaśną glebę.
    Serdeczności zasyłam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja wiem, kochana, że "inni mają gorzej", ale nie pocieszam się cudzym nieszczęściem. Domyślam się też, że nie to miałaś na celu, opowiadając mi o tym, ale czuję, że muszę dodać, iż moje marudzenie jest z przymrużeniem oka. I cieszę się, że mam tylko takie "problemy" na co dzień.
      Brakuje mi tu jezior lub choć stawów. Lasów przede wszystkim. I to wszystko mam w Polsce – cieszę się tymi przyjemnymi pejzażami za każdym razem kiedy odwiedzam rodzinę.
      Stanęło na azaliach i hortensjach – szukam idealnych krzaków dla siebie, bo niewykluczone, że w przyszłym roku będę miała okazję pokopać w ziemi. Idealny krzak dla mnie to taki, którego po wsadzeniu nie trzeba otaczać ciągłą opieką (nie lubię absorbujących ogrodów). Już poczytałam jak to zrobić, oba gatunki potrzebują próchniczej, kwaśnej gleby i tych samych nawozów.

      Usuń
  14. Jak na wieś, to przyznam, że robi wrażenie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Samo osiedle z pewnością. A całość, no cóż, pola nie robią na mnie wrażenia. ;P

      Usuń
  15. Czyli jednak wieś...za którą nie przepadasz... ;) Mnie się podoba bo jest wiejsko w pozytywnym znaczeniu no i te widoki górskie to już jest bonus.

    OdpowiedzUsuń

Pewnego dnia wymyśliłam sobie, że będę dzielić się pięknem świata, którego doświadczam podczas swoich wędrówek. Że będę pisać ku pokrzepieniu serc i być może zachęcać do podróżowania. W tym samym celu wydałam książkę, czyli dla Waszej przyjemności. Czasami piszę też o Bogu, który jest dla mnie najważniejszy i dzielę się chętnie swoim studium biblijnym.
Jednak nie robię tego dla poklasku, nie chcę samych duserów.
Dziękuję za każdego czytelnika, który podzieli się ze mną swą refleksją miast "odhaczonym" komplementem. Jestem wdzięczna za każde nasze wspólne rozważanie. Za komplementy dziękuję, ale nie na tym mi zależy. Proszę rozważ to nim pozostawisz po sobie te dwa/trzy słowa :) i tak zwyczajnie: porozmawiajmy.