Wędrówki:

Zakładki dotyczące wędrówek, są rozszerzone i znajdują się po prawej stronie bloga.

"Odpowiadam za to co powiedziałam, nie za to co zrozumiałeś."

30 kwietnia 2020

Pole, pole, łyse pole – na szwajcarskim osiedlu.

"Leżę na łóżku, przyjaźnię się z sufitem i męczy mnie świadomość, jak wiele rzeczy w życiu potrafiłbym dobrze robić."
– Leopold Tyrmand "Dziennik 1954"


u schyłku kwietnia, 2020
Pójdę za ciosem i skoro pokazałam Wam moją dolinę z góry, a potem z okien, a na koniec opowiedziałam o rosnących w okolicy (oraz w moich uprawach) ziołach, to czas na spacer po tych łysych polach.
   Wreszcie można się szwendać, więc to idealna okazja aby skorzystać z okna pogodowego (przyszły deszcze, może to koniec suszy) i wybrać się na spacer z aparatem, czego już dawno nie robiłam.
   Akurat mamy wiosnę, więc okolica ubrana jest w strój wizytowy. Dzięki kwiecistej biżuterii, Dolina Renu wygląda o wiele bardziej okazale niż ją widuję w pozostałe dni roku.

Wychodzimy z klatki schodowej i idziemy wąską brukowaną alejką pośród przystrzyżonych trawników zdobnych stokrotkami.

Widok na Alpstein.

28 kwietnia 2020

Z kącika leniwego zielarza.

"Z dziury pod dolmenem zachrobotało ponownie i ostro powiało ziołowo-korzennym zapachem. Po chwili ujrzeli szpakowatą głowę, a potem twarz ozdobioną szlachetnie garbatym nosem, należącą bynajmniej nie do ghula, lecz do szczupłego mężczyzny w średnim wieku. (…) Mężczyzna wygramolił się z dziury, otrzepał czarną szatę, przewiązaną w pasie czymś w rodzaju fartucha, poprawił płócienną torbę, powodując kolejną falę ziołowych zapachów.(…) Ja, jak widzicie, żadnego oręża nie noszę. Nigdy nie noszę. Nie mam również przy sobie niczego, co można by nazwać godziwym łupem. Zwę się Emiel Regis. Pochodzę z Dillingen."
– wszystkie dzisiejsze cytaty
pochodzą z książek Andrzeja Sapkowskiego 


kwiecień, 2020
Dawno temu pod wpływem poznanej w młodości książki, zainteresowałam się zielarstwem. Każdy przewidywał, że to tylko fanaberia i szybko mi przejdzie, ale mnie nie przechodziło wcale, nic a nic. Jedynym problemem było lenistwo. Nigdy nie chciało mi się chodzić i zbierać, chociaż nawet nabyłam specjalną do tego celu, płócienną torbę.
   Stanęło tylko na tym, że uczyłam się rozróżniać niektóre gatunki. Mam do tej pory problem z zapamiętywaniem nazw, ale mniej więcej rozpoznaję z czym mam w przyrodzie do czynienia, na przykład – to chyba najważniejsze – co jest trucizną i czego nie należy zrywać.

źródło obrazka

26 kwietnia 2020

Dolina Renu – krytycznie.

"W lasy, a co gęstsze. Wolę ghule niż ludzi."
– Andrzej Sapkowski "Chrzest ognia"


8 kwietnia, 2020
czas pandemii
Po ostatniej patowej wędrówce rzekło się słowo i przestaliśmy wychylać się z naszej doliny, a później nawet i z domu. Środek tygodnia – zachciało nam się spaceru do lasu. Ale gdzie tu las wytrzasnąć, jak wokół łyse pola i same góry? No nic, trzeba w te góry jednak pójść, innego wyjścia nie ma.
   Spryskałam się więc przeciw-kleszczowym (istna plaga moi mili), spakowałam butelkę wody w mały plecak i ruszyliśmy na krótki spacer po lesie.
   Góra ta sama co zawsze (żeby poznać warunki szlakowe, biorę lornetkę i patrzę), podjechaliśmy do miejscowości Frumsen (prawidłowy zapis: Frümsen) na darmowy parking i ruszyliśmy pochyłą ścieżką pod górę.
   Skłamałabym, gdybym uparcie utrzymywała, że nie ma drzew w Dolinie Renu. Oprócz przydrożnych szpalerów, jest niewielki las obok tej miejscowości, cośmy zostawili w niej samochód. Jest zupełnie inny od dobrze nam znanych, polskich lasów. Różni się nawet od tutejszych górskich, ale pełno tam ludzi i niestety... drwali.
   Nazywam go Brokilonem z powodu kamiennych ruin. Nie mam pojęcia czego to pozostałości, ale robią wrażenie i lubię sobie wyobrażać, że jestem w Duen Canel, macierzystym lesie z książek Andrzeja Sapkowskiego. ➤ Las ten pokazałam tu: link (ostatnie zdjęcia). A ruinom poświęciłam osobny post: link.
   P.S. z ciekawości wpisałam w przeglądarkę Google tagi: "duen canel brokilon" i kliknęłam w grafikę. Pomiędzy rycinami i kadrami z serialu "Wiedźmin" (tego Netflixa), wyszło mnóstwo moich zdjęć i nie specjalnie widzę między nimi różnicę. Tym bardziej upewniam się o niezwykłości tego małego lasku.


Alpstein 

24 kwietnia 2020

Górska pierzyna - może Was zaskoczę.

"Nienawidzę niedzieli. Ten poświęcony rosołkiem zaduch. Ludzie wyłażący na spacery ze swoją bezmyślnością. Usprawiedliwieni infantylnością bełkotu, podgrzanego rodzinnym ciepełkiem."
– Manuela Gretkowska "Polka"


początek kwietnia, 2020
czas pandemii
W pierwszej połowie miesiąca zdobyłam fejkowy materiał do rozpowiadania o tym, że Szwajcaria to kraina wiecznego lodu. Nie da się ukryć, że pielęgnowanie tego przekonania w Szwajcarii jest możliwe. Wystarczy mieszkać w domku wysoko w górach albo w niecce pomiędzy górami.
   Jest to jak na razie ostatnia tego typu wyprawa, bo dalej grozi nam na blogu potężny wybuch kwiatowy za sprawą wiosny u nas w dolinie, która raczy nas swymi walorami już od dość dawna. Tymczasem w górach zima była nadal uśpiona. Zaklęta w bezczas, otulała ziemię w niepamięci płynącego życia. Zapomniała stamtąd odejść.
   Początek naszej wędrówki nie był ciężki, raczej żmudny. Wspinaliśmy się krętą drogą asfaltową, słońce rozebrało nas aż do podkoszulków. Marzyłam o cieniu. Dotarłszy do linii drzew, poczułam ulubiony zapach wilgoci leśnego runa. Oto droga, która zaprowadziła nas na drugą stronę niewielkiego masywu górskiego, gdzie wygląd świata zmienił się o 180°.

22 kwietnia 2020

Zewsząd słyszę – "koniec świata!"

"- [...] Po co, do licha, nosi pan przy sobie miecz?

- Na wypadek apokalipsy zombi. Miecz ma tę zaletę, że nigdy się nie kończy amunicja." 
– Kevin Hearne - Zbrodnia i kojot


wiosna, 2020
Coraz częściej spotykam na blogach temat końca świata. Ich autorzy pochylają się nad rozmaitymi przepowiedniami, padają nazwiska, dumnie brzmiące nurty jak i nawet treści z audycji radiowych wróżbitów, przy czym to wszystko podszyte jest strachem. Nie ma tego subtelnego powiewu "spodziewania się".
   Jeżeli człowiek czegoś się spodziewa, znaczy to, że przestał żyć w niewiedzy. Brzmi to śmiało i pięknie, sam lukier i pączki w cukrze, ale co jeśli faktycznie świat ma niedługo się zakończyć? Ktoś mi kiedyś powiedział, że ludźmi, którzy najbardziej boją się śmierci, są... księża... (ów ktoś pochodzi z takiego kręgu, że śmiało może to stwierdzać).
   Dziś jednak nie o samej śmierci chciałam opowiedzieć (choć wydaje mi się, że powinnam, bo mnóstwo bajek się o niej opowiada), a właśnie o końcu naszego świata, jak to z nim jest i czy faktycznie jest on bliski?

źródło zdjęcia

20 kwietnia 2020

„Szpieg na diabelskim placu zabaw”

"Świadome bycie z naturą, to akt włączenia siebie w szerszą perspektywę, w której rezygnacja z kontroli staje się podstawą spokojnego umysłu."
– Ryś Kulik


spacer miał miejsce 1 kwietnia, 2020
czas pandemii
Naszła mnie wielka chęć na włóczenie się. Wtedy jeszcze nie było dużych obostrzeń w sprawie wirusa, więc zrobiłam to co w zasadzie wielu ludzi tego dnia. Skorzystałam z dobrej pogody i wsiadłam na rower, a u podnóża Alpstein rzuciłam go w krzaki i poszłam dalej na piechotę. Chciało mi się lasu.
   Powietrze na horyzoncie zaczynało już drżeć. Wiedziałam, że jeśli się nie pospieszę, przyjdzie mi wspinać się w upale, a wyjątkowo źle to znoszę. Zastanawiałam się skąd wzięło się twierdzenie, że Szwajcaria to zimny kraj. Ja też w to uwierzyłam kiedy przyjechałam tu wraz z całym swym dorobkiem życia (nadal nie jest tego dużo), a że był to styczeń, szalejąca wtedy śnieżyca zdawała się potwierdzać plotki. Zabawne, że pierwsze szwajcarskie lato omal mnie nie zabiło.
   Przestałam się dziwić gdy przypomniałam sobie gdzie ludzie przyjeżdżają. Ano głównie do miejscowości turystycznych takich jak Davos, Arosa czy Lenzerheide, które są położone wysoko w górach i tam można zmarznąć i latem.

Alpstein.

18 kwietnia 2020

Drań z Werdenbergu (7)

↻ część 1
↻ część poprzednia, 6


Końcówka marca
Pan Władziu zadał mi dziś w pracy na osobności takie pytanie:
   – Chciałbym wiedzieć, czy Marek cię męczy.
Nie mogłam mu powiedzieć, że współpracownik opowiada głupoty na jego temat, chociaż kusiło mnie bardzo, ale dałam sobie spokój z plotkowaniem.
   – Nie męczy mnie – odparłam. – Jest dowcipny, czasami mnie zaskakuje swoją fantazją, to wszystko.
   Odniosłam wrażenie, że nie wystarczyła mu ta odpowiedź. Ale nie wrócił więcej do tematu.

16 kwietnia 2020

Jak cię widzą tak cię piszą. Zapraszam na plotki.

"Naturalnie, mamy prawo do własnej opinii. Jest jednak różnica między „Nie zgadzam się z tobą" a wbiciem komuś tasaka w twarz i nasikaniem na jego grób, tak mi się przynajmniej wydaje."
– Maciej Frączyk "Zeznania Niekrytego Krytyka"

2020
Plotki to temat, który zaprząta myśli wielu, bo wystarczy przebywać więcej między ludźmi i już się dzieje. Zajmuje to i moje myśli ale w takim stopniu, by się rozbawić. Korzystając ze słodkiej chwili zamyślenia nad kubkiem aromatycznej kawy, przeszukałam swoją pamięć i przypomniałam sobie czego się dowiedziałam w ostatnich latach.
   Ludzie mówią, a potem przekazują dalej, a mówią wiele, gdyż myślą, że znają innych na wylot. Pierwsze wrażenie to już opinia, a z biegiem czasu powstaje cała historia. Mówią, bo jak twierdzą – taka ich natura. Któż nie odda się plotkom w wesołym gronie?
   Oddam się im również tutaj z Wami oficjalnie i bez zażenowania, a tematem będę ja.
   Napisane z przymrużeniem oka.

Na celowniku.

14 kwietnia 2020

Klosterspitz (1326 m) – przez dziki las.

"Jeżeli patrzysz na świat – będziesz zniechęcony. Jeżeli patrzysz na siebie – wpadniesz w depresję. Jeżeli patrzysz na Chrystusa – będziesz odpoczywał"
– Corrie ten Boom


schyłek marca, 2020
czas pandemii
Było nam wiadomym, że to może być ostatni wypad na dłuższą trasę po górach (i to wcale nie z powodu wirusa). Zbliżał się dość newralgiczny punkt w kalendarzu (to chyba jakieś święta), taki, w którym większość ludzi ma wolne, a Szwajcarzy nie zwykli przesiadywać tego w domach. Dodatkowo spodziewaliśmy się tego co zawsze przychodzi wraz z gorącymi dniami czyli suszy.
   Zaskoczyłam Was niedawno rozpoczęciem sezonu na truskawki i temperaturą powyżej 25°C. Sąsiadka z dołu już rozpoczęła sezon na opalanie się. Dziś dodam do tej puli informację, że pojawiło się dość duże ryzyko pożarów lasów. (Susza charakteryzuje się nie tylko brakiem opadów, ale np. tym, że parowanie jest bardzo wysokie.) Słońce świeci codziennie z prawie bezchmurnego nieba i usuwa wilgoć z ziemi. Ponadto temperatury dzienne (znacznie powyżej średniej), jeszcze bardziej wysuszają glebę. Wczoraj przyszła burza, ale to za mało.
   W kantonach Ticino, Glarus i Graubünden istnieje ryzyko pożaru lasu na poziomie 4 (skala do pięciu). W pozostałych kantonach (w tym u nas /SG) poziom sięga trójki. Synoptycy mówią, że to się jeszcze długo nie zmieni, więc może się skończyć zakazem wstępowania do lasów.
   To tyle w sprawie wyczekiwanej przez wszystkich ludzi, ciepłej pory roku. Corocznie próbuję doszukać się pozytywnych cech tego czasu, ale ich nie znajduję.

Appenzell

11 kwietnia 2020

Appenzell (miejscowość) – rozciągamy swoje serca.

"Wystarczy ci mojej łaski. Moc bowiem w słabości się doskonali."
– 2Kor 12:9


u schyłku marca, 2020
czasy zarazy
Pamiętam ten dzień bardzo dobrze. Mieliśmy zaplanowaną wędrówkę po maleńkim kantonie za górą, którą widzimy z okna. Natłok złych wiadomości (prywatnych i tych ze świata) zmorzyłby niejednego człowieka i szczelnie zamknął w betonowej skorupie nawarstwiających się frustracji. Jednak w życiu chodzi o to, aby problemy rozwiązywać.
   Demony czarnowidztw i innych depresji krążyły wokół i ryczały niby lwy, czekając tylko na chwilę słabości aby nas pożreć. Wyszliśmy z domu, ponieważ siedzenie w nim, sprzyja umartwianiu się. Wyszliśmy, ponieważ nikt tego nie zabraniał, a rozsądek podpowiadał, że tam dokąd chcieliśmy pojechać, nie ma turystów.

Tam w dole - Dolina Renu.

8 kwietnia 2020

Proza życia – bez stresu, bez nerwów.

"Nie myśl o tym, czego nie możesz zmienić. Odpoczywaj, kiedy możesz, abyś była gotowa na nadchodzące bitwy."

– Richelle Mead "Ostatnie poświęcenie"


2020
czas pandemii
Szwajcarscy doktorzy uczą ludzi na portalach informacyjnych, że mydło blokowe działa tak samo skutecznie na wirusa jak mydło w płynie, a maseczki zmniejszają ryzyko zakażenia, lecz nadal jest to loteria, bo wirus doskonale sobie radzi ze znalezieniem komórek płucnych dostając się do organizmu poprzez oko. Trzeba by włożyć na głowę akwarium.
   Niemniej, nadal tutejsze media nie straszą – raczej trzymają panikę społeczeństwa w ryzach i informują o tym jak sobie radzić. Nadal nie zamknięto lasów, ale mieszkańców dużych miast to jakby nie urządza, bo są w nich zamknięci (zakaz podróżowania za miasto ⇆ zakaz przyjeżdżania do miasta).
   Nasza codzienność zrobiła się klarowna. Spędzamy z mężem 100% doby. Dbamy o swój czas indywidualny, ale też wiele robimy razem. Czy poza tym coś jeszcze się zmieniło? Planowanie zakupów (rzadziej). Ograniczanie wyjść z domu (nie szlajam się po okolicy). Nie wpadliśmy w szał sprzątania (mieszkanie zawsze ogarnięte). Nie zaczęłam nagle masowo czytać książek (to robię ZAWSZE) ani nie wykupiłam Netflixa (szkoda mi czasu na seriale).
   Opowiem dziś o naszej prozie życia, która nie jest związana z epidemią, ponieważ są to rzeczy, którymi od dawna się zajmujemy.


5 kwietnia 2020

18. Pięcioksiąg na mapie – na dnie Morza Czerwonego.

"...Nie przyszło im do głowy, że nie był to przecież gościniec dla wszystkich, ale droga przeznaczona tylko dla Hebrajczyków, uczyniona gwoli ocalenia prześladowanych, a nie gwoli tych, którzy czyhali na ich życie."
– Józef Flawiusz o Egipcjanach wkraczających w morze


▷ wprowadzenie do cyklu.
▷ poprzednia część – przejście przez Morze Czerwone.


Ostatnim razem przyjrzałam się temu wydarzeniu głównie ze strony merytorycznej, czas więc na to, aby zanurzyć się w morzu i pogłębić wiedzę.
   Zacznę od takiego zastanowienia: skoro faktycznie morze pochłonęło za sprawą Pana wielką armię egipską, to coś się musiało z nią stać, przecież nie wyparowali.
   Cytując Pismo, korzystałam z Uwspółcześnionej Biblii Gdańskiej.

źródło zdjęcia

3 kwietnia 2020

Podróż po ukojenie.

Czuję wielką potrzebę chodzenia do lasu.
      Ciągnie mnie tam trochę niewytłumaczalnie.(...)
      Las wchłania moje problemy. Chodzę po ścieżkach, znanych mi zakamarkach i oddycham pełną piersią lekko wilgotnym, aromatycznym powietrzem(...) Mech sprężynuje jak gąbka. Ma kolor malachitu.
      Jestem tu niby sama, a jednak otacza mnie żywa tkanka. Wszystko dookoła mnie jest żwawe, tętniące(...)
      Czego mi brak w życiu?
      Leśna cisza. Znad podmokłego wyrębiska wzniósł się opar. Jest bajkowo...


– "Dom nad rozlewiskiem"


wędrówka odbyła się w połowie marca, 2020
Nie ma co owijać w bawełnę, ludzkość jest zestresowana, może nawet przerażona. Nagle zaczęło się wydawać, że czas niebezpiecznie przecieka przez palce, że dom stał się izolatką rodem z książek o szpitalach psychiatrycznych najgorszego sortu.
   Nasze prywatne życie też uległo zmianom dość gwałtownie, chociaż zapowiedź istniała w profetycznym śnie, więc nie powinnam być zaskoczona. Wszystko ulegnie diametralnym zmianom w ciągu kilku miesięcy i nic już nie będzie takie samo jakie jeszcze jest dzisiaj.
   Zmiany są dobre – w to wierzę, bo jeszcze nie zdarzyło mi się przejść przez taki gnój, w którym bym nie zauważyła kolorowych kwiatów. Pewnie dlatego we mnie nie ma stresu. Ktoś kiedyś śpiewał "wszystko to próżny trud, jeśli nie umiesz kochać".
   Przyziemne myśli najlepiej jest zmęczyć na szlaku. Przyroda ma działanie uspokajające, a wysiłek fizyczny to eksplozja endorfin.

Dwa wodospady. Zdjęcie zrobione z samochodu.