Wietrzna Szwajcaria.

"Kreska zawsze lubiła wiatr, jaki by nie był - zimny czy ciepły, przykry czy nie - po prostu lubiła wiatr, bo on był samą wolnością, pędem i nieskrępowanym lotem."

– Małgorzata Musierowicz "Opium w rosole"


luty, 2020
Należę do małego grona ludzi będących zwolennikami wiatru. Niedawno przez Szwajcarię w krótkim czasie przetoczyły się dwa orkany. Wsłuchiwałam się w szepty ich obu, czasem były to krzyki. Nie bałam się. Może mi się po prostu udzieliło od tubylców, którzy nie sieją paniki? Lecz z tego co sobie przypominam, ja nigdy nie bałam się wiatru.
   Jako mała dziewczynka, rozmawiałam z wiatrami udając, że znam ich języki, wszak każdy skąd by nie wiał, musiał innym szeptać. Lubiłam być poza domem w wietrzne dni. Lubiłam czuć wszędobylskie palce na całej skórze i szarpanie włosami. Czasem wiatr zmuszał mnie do zamknięcia oczu, do zaufania. Pamiętam też, że najlepiej mi się "gadało" z wiatrem wiejącym z północy, a najgorzej z tym z południa.



FEN

Najczęstszym gościem w Szwajcarii jest fen. Za nim nie przepadam. Nie daje mi spać w nocy, jest gorący, może podnieć temperaturę nawet o 20° C w ciągu kilku zaledwie minut, co w letnie upały jest po prostu zabójcze. To suchy wiatr, wiejący z gór w doliny. W Polsce jego odpowiednikiem jest nasz halny.
   Gdy wieje fen, zdecydowanie dużym plusem jest niezwykle czyste i przejrzyste powietrze, co jest zauważalne gołym okiem. Także niebo jest niesamowite, zwłaszcza o wschodzie słońca, rozpalone jak węgle w piecu.
   Fen jest narwany. Jego nagłe porywy przynoszą szkody w leśnictwie, mnóstwo szlaków górskich zostaje zamkniętych z powodu powalonych drzew.


Konsekwencje
Gdy szaleje fen sytuacja biometeorologiczna jest fatalna. Można spodziewać się pogorszenia samopoczucia, bólu głowy, bezsenności i uczucia podenerwowania. Dowiedziono, że podczas fenu wzrasta liczba samobójstw.
   Mnie osobiście dotyka wtedy bezsenność, rzadziej ból głowy. Poza domem chodzi się krokiem pijanego, co może być z kolei zabawne. Dobrze jest się rozglądać, bo może się zdarzyć, iż przez osiedle przejedzie kosz na śmieci i lepiej go wtedy ominąć.


Efektowne fotografie
Nie wychodzę wtedy z aparatem na spacer, bo utrzymanie rąk w bezruchu jest przy tym wietrze niemożliwe. Wszystkie zdjęcia, które tu widzicie, robiłam z balkonu, albo przez szybę.
   Lubię efekty wizualne fenu, nazywam je płonącymi zorzami. Ich kolory zmieniają się w dosłownie chwilę, od łagodnego złota, przez bladą purpurę aż do piekielnego żaru.


 

Co z aktywnością poza domem?
Zimą fen sprawia, że topnieje prawie cały śnieg. W tym roku jest go jak na lekarstwo, a taki wiatr może jeszcze mocniej ukrócić nasze szanse na białe szaleństwa. Na szczęście fen nie robi takiego spustoszenia na wysokich szczytach, gdzie ten śnieg jeszcze leży. O przełęcze mogę być spokojna. Wówczas jedynie widok z okna przybiera późnojesienną szatę.
   Fen może wiać kilka dni niwecząc moje sportowe plany. Wtedy nie wybieram się na bieganie, bo wiatr lubi przydusić...
   Chodzenie po górach jest możliwe, byłam kilka razy. Wejście odbyć należy ścianą, po której nie schodzi wiatr, a ponad linią drzew jest się już względnie bezpiecznym. Odradzam jednak spacery granią.



Statki kosmiczne
Na niebie podczas fenu pojawiają się Altocumulus lenticularis. Są to nieruchome chmury w kształcie migdałów lub tornad. Z powodu swojego kształtu, bywają mylone ze zjawiskiem UFO.
   Piloci samolotów unikają ich z uwagi na turbulencje, zaś piloci szybowców poszukują ich z uwagi na wiatry wznoszące, które sprawiają, że szybowiec nabiera wysokości i gwarantuje nadzwyczaj wysokie i dalekie loty.




ORKAN PETRA

Mierzono jak zawsze wszystkie porywy, dzięki czemu wiem, że w dolinach zanotowano prędkość około 100 km/h.
   Dokładnie w Rünenberg (BL) padł nowy rekord wszech czasów, orkan bowiem oszalał do prędkości 148 km/h. Tak wysokiego podmuchu nie odnotowano od 1982 roku.
   Maksymalny podmuch zanotowano na górze (niedaleko na) Säntis. Tam wiatr osiągnął w poprzedni wtorek 184 km/h.


Alerty pogodowe w Szwajcarii służą mieszkańcom jako informacja, by nie planowali wyjść na narty czy czegoś w tym stylu. Wyciągi linowe są pozamykane, a po każdej takiej wichurze, kolejki górskie są rzetelnie sprawdzane przez techników.
   Jest to także informacja, aby zabrać rzeczy z balkonu. Drewniane ciężkie meble też mogą pojechać i rozbić się o balustradę, więc trzeba mieć na uwadze zabezpieczenie wszystkiego, co trzyma się na zewnątrz.
   W tym roku rozłożyło nam kanapę na części pierwsze. Wiklinowy mebel zawierał przywiązane licznymi sznurkami pokrowce z gąbką w środku, owinięte dodatkowo materiałem, by pewnie się trzymało. Orkan przyszedł w nocy, zaś rano zastałam wszystkie te elementy kanapy osobno.
   A co na orkan Szwajcarzy? Te wzburzone wody to nie ocean niespokojny tylko jezioro:

źródło zdjęcia

ORKAN SABINA

Najsilniejszy podmuch zlokalizowano na Gütsch ob Andermatt (UR). Orkan osiągał tam 202 kilometry na godzinę.
   Orkany powodują bardzo duże zniszczenia. W Szwajcarii jednak raczej nie będziemy się spodziewać zerwanych dachów czy latających dachówek, płotów itp., ponieważ ten kraj jest przyzwyczajony do huraganów. Szwajcarzy nie ignorują dbałości o bezpieczeństwo.
   Prócz powalonych drzew wysoko w górach, można się spodziewać zerwanych trakcji i nieprzejezdnych torów kolejowych. Nie doniesiono mi o żadnych wypadkach śmiertelnych. Szkoły normalnie funkcjonowały, a na placu budowy niedaleko mnie, prace trwały w najlepsze, nawet koparka pracowała.
   Za oknem nie było tak spektakularnie jak to bywa podczas fenu. Zaobserwowałam częstą zmienność pogody, mnóstwo przejaśnień i słońca, ale i nie mało krótkotrwałych acz gwałtownych ulew. Normalnego życia to nie wykluczyło, dało się nawet wyjść do sklepu. W poniedziałek po południu było 17° C.

Niebo podczas szalonej Sabiny.
Ogólnie czułam się bardzo bezpiecznie. O spokój psychiczny dbają także sami Szwajcarzy, którzy nie sieją paniki medialnej. Kraj wszystko przyjął na spokojnie. Dziś czytając informatory, nie spotkałam żadnej wzmianki o ofiarach.
   W gminie Wald pociąg nie wyhamował i uderzył w zwalone drzewo. Nikt nie został ranny. Do podobnego zdarzenia doszło w Moutier w kantonie Berno ale również nikomu nic się nie stało.
   Niestety nie można tego samego powiedzieć o Polsce...

Przejaśnienia Sabiny.
O kłopotach w lotnictwie nie trzeba nic pisać, nagrania z lotnisk dostarczyły Wam już pewnie dość adrenaliny.
   Zdarzyło się wczoraj jedno gradobicie, kuleczki miały najwyżej 2 milimetry.
      Na weekend zapowiadają ocieplenie do 16° C.



JUŻ PO

Dziś nastała cisza, od rana poprószył lekko śnieg od razu topniejąc i nie pozostawiając żadnej nadziei na biel w dolinie. Za to w odległych górach bajeczne krajobrazy.
   Chmury zwolna się rozstępują, ukazując miejscami błękitne niebo. Wypogadza się, jest bardzo spokojnie.
   Te 2 zdjęcia zrobiłam teraz:



Zaniepokojonych sytuacją w jakiej przyszło mi się znaleźć, powiadamiam niniejszym, że zamierzam żyć długo i szczęśliwie.

38 komentarzy:

  1. Kiedyś bardzo nie lubiłam silnych wiatrów. Nie ze strachu. Taka pogoda po prostu powodowała u mnie potworne migreny. Teraz, z upływem czasu te dolegliwości osłabły, a nawet prawie całkowicie ustąpiły. I nawet szalejąca od poniedziałku Sabina nie przyprawiła mnie o ból głowy:-) Dzisiaj...lubię wiatry:-) Dla mnie każdy wiatr ma swoją pieśń. Wystarczy przymknąć oczy i wsłuchać się delikatnie by ją usłyszeć.
    Fen maluje przepiękne obrazy na szwajcarskim niebie:-) A czytając łacińskie nazwy chmur przypomniałam sobie wykłady z meteorologii i klimatologii-wykładowca miał po prostu świra na punkcie chmur!
    16 stopni w lutym to jakaś...masakra:-( Wcale mnie to nie cieszy.
    O Ciebie jestem całkowicie spokojna;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Orkanów w ogóle nie odczułam, ale fen często nie daje mi spać. Nie tylko trzaska mi żaluzjami o okno, (temu można jeszcze zaradzić, bo wystarczy je schować), ale przeważnie przychodzi w pełnię księżyca i wtedy muszę mieć zamknięte, bo inaczej wcale nie zasnę.
      Obserwuję tę zależność od kilku miesięcy. Nie jest regularna, ale podejrzanie częsta.

      Usuń
    2. Podobno księżyc ma duży wpływ na naszą planetę i zachodzące na niej zjawiska. Może więc pełnia i fen też są ze sobą w jakiś sposób powiązane? Nie wykluczam chociaż...nie mam dowodów;-)

      Usuń
  2. Nie lubie, kiedy wicher wyje i wciska mi sie do domu kazda najmniejsza nieszczelnoscia, gwizdzac potepienczo. To wszystko sprawia, ze robie sie nerwowa, zle spie i boje sie wychodzic, bo wszystko lata, jak nie drzewa, to dachowki albo inne galezie. Przyznac musze, ze ten Wasz fen jest wyjatkowo widowiskowy i spektakularny, dla samych wrazen wzrokowych warto pocierpiec. My tu na nizinach nie jestesmy przyzwyczajeni do takich wybrykow pogodowych, wiec jestem szczesliwa, ze juz ni wieje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ostatnio się zastanawiałam, dlaczego w Polsce orkan musi się skończyć zawsze nieszczęściem, wypadkami, a nawet śmiercią, a w takim kraju jak Szwajcaria, co najwyżej szlaki pozamyka. W Polsce (i jak widać w Niemczech też) lecą dachówki, a nawet całe dachy. Trakcje zrywają się same, nie trzeba ich poprawiać drzewem. Ciężkie wypadki samochodowe spowodowane podmuchami, innymi słowy potworne skutki. A w Szwajcarii spokój. Przecież nie mają tu dachów z betonu, ani dociążanych samochodów. Ale nic się nie dzieje, nie ma wypadków i nikt nie umiera. Jest luz. Można spokojnie wyjść z domu, iść na zakupy, przejść się na spacer, mieć wywalone jajka podczas orkanów, fenów i innych zjawisk pogodowych.

      Usuń
  3. Bardo ciekawy post z uwagi na to co się działo w ostatnim czasie w Europie. Ja wiatru nie lubię. Boję się niszczycielskiej siły wichur. Nie cierpię jak zimny wiatr przeszywa moje ubranie i targa włosy. Na szczęście tutaj gdzie mieszkam obyło się bez zniszczeń. Wasz fen wygląda zjawiskowo, lecz już przeraża mnie samo to, że może podnieść temperaturę powietrza.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie pora zainwestować w nieprzewiewne ubrania. ;)
      Zazwyczaj fen podnosi temperaturę o około 10-15 stopni, ale historia podaje, że zdarzało się więcej. Poczułam kiedyś to nagłe ocieplenie na własnej skórze, akurat jechałam rowerem do pracy i nagle zerwał się fen. Można to porównać do sytuacji gdy ktoś otwiera przed Tobą rozgrzany piekarnik (z tym że gigantyczny i z wielkim wiatrakiem). Tamtego dnia spóźniłam się do pracy, bo pod taki wiatr nie da się jechać.

      Usuń
    2. 10 stopni to już jest dużo :)

      Usuń
    3. Teraz jeszcze tak bardzo nie przeszkadza. Dziś mamy na termometrach powyżej dziesięciu stopni, bo – o wilku mowa – przed południem zerwał się fen. ;) Latem zaś to jest po prostu gehenna. Szwajcaria jest dosyć gorącym krajem, a fen potrafi dogrzać powietrze i zrobić przy tym miazgę z mojej głowy.

      Usuń
    4. Nie dziwię się, ja nienawidzę gorąca. Bardzo szybko się przegrzewam. Więc Szwajcaria nie jest dla mnie :)

      Usuń
    5. Mam dokładnie tak samo. Tylko Syberia albo Norwegia wchodzą w grę. :D Ewentualnie Alaska. ❄❄

      Usuń
  4. O tak, żyj długo i szczęśliwie. Bardzo ciekawy post. Może nie miałam styczności z aż tak sinym wiatrem, ale wiatr lubię od zawsze. Bezczelny lubię mnie przewiewać, ale ostatnio jakoś mniej. :D Zdjęcia bajeczne, nie obejrzałam ich na szybko, o nie! Przyglądałam się, wyobrażałam siłę wiatru, a potem spokój widoczny na dwóch ostatnich zdjęciach. Pikny post, bardzo pikny i ciekawy. <3 :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spróbuj sobie w Polsce obczaić halny, to będziesz wiedziała jak to jest. :D

      Usuń
  5. Gdy bardzo wieje zazwyczaj strasznie boli mnie głowa, tak więc siłą rzeczy, nie przepadam za tym zjawiskiem atmosferycznym ;)!!!
    Masz rację pisząc, że w Polsce sieje się niepokój i zamęt, gdy tylko pogoda odbiega od normy. Na szczęście nie oglądam telewizji, ale od poniedziałku dostałam chyba z 5 sms-sów informujących mnie, że nadchodzi kataklizm. A tak po prawdzie, to nie było tak źle :D.

    P.S. FENomenalne zdjęcia!!! Zazdroszczę Ci widoku z balkonu :D!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polska bez przerwy jest czymś zaskoczona albo przerażona. W mediach straszą, każą nie wychodzić z domów, a chyba zapominają, że do pracy ktoś iść musi. Denerwowało mnie to zawsze, oraz to, że cały ruch od razu sparaliżowany i nerwówka, bo pogoda się zmieniła.
      To jest katastrofa. ;]
      Też nie oglądam telewizji, nic dobrego z tego nie wynika, zabijanie czasu.

      p.s. Moje widoki z balkonu rozciągają się z mojego rodzinnego domu w Łodzi. Tutaj widok tylko wynajmuję. ;)

      Usuń
  6. Zdjęcia niesamowite, ale nie chciałabym znależć się tam blisko w takim czasie. Nie lubię wiatru. Przegrywam z nim. Mój oddech nie umie walczyć. Po prostu dławi mnie, dusi. Samo przenikanie zimna, jaki powoduje w chłodne dni wystarcza, abym nie wytykała nosa z domu. Ale kiedy siedzę już spokojna przy kominku i wiem, że wychodzić już nie muszę, a za oknem duje wiatr i świszczy w kominie, to nawet lubię. Doceniam, co to mieć dach nad głową. Chociaż teraz te wichury mogą tego dachu szybko człowieka pozbawić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlatego wiatro-odporna kurtka, kaptur na głowę, by nie dusiło i do przodu. Wtedy nie ma szans by chłód przeniknął do kości, poza tym te wichury są ciepłe.
      Mam tak, że nie znoszę ograniczeń. Psychicznie bym nie wytrzymała jakbym musiała siedzieć w domu.

      Usuń
  7. Już pisałam, że za wyjącym wiatrem i silnymi podmuchami nie przepadam. Silny podmuch mnie kiedyś przewrócił, więc nie tęsknię...
    W mieście dodatkowo groźne są latające przedmioty, dachy, przewracające się wiaty przystankowe oraz inne instalacje.
    Ostatnio u nas tez nieźle wiało, nawet kilka osób zginęło ...
    Paradoksalnie, latem gdy czekamy na wiaterek, to ani drgnie, a zimą łeb urywa i nos odmraża.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiosna w Szwajcarii przychodzi zawsze za wcześnie, torując drogę potężnym upałom lata, czasem nawet już w maju i czerwcu. Wcale nie cieszy mnie ta perspektywa, ale zapowiadane temperatury usilnie mi przypominają, że skwar słońca tuż tuż. I wtedy będę narzekać na bóle głowy. Dlatego nawet na myśl mi przeszło, by zimą narzekać na zimno czy wichury.
      Zastanawiające, że w Polsce wichura prawie zawsze oznacza katastrofy i śmierć.

      Usuń
    2. Co chcesz, byle jakie budownictwo, źle przymocowane dachy, liche konstrukcje, stare drzewa...

      Usuń
    3. Nasuwa mi nie na myśl, że biednemu zawsze wiatr w oczy.

      Usuń
  8. A ja lubię wiatr we włosach... ale taki zwykły wiatr, nie żaden niebezpieczny. A najbardziej, gdy jest letni, ciepły np. nadmorski- bryza. Mmmmm... już mam cudne, wakacyjne skojarzenie.
    A Twoje zdjęcia zrobiły na mnie spore wrażenie :) jak zawsze... :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Ależ TY masz zainteresowania Dziewczyno! Jestem pełna uznania dla Ciebie.
    A jeśli chodzi o wiatr to kiedyś bardzo go lubiłam. Wychodziłam wtedy specjalnie z domu żeby z wiatrem "walczyć"....
    Teraz najmniejszy nawet wiatr powoduje u mnie niesamowity ból głowy albo bezsennośc.
    Zdjęcia prawdziwie artystyczne...- moje uznanie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Siłą rzeczy raczej. Po prostu wiatr wdarł się w moje życie sam bez pytania. ;)

      Usuń
  10. Ja też lubię wiatr, gdy byłam dzieckiem lubiłam jak mnie "dusił",specjalnie stawałam mu na drodze. Teraz jedynie czego mi żal to fryzury, wiatr robi z nią co chce, jako że nie używam żadnych utrwalaczy, już po kilku minutach wyglądam jakbym się w ogóle nie czesała, a polskie przysłowie "jak cię widzą, tak cię piszą" jest wciąż aktualne w związku z czym lubię na niego od czasu do czasu przekląć ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja z kolei zawsze lubiłam mieć jakieś nakrycie głowy, kapelusz albo chustkę, więc na fryzurę nigdy nie narzekam ;)

      Usuń
  11. Bardzo ciekawe widoki wynajmujesz ;) Kiedy mam bezsenną noc znajomi mówią: była pełnia. Ja jednak znam prawdę. To problemiki i problemy nie pozwalają mi na spokojny sen. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie z ta pełnią to zawsze był koszmar i nikt mnie o tym zawczasu nie poinformował. Długo nie wiedziałam dlaczego czasami nie mogę spać, czyli dwie noce pod rząd, raz w miesiącu. Ktoś mi powiedział: zobacz czy łysy nie wisi wtedy golutki, okrąglutki na niebie. No i zaczęłam to obserwować i faktycznie.

      Usuń
  12. Piękne te zdjęcia nieba. Tylko przyroda potrafi stworzyć coś takiego.
    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  13. Ciekawe krajobrazy przedstawiłaś Aniu na swoich zdjęciach.
    Też lubię wiatr, tylko żeby nie wiał, tak, że może "urwać " głowę.
    Pozdrawiam:)*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Głowę trzeba przywiązać, najlepiej jakimś wiatro-szczelnym kapturem i będzie dobrze. :)

      Usuń
  14. U mnie więcej było hałasu o ten orkan niż samego wiatru. Coś tam trochę powiało, szkód żadnych. Na szczęście.
    Wolałabym jednak jakieś niewielkie scirocco:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Scirocco? Kojarzy mi się z samochodem.

      Usuń
    2. Scirocco to wiatr z Afryki, gorący, przynoszący dużo ciepłego powietrza:)

      Usuń
  15. matko nawet nie wiedziałam, że tam tak wietrznie ;) chociaż ten fen mnie mega zaciekawił, ale niebo jakie cudowne! uwielbiam takie widoki ;ooo
    poza tym, nigdy nie byłam w Szwajcarii!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podczas takich wichur, turystyka może okazać się niemożliwa, więc raczej nie będę Ci życzyć zwiedzania Szwajcarii w takich okolicznościach. ;) Chyba że będziesz miała dużo czasu na to, aby cierpliwie to przeczekać.

      Usuń

Pewnego dnia wymyśliłam sobie, że będę dzielić się pięknem świata, którego doświadczam podczas swoich wędrówek. Że będę pisać ku pokrzepieniu serc i być może zachęcać do podróżowania. W tym samym celu wydałam książkę, czyli dla Waszej przyjemności. Czasami piszę też o Bogu, który jest dla mnie najważniejszy i dzielę się chętnie swoim studium biblijnym.
Jednak nie robię tego dla poklasku, nie chcę samych duserów.
Dziękuję za każdego czytelnika, który podzieli się ze mną swą refleksją miast "odhaczonym" komplementem. Jestem wdzięczna za każde nasze wspólne rozważanie. Za komplementy dziękuję, ale nie na tym mi zależy. Proszę rozważ to nim pozostawisz po sobie te dwa/trzy słowa :) i tak zwyczajnie: porozmawiajmy.