Drań z Werdenbergu.

"Tacy ludzie bywają jak hermetycznie zamykane garnki. Zbiera się w nich para, zbiera, aż pewnego dnia następuje wybuch."


– Camilla Läckberg


1. kartka z nowego dziennika
(prolog nowego życia)

Pamiętam dobrze jego pozbawione rozumu oczy, które dotąd wydawały mi się mądre. Widziałam jego zimną twarz, którą dotąd zdobił zawsze ciepły uśmiech. Widziałam zmarszczki na czole i między brwiami, które dotąd pojawiały się tylko, kiedy nad czymś myślał. Z ust kapała mu ślina.
   Kiedy dzisiaj o tym myślę, wszystko jawi się jak kawałek potwornego kryminału albo kadr z taniego horroru o gwałcicielu. Brakowało tylko odpowiedniej scenerii, a tymczasem wszystko zdarzyło się w naszym mieszkaniu. Miał urocze, wesołe oczy. Miał dołeczki w policzkach kiedy się uśmiechał. Miał sympatyczny głos. Miał, miał, miał... bo zaraz zostanę kotem. Dziś gdy o nim myślę, wizualizuje się w mojej głowie tylko świnia, tak samo śliniąca się kiedy rżnie swoją maciorę.
   Większość ludzi nie uwierzyło mi w tę historię. Według nich, to się w związkach nie zdarza. Mężczyźni nie gwałcą swoich kobiet. Gwałt jest słowem zarezerwowanym dla zwyrodnialców czających się w ciemnych uliczkach na swoje ofiary. Owszem, zdarza się przemoc w rodzinie, ale on mnie przecież nigdy nie uderzył. Zawsze był miły i uczynny. Był wyrozumiały. Był cierpliwy. Był dowcipny. Był, był, był... odrażającym sukinkotem. Teraz to już zamknięty rozdział.


niektóre zapiski

pierwsza strona nowego dziennika
lipiec
Mam taki zwyczaj, by na początku nowego dziennika, opisać swoją aktualną sytuację. Kończąc 21 lat, powiedziałam tak. W ten sposób rozpoczął się nowy etap w moim życiu, zostałam czyjąś narzeczoną. Ma na imię Łukasz. Poznaliśmy się w Szwajcarii podczas pracy w wakacje na polu truskawek. On miał inną stałą pracę, a tu tylko dorabiał, natomiast ja miałam wracać zaraz po zbiorach, lecz zostałam, korzystając z wolnego czasu. W Polsce aktualnie nie miałam żadnego zobowiązania...


sierpień następnego roku
Poznawanie znajomych przychodziło mi tutaj z trudem. Nie chodzi o to, że nie otaczali mnie żadni ludzie, ale... pojęcie "samotny w tłumie" zgodziło się ze mną w stu procentach. Wyemigrowałam do domu ukochanego. Miejscowość Grabs jest niezbyt duża, skromna i spokojna. Łukasz wynajmował tam małe mieszkanie. Nie znałam tu nikogo, ale cierpliwie wypatrywałam dobrej passy.


sierpień, dwa lata później (uzupełniam)
Ostatnio nie prowadziłam dziennika przez wiele miesięcy. Czas to nadrobić i streścić najważniejsze wydarzenia. Lubię to, nie wiem czemu, ale pisanie go, bardzo mnie relaksuje i pozwala też poukładać wszystkie myśli, przeanalizować je.
   On nie miał nigdy żony, choć to dziwne. Wygląda jak jeden z tych aktorów filmowych, o których mówi się, że starzeją się jak wino. Brunet, czarne oczy, elegancko przystrzyżony zarost. Pan w garniturze, biznesmen.
   Poznaliśmy się banalnie. Siedziałam na ławce, tak jak większość tubylców w słoneczny dzień, spotykających się nad jeziorem Werdenberger. Wpatrzona w łabędzie i te czarne ptaki o śmiesznych, jakby sinych łapkach. Lubiły wychodzić na brzeg. Łyski. Wracając jak zwykle na około przez wzgórze zamkowe, natknęłam się na niego kiedy opuszczał te szlacheckie włości. Odwiedziłam kiedyś ten zamek, mieści się w nim muzeum.
   Zagaił do mnie po niemiecku, że taki słoneczny dzień, a ja taka blada i smutna. Uśmiechnęłam się tylko i poszłam dalej. Wydał mi się złośliwy. Taki drań pod krawatem kpiący z tanich robotników. Mógł mnie znać, widzieć jak sprzątam jedno z biur w Buchs i wcale bym się nie zdziwiła, gdyby jedno z nich też należało do niego. Tego dnia byłam rzeczywiście pogrążona w smutku, ale powody zostawię dla siebie. Człowiek, o którym tu opowiadam, był znany w okolicy i poważany, ale też krążyły różne plotki.
   Dwa dni później spotkałam go w ogrodzie pod jedną z tych starych, zabytkowych chat z ciemnego drewna nieopodal zamku. Już nie miał na sobie tego biznesowego wizerunku, a ja miałam świetny nastrój. Przechyliłam się przez płot i z promiennym uśmiechem głośno powiedziałam szwajcarskie Grüezi, dodając zdanie o tym, że dziś jest szczęśliwy dzień. Już miałam iść dalej nie dbając o to czy w ogóle mnie poznał, ale on, nie wstając z kolan, zawołał za mną skąd jestem, bo słyszy jakiś akcent. Odparłam, że z Polski, a w odpowiedzi na to, usłyszałam w czystej polszczyźnie, że on też. Zaciekawił mnie.
   Był wyniosły, pomimo brudnych od ziemi ogrodniczek i dłoni, nadal miałam wrażenie, że jego ego wysoko mierzy. Szybko zrozumiałam, że on po prostu taki jest. Niewiele mówił o sobie, ale zapytany, odpowiadał bez wahania. Od słowa do słowa znaleźliśmy się oboje w brudnej ziemi pieląc ogródek. Wyrzucił mnie z niego jak wyrwałam ponoć jakąś cenną roślinę, którą omyłkowo wzięłam za chwast. Tak! Dosłownie mnie wyrzucił i powiedział, że mam więcej nawet nie patrzeć na jego ogródek. I wtedy zaczęliśmy się głośno śmiać. Pożegnaliśmy się. Mimo tej sytuacji, wiedziałam, że jednak może warto czasem przejść się tymi antycznymi uliczkami i spotkać go znów. Czułam się trochę winna przez tę roślinę. Zapomniałam niestety jak się nazywała.
   Łukasz, gdy mu opowiedziałam o tym Polaku, zaczął okazywać nadmierną zazdrość. Doszło do takiego momentu, że nie pozwalał mi wychodzić samej z domu, a z pracy odbierał mnie, choć to było bez sensu, bo sam musiał wychodzić wcześniej ze swojej. Bał się, że pójdę do nowego znajomego. Złościłam się za te podejrzenia. Miał mnie za niegodną zaufania dziewuchę? Mama mówiła, że niektórzy faceci już tak mają. Rozmawiałam z nią o tym przez telefon i udobruchała mnie. Przestałam sobie zawracać tym głowę. Zapomniałam o tym absurdzie na długo, póki po dwóch miesiącach przypadkiem znów nie wpadłam na tego biznesmena. Tym razem na zakupach. Wymieniliśmy kilka zdań i rozstaliśmy się jakby nigdy nic.
   W domu jednak nie układało się najlepiej. Nie wiem czy to przez tamten wybuch zazdrości Łukasza, ale było jakoś inaczej. Inaczej niż na początku. Nie powiedziałam mu ani słowa o spotkaniu w markecie. Sam sprawił, że powstała tajemnica.
   Moja przyjaciółka w Polsce była bardzo zapracowana, wciąż nie mogłam jej złapać. Moi rodzice mieli własne problemy, nie mogłam dzwonić każdego dnia. Dobra znajoma obiecała, że nas odwiedzi, ale Szwajcaria wydawała się naszym przyjaciołom i rodzinie tak odległym krajem, że w zasadzie mogłam zapomnieć o towarzystwie. Zawsze kończyło się tylko na zapowiedzi. Czasami byłam na skraju obłędu, nie mogłam tego wszystkiego dłużej trzymać w sobie. To nie jest taka zwykła potrzeba wygadania się.
   W pracy byłam zawsze sama. Szef, który wpadał czasem na kontrole, to arogant, a współpracownice widywałam tylko na zabraniach, kiedy rozdzielano między nas godziny pracy i biura do wysprzątania. Taki grafik zmieniał się co kwartał.
   Zapomniałam o panu biznesmenie na kolejnych parę miesięcy. Przypomniał mi się, kiedy w dniu wolnym poszłam sama nad jezioro. Wracałam tradycyjnie tą starą ulicą. W ogrodzie go nie było, ale furtę zostawił otwartą, więc zaryzykowałam i nacisnęłam dzwonek do drzwi. Czekałam krótko, słysząc wyraźnie kroki z oddali, które zbliżały się bardzo szybko. Otworzył. Był zaskoczony moim widokiem, ale bez wahania zaprosił mnie do środka. Powiedziałam mu, że zawsze marzyłam, by zajrzeć do jednego z tych domówi i nie mogłam przegapić takiej okazji. Zrobił mi kawę z ekspresu i zaczęliśmy rozmawiać. Najpierw o książkach (miał wielki regał na całą ścianę), o ulubionych pisarzach współczesnych, o tym czego dziś brakuje nowym książkom, a potem zeszliśmy na takie głupoty jak: którego autora sprzed wieków (gdybyśmy byli w stanie) wskrzesilibyśmy, aby nam dalej pisali te piękne powieści z duszą.
   Tych spotkań było coraz więcej. Musiałam tylko uważać, żeby Łukasz nie miał powodów do zazdrości. Bo nie miał. Nie każda znajomość czy to nawet przyjaźń z innym mężczyzną, musi się kończyć romansem, ale niestety taką opinię, nam - kobietom, szlifują na połysk książki i filmy. Niestety zaborczy Łukasz miał na ten temat inne zdanie.
   Pewnego dnia miałam okazję zapytać kumpla, z którym chwilę rozmawiałam przez FB, czy miałby coś przeciwko, gdyby jego dziewczyna miała bliskiego przyjaciela:
   – Faceta? – zapytał dla pewności.
   – Tak, przyjaciela, nie przyjaciółkę.
   – No nie wiem, wolałbym wtedy, byśmy spotykali się we troje.
Wychodzi na to, że to standard. Od tej pory zaczęłam inaczej patrzeć na problem Łukasza i... okłamywać go. Cholera... właśnie zdałam sobie sprawę z tego, jak to wygląda.


✄✄✄✄✄✄✄✄
wycinek z gazety

...ciało grzybiarza zostało odnalezione
zmasakrowane w pobliżu miejscowości
Werdenberg, w pobliskim lesie.
Policja zdradziła szczegóły odnośnie
stanu znalezionych zwłok mężczyzny.
Najprawdopodobniej przez noc po śmierci,
zostały rozszarpane przez lisy...

26 komentarzy:

  1. Witaj Aniu.
    Ciekawe zapiski, ale wycinek z gazety to horror.
    Pozdrawiam serdecznie.
    Michał

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To chyba dobrze, biorąc pod uwagę temat i zamiar. ;)

      Usuń
  2. Ciekawy temat czym jest zazdrość, czym jest samotność w tłumie, i czy istnieje przyjaźń między kobietą a mężczyzną.
    Zazdrość potrafi zniszczyć nie tylko człowieka , ale także jego duszę i wolność. To, ze jest się się z kim w bliskich relacjach, nie upoważnia czynienia ze współpartnera niewolnika, który nie może spotykać się z inną osobą. Smutne to! Ale zazdrość nie dotyczy tylko mężczyzn, o wiele bardziej wyrachowane w tej dziedzinie są kobiety. Zazdrość to są złe emocje, które NIGDY nie prowadzą do niczego dobrego. Może warto czasami się zastanowić, czy mamy prawo ubezwłasnowolniać drugiego człowieka w imię subiektywnej zazdrości.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wg psychologów zazdrość jest lustrzanym odbiciem własnych poczynań. Jeżeli człowiek przy tym ogranicza wolność ukochanej osoby, to najprawdopodobniej sam ma problem z powściągliwością swoich zachowań w towarzystwie płci przeciwnej.
      Miałam takie nieprzyjemne doświadczenie. Byłam w związku z mężczyzną w typie Łukasza, który śledził każdy mój ruch, bardzo często dzwonił, wysyłał tzw. "głuche" żeby się przypomnieć itd. Chorobliwie bał się że spotkam kogoś interesującego. Nie pozwalał mi nawet iść do pracy po skończeniu szkoły z tej samej obawy. W ciągu kilku lat trwania związku, mogę na palcach jednej ręki policzyć, ile razy spotkałam się z przyjaciółką. Sama.
      Po latach okazało się, że miał na boku inną kobietę. Tzn. nie cały czas, to było świeże i dość szybko to odkryłam, ale zgodnie z tym co napisałam na początku, kiedy go zostawiłam, obarczył mnie nieistniejącą winą, że go z kimś zdradziłam.
      W ciągu swojego niedługiego życia, usłyszałam naprawdę wiele podobnych historii o zazdrośnikach od moich znajomych. Okazuje się, że wątek jest bardzo popularny.

      Usuń
  3. OOo, kryminaly piszemy? Znaczy Ty piszesz :)))))
    Bedzie lektura na dlugie zimowe wieczory.
    Zaczyna sie interesujaco.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zobaczymy czy potrafię trochę pokręcić fabułą. ;) Kryminały są dosyć wymagające, to mój pierwszy raz i mam nie lada zabawę. :) Zwłaszcza, że miejsce akcji ustalam jakby naocznie. Jeszcze tylko nie wybrałam domu, nie wiem który należy do pana prezesa. Trzeba iść na spacer i się zastanowić. Mąż podał mi trzy typy. Fajnie będzie na koniec (albo gdzieś w trakcie) zrobić foto-reportażyk o planie powieści.

      Usuń
    2. Oraz rozrysuj plan, mapke taka. :)))

      Usuń
  4. Zaborczy facet to kłopoty. A zazdrość może zniszczyć każdy związek.
    Z dużą ciekawością przeczytałam twój post.
    Pozdrawiam:)*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nadmierna zazdrość zmienia związek w patologię. Ktoś mi kiedyś powiedział, że zazdrosny mężczyzna to jeszcze niedojrzałe dziecko.

      Usuń
  5. Czyżby szkic nowego dzieła? Ciekawy rys psychologiczny, poczekam na więcej...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Opowiadanie blogowe. Zabawa dla mnie i dodatkowe ćwiczenie z pisania, bo kryminałów nigdy jeszcze nie tworzyłam. Zacieram rączki. :)

      Usuń
  6. Intrygujący tekst... podobnie jak komentujący powyżej, węszę w tym nową powieść :) (??!!!).
    P.S. Mój mąż ma przyjaciółkę. Jeżdżą razem po świecie, gdzie ich geologiczna ciekawość poniesie. Jeśli jestem zazdrosna, to tylko o to, że też chciałabym tam być... z drugiej jednak strony... obrałam swoją własną drogę z dziećmi u boku :D!!!
    Pozdrawiam :D!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To tylko opowiadanie blogowe, które będzie się pojawiać w krótkich, nieregularnych rozdziałach. Sprawdzę czy nadaję się do podtrzymywania napięcia. ;)
      p.s. Ja Ci już wiele razy mówiłam, że nie nadawałabym się na taki układ. Twój mąż jeździ we wspaniałe miejsca, zajmuje się tym, co Ty też kochasz. Ja na Twoim miejscu... wszystkie włosy bym sobie wyrwała z głowy chyba. ;P ;)
      Ale to był Twój świadomy wybór, chciejstwo wielkie i jeszcze większe błogosławieństwo w tej kwestii. Dlatego widzę Cię... z włosami. :P

      Usuń
  7. Zdaje się, że nie szukał kobiety, a jedynie własności.
    Musiał mieć spore problemy z zaakceptowaniem samego siebie.
    Zazdrość rodzi się z niedowartościowania.
    Wolność w związku to ludzie, godni zaufania, bo jak sobie ufają, to czemu nie potrafią zaufać tej, którą kochają???
    Zastanawiałam się przez chwilę, czy to nie kryminał
    Intrygująco zapisane
    Jesteś talentem

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zazdrość różne może mieć korzenie. Niedowartościowanie i na przykład tendencje do zdrady u samego siebie, to cechy których ten bohater jest świadom i dopatruje się ich u innych, ba! zakłada, że wszyscy mają z nimi problem. Łukasz nie ufa sam sobie, więc tym bardziej nie będzie ufać dziewczynie, bo boi się, że go zostawi. Wtedy wystarczy byle pretekst.

      Tak, to ma być kryminał blogowy. Będzie się pojawiał w nieregularnych odstępach czasowych w krótkich rozdziałach. Postanowiłam sprawdzić, czy umiem trzymać czytelnika w napięciu. ;) A przy okazji wyszła ciekawa dyskusja psychologiczna.

      Usuń
    2. Wiesz trudno w kryminale nie zawrzeć portretu psychologicznego. To chyba nawet nie jest możliwe, bo zmuszona jesteś nakreślić czytelnikowi cechy charakteru, aby go naprowadzić, bądź wpuścić w maliny.
      Swoją drogą sposób w jaki traktujemy innych naznaczony jest tym, jak dotychczas byliśmy traktowani.
      Ta mapa zachowań nakłada się jak linie papilarne

      Usuń
    3. Dlatego od razu przyznaję, że miałam doświadczenie z chorobliwym zazdrośnikiem. Jest mi łatwiej o tym opowiadać, bo pamiętam doskonale co czułam. Toksycznych relacji się nie zapomina.

      Usuń
  8. Osobiście uważam, że przyjaźń damsko-męska nie ma racji bytu poza związkiem. Owszem można mieć kolegów, można mieć dobrych znajomych płci męskiej, ale przyjaźń to bardzo bliska relacja często intymna. Będąc z kimś w związku raczej nie otwierałabym się emocjonalnie przed innym mężczyzną, nie przywiązywałabym się - a tym właśnie szczyci się przyjaźń. To jednak nie zmienia faktu, że zazdrość jest najgorszym wrogiem miłości. Jakby nie było Twój towarzysz nie miał żadnych powodów ku zazdrości, a zrobił z igły widły. Później właśnie tworzą się niedomówienia, tajemnice, a stąd prosta droga do jeszcze większej zazdrości i wybuchu wielkiej kłótni. W każdym razie powodzenia Wam życzę! Miłość wszystko zwycięży :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem zdania, że przyjaźń z mężczyzną jest możliwa, o ile ten mężczyzna jest gejem albo ma żonę, którą bardzo kocha. Miałam zawsze więcej kolegów niż koleżanek. Bliskimi przyjaciółmi nazywałam także paru mężczyzn. Doświadczenie moje jest takie: na dłuższą metę przynajmniej jedno się zadurzy. Dlatego być może mam skrzywiony pogląd na ten temat, ale tak jak Ty, ja nie wierzę w przyjaźń między kobietą, a mężczyzną.
      Spokojnie, to jest tylko opowieść. ;)

      Usuń
  9. Opowiadanie ciekawe zobaczymy jaki scenariusz będzie dalej

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Postanowiłam sprawdzić się w innym klimacie niż fantastyka.

      Usuń
  10. Odpowiedzi
    1. Tak, będę kontynuować w takich krótkich rozdziałach. Postanowiłam spróbować czegoś nowego.

      Usuń
  11. O, widzę nowe propozycje literackie. :)

    Ja lubię tylko zakupy książek i płyt z muzyką. Reszta to raczej obowiązek.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Postanowiłam spróbować czegoś nowego. :)

      Nałożyłam sobie zakaz wjazdu do księgarni, bo za dużo stamtąd wynoszę. Zostały mi więc tylko meblowe.

      Usuń

Pewnego dnia wymyśliłam sobie, że będę dzielić się pięknem świata, którego doświadczam podczas swoich wędrówek. Że będę pisać ku pokrzepieniu serc i być może zachęcać do podróżowania. W tym samym celu wydałam książkę, czyli dla Waszej przyjemności. Czasami piszę też o Bogu, który jest dla mnie najważniejszy i dzielę się chętnie swoim studium biblijnym.
Jednak nie robię tego dla poklasku, nie chcę samych duserów.
Dziękuję za każdego czytelnika, który podzieli się ze mną swą refleksją miast "odhaczonym" komplementem. Jestem wdzięczna za każde nasze wspólne rozważanie. Za komplementy dziękuję, ale nie na tym mi zależy. Proszę rozważ to nim pozostawisz po sobie te dwa/trzy słowa :) i tak zwyczajnie: porozmawiajmy.