Wędrówki:

Zakładki dotyczące wędrówek, są rozszerzone i znajdują się po prawej stronie bloga.

"Odpowiadam za to co powiedziałam, nie za to co zrozumiałeś."

30 października 2019

Ruiny zamku Wartau – pewnej wietrznej jesieni.

Dochodziłam do siebie nad kubkiem porannej kawy. Blada tarcza słońca wspinała się powoli nad zalesioną górską granią, oddaloną o jakieś 10 kilometrów. Nocą rozhulał się wiatr.


październik, 2019
Aura ustabilizowała się już na dobre, szalone temperatury nie groziły, można było schować letnie rzeczy do szafy i zejść już ze skalistych wierchów, by zanurzyć się w półmroku lasów. Za skaliskami będę tęsknić, przecież nie chodziłam tam za karę. Ich milczenie i bezludna sceneria rodem z filmów Sci-fi o obcych planetach, nigdy mi się nie znudzi.
   Kilka lat temu wybraliśmy się na spacer do zamku Wartau. Również była to jesień i tak wtedy opisałam tamtą przygodę: "Ta wędrówka była czymś niezwykłym, to brutal perversion dla zmysłów i z tego miejsca pragnę oświadczyć publicznie, że polubiłam góry (prawdopodobnie jest to aktualne tylko do wiosny). Jesień uczyniła z porośniętych lasami wzniesień, ogromne widowisko z pełną paletą barw."
   Jesienne lasy, zwariowane wietrzysko i trzynastowieczne stulecie to zlepek moich ulubionych elementów, składających się na naprawdę dobry dzień. Zaczął się czas kaprysów, natura nie chce współpracować z człowiekiem i wcale nie stara się nikomu zaimponować. Bo wszystkim nie da się dogodzić. Ale każdy potrafi dogodzić sobie. Np. założyć nieprzemakalne buty, nieprzewiewne futro i ruszyć na szlak ku pięknej przygodzie.
   ➤ Pierwsza wyprawa na zamek Wartau.

Zdjęcie archiwalne. Pochodzi z pierwszej wyprawy na ruiny zamku Wartau.

27 października 2019

Mamy w sercu ogień.

"Cicho po urwisku jałowcem schodziła
Czesząc grzywę jesień – rudawa kobyła."


– Siergiej Jesienin "Jesień"


październik, 2019
Czas melancholii, płaczu z deszczem, wyciszeniem. Czas hołdu dla wiatru co w polu hulając, sen z powiek zrywa. Z odrazą biały puch odnajdujemy w wyobraźni myśląc o niedalekiej przyszłości i gubiąc się we wspomnieniu o martwej naturze. Jedni pod tym hasłem widzą zdobne wazony, inni zimę w odsłonie ponurej.
   A jesień? Nie jest smutna. Jest prężna i zmienna. O kolorach w słońcu pisać nie trzeba, lecz co czujemy kiedy nadchodzi plucha? Lot liści figlarnie wzlatujących w powietrze jest chaotyczny i nie ma w nim zadumy. Jesień jest prędka, inna co dnia. Do patrzenia w błękitne niebo zachęcać nie trzeba, lecz co w sercu się rodzi gdy sklepienie świata szarym całunem się okrywa?
   Nadciągają chmury.


24 października 2019

Drań z Werdenbergu (2)

"Zazdrość to udręka dla kochającego, a obelga dla kochanej."


– Carlo Goldoni


↻ część 1


początek września
Czasami kiedy myślałam o tej całej sprawie związanej z moją nową znajomością, czułam się podle zatajając jej rozwijające się pięknie jestestwo, lecz zauważyłam, że Łukasz uspokoił się. I to znacznie. Ważne było żeby nie zachowywać się jak rasowa idiotka i nie wymykać się ukradkiem z domu. To by była lekka przesada. Widywałam się z panem biznesmenem wyłącznie przy dobrej okazji, mając wolny czas. Zdrowe podejście do sprawy, nieprawdaż? – pytam samą siebie, bo wciąż nie wierzę, że się do tego zniżam. Naprawdę. Wyszło na to, że nie wolno mi mieć kolegów.

22 października 2019

Samochodem przez Szwajcarię.

"Uważam, że samochód to zjawisko przejściowe. Wierzę w konia"


– Cesarz Wilhelm II - ostatni niemiecki cesarz.


Powiem wprost, jeżeli dobrzy z Was kierowcy i czerpiecie frajdę z pokonywania zakrętów, a góry i przepaści nie napawają Was lękiem, to przejazd przez Szwajcarię będzie kwintesencją przyjemnej jazdy w czystej postaci.
   Najpiękniejsze drogi znajdują się tam, gdzie mało kto decyduje się zajrzeć, lecz dziś postawiłam na rangę średnio zaawansowaną, czyli już nie autostrady i miasta, ale jeszcze nie dzicz i nie spektakularne przełęcze. Cywilizacja, proszę państwa, maleńkie miejscowości oraz drogi doskonałej jakości, to z pewnością najatrakcyjniejszy sposób na zwiedzanie Szwajcarii przez zmotoryzowanych, a także podróż możliwa do odbycia przez wszystkich.
   Wideo-relacja pochodzi z końca sierpnia, a więc sceneria jest typowo letnia. Niestety przez jakość filmu należałoby mnie pozwać do sądu za nieokazanie kultury należnej moim szanownym czytelnikom, ale mam nadzieję, że mi to wybaczycie. Jest to mój pierwszy taki materiał samochodowy. Sceneria czasami zanika w cieniu, film był nagrywany telefonem, który automatycznie ustalał jasność.
P.S. Następnym razem przed podróżą legnę na masce i wypucuję całą szybę.


20 października 2019

12. Pięcioksiąg na mapie – Gdzie leży Midian?

"Gdy faraon usłyszał o sprawie, usiłował zabić Mojżesza. Lecz Mojżesz uciekł przed faraonem i zamieszkał w ziemi Midian. I zatrzymał się tam przy pewnej studni."


– Księga Wyjścia 2:15

wprowadzenie do cyklu.
poprzednia część – Hatszepsut i Totmes II.


Zatrzymaliśmy się w momencie, który ostatnio dosyć długo przeciągam, a mianowicie nadal tkwimy tuż przed Exodusem. Nie wiem co powoduje to bardziej: moje zamiłowanie do starożytnego Egiptu, czy może sam fakt, iż twierdzę, że Midian jest kluczowy w tej historii.
   Zarówno Biblia jak i Józef Flawiusz opierają swą opowieść na tym, iż Mojżesz uciekł do kraju o nazwie Midian. Celem zlokalizowania go, musimy zajrzeć do komentarzy Flawiusza.
   Cytując Pismo, korzystałam z Uwspółcześnionej Biblii Gdańskiej.


18 października 2019

Neuenalpspitz (1816 m) – trzy cycki.

Lico jesieni złote w słonecznym lazurze!-
Patrząc na drzewa, rzekłem. – I wszedłem w kałużę...

– Leszek Wierzchowski


na początku października, 2019
Po srebrnej nocy nastał wilgotny poranek, który położył się na ziemi rzadką mgłą. Słońce było już dosyć wysoko kiedy wstępowaliśmy na szlak, przekonani zupełnie o banalności swego planu, że najbliższe godziny żyć będą pod znakiem lekkiego spaceru.
   Bez pośpiechu zatem i bez trwogi, jeszcze nie widząc swego celu, ruszyliśmy ku dróżce naszego przeznaczenia, aby stamtąd udać się na niewysoką górę stojącą w szczycie swego łańcucha. Ten fakt obiecywał nam niezłą panoramę.


15 października 2019

"Sarmaci, katolicy, zwycięzcy..." – 8 wybranych.

Dawno temu trafiła w moje ręce bardzo ciekawa książka, która dość długo leżała na półce zbierając kurz. Przywiozłam ją od przyjaciółki z Pragi, a że ja zawsze czekam aż książka mnie zawoła, nie sięgałam po nią aż do teraz.
   Jest to zbiór wnikliwych opracowań, pt. "Sarmaci, katolicy, zwycięzcy. Kłamstwa, przemilczenia i półprawdy w historii Polski". Jej autorem jest Andrzej Zieliński – dziennikarz i historyk, autor licznych książek poświęconych zagadkowym epizodom historii Polski.
   Można śmiało powiedzieć, że badaczom pism, niejedna żyłka w oku pękła od wysilania wzroku nad historycznymi dokumentami. Wiele z nich się pokrywa – co bierzemy za dowód zaistnienia danej sytuacji – lecz równie wiele przeczy sobie wzajem. Autor wymienia kilka z nich, okraszając odpowiednim komentarzem, po przytoczeniu całych zwałów kontr dowodów.
   Możemy myśleć o swoim narodzie cokolwiek chcemy, ale bajdurzono o nim równo. O polskości stworzono wiele chwalebnych mitów, zaś co dziś mówią nam ostatnie badania? Oto zagadnienia, które zaciekawiły mnie najbardziej, a jest to tylko część całej książki. Być może zachęci to Was do sięgnięcia po nią i własnego studium nad historią Ojczyzny. Niech zabrzmią dzwony!


13 października 2019

Jak cię widzą, tak cię piszą.

na początku października, 2019
Zdecydowałam się na napisanie tego artykułu po przeczytaniu pewnego wpisu Joanny Lampki, autorki bloga o życiu na emigracji w Szwajcarii, autorki książek o tymże kraju, zawodowej tłumaczki  angielskiego i nauczycielki polskiego dla obcokrajowców. Jednym zdaniem: kobieta sukcesu, niezależna o atrakcyjnej osobowości i fajnym poczuciu humoru.
   Przyznam szczerze, że odbierałam ją przez różowy pryzmat szczęściary i rzecz jasna, zawodu, na który wcześniej zapracowała sobie w Polsce, ucząc się języków. Czasami czytając jej artykuły, pojawiał się we mnie lekki cień zazdrości, który sprawiał, że musiałam na chwilę odejść od komputera i głęboko westchnąć. Gdy wydała drugą książkę, (co mnie może się nie udać), ta chwila nieco się wydłużyła, poczułam też cierniowe wkłucia na moim otwartym mózgu. Jeżeli mam się przyznać kto mi w blogosferze kiedykolwiek zrobił trepanację mózgu, to ona.
   Jezus mówił – nie porównuj się z nikim i nie zazdrość – a ja leżę i obdzieram się ze skóry właśnie z powodu zazdrości. Mózg na wierzchu to było za mało.
   Wspomniany wpis był jednak zupełnie inny. W nim autorka przyznała się, że zmaga się z depresją. SZOKER!! Ona???

10 października 2019

Margelchopf (2163 m) – trzecie podejście.



u schyłku września, 2019
Nie ma chyba lepszego sposobu na określenie warunków panujących w górach niż własne oczy. To nawet lepsze niż śledzenie prognoz. Przed zaplanowaniem wędrówki, kiedy wystarczy jedynie wyjść na balkon, można ze śmiałością powiedzieć, że taka wycieczka nie może się nie udać.
   Po raz pierwszy wybraliśmy się na ten masyw w roku 2015. Był to jeden z moich pierwszych szczytów, które bezskutecznie próbowałam zdobyć. Warunki jakie wtedy panowały, były tak powalające, że byłam coraz bliższa zaakceptowania faktu, iż zamieszkałam pośród znienawidzonych gór.
   Tym razem sprawa wyglądała nieco inaczej, zostaliśmy przewodnikami naszych znajomych, którzy zawsze dołączają do naszych wędrówek jesienią. Prawdę mówiąc myślałam o tym szczycie, by sprawdzić po latach jak wielki wpływ ma moje doświadczenie (i treningowe zaawansowanie, co nie jest bez znaczenia na szlaku) na określenie stopnia trudności danego podejścia.

Margelchopf to ten skalisty płaskowyż.
Zdjęcie wykonałam dzień przed wędrówką.

8 października 2019

Drań z Werdenbergu.

"Tacy ludzie bywają jak hermetycznie zamykane garnki. Zbiera się w nich para, zbiera, aż pewnego dnia następuje wybuch."


– Camilla Läckberg


1. kartka z nowego dziennika
(prolog nowego życia)

5 października 2019

Złota księżna dnia – srebrny książę nocy.

Szlakiem marzeń bezwiednych, tańczących iskier o zachodzie słońca, pod serenadą kończących swój dzień ptaków, przy mruczeniu łaszącego się kota, dobywam z zanadrza ostatnią kartę. A na niej bajkowy Włóczykij niosący na ramieniu swój tobołek.
   Dzień nie był ważny. Ta przygoda dopiero nocą się zacznie, kiedy w lesie obudzą się zwierzęta inicjujące swój niewidzialny taniec.

2 października 2019

Sulzfluh (2820 m) – droga radości.

“– Może jest tak jak mówiłeś, pójdziemy własnymi ścieżkami i będzie dobrze.
– A jeśli dobrze to za mało?”


– Hitch


u schyłku września, 2019
Nie ma nic bardziej kuszącego niż spędzenie całego dnia poza domem w dzikiej przyrodzie. Sama podróż jest opcją idealną na spędzanie czasu, jednak miejsce docelowe nie każdego zadowala. Gdybym ten dzień spędziła na plaży pod palmami, prawdopodobnie zalałabym Was setką zdjęć i ani jednym słowem.
   Jestem trochę jak koń, muszę być w ciągłym ruchu i na wolności – która – jest tym po co on żyje. Jestem trochę jak kot, który chodzi własnymi ścieżkami i nie musi się z tego tłumaczyć. Jestem trochę jak wilk, który odczuwa od czasu do czasu zew natury, mimo iż żyje w lesie i migruje aby zasiedlić nowe terytorium, ponieważ jego natura potrzebuje zmian. Jestem trochę jak nietoperz w nocnym przelocie, niemal niezauważalny w swej cichej podróży do zaspokojenia pragnienia.
   Pełnia radości dla mnie zaczyna się tam, gdzie odkrywam, że niebo nie stanowi dla nas limitu, a Ziemia jeszcze tu trochę potrwa – taki obłęd i spokój zarazem.
   Kolejne góry do zdobycia to nie jest cel sam w sobie. Szlak, którego częścią się staję, hartuje ciało, a serce śpiewa. Gdyby ktoś pytał – po to właśnie chodzę w góry – aby śpiewać pieśń bez słów.

Sulzfluh.