Wędrówki:

Zakładki dotyczące wędrówek, są rozszerzone i znajdują się po prawej stronie bloga.

"Odpowiadam za to co powiedziałam, nie za to co zrozumiałeś."

19 kwietnia 2019

Co myśli o religii Bóg? – małe kompendium.

Wiecie już, że nie jestem katoliczką w związku z czym nie obchodzę świąt. Mówi się wiele o tradycji praktykowanej od pokoleń, lecz uważam, że nie należy za tym ślepo podążać. Dzisiejszy Kościół nie przypomina mi tych, o jakich opowiada Biblia i z tego punktu wyprowadziłam pewien sposób myślenia o wierze.
   Jestem wolną Chrześcijanką i nie przejmuję się w tym momencie wyśmiewaniem. (Tak, tak, w dzisiejszych czasach bywa, że przyznanie się do wiary to heroizm). Ale przejmuje mnie Słowo Boże, które dociera do wielu oraz obchodzi mnie też, co się z nim dalej stanie. Serdecznie zapraszam do rozszerzenia tego wątku.
   Tekst, mam nadzieję, skłoni Was do głębokiego rozważenia tej sprawy. Wszak mamy Wielkanoc, każdy raczej znajdzie chwilkę czasu po odejściu od rodzinnego stołu. Może akurat te słowa będą tymi, których potrzebujecie.

To zdjęcie znalazłam, siedząc w poczekalni u lekarza i przeglądając lokalne gazety.



W tym przedłużającym się wstępie jestem zobligowana aby zaznaczyć, że nie twierdzę, iż wiernych Kościoła rzymskiego spotka jezioro ognia, bynajmniej. Tam też są ludzie zbawieni, ale warto by było także wespół z Chrystusem, dziedziczyć Królestwo Boże, prawda?
   Niniejszy artykuł nie jest bronią przeciwko nikomu, ani tym bardziej krytyką moich braci i sióstr. Szanuję wszystkich, ale ufam tylko Słowu Bożemu i z tego miejsca zapragnęłam skonfrontować praktyki religijne z wiarą Chrześcijańską.
   Ale... podawanie się za wierzącego i ignorowanie Boga i tego co mówi w swoim słowie, jest po prostu egoizmem.
   Zdaję sobie sprawę, że wraz z tym artykułem wjeżdża krytyka... Mam jednak nadzieję, że będzie to odebrane raczej za temat do rozważenia sobie w duchu. Może wydźwięk tych słów byłby pozytywniejszy, gdybym osobiście opowiedziała Wam o tym swoim spokojnym głosem i z uśmiechem na twarzy, ale to aktualnie niewykonalne.


Pismo mówi o tym, że mamy uwielbiać Boga. Mówi o oddawaniu mu czci i mówi też jak Go uwielbiać. My jednak jesteśmy nauczeni od małego pewnych rytuałów, tradycji, wszystko dlatego, że nasi ojcowie tak robili, nasi dziadkowie tak robili itd.
   Być może większość z nas (mówię tu o wierzących) w wieku dojrzalszym dosięgło takie zastanowienie, że to dla nich nie tylko tradycja rodzinna jak i państwowa, ale to coś znacznie głębszego, duchowego i mają Boga w sercu.
   Świadomość, że tradycja istnieje od bardzo dawna, przekonuje nas, że znajdujemy się na właściwej drodze. Zazwyczaj jednak oglądamy się na innych i staramy się żyć tak jak nasze otoczenie (szczególnie to w domu). Jednak niewielu bierze pod uwagę, że powinniśmy poznać Ojca i wiedzieć co Jemu się tak naprawdę podoba.


W mojej rodzinie

Opowiem Wam trochę o moich prywatnych sprawach. W moim domu zawsze tradycja miała duże znaczenie. To nie były tylko spotkania z najbliższym, (nierzadko obchodziliśmy ten czas sami w domu we trójkę i też było wspaniale) ale i radość z samego świętowania, światełko w szarym życiu. Święta zawsze wnosiły sporo koloru.
   Wychowano mnie na osobę zdolną do podjęcia własnej decyzji, czyli nie kazano mi chodzić do kościoła, ani nie upierano się przy moim wyznaniu. Właściwie dano mi pełną wolność i swobodę wyboru. Moi rodzice również do kościoła nie chodzili, ale powierzali się Maryi, odwiedzali liczne sanktuaria, więc można powiedzieć mimo wszystko, że pochodzę z rodziny wierzącej.
   Pamiętam wiele rozmów z moją mamą na temat religii świata. Miałyśmy taką teorię, jak się później okazało – dosyć popularną – że wszyscy tak naprawdę czczą tego samego Boga. Ale czy na pewno? Dziś przypomniałam sobie o naszych rozważaniach i zobligowałam się, aby wniknąć w to bardziej, tym samym artykuł ten dedykuję mojej mamie.


Czy wszyscy czcimy tego samego Boga?

Szintoiści, szamani syberyjscy, buddyści, Hindusi, Muzułmanie... etc. teżNa jakiej podstawie mówi się, że Allach muzułmański to nasz Jahwe? Przeważnie dlatego, że to jest monoteizm. Ale czy to jest ten sam Bóg, który przyszedł na ziemię – druga osoba Trójcy Świętej, jako Jezus? Absurd. Przecież Muzułmanie nie wierzą ani w Trójcę, ani w to, że Jezus jest Bogiem.

W 1986 roku Jan Paweł II zorganizował modlitwę w Asyżu, na którą przyjechali przedstawiciele wszystkich religii. Podano w mediach, że przyjechali wszyscy przedstawiciele Chrześcijaństwa.
   Katolicy, Prawosławni, Kościoły reformacyjne protestanckie, ale nie było ludzi, których można by nazwać Chrześcijanami biblijnymi. Nie było fundamentalistów amerykańskich, polskich Zielonoświątkowców, Baptystów.
   Lecz nie to było sensacją, że koncepcje Boga są różne. Chodziło o to, że na ołtarzu postawiono figurkę Buddy i zapalono mu kadzidła.
   Niektórzy kłaniają się figurce szczupłej kobiety, a inni figurce grubego mężczyzny, ale to nadal są różne religie.


Bóg, ten Bóg objawił się w taki sposób, w jaki pisze, że się objawił:

"Ja, Pan, a takie jest moje imię, nie oddam mojej czci nikomu ani mojej chwały bałwanom." 
– Izajasz 42:8
tłumaczenie warszawskie

Zaś w oryginale po hebrajsku brzmi to następująco:

"Ja jestem Jahwe i takie jest moje imię. Nie oddam nikomu mojej czci, ani moja cześć nie przejdzie przez bałwany."

Wszystko byłoby jasne gdyby nie ignorancja wielu nieświadomych. Piszę "ignorancja" bo najczęściej Biblia (jeśli w ogóle jest w domu) leży na półce pod grubą warstwą kurzu, a człowiek mówi o sobie, jako o głęboko wierzącym.
    Kiedy zdmuchnęłam kurz ze swojej Biblii i przeczytałam ją do końca, skończyły się bozie i różańce w moim życiu, a zaczęło szukanie prawdy i Boga.


Dlaczego część osób słyszy głos Boga,
a część nie?

Dlatego, że ludziom religijnym wystarczy za czyn wiary pomnożyć ilość swoich spowiedzi czy modlitw na różańcu. Czasami pielgrzymka rodzi więcej emocji niż sam koncept doświadczania Boskiej interwencji.
   Biblia uczy, że najważniejsze jest budowanie intymnej relacji z Bogiem.

Dlaczego jeszcze nie każdy słyszy Boga?

Zwróćmy uwagę na Ewangelię, gdzie Jezus przemawiał do ludzi w przypowieściach, lecz nie każdy go rozumiał. A tym, co kompletnie nie wiedzieli o czym mówił – nic nie wyjaśniał.
   On tłumaczył tylko swoim uczniom i to na osobności. Co to oznacza?

Wyjątkowy czas na osobności z Nim.

Będąc w tłumie, wśród wielu, słuchając na mszach czy konferencjach, nauczaniach, gdziekolwiek słuchamy Słowa – jeśli nie współpracujemy z Duchem Świętym, nie możemy liczyć na wewnętrzne zbudowanie.
   Często charyzmatyczne głoszenia ludzie traktują jak wspaniałe wydarzenie i artystyczne doznanie. Tymczasem my potrzebujemy Ducha, który będzie nam tłumaczył Słowo. A więc duchowe doznania są nam bardziej potrzebne.
   Aby doświadczać Boga w życiu, potrzebna jest też prywatna relacja z Bogiem, na osobności, w komorze naszego serca. Wpuszczamy Boga głębiej, ufamy Mu i przyjmujemy Słowo.
Czytanie Słowa Bożego bez Ducha Świętego jest jak czytanie zwykłej książki. Bez objaśnienia, bez zrozumienia, które On nam może dać.


"Wtedy uczniowie podeszli i zapytali go: Dlaczego mówisz do nich w przypowieściach?

A on odpowiedział im: Wam dano poznać tajemnice królestwa niebieskiego, ale im nie jest dane."
– Mateusz 13:10-11
przekład gdański

Nasz duchowy sejfik

Biblia często wspomina o gromadzeniu duchowych skarbów. To co my nagromadzimy, to nie wszystko, bo Bóg do nich dodaje jeszcze więcej. Jest bardzo hojny. Kiedy poprosisz o coś, dostajesz więcej niż myślałeś.
   O tym są w/w wersety. Tamci ludzie, którzy Go słuchali, a nie rozumieli, nie prosili o zrozumienie. A Bóg oczekuje, że będziemy Go prosić o poznanie, o mądrość. To jest jak inwestycja – inwestujesz w przyjacielską relację.


"I spełnia się na nich proroctwo Izajasza, które mówi: Słuchając, będziecie słyszeć, ale nie zrozumiecie i patrząc, będziecie widzieć, ale nie zobaczycie.

Utyło bowiem serce tego ludu, stępiały ich uszy i zamknęli swe oczy, żeby przypadkiem oczami nie widzieli ani uszami nie słyszeli, a sercem nie zrozumieli i nie nawrócili się, i żebym ich nie uzdrowił."
– Mateusz 13:14-15
przekład gdański


"A jeśli powiecie: Cóż będziemy jeść w siódmym roku, jeśli nie będziemy siać ani zbierać naszych plonów?

Wtedy rozkażę, żeby moje błogosławieństwo przyszło na was w szóstym roku i wyda plon na trzy lata."
– Księga kapłańska 25:20-21
przekład gdański

Bóg nie działa sam z siebie, czeka na naszą chęć, na słowa, które do niego skierujemy. Sam z siebie nie będzie ingerował w nasze życie tak, jakbyśmy tego chcieli, czyli widocznie, dlatego mówi się o relacji z Nim, jak o przyjaźni.
   Przyjaciele zwierzają się sobie, powierzają sekrety, mówią co ich trapi. Wtedy przyjaciel może zareagować. Ale kiedy mamy Boga za przyjaciela, to nie dlatego zareaguje, że właśnie się dowiedział czego potrzebujemy, bo On doskonale wie co to jest, ale dlatego, że powierzyliśmy mu swoją sprawę. Otworzyliśmy furtkę i zrobiliśmy miejsce na Boże działanie, na wspaniałe cuda.

Ale ci co nie wołają imienia Pana, nie budują relacji, a w ich życiu widać, że nie chcą tego. Człowiek ma wolność wyboru. Nasze czyny potwierdzają czego my naprawdę chcemy.
   Pismo często mówi, że Bóg zatwardził czyiś kark. Zwykle rozumiemy to jako srogą wolę Boga, ale to ludzie zatwardzają swoje serca. Bóg przychodził do człowieka i – efekt uboczny dla tego, który nie chce relacji z Bogiem – sam zatwardza swój kark. Oczy jego przestają widzieć, a uszy słyszeć.


Współpraca wymaga cierpliwości

...ale warto. Nie raz i nie dwa słyszałam opowieść o tym jak człowiek w rozpaczliwej modlitwie prosił Boga, by zabrał od niego jego uzależnienie. Bóg wysłuchał go i dziś ten człowiek nie pamięta o swoim nałogu.
   Również u mnie tak było, miałam swoje uzależnienie. Powierzyłam ten problem Bogu. Do swego nałogu nie czuję już pociągu, choć wcześniej walczyłam z nim latami i myślałam, że zawsze będzie mi towarzyszył.
   Depresja – to wredna suka i nie da się jej wyleczyć. Ona do końca życia będzie czaić się za rogiem i ucapi nas w pewnym momencie. Nie ma na to lekarstwa, ale jest Bóg. "Przybliżcie się do mnie, a ja przybliżę się do Was" – relacja. Co się dalej stało?
   Miałam swój punkt kulminacyjny w tej chorobie, mogło mnie tu dziś nie być. Czy muszę mówić jak było źle, ile lat się z tym zmagałam i o czym wtedy myślałam? To był krzyk rozpaczy z mojej strony. Byłam na dnie i On mnie wysłuchał. Jak ręką odjął, w jednej chwili, po prostu spadł ze mnie ciężar i nigdy więcej to do mnie nie wróciło. Nigdy więcej. Wiem, że Bóg mnie uwolnił.
   Musimy być bardzo blisko, aby Bóg szeptał do naszego ucha. Abyśmy Go słyszeli. Zamykając się w obrządkach i świętach, raczej oddalamy się od Niego. Świętujemy dla ciała, bo to ładne, wprowadza świetny nastrój i można suto zjeść.

Skoro On może ingerować...

Popularnym pytaniem jest "skoro Bóg istnieje, to czemu jest zło na świecie?" Skoro ludzie nie przyszli do Boga, to Bóg nie działa w ich życiu. Proste.
   Bóg uczy aby miłować wszystkich ludzi. Człowiek niezainteresowany Jego naukami, będzie zawsze bardziej zainteresowany światem. A co jest na świecie, to sami wiecie, tłumaczyć nie trzeba.


📌


"Jezus mu odpowiedział: Ja jestem drogą, prawdą i życiem. Nikt nie przychodzi do Ojca jak tylko przeze mnie."
– ew. Jana 14:6
przekład gdański

Podam Wam dwie definicje [przeczytałam je raz w tekście pewnego wierzącego biblijnie brata], a Wy zastanówcie się, co towarzyszy Waszemu życiu:

Religia – stałe uczestniczenie w tych samych ceremoniach i rytuałach, recytowanie modlitw, przestrzeganie zakazów i nakazów.
   Religia jest bardzo barwna, jest ubrana w dziesiątki obrzędów, gdzie każdy znajdzie coś dla siebie.
   Religia to szukanie Boga tam gdzie Boga nigdy nie będzie. To próba oddania Mu chwały w sposób w jaki On się tego brzydzi.
   Możesz być albo religijnym człowiekiem albo uczniem Jezusa Chrystusa.


Kiedyś byłam religijna, byłam gorliwą katoliczką. Obchodziłam wszystkie święta, uczestniczyłam we wszystkich obrzędach, przestrzegałam zakazów i nakazów. Nie słyszałam Boga. Nawet nie wiedziałam, że można Go słyszeć, myślałam, że doświadczenia ludzi opisane w Biblii, wszystkie cuda itd. to przeszłość albo nawet jakaś alegoria.
   Ale to się dzieje nadal.

"Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam: Kto wierzy we mnie, dzieł, których ja dokonuję, i on będzie dokonywał, i większych od tych dokona"
– ew. Jana 14:12 [UBG]

Wybrałam inną drogę. Postanowiłam zostać uczniem Jezusa, a nie Kościoła. Za jedyny katechizm uważam Słowo Boże.
   Oczywiście wśród pobożnych katolików są wyjątki, sama takich poznałam gdzie mimo całego sacrum, ci ludzie słyszą głos Boga. Ale są to często ludzie, którzy znają prawdę i wahają się między Kościołem religijnym, a biblijnym. Naprawdę ciężko jest odejść ze wspólnoty, w które spędziło się wiele lat.

Definicja uczniostwa tego samego autora:

To uczeń właśnie, zanosi przesłanie Ewangelii do tych, którzy jeszcze go nie znają. W autorytecie Boga i Jego mocą będzie uzdrawiał chorych, a zniewolonych demonami, uwalniał. [np. Mateusza 10]
   To uczeń będzie miał pewność swojej przyszłości, swojego zbawienia, bo dał mu ją Bóg, a nie odpust czy spowiednik.

Jezus nie przyszedł po to, aby ustanowić religię, ale aby ją obalić.
    On wiedział, że to system, który zakłada na ręce kajdany, a na oczy przepaskę. Natomiast w Nim Jezusie Chrystusie i tylko w Nim jesteśmy w pełni wolni.

I wreszcie po takim wstępie, możemy sobie odpowiedzieć na tytułowe pytanie (choć w zasadzie już na nie odpowiedziałam).

📍
Co myśli o religii Bóg?


"Lud ten przybliża się do mnie swymi ustami i czci mnie wargami, ale ich serce daleko jest ode mnie.

Lecz na próżno mnie czczą, ucząc nauk, które są przykazaniami ludzkimi."
– Mt 15:8-9
tłumaczenie gdańskie
Ten tekst mówi o tym, że ludzkie zasady, nawet jeśli mają dobre intencje, mogą przesłaniać nam Boże zasady. Przytoczony fragment odnosi się do słów Jezusa, który skomentował wtedy sposób interpretacji przykazania "czcij matkę swoją i ojca swego". Ludzie ci wykoncypowali sobie, że nie muszą już dbać o swoich rodziców, wystarczy jak złożą za nich jakiś dar w kościele.
   Jezus mówi tymi słowy, że ludzkie koncepcje, ludzkie interpretacje, nierzadko nie idą w parze z faktycznym skutkiem jaki ma przynosić przestrzeganie Bożych zasad.

"Bóg wprawdzie puszczał płazem czasy niewiedzy, teraz jednak wzywa wszędzie wszystkich ludzi, aby się upamiętali" .
– Dzieje apostolskie 17:30
przekład warszawski

"Samuel odpowiedział: Czy takie ma Pan upodobanie w całopaleniach i w rzeźnych ofiarach, co w posłuszeństwie dla głosu Pana? Oto: Posłuszeństwo lepsze jest niż ofiara, a uważne słuchanie lepsze niż tłuszcz barani."
– 1Sm 15:22
przekład warszawski
System składania ofiar wbrew powszechnej opinii nie był rzeźnickim widzimisię. System ten został stworzony aby wskazywać na ofiarę Pana Jezusa i te wszystkie zwierzęta składane na ofiarę, wskazywały to, że Jezus kiedyś odda swoje życie.
   Te wszystkie ceremonie przyhołubiają naszą uwagę. Możemy nauczyć się wstawać i klękać na dźwięk dzwonków, możemy nosić symbole religijne na szyi, a jednocześnie nie naśladować Boga i wcale go nie słuchać. Jezus cały czas kładzie nacisk na to, aby oddawać cześć Bogu w duchu i prawdzie, bo istotne jest tak naprawdę to, co się dzieje wewnątrz nas, a nie manifestacja swojej wiary ludziom.
   Słuchać Boga to realizować jego wolę w swoim życiu, nie tylko od czasu do czasu w niedzielę i święta. Chodzić Jego ścieżkami, to znaczy iść pod prąd, co może nas narazić na krytykę, a nawet nieakceptację ze strony innych ludzi.
   Ale nie powinniśmy polegać na tym, co mówią inni ludzie, nawet jeżeli są uważani za autorytety Kościoła.


"Nie pokładajcie ufności we władcach ani w żadnym synu ludzkim, u którego nie ma wybawienia.

Opuszcza go duch i wraca do swojej ziemi; w tymże dniu zginą wszystkie jego myśli."
– Psalm 146:3-4

Czego Bóg chce od nas?

Większość obrządków opiera się na przekonaniach, które panują od wielu lat i które utarły się w naszej tradycji. Jednakże to co nam się wydaje, iż podoba się Bogu, niekoniecznie dla Niego musi być ważne.
   Dawid został nazwany Człowiekiem Bożego Serca. To co się podoba Bogu to właśnie postawa naszego serca. Bóg po wielu latach wspominał z rozrzewnieniem Dawida jako człowieka podobnego Jego sercu. O co dokładnie chodzi?
   O naszą wewnętrzną postawę, a nie uczynki, którymi mamy się nie chlubić. Ani nie to, że chodzimy do kościoła, modlimy się rano i wieczorem, lecz to co dzieje się w nas jest ważne. To jest wdzięczność za Jego miłość do nas, to również relacja z Bogiem, przebywanie z Nim tak jak z przyjacielem. Czyli jak?

  1.    Nie recytujemy modlitw. Czy przychodząc do przyjaciela, aby okazać mu sympatię, recytujesz mu wiersze? Nie, zachowujesz się naturalnie, mówisz własnymi słowami.
  2.    Zwierzamy się ze swoich bieżących uczuć, jesteśmy autentyczni podczas rozmowy z Nim.
  3.    Słuchamy i czekamy na odpowiedzi.
  4.    Poświęcamy Mu swój czas (a to nie znaczy iść na mszę).

Serce, które jest podobne do Bożego serca jest właśnie tym, co sprawia Mu największą przyjemność. To, czego Bóg od nas oczekuje, to jest relacja. Po to wysłał do nas swojego syna Jezusa Chrystusa, aby pokazać, że On pragnie być blisko człowieka. Nie po to aby nasze życie wyglądało na religijne, ale po to, by mogła istnieć komunikacja między Nim, a nami.
   Biblia wielokrotnie powtarza abyśmy nie czynili sobie posągów, stel, ani kamiennych rzeźb, by oddawać im pokłon. [np. Kapłańska 26:1] Nie tędy droga do Niego.

Ile z tego czerpiemy my sami?

Radość. Każdy kto chodzi z Bogiem odczuwa spokój w sercu, jest pogodny i zawsze wie jakie konkretne decyzje powinien podjąć w swoim życiu.

Co dalej?

Możemy mieć rację i żyć wg teologii wyniesionej ze studiów tudzież Kocioła, albo możemy mieć relację, którą budujemy z żywym Ojcem. Przez religie właśnie, obraz Boga dziś jest wykrzywiony. Przez brak znajomości własnego Boga, ludzie natworzyli specjalnych ceremonii, liturgii, które miały na celu jedynie zdobycie akceptacji Stwórcy. Wówczas Chrześcijanie skupili się tylko na tym, aby przebłagać Boga za grzechy i robią to na okrągło (spowiedź, pokuta, grzech, spowiedź, pokuta, grzech i tak w kółko).
   Tymczasem wystarczy uwierzyć w to, co zrobił dla nas Jezus na krzyżu i przyjąć, że On już nam przebaczył. Nie potrzebne są ceremonie, ani płatne obrządki.


"Albowiem łaską zbawieni jesteście przez wiarę, i to nie z was: Boży to dar;

Nie z uczynków, aby się kto nie chlubił."
– list do Efezjan 2:8-9
przekład warszawski
Bóg pragnie też aby mieć w nas swoją oblubienicę, a nie służącą.
   Prawdziwa pobożność to nie uczynki, które możemy robić próbując Go zadowolić, ale relacja z Nim, aby On mógł robić coś dla nas.
   Religia nie dopuszcza w pełni głosu Ducha Świętego, bo wtedy człowiek sam decyduje co jest właściwe i tak rodzą się wojny religijne.


Podobny artykuł:
O budowaniu relacji z Bogiem.
Wielkanoc – co faktycznie kładziemy na swoim stole?

30 komentarzy:

  1. Bardzo ciekawy tekst, porusza chyba wszystkie najważniejsze kwestie związane z wiarą.
    Jeśli o mnie chodzi, to zarówno wierzę jak i chodzę do kościoła. Nie wyobrażam sobie innego życia i miałabym uczucie, że coś tracę, gdyby w moim życiu nie było miejsca dla Boga.
    Zgadzam się jednak z tym, że nie każdy praktykujący katolik tak naprawdę wie, po co to wszystko robi, często to jest tylko przyzwyczajenie, podczas gdy chodzi o to, by naprawdę usłyszeć głos Boga.
    Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mówię, by świadomie praktykować katolicyzm. Mówię, by zbliżyć się do Boga pomimo religii.
      Mam od dawna takie wrażenie, że młodym osobom Bóg jest niepotrzebny. Dlatego z uśmiechem czytam Twoje słowa, bo to wspaniała wiadomość. Mówisz, że nie wyobrażasz sobie życia bez Niego, tak samo ja. :) Masz jeszcze wiele przed sobą, czas na odnalezienie własnej drogi. Oby tej najwłaściwszej.
      Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
  2. nigdy mnie nie zmuszano abym chodziła do kościoła.
    nie chodzę. nie spowiadam się. nie uczestniczę we maszach, poza pogrzebami, ślubami...
    obchodzenie wszystkich świąt... nie lubiłam. teraz jest inaczej. na przykład w te wybywam na pagórki :) aby rozmawiać z Bogiem nie potrzebuję zamykać się w kościele. mogę to robić pomykając od jednego drzewa do drugiego, czy stojąc na szczycie góry :)
    każdy wierzy po swojemu i w to co wierzy. nic mi do tego jak praktykuje swoje wierzenia, byle tylko nie robił krzywdy innym.

    OdpowiedzUsuń
  3. Wydaje mi się, że utrzymuję żywą relację z Bogiem. Piszę "wydaje mi się" bo dopóki nie dowiem się, że może być jeszcze silniejsza, to nic pewnego o tym układzie nie mogę powiedzieć. W młodości uważałam się za osobę bardzo religijną ( praktykującą katoliczkę) , ale to w wieku 50 lat dopiero "żywo" zaczęłam odkrywać to, co straciłam przez tamte lata. 9- krotne pielgrzymki do Medjugorje (bez względu na to, czy widzenia tam są uznane, czy nie) rozgrzały moją wiarę. Teraz "Ufam, ci, Jezu" albo "Jezu, Ty się tym zajmij" towarzyszy mi wcale nie z wygodnictwa ale z współpracy i bliskiej relacji człowieka z Bogiem. Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pięknie. :) Uśmiecham się czytając te słowa. Ale na Twoim miejscu zastanowiłabym się nad czymś jeszcze. Piszesz o tym, że byłaś katoliczką, nie wiem jak jest teraz. Jestem ciekawa, co myślisz konfrontując wiarę rzymską z tym co napisałam w tym poście.
      Również pozdrawiam!

      Usuń
  4. Witaj Aniu.
    Nigdy si nie zastanawiałam w co i jak wierzysz.
    Szanuje czyjeś prawo do milcznie i nie trawię tych, co się obnoszą z religijnością na pokaz.
    Sam jak wiesz, jestem agnostykiem i dobrze mi z tym, ale szanuję innych.
    W domu utrzymuje dawne tradycje, choć bez większej celebry, ale rodzinnie.
    Pozdrawiam serdecznie.
    Michał

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz dużą słuszność, bo obnoszenie się ze swymi praktykami nie jest czymś, z czego powinno się być dumnym. Niemniej mam dość często wrażenie, że brakuje biblijnego nauczania. To jest tylko blog, a ja jestem sobie zwyczajną osobą, ale pomyślałam sobie, że te słowa na pewno nie przepadną, że mogą się komuś przydać. Są ludzie, którzy szukają swojej drogi, błądzą między różnymi religiami i dociekają prawdy. To jest mój punkt widzenia, wyczytany z Biblii. Nie narzucam się, ale... mam pewne "ale" odnośnie tych, którzy mają siebie za ekstra-religijnych, a nie wiedzą nawet co w ich księdze jest napisane.
      Udanych spotkań Ci życzę i pozdrawiam.

      Usuń
  5. Ahhh.. strasznie ciężka sprawa z tą religią. Ja wychowuję się w rodzinie wierzącej - w każdą niedzielę do kościoła, komunia, bierzmowanie no i święta oczywiście zawsze obchodzimy - właśnie ze względu na tradycje. Ale jaki sens ma obchodzenie świąt przez ludzi którzy nawet w Wielką Niedzielę nie pójdą na mszę? Moim zdaniem marnowanie czasu. Ja pomimo tego, że może jeszcze nie do końca wierzę, staram się robić coś żeby zacząć. Myślę, że każdy musi spróbować wszystkiego i to jego osobista sprawa co zrobi z religią.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja bym zadała inne pytanie – jaki w ogóle ma sens chodzenie co niedziela do kościoła i celebrowanie świąt? Poddaję to wszystko pod głęboką wątpliwość, czytam Pismo i utwierdzam się w przekonaniu, że żadną. Biblia nie uczy religijności, to człowiek wymyślił te ceremonie.
      Masz jeszcze czas na znalezienie sobie własnej drogi, tej najwłaściwszej dla Ciebie.
      Pozdrawiam.

      Usuń
  6. Nie wyśmiewam, nie krytykuję wiary, każdy ma prawo wierzyć w co chce, czasami się dziwię, najbardziej zachowaniom , o jakich moja babcia mawiała- modli sie przed figurą, a diabła ma za skórą.
    Z moich obserwacji wynika, że mało jest katolików, którzy przestrzegają przykazań swej wiary, bo tak wygodniej...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie będę ukrywać, że mnie to nie dziwi. Katolicyzm uczy tego co robić, Biblia tego, jak kochać Boga i innych ludzi. Innymi słowy, kontrast jest tak duży, że odeszłam. A że zawsze postępuję radykalnie, to ze świętowania również się wypisałam. Odkryłam z ulgą, że w Polsce jest masa ludzi myślących podobnie jak ja. Stworzyli oni własne wspólnoty, gdzie uwielbiają Boga tak, jak On tego chce. I to jest piękne.

      Usuń
  7. A ja w głębi duszy zastanawiam się, czy Bogu podoba się ustanowienie święta upamiętniającego zamordowanie Jego Syna. Jakoś od kilkunastu lat nie przechodzi mi lekko przez gardło odpowiadanie na życzenia "Wesołych Świąt". Mi bynajmniej nie jest wesoło na myśl o tym, że Jezusa zabito, bo był niewygodnym dla kleru krzewicielem Prawdy. Kościoły mówią, że Chrystus musiał umrzeć na krzyżu. Gdyby tak było, to przed śmiercią nie powiedziałby "Ojcze, wybacz im, bo nie wiedzą, co czynią".
    W zmartwychwstanie fizycznego ciała nie wierzę, bo ono nawet u Jezusa podlegało wszystkim prawom natury. Ukazał się swoim uczniom w ciele pozagrobowym i przekonał o istnieniu życia w subtelniejszej formie. Pod wszystkim, o czym tu przeczytałam mogę się podpisać, może poza tym, że śmierć Jezusa nie zmyła z nas naszych grzechów. To życie według Jego nauki jest możliwością odpokutowania naszych grzechów i powrotną drogą do Domu.
    Wydaje mi się, że dla wielu ludzi katolicyzm to wiara "wygodna", no chyba że przed udziałem w każdym obrzędzie zastanawiają się, co by na to powiedział Jezus.
    Nie jestem za tym, żeby zlikwidować religie i kościoły, bo ludzie mogliby szybko zapomnieć o Bogu, ale za tym, by wierzący tych kościołów byli wewnętrznie żywi i wgłębiali się w naukę Zbawiciela, który jedyny znał prawdziwe oblicze Boga. Kiedy poznają prawdziwą naukę Jezusa, będą umieli odrzucić fałszywe dogmaty i tradycje, które wcale nie są Bogu miłe. Ale to wymaga wysiłku i zaangażowania, a nie jedynie niedzielnych nabożeństw.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. On naprawdę musiał umrzeć, a potem zmartwychwstać. Od dawna zastanawiałam się dlaczego Jezus musiał tak cierpieć i nie rozumiałam co to znaczy, że cierpiał za nas. Na tym krzyżu wraz z Nim przybito wszystkie nasze grzechy (sprawa jest ponad czasowa, dlatego dotyczy też nas). Otworzył On furtkę dla nas do pojednania się z Bogiem Ojcem. Dlatego sam mawiał, że On jest bramą dla nas.


      Powiedział "Ojcze, wybacz im, bo nie wiedzą, co czynią", bo nie wiedzieli co się naprawdę stało. Jego ciało musiało być rozszarpane, żeby rozdarła się kurtyna w świątyni, żebyśmy mieli dostęp przez Jezusa do Ojca. Wcześniej tego nie mieliśmy. Dlatego na koniec powiedział "wykonało się". Paweł napisał, że gdyby władcy tego świata wiedzieli kim jest Jezus, nie zabiliby Go i odkupienie byłoby niemożliwe.
      Co do zmartwychwstania, Jezus powrócił w swoim ciele, które było okaleczone, dlatego ludzie go nie poznawali. Wyglądał jak pobity człowiek, miał rany. Do tego jadł i pił, więc musiał być fizycznie prawdziwy, dalej podlegający prawom natury (oprócz śmierci). I kiedy wróci ponownie, będziemy z Nim ucztować, będziemy jedli i pili. Sam mówił o tym podczas ostatniej wieczerzy "Ale mówię wam: Odtąd nie będę pił z tego owocu winorośli aż do dnia, gdy go będę pił z wami nowy w królestwie mego Ojca." (Mt 26:29) Czyli musi być fizyczny.


      Ale to nie wszystko, jak słusznie zauważyłaś. Wiara w to, że Bóg powołał syna z martwych, to początek. Potem przyjmuje się chrzest wodny i chrzest w duchu świętym. Chrześcijanin umiera wtedy dla grzechu, odwraca się od niego. To jest część niezwykła, bo w gruncie rzeczy człowiek sam przez lata nie umiał sprostać grzechowi.
      Tak, katolicyzm jest bardzo wygodny, sama przez lata byłam gorliwą katoliczką i było mi bardzo dobrze w świadomości, że często się spowiadam, to na pewno w oczach Pana świecę jak złoto. Ale nie uczono mnie nic kompletnie o darach Ducha Świętego, o tym, że można komunikować się z Bogiem, ani nawet o tym że istnieje służba dla Boga.
      Też mam taką nadzieję, że ludzie zechcą naprawdę poznać swojego Boga (a nie zamysły księdza). Zaobserwowałam poruszenie w tym temacie, ludziom otwierają się oczy. Powstają na świecie, a także w Polsce liczne Kościoły chrześcijańskie na wzór Kościołów z Pisma świętego. I to jest wspaniałe, że tych ludzi wciąż przybywa. Trwa przebudzenie na świecie. Ciekawe jak to się rozwinie dalej.

      Usuń
    2. To straszna prawda, że Jezus musiał przypieczętować swoja krwią Prawdę, która przyniósł. Zgadzam się z tym, że spodziewał się śmierci. Ale nie zgadzam się z tym,n że Bóg chciał, aby odkupienie ludzkości wyglądało w ten sposób.
      Gdyby ludzie chcieli przyjąć Prawdę, która Jezus głosił, a która jedynie może wyzwolić ludzkiego ducha z więzów ciemności, to ta męka nie byłaby potrzebna. Jezus przypieczętował swoja krwią i rozszarpanym ciałem swoje zbawicielskie przesłanie od Boga. Mógł uniknąć śmierci, ale ludzie zapomnieliby o Jego nauce, która jest DROGĄ I PRAWDĄ. Sama śmierć Jezusa nikogo nie zbawi, jeśli człowiek nie żyje według prawdy. Co do zmartwychwstania w ciele fizycznym nie zgodzę się, bo doskonałość Boga wyklucza omijanie praw natury. Sam Jezus mówił, że nie przyszedł przekraczać praw, tylko je wypełnić. Są różne ciała poza fizycznym - eteryczne, astralne, mentalne i duchowe ( nazewnictwo nie jest tak ważne), o różnym stopniu gęstości.
      Jezus starał się wprowadzić swoich uczniów w wyższe poznanie, ale nie powiedział im wszystkiego, bo na ten czas by całej prawdy nie unieśli. Wszyscy ludzie zostali stworzeni po to, żeby służyć Bogu, swojemu Panu, a tymczasem zrobili z Boga sługę, który ma spełniać ich zachcianki. Trwa przebudzenie i sąd w naturalnych procesach i rozwinie się tak, jak to opisał Jan w swoim widzeniu...

      Usuń
    3. Może dodam, że Jezus po opuszczeniu ziemskiego ciała nadal był Jezusem. Ziemskie ciało nie jest żywe, a tylko na pewien czas ożywione. To ludzie w swoich wnętrzach, w duchu są żywi albo martwi. Dlatego zwrócił się do apostołów, których duch nie był całkiem zasypany "Niech umarli grzebią swoich umarłych, a ty pójdź za mną".

      Usuń
  8. Moim zdaniem już kiedy Adam oddał władzę szatanowi i przez jego grzech śmierć weszła na świat, Bóg już miał plan odkupienia. Od samego początku wzorcem jest ofiara nieskazitelnego baranka. Ciągnie się to od Kaina i Abla aż po najświętszą ofiarę naszego Pana Jezusa Chrystusa.
    Męka wg mnie była potrzebna aby pokazać nam czym polega prawdziwe posłuszeństwo i miłość Bogu do samego końca. Jezus mógł uniknąć śmierci ale wtedy by nie wykonało się odkupienie świata.
    Pismo mówi, że wszyscy zgrzeszyli i pozbawieni są chwały Bożej. Jezus jako jedyny bez grzechu stał się dla nas grzechem i dzięki temu aktowi odkupił ludzkość z łaski, nie z uczynków aby się nikt nie chlubił. Jezus jako człowiek był bez grzechu i dlatego śmierć nad nim nie mogła panować, ponieważ karą za grzech jest śmierć (a on był bez grzechu); więc Bóg go wskrzesił w tym samym ciele.
    I teraz Ty jako człowiek wolny, masz prawo wyboru, albo skorzystać z tej łaski, albo nie.


    Co do wypełnienia prawa, Chrystusowi chodziło u wypełnienie wszystkich sześciuset kilku praw, przyszedł jako jedyny zdolny wypełnić prawo, ale hebrajskie prawo, nie wiem o jakim Ty prawie mówisz.


    Zgadza się, że doskonałość Boga wyklucza omijanie praw natury, ponieważ On je założył. Ale cały czas Pismo i prorocy mówią, że będziemy tam fizycznie, tak jak teraz fizyczni jesteśmy.
    Jedyna rzecz jaka u nas się zmieni to to, że będziemy nieśmiertelni. Ciało będzie fizyczne, będziemy jedli i pili.
    Nasze ciała nie będą skażone grzechem, ale będzie w nas takie nastawienie umysłu jakie ma Jezus.


    Jeśli nie głosisz Królestwa Bożego i oglądasz się wstecz, jesteś umarły w środku. Jezus mówi, że taki nie nadaje się do Królestwa Bożego. To jest w kontekście tego cytatu, który przytoczyłaś. Skoro Jezus Cię powołuje to idź za Nim, a nie ogląda się wstecz.


    Przyjemnie mi się z Tobą rozmawia, dziękuję. Najważniejsze jest aby słuchać Pana. Pozdrawiam i przesyłam serdeczności.

    OdpowiedzUsuń
  9. Znam tę naukę biblijnych chrześcijan i jest to częściowa prawda, bo Królestwo trzeba budować na ziemi. Ludzie urodzą się w nowych ciałach, ale nie wszyscy muszą się wcielać. Co powiedział Jezus do Łotra, który obok wisiał na krzyżu? "Jeszcze dziś będziesz ze mną w raju". Łotr spełnił warunki dostania się do raju: poznał Prawdę, że Jezus jest Synem Bożym, poznał swoje winy i przyjął na siebie pokutę ukrzyżowania, a więc swe winy odczynił. Również serdecznie pozdrawiam i życzę dalszych natchnień.

    OdpowiedzUsuń
  10. Witamy Ciebie Aniu,
    przepraszamy że nas tak długo nie było i dziękujemy za każdy ślad pozostawiony na naszym blogu.
    Piękne jest to co piszesz, gdzieś tam utożsamiamy się i my z Twoimi przemyśleniami.
    Chociaż chodzimy nadal do Kościoła i jesteśmy katolikami widzimy bardzo dużo nieścisłości w dzisiejszym świecie.
    Sami też szukamy prawdy o Bogu i wierzymy w Jego istnienie. Dzisiejszy katolik niestety lubi być bardzo chwalony i czczony.
    Patrzymy też dziś na życzenia od naszych Braci i Sióstr - czy na którymś z nich widnieje Zmartwychwstały Chrystus? Raczej nie pisanki, babeczki i zajączki. Dużo życzeń mokrego dyngusa ... - czy oto chodzi podczas świąt WIELKIEJ NOCY??

    Niech Zmartwychwstały Błogosławi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wspaniałą wiadomość mi zostawiliście. :) Świadoma wiara to jest coś, czego często widzę brak.
      Pozdrawiam ciepło. :)

      Usuń
  11. Prawdziwa wiara nigdy nie przychodzi łatwo. Nie wystarczy chodzić do kościoła i pilnować wszystkich obrzędów. Zgadzam się z Tobą, że trzeba umieć nawiązać osobistą relację z Bogiem, ale to też łatwo nie przychodzi, wydaje mi się, że najpierw trzeba otworzyć się na drugiego człowieka, a może najpierw zacząć od siebie. I to cały czas wymaga ogromnego wysiłku, bo nawet jak nam się wydaje, że ja już się poukładałam i wyszłam na prostą, to za chwilę okazuje się, że jeszcze bardzo wiele przed mną, że to nie widać ani dna ani końca, to ciągła praca nad sobą i relacjami z innymi, a ja jestem słaba i nie pozostaje mi nic innego, jak zwyczajnie zaufać...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Samo chodzenie do kościoła poddałam już w dużą wątpliwość, bo jestem przekonana, że relacja z Bogiem jest najważniejsza. Wspominasz o istotnej kwestii otwarcia się na drugiego człowieka. Jezus przykazał miłować wszystkich tak, jak Bóg nas umiłował, a to znaczy, że tym powinniśmy się charakteryzować. To wyjątkowe w świecie wykreowanym raczej na wszech-anonimowość, ale wykonalne.
      Owszem, to ciągła praca nad sobą, doskonalenie się. Człowiek musi się uświęcać, aby móc być bliżej Pana, taka jest "zasada", która równie często jest wspominana w Biblii, co przykazanie o miłości. Sporo jest też o przemianie umysłu z którą łatwiej nam pewne rzeczy wypracować. Coś na zasadzie "kto przy kim przystaje..." ;) Uważam też, że szalenie ważnym aspektem jest tutaj chrzest. U mnie to właśnie po nim wszystko się zmieniło w pojmowaniu świata. Jakbym tym aktem przypieczętowała zgodę na wspaniałe cuda w moim życiu. Tym aktem powiedziałam: "Boże działaj i mnie przemieniaj".
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
  12. Bardzo ciekawy jest Twój wpis dla mnie: agnostyczki i apostatki.
    Biblię czytałam nie tylko ze względu na filologiczne wykształcenie.
    Mój kontakt z Najwyższą Inteligencją jest stały i bardzo intymny,
    tylko mój.

    Uważam, jak tata Kazika: "że z tylu różnych dróg przez życie każdy ma prawo wybrać źle",
    jednak żal mi niektórych hipokrytów wycierających swoje złe uczynki brudną chusteczką religii.
    Czynić dobro, najlepiej bezinteresowne, to jest ważne w życiu dla mnie.

    Pozdrawiam wiosennie. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pięknie. Nie mam nic do dodania.
      Pozdrawiam słonecznie.

      Usuń
  13. Jestem pod wrażeniem tego artykułu! To jest takie budujące, że są jeszcze w tym kraju osoby, które nie przyjmują wszystkiego jak na tacy, bo tak mówi ksiądz z ambony, bo tak robili dziadkowie, itp. tylko sięga po Biblię i samodzielnie myślą! Ja osobiście nie mogę się z Tobą zgodzić, bo mam inne poglądy, jestem ateistą, ale z ogromną radością czytam taki tekst o Bogu. Sam dużo myślę na takie tematy, lubię poznawać punkty widzenia różnych osób i cieszę się, że trafiłem dzisiaj na tego posta :)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mi miło czytać takie słowa. W obecnej kulturze jest dość ryzykowne dzielić się poglądami dotyczącymi wiary czy niewiary. Na pewno nie wnoszę niczego nowego, bo myślących podobnie do mnie jest na pęczki, ale zgodnie z powyższym, nie każdy chce o tym mówić głośno. Piszę o wierze sporadycznie i nawołuję do samodzielnego myślenia.
      Cieszę się, że artykuł przypadł Ci do gustu, jeszcze raz dziękuję za wpis i pozdrawiam. :)

      Usuń
  14. Aniu dopiero dzisiaj przeczytałam ten post i odnoszę wrażenie, że to ja go napisałam:)
    Jakiś czas temu również przygotowałam post, w którym poruszam temat mojego odejścia od kościoła katolickiego i poszukiwania prawdziwej wiary, opartej na Piśmie Świętym. Nie wiem kiedy ujrzy on światło dzienne, ale moje odczucia i wnioski są bardzo zbieżne z Twoimi.
    Kiedy patrzę na Twoją "duchową metamorfozę" - widzę siebie.
    Bóg czyni prawdziwe cuda, a Ty jesteś na to najlepszym dowodem:)

    OdpowiedzUsuń
  15. Aniu, powtorze slowa Marii Katarzyny Kolodziejczyk: "Kiedy patrzę na Twoją "duchową metamorfozę" - widzę siebie." Bede czesciej czytac Twoje felietony w tej zakladce bloga; nie tylko dlatego, ze utozsamiam sie z ich trescia, lecz przede wszystkim dlatego, ze utwierdzam sie w przekonaniu o slusznosci mojego wyboru. Zawsze tego wyboru bylam pewna, lecz milo jest wiedziec, ze nie jestem sama w tej sferze ducha :) Bardzo dosadne sa slowa zawarte w Ew. Mateusza 15:3,6-9 mowiace o tradycji ludzkiej, ktora chce zniszczyc to wszystko, czego chce nas nauczyc sam Stworca.
    Pieknie Cie pozdrawiam Aniu i DZIEKUJE :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jezus napominał ludzi, by nie ufali tradycjom ludzkim. Jednak dzisiejszemu ludowi brakuje ochoty do zapoznania się z Jego Słowem.
      Ogromnie się cieszę czytając taki komentarz. Na pewno będę jeszcze wiele pisać o wierze i o Bogu. Kilka tekstów jest w przygotowaniu.
      Pozdrawiam serdecznie. :)

      Usuń

Pewnego dnia wymyśliłam sobie, że będę dzielić się pięknem świata, którego doświadczam podczas swoich wędrówek. Że będę pisać ku pokrzepieniu serc i być może zachęcać do podróżowania. W tym samym celu wydałam książkę, czyli dla Waszej przyjemności. Czasami piszę też o Bogu, który jest dla mnie najważniejszy i dzielę się chętnie swoim studium biblijnym.
Jednak nie robię tego dla poklasku, nie chcę samych duserów.
Dziękuję za każdego czytelnika, który podzieli się ze mną swą refleksją miast "odhaczonym" komplementem. Jestem wdzięczna za każde nasze wspólne rozważanie. Za komplementy dziękuję, ale nie na tym mi zależy. Proszę rozważ to nim pozostawisz po sobie te dwa/trzy słowa :) i tak zwyczajnie: porozmawiajmy.