I Bóg powiedział: To jest znak przymierza, które ja ustanawiam między mną a wami i między wszelką żywą istotą, która jest z wami, na wieczne pokolenia.
Kładę na obłoku mój łuk, który będzie na znak przymierza między mną a ziemią.
I stanie się, gdy wzbudzę obłok nad ziemią, że ukaże się łuk na obłoku;
I wspomnę na moje przymierze, które jest między mną a wami oraz wszelką żywą istotą cielesną. Nie będzie już więcej wód potopu, który miałby zniszczyć wszelkie ciało.


– 1 Moj. 9:12-15


luty, 2019
Nastał kapryśny dzień. Gęste obłoki szusowały prędko po niebie, odmieniając nasz świat z minuty na minutę. Z dolin śnieg zniknął już prawie, tylko miejscami leży na polach, a miejski zgiełk o białym puchu już nie pamięta. Przyszedł dziwny czas, kiedy ptaki wyjątkowo mocno rozwrzeszczane, każą kojarzyć luty z marcem. Przyleciały pierwsze bociany. Niedawno zszedł halny, zrobiło się ciepło na jeden dzień do 16 stp.
   Na szczęście w tym kraju jest wybór. Udaliśmy się do dolin usytuowanych znacznie wyżej od naszej i tam już śnieg przywitał nas miłym zwiastunem przedniej zabawy. Zostawiliśmy samochód w miejscowości Nesslau, skąd ruszyliśmy na szlak za tą osobą, która miała największy przestrach w oczach – tam gdzie on idzie, na pewno nie będzie nam się nudzić. Człowiek ten, niestety bardzo szybko gdzieś przepadł.
   Minęliśmy ostatni przybytek człowieka.



Konie zimą są wyjątkowe. Ich sierść zamienia się w gęste futro, w które można wtopić całą dłoń. Nieco jakby jaśnieje ich umaszczenie, a przede wszystkim są w dotyku niczym plusz. Przytulasz się do takiego, a on opiera kudłatą głowę na Twoim ramieniu, robi się ciężko... ale też ciepło, po prostu wspaniale.
   Dla mnie nic nie ma przyjemniejszego futra od konia zimą.


Wygodne alejki wykopane w śniegu ciężkimi maszynami, powoli znikły z naszej mapy, która wyprowadziła nas w teren bezkresny i przyjemny. Szlak nie był ciężki, a raczej dla ludzi ze średnią kondycją. Wreszcie zakładamy rakiety śnieżne i pokonujemy pierwsze metry wzwyż w żółwim tempie, rozglądają się dookoła.
   Nad głowami rozpędzone chmury przyniosły nam kilka minut lekkiego deszczu. To zupełnie nie przeszkodziło. Cywilizacja została już daleko w dole.

"Indianie dostosowują się, dostrajają do harmonii natury.
Biali przestrajają otaczający świat tak, by grał w ich własnym rytmie."

– Wojciech Cejrowski "Gringo wśród dzikich plemion"

Czasami czuję się bardziej Indianinem niż człowiekiem współczesnym. A czasami mam ochotę popatrzeć jak super zaawansowana technologia zżera człowieka co do nogi. Myśli miewam różne, czasami perfidne, a kiedy znów mogę wyskoczyć w góry na jakieś odludzie, zdecydowanie mi przechodzi i łagodnieję.
   Czasami pociąga mnie życie dosłownie pustelnicze, byle przetrwać, nie ważne jak, byle w ciszy. A czasami dosięga mnie marzenie skrajnie futurystyczne i z tego miejsca oglądam bardzo dziwne, skomplikowane i złożone wyobrażenia przyszłości. A wszystko to ma jeden wspólny mianownik – odizolowanie się. Człowiek od dawna dąży do anonimowości i samotności, na różne sposoby. Kiedyś byli eremici, dziś są outsiderzy.


Weszliśmy w las, czarny, bardzo kontrastowy na tle śniegu, wydawał się mroczną scenerią, cienistą i daleką od białych baśni o królowej zimy. Skrywał on piękną tajemnicę, cichy prąd wody rzecznej pod obłymi bałwanami ze śniegu. Przez rzekę przerzucono most, z którego leniwie wpatrywałam się w nurt meandrujący wąską szczeliną, po brzegach zamarzniętą i przysypaną śniegiem.
   Czas na chwilę stanął w miejscu. Bąbelki wody wytryskiwały spod głazu, aby radośnie zaznaczyć swoją obecność na gładkiej tafli małego jeziorka, które utworzyło się między jednym, a drugim, ciasnym zakrętem.


Wyszedłszy z lasu, jęła otwierać się przed nami bieluśka przestrzeń, nietknięta przez nikogo, nienaruszona i tak cicha, jak tylko potrafi być natura. Esencja milczenia, bez emocji, bez uczuć, wciągająca w swój zamrożony byt, jestestwo idealnie stoickie, niebezpiecznie martwe.
   Ten moment zaczął się przeciągać kiedy ominęliśmy kolejne, śnieżne figury.



Znów lekko pokropiło, chwilowa szarość posępnie zatruła zimnym grafitem cały krajobraz. Metaliczny landszaft wołał do siebie, bez skrupułów chcący objąć na zawsze, albo choć tylko do wiosny... Schwytać i nie puszczać, zazdrośnie strzec przed obcym spojrzeniem.


I nagle jasność oślepiła nas na moment, tak jakby gromem prędkim zamienić noc w dzień. Jakby Boża chwała pojawiła się, wspominając na stare przymierze. I ukazał się łuk na obłoku wzbudzonym nad ziemią.



Zerwał się wiatr, słońce odbijało swój blask od białej połaci. Pejzaż znowu zmienił swoje oblicze, ciemne chmury odpłynęły, a nad nami błękitne niebo, które zostało już do końca wędrówki.
   Kapryśna górska pogoda sprawia to, że człowiek już kompletnie zapomina o świecie. Szarość dnia zostaje na dole, jest tylko przyroda i jej naturalne piękno.


Lubię przecierać szlaki. Lubię przejść przez dziewiczy teren, orać jego gładkość. Iść tak, jest mi o wiele wygodniej niż wydeptanym szlakiem, który jest mniej więcej porównywalny z jazdą osobówką po koleinach Tirów.
   Odcienie szarości zostawiliśmy za plecami. Śnieg przecinały tutaj tylko ślady zwierzyny. Często napotykaliśmy ślady małych racic. Mogły to być sarny lub kozice. Widziałam też bardzo charakterystyczny ślad zająca.


Ostatnia prosta pod górę. Nasz mały cel – po prostu spojrzeć z wysoka – żaden górski wierzchołek, żaden pokaźny wyczyn. Umysł został szczęśliwie przewiany, a duch nasycony pięknymi widokami danymi od Stwórcy. Nieskazitelna biel, królewski błękit i mroźny wiatr, który wypędza z człowieka wszelkie choroby.
   Zahartowani ciałem, zrelaksowani umysłem, wszystko ma swoje plusy. A minusy? Już przestaję sobie zdawać z nich sprawę, jeśli jakieś są. Nie zimą. Dla mnie zimą nie ma kwestii ujemnych. Zdaję sobie sprawę z tego, że w tym tkwi moja siła – do nielicznych należą ci, których nie dotyczy zimowa depresja itp. Ale w tym moja słabość, że za kilka miesięcy będę marzyć o zapadnięciu w półroczny sen. Mam syberyjskie uwarunkowania, marsjańskie, gdzie wieczny mróz, stalowe, zimne... piękne.


Tylko biel i błękit, chociaż tyle jeszcze jest przecież pięknych kolorów... nie brakowało mi ich tego dnia. Przepastna tęcza uzupełniła cały ten album zdjęciowy. Podobają mi się zdjęcia w monochromie, szczególnie zimowe, ale zawsze szkoda mi jest tego błękitu.
   Pierzaste gałgany odeszły na drugi koniec planu. Nie był to żaden szczyt, ale znalazłam swój wierzchołek, który z przyjemnością zdobyłam, na tle ogromnej fali skłębionej i zbitej w biało-grafitową potęgę.



Gdyby ktoś pytał ile faktycznie było śniegu, myślę, że poniższa fotografia odpowiada na to pytanie najlepiej. Moc zimy jest bezkonkurencyjna. Ona nigdy nie ostrzega, po prostu leci na człowieka jak tsunami, zachłanna i jakby trochę obłąkana. Zima rozwinęła swój biały żagiel, wiatr dął w niego z całych sił. Ciepło, choć zimno.


Odpoczęliśmy schronieni od wiatru za drewnianą chatą będącą raczej stodółką. W czasie letnim biały landszaft zamienia się tutaj w zielone pastwiska pełne krów z wielkimi dzwonami pod szyjami. Czy potraficie, patrząc na te zdjęcia, wyobrazić to sobie?
   Punkt orientacyjny: Laui, 1137 m n.p.m. Pora zjeść śniadanie. Czekało nas jeszcze drugie tyle do przejścia.



Powrót przysporzył nam sporo zabawy. Szkoda, że nie pomyślałam aby sfilmować jakie scenerie nam towarzyszyły. Musieliśmy uważać, bo ze zbocza prosto na nas, staczały się owale, trochę przypominające kluski śląskie. Nie były wielkie, do 30-40 cm średnicy, turlały się jakby ktoś je specjalnie wprawiał w ruch.
   Niektóre zamierały w bezruchu, stojąc sztywno na sztorc. To była niezwykle ciekawa obserwacja.

Z pozdrowieniami dla "oka", który lubi wątek samotnego drzewa.
Ja również, więc tym samym oboje możemy nacieszyć swoje oczy.
Już w samej dolinie wstąpiliśmy na fragment szlaku "Wasserweg", którym szliśmy parę lat temu. Wyjątkowy, pełen kolorów mimo zimowej pory, przeplatał się z jesienią, a przede wszystkim blask rzek i wodospadów dodawał tej wędrówce niewiarygodnego uroku.
   Jeśli ktoś ma ochotę zobaczyć, zapraszam serdecznie, a także zachęcam by przejść się nim w ramach zwiedzania Szwajcarii, gdyby akurat ktoś był. Prosty, naprawdę łatwy szlak turystyczny, który częściowo łączy się ze szlakiem dla wózków inwalidzkich, co już chyba samo świadczy o sobie.
   Kapliczka na wyspie jest także jedną z atrakcji Wasserweg. Oglądaliśmy ją właśnie wtedy.

Pokrewne:
Część pierwsza wędrówki – szmaragdowa rzeka i liczne wodospady.
Część druga wędrówki – galeria wodna.


Czas wracać do naszej Doliny Renu. Na tym odcinku droga nigdy się nie dłuży i zawsze przecinam ją z aparatem w rękach. Mam nieukrywaną słabość do tej dróżki. Ale żeby w kółko nie pokazywać tego samego, tylko dwa zdjęcia już po stronie Doliny Renu:



Szlak zajął nam ok. 3-4 godziny.

32 komentarze:

  1. a kiedy zobaczyłem to drzewo, to powiedziałem: och! - zanim przeczytałem dedykację pod spodem. ale podobały mi się również te karły pod śniegiem, które stoją szeregiem i czekają na sygnał do ataku.

    OdpowiedzUsuń
  2. Wyraźnie dwie pory roku ścierają się ze sobą, dziś mentalnie bliżej mi już do wiosny, ale opisujesz tak malowniczo, że i o zimie czytam z radością.
    Zdjęcia tęczy napawają mnie nadzieją na rychłą wiosnę i tego się trzymam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moje ostatnie zimowe chwile. Później będę uciekać w coraz wyższe góry, im bliżej lata, tym wyżej. Taka już jestem.
      Cieszę się, że mimo surowego klimatu, odczułaś coś pozytywnego.

      Usuń
  3. Kiedy patrzę na tęczę - zawsze w mojej głowie pojawiają się słowa z Księgi Mojżeszowej.
    Myślę, że rzeczywiście jesteś outsiderką, ale w jak najbardziej pozytywnym znaczeniu:):)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miałam przez krótki czas słowo "outsider" na FB zamiast nazwiska. Niestety było problematyczne, bo żadnej sprawy z żadnym poważnym człowiekiem nie mogłam załatwić tą drogą. :P Ja widzę w tym słowie same pozytywy.

      Usuń
  4. Chciałabym przytulić się do konia, tak jak to opisałaś, no marzenie. :)

    Człowiekiem współczesnym mało się czuję, już mi bliżej do Indian, a nawet ufa. haha ;D Powiem Ci, że mnie coraz bardziej ciągnie tam, gdzie mniej ludzi, a więcej natury. Zawsze tak było, ale teraz jakoś się tak to nasila.

    Pięknie piszesz, a ta tęcza mnie zachwyca. Ja też jak wiesz, należę do tych kochających zimę, mnie wcale nie tęskno do lata, nic a nic. Kocham chodzić po śniegu, już prawie stopniał u mnie, normalnie tęsknię za nim. hehe Wiem, że wyprawa górska [i nie tylko] z Tobą byłaby ciekawa, zabawna i niezapomniana. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jest dostępne w całej Polsce za darmo. :P Przypuszczam, że do każdej stajni Cię wpuszczą, jak powiesz, że chcesz się tylko przytulić do konia. :D

      Ja mam dwa fronty w głowie, które ciągle się ścierają. Czasami mam ochotę być pomiędzy ludzi i po prostu słuchać, robić coś, reagować na jakieś potrzeby. A czasami załącza mi się tryb awaryjny UFO i mam ochotę zamieszkać na Marsie. Zbudować chatkę, wykopać fosę i wpuścić tam piranie, na wypadek gości.

      Ja muszę w końcu polskie góry zacząć zwiedzać. Zapuszczam się coraz bliżej, ostatnio Kraków, kto wie gdzie trafię potem. ;)

      Usuń
  5. Cóż za zdjęcia <3 Patrzę i mam wrażenie, że przenoszę się w inny, baśniowy świat :)

    OdpowiedzUsuń
  6. No ale cytowanie akurat Cejrowskiego moglas sobie darowac, przeciez to psychopata.
    Kapliczka na wyspie prawdziwie mnie oczarowala.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wyluzuj, cytuje przecież także Stary Testament, tam mamy boga-psychopatę i bohaterów-psychopatów, Cejrowski na razie tylu ludzi i zwierząt nie wytłukł.

      Usuń
    2. Gdy kogoś cytuję, nie zważam na charakter autora słów. Chodzi o samą wypowiedź. Inaczej cytując kogokolwiek – w obawie przed złymi reakcjami na nazwisko – musiałabym najpierw szybko przeczytać biografię. Gorzej jeżeli takowej nie napisał. Może wywiad środowiskowy?
      Psychopata czy nie, podoba mi się jak opowiada o swoich dawnym podróżach. Przeczytałam tą książkę skąd wzięłam cytat. I nie zamierzam się wypowiadać o Cejrowskim, bo nie znam.

      Usuń
  7. Zima jest piękna i ten wspaniały, dziewiczy śnieg też. Nie ma chyba bardziej fotogenicznej pory roku. W każdym razie na mnie dobrze działa ta kolorystyka. Biel i błękit.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Te barwy są kwintesencją spokoju. Chwilowa stagnacja przyrody ma ogromny wpływ na człowieka obcującego z takim krajobrazem. To jakby zakuć w lód samego siebie i trwać – mimo wszystko. Za tą wyjątkowość zimy, mogłabym wędrować bezdrożami aż do wiosny.

      Usuń
    2. Żeby tylko chciała być taka piękna wszędzie, nie w wybranych miejscach...

      Usuń
    3. Jest taka tylko tam, gdzie mało kto dociera.

      Usuń
    4. Nieprawda, w Polsce też taka bywała, dopóki nie spieprzył się klimat.

      Usuń
  8. Pozostaw w sobie te czucia indiańskie - to zdecydowanie bliższe czucie człowiekowi niż cywilizacja.
    Te garby śnieżne są fascynujące - co też pod sobą skrywają... a gdybym zobaczyła tęczę tak położoną chyba nie umiałabym się powstrzymać przed spacerem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wolałam nie sprawdzać czym są te garby. Pierwszym skojarzeniem było potomstwo Buki. Drugim, zamrożeni najeźdźcy z kosmosu.

      Usuń
  9. Witaj Aniu.
    Jestem pod wrażeniem, aczkolwiek poczułem chłód zimy.
    Takie rajzy, to już nie na moje zdrowie, ale ta kapliczka robi wrażenie.
    Za Cejrowskim nie przepadam, ale puścił bym go na bosaka tą zimową trasą.
    Pozdrawiam serdecznie.
    Michał

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do kapliczki, jak pamiętam, wejść nie było można, ale za to zajrzałam do środka. Tym razem nawet nie wchodziłam na wysepkę. Prowadzi na nią stary, drewniany i zadaszony most. Wyjątkowe miejsce przeznaczone też do odpoczynku. Jest na wyspie nawet placyk na ognisko.
      Nie znam Cejrowskiego, więc się o nim nie wypowiadam. Ale przeczytałam jedną jego książkę, z której zresztą tu dziś cytowałam. Podobała mi się ta opowieść z jego podróży.

      Usuń
  10. Dziś miałem rano zaskoczenie niemałe, bo zaczął padać śnieg. Szybko jednak przestał i się roztopił. Dawno nie widziałem już takich ilości śniegu. :) Super zdjęcia moim zdaniem. A konie to już w ogóle wymiatają.

    Dlatego nie ma się co dziwić, że firmy farmaceutyczne dodają ekstrakt z czosnku do swoich wyrobów na odporność. Jednak to już nie do końca to samo co ząbek czosnku.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakiś tydzień temu spadł śnieg. Tak wielkie i gęste płaty, że aż błogo mi się zrobiło. Niestety dolatywały na ziemię i tam się roztapiały od razu. Aktualnie mamy błoto i około 10 stp. na plusie.

      Tak samo jak (wydaje mi się) przyprawa czosnkowa w granulkach. To tylko smak.

      Pozdrawiam ciepło!

      Usuń
  11. Przepiękna zima! Taka mi się marzy... Śnieżna, z mrozem do zniesienia i blaskiem słońca odbilalącym się od bieli śniegu. Nie tracę nadziei, że obecna pokaże jeszcze pazurki i pozytywnie mnie zaskoczy:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ma być: odbijającym się:-D

      Usuń
    2. A propos mrozu do zniesienia, rok temu wędrowałam w mrozie na granicy zniesienia i powiem Ci, że nigdy nie widziałam tak zjawiskowej przyrody zimą. Wyobraź sobie, że wszystko to, co widzisz, jest kryształowe, a wszystkie potoki uwydatnione są w rozmaitych lustrzanych formach. Brakuje mi czegoś takiego w tym roku i... moje nadzieje na zimowy szał, odebrały mi bociany, które mąż kilka dni temu widział.

      Usuń
  12. O jak pięknie tu u Ciebie Aniu, jak zwykle :) Chociaż zdecydowanie wolę lato, to uważam, że każda pora roku ma w sobie coś wyjątkowego i ciekawego do zaoferowania. Nasz Stwórca jest doskonały i perfekcyjny w tym co zrobił stwarzając takie piękne cuda natury. U nas w Krakowie taka zima nie występuje, ale byliśmy w Nowym Targu i Białce Tatrzańskiej kilka dni, tam można było poczuć ten bajkowy klimat z Królowej Śniegu :) To jest takie niesamowite, że wystarczy czasem pojechać gdzieś godzinę dalej i już klimat mamy zupełnie inny.

    To drzewo przypomniało mi taki film z mojego dzieciństwa "Domek na Prerii" nie wiem, czy go kojarzysz, tam czasem pokazywali takie rosnące pojedynczo okazałe drzewo. Zawsze robiły one na mnie takie niesamowite wrażenie, taki dreszczyk emocji.

    Konie też piękne, uwielbiam te stworzenia, a zarazem się ich boję, bo przedstawiają sobą taką wolność i siłę, a ja słabiutka jestem, więc czuję ich wielką przewagę nad sobą.

    Kapliczka cudna, nie wiem dlaczego, ale mam jakiś taki sentyment do takich małych kościółków, czy kapliczek. Podobają mi się te w Grecji, takie zgrabne, małe w scenerii gór i morza, ach .....

    A wiesz Aniu, tak sobie pomyślałam jak czytam o tych Twoich górskich wyprawach, czy Ty się nie boisz zagrożenia lawinowego lub, że nagle skądś wyłoni się jakiś zwierz groźny? Nie wiem, np. wilk lub niedźwiedź?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak właśnie – godzinkę samochodem i już jesteś w innym świecie. W domu nie mam tak zjawiskowych widoków, dużo błota, zgnilizny i ogólnie tak jak wszędzie i podobnie jak w Polsce.

      Film mniej więcej kojarzę, bo moja mama go oglądała. Ale mnie stare rozłożyste drzewo kojarzy się zawsze z filmem "Jeździec bez głowy".

      Przede wszystkim umiejscowienie małych kapliczek zawsze jest ekscytujące. W Szwajcarii na ogół są trudno dostępne, gdzieś na wysokich płaskowyżach, ale są wyjątki.

      Chodząc po górach zimą, zawsze wybieramy szlak na wypłaszczeniu górskim, tj. żeby nie było nad nami górującej złowieszczo ściany pełnej ciężkiego śniegu. To ważne, by szlak był odsłonięty z każdej strony, wtedy nie ma się czego bać. W Szwajcarii szlaki zagrożone lawinami są zamykane dla bezpieczeństwa.
      Niedźwiedzie kiedyś tu były i ta kraina z nich słynęła. Niestety po ekspansji człowieka na dosłownie każdej wysokości, niedźwiedzie zaczęły masowo ginąć. Dziś można je spotkać jedynie w rezerwatach, ale i te z reguły są otoczone siatką i nie ma do nich wstępu.
      Wilków nie ma potrzeby się bać, nie stanowią dla człowieka zagrożenia.

      Usuń
  13. Aniu mamy podobnie. Też w sobie mam takie emocje, takie wrażenia że z jednej strony blisko i oczami nacieszyć się tymi cudnymi wynalazkami a z drugiej by odejść daleko na "pustynię" - osobistą pustynię.
    Uwielbiamy z mężem zimę. Zima to druga ulubiona nasza pora roku zaraz po dominującej kolorami jesieni.
    Urzekły mnie ujęcia tej tęczy. Jeszcze nie miałam okazji podziwiać zderzenia śniegu z tęczą. Cudny widok.

    Serdeczności.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mamy więc taki sam gust, u mnie w sercu królują jesień i zima. :) Dlatego w tych porach jest zawsze zatrzęsienie wędrówek. Latem znacznie ciężej mi się chodzi. Teraz mam swój sezon, chodzę z mężem, chodzę sama i oczy na przyrodzie wypatruję.

      Usuń