Na swoją odpowiedzialność – recenzja autorska, czyli moja twórczość pod lupą.

Książki pisze się dla przyjemności
i ku pokrzepieniu ludzkich serc.


Toporne debiuty mają podobno słabe szanse. Nie znam się na marketingu wydawniczym, dlatego idąc za dobrą radą bardziej doświadczonych, podzieliłam historię na pół. Istnieje więc jedna wielka całość, której tylko część obecnie poznała światło dzienne.
   Manewr nie był zaplanowany lecz czy może to spowodować zamieszanie? Przede wszystkim sama jako czytelnik, wiem, że części niektórych większych cykli można czytać jak osobną książkę. Są tak zamyślone, aby w każdym odrębnym tekście pojawiły się najistotniejsze informacje, potrzebne do połapania się w fabule, nawet jeśli ktoś nie czyta od początku. Nie jest to standard literackich tasiemców, jednak bywa, że może zaszkodzić autorowi.
   Rozwinę tę myśl w kilku akapitach:





Początek

Doszły mnie słuchy, iż dość słabo wyjaskrawiłam sytuację dwóch postaci, które poznajemy już w pierwszym rozdziale. Dziewczyna i dorosły mężczyzna spotykają się przypadkiem i szybko podejmują jednomyślną decyzję o wspólnej podróży. Brzmi naiwnie? Pomijając fakt, iż byłoby to zupełnie możliwe w naturze, (nie raz mi się to zdarzyło), warto wspomnieć o szczególnym i naturalnym uczuciu ojcowskim (hej! facet znalazł zagubioną dziewczynę!) Ale...

...ale w tym przypadku w grę wchodził nadnaturalny dar bohaterki, dzięki któremu nie miała powodów aby mu nie ufać.

Skupiając się jedynie na najważniejszym wątku fabuły, nie wzięłam pod uwagę, że czytelnik może tego nie zauważyć, a wiadomo mi, że młodziutkim recenzentkom to umknęło.
   Wszak drobnostki też są ważne.
– Odrobiłeś lekcje z lektury, synku?
– Tak, mamo. Przeczytałem streszczenie ze zrozumieniem.


Uniwersum

Ponieważ miejsca akcji będą ulegać zmianie – to wszystko wina głównej bohaterki i jej intrygujących umiejętności – nie pozwoliłam czytelnikowi przyzwyczaić się do całokształtu przedstawionego świata.
   Wielbiciele fantastyki są przyzwyczajeni (chyba w większości) do Sapkowskiego i Tolkiena, gdzie uniwersum samo w sobie gra olbrzymią rolę i... jest niezwykłe. Stąd wrażenie, że obyłam się z tym światem po macoszemu. Mea culpa – w istocie – mea culpa. Każdy skupia swą uwagę na tym, co uważa za najistotniejsze. Ziemiński skupił wyobraźnię na krągłościach Achai, a Żwikiewicz w swoim "Imago" na pięknu języka w genialnych opisach sytuacji, że wszystko jedno o czym by pisał, może być równie dobrze o stawonogach, a to będzie po prostu cudownie brzmiało. Ja skupiłam się na ludziach i relacjach.
   W życiu ważne są tylko chwile.
– Zadomowiłaś się już, kotku?
– A po co? Po stażu i tak stąd wyjeżdżamy.
Poczciwe życie studenckie.


Bohaterowie

Wszyscy są dla mnie ważni i każdemu nadałam z wielką przyjemnością odrębny i wyrazisty charakter. Nie ma dwóch takich samych osobowości, wszak to wokół nich krąży cała historia i przyznam, że oni żyją w mojej wyobraźni jak zrobieni z krwi i kości, jak przyjaciele z dzieciństwa, którym tylko musiałam jeszcze ponadawać odpowiednie dla ich przeszłości imiona i sekrety.
   A jednak świat – każdy świat – bywa brutalny i ciężko tu mówić o jakiejkolwiek sielance. Tworząc tę fabułę już od dawna ważyłam w wyobraźni piękne, baśniowe kreacje na jednej szali, i bliższe rzeczywistości trudy na drugiej. Jak się zapewne domyślacie, trudy i boleści dużo więcej ważą. Dlatego nie zawsze jest miło i romantycznie, jakby tego oczekiwały nastoletnie wielbicielki lekkiej literatury.
   Życie w bańce – to dopiero fikcja.
– Mamo, mamo, czy mogę iść popływać?
– Tak, kochanie, tylko się nie zamocz!
Bajki – te to dopiero były okrutne.


Wielowątkowość

To była świetna zabawa. Już tył okładki zdradza, że Strażnicy w tej przygodzie poszukują swojej przywódczyni, ale z przyczyny fatalnego starcia z wrogiem, akcja jest znacznie utrudniona.
   Bohaterka potrafi się zawzięcie bronić, jest skuteczna, a do tego jej gra nie koniecznie jest czysta. Panowie mają więc sporo trudności i właściwie ta kwestia do końca pierwszego tomu nie zostaje rozwikłana. Trudno więc oczekiwać większej jasności już teraz – kto jest zły, kto jest przyjacielem, kto zdradzi, a kto ukocha? W tym cała zabawa. Spróbujcie zagadnąć.
   Kreowanie ich nieudanych prób schwytania dzielnej bohaterki, zamieniło się w moją pasję. Można powiedzieć, że troszkę się nad nimi poznęcałam z szelmowskim uśmiechem na twarzy.
   Czar prysł – pozostały realia.
– Mamo! Kupiłem motocykl!
– Chodź, niech cię przytulę póki jesteś jeszcze ciepły!
Serdeczne rodzicielstwo.


Ślad przeszłości

Ta fabuła powstawała w wyobraźni przez lata, a pierwszy tom cyklu to zaledwie jej fragment, nikły zarys. Nie pamiętam kiedy powstał ostateczny obraz wszystkich postaci o jakże osobliwych, indywidualnych zdolnościach. To było jak sen, realizowanie całkiem zmyślnego filmu w głowie z wyimaginowanymi aktorami. Wiedziałam jacy mają być z charakteru, jakie mają mieć słabości, ogólne zachowania, nawet gusta. To wciąż ewoluowało.
   Długo zastanawiałam się nad publikacją. Myślałam sobie "co ja, na Boga, każę ludziom wyobrażać sobie podczas czytania?" Jednak wierna idei pierwotnego planu, spisałam wszystko tak jak miało być w każdym detalu każdej przygody. Ta historia po prostu nie mogła wyglądać inaczej. Jest przemoc, jest okrucieństwo, jest gwałt, wszystko opisane ze szczegółami. Czyli nic nowego – to istnieje we świecie.
   Każdy z was po przeczytaniu książki uzna, że teraz lekko przesadzam i że chyba nigdy w rękach nie miałam porządnego horroru. Być może dojrzałam do tego, by otaczać się tym, co dobre, dlatego w głębi duszy jakoś mi to przeszkadza... Ale nie znaczy to, że będę łagodzić teraz każdą następną część. To musi być dalej jedną spójną historią, adekwatną do tego, co teraz wydałam. Jest w tym ukryta pewna konkretna tajemnica i przyczyna powstającego zła – tak jak w życiu każdego z nas – nic nie dzieje się przez przypadek, wszystko ma swoje powody i konsekwencje.
   To tylko pierwsze ogniwo długiego łańcucha.
– Mamo, jak ty dzielisz w pamięci? Jak to robisz?
– Znam tabliczkę mnożenia na pamięć.
Cierpliwości. By znać, trzeba poznawać.


Zainteresowanych serdecznie zapraszam
do zagłębienia tematu osobiście
i organoleptycznie


Książka dostępna w zaczytani.pl
Nowości w empik.com
Nowości w Matrasie


____________________________
zdjęcia zostały spreparowane
dzięki stronie PhotoFunia.
Książka tak w środku nie wygląda,
ale pomysł na przyszłość dobry.
Książki nie ma też w galeriach
ani na ulicach. Ale ładnie to wygląda.

32 komentarze:

  1. Aniu, przede wszystkim cieszę się razem z Tobą, że nawet na liście empiku, to już coś, naprawdę. Fantastyka to nie moja bajka, ale polecę lub kupie synowi, może się wypowie.
    Recenzje tej samej książki bywają skrajnie różne, więc najlepiej zawsze samemu dokonać konfrontacji...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Liczę na recenzje osób, które przynajmniej liceum skończyły. Szczerze, na razie przeczytało moją książkę kilka nastolatek czytających głównie lekką literaturę młodzieżową i ewidentnie pogubiły się w mojej książce. Recenzentki-blogerki niestety czasami dostają do rozpracowania lektury z dziedzin, które ich nie interesują. Chciałabym żeby wypowiedział się o mojej powieści miłośnik fantastyki.
      Nie twierdzę, że ich opinie są mocno krzywdzące i złe, każdy ma swoje zdanie, akurat nie dopasowałyśmy się gustami, tylko tyle i aż tyle, bo w dzisiejszych czasach często takie blogi wiodą prym i są w pewnym stopniu autorytetem przy dokonywaniu naszych wyborów. Sugerujemy się tymi opiniami. Kiedy idziemy do księgarni, to na ogół mamy już kartkę ze spisanymi, poleconymi tytułami.
      Dziewczyny robią kawał dobrej roboty, bardzo dużo czytają, a jak wiemy dziś młodzież szalenie rzadko chwyta za książki dobrowolnie. Cieszę się ogromnie, że takie dziołchy istnieją i lubią recenzować, promować itd. Tylko moja wątpliwość leży niestety obok sprawiedliwości i dopasowania. Logiczne jest, że ja nie przyjmę romansu albo harlekina pod moją recenzję blogerską, bo mnie tego typu rzeczy nie interesują i nie mogłabym się o tym dobrze wypowiedzieć. Tak samo jest z każdą inną dziedziną, do których powinni być (moim zdaniem) przypisani konkretni recenzenci.

      Usuń
  2. Recenzje są tak różne. Nie czytam tych, gdzie ktoś z góry pisze, że nie przepada za na przykład fantastyką i recenzuje taką książkę. Mało w tym sensu. Ja zaproponuję Twoją książkę mojemu bratu, bo on kocha fantastykę i bardzo mnie ciekawi co powie, no i chcę, by przeczytał. hehe Zresztą on pomaga mi dojrzeć Twoją książkę w księgarniach. Bardzo się cieszę, że jest nawet w empiku. No kochana, dla mnie już osiągnęłaś sukces. Tyle osób pisze kawałek, niektórzy napiszą całość, ale odwagi brak, albo szczęścia. Ty pokazałaś, że jak się chce, to się da. Mnie tym bardzo inspirujesz. Kibicuję kuźwa jeszcze bardziej. :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki. :) Nigdy bym jej nie wydała, gdybym uparcie szła starym torem życia, gdzie nie było miejsca na napisanie tego, co siedziało w głowie już od dawna. Trzeba zawsze ufać opatrzności Bożej i pozwalać się porywać w zupełnie inne miejsca. Tak się spełnia marzenia. :)
      Pozdrawiam!

      Usuń
  3. Dariusz Walczak11 stycznia 2019 16:01

    Brzmi obiecująco, będę czytał :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że czas spędzony przy książce, okaże się zadowalający. Wprowadziłam tam też sporą dawkę humoru. :)

      Usuń
  4. Przyznaję,że trudno mi się czytało Twoją recenzję, a żarty nie wszystkie zrozumiałam. Wiesz, że fantastyka to nie moja bajka, ale spisałam sobie dane o autorce i książce, bo chcę ją kupić(może spróbuję przeczytać). Mój syn(1984,a więc starszy od Ciebie)nie czyta książek, ale gdyby miał to robić, to byłaby to właśnie fantastyka. Z jednej strony Twoja książka na półce będzie pretekstem do pochwalenia się "znam autorkę z sieci. Zamieszcza komentarze na moim blogu", z drugiej podsunę ja moim młodym, a gdyby przeczytali, to o ich wrażeniach doniosę. Póki co trzymam kciuki za następne tomy, bo sympatię i podziw dla autorki mam ogromne. Buziaki w nowym roku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie lubię nikogo do niczego zmuszać, takie mam nastawienie do sprawy, ale jeżeli mając moją książkę, sprawi Ci to w jakimś stopniu przyjemność i może dzięki Tobie ktoś ją przeczyta, to będzie mi bardzo miło. Nie wiem dlaczego fantastyka kojarzy się z powieściami dla młodzieży, w recenzji głównie chodziło mi o zaznaczenie właśnie tego punktu spornego, że to zdecydowanie pozycja dla dorosłych – wg mnie. Albo nie zauważam jak młodzież szybko już dojrzewa. Książka nie jest napisana szczególnie wybitnie, bo Reymont był tylko jeden, ale mam przede wszystkim nadzieję, że każdemu, kto zdecyduje się na ten tytuł, przeczytanie sprawi choć trochę przyjemności i nie będzie miał poczucia straconego czasu. Dziękuję za każdy komentarz jaki u mnie zostawiasz i pozdrawiam cieplutko. :)

      Usuń
  5. z tej całej notki najbardziej podoba mi się jedna, nie wypowiedziana wprost myśl, że bez względu na skutki będzie ciąg dalszy, a raczej ciągi dalsze. czyli udało się ominąć zasieki wątpliwości. w siebie wierzyć trzeba. powodzenia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powiem tak: wszystko wyjdzie w praniu. Plan na następne części jest, tak samo jak plan na zupełnie inne książki również jest, a jedna nawet całkiem sprawnie już się pisze. Także chęci i motywacje są obecne w moim życiu co dnia, ale mam w sercu bardzo dużo pokory. Nie uważam siebie za wyjątkowego autora w żadnym stopniu. Liczę, że książka będzie się dobrze czytać, a opisana przygoda sprawi, że będzie popyt na ciąg dalszy.

      Usuń
  6. Witaj Aniu.
    Początki zawsze są trudne, ale pierwsze koty za płoty.
    Trzymam oba kciuki za dobrą promocję.
    Sam też ci ją zapromuję na swoim blogu.
    Pozdrawiam serdecznie.
    Michał

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teraz dopiero rozpoczyna się prawdziwa "zabawa".
      Jak mówisz, pierwsze koty za płoty, czas pokaże co dalej, ale jestem dobrej myśli.
      Dzięki, to dla mnie będzie zaszczyt,
      serdecznie pozdrawiam!

      Usuń
    2. Aniu.
      Trochę Ci zazdroszczę tej zabawy.
      Pamiętam swoją pierwszą i te emocje.
      Kplejnym razem też było dobrze, ale to już rutyna.
      Pozdrawiam.
      Michał

      Usuń
  7. Trudno decydować o wartości książki, kiedy się jej nie czytało a polega jedynie na zdaniu innych. Wiem, że niektórzy tak robią - ja wolę własne zdanie. Podoba mi się ta notatka - lubię inteligencję słowną, której Ci nie brakuje.
    Nie ma się co martwić. Przygoda Twojej książki dopiero się zaczyna. Trzymam kciuki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To naprawdę bardzo pokrzepiające, co piszesz. Dziękuję i pozdrawiam ciepło!

      Usuń
  8. Tak bym chciała, by Ci się udało. Jesteś dowcipna, inteligentna i umiesz podpatrywać ciekawe sytuacje. Przede wszystkim jednak masz wspaniałą wyobraźnię, więc o sukces jestem spokojna.
    Serdecznie pozdrawiam i życzę pomyślności

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Eeeej, bo piórkami obrosnę. :P Wielkie dzięki, miło być tak odbieraną osobą poprzez swoją twórczość, czy to literacką, czy blogową. Staram się żyć kreatywnie i przekazywać każdy pomysł dalej, bo mam takie przeświadczenie, że gdy ktoś coś potrafi czy chociażby bardzo lubi, to powinien się tym dzielić z innymi.
      Piszę dla szerszego grona, od dawna blog, teraz książka. I niech się dobrze czyta. :)
      Pozdrawiam!

      Usuń
  9. Doczekałam się! Książka już w koszyku, jak przyjdzie premia po weekendzie, natychmiast zamawiam.
    Jako fanka fantastyki, chętnie ją przytulę i przeczytam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. WOW! Super! :D Mam nadzieję, że sprawi Ci ona dużo frajdy. :)

      Usuń
    2. Z pewnością dam znać jak tylko przeczytam :)

      Usuń
  10. Gratuluję jeszcze raz :D!!! Czekałam a ten moment z niecierpliwością. Jak tylko ,,uporam się" z wyporzyczonymi z biblioteki tomiszczami zabieram się za lekturę Twojej powieści :)!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem ciekawa Twojego wrażenia po przeczytaniu. ;)

      Usuń
  11. Recenzje czasem są tak zgodne z prawdą, że szkoda słów. Nawet teraz czytam książkę, która w Sieci dostała mieszane oceny, a mi się podoba. Nie zauważam jakichś wielkich minusów, które w tych recenzjach były wyraźne.

    Niby coś niecoś piszę od czasu do czasu w większej formie, jednak na książkę raczej nie porwę się w najbliższym czasie. Dlatego podziwiam Cię za chęci do opowiedzenia historii i za doprowadzenie całości do końca (ja bym pewnie dał sobie spokój na jakimś etapie pisania już).

    Tak się przyjemnie dla mnie złożyło z tymi wizytami. Nie mogę zaprzeczyć. :)

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo często zdarza mi się odwrotna sytuacja. Książka zachwalana we wszystkich recenzjach, dla mnie po prostu nie nadaje się do czytania i męczę ją do samiutkiego końca.

      Mi jest najtrudniej zacząć, dlatego zauważam, że zawsze przy swoich powieściach mam kiepski wstęp. Muszę nad tym poważnie popracować. Po prostu znając fajny ciąg dalszy, chcę jak najszybciej do niego dotrzeć i wreszcie z przyjemnością zająć się jego opisem.
      W książkach zawsze stawiałam na akcję, nie lubię gdy wstęp bardzo długo się ciągnie i gdy jest ogromnie wiele opis rzeczy, które są niepotrzebne w fabule. Mam konkretny plan i tego się trzymam bez rozwlekania. Myślę sobie czasem, że tego typu tekst nadałby się na scenariusz filmowy. Wszak gdy piszę, to najpierw to widzę jak film idący z projektora prosto do mojej czaszki.

      Usuń
  12. Pięknie. Bez względu jakie będą recenzje jest to coś. Gratuluję i życzę wielu sukcesów.

    OdpowiedzUsuń
  13. Jeszcze raz serdecznie gratuluje i życzę, żeby miłośnikom fantastyki Twoja książka się spodobała :)
    Ja głównie czytam powieści obyczajowe, poradniki i dramaty, ale kto wie, moze kiedyś skuszę się na fantastykę i przeczytam Twoją książkę.
    Właśnie weszłam na lubimy czytać i po kliknięciu w Twoje imię wyskoczyło, że masz drugą książkę 'Moja irlandzka piosenka', którą napisałaś w 2018 roku. Zbieżność imion i nazwisk czy to również Twoja książka ?

    http://lubimyczytac.pl/autor/171884/anna-olszewska?porzadek=&akcja=&kolejnosc=rok-wydania

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za miłe słowa. :) Wiem o gustach. :P Dlatego mam zaczęte jeszcze inne, osobne powieści i jak Bóg da, one również zostaną dokończone i wydane, a są to z gatunków: Sci-Fi, obyczaj i dramat.

      To jest zbieżność imion i nazwisk tylko i wyłącznie. Ze względu na tamtą Anię, musiałam coś pozmieniać w swoim nazwisku ;P i od teraz na książkach będę występować jako Anna K. Olszewska. No i twarz na zdjęciu inna. ;P

      Usuń
  14. Wiem dobrze jak wielkim przezyciem jest napisanie i wydanie książki.
    Gratuluję Ci bardzo serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  15. Tak, jak nie oceniam książki po okładce tak nie kieruję się opiniami innych (nie tylko w przypadku książek). Zdarzyło się już nieraz, że pozycja, która miała entuzjastyczne recenzje porządnie mnie rozczarowała. I odwrotnie. O Twoim 'dziecku' pozwolę sobie wyrazić zdanie gdy je kupię i przeczytam- wcześniej na jego temat słowa nie powiem:-)
    Raz jeszcze serdecznie Ci gratuluję i cieszę się razem z Tobą:-)
    p.s. fajne zmiany na blogu:-) podobają mi się.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przyznaję – sugeruję się okładką. I tytułem. Ale nie jest to ostateczne wyrokowanie w sprawie moich zakupów w księgarni. Czytam notkę z tyłu okładki, czytam też losowy fragment ze środka książki. I wiem! Ja wiem, że to ta! Albo nie ta.
      Jak dotąd w taki sposób nie kupiłam jeszcze książki, która mogłaby mi się nie podobać. Ale korzystając z recenzji – a czasem czytam, by zobaczyć co nowego – nie raz się zawiodłam. A taka świetna miała być... Dlatego i złymi recenzjami się nie przejmuję. Niektóre źle recenzowane książki są naprawdę warte uwagi.
      Mam nadzieję, że powieść zrobi co ma zrobić, czyli również rozbawi, bo sporo i takich wątków tam schowałam. :)
      P.S. Śnieg i mroczna pogoda to moje ulubione połączenie w naturze. Podobnie sztorm i błyskawice. Majestat i siła. Przypomina człowiekowi gdzie jego miejsce. Krajom, w których panuje terror życzę takiej nawałnicy, żeby miast zajmować się katowaniem ludzi, zatroszczyli się wzajemnie o siebie i zrozumieli, że ludzie są jedno.

      Usuń