Wędrówki:

Zakładki dotyczące wędrówek, są rozszerzone i znajdują się po prawej stronie bloga.

"Odpowiadam za to co powiedziałam, nie za to co zrozumiałeś."

31 grudnia 2019

The Witcher – czy Amerykanom się udało?

"Gadacie tak mądrze, że aż łeb kręgiem wiruje – parsknęła Milva. – A przecie i tak wszystkie te mądrości koło tego się kręcą, co u baby pod kiecką. Filozofy zasrane."


– Milva


post przedpremierowy

grudzień, 2019 (Sylwester)
Post przedpremierowy cieszył się dużym zainteresowaniem, zostałam zapytana, czy mogłabym opublikować opinię po obejrzeniu pierwszego sezonu i ponieważ jest to jeden z moich ulubionych tematów, chętnie się za niego zabieram.
   Wiedźmińska saga czyli 7 książek (długo później wyszła ósma, zbiór opowiadań "po" wydarzeniach z sagi), autorstwa Andrzeja Sapkowskiego, jest chyba najczęściej czytaną przeze mnie historią gatunku fantasy. Moja fascynacja rozpoczęła się gdy miałam naście lat (dokładnie nie pamiętam ile) i rozwinęła się w szczególne zainteresowanie, które mimo biegu czasu nie wygasło.
   Mam ponownie okazję, by przepuścić "Witcher'a" przez praskę.

Poprzednim razem opowiedziałam Wam o tym czego się spodziewam oraz wytknęłam błędy przy doborze obsady aktorskiej. Jestem zdania, że przy adaptacjach nie powinno być mowy o czymś takim jak "poprawność polityczna", co dość mocno burzy cały obraz.
   Dziś skupię się głównie na odpowiedzi na pytanie: czy Amerykanie mnie rozczarowali, oraz czy udało się przedstawić tę historię zgodnie z jej źródłem. I jeszcze słówko o obsadzie, bo nie potrafię sobie tego darować.
   Wyciągamy więc nóżki i z tejże wygodnej pozycji, stuknąwszy się uprzednio kieliszkami z szampanem, zapraszam do wolnej dyskusji (jedna uwaga dla tych, którzy tematu nie znają, a zamierzają się zapoznać – ta treść zawiera spojlery).

Screen z gry "Wiedźmin 3". Regis i Detlaf.

29 grudnia 2019

Pora na kawę – makinetka.

„Gdyby słowa miały smak, jej smakowałyby gorzkimi migdałami i mieloną kawą. Czyta mi się tak gładko, że chwilami zapominam, kto jest autorem.”

– Jodi Picoult "To, co zostało"


Kawa towarzyszy mi przy najbardziej zadowalających rozmowach, a także przy książkach (czytaniu i pisaniu zarówno). Towarzyszy mi kiedy odwiedzam Wasze blogi (to prawie jak konwersacja. A może pisanie listów?) Kawa jest obecna również wtedy, kiedy piszę nowe teksty na swój blog. Stała się częścią myślenia twórczego i niewątpliwie to moja ulubiona pora dnia, z której nie lubię rezygnować.
   Dziś opowiem Wam o moich ulubionych smakach kawy oraz o tym jak ją zaparzam. Kiedyś byłam zwolenniczką kawy rozpuszczalnej. Jednak powiedzmy sobie szczerze, to nie jest tak do końca prawdziwa kawa...
   Nescafé powstała w XIX wieku jako pierwszy tego typu napitek. Rozpuszczalna to nic innego jak odwodniony ekstrakt z kawy. Ma mniejszą zawartość kofeiny i znacznie bardziej obniża przyswajalność żelaza dla organizmu. Wielu zadaje sobie pytanie: która kawa jest lepsza? Dla mnie wybór stał się oczywisty: świeżo mielona i parzona kawa dobrej jakości.
   W linkach pod zdjęciami podam kilka pomocnych stron internetowych, dlatego warto klikać w "źródła zdjęcia".


Tego używam do zaparzania

Makinetka, oryginalnie: macchinetta del caffè, często również kafeterka lub kawiarka. Jest to bardzo prosty w obsłudze (i myciu) ciśnieniowy czajniczek do zaparzania kawy, pochodzące z Włoch.
   Pomysł na kafeterkę powstał w XX wieku w głowie Luigiego De Ponti. Dziś kafeterki o różnych wielkościach i kolorach znajdziemy w niemal 90% włoskich domów.
   Nie warto kierować się zasadą, że im większa kafeterka, tym lepsza. Nie ma sensu parzenie małej ilości kawy w większej kafeterce, bo pogarsza to jej smak. Dlatego wolałam posiadać dwie małe (na wypadek gościa), niżeli jedną dużą, bo na co dzień w domu kawę pijam tylko ja.

/źródło zdjęcia

27 grudnia 2019

Polskie wspomnienia – Łęczyca i Uniejów.

"Zamczyste pieszczoty
Zapraszam pana. Będę sama
W ruinach zamku! – Biała Dama."


– Leszek Wierzchowski,
Manifest erotyczny.
Trzy stany.
Momenty! Fraszki


lato, 2012
Turystycznie Łódź jest średnio znana, a jej region chyba niemal wcale, a już o istnieniu zamków czy ruin... a może się mylę? Jestem miłośniczką średniowiecznych twierdz jak i wszystkiego, co z tą epoką związane, ekspansywnie w bardzo szerokim zakresie. Toteż z wielką przyjemnością wracam do wspomnień o pewnej podróży.
   Udało mi się zwiedzić już większość zamków i ruin z okolic Łodzi, dziś zaprezentuję Wam czynne i stojące w pełnej krasie dwie twierdze z województwa Łódzkiego – moje ulubione – gdzie czasami wracam.
   Inne zabytki w regionie:
➤ Inowłódz.


😈

Łęczyca

Już słyszę uszami wyobraźni jak wesoło rozbrzmiewa melodia fujarki, grana aby przepędzić nudę z miejskich uliczek. Zwykłość też ma swój czar i w spokoju upodobanie. Stateczność nie jest zła, póki nie nazwie się jej złem.
   W miastach tętniło życie – wiemy to nie od dziś – jarmarczny rejwach przenosiły do domu dzieci zaabsorbowane krzątaniną dorosłych. Pies ujadał, trzoda chlewna obecna, życie jak to życie, biegło naprzód.

Kartka, którą nabyłam w Łęczycy.

25 grudnia 2019

Pisanie na kolanie – od fanów dla fanów.

Jeden epizod, krótka historia. Zainspirowane powieścią "Strażnicy" oraz sagą o wiedźminie. Napisane z przyjemnością i dla przyjemności Waszej, aby na chwilę dać się porwać od powszedniej zwyczajności, prosto w świat niezwykłości.
   Od fanów dla fanów, czyli co by było gdyby bohaterowie z tych dwóch światów spotkali się ze sobą. Miłej zabawy!

22 grudnia 2019

Zapomniane słowa.

"Szczęściem się jest."


– Edward Stachura


"Cisza jest głosów zbieraniem."


– Cyprian Kamil Norwid,
Laur dojrzały; Vade-mecum


Czas się nie zmienia, jest rzeczą stałą. Człowiek nadał mu pewne nazwy dzieląc na okoliczności. Każdy ma jakieś zadanie do wykonania i swój czas na to przeznacza. Niestety chyba nadszedł taki, w którym próżno szukać odbiorcy. Czas zamknął dziś większość ludzi w butelkę.
   Mnie nie zamknął. Nie wykupiłam całego sklepu, bo nie słyszałam by stan wojenny się zbliżał. W nocy śpię, nie szykuję potraw po to, by starczyło wszystkim do objedzenia się. Tak, wiem, "po trochu", tak się mówi. Rzeczywistość jednak pokazuje co innego. Ignoruję promocje, nie wypatruję okazji. Nie wpadam w szał sprzątania, ponieważ u mnie jest zawsze czysto. U Was nie jest? Nie stresuję się, wypoczywam, mąż ma wolne w pracy, staramy się więc razem, by umilić sobie ten czas i robić piękne rzeczy.
   Sama nie tak dawno zamknęłam kilka słów w butelkę. Celowo. One były tutaj i są już zapomniane. Pieczęć z butelki zerwano i ulotniły się sny. Jak żywe i takie ciepłe, otulone słowami, które uwięzły w milczącym oddechu. Słowa, o których już się nie pamięta. Najlepiej milczeć, nie mówić wcale, bo to przecież niebezpieczne. I nie przyznawać się tylko z obawy, że ktoś pomyśli o nas źle.
   Patrzę na ten karnawał z daleka i dziękuję Bogu, że nie muszę brać w nim udziału. Że osobiście przyszedł do mnie i uświadomił mi, że nie ma Go pomiędzy błyskotkami, bombkami i prezentami. W takim razie gdzie jest Bóg?
   W sercu człowieka być powinien. A czy jest?

20 grudnia 2019

Drań z Werdenbergu (4)

↻ część 1
↻ część 2
↻ część 3


pierwszy wpis do nowego dziennika
Pamiętam dobrze jego pozbawione rozumu oczy, które dotąd wydawały mi się mądre. Widziałam jego zimną twarz, którą dotąd zdobił zawsze ciepły uśmiech. Widziałam zmarszczki na czole i między brwiami, które dotąd pojawiały się tylko, kiedy nad czymś myślał. Z ust kapała mu ślina.
   Kiedy dzisiaj o tym myślę, wszystko jawi się jak kawałek potwornego kryminału albo kadr z taniego horroru o gwałcicielu. Brakowało tylko odpowiedniej scenerii, a tymczasem wszystko zdarzyło się w naszym mieszkaniu. Miał urocze, wesołe oczy. Miał dołeczki w policzkach kiedy się uśmiechał. Miał sympatyczny głos. Miał, miał, miał... bo zaraz zostanę kotem. Dziś gdy o nim myślę, wizualizuje się w mojej głowie tylko świnia, tak samo śliniąca się kiedy rżnie swoją maciorę.
   Większość ludzi nie uwierzyło mi w tę historię. Według nich, to się w związkach nie zdarza. Mężczyźni nie gwałcą swoich kobiet. Gwałt jest słowem zarezerwowanym dla zwyrodnialców czających się w ciemnych uliczkach na swoje ofiary. Owszem, zdarza się przemoc w rodzinie, ale on mnie przecież nigdy nie uderzył. Zawsze był miły i uczynny. Był wyrozumiały. Był cierpliwy. Był dowcipny. Był, był, był... odrażającym sukinkotem. Teraz to już zamknięty rozdział.
   To właśnie wtedy desperacko uciekłam z domu. Właście wtedy desperacko potrzebowałam kogoś... potrzebowałam się schować, wyciszyć, uspokoić. Azyl, mamo, miałaś rację. U niego znalazłam azyl w stanie absolutnej desperacji wreszcie to zrozumiałam. Zrozumiałam, że zaczęłam uciekać.

18 grudnia 2019

Polskie wspomnienia – zieleń miejska i inne uroczyska w mojej rodzinnej Łodzi.

"O zieleni można nieskończenie."


– Julian Tuwim "Treść gorejąca"


lato i jesień, 2012
Wiecie doskonale, że jestem zakochana w przyrodzie, że żyje we mnie stara wilczyca, ale jednocześnie jestem zdeklarowanym mieszczuchem. Te sprzeczności są we mnie stale aktywne. Jak więc godziłam ze sobą te kontrasty serca, żyjąc na 9 piętrze wieżowca w Łodzi? Jako mieszczuch – byłam prze-szczęśliwa, mając w zasięgu ręki te swoje industrialne bądź secesyjne zabudowania, do wyboru, do koloru. Jednak wilczyca domagała się regularnych spacerów w dziczy.
   Odnajdywałam ją na różne sposoby, czasem była to istotnie dzika i bezludna okolica miasta, a czasem wilczyca zadowalała się jakimś schludnym, eleganckim parkiem. I tak (6 może 7 lat temu) narodził się pewien reporterski pomysł aby zebrać zdjęcia z konkretnych parków, ze wszystkich pór roku. Udało się tylko z latem i jesienią, potem zawładnęły mną inne zajęcia.
   Parki w Łodzi są wielkie i piękne, zwłaszcza te najstarsze, gdzie żyją potężne drzewa objęte ochroną z uwagi na wiek. Niestety dysponuję tylko archiwalnymi zdjęciami, dlatego szerszy konspekt przyrodniczy (i historyczny) jest w tym momencie niemożliwy, ponieważ...
   ...był to czas, kiedy bardzo lubiłam pozować do zdjęć, które najczęściej robiła mi mama, czasem samowyzwalacz. Bliżej prawdy będzie więc napisać, że zbierałam sesje zdjęciowe z łódzkich parków. Intencje miałam dobre, ale motywy zbyt jeszcze próżne.
    Odkurzyłam dziś stary folder. Zapraszam więc do archiwalnego projektu wśród zieleni łódzkiej, który nie wyszedł tak jak powinien, ale zawsze miło jest powspominać.


Lato

Zacznijmy od lata płonącego zielenią, w którego dni co rano złowieszcze słońce rozpoczyna swą liturgię na błękitnym niebie. Każdego letniego dnia miliardy ludzi na całym świecie oddają cześć Solowi, a wiele kobiet nawet rozbiera się przed nim leżąc nieruchomo na piasku lub trawie.


Park Helenów

12-hektarowej powierzchni park powstał dzięki decyzji trzech synów, którzy po śmierci ich ojca, Karola Anstadta (1874 r.), uzyskali pozwolenie władz na realizację takiego projektu.
   Koryto rzeki Łódki zostało wyregulowane i powstały dwa eleganckie stawy.


15 grudnia 2019

Czym jest Kościół chrześcijański, a raczej – czym powinien być?


Artykuł został napisany na prośbę członka Kościoła w Łodzi, ale uważam, że zasługuje on na znacznie szerszą publikę, zwłaszcza, że został napisany tak aby mógł rozumieć go nie tylko uczeń Chrystusa ale także ten kto jeszcze szuka swojej drogi.
   W dzisiejszych czasach słowo Kościół zostało mocno skrzywione. Na tyle mocno, by na dźwięk tego słowa skrzywić się z obrzydzeniem. Co dziś bowiem widzimy? Błyszczącą, złotą monetę, niedokończone sprawy u prokuratury, blichtr i zakłamanie. Dlatego nadmieniam, iż nie o tym Kościele dziś mowa, a takim, który funkcjonuje według Słowa Bożego. Dlatego w tytule dodałam "czym powinien być". Bo każdy, który powołuje się na Słowo Boże, powinien być z nim zgodny.
   Podaję w tekście krótkie cytaty biblijne, aby streścić się do najważniejszego minimum. Zachęcam serdecznie do samodzielnego ich przeanalizowania w szerszym kontekście.

13 grudnia 2019

Chli Aubrig (1642 m) – energetyczne kontrasty.

"Jesteśmy jak studium kontrastów: twardość i miękkość, blond i czerń,szaleństwo i spokój - a jednak tak dopasowani, że kiedy jednego zabraknie drugie nie będzie już do końca sobą."


– Jodi Picoult "Bez mojej zgody"


grudzień, 2019
Kocham święty spokój, muzykę, książki i kolory, a zwłaszcza kontrasty. Kiedy myślę o nadchodzącej zimie, pierwsze skojarzenie dotyczy właśnie jej kolorów. Znam i lubię różne kontrasty w przyrodzie. Podobają mi się zwierzęta o kontrastowym umaszczeniu, np. konie srokate i appalosa. Podobają mi się dwubarwne kwiaty np. surfinia "Night Sky". Lazur wody kontrastujący z szarością skał. Jeszcze jedną taką rzeczą w przyrodzie, która podoba mi się do nieskończoności jest niebo kontrastujące ze śniegiem.
   Kolory skomponowane ze sobą w kontrastowy sposób, wyglądają energetycznie. Ale kontrasty, które możemy zobaczyć, nie są jedynymi. Kontrasty można też usłyszeć, np. w delikatnej sonacie fortepianowej, do której śpiewa ktoś o potężnym, rock'owym głosie.
   Kontrastem można być samemu, np. w zestawieniu z dostojną, górą, która jest oznaką trwałości i stateczności. Wędrowiec, który jest energetyczny, przemieszcza się, wkracza na górski szlak, z którym kontrastuje jak lodowaty potok wytryskający z rozgrzanych słońcem skał.

11 grudnia 2019

Drań z Werdenbergu (3)

↻ część 1
↻ część 2


koniec października
zapiski na kolanie – autobus – gdzieś na autostradzie w Niemczech
Nad morze nie brałam dziennika. Postanowiłam odpocząć nie tylko od życia tu w Szwajcarii, ale i od codziennego analizowania wydarzeń, chociaż to lubię. Zaspokajają bowiem w pełni moją potrzebę rozmawiania o życiu z kimś, kogo mogłabym nazwać przyjacielem. To śmieszne, ale pod tym względem naprawdę lekka izolacja na obczyźnie nigdy nie stanowiła dla mnie problemu.

9 grudnia 2019

14. Pięcioksiąg na mapie – plagi egipskie, czyli 10 szans faraona na ocalenie kraju.

"Uczeni wyliczyli, że jest tylko jedna szansa na milion, by zaistniało coś tak całkowicie absurdalnego. Jednak magowie obliczyli, że szanse jedna na milion sprawdzają się w dziewięciu przypadkach na dziesięć."


– Terry Pratchett "Równoumagicznienie"

wprowadzenie do cyklu.
poprzednia część – Gdzie jest góra Synaj?


Wedle historii biblijnej, zanim faraon wypuścił Izraelitów, a miał tę możliwość dziesięciokrotnie, uparcie się stawiał. Dziesięć razy miał sposobność uchować swój lud przed kolejnymi  tragediami. Za każdym razem łamał swoje przyrzeczenie, choć ostrzegano go przed konsekwencjami.
   Dziś zajmiemy się ciekawym moim zdaniem tematem, mianowicie co stoi za plagami nękającymi Egipt.
   Wielu już próbowało wyjaśnić, że za tymi wydarzeniami stoją wyłącznie siły natury (oraz przypadek), jednak wnikliwe badania wskazywały, że nie mogło tak być.
   Cytując Pismo, korzystałam z Uwspółcześnionej Biblii Gdańskiej.

Zróbmy krótkie zestawienie.

6 grudnia 2019

Diety i dietetycy – czy faktycznie sprzedają nam prawdę?

"Każde zawody wydają się uczciwe, jeśli wszyscy zostali oszukani."


– Richard Bachman "Wielki Marsz"


2019
Dieta, zdrowie i odchudzanie od lat nie opuszczają gazet ani anten telewizyjnych czy radiowych. Te tematy są coraz popularniejsze w naszych rozmowach. Masowo powstają blogi wiodących ekspertów bądź domorosłych dietetyków, bijąc rekordy poczytności. Co chwila naukowcy zmieniają zdanie aby podać nam kolejną sensacyjną wiadomość i już na tabloidy wchodzi następna, "nowa dieta".
   Wczoraj najzdrowszy był olej kokosowy, dzisiaj powinno się go już wyrzucić. Wczoraj najzdrowszy był cukier brązowy, dzisiaj już wiemy, że nie różni się niczym od białego... i tak w kółko i znowu i znowu zmiana. Ale należy się dostosować, bo zdrowie mamy tylko jedno i trzeba żyć na błędach naukowców, motywowani pop-stylem życia... – czy rzeczywiście?

Dobrze, mamy wstęp – świat zwariował. A teraz tytułowy temat.

4 grudnia 2019

Na granicy szaleństwa – Gams-Wildhaus / jesień-zima.

"Lepiej jednak skończyć nawet w pięknym szaleństwie niż w szarej, nudnej banalności i marazmie."

– Stanisław Ignacy Witkiewicz


grudzień, 2019
Temperatury spadły, a ja razem z nimi. Rozbiłam się o szklany taras widokowy, a spadając, nawet nie krzyknęłam. Upadłam prosto w nieprzeniknioną czeluść, której bezdenna rzeczywistość obiecywała szczęśliwe zakończenie. Nie pomyliłam się. Było słodko jak w wacie cukrowej, chociaż nie mieniła się purpurą. Było pięknie do szaleństwa.
   Wybrałam się w solową podróż dnia wczorajszego gdy po raz pierwszy po długim czasie w dolinie pojawiło się słońce. Zobaczyłam wyraźnie, że jesień nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa. Lecz nogi powiodły mnie do sąsiedniej doliny, gdzie nader wyraźnie zarysowuje dzielący nas próg.
   Tęczą barw wymalowane góry kusiły do ucieczki z doliny, w której pola czarnej już ziemi, upstrzono nieładnie nawozami. Poza tym tliła się głęboko we mnie już od dawna chęć aby samotnie ruszyć przed siebie nie dbając o cel.


2 grudnia 2019

Gdzie jesteś?

Chrześcijaństwo, jak mydło, musi być stosowane osobiście, jeśli ma przynieść zmianę życiu.

– Billy Graham


Rozpoczął się grudzień, adwent. Miasta pięknie rozbłysły świątecznymi iluminacjami, rozstawiono stragany jarmarczne, zapachniało wypiekami i grzanym winem. Bardzo lubię wtedy wieczorem wychodzić na ulice, oglądać, wąchać, cieszyć się blaskiem światła.
   W internecie zaczęły pojawiać się tzw. blogmasy, czyli posty na blogach, poświęcone internetowej odmianie adwentu. Kolorowe, przesympatyczne o praktycznych tematach. Prawiące o tym jak ozdobić stół na święta, jaki wybrać prezent, jak fantazyjnie pakować upominki i jak się ubrać w wigilię. A gdzie w tym wszystkim jest Bóg?
   To pytanie przeczytałam też na blogu. ➤ walk with photography.

30 listopada 2019

Schnebelhorn (1202 m) – dla mnie niepogoda nie istnieje.

"Zima jest porą roku dla bogatych. Jeżeli jesteś bogaty, chłód dla ciebie to igraszka, kupujesz sobie futro, płacisz za ogrzewanie, jedziesz na narty. Ale jeżeli jesteś biedny, chłód staje się przekleństwem, a ty potrafisz wręcz znienawidzić ten biały krajobraz pod śniegiem."


– Oriana Fallaci


Listopad, 2019
Jesień tego dnia wyglądała jak żywy truizm, wydarta karta z tuzinkowej księgi o stereotypach, jak spowszedniały obraz, który idzie na spalenie, bo lepiej się nim ogrzewać, niż na niego patrzeć. Lecz czy jesień nawet w swoich bardziej sztampowych odsłonach można nazwać czarującą, skoro większość ludzi skłania się w takie szare dni do odwrócenia twarzy w stronę szklaneczki ze spirytualiami?
   Po spożyciu pysznej kawy mokka (bez prądu) rozpoczęłam krótkie przygotowania do wyjścia w plener. Pogoda, jak to się mówi, nie zachęca; jawiła się zaścielonym niebem, że i człowiekowi w myśl przychodzi jego własna pościel. Macie tak? Ja mam to do siebie, że jak już wstałam, to już wstałam i działam. Najwyższa pora aby wyjąć z szafy cieplejszą bluzę i ochotnie ruszyć na kolejny szlak. Tym razem na cel obraliśmy dolinę Toggenburg.


Libingen
(760 m)

Libingen to wieś w gminie Mosnang. Pierwsze co rzuciło mi się w oczy, to barokowy klasztor pochodzący z XVIII wieku. Ówcześnie mieszkały w nim zakonnice benedyktyńskie. Obecnie sióstr już tutaj nie ma, zostały przewiezione do Glattburga.
  Libingen ma własną parafię katolicką, szkołę podstawową i korporację wiejską zajmującą się zaopatrzeniem w wodę i telewizję kablową. Miejscowość stanowi punkt końcowy autobusu pocztowego z Bütschwil-Mosnang oraz punkt wyjścia do wędrówek w kierunku Chrüzegg, Schnebelhorn i Hulftegg. Obraliśmy jeden z tych celów.
   Oczywiście jak zawsze i wszędzie najpierw należy koniecznie przywitać się z miejscowym kotem.


27 listopada 2019

Polskie wspomnienia – Częstochowa spontanicznie.

"Długoletnia przyjaźń istnieje wtedy, gdy czworo uszu nie ma problemu ze słuchem."

– Kamila Kampa


czerwiec, 2012
Częstochowa leży pomiędzy moim domem, a domem mojej przyjaciółki – tak było te siedem lat temu, lecz przeglądając stare albumy, natknęłam się na nasze ostatnie spotkanie na ojcowiźnie.
   Nie spotykałyśmy się turystycznie, lecz po to aby porozmawiać twarzą w twarz. Odległość zamieniła nasze relacje w bardziej elektroniczne (i papierowe od czasu do czasu). Takie spotkania były na wagę złota w tej pięknie rozwijającej się przyjaźni. Wtedy dziwiłam się mojej przyjaciółce, że od Jasnej Góry trzymała się z daleka. Nasze spacery, ze względu na nią, omijały sanktuarium szerokim łukiem, a przecież podobnie jak ja, jest wierząca. Dziś rozumiem jej awersję, wystarczyło przeczytać Biblię, tam są wszystkie odpowiedzi.
   Bezpośredni pociąg z Łodzi do Częstochowy jechał dwie i pół godziny. Najpierw wspólna kawa, potem obiad, na koniec piwo. Pamiętam smak zielonego, lokal oferował rzekome irlandzkie, ale Dzień Św. Patryka w Irlandii świętuje się pijąc "Dzban św. Patryka", którym jest litr whiskey. Tak czy owak utarło się, że zielone jest irlandzkim tradycyjnym trunkiem. Niemniej – smacznym.
   Ale zacznijmy od początku. Częstochowa jest mi dobrze znanym miastem nie tylko z powodu przyjacielskich spotkań.

25 listopada 2019

13. Pięcioksiąg na mapie – Gdzie jest góra Synaj?

"Nie ma nic tak odległego, by było poza naszym zasięgiem,
ani nic tak ukrytego, by nie dało się odkryć."


– Kartezjusz

wprowadzenie do cyklu.
poprzednia część – Gdzie leży Midian?


Po zlokalizowaniu Midian i wstępnemu wskazaniu położenia góry Bożej, pora przyszła aby poświęcić trochę więcej uwagi dowodom na faktyczną lokalizację tejże właśnie góry.
   Synaj? A może Horeb? Góra Migdałowa o kilku imionach, widnieje dziś na współczesnej mapie. Czy można dowieść, że to właśnie ta, na której Mojżesz rozmawiał w obłoku z Panem?
   Cytując Pismo, korzystałam z Uwspółcześnionej Biblii Gdańskiej.

Góry nad Morzem Czerwonym
/źródło zdjęcia

23 listopada 2019

Ach te moje listopadowe mgły... – Regelstein (1310 m)

"Słońce, które tamtego ranka ukazało się jako chłodny krąg, kryjący się za szarą mazią zimowych chmur, było teraz całkowicie przesłonięte na ołowianym niebie. Niedające cienia światło miało w sobie groźbę – było jak twarz obojętnego wszechświata, zimne jak lód."


– John Verdon "Wyliczanka"


listopad, 2019
Znacie mnie już dosyć dobrze i wiecie, że nie zachwycę się byle czym. Że nawet góra górze nie równa, bo szukam wyjątkowości w rzeczach popularnie brzydkich, czyli aurze jaka powszechnie wprowadza w smutek. Wg mnie listopad, mgły, deszcze, ciemności nocne, kipią romantyzmem i aktualnie ciągle jestem w nastroju. Choć siedzę w ciemnej dziurze – naprawdę mi tam dobrze.
   A jednak zgodnie z przewidywaniami, ostatnie słowa kazały przypuszczać, że trafiła mnie chandra.
Lubię gdy jest ciemno. Lubię znikać we mgle. A jeśli temu towarzyszy krakanie kruków i tym podobne, to już mam (jak to kiedyś w liceum mawialiśmy) orgazm duszy. Choć barwna ze mnie postać, składam się głównie z mroku i horrorów, kiedyś byłam Gothem nawet. Zjawisko tym dziwniejsze, że żyję z uśmiechem, mam się dobrze i cieszę się tym życiem, pomimo, że za oknem już prawie tydzień jest... mniej więcej tak:

Pozdrawiają Was oczy we mgle.

20 listopada 2019

W nocnym przelocie...

"Chociaż było dopiero południe, gęstniejące chmury pochłaniały światło słońca i w dolinie panował nastrój zimowego półmroku."


– John Verdon "Wyliczanka"


Czasami budzi się we mnie przedziwna tęsknota, jakby za czymś, czego nigdy nie było. Smutek z pogranicza mroku, kiedy moja dusza zmierza tam, dokąd ćma w nocnym przelocie. Do źródła mistycznego ciepła.
   I nikt tęsknoty nie zagłuszy, bo żaden człowiek nie ma w sobie tej pierwotnej mocy.


17 listopada 2019

Bergün – Latsch – Cuolm da Latsch (2296 m) – Stugl.

"...miesiąc kurczącego się dnia, niknącego światła i niepewności, która jak sierota błąka się między jesienią a zimą."

– John Verdon, „Wyliczanka”


1 listopada, 2019
Moje rozkochanie w jesieni nie przemija. Jak poznać, że ta miłość jest prawdziwa? Obudzić się w deszczowy dzień, kiedy horyzontu nie widać. Schowaną za ołowianą barierą, dla oczu ludzkich nieprzeniknioną. Uśmiechnąć się wtedy, powiedzieć: już idę, kochana. Spacerować z nią pod ramię, wystawiać twarz do deszczu, oddychać powietrzem czystym jak najdelikatniejsza myśl. Rześkim i wilgotnym jak powiew znad oceanu.
   Ranek był jeszcze ciemny i bardzo zimny. Można już powiedzieć, że ciepło słońca puściło nas na dobre u schyłku października, a to listopadowe ciepło, było odległe jak echo słów. Wiatr zimny, owiewał aż czuło się dreszcze, zaś niebo... ono jest piękne o każdej porze roku.
   Zostały jeszcze kolory. Wszystkie odcienie jesieni nadal obecne, nadal dręczące podświadomość, że jeszcze trochę i wszystko to przeminie. Cykl się zamknie pod skutą lodem mierzeją uczuć. Na wąskim pasie granicznym, naniesiony niby piach przez fale morskie, odcinającym jesień od zimy.
   Zima kołacze kołatką.


14 listopada 2019

Słońcem podpisane.

"Przyrodę ogarnia jesień i jesiennie robi się we mnie i wokół mnie."

– Johann Wolfgang von Goethe, „Cierpienia młodego Wertera”


u schyłku października
Jesień jest porą bardzo zróżnicowaną. Kiedy szukamy jej w galerii Googl, znajdujemy przepięknej urody kasztanowo-żółte zdjęcia, niektóre aż nierealne, jakby podrasowane na komputerze i w niczym nieprzypominające tego, co widzimy za oknami.
   Pamiętam taki moment z mojego dawnego życia, kiedy podążałam szarą ulicą betonowego, wielkiego miasta i tuż przy skrzyżowaniu ujrzałam jedno drzewo, całe w jaskrawo-żółtych liściach. Uśmiechnęłam się na ten widok.
   Wpisałam właśnie w przeglądarkę hasło "jesień w mieście". Nie mieli mi zbyt wiele do zaoferowania. Czuję, że muszę poszperać w swoich starych albumach, bo nie zgadzam się tak do końca z tym faktem.
   A teraz padnie herezja – niestety nie mieszkam już w mieście – koniec herezji, ciąg dalszy wypowiedzi: więc nie mogę stworzyć nowego albumu. Ale mogę Wam za to pokazać jesień w górach. Pamiętacie relację z wioski Ardez?
To będzie ciąg dalszy tamtej wycieczki. Udaliśmy się na spacer wąską górską doliną, bez konkretnego celu, bez zdobywania szczytów oraz bez spektakularnych podejść. Ot miły spacer.
   Mąż się śmieje, że to była trasa do najdalszego znaku i z powrotem. Zapraszam więc na łatwą wędrówkę przez podpisane słońcem krajobrazy.

10 listopada 2019

Dzień jak co dzień + orędzie.

"Jeżeli nie masz czasu żeby to przeczytać, jak najbardziej szanuję to. Jednak nie zostawiaj słów nie na temat dla samego "zaznaczenia swojej obecności". Jeśli naprawdę interesuje Cię ta treść, to wróć gdy będziesz mieć czas i wtedy pisz na temat. Chętnie odpowiem. Rozmawiajmy, nie reklamujmy się"


– autor nieznany


listopad, 2019
Codzienność, jej szara odmiana, rutyna i podstawowe obowiązki – coś co wykonuje każdy bez względu na miejsce zamieszkania. I wtedy nie ma znaczenia czy z okna widzisz drugi blok czy Alpy.
   Wszyscy przerabiamy to samo... chyba że ktoś jest astronautą i codziennie zastanawia się czy tym razem uda się równie czysto przebyć wszystkie funkcje fizjologiczne, jak dnia poprzedniego. Ale dziś pomówimy o życiu, na które oddziałuje grawitacja.

7 listopada 2019

Ardez – tam gdzie czas nie płynie.

"Zimny front po kilku godzinach przestoju u podnóża gór ogarnął całą okolicę, niosąc ze sobą przenikliwe podmuchy wiatru i deszcz. Rano wszystko było pokryte liśćmi, w powietrzu czuło się intensywny zapach jesieni. Kropelki rosy na pastwisku rozszczepiały promienie słońca, połyskując jak karmazynowe iskierki."


– John Verdon "Wyliczanka"


u schyłku października, 2019
Powietrze ma teraz ten intensywniejszy, świeży zapach. Przyjemnie jest nim oddychać, przyjemnie czuć jak wnika w ciało ożywcze tchnienie. To jest atmosfera, która hartuje ciało ludzkie lepiej niż rutinoscorbin. Od kilku lat nie zażywam już żadnych suplementów. Wyszło mi na zdrowie. Hartuję się naturą.
   Złapaliśmy okno pogodowe w czasie długotrwałych opadów deszczu (i śniegu w górach, także tych niższych) i w trzyosobowej grupce ruszyliśmy w stronę mojego ulubionego kantonu Graubünden.
   Jakże lubię te jesienne poranki, kiedy półmrok zasnuwa ziemię pajęczyną senności. Kiedy noc wymieszana z nowym dniem przypomina rozmyte barwy na akwarelowym płótnie.


4 listopada 2019

"Powołani do zwycięstwa".

„Człowiek został stworzony do tego, by pokonywać przeciwności, by być głową, a nie ogonem.”

– "Powołani do zwycięstwa" Graham&Shirley Powell


Nie wiem czy się ze mną zgodzicie, niemniej, bardzo bym chciała aby to było powszechną prawdą. Człowiek ma niestety tendencje do szybkiego poddawania się, do czarno-przewidywania, najogólniej rzecz biorąc – pesymizmu.
   Cytatem ze wstępu pragnę rozpocząć opowieść o moich refleksjach po przeczytaniu książki „Powołani do zwycięstwa”, autorstwa Grahama i Shirley Powell'ów, oraz Richarda Sheridana, którego postanowiono nie pomijać z uwagi na jego wielki wkład w książkę.
   Opowiem Wam o tym co znalazłam w tej książce, co wydaje mi się inspirujące i na co warto zwrócić uwagę we własnym życiu. Pojawi się wiele cytatów, wszystkie pochodzą z omawianej książki (chyba, że podpiszę inaczej).


2 listopada 2019

Październikowa jesień i wyśnione wino.

Wczoraj rozszarpane złowieszczym wiatrem
dzisiaj ogrzane zbyt ciepłym słońcem
jutro być może w deszczu skąpane
jesienne kaprysy zawsze oczy cieszące.


schyłek października, 2019
Natura nigdy nie milczy. Woła, zawsze to słyszę. Kiedy wychodzę jej naprzeciw, przełajem szeleszczących, jesiennych polan, rozpoczyna się przygoda okolona ramami z gałęzi.
   Ptaki jeszcze nie skończyły swej wieczornej serenady, a słońce zwolna znikało już za górską granią. Cienie malowały na łąkach rozmaitości, a tam głęboko w lesie, senne bagnisko blado odbijało resztki dziennego światła. Chcę to oglądać zawsze, kucać blisko pachnącej wilgocią ziemi, pozwolić aby tajemnicza aura pogrążyła mnie i zamknęła w swym mateczniku. Najlepiej na zawsze.
   Pora już zejść z tej ścieżki, pora zanurzyć się w dzikości lasu. Trzeba to robić, aby nie oszaleć. W domu mieszka tylko obłęd, a splin zagląda nam przez okna. Trzeba się z tego otrząsnąć i trzeba to robić każdego dnia.
   Dzikość powinna być przepisywana na depresję.

30 października 2019

Ruiny zamku Wartau – pewnej wietrznej jesieni.

Dochodziłam do siebie nad kubkiem porannej kawy. Blada tarcza słońca wspinała się powoli nad zalesioną górską granią, oddaloną o jakieś 10 kilometrów. Nocą rozhulał się wiatr.


październik, 2019
Aura ustabilizowała się już na dobre, szalone temperatury nie groziły, można było schować letnie rzeczy do szafy i zejść już ze skalistych wierchów, by zanurzyć się w półmroku lasów. Za skaliskami będę tęsknić, przecież nie chodziłam tam za karę. Ich milczenie i bezludna sceneria rodem z filmów Sci-fi o obcych planetach, nigdy mi się nie znudzi.
   Kilka lat temu wybraliśmy się na spacer do zamku Wartau. Również była to jesień i tak wtedy opisałam tamtą przygodę: "Ta wędrówka była czymś niezwykłym, to brutal perversion dla zmysłów i z tego miejsca pragnę oświadczyć publicznie, że polubiłam góry (prawdopodobnie jest to aktualne tylko do wiosny). Jesień uczyniła z porośniętych lasami wzniesień, ogromne widowisko z pełną paletą barw."
   Jesienne lasy, zwariowane wietrzysko i trzynastowieczne stulecie to zlepek moich ulubionych elementów, składających się na naprawdę dobry dzień. Zaczął się czas kaprysów, natura nie chce współpracować z człowiekiem i wcale nie stara się nikomu zaimponować. Bo wszystkim nie da się dogodzić. Ale każdy potrafi dogodzić sobie. Np. założyć nieprzemakalne buty, nieprzewiewne futro i ruszyć na szlak ku pięknej przygodzie.
   ➤ Pierwsza wyprawa na zamek Wartau.

Zdjęcie archiwalne. Pochodzi z pierwszej wyprawy na ruiny zamku Wartau.

27 października 2019

Mamy w sercu ogień.

"Cicho po urwisku jałowcem schodziła
Czesząc grzywę jesień – rudawa kobyła."


– Siergiej Jesienin "Jesień"


październik, 2019
Czas melancholii, płaczu z deszczem, wyciszeniem. Czas hołdu dla wiatru co w polu hulając, sen z powiek zrywa. Z odrazą biały puch odnajdujemy w wyobraźni myśląc o niedalekiej przyszłości i gubiąc się we wspomnieniu o martwej naturze. Jedni pod tym hasłem widzą zdobne wazony, inni zimę w odsłonie ponurej.
   A jesień? Nie jest smutna. Jest prężna i zmienna. O kolorach w słońcu pisać nie trzeba, lecz co czujemy kiedy nadchodzi plucha? Lot liści figlarnie wzlatujących w powietrze jest chaotyczny i nie ma w nim zadumy. Jesień jest prędka, inna co dnia. Do patrzenia w błękitne niebo zachęcać nie trzeba, lecz co w sercu się rodzi gdy sklepienie świata szarym całunem się okrywa?
   Nadciągają chmury.


24 października 2019

Drań z Werdenbergu (2)

"Zazdrość to udręka dla kochającego, a obelga dla kochanej."


– Carlo Goldoni


↻ część 1


początek września
Czasami kiedy myślałam o tej całej sprawie związanej z moją nową znajomością, czułam się podle zatajając jej rozwijające się pięknie jestestwo, lecz zauważyłam, że Łukasz uspokoił się. I to znacznie. Ważne było żeby nie zachowywać się jak rasowa idiotka i nie wymykać się ukradkiem z domu. To by była lekka przesada. Widywałam się z panem biznesmenem wyłącznie przy dobrej okazji, mając wolny czas. Zdrowe podejście do sprawy, nieprawdaż? – pytam samą siebie, bo wciąż nie wierzę, że się do tego zniżam. Naprawdę. Wyszło na to, że nie wolno mi mieć kolegów.

22 października 2019

Samochodem przez Szwajcarię.

"Uważam, że samochód to zjawisko przejściowe. Wierzę w konia"


– Cesarz Wilhelm II - ostatni niemiecki cesarz.


Powiem wprost, jeżeli dobrzy z Was kierowcy i czerpiecie frajdę z pokonywania zakrętów, a góry i przepaści nie napawają Was lękiem, to przejazd przez Szwajcarię będzie kwintesencją przyjemnej jazdy w czystej postaci.
   Najpiękniejsze drogi znajdują się tam, gdzie mało kto decyduje się zajrzeć, lecz dziś postawiłam na rangę średnio zaawansowaną, czyli już nie autostrady i miasta, ale jeszcze nie dzicz i nie spektakularne przełęcze. Cywilizacja, proszę państwa, maleńkie miejscowości oraz drogi doskonałej jakości, to z pewnością najatrakcyjniejszy sposób na zwiedzanie Szwajcarii przez zmotoryzowanych, a także podróż możliwa do odbycia przez wszystkich.
   Wideo-relacja pochodzi z końca sierpnia, a więc sceneria jest typowo letnia. Niestety przez jakość filmu należałoby mnie pozwać do sądu za nieokazanie kultury należnej moim szanownym czytelnikom, ale mam nadzieję, że mi to wybaczycie. Jest to mój pierwszy taki materiał samochodowy. Sceneria czasami zanika w cieniu, film był nagrywany telefonem, który automatycznie ustalał jasność.
P.S. Następnym razem przed podróżą legnę na masce i wypucuję całą szybę.


20 października 2019

12. Pięcioksiąg na mapie – Gdzie leży Midian?

"Gdy faraon usłyszał o sprawie, usiłował zabić Mojżesza. Lecz Mojżesz uciekł przed faraonem i zamieszkał w ziemi Midian. I zatrzymał się tam przy pewnej studni."


– Księga Wyjścia 2:15

wprowadzenie do cyklu.
poprzednia część – Hatszepsut i Totmes II.


Zatrzymaliśmy się w momencie, który ostatnio dosyć długo przeciągam, a mianowicie nadal tkwimy tuż przed Exodusem. Nie wiem co powoduje to bardziej: moje zamiłowanie do starożytnego Egiptu, czy może sam fakt, iż twierdzę, że Midian jest kluczowy w tej historii.
   Zarówno Biblia jak i Józef Flawiusz opierają swą opowieść na tym, iż Mojżesz uciekł do kraju o nazwie Midian. Celem zlokalizowania go, musimy zajrzeć do komentarzy Flawiusza.
   Cytując Pismo, korzystałam z Uwspółcześnionej Biblii Gdańskiej.


18 października 2019

Neuenalpspitz (1816 m) – trzy cycki.

Lico jesieni złote w słonecznym lazurze!-
Patrząc na drzewa, rzekłem. – I wszedłem w kałużę...

– Leszek Wierzchowski


na początku października, 2019
Po srebrnej nocy nastał wilgotny poranek, który położył się na ziemi rzadką mgłą. Słońce było już dosyć wysoko kiedy wstępowaliśmy na szlak, przekonani zupełnie o banalności swego planu, że najbliższe godziny żyć będą pod znakiem lekkiego spaceru.
   Bez pośpiechu zatem i bez trwogi, jeszcze nie widząc swego celu, ruszyliśmy ku dróżce naszego przeznaczenia, aby stamtąd udać się na niewysoką górę stojącą w szczycie swego łańcucha. Ten fakt obiecywał nam niezłą panoramę.


15 października 2019

"Sarmaci, katolicy, zwycięzcy..." – 8 wybranych.

Dawno temu trafiła w moje ręce bardzo ciekawa książka, która dość długo leżała na półce zbierając kurz. Przywiozłam ją od przyjaciółki z Pragi, a że ja zawsze czekam aż książka mnie zawoła, nie sięgałam po nią aż do teraz.
   Jest to zbiór wnikliwych opracowań, pt. "Sarmaci, katolicy, zwycięzcy. Kłamstwa, przemilczenia i półprawdy w historii Polski". Jej autorem jest Andrzej Zieliński – dziennikarz i historyk, autor licznych książek poświęconych zagadkowym epizodom historii Polski.
   Można śmiało powiedzieć, że badaczom pism, niejedna żyłka w oku pękła od wysilania wzroku nad historycznymi dokumentami. Wiele z nich się pokrywa – co bierzemy za dowód zaistnienia danej sytuacji – lecz równie wiele przeczy sobie wzajem. Autor wymienia kilka z nich, okraszając odpowiednim komentarzem, po przytoczeniu całych zwałów kontr dowodów.
   Możemy myśleć o swoim narodzie cokolwiek chcemy, ale bajdurzono o nim równo. O polskości stworzono wiele chwalebnych mitów, zaś co dziś mówią nam ostatnie badania? Oto zagadnienia, które zaciekawiły mnie najbardziej, a jest to tylko część całej książki. Być może zachęci to Was do sięgnięcia po nią i własnego studium nad historią Ojczyzny. Niech zabrzmią dzwony!


13 października 2019

Jak cię widzą, tak cię piszą.

na początku października, 2019
Zdecydowałam się na napisanie tego artykułu po przeczytaniu pewnego wpisu Joanny Lampki, autorki bloga o życiu na emigracji w Szwajcarii, autorki książek o tymże kraju, zawodowej tłumaczki  angielskiego i nauczycielki polskiego dla obcokrajowców. Jednym zdaniem: kobieta sukcesu, niezależna o atrakcyjnej osobowości i fajnym poczuciu humoru.
   Przyznam szczerze, że odbierałam ją przez różowy pryzmat szczęściary i rzecz jasna, zawodu, na który wcześniej zapracowała sobie w Polsce, ucząc się języków. Czasami czytając jej artykuły, pojawiał się we mnie lekki cień zazdrości, który sprawiał, że musiałam na chwilę odejść od komputera i głęboko westchnąć. Gdy wydała drugą książkę, (co mnie może się nie udać), ta chwila nieco się wydłużyła, poczułam też cierniowe wkłucia na moim otwartym mózgu. Jeżeli mam się przyznać kto mi w blogosferze kiedykolwiek zrobił trepanację mózgu, to ona.
   Jezus mówił – nie porównuj się z nikim i nie zazdrość – a ja leżę i obdzieram się ze skóry właśnie z powodu zazdrości. Mózg na wierzchu to było za mało.
   Wspomniany wpis był jednak zupełnie inny. W nim autorka przyznała się, że zmaga się z depresją. SZOKER!! Ona???

10 października 2019

Margelchopf (2163 m) – trzecie podejście.



u schyłku września, 2019
Nie ma chyba lepszego sposobu na określenie warunków panujących w górach niż własne oczy. To nawet lepsze niż śledzenie prognoz. Przed zaplanowaniem wędrówki, kiedy wystarczy jedynie wyjść na balkon, można ze śmiałością powiedzieć, że taka wycieczka nie może się nie udać.
   Po raz pierwszy wybraliśmy się na ten masyw w roku 2015. Był to jeden z moich pierwszych szczytów, które bezskutecznie próbowałam zdobyć. Warunki jakie wtedy panowały, były tak powalające, że byłam coraz bliższa zaakceptowania faktu, iż zamieszkałam pośród znienawidzonych gór.
   Tym razem sprawa wyglądała nieco inaczej, zostaliśmy przewodnikami naszych znajomych, którzy zawsze dołączają do naszych wędrówek jesienią. Prawdę mówiąc myślałam o tym szczycie, by sprawdzić po latach jak wielki wpływ ma moje doświadczenie (i treningowe zaawansowanie, co nie jest bez znaczenia na szlaku) na określenie stopnia trudności danego podejścia.

Margelchopf to ten skalisty płaskowyż.
Zdjęcie wykonałam dzień przed wędrówką.

8 października 2019

Drań z Werdenbergu.

"Tacy ludzie bywają jak hermetycznie zamykane garnki. Zbiera się w nich para, zbiera, aż pewnego dnia następuje wybuch."


– Camilla Läckberg


1. kartka z nowego dziennika
(prolog nowego życia)

5 października 2019

Złota księżna dnia – srebrny książę nocy.

Szlakiem marzeń bezwiednych, tańczących iskier o zachodzie słońca, pod serenadą kończących swój dzień ptaków, przy mruczeniu łaszącego się kota, dobywam z zanadrza ostatnią kartę. A na niej bajkowy Włóczykij niosący na ramieniu swój tobołek.
   Dzień nie był ważny. Ta przygoda dopiero nocą się zacznie, kiedy w lesie obudzą się zwierzęta inicjujące swój niewidzialny taniec.

2 października 2019

Sulzfluh (2820 m) – droga radości.

“– Może jest tak jak mówiłeś, pójdziemy własnymi ścieżkami i będzie dobrze.
– A jeśli dobrze to za mało?”


– Hitch


u schyłku września, 2019
Nie ma nic bardziej kuszącego niż spędzenie całego dnia poza domem w dzikiej przyrodzie. Sama podróż jest opcją idealną na spędzanie czasu, jednak miejsce docelowe nie każdego zadowala. Gdybym ten dzień spędziła na plaży pod palmami, prawdopodobnie zalałabym Was setką zdjęć i ani jednym słowem.
   Jestem trochę jak koń, muszę być w ciągłym ruchu i na wolności – która – jest tym po co on żyje. Jestem trochę jak kot, który chodzi własnymi ścieżkami i nie musi się z tego tłumaczyć. Jestem trochę jak wilk, który odczuwa od czasu do czasu zew natury, mimo iż żyje w lesie i migruje aby zasiedlić nowe terytorium, ponieważ jego natura potrzebuje zmian. Jestem trochę jak nietoperz w nocnym przelocie, niemal niezauważalny w swej cichej podróży do zaspokojenia pragnienia.
   Pełnia radości dla mnie zaczyna się tam, gdzie odkrywam, że niebo nie stanowi dla nas limitu, a Ziemia jeszcze tu trochę potrwa – taki obłęd i spokój zarazem.
   Kolejne góry do zdobycia to nie jest cel sam w sobie. Szlak, którego częścią się staję, hartuje ciało, a serce śpiewa. Gdyby ktoś pytał – po to właśnie chodzę w góry – aby śpiewać pieśń bez słów.

Sulzfluh.

29 września 2019

11. Pięcioksiąg na mapie – Hatszepsut i Totmes II.

"Wtedy zeszła do rzeki córka faraona, aby się wykąpać, a jej służące przechadzały się po brzegu rzeki. Gdy zobaczyła koszyk w trzcinie, posłała swą służącą, aby go wzięła.
Kiedy go otworzyła, zobaczyła dziecko, a chłopiec płakał. Ulitowała się nad nim i powiedziała: To jedno z hebrajskich dzieci.
Wówczas jego siostra zapytała córkę faraona: Czy mam pójść i zawołać ci mamkę spośród hebrajskich kobiet, aby ci wykarmiła to dziecko?
Córka faraona odpowiedziała jej: Idź. Dziewczynka poszła więc i zawołała matkę tego dziecka."


– Księga Wyjścia 2:5-8

▷ wprowadzenie do cyklu.
▷ poprzednia część – czy Mojżesz był zapisany w historii Egiptu?


Podczas szukania śladów historycznych postaci Mojżesza, będziemy potrzebować rozróżnienia osób będących z nim w tym samym czasie. Zaczyna się zawsze od początku, a więc tym razem weźmy pod lupę córkę faraona, której Możesz zawdzięczał swe życie.
   Kim więc była ta kobieta i czy w dziejach Egiptu odnajdziemy historię o znalezionym dziecku, mającym później wpływy w królestwie faraona? Powstaje więc konkretne pytanie.

W świątyni Hatszepsut.
/źródło zdjęcia

25 września 2019

Piz Danis (2497 m) – dziennik pokładowy, czyli przygody samotnej kobiety na szlaku.

"Jeżeli jestem sam w lesie, nie może mnie spotkać żadna podłość, nie mogę usłyszeć kłamstwa ani świstu bata."


– Ryszard Kapuściński "Lapidaria"


wrzesień, 2019
Kiedy wstałam o piątej rano, nie z przymusu, ale dlatego, że chciałam; w pokoju, do którego weszłam zostawiając za drzwiami śpiącego jeszcze męża, ujrzałam dużo białego światła. Z początku myślałam, że już świta, albo sąsiad siedzi w samochodzie z włączonymi reflektorami, ale nic podobnego. Kucnęłam przed drzwiami balkonowymi, by zobaczyć to, co zasłania mi mocno wysunięte zadaszenie. Tam, na czarnym firmamencie widniała wielka, jaskrawa tarcza księżyca ze wszystkimi swoimi kraterami wyłożonymi jak na tacy, tak wyraźnymi jakbym ja patrzyła przez lunetę. I pomyślałam wtedy: "wow", a po chwili stało się coś jeszcze. Tuż obok srebrnego koła przeleciała całkiem sporych rozmiarów gwiazda. Tak się przecież potocznie mówi "spadająca gwiazda".
   Są to chwile, o których można pisać wiersze, albo opowiadać niby najcenniejszy sekret. Cisza ogarniająca naszą planetę w czarnym kokonie wyszytym srebrną nitką – tak sobie wyobrażałam naszą planetę, kiedy byłam mała. Dziś już wiem, że kiedy tu mamy noc, po drugiej stronie jest dzień, ale wizja czarnego aksamitu otulającego cały nasz dom, zawsze mi się podobała. W ten oto sposób rozpoczęłam swój wspaniały dzień.
   Tego dnia mieliśmy z mężem zupełnie inne plany. On jechał do kumpla żeby razem podłubać przy motorowerze. Mnie miał zostawić po drodze i odebrać dopiero pod wieczór, co zresztą sam mi zaproponował. Pogoda zapowiadała się idealna na wędrówkę po górach, dlaczego więc nie skorzystać? Nawet nie musiał mnie namawiać.

Pożegnaliśmy się na skraju zabudowań i od razu ruszyłam w las. Pierwszym co zobaczyłam idąc cienistą drogą, to mała polana obok, a na niej kwiaty. Stamtąd rozciągał się widok na dolinę Domleschg i jedna ze stojących tam ruin zamku. Ziemia na tych terenach poznała sowicie smak krwi, jeżeli macie ochotę poznać tę historię i zobaczyć kilka pięknych zabytków w okowie jesiennej, słonecznej atmosfery, zapraszam do opowieści:


22 września 2019

Ekstrakty kolorów i uśmiechy przesyłane pocztą.

„Każdy artysta zaczynał kiedyś jako amator”. 


– Ralph Waldo Emerson


2019
Roztwór, z którego czerpię natchnienie do mieszania ze sobą kolorów, niejedno ma imię. Zaczyna się na płótnie lub papierze. Maluję nie tylko słowami, ale też barwami, technikami wyuczonymi samodzielnie w domu. Podpatrzonymi u tych, którzy lubią się tym dzielić.
   Jest to bardzo zależne od emocji, od stanu ducha. Poszarpany duch, maluje krwawo. Pełen odwagi i uporu, maluje ogniście. Emocje są moimi esencjami, a jest ich wiele. Obrazy mówią, naśladują życie, łapią efemeryczne fragmenty zdarzeń.
   Smutek pisze nostalgiczne wiersze. Modlitwa sięga głębi człowieczeństwa. Każdy utwór jest na swój sposób pamiętnikiem. Staję się malarzem słów, które rozcieńczam z rzeczywistością.
   Zdarza się też, że to nie ja piszę, ale właśnie Duch i te wiersze wtedy wydają się jakby nie moje. Dawid chyba kiedyś czuł się podobnie.


18 września 2019

Włochy, Południowy Tyrol – Seekopf (2635 m).

↻ część poprzednia

31 sierpnia, 2019
Planowanie na kolanie rozpoczęło się nad jeziorem, z którego wystawała kościelna wieża, ściągająca turystów jak rój os do zepsutego owocu. Jest w tym jakaś alegoria, wszak wieża należy do zalanego miasta, co może być nawet metaforą przemijania połkniętych przez przyrodę cywilizacji.
   W dalszym planie był krótki spacer cichymi ulicami, aż do stacji kolejki linowej o niespecjalnie wygórowanej cenie. Pierwsze zdjęcie zostało zrobione przez szybkę wagonu, a przedstawia ono szkocką krowę, moją ulubioną rasę. Wysiedliśmy na stoku leciutko tylko owianym przyjemnie chłodnym powietrzem.
   Warunki były bardzo zmienne, od cienia po jaskrawe słońce. Będzie tym razem widać wielką różnicę w zdjęciach, które zostały zrobione aparatem, a które telefonem.

15 września 2019

Włochy, Południowy Tyrol – podła droga i Lago di Resia.

"Po prostu myślę, że z pogrzebami jest podobnie jak z samą śmiercią. Można mieć własne życzenia, własne plany, ale ostatecznie nie masz na nic wpływu."


– "Jeśli zostanę" Gayle Forman

W takim razie z planami jest tak samo jak z pogrzebami.


31 sierpnia, 2019
Ostatni dzień sierpnia zamknął pewien cykl w przyrodzie. Wtedy nie spodziewałam się, że już za kilka dni, biały puch ozdobi najwyższe wierchy, a ja zanurkuję w ciepłej bluzie.
   Przełęcze były dostępne krótko... za krótko. Nie zdążyłam się nimi nacieszyć. Ale lubię ten jesienny czas. Te przytulne chwile w ciepłym domu i ożywcze, poranne spacery, do których wreszcie wróciłam. I do biegania mogłam wrócić. Już nie muszę się bać, że ten sport skończy się udarem.
   Nastał piękny czas. Bociany ustawiają się na sejmiki.

Są to ostatnie wspomnienia tego lata. Oczywiście już nieaktualne, bo wstęp do opowieści pisałam tydzień temu, a w bieżącym tygodniu mamy 28 stopni w dzień. Wróciło lato, znów nie biegam i nie spaceruję. Czekam.

Flüelapass.

12 września 2019

10. Pięcioksiąg na mapie – czy Mojżesz był zapisany w historii Egiptu?

"Czasy zawsze są trudne – odparłem – Zmieniają się tylko przyczyny problemów."


– Jennifer A. Nielsen "Fałszywy książę"


wprowadzenie do cyklu.
poprzednia część – Mojżesz, przedstawienie historii.

Przypomniała mi się dawno zasłyszana plotka, która była popularna także u mnie w domu. Dotyczyła ona Izraelitów w Egipcie i pewnej teorii spiskowej, próbującej udowodnić to, iż Izraelici wcale nie cierpieli ucisku w tym ozłoconym kraju, że tylko dziś tak się mówi jak to rzekomo mieli źle. Przy okazji tytułowego tematu, sprawdzimy co mówi historia i czy Izraelici słusznie zrobili uciekając z domniemanego dobrobytu.
   Wg Józefa Flawiusza Mojżesz był zastępcą tronu i głównodowodzącym armii egipskiej. Taka osobistość nie mogła być niezauważona przez starożytnych kronikarzy, ale jak wiemy, wiele osobistości przepadło w dziejach. A jak jest z Mojżeszem?
   Na początku cofniemy się do Księgi Rodzaju. Wypisując fragmenty, korzystałam z przełożenia Uwspółcześnionej Biblii Gdańskiej.

Świątynia w Deir el-Bahari, zbudowana dla Hatszepsut.
źródło zdjęcia

9 września 2019

Säntis – z widokiem na 6 krajów.

↻ poprzednia opowieść – wejście na Säntis.


u schyłku sierpnia, 2019
Po wejściu nieprostym szlakiem na sam szczyt góry zła i nienawiści, dokładnie wtedy kiedy te emocje zostały przemienione w bezgraniczną miłość, przyszedł czas na zwiedzanie, a potem świętowanie. Z wielką przyjemnością oprowadzę Was po atrakcjach jednego z najpopularniejszych szczytów w Szwajcarii.
   Podzielę opowieść na kilka kategorii, aby łatwiej było znaleźć najciekawsze podług Was informacje.
   Zapraszam przy okazji na stronę internetową: saentisbahn.

/powiększ.

6 września 2019

Säntis (2502 m) – mój mały, życiowy Everest.

"Albo zwyciężyć, albo umrzeć."

– anonim


u schyłku sierpnia, 2019
Choć do Everestu brakuje mu aż 6346 metrów, Säntis stał się szczytem wskazującym moje zwycięstwo w podbojach Alp. Od lat patrzyłam na niego najchłodniejszym spojrzeniem, a kiedy o nim mówiłam, przez słowa przelewał się jad.
   Niewiele z Was wie, że kiedy przyjechałam do Szwajcarii, przez pierwszy rok (a może nawet dłużej...), objawiałam depresyjną nienawiść do tutejszej topo i geo - grafii. Dusiłam się tutaj, nie mogłam znieść psychicznie tego nacisku na mnie. Otaczały mnie przecież same dwutysięczniki, dolina nie jest może ciasna, ale mocno oddziaływała na moje ciało tak, że fizycznie czułam się przygnieciona i ograniczona. Od kiedy zaczęłam samodzielnie chodzić po niskich górach, nastąpił przełom. Ale nienawiść do najwyższego szczytu w okolicy, pozostała.
   Tę niedługą historię opowiem Wam w kilku akapitach, a tymczasem dynamicznie przejdę do początku naszej podróży. Na zdjęciu poniżej, senna Dolina Renu. Tej nocy śniłam snem złych, a rankiem obudziłam się z wielkim entuzjazmem. Za oknem było czarno jak w kryminale. Po porannej bulletproof coffee (bo jakżeby inaczej), ruszyliśmy ku przeznaczeniu.

St. Galler Rheintal.