Wędrówki:

Zakładki dotyczące wędrówek, są rozszerzone i znajdują się po prawej stronie bloga.

"Odpowiadam za to co powiedziałam, nie za to co zrozumiałeś."

4 grudnia 2018

Kraków, praca w locie i "Tajemny Plan".

"I abym na światło wywiódł tajemny plan,
ukryty od wieków w Bogu"


– Ef 3,9


Początek listopada, 2018
Korzystając z dni wolnych jakie zyskaliśmy za sprawą kalendarzowych Dziadów, najszybszym, możliwym w świecie sposobem, wybraliśmy się do Krakowa. Ostatnie wspomnienia z tego miasta dostarczyły nam mnóstwa wrażeń i kto wie, może przeżyliśmy tam najważniejszy dzień w życiu?
   Od tamtego momentu minęły ledwie cztery miesiące i sądzę, że jednak czeka mnie jeden jeszcze ważniejszy. Ale kiedy on się wydarzy, ten blog nie będzie już istniał.




Stary człowiek umarł, a czas popłynął dalej. Prawda spoczęła na moich barkach i jęła krakać mi prosto do ucha. Tak, wiem, że powinnam przekazywać ją dalej, ale większość boi się kraczących, czarnych ptaków. Prawda ma swoje konsekwencje. Przyjęcie jej, wiąże się z porzuceniem starych przyzwyczajeń i tradycyjnego myślenia.
   Doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że nie każdy potrafi dosłyszeć w kruczym skrzeku śpiew i dojrzeć jego prawdziwe barwy. Przed wieloma ludźmi te delikatne nuty zostały ukryte, tak jak ja dziś ukryłam właściwe znaczenie w tych pokrętnych metaforach.
   Czas nie zatrzymał się. Jak ten samolot – gna do przodu – z tą różnicą, że nie planuje na razie lądowania. Ale kiedyś stanie się tak, że świat i wszystko na nim, stanie w miejscu. Światła zgasną. I co Ty wtedy zrobisz?



Lubię latać, ale ma to swoje minusy. Start i turbulencje uważam za fantastyczne doznanie. Natomiast lot jest nudny. Chyba że siedzisz przy okienku i akurat za tą małą szybką dzieją się jakieś spektakularne rzeczy.
   Chmury są czymś, co lubię absorbować dosłownie wszystkimi zmysłami. Tę możliwość dają mi góry – nie dość, że również mogę oglądać świat z wysoka, co nawiasem mówiąc, kocham – mogę kroczyć w chmurach, napawać się ich delikatnością i rześkim zapachem. W samolocie jestem od nich odgrodzona. Trochę tak jakbym dała się zamknąć do akwarium i oglądała wolność przez szkło...


Możliwość oglądania świata, chodzenie po górach, obcowanie z przyrodą, zapodziewanie się w świecie fantazji – to wszystko nazywam moją wolnością. Ale jest coś jeszcze, coś co określam mianem moich skrzydeł.


Podczas lotu, kiedy nawet przestworza zaczęły już nużyć, zabrałam się do pracy. Została mi ostania, tym razem drobna korekta książki, którą wydawnictwo po raz pierwszy przysłało mi w druku. W wersji elektronicznej łatwiej wprowadza się ewentualne poprawki, ale preferuję papier. Wtedy nie stresuję się wyznaczonym terminem, bo wiem, że zdążę, bo mogę mieć tekst zawsze przy sobie.
   W powieści zawarłam dosyć sporo fragmentów humorystycznych i mimo iż znakomicie znam treść, nie umiałam się powstrzymać od głośnego śmiechu.
   Wyprzedzając pytania, uporałam się z korektą w tydzień.



Naszym celem było znaleźć się na konferencji, której głównym założeniem jest nauczanie zgodne z Pismem Świętym. Wykłady Fabiana często nawiązują do tego jak powinno wyglądać chrześcijańskie życie, powszechnie błędnie kojarzone z dogmatami i tradycjami, oraz swoistą dla danej denominacji religijnością. Nauczania są zawsze przystępne i zrozumiałe, bardzo fajnie prowadzone, a czas na słuchaniu, dosłownie zwija się jak dywan pod nogami strusia Pędziwiatra.
   To jest też dobre miejsce, by poznać nowych ludzi z całego kraju (i nie tylko, czego sami byliśmy przykładem). Poznaliśmy grupę Łodzian, z którą mamy zamiar spotkać się już wkrótce.
   Wykłady są zawsze otwarte dla wszystkich zainteresowanych, należy po prostu przyjść.


Każdy na sali miał swoją historię zwycięstwa. Każdy coś kiedyś stracił. Nie ma ludzi w czepku urodzonych, nie oczekujcie tego w historiach i świadectwach. Zawsze na początku pojawia się dno. Chaos. Ale każdego było stać nad zwrócenie swojego oblicza do Boga. Bez zażenowania (bo zauważyłam, że wiara zaczyna być pojęciem wstydliwym). Tak, pod krzyżem jest lincz i ubóstwo. Tak, jesteśmy wystawieni na ucisk. Jesteśmy niewygodni dzisiejszemu społeczeństwu. Ale żadne z nas nigdy nie rzuci się na sznur.
   To była sala zwycięzców. Ludzi doświadczonych złem i silnych, wzmocnionych bożą miłością.

Kusi by powiedzieć, że "jak trwoga to do Boga". Bynajmniej. To jest jak w małżeństwie, na dobre i złe.



Można zapoznać się z wszystkimi wykładami na stronie internetowej TajemnyPlan.pl, gdzie warto zwrócić uwagę na wnikliwe studium biblijne, któremu poświęcono już kilka sezonów. Jest na bieżąco uzupełniane. Prężnie działająca ekipa walczy o to, by każdy miał szansę wyrwać się z błędnych przekonań.
   Pozwolę sobie przytoczyć krótki opis działalności z ich strony internetowej: "Tajemny Plan to nauczanie Słowa Bożego skierowane do ludzi, którzy nie tylko chcieliby Biblię poznać, lecz także według niej żyć."
   Polecam i zapraszam, bardzo ciekawie i dynamicznie referowane problemy i zagadnienia chrześcijańskiego życia w oparciu o Słowo Boże. Inny punkt widzenia, odbiegający od tego, co powszechnie znane.


Resztę czasu spędzaliśmy u naszych znajomych, którzy jednego wieczoru zorganizowali u siebie małe spotkanie. Poznaliśmy młodą parę, której historia zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Zachowując kulturę dyskrecji, pozwolę sobie tylko na ogólny zarys.
   Poznaliśmy historię młodego chłopaka, który odszedł od Świadków Jehowy, co jak ogólnie wiemy, nie jest rzeczą łatwą, tym bardziej, że wychowywał się w ich środowisku. Jego opowieść ma jeszcze dodatkowy dreszczyk rodem z horroru, przez co tym bardziej utkwiła mi ona w pamięci, ale muszę zachować to dla siebie.


Minęło tak niewiele czasu, oraz tak mało czasu tam spędziliśmy, że kusi myśl, by wrócić. I to nie taka wcale niemożliwa myśl. Ale zostało mi jeszcze trochę wspomnień, którymi w najbliższych dniach chętnie się z Wami podzielę. Bo Kraków z lotu ptaka to nie jest wszystko co widziałam.

76 komentarzy:

  1. Bardzo tajemniczo to wszystko zabrzmiało, jeśli znajdujesz tam swoje miejsce i porozumienie z ludźmi, których spotkałaś to warto podtrzymywać kontakty...

    OdpowiedzUsuń
  2. Ach, post jak marzenie! Samoloty i przestworza! Mogę bez końca, pasjami…
    Paradoksalnie, im wyżej wznosi się samolot, im bardziej oddala się od ziemi, tym więcej przepełnia mnie poczucie czegoś wielkiego, pięknego i podniosłego, co zapiera dech w piersiach, a jednocześnie za każdym razem umacnia się we mnie myśl, że nie ma żadnego boga i nie może być… Bo gdyby nawet istniał, to mając taką perspektywę, taki ogląd ziemi i całego kosmosu, po prostu latałoby mu koło gwizdka, że na malutkiej planetce żyją mikroskopijne ludziki. Tym bardziej latałyby mu koło gwizdka wszelkie ludzkie sprawy i dziecinna gra w plusy-minusy, grzechy-dobre uczynki itp. Wystarczy perspektywa kilku tysięcy metrów, żeby wszystko, co za nimi, stawało się tak nieistotne, że aż nierealne.
    W obliczu powyższego pytanie „I co Ty wtedy zrobisz?” nie ma najmniejszego sensu. Ten, komu zgaśnie światło, nie będzie miał już nic do roboty.
    A że wiara staje się czymś wstydliwym, żenującym – nie dziw się. Ona naprawdę niczym się nie różni od wiary w różne inne dziwne rzeczy (krasnoludki, strzygi, lary i penaty), których po prostu nie ma...
    A propos oglądania świata przez szkło – to nie ma znaczenia, czy jesteśmy zamknięci w samolocie, w akwarium, czy biegamy boso po górach. I tak niektórzy z nas są skazani na oglądanie świata jak zza ściany, bo istnieje wiele rzeczy i spraw, na które możemy tylko patrzeć, ale i tak nigdy nie staną się nasze, choćbyśmy się w kucki porobili. Klatka może być niewidzialna…
    Ciekawi mnie, dlaczego uważasz, że od początku listopada minęły już cztery miesiące. Chyba że ja czegoś nie zrozumiałam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chcesz to kochaj ludzi. Chcesz to nienawidź. Chcesz to marnuj czas, chcesz to rozsądnie go wykorzystuj. Ja Cię nie pokieruję.
      Jeśli umiesz bronić własnego, nikt Ci tego nie odbierze. Bronić własnej wiary, przekonań, własnej prawdy – jednej z tych rzeczy nie potrafiłaś ochronić.
      Mam dobrą pamięć, nie trzeba mi przypominać o "moich zaburzeniach i rojeniach".
      Mam tylko nadzieję, że się nie pomyliłaś i że Twoje życie wychodzi właśnie na prostą. Jakże by inaczej, dawno nie spotkałam tak pewnego siebie człowieka. Pewnego swych racji, i mimo wszystko silnego, mocno stąpającego po ziemi. Mam nadzieję, że wkrótce mnie przekonasz jak dobry kierunek wybrałaś, że to jest ta właściwa i absolutnie jedyna rozsądna droga, na której człowiek może być szczęśliwy. Wszak każdy potrzebuje szczęścia.
      P.S. Minęły 4 miesiące od ostatniego spotkania.

      Usuń
    2. Doskonale wiesz, jak jest. Pewność siebie to ostatnie, co mogłoby mi się w moim aktualnym życiu przydarzyć.
      Równie dobrze wiesz, że nigdy nie zaistniało nic, co mogłoby mnie przekonać, że z bogiem jest inaczej niż z pozostałymi legendami. On sam też nie kwapi się, żeby się ujawnić, więc trudno mieć za złe brak wiary nie tylko mnie, ale i komukolwiek, kto - jak to ujęłaś - mocno stąpa po ziemi.
      Nie muszę Cię do niczego przekonywać, o tym już kiedyś pisałam w mailu. I niejeden raz o tym, że wolałabym wierzyć - wtedy byłoby mi znacznie lżej znosić to, co znoszę.

      Usuń
    3. P. S. I git, dzięki za wyjaśnienie, faktycznie nie zrozumiałam.

      Usuń
    4. P.S.2 Nigdy nie twierdziłam, że masz zaburzenia i urojenia.

      Usuń
    5. Nigdy wprost mi tego nie napisałaś, ale wiesz jak to brzmi...
      Bóg działa w życiu człowieka bardzo delikatną ręką. Nie zrzuca nikomu cegieł na głowę. Bóg jest ciszą, nie będzie wrzeszczał "tu jestem! Ja istnieję!". Gdyby był próżny i żądny chwały, nie pozostawiłby cienia wątpliwości i każdy by wiedział, że istnieje, bo objawiłby się jako despota i miałabyś nakaz kłaniać się przed Nim. Tymczasem on chce, by człowiek wychwalał go z własnej, nieprzymuszonej woli. Wierzył i ufał, a nie wiedział o Nim tak, jak my wiemy o królowej angielskiej. Słaby przykład... ale mniejsza z tym.
      Bardzo łatwo więc powiedzieć, że nie ingeruje. Tak samo łatwo powiedzieć, że Go nie ma. Bo jest zbyt subtelny. A wielkie rzeczy dzieją się tam, gdzie jest przyjęty, chciany, bo się nie narzuca. I łatwo te rzeczy nazwać przypadkiem, bo nie dzieją się nam, prawda? I nie staną się tam, gdzie nie jest mile widziany. Nigdy.

      Usuń
    6. A jeżeli był chciany, mile widziany (i co tam jeszcze chcesz) przez, załóżmy, czterdzieści kilka lat, a mimo to żadna wielka (ani nawet mała!) rzecz się nie wydarzyła? Żadna subtelność? Nic?

      Usuń
    7. Dlaczego chciałaś wtedy mieć w życiu Boga?

      Usuń
    8. Trudno mi teraz jednoznacznie powiedzieć. Wtedy jakoś się nie zastanawiałam się, dlaczego. Po prostu było mi z wiarą dobrze. Lżej było znosić wiele rzeczy, była nadzieja na teraz i na potem, tj. na życie pozagrobowe. W trudnych chwilach myślałam: "Co tam to czy tamto, najważniejsze mam tuż przy sobie, to co mi może zrobić reszta świata?" i w ten deseń.

      Usuń
    9. "najważniejsze mam tuż przy sobie" tzn. co dokładnie, bo pomyślałam o dwóch różnych rzeczach.

      Usuń
    10. Myślałam o bogu. Wyobrażałam sobie Jezusa, który jest przy mnie i dodaje sił.

      Usuń
    11. To tak trochę jakby chcieć Jezusa Coacha... Owszem, On jest naszym nauczycielem. Ale coś mi właśnie przyszło do głowy, dlatego tak napisałam.
      A jeśli On przyszedł do Ciebie w innej roli niż to sobie wyobrażałaś?
      Stwórca jest poza czasem, więc wiedział że odejdziesz od Niego. Zresztą... widzisz, nie powinnam tak mówić, bo nie znam Jego planów, myśli itd. Sami Chrześcijanie niekiedy mają z tym problem, bo mają jakieś wyobrażenia. Nie sugeruję, że tak właśnie stało się u Ciebie, bo pamiętam, że wydarzyło się jeszcze coś w Twoim życiu.
      Jesteśmy indywidualni w tej relacji z Chrystusem, bo każdy jest inny i to co chodzi mi po głowie, to że nie spełnił oczekiwań. Popraw mnie, jeśli się mylę, ale to mi się właśnie wyobraziło po przeczytaniu Twoich słów. Oczekiwania, zdaje się, miałaś spore...
      Wiem, że pewnie dużo ryzykuję, pisząc w ten sposób, ale mam nadzieję, że mnie rozumiesz. Nie mam Ci nic do zarzucenia, przedstawiam punkt obserwatorski.

      Usuń
    12. Wiem, toteż wyprowadzam Cię z błędu co do oczekiwań. Te to kwestia ostatnich 4 lat. Wcześniej ich nie miałam (w sensie czegoś konkretnego).

      Usuń
    13. Ale widzisz... oczekiwania jednak jakieś były. Potrzebowałaś widzieć Jego działanie w Twoim życiu. Potrzebowałaś też czegoś, o co prosiłaś. Nie mówię, że to wszystko było złe, wszyscy potrzebujemy widzieć Jego działanie w naszym życiu, dostrzegać że nas wysłuchuje.
      Znajoma, (ciężko choruje), prosiła przez długi czas o uzdrowienie. Pewnego razu ktoś ją zapytał "a co się stanie z twoją wiarą, jeśli Pan cię nie uleczy?" Nie potrafiła odpowiedzieć na to pytanie od razu, musiała to 'przetrawić'. Aktualnie choruje nadal, ale nie przestała wierzyć. Przeszła na inny tor, że tak powiem. Dawniej była bliska poddania się, bo w jej zdrowiu nic, a nic się nie polepszało, a przecież była wzorową Chrześcijanką.
      Moim zdaniem ta historia doskonale pokazuje, jakich ludzi Bóg chce mieć przy sobie. Jaka jest miara wiary człowieka, jaka powinna być.
      Więc teraz pomyśl sobie, co byś odpowiedziała kilkadziesiąt lat temu, gdyby ktoś Cie zapytał, co się stanie z Twoją wiarą, jeśli Bóg nie odpowie?

      Usuń
    14. Aniu, ileś tam lat temu wstecz nie zadawałam sobie tego pytania, natomiast sądziłam, że z bogiem wszystko zniosę (a że nie zniosłam, to najwyraźniej tego boga zabrakło w najważniejszym momencie). Dzisiaj już nie wygdybam tego, co odpowiedziałabym na to pytanie wtedy - odpowiedź byłaby wymyślona i skażona teraźniejszością. W tej chwili natomiast to pytanie jest nieaktualne.
      Napisałaś, że przytoczona przez Ciebie historia pokazuje, "jakich ludzi bóg chce mieć przy sobie". Rozumiem z tego, że nie zależy mu na wszystkich ludziach, lecz wyłącznie na "grzecznych" ("lizusach"?).

      Usuń
    15. Nie. Bogu zależy na wszystkich ludziach i chciałby, aby wszyscy byli silniejsi niż wszelka parszywość tego świata. Mocniejsi niż zło. Doświadczeni i zahartowani jak stal w ogniu.

      Usuń
    16. No ale jak to jest? Moje oczekiwania są gorsze od czyichś innych oczekiwań? Mnie czynisz z nich zarzut, ale ci, którzy wierzą, też mają oczekiwania, czego jednak im nie wytykasz.

      Usuń
    17. No i jeszcze rodzi się pytanie: po co ludzie wierzą? Czy naprawdę ich wiara jest wolna od jakichkolwiek oczekiwań?

      Usuń
    18. Nie wytykam tylko rozmawiam z Tobą :P Oczekiwania ogólnie trzeba porzucić, nie myśleć o tym. No bo oczekiwać to można przygody po dobrym biurze podróży, albo doznań na koncercie ulubionego zespołu. I wszystkie takie rzeczy mogą nas zawieść. Możemy przeżyć syndrom paryski albo rozczarować się pijanym wokalistą na scenie. Wiara powinna być wolna od oczekiwań. To co w tej wierze utrzymujemy za pewnik, to bycie zbawionym, bo to nam Bóg obiecał.

      Jedni wierzą, że zbawią się poprzez uczynki, drudzy, że w niebie czeka na nich 70 dziewic, ale czy doświadczają oni w ten sposób Boga żywego? To wtedy nie jest relacja, to opiera się na zasadzie retrybucji. Dobrym przykładem tego jest historia Hioba.

      Bóg nie chce posłusznych marionetek – lizusów, jak wyżej napisałaś. Chce świadomych ludzi.

      Usuń
    19. Ale świadomych czego?
      I jak nawiązać relację z kimś, kto milczy i kogo nie widać?
      A czy nadzieja/pewność zbawienia/wiecznego szczęścia pozagrobowego to nie oczekiwanie?
      I po co ludzie się modlą, jeśli nie mają żadnych oczekiwań? Nawet jeśli nie proszą, tylko dziękują (za co, skoro niczego nie oczekiwali) i pieją hymny pochwalne - to po co?

      Usuń
    20. A, jeszcze to:
      Skąd wiesz, czego chce bóg? Przecież nie ma w zwyczaju odzywać się do ludzi.

      Usuń
    21. Nie zmanipulowanych.
      Właśnie w tym jest cały sens, żeby słuchać Go.
      To co wymieniłaś to Jego obietnica dla nas, a nie nasze wymagania.
      Modlitwa jest czasem spędzonym z Bogiem. Nie wydaje mi się, aby prośba była synonimem oczekiwania. Gdy zwierzasz się przyjaciółce i prosisz ją o pomoc, też nie oczekujesz, że stanie na uszach, by odmienić Twój los. I nie dziękuje się przecież za spełnione oczekiwania, chyba że masz tak w życiu. Ja nie.
      Hymny pochwalne nie stoją obok naszych próśb, to jest po coś innego. To wyrażenie uczuć.
      Bóg odzywa się do ludzi, do mnie, do wielu innych. Wysłuchuje mnie, wiem, bo to co mi się wielokrotnie przydarzyło, nie może być tylko dziełem przypadku.
      Czego chce Bóg? "Bez wiary zaś nie można podobać się Bogu; kto bowiem przystępuje do Boga, musi uwierzyć, że On istnieje i że nagradza tych, którzy go szukają." [List do Hebrajczyków 11:6]
      W tym samym liście w 10 wersecie jest też o oczekiwaniu.
      "Oczekiwał bowiem miasta mającego mocne fundamenty, którego budowniczym i twórcą jest Bóg."
      Jednak w oryginale po grecku brzmi to zupełnie inaczej. Tam jest, że Abraham czekał na to. Tylko tyle.
      My prosimy Boga o coś i czekamy na jego reakcję, odpowiedź. Nie zawsze przychodzi od razu, ale przychodzi.

      Usuń
    22. "Nie zmanipulowanych." A skąd wiadomo, że wiara nie jest efektem zmanipulowania? Przecież trzeba się nieźle nagimnastykować, żeby uwierzyć w istnienie czegoś zupełnie irracjonalnego i nieudowadnialnego lub do tej wiary przekonać kogoś innego.
      "Właśnie w tym jest cały sens, żeby słuchać Go." A jak słuchać kogoś, kto się nie odzywa i nawet na migi nic nie pokaże?
      "To co wymieniłaś to Jego obietnica dla nas, a nie nasze wymagania." Czy z tego wynika, że wierzący nie oczekują jej wypełnienia?
      "Modlitwa jest czasem spędzonym z Bogiem." Zatem bóg, w którego wierzysz, nie jest obecny wszędzie i zawsze?
      "Hymny pochwalne to wyrażenie uczuć." Jakich?
      "Bóg odzywa się do ludzi, do mnie, do wielu innych." Nareszcie coś konstruktywnego! Możesz opisać tembr jego głosu i przytoczyć jakąś jego wypowiedź?
      "Bez wiary zaś nie można podobać się Bogu" Wiary i niewiary nie da się wybrać ani sobie wmówić. Dlaczego więc nie wszyscy mają równy start? Jedni ten "dar" otrzymują, a inni nie.
      "...i czekamy na jego reakcję, odpowiedź. Nie zawsze przychodzi od razu, ale przychodzi." Nie przyszła.

      Usuń
    23. > Bo mam wolną wolę i w każdej chwili mogę odejść od Pana, tak jak raz to już zrobiłam i wyznawałam sex, alkohol i rock'n'roll. To banalnie proste. Bóg mnie do siebie nie przywiązał łańcuchami tylko linami dobroci, które nie są za specjalnie skomplikowane, gdybym jednak chciała odejść. Nic nie stoi na przeszkodzie, naprawdę. To moja decyzja.
      > To może dla Ciebie jest ciężka ekwilibrystyka, bo dla mnie Jego istnienie jest oczywiste i nie widzę trudności. Do wiary nie przekonuję, jestem daleka od praktyk udowadniania swoich racji. Opowiadam, odpowiadam, dzielę się tym, co przeżyłam i wyciągam do Ciebie rękę nie po to, by przeciągnąć na swoją stronę, tylko po to, bo lubię z Tobą spędzać czas, chociaż listownie tylko, to jednak. I absolutnie mi nie przeszkadzają nasze różnice, to tak na dokładkę. Mam nadzieję tylko, że wydźwięk moich słów będzie odbierany przez Ciebie zawsze pozytywnie.
      > Do Ciebie się nie odzywa. Ja i wielu ludzi Go słyszymy. Nie ma przez to lepszych ani gorszych. To właśnie często poróżnia ludzi rozmawiających o tym i boję się, że pojawiają się jakieś niepotrzebne porównania.
      > Nie ma oczekiwań kiedy jest oczywistość. A czy córka ma oczekiwania względem matki? Ha, prędzej chyba odwrotnie ;)
      > Jest obecny wszędzie i zawsze, ale nie zawsze gadamy. Z mężem mieszkam i jest w domu, ale nie gadamy ze sobą stale i nie robimy ciągle razem tych samych rzeczy. Tak po prostu.
      > Miłości.
      > Czasami mówi przez kogoś, czasami odpowiada jeszcze inaczej. Czasami jest szeptem w głowie. Może odpowiadać przez sen (zarówno w moim śnie, jak i ustami śpiącego, co mi się zdarzyło już dwukrotnie). O tym by dużo można. Faktem jest dla mnie odpowiedź przychodząca dosadnie i jasno, dokładnie i precyzyjnie. I zawsze.
      > To jest ciekawe bardzo pytanie. Jezus powiedział: "Nikt nie może przyjść do mnie, jeśli go nie pociągnie mój Ojciec, który mnie posłał." [Jan 6:44] Podejrzewam, że bez dopuszczenia do siebie Ducha Świętego, nie da się uwierzyć. Ale to moja prywatna interpretacja.
      > Nie znam Twojego serca. Nie wiem co się stało takiego, że akurat do Ciebie odpowiedź nie przyszła. Albo może właśnie przyszła. Oceniać też nie chcę, kombinować itd. bo mogę przekombinować. Ze swojego życiorysu podam, że jedną z takich odpowiedzi kiedyś przeoczyłam. Zrozumiałam po latach dopiero, jak wszystko ułożyło się w jedną całość do kupy.

      Usuń
    24. 1. Wolna wola to mit.
      2. Do nikogo się nie odzywa – to też mit. Ostatni raz słyszał go bodajże Mojżesz, ale to było bardzo dawno i nieprawda.
      3. Matki nie obiecują córkom (i odwrotnie) zmartwychwstania. A jeżeli coś obiecują, to druga strona oczekuje wywiązania się. proste.
      4. Mąż tym różni się od boga, że jest realny.
      5. A ta miłość to skąd się bierze? Za co kocha się boga? Bo np. niektórych ludzi się kocha, a innych nie, więc musi być jakiś klucz.
      6. „Szept w głowie” to nasze myśli i wyobrażenia, a gadanie przez sen jest gadaniem przez sen człowieka. Pytałam o głos boga.
      7. Jak dopuścić do siebie „ducha świętego” (żeby uwierzyć w boga), skoro się w niego nie wierzy?!
      8. Za niecałe dwa tygodnie skończę 50 lat. Do dzisiaj NIC mi się nie ułożyło i żadnej odpowiedzi nie dostałam.

      Usuń
    25. 1. Uważasz, że nie masz wolnej woli? Jesteś przez kogoś sterowana?
      2. Gdy człowiek otrzymuje tzw. poznanie, to myśli mówią mu o czymś, czego przedtem nie wiedział i nie mógł wiedzieć. Np jak ma na imię osoba, która stoi obok i której ma powiedzieć coś, czego sam nie jeszcze nie rozumie, ale mówi jej to i okazuje się, że faktycznie Bóg podszepnął mu jej imię, a to o czym miała jej powiedzieć, było odpowiedzią Pana na pytanie tej osoby. A głos Pana dochodził wielu proroków po Mojżeszu.
      3. Nie oczekujemy zmartwychwstania. Czekamy na nie.
      4. Dla mnie Bóg jest rzeczywistością.
      5. Tchnął w nas życie. A co do ludzi, powinniśmy wszyscy patrzeć na siebie sercem. Nienawiść i złość są złe.
      6. Nie jeśli ten człowiek odpowiada i nawiązuje wyraźną konwersację. I wszystko z nim w porządku, nie lunatykuje ani nic z tych rzeczy.
      7. Chcąc całym sercem.
      8. Z takim nastawieniem ja nie widzę na to szans. Wiem, że miałaś wcześniej inne nastawienie do tego tematu. Pisałaś, że chciałabyś uwierzyć, bo było Ci z wiarą łatwiej. Niestety, że tak powiem – życie jest życiem. Chciałabyś uwierzyć, ale Ty wyraźnie stajesz okoniem do tego tematu.
      Pismo jest zgodne z faktami historycznymi. Coraz nowsze odkrycia archeologiczne dowodzą prawdomówności tych ksiąg. Opowiadałam Ci o tym w skrócie.
      Jeżeli w realizm Ci ciężko uwierzyć, to jak chcesz uwierzyć w Boga?

      Usuń
    26. 1. Uważasz, że "posiadanie" woli to za mało, żeby nazywać ją wolną. Bo mogę sobie mieć wolę, ale wybierać nie mogę.
      2. "Sztukmistrzów" i pozerów w świecie jest wiele, ja też takich słyszałam. ale to nie bóg przez nich przemawiał, tylko ich błazenada.
      3. Czekając na coś, oczekuje się, że nastąpi.
      4. W takim razie podziel się nią z innymi. Pokaż go tym, którzy nie widzieli; poproś, żeby do nich poszedł, pokazał się, porozmawiał.
      5. Życie dali nam rodzice, co gorsza - nie pytając, czy tego chcemy :)
      6. Powinnaś porozmawiać z Eksem albo z moją córką, którzy wiele słyszeli z moich ust w nocy. Na temat rozmawiania przez sen mogliby Ci opowiedzieć tomy.
      7. Jak można chcieć czegoś, co nie istnieje?
      8. Niestety, że życie jest życiem, to masz rację. Przynajmniej w moim wypadku jest to gigantyczne "NIESTETY".
      To nie jest "takie nastawienie", tylko pokazuję Ci, co nie pozwala mi uwierzyć na nowo. Może pamiętasz, co już wyartykułowałam w którymś z maili: gruchnęłam z obłoków na ziemię tak boleśnie i tak się roztrzaskałam, że teraz ruch należny do tego niby-boga. Jeśli istnieje, zależy mu na mojej wierze i cokolwiek może, to się postara.
      "Pismo jest zgodne z faktami historycznymi". Jasne, jasne. Na przykład Adam i Ewa, którzy mając dwóch synów, dają początek rodzajowi ludzkiemu. Ciekawe, z kim synusiowie się mnożyli - Z mamusią czy z samicami innego gatunku?

      Usuń
    27. P. S. ad 1
      Nie uważasz, że właściwsze od "sterowana" byłoby słowo "ograniczana"?

      Usuń
    28. 1. Jakie ograniczenia. Masa wymówek w stylu "nie mogę, bo nie mam czasu"? Fakt, z niektórymi sprawami można się tylko pogodzić, (np. w kwestiach zdrowia), ale wiele problemów ludzie niepotrzebnie wywyższają. Sama musiałam to usunąć ze swojego życia. Nie wiem co Ty nazywasz ograniczeniem u siebie. Gdybym wiedziała, może bym tego nie bagatelizowała...
      2. "Sztukmistrza" znam osobiście bardzo dobrze.
      3. Nie wiem po co to jest Tobie, ale ja bym nie chciała, by mi się ukazał... Oo...
      4. Dzielę się często.
      5. Jest takie pojęcie jak "owoc miłości" ;)
      6. Osoba, którą mam na myśli, nie wiedziała o pytaniu jakie zadałam Bogu, a odpowiedź dostałam precyzyjną + odpowiedź na drugie pytanie zadane zaraz po tym. Wiem, że będziesz bagatelizować wszelką formę odzewu biorąc to za pewne nierówności pod sufitem i uszczerbki w kasetonach.
      7. Masz rację, stojąc na takim stanowisku, łatwo nie jest.
      8. Temat starań rozwijałam już to w mailach.
      No co Ty, czytałaś przecież. Adam i Ewa mięli dużo więcej dzieci. Pierwsi, a więc czyści, bez skazy i obawy o jakiś konflikt w bio. Na te pierwsze czasy można zapomnieć o słowie kazirodztwo. Dopiero później był to problem i ogólnie Bóg zakazał mnożenia się między sobą rodzinnie. Czy uważasz zatem, że pochodzenie od małp jest fajniejsze? Że Twoja pra pra babka... z gorylem... nie no weź... :P

      Usuń
    29. Myślę, że bardzo ważną rzeczą dla mnie w naszej rozmowie jest powód, dla którego pytasz mnie o wiarę.
      Mam wrażenie, że prosisz mnie o rzucenie ziarna na asfalt.
      Jesteś ateistką, zdeklarowaną, czyli wiesz, że nie ma Boga. W takim razie dlaczego wypytujesz mnie o moje doświadczanie Boga? Jesteś inteligentną kobietą, stawiasz racjonalne, rozumne pytania. Uznałam więc, że szukasz prawdy. Konkretnej wiedzy. Myślałam, że dotknął Cię Duch, że zaczęłaś wątpić w ateizm. Ale Ty nie szukasz prawdy. Mówisz, że chciałabyś uwierzyć, ale nie chcesz wcale uwierzyć. Wydaje mi się, że Twoja deklaracja jest inna. Ty szukasz szczęścia.

      A czym jest dla Ciebie szczęście?

      Cieszę się, że do mnie piszesz, że zaufałaś mi i zawsze chętnie będę odpowiadać na Twoje pytania, ale mam wrażenie, że nie tego szukasz.

      Usuń
    30. 1. Nie, nie wymówki, tylko rzeczy, których nie jesteśmy w stanie przeskoczyć. Obawiam się, że już o tym rozmawiałyśmy, ale nie pamiętasz.
      2. No i gites. Tylko co to ma wspólnego z bogiem?
      3. Nie jest mi potrzebne ukazywanie się, może to być coś innego, ale wiarygodnego.
      4. Nie dzielisz się bogiem, tylko swoimi wyobrażeniami, myślami, poglądami.
      5. Jest.
      6. Dlaczego w takim razie nic takiego (ani w tym stylu) nigdy nie przytrafia się mnie, moim bliskim i dalszym ani nikomu z ludzi, których znam?
      7. nie jest.
      8. Ile by nie mieli, to zawsze jest kazirodztwo.
      Nie pamiętasz? Już o tym rozmawiałyśmy. Szczęście to spokój.
      Pobudki, dla których chciałabym uwierzyć, również Ci wyjaśniłam, dodając nawet sama od siebie, że są dość niskie. Zaprzeczyłaś.
      I też Cię lubię :) tylko naprawdę te rozmowy o bogu i wierze nie maja sensu. Uwierzę, gdy będę miała ku temu KONKRETNE PRZESŁANKI.

      Usuń
    31. Pamiętam wszystko. Umysł rozważa, testuje idee, emocje, koncepcje itd. Myśli są różne. Mamy wyobrażenia. Umysł jest aktywny przez cały czas i mogło zawsze coś się zmienić. Sam spokój może być różnie, ogólnie rozumiany. Np. dla mnie spokój to cisza w domu albo gdziekolwiek przebywam. Kocham mieć spokój, nie lubię harmidru.
      I co by się stało jeśli powiedziałabym Ci, że to ja jestem tym człowiekiem, który otrzymał poznanie? Dzielenie się doświadczeniem zamieniasz w wyobraźnię, a więc łatwo się domyślić odpowiedzi.
      Dlaczego nic o czym tutaj punktujemy przez cały ten czas, nie przytrafiło się Tobie ani Twoim bliskim? Niewysłuchana modlitwa to też czasem sygnał – człowiek nie przynosi owoców. Chrześcijanin nie może być samolubny. Odrzuć też na bok przykład w cudzysłowie świętych pustelników czy czegoś w tym rodzaju. Nie skupiamy się na sobie, swoim dobru i dobru tylko swoich najbliższych. Chrześcijanin powinien patrzyć jednak trochę szerzej.
      Być może znowu chybiłam. Chodzi mi po prostu o to, że kogoś obwiniać jest najprościej. Boga za to, że nie działał w naszym życiu, albo mnie, że stale się mądruję.

      Usuń
    32. Nie obwiniam boga za to, że nie działa. Po prostu nie mam najmniejszych podstaw, aby uważać, że istnieje.
      Ciebie też nie obwiniam za to, co piszesz: piszesz, co myślisz. Ja tylko się z tym nie zgadzam, to wszystko.

      Usuń
  3. Bóg jest. Cierpliwy i cichy. Nie krzyczy, nie przebija się przez mury, nie mami błyskotkami.
    Jest.
    Mówi i czeka. Na otwarcie drogi w człowieku. Wolna wola i wybór to możliwości.
    Gdy zatrzaskuje się drzwi na wszelkie sposoby - nie wejdzie. Ale będzie stał obok. Bo On nie wątpi - wierzy w każdego z nas.
    Latać uwielbiam - piękne zdjęcia jak zawsze.

    OdpowiedzUsuń
  4. Kraków znam, ale z lotu ptaka oglądam z zachwytem, bo wygląda bajkowo, więc dziękuję.
    Gratuluję książki, super informacja!
    Serdecznie pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trochę jeszcze będzie krakowskich notek ;)
      Dzięki i pozdrawiam! :)

      Usuń
  5. Pewnie wiesz, że Kraków nazywany jest 'drugim Watykanem'? Ze względu na liczbę kościołów, ilość gruntów i innych nieruchomości, które znajdują się w rękach kleru? Widzisz, jakie 'straszne' miejsce wybraliście na swoje spotkanie;-)
    Krakowskie notki chętnie przeczytam i spojrzę na to miasto Twoimi oczyma. Bo chociaż w nim mieszkam to o nim nie piszę. Na całym moim blogu znalazłaby się może jedna notka o Krakowie:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakie dobre miejsce, raczej! Jest nad czym pracować ;) "zdrowych się nie leczy".
      Dużo tego nie będzie, ponieważ zwiedzałam po raz pierwszy i będą to klasyki nad klasykami. Zanudzisz się tym razem ;)

      Usuń
    2. :-)))) Uśmiecham się bo w drugiej części zdania miałam napisać: 'a może najlepsze z możliwych'. Widzę, że nasze myśli pobiegły tym samym torem.
      Nie sądzę:-) Jestem przekonana, że zaserwujesz całkiem nowe spojrzenie na Kraków. Klasyki powiadasz? Czyli będzie o 'Kociej Kawiarni';-)

      Usuń
    3. Zatrzymywaliśmy się tylko w jednym lokalu na Kazimierzu, żeby obiadek zjeść, ale nie robiłam tam zdjęć, ani nawet nie zapamiętałam nazwy lokalu. O istnieniu kociej kawiarni dowiedziałam się dawno temu i... zapomniałam. Muszę to kiedyś nadrobić.

      Usuń
    4. Lokale na Kazimierzu mają fajne nazwy. 'Królicze oczy', 'Studnia życzeń', 'Zalewajka', 'Mleczarnia' itp. i w pewien sposób podbijają one klimat miejsca:-) Kocie kawiarnie są dwie. Polecam tę na Lubiczu:-)

      Usuń
    5. Nie zapamiętałam nazwy lokalu, w którym byłam. Ale ogarnę temat tej kociej :D

      Usuń
  6. Witaj Aniu.
    Na sprawach boskich się nie znam, a i lotczikiem też nie jestem.
    Ostatni raz latałem w helikopterze w wojsku i raz kukuryźnikiem ze znajomym, gdy opryskiwał pola.
    Coż mogę rzec, jedynie to, abu dobry Bóg miał Ciebie w opiece.
    Pozdrawiam serdecznie.
    Michał

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Helikopter – przebiłeś mnie! Zawsze chciałam zobaczyć jak to jest latać tą maszyną.
      Dziękuję z całego serca :)

      Usuń
    2. Aniu, wojskowym średnia przyjemność, bo huk okropny.
      Kukuryźnikiem spoko, kabina na powietrzu, ale też warkocze.
      Pozdrawiam.
      Michał

      Usuń
  7. Każda wieść jak tam z książką mnie bardzo interesuje. Tęskniłam za Twoimi postami. Początek mnie przeraził, ten, że bloga mogłoby nie być. Korekta w tydzień, wielkie BRAWO. :))) Spełniasz się, a mi wspaniale jest być tego częścią, w sensie, że mogę to obserwować, choć w taki sposób.

    Chętnie wejdę na stronę, o której piszesz. Ja tam wierzę w Boga, jest moim przyjacielem. Kiedy dzieje się coś złego zawsze jego odpowiedzią jest- czas nauczyć się czegoś nowego, pójść na wyższy poziom. :) Ufam Mu i wierzę, że chce dla mnie dobrze, bo ja czasami to zupełnie nie wiem, co dla mnie jest dobre. hehe Pozdrawiam kochana, zdrówka i niech wydadzą powieść w grudniu. <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, zawsze takie pozytywne myśli wlewasz w moje serce :)

      Usuń
  8. Aniu,proszę podziel się jak Ty rozumiesz życie według Biblii? Pytam, bo ile razy słyszę o życiu według Biblii to brzmi to jak religia. Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę że elementarną rzeczą jest branie osobistej odpowiedzialności za rozumienie Pisma Św. Zostaliśmy nauczeni aby ufać w zakresie jej czytania i interpretacji innym ludziom. Tymczasem to nie są żadne analogie zrozumiałe tylko przez teologów i egzegetów.
      Jestem Chrześcijanką nienależącą do żadnej denominacji kościelnej, w związku z tym nie chodzę do kościoła. Ale spotkania z innymi Chrześcijanami i wspólna modlitwa, są rzeczą ważną, dlatego spotykamy się w domach, tak jak to kiedyś robili apostołowie.
      Wierzę, że Jezus Chrystus jest moim Panem, i że dzięki temu jestem zbawiona. Nie chodzę do spowiedzi, nie odmawiam koronek, ani nie chodzę na odpusty, bo wierzę, że jest jeden chrzest na odpuszczenie grzechów. Chrzest świadomy – to bardzo ważne – ochrzczenie dziecka nie jest tym samym.
      Bardzo ważna jest modlitwa i rozmowa z Bogiem, aby wypełniać Jego wolę. To ważne, aby wiedzieć co robić, aby przynosić dobry owoc i staram się to robić.
      Przede wszystkim Bóg jest żywy i jest interaktywny. To nie są obrazki ani figury. Nawet nie krzyż. To jest relacja dziecka z ojcem.
      Tak rozumiem życie według Biblii.

      Usuń
    2. Dziekuje za odpowiedz. Tez podobnie rozumiem życie Chrześcijan, tylko widze je jako prowadzenie przez Ducha Świetego. Biblię widze jako skoncentrowane źródło wyjawienia Osoby Boga i Jezusa Chrystusa.

      Usuń
    3. Oczywiście, że Chrześcijanie są prowadzeni przez Ducha Świętego. Są dary od Ducha, jest pięcioraka służba, są specjalne powołania. Cuda dzieją się nadal.

      Usuń
  9. Aniu, przede wszystkim gratuluję wydania książki. Jeżeli tylko będzie to możliwe, chętnie bym sobie poczytała:)
    Pewnie jesteś z siebie bardzo dumna. Ja bym była:)
    Wiesz, jak czytam Twoje słowa to bardzo przypominają mi one moją własną historię. Sporo czasu zajęło mi odnalezienie prawdziwego sensu wiary - bez całej katolickiej otoczki, tradycji i pogańskich rytuałów. Przeszłam wiele etapów duchowego rozwoju. Zapoznawałam się z doktrynami kilku kościołów, aż w końcu po kilku latach dogłębnego studiowania Pisma Świętego wybrałam i trwam w tym kościele już od 12 lat.
    Niczego nie żałuję i uważam, że dokonałam dobrego wyboru.
    Jedno jest pewne. Jeżeli człowiek naprawdę szuka Boga i szuka Go całym swoim sercem - Bóg zawsze odpowiada:)

    Świat z lotu ptaka wygląda pięknie, niestety w moim przypadku latanie samolotem to zło konieczne. Mój organizm fatalnie to znosi:(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie, że będzie to możliwe, przecież po to się wydaje – by sprawić przyjemność innym :) Dlatego książka pojawi się w wielu księgarniach, będą też wydania audio.
      Czy dumna, nie wiem. Raczej zadowolona z tego, że się udało trafić na wydawnictwo, które zajmuje się debiutami. Bardzo mało jest takich. A pisanie? Nie ja jedna mam ten talent, nie będę więc obrastać w piórka ;)
      Zaciekawiłaś mnie, że aż zapytam, jaki to kościół? :))

      No widzisz, a mój organizm idzie spać wtedy.

      Usuń
    2. W zasadzie nigdy jakoś szczególnie nie zależało mi na tym, żeby być członkiem jakiejś konkretnej organizacji kościelnej.
      Najważniejszą rzeczą dla prawdziwego chrześcijanina oraz wyznacznikiem jego postępowania powinny być Słowa Pisma Świętego.
      Jednak w trakcie moich duchowych poszukiwań "otarłam się o kilka kościołów i sposobów interpretacji Biblii. Przez dwa lata spotykałam się nawet ze Świadkami Jehowy. Po kilku latach intensywnych poszukiwań trafiłam do Kościoła Adwentystów Dnia Siódmego i zostałam w nim do dzisiaj, z czego bardzo się cieszę:)


      Usuń
    3. Przyszło mi na myśl, by polecić Ci do przeczytania bardzo fajny list mówiący o tym jak wygląda chrześcijańskie życie. To jest list do Diogneta, może znasz?
      To wygląda mi na dobrą drogę, choć malutko wiem o tym Kościele, ale Sola scriptura i świadomy chrzest brzmią pozytywnie :)
      Pozdrawiam!

      Usuń
    4. Właśnie dlatego wybrałam ten kościół, a jeśli będziesz kiedyś w Krakowie zapraszam do nas:)
      W Szwajcarii też są adwentyści, więc możesz zajrzeć do środka, tak jak ja zajrzałam 12 lat temu i już tam zostałam:)

      Usuń
  10. Bardzo mądry
    Głęboki
    I wrażliwy post
    Bez Boga nie zrobisz
    Nic

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, jak widzisz, nie samymi wędrówkami żyję ;),
      a powiedziałam raczej, że przede wszystkim Bogiem żyję.
      Pozdrawiam.

      Usuń
  11. Gratuluję Ci Aniu wydania książki i mam nadzieję, że uda mi się ją nabyć, bo chętnie bym sobie poczytała Twoje dzieło :) Też myślę cały czas nad napisaniem książki, ale póki co nie mogę się określić na jaki temat, bo pomysłów mam 100 na minutę i nie wiem od czego zacząć.

    Szkoda, że nie wiedziałam o Twoim pobycie w Krakowie, bo miło by mi było poznać Cię osobiście, mam nadzieję, że następnym razem uda nam się spotkać w realu.
    Fotki jak zwykle robią wrażenie, lubię obserwować świat z lotu ptaka, ale moje dolegliwości lokomocyjne nie przepadają za startem i lądowaniem oraz turbulencjami, żołądek mi wtedy szaleje i muszę się wspomóc medykamentami :(

    Przeczytałam komentarze innych i Twoje odpowiedzi i chyba się nie wypowiem, bo czuję się dziwnie tak jakby zdradzona, czy oszukana. Kocham Boga i Jezusa, który jest moim przyjacielem, ufam Mu i uwielbiam Go, odmawiam Koronkę i chodzę do Kościoła i dobrze mi z tym. Wiem, że jest przy mnie i niesie mnie na rękach, bo inaczej dawno by mnie już nie było, dzięki Niemu żyję i smutno mi bardzo, serce mi pęka, gdy czytam komentarze w stylu jakim pisze Frau Be. Uważam też, że Bóg wyznaczył nas do tego byśmy na podstawie swoich świadectw i doświadczeń głosili wszystkim Jego wolę i słowo. Szanuję wszystkich jako człowieka, ale nie mogę zaakceptować tego, gdy ktoś nie wierzy w jedynego Boga Wszechmogącego naszego Ojca Niebieskiego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Złap kilka pomysłów i pozaczynaj. Któryś na pewno wykiełkuje. Ja tak robię, mam na dysku (prócz kontynuacji cyklu) kilka odrębnych historii i każda powolutku się pisze, zależnie od dnia i weny twórczej, bo każda jest zupełnie w innym temacie.

      To Ty z Krakowa jesteś? Słuchaj, ja tam się nie raz jeszcze wybieram. Jestem zaprzyjaźniona z tamtejszym Kościołem domowym.

      "ZDRADZONA"??? Czym? O_O

      Cierpliwa bądź. Wiesz, że nie każdy może wejść w Twoje buty – nie dla każdego wiara jest naturalna. Tym bardziej, że niektórzy doświadczyli złamania... Ty wiesz co mam na myśli. I nie koniecznie mówię teraz o Frau Be; tu mogę mieć na myśli wiele osób, bo to co teraz powiem, jest uniwersalne.
      Zrozum, że nie każdy chce przyjąć Boga i przez to nie każdy Go doświadcza, dlatego właśnie nasze świadectwa brzmią trochę jak Science Fiction. Popatrz empatycznie na człowieka, postaw się na jego miejscu – człowieka, który nie zna Ojca – nie oczekuj od niego, że Ty mu opowiesz o Nim, a ten człowiek uwierzy całym swoim sercem. Wydaje mi się, że najważniejsze to po prostu być z człowiekiem, dawać mu dobry przykład, ale nie nawrócisz go na siłę. Nawet nie wiadomo czy kiedykolwiek taka osoba się nawróci, ale akceptuj ją. Bo to Twój brat czy siostra, tak samo jak każdy człowiek. W życiu właśnie o to chodzi. Nie o to czy się ze sobą zgadzamy, czy mamy różnice w poglądach. Nie o to jak rozumiemy Pismo, ani czy w ogóle jesteśmy wierzący.
      Patrz miłością, patrz na człowieka tak, jak by patrzył sam Jezus. I nie bij niewierzących po głowie pałką tylko za to, że nie wierzą ;P ;) Bądź ludziom przyjacielem i nie staraj się zrozumieć jak można nie wierzyć, bo nie zrozumiesz. Tak jak niewierzący nie zrozumie Ciebie. Bo jeśli ta osoba ma się nawrócić do Boga, to owszem, pewnie przyczynisz się do tego, ale to się stanie z woli Ojca, bo zamieni w końcu kamieniste serca na mięsiste. Zatem nic na siłę i bądź przyjacielem. :)

      Usuń
    2. Nie wiem, czy Gabunia jeszcze tutaj zajrzy, ale chcę Jej odpowiedzieć.
      Gabuniu,
      piszesz o doświadczeniach i dawaniu świadectwa o tym, czego się doświadcza. I ja to własnie robię - moje doświadczenie jest brakiem doświadczenia boga. Po prostu.

      Usuń
    3. Zaglądam Frau Be i pozdrawiam Cię serdecznie pomimo naszej różnicy zdań :) Jednak zastanawiam się co Cię tak poraniło, że zmieniłaś swoje uczucia względem Boga. Jak piszesz w swoich komentarzach wcześniej w Niego wierzyłaś, wypowiadasz się naprawdę ciepło i pozytywnie, więc co się stało? Przepraszam Cię, że pytam, ale jeśli nie chcesz nie musisz odpowiadać. Widzisz ja lata wstecz miałam często pretensje do Boga, że mnie tak rani i pozwala bym bardzo cierpiała, często zadawałam mu pytanie "dlaczego ja", teraz po długim czasie Bóg mi na to pytanie odpowiedział. A czekał z tym dość długo, bo wiedział, że wtedy bym nie zrozumiała Jego odpowiedzi. 3 lata temu można by powiedzieć, że byłam jedną nogą już na tamtym świecie, ale wiele osób się za mnie modliło, a ja walczyłam o życie jak lwica. Potem usłyszałam od lekarza, że jeszcze nie spotkał takiego pacjenta, w którym by była taka siła walki i chęć życia i powiedział jeszcze, że tak naprawdę to cud, że przeżyłam. Od tej chwili zrozumiałam, że to Bóg podarował mi kolejną szansę bym otwarła mu swoje serce. Moja rekonwalescencja była długa, a gdy w miarę doszłam do siebie zaczęłam jeździć na msze z modlitwą wstawienniczą do Ducha Świętego I Jezusa i tam się całkiem otworzyłam. Od tej pory moje życie się zmieniło, nadal cierpię, ale już wiem, że jest przy mnie Bóg i On mnie prowadzi i moje wnętrze duchowe jest wypełnione miłością, szczęściem i pokojem. To piękne uczucie, z resztą z tego co pisałaś sama tego doświadczałaś, więc nie rezygnuj z tego, bo wszystko co nas spotyka nawet te złe rzeczy są wolą Bożą, która przemieni to złe w dobre i potem z perspektywy czasu zobaczysz, że to wszystko miało sens. Ja to zrozumiałam, ułożyłam trudny obrazek z puzzli, więc myślę, że Tobie też się to uda. Jeśli nie masz nic przeciwko będę Cię polecać naszemu Panu i Ojcu w modlitwie :)

      Życzę Ci byś odnalazła tę swoją właściwą drogę w życiu i byś osiągnęła spokój duszy oraz poczuła wewnętrzne szczęście i miłość :)
      A gdybyś miała ochotę to napisz do mnie na maila, adres znajdziesz na moim Blogu ;)


      P.S. Przepraszam Cię Aniu, że się tak rozpisałam, ale poczułam, że muszę to napisać do Frau Be, mam nadzieję, że jej nie uraziłam swoim komentarzem. Tobie odpiszę też, tylko wieczorkiem ;) Ściskam Cie ciepło :)

      Usuń
    4. Frau Be chciałam jeszcze dodać, bo piszesz, że nie doświadczyłaś obecności Boga, a ja myślę, że gdybyś sobie tak przeanalizowała swoje życie wstecz, to na pewno byś Goo znalazła, bo On był nawet w tych najdrobniejszych rzeczach, które dla nas wydają się oczywiste, które uważamy za fart lub przypadek, a ja wiem, że nie ma przypadków i nic nie dzieje się bez przyczyny. Ja przeanalizowałam wszystko od dziecka i teraz widzę, że Bóg przy mnie zawsze był nawet wtedy, gdy o Nim nie myślałam.
      Oj, ale się rozpisałam, ale musiałam jeszcze to dodać ;)

      Usuń
    5. Gabuniu, bardzo się cieszę, że mi odpowiedziałaś, że odpowiedź jest tak wyczerpująca i że się nie odwróciłaś do mnie tyłem.
      Absolutnie niczym mnie nie uraziłaś, raczej odwrotnie, odebrałam Twoją wypowiedź bardzo ciepło.
      Dziękuję Ci za to, również za gotowość modlitwy za mnie. Oczywiście nie mam nic przeciwko temu, bo tak jak nigdy nie widziałam, żeby modlitwa komuś pomogła, tak nie słyszałam, żeby komuś zaszkodziła. Tylko jest jeden warunek: nie chcę, żebyś przeze mnie traciła czas albo się jakoś szczególnie poświęcała.
      Pozdrawiam Cię szczególnie serdecznie :)

      Usuń
    6. P. S. Gabuniu, wysłałam do Ciebie próbny mail, bo nigdy nie widziałam adresu z taką domeną jak Twoja i nie wiem, czy połączenie zadziała. Napisałam również komentarz na Twoim blogu, ale się nie pojawił - nie wiem, gdzie go wcięło. Może wylądował w Spamie? Albo na Marsie :)

      Usuń
    7. Na Wordpressie moje komentarze bardzo często lądują na Marsie. Zaczęły się pojawiać jak w danych podałam adres mailowy Gmail, bo żaden inny najwyraźniej nie jest przyswajalny. I wordpress czasami zmienia dane, np. ostatnio zamiast "Ania O.", pojawiłam się jako "Arria", nie wiem czemu. Jakieś dziwne przekierowania.
      Na Marsie muszą mieć już polew z tych wyrwanych z kontekstu rozmów...

      Usuń
    8. To chyba Wordpress coś kiepści, bo zdarza mi się to nie tylko u Gabuni. Małe, zielone ludziki faktycznie mogą mieć nieziemski (nomen omen!) ubaw :)

      Usuń
    9. Najczęściej mam problem u Ultry. 2 komentarze już poleciały do zielonych ludzików a jeden do spamu. Nie lubię wordpressu.

      Usuń
    10. Moje u Ultry lecą wręcz na akord. I też nie lubię Wordpressu. Gdy dawny, stary Onet likwidował swoją pierwszą platformę blogową (nie blog.pl a blog.onet.pl), próbowałam się przenieść na wordpress, ale odniosłam znaczącą porażkę. Nic mi się tam nie kleiło. Blogspot okazał się najsympatyczniejszy.

      Usuń
    11. Przykro mi, że macie problem z Wordpressem, bo Wasze komentarze są dla mnie bardzo cenne. Niestety ja nie jestem jakaś lotna w technicznych sprawach internetowych, a że znalazłam podpowiedź jak przenieść swojego poprzedniego bloga właśnie na Worpressa, to z tego skorzystałam :)

      Frau Be maila otrzymałam i odpisałam Ci :) Adres jest taki ciekawy, bo zakładałam go jakoś zaraz jak przerabiali oneta i mi się udało na taką prostą domenę.
      Cieszę się, że udało Ci się odebrać mój komentarz w taki właśnie sposób w jaki chciałam Ci go przekazać. Odwracając się od Ciebie, to tak jak bym się odwróciła od Pana Boga, bo On nas kocha wszystkich bez wyjątku, wszak powiedział: "Miłujcie się wzajemnie, tak jak Ja was umiłowałem". Moja droga Frau Be modlitwa zawsze zostaje wysłuchana, czasem dość szybko, a czasem trzeba uzbroić się w cierpliwość. Ważne jest też, czy modlimy się w skupieniu i szczerze. Istotne jest też by uwielbiać naszego Ojca i by mu dziękować za wszystko nawet za takie proste i oczywiste rzeczy dla nas, choćby za to, że wstaliśmy rano, że Bóg nam podarował nowy dzień, który możemy przeżyć szczęśliwie z Nim lub podążać własną drogą, tylko pytanie dokąd nas ona zawiedzie? Jeśli nie ma przy niej drogowskazu, to może się okazać ślepą uliczką donikąd. Nie żebym chciała wypominać, tylko piszę to bardziej w formie świadectwa, modlę się dużo w różnych intencjach za osoby, które znam i które nie do końca znam oddając w zamian Bogu swoje cierpienia i widzę, że to naprawdę działa, może więcej opiszę stopniowo u siebie. Bóg wie najlepiej co jest dla nas najlepsze i jeśli Mu zaufamy, to nas poprowadzi.
      Moja modlitwa za Ciebie będzie dla mnie przyjemnością i proszę byś nie myślała nigdy, że miałby być to stracony czas.

      Aniu dziękuję Ci za podpowiedź w związku z pisaniem książki. Masz w sumie rację, to dobry pomysł by spisywać wszystko co daje nam wena ;) Tylko chyba jak to robią poważni pisarze muszę chyba wyjechać gdzieś bym tam mogła w spokoju tylko pisać i pisać, bo wiesz jak to jest w domu nie mogę siąść na 2 godziny, bo ciągle coś trzeba zrobić.

      Następnym razem jak będziesz w Krakowie to koniecznie daj znać, może nam się uda jakoś spotkać, bo teraz mam problem, że nogi mam tak słabe, iż sama się nigdzie nie poruszam, tylko tak jak pisałam u siebie albo z mamą, albo z mężem ;) a ja mieszkam na peryferiach miasta.

      Zdradzona, może nie tak do końca, źle się chyba wyraziłam. Raczej boję się by nie działać przeciwko Panu Bogu, Panu Jezusowi, czy Duchowi Świętemu i Maryi. Z tego co czytam u Ciebie i w innych źródłach to wiele rzeczy jest kultem pochodzącym z różnych innych religii, czy kultur i tak mi się już wszystko zamieszało. Jednak w dalszym ciągu proszę Pana Boga by mnie prowadził i podpowiadał mi co robić by go nie urazić i nie zasmucić. Nurtuje mnie jedna rzecz i chciałam Cię o coś spytać, bo piszesz, że nie spowiadasz się, nie chodzisz do kościoła i nie odmawiasz różańca i żyjesz według Pisma Świętego czyli jedynego słowa Bożego, które jest natchnieniem Ducha Świętego, wspominasz też o Kościele Domowym, nie uznajesz kultu świętych i Maryjnego, więc wygląda na to, że należysz do Zielonoświątkowców?

      Wiem, że nie każdy mnie zrozumie, bo ja sama przeszłam przez różne etapy w swoim życiu i stopniowo dojrzewałam do spotkania z prawdziwym i żywym Bogiem. Ja tylko chcę wypełniać wolę Pana i chcę być narzędziem w Jego rękach, by móc w Jego imię pomagać ludziom skrzywdzonym duchowo, by opowiadać im o swoich świadectwach i by mogli lepiej zrozumieć, że On jest naprawdę. Ja to zrozumiałam i doświadczyłam i będę się modlić by wszyscy mogli poczuć jak dobry jest Pan i jak bardzo nas kocha :)

      Szanuję wszystkich jako człowieka, jako bliźniego, ale staram się zawsze wypowiedzieć swoje zdanie nawet, gdy różni się od innych. Mam zawsze nadzieję, że moje posiane ziarno pomimo wszystko zakiełkuje.

      Usuń
    12. Ha ha, to nie żart, ja też w domu pisać nie mogłam. Praca, obowiązki, rodzica, kot :P Byłam dobra w pisaniu krótkich opowiadań, ale wiedziałam, że książki nie napiszę. Wylądowałam w Szwajcarii, można rzec – w odosobnieniu – i oto jest książka.

      To nie będzie problem, bo przypuszczam, że teraz w Krakowie jak będziemy, to własnym samochodem, a to dużo da. Czas pokaże, plan i ochota jest, realizacja i konkrety to dopiero jak w Polsce będę.

      O tym jak działał Kościół w dawnych czasach, chyba wiadomo już powszechnie. Rzymianie nawracali na swoją wiarę, wciągając do niej pogańskie tradycje, aby łatwiej było schrystianizować znaczny obszar. Łatwiej przejść było ludziom do wyznawania tych samych bóstw, tylko pod innymi imionami, a wiemy z historii, że były to istoty zawsze wieloimienne. Napisałam na tym blogu rozszerzenia dla zaduszek i wielkanocy:
      – https://ekstraktzycia.blogspot.com/2018/11/w-czasie-kultywowania-rodzimych.html
      – https://ekstraktzycia.blogspot.com/2018/04/wielkanoc-biblijnie-i-nie-tylko.html

      Nie należę do żadnej denominacji kościelnej. Ostatnio obiło mi się o uszy, że bezdominacyjność stała się denominacją. Nie nie jest. Kościoły domowe to co innego, nie mamy stałych spotkań, po prostu widzimy się jak jesteśmy w Polsce. Zaprzyjaźniliśmy się z Kościołem domowym w Krakowie, tam poznaliśmy kilka osób z Łodzi i w tym roku spotkamy się z ich Kościołem domowym. Tu nie ma czegoś jakby deklaracji przynależenia do jednej grupy wiernych.
      Znajomy podpowiada, że Zielonoświątkowcy są w zasadzie najbliżej tego w co (i jak) my wierzymy, ale nie pojawiam się w żadnym zborze Zielonoświątkowców i szczerze mówiąc, nie zagłębiałam się w to. Myślałam do tej pory, że Babtyści są najbliżej wiary biblijnej. Zatem może nieświadomie jestem Zielonoświątkowcem :P ale nie powiem tak dosłownie, bo naprawdę nie znam tej denominacji, ani nikogo z tej denominacji, więc trudno by było się gdzieś zaszufladkować.
      Kwestia pamiątki czy spowiedzi itd., to tematy na dłuższą debatę. Sporo odpowiedzi na to wszystko (na już) znajdziesz na Tajemnym Planie, tam jest to ładnie posegregowane. Przepraszam, że Cię tak odsyłam, ale po prostu to łatwe i przyswajalne źródełko. Tu na blogu zamierzam wypowiedzieć się odnośnie paru takich questów, ale niczego nowego nie odkryję. Na tamtej stronie masz wszystko jasno powiedziane, a ja tu w przyszłości będę miała czarno na białym napisane. Taka będzie różnica, no bo mówimy wciąż o tych samych rzeczach.

      Sola scriptura – to chyba taka najistotniejsza zasada, a przywołuje ją, bo wszystko co po łacinie, brzmi tak mądrze... ;P

      Mam takie uczucie, że Twoje ziarenko to już od dawna całkiem porządne drzewo.

      Usuń
  12. A widzisz, to wiesz jak to jest z pisaniem w domu ;) w takim bądź razie będę musiała gdzieś zdezerterować :)

    No to w sprawie spotkania będę czekać na informacje, gdybym się jednak nie odzywała, to znaczy, że jestem poza zasięgiem z przyczyn ode mnie niezależnych (problemy zdrowotne, o których pisałam u siebie).

    Tak właśnie skojarzyłam z tego co pokrótce czytałam o Zielonoświątkowcach i wydało mi się bardzo podobne do tego o czym Ty pisałaś u siebie. Dziękuję za wyjaśnienia w tym temacie i cieszę się, że nie uraziłam Cię swoim pytaniem. Absolutnie się nie gniewam, że odsyłasz mnie do innych źródeł, to zrozumiałe.

    OdpowiedzUsuń
  13. Nigdy jeszcze nie latałam samolotem i póki co się nie zanosi, ale płynęłam nie raz statkiem. Myślę, że te dwa doświadczenia mogą być podobne, bo łączy jej poczucie wolności. Tak jakby granice świata wcale nas nie dotyczyły, jakbyśmy przechytrzyli świat i stali się zwyczajnie niezależni. Oczywiście nie twierdzę przy tym, że przyroda nie jest potężna, bo jest.
    Wiara to grząski grunt, dlatego warto o niej rozmawiać w gronie najbliższych osób. Ja swojej nie definiuje, nie nazywam, nie stosuje się do żadnych zasad, po prostu chce być dobrym człowiekiem. Czy w Boga wierze? Myślę, że tak. Dużo z nim rozmawiam, w dużej mierze po prostu dziękuję mu za to co dostałam, a rzadko narzekam. Jeśli zaś chodzi o kościół to mam dosyć kontrowersyjne poglądy, o których rozmawiam z osobami, które są mi bliskie, i w dużej mierze są to osoby bardzo wierzące. Lubię to, że nie oceniamy się nawzajem, że się nie kłócimy, a jedynie dyskutujemy na granicy faktów :)

    OdpowiedzUsuń

Pewnego dnia wymyśliłam sobie, że będę dzielić się pięknem świata, którego doświadczam podczas swoich wędrówek. Że będę pisać ku pokrzepieniu serc i być może zachęcać do podróżowania. W tym samym celu wydałam książkę, czyli dla Waszej przyjemności. Czasami piszę też o Bogu, który jest dla mnie najważniejszy i dzielę się chętnie swoim studium biblijnym.
Jednak nie robię tego dla poklasku, nie chcę samych duserów.
Dziękuję za każdego czytelnika, który podzieli się ze mną swą refleksją miast "odhaczonym" komplementem. Jestem wdzięczna za każde nasze wspólne rozważanie. Za komplementy dziękuję, ale nie na tym mi zależy. Proszę rozważ to nim pozostawisz po sobie te dwa/trzy słowa :) i tak zwyczajnie: porozmawiajmy.