Wędrówki:

Zakładki dotyczące wędrówek, są rozszerzone i znajdują się po prawej stronie bloga.

"Odpowiadam za to co powiedziałam, nie za to co zrozumiałeś."

31 października 2018

Albula Pass – Igl Compass (3016 m) – przepustka do dziewiczej natury.

"A miałem w podróży zwyczaj nie wracać raz przebytą drogą,
skoro tylko było to możliwe."


– Ibn Battuta „Osobliwości miast i dziwy podróży”


schyłek września, 2018
Zapowiadano dobrą pogodę. Temperatura idealna dla obdarzonych homojotermią, zwłaszcza preferujących ubrania. (Upalnym latem zazwyczaj ciuchy stają się wrogiem... a ja lubię się ubrać.) W górach panuje złote runo, a dolinę stale o poranku rozmiękcza prześliczna mgła.
   Świty potrafią być teraz oszałamiające, szczególnie kiedy dwie damy przechadzają się za oknami, ciągnąc za sobą szaro-białe treny. Nic przez to nie widać zza okien, ale mleczne, nieprzejrzyste materiały są wystarczająco piękne. Pani Jesień i pani Mgła tańczą walca.
   Tymczasem wybraliśmy się w zupełnie inny region, gdzie klarowne powietrze i rude góry pozwalały nam na inne doznania estetyczne. Niebo było błękitne i gładkie. Bardzo dużo radości sprawiła nam ta góra, ale nie przypuszczaliśmy, że to będzie taka mordownia...


29 października 2018

Gdyby nie było w życiu mroku...

"Żeby dojść do prawdy, musisz ocenić człowieka i okoliczności. Musisz zaangażować rozum i serce. Tak to wygląda w świecie, w którym kłamstwo jest czymś naturalnym... a innego świata nie ma, Santino, przynajmniej tu, na tej ziemi."


– Mario Puzo "Rodzina Corleone"


Wrzesień, 2018
W środku tygodnia zaraz po pracy włączył nam się tryb "wakacje". On może aktywować się zawsze kiedy przekraczasz próg swojej pracy. Działa spontanicznie, pojawia się nagle i nie pyta o zdanie.
   Pora była już dość późna, więc o pełnym turnusie mogliśmy zapomnieć. A ile potrafi zdziałać chwila na łonie natury, tego wyjaśniać nie muszę, dlatego nie wahaliśmy się, a czas nie grał roli. Byle pojechać na wakacje, bo był to nasz czas wolny, bo szef już nie patrzył, bo my nie patrzyliśmy już na zegarki. Choćby miały trwać jedną godzinę – były to wakacje, które mogą być codziennie.
   Pojechaliśmy zupełnie niedaleko w miejsce dobrze nam znane. Jeżeli mam wybór między spędzeniem swoich kilkugodzinnych wakacji w domu, a wybraniem się na łono natury, zawsze wybiorę to drugie.


26 października 2018

Klausen Pass – niesponsorowane przez Biedronkę. A szkoda.

– Dlaczego oni chodzą po górach, czy szukają złota lub skarbów? 
– Zgadłeś pan. Szukają skarbów, ukrytych w kształtach górskiej przyrody, widokiem tych skarbów napawają swe oczy, niewysłowiony czar ich wchłaniają całą treścią swej duszy do ostatniej kropelki, do dna – zupełnie tak, jak przed chwilą wchłonąłeś pan piwo ze swego kufla. Różnica w tym tylko, że kufel pański teraz jest próżny, skarby gór zaś są niewyczerpane: odnawiają się wiecznie, z każdym słońcem wschodzącym powstają do nowego życia jak feniks ze śmiertelnych popiołów, bo one żyją, panie, i góry żyją.(...)

(nie wiem czyje)



Wrzesień, 2018
Wspaniale jest patrzeć na świat ozdobiony kwitnieniem lata, lecz ja jednak wolę złoto i rubiny... Wolę ciepłe tonacje. Żadne barwy kwitnących łąk nawet nie przyćmią złotej jesieni. Ale to jeszcze nie było wszystko na co stać tę porę roku. To zaledwie przedsmak tego, co miało się wydarzyć miesiąc później. Coming soon...
   Tymczasem mogłam już zacząć przyzwyczajać się do widoku lodu i śniegu zalegającego w zacienionych szczelinach, oraz poczuć nieco mroźniejsze powietrze. Z niecierpliwością wypatruję pierwszych, zimowych wędrówek.
   Te krajobrazy namalował pewien Jegomość, który tworząc, posługiwał się sercem. A później domalował małe ludziki, aby równie jak On, mogły rozkoszować się pięknem i ogromem i aby wychwalały Go za ten wspaniały dom. I pomyśleć, że nowy świat ma być jeszcze piękniejszy...


24 października 2018

Chäserrugg – jak zdobyć najwyżej położoną kanapę w regionie?

„Jeśli myślisz, że przygody bywają niebezpieczne, spróbuj rutyny. Ona jest śmiercionośna.”


– Paulo Coelho


Wrzesień, 2018
Tym razem dołączyli do nas znajomi, ci sami, którzy rok temu wędrowali z nami również jesienią. Trudno nie uznać, że jest to najlepsza pora na trekking. Nie tylko jest wtedy pięknie i ma się pod stopami złote runo, ale przede wszystkim temperatura jest znośna i słońce nie zabija... nie aż tak bardzo.
   Trochę oszukaliśmy, nie startując od podnóża góry. Znajomi pokazali nam parking na wyżynach. Informacja turystyczna dla miłośników wygodnych, dużych kanap: Przede wszystkim podjazd dla samochodów jest możliwy dosyć wysoko, co gwarantuje prosty dostęp do wyżej położonych kolejek górskich. Oczywiście z podnóża również jeżdżą, ale jakby ktoś chciał odrobinkę poskąpić, może wybrać taką opcję zdobycia tytułowego mebla.
   Chäserrugg jest częścią okazałego masywu Toggenburg we wschodniej Szwajcarii. Jego szczyt ma 2262 m wysokości i jest najbardziej wysuniętym na wschód z (siedmiu) wierzchołków przypominających kły. Z niego rozciąga się malowniczy widok na jezioro Walen.
   Ze względu na niewielką wysokość wyniesienia (zaledwie 14 metrów; Hinterrugg), Chäserrugg jest w rzeczywistości tylko bocznym szczytem najwyższego z gór Churfirsten.

Zdjęcie Toggenburg z tarasu restauracji ZwingliHütte.

22 października 2018

Berno – jak surfować w samym centrum miasta?

"Bardzo trudno jest człowiekowi uwierzyć, że Bóg go kocha,
jeśli nigdy nie doświadczył miłości drugiego człowieka."


– Michael D. O'Brien – Dom Sophii


Wrzesień, 2018
Nie zamierzam bynajmniej tą opowieścią uczynić, że ktoś poczuje się gorszy. Nie chcę też popełniać wyroku na indywidualności obywatelskiej (ze świętym prawem do własnego zdania), a wiem, że wśród Was są tacy, co się lubią czepiać nie tylko konstrukcji leksykalnych, ale i mojego stylu życia i obycia. Otóż koło potoczyło się dalej i weszliśmy na kolejny poziom znajomości. Krótko mówiąc, Sussana zaprosiła nas na śniadanie do osiedlowej kawiarni, zapoznając z dwojgiem ludzi, którym (jak się później okazało), przysłużyliśmy się swoją obecnością. Można to nazywać zrządzeniem losu, wpływem gwiazd, a nawet przypadkiem; my w tym widzimy Boży plan.
   Znam w świecie nowoczesnym takie zjawisko jak dyskomfort na dźwięk pewnych fraz, a dyskomfort zwykle, jako taki, jest unikany lub bojkotowany. Na czym zaś polega to, co oczywiste, jak choćby nauka i istnienie definicji na wszystko? Przede wszystkim na powszechności. Unikanie Waszego dyskomfortu, zaczęło wydawać mi się troszeczkę moim własnym brakiem zdystansowania... dlatego postanowiłam przestać to robić. Tyle słowem wstępu.
   Cieszę się, że rozmowy przy ciastku przebiegły nader kulturalnie, a dialogi smakowały wprost przepyszne z kawą, cukrem i mlekiem. Tym słodkim akcentem zapraszam Was na ulice Berna, a później na surfing.


19 października 2018

Berneńskie spotkania – koło się toczy.

Widzę obrazami
malując sobie przyszłość.


Umówiliśmy się pod Zytglogge, nie bardzo wiedząc nawet jak się rozpoznamy. Krótko przed równą godziną uzbierał się na placu dość spory tłumek w oczekiwaniu na grającą godzinę i ruszające się figurki na wierzy zegarowej. Mnóstwo wycieczek i pojedynczych turystów, słowem harmider.
   Mąż wpadł na pomysł wysłania swojego selfi spod szyldu apteki i dzięki temu wnet nas znalazła –  Sussana. Zaproponowała szybkie zakupy celem urządzenia pikniku niedaleko w zieleni miejskiej. Jej pytanie było powalające:
   – Idziemy do Biedronki?
Tak Polacy nazywają sieć najtańszych marketów w Szwajcarii. Poza nami znała jeszcze innych "naszych" i od nich nauczyła się kilku popularnych zwrotów.
   Po ekspresowych zakupach rozsiedliśmy się na trawniku w dużym skwerze pod katedrą, gdzie odpoczywało większość miejscowych, zajmując nie tylko wszystkie ławki, ale i leżakując na trawce.
   Oto nasz kolejny stopień znajomości, o którym mówiłam poprzednio. Na nim jednak wcale nie miało być końca, ale o tym później. Czas na odsłonięcie nieco rąbka tajemnic, jakie ostatnio się pojawiały.
   Wraz z mężem jako biblijnie wierzący, zapałaliśmy chęcią poznawania innych szczęśliwych w wierze i tak koło zaczęło się toczyć. Wiem, że samo sformuowanie "biblijnie wierzący" nie jest popularne, dlatego pozwolę sobie na krótką dygresję:
   Obchodzimy się bez uczestnictwa w publicznych liturgiach, które nie wiedzieć czemu, stały się nie tylko obowiązkową służbą wierzących w Polsce, ale i zaszufladkowaniem wśród niewierzących. Być może dlatego wielu nienależących do żadnej denominacji kościelnej, nie ma ochoty przyznawać się do wyznawania. Otóż to nie ma nic wspólnego z tym, co znane nam powszechnie. Żadnych krzyżyków, bozi, procesji i innych niepotrzebnych przejawów nadmiernej świętobliwości. Dlatego spokojnie, moi Drodzy, ja jestem zupełnie zwyczajnym, szarym obywatelem jak każdy.

17 października 2018

Jazz Hotel – Berno.

– No to po co, według pana, jest jazz?
– Po to, żeby wiedzieć, że życie nie jest ani złe, ani ciężkie, ani krótkie. Jeżeli człowiek zapomni, co w nim ludzkiego, to, żeby słysząc muzykę, sobie przypomniał.


–  Włodzimierz Kowalewski "Excentrycy"


Wrzesień, 2018
Pewne stopnie różnych znajomości mają na celu łączyć ludzi na całym świecie. Początkowo nie zdajemy sobie sprawy ile będą znaczyły nowe relacje, albo co dla kogoś w przyszłości będą znaczyć, ale ta reguła się sprawdza. Bóg stawia na naszej drodze ludzi, abyśmy wlali w ich serca kroplę odświeżenia i opowiedzieli własną historię, na podstawie której wykiełkują rozmaite tematy, na których poruszenie czekał ktoś inny być może od dawna.
   Zaczęło się od złapania kontaktu z pewną kobietą, która z braku czasu skorzystała z uprzejmości tych, którzy go mieli w bród. I tak znaleźliśmy się w Krakowie, po to aby narodzić się na nowo i zacząć wszystko od początku robiąc już tylko to co słuszne. Oni zaś, polecili nam kogoś, kto być może poprowadzi nas dalej. I tak trafiliśmy do Berna.
   O tych znajomościach oraz o tym jak doskonały plan mięliśmy zaszczyt realizować, będę pisać szczegółowiej już niedługo. Tymczasem opowiem Wam o stronie turystycznej.
   Gdzie warto zatrzymać się, chcąc zwiedzać Berno, aby nie przysporzyć sobie zbytnio kłopotu? Wybrać hotel, który znajduje się w naprawdę cichym miejscu z dala od miejskiego gwaru i oferuje darmowy dojazd do pięknej starówki.


15 października 2018

Warszawa.

Odbywszy niedługą podróż, wysiadła na peronie kolejowym, pełnym buńczucznych bilbordów głoszących typowe dla wielkich miast herezje. "Bez tego nie uwiedziesz go", "bądź szczupła w miesiąc", "poznaj tajniki zdrowego ciała"... i bez liku więcej sączących się trucizn, otumaniających społeczeństwo. Oto forpoczta pożądliwości rzeczy niepotrzebnych. Oto stolica.
   W szybkim czasie odnalazła wzrokiem osobę, którą marzyła wreszcie spotkać: przyjaciółkę z dawnych lat. Kroczyła właśnie szarym, matowym holem, dłubiąc w telefonie. Obie tutaj nie pasowały, ale ona chyba najbardziej. W zwiewnej, wielokolorowej sukience o włosach płomiennych jak jesienne liście w słońcu.

12 października 2018

Skansen Domów Drewnianych.

 „Aby zdobyć wielkość, człowiek musi tworzyć, a nie odtwarzać.” 

– Antoine de Saint-Exupéry


Sierpień, 2018
Jak pamięcią sięgnąć, był to jedyny dzień spędzony w Łodzi, w miarę swobodny. I tak naprawdę znaleźliśmy się tu przy okazji załatwiania jednej sprawy niedaleko, więc może lepiej byłoby powiedzieć, że był to jedyny dzień, podczas którego nigdzie się nie spieszyliśmy.
   Skansen Domów Drewnianych otrzymał wyróżnienie w konkursie na najlepiej zagospodarowaną przestrzeń publiczną w województwie łódzkim. Uznano go też za pomnik historii.
   Nie obiecujcie sobie za wiele. Domów jest tylko kilka. Nie ma żadnych aranżacji wnętrz, w ogóle nie wchodzi się do środka. Zwiedzanie całości, choćby nie wiem jak wnikliwe, nie trwa dłużej niż dziesięć minut.

Powiększ.

10 października 2018

Kraków – priorytety zostały objawione.

"I dam wam jedno serce, i włożę nowego ducha w wasze wnętrze;
usunę z ich ciała serce kamienne, a dam im serce mięsiste."


– Ez 11:19


Sierpień 2018
Spędziliśmy tu zaledwie parę dni. Jawią się one w mojej pamięci dosyć mglisto, jeśli chodzi o poznawanie uroków tego miasta, ale celem nie była tym razem turystyka.
   Pierwszy raz byłam w Krakowie za czasów liceum w ramach zielonej szkoły. Znaleźliśmy się na starym rynku, a klasa (niestety przeważały w niej dziewczyny), uznała że jest zmęczona i chcą posiedzieć. To była już druga rzecz, której na tym wyjeździe nie zwiedziłam, bo jaśnie panienki chciały posiedzieć. Chłopaki nie mięli wtedy nic do gadania, jako mniejszość, a byli mojego zdania, przyjechali i chcieli coś zobaczyć. Zatem Krakowską starówkę znam z pozycji siedzącej z murku na starym rynku. A zła byłam tamtego dnia jak osa, podczas gdy dziewczyny zajmowały się swą wzajemną adoracją.
   Lata minęły, a tym razem – jak już wspomniałam – mięliśmy inną misję, więc zwiedziliśmy jedynie to, co było nieopodal naszego hostelu.
   Padał deszcz. Powędrowaliśmy w jego strugach na spacer do Bielańsko-Tynieckiego Parku. Polecam na takie pogody wodoodporne kapelusze z szerokim rondem.
   Wszystkie zdjęcia w Krakowie zostały zrobione telefonem przez męża, bo szczerze przyznaję, nie planowałam wtedy żadnej fotorelacji. Mięliśmy nadmiar czasu, który grzechem byłoby przesiedzieć w hostelu.

Powiększ.

8 października 2018

Kętrzyn.

"Znowu stoję na tej świętej ziemi
najukochańszej ziemi
moich ojców
znowu patrzę na jej
siwe niebo
na jej wzgórza
z zielonymi lasami
i na jezior
oblicza lustrzane"


– W. Kętrzyński "W Ojczyźnie"


Sierpień, 2018
Tymi słowami przywitało nas miasto Kętrzyn, leżące na terenie historycznego terytorium Prus Dolnych. Rastenburg – tą oto nazwą posługiwali się dawni mieszkańcy, kiedy cały teren był pod panowaniem Zakonu Niemieckiego.
   Jeszcze przed XIII wiekiem, nim Niemcy wtargnęli na te ziemie, żyło tutaj plemię Bartów określające swoje terytorium jako Barcja. Bronili swojej ojczyzny wytrwale przez długie lata, wraz z pomocnym ramieniem Jaćwingów – plemieniem z północnej Polski; lecz czarny krzyż okazał się silniejszym przeciwnikiem niż to przewidywali.
   I tak, w XIV wieku komtur bałgijski ustawił strażnicę i odtąd rozpoczęła się budowa osady. Kętrzyn stał się siedzibą prokuratora, historia zna również zamieszkałych tu dwóch wielkich mistrzów krzyżackich.
   Posłuszeństwo zostało krzyżakom wypowiedziane dopiero w XV wieku. Wówczas zamek przejęli mieszczanie, a prokurator zakonny Wolfgang Sauer stał się ich więźniem. Krótko później utopiono go w Stawie Młyńskim.
   To tyle słowem najstarszej historii. Miasto posiada kilka cennych zabytków, m. in. potężny zamek gotycki, który był w remoncie i nie mogliśmy go zwiedzić.

Ratusz.

5 października 2018

Wilczy Szaniec – testament Hitlera.

"Nie wiem jaka broń będzie użyta w trzeciej wojnie światowej,
ale czwarta będzie na kije i kamienie."


– Albert Einstein


Sierpień, 2018
Była wojenna kwatera Adolfa Hitlera raczej nie będzie wymarzonym miejscem do zwiedzania, biorąc pod uwagę zło jakie było stąd rozsiewane. Wspomnienia pobudzone przez to miejsce, nie pozostawią miłego wrażenia.
   Oto wczesną jesienią 1940 roku, podjęto decyzję o budowie w lesie gierłowskim, głównej kwatery Hitlera. Las dziś lokalizowany niedaleko Kętrzyna, przylega do jezior: Tuchel, Siercze, Kwiedzina i Moj. Co zdecydowało o powstaniu kwatery akurat tutaj?

  • Bliskość z granicą Związku Radzieckiego;
  • Najbardziej ufortyfikowany okręg III Rzeszy (rejony umocnione okopami przeciwpancernymi i zasiekami z drutu kolczastego);
  • Znaczne oddalenie od dróg, oraz naturalna, całoroczna osłona lasu mieszanego;
  • Okalające las jeziora, stanowiące naturalną przeszkodę przed penetracją wojsk lądowych.

Hitler właśnie stąd kierował operacjami na froncie. Czasami naczelny wódz przenosił się do tzw. "kwatery ruchomej", będącej niczym innym jak prywatnym wagonem kolejowym. Umożliwił tym sobie sprawne poruszanie się do wybranych odcinków frontu.

Słówko ode mnie: Okoliczności dla fotografa (zwłaszcza laika) były, krótko mówiąc, przytłaczające, dlatego jakość zdjęć nie jest perfekcyjna, ale na wszystkich widać to, co miało być widać. Nie opuszczało mnie wrażenie chodzenia po przytułku diabła. Istnieją badania na dosyć ciekawy temat, iż najważniejsi decydujący operacji wojennych, byli okultystami. Zdarzyło Wam się trafić na takie wieści? Niektórzy badacze tej historii, właśnie tym tłumaczą holokaust – składanie ofiar. Pisał o tym m. in. Eric Kurlander (amerykański uczony).


3 października 2018

Park w Kadzidłowie – dziki rezerwat. Czy powinno wpuszczać się tu ludzi?

"Czasami człowiek sądzi, że ujrzał już dno studni ludzkiej głupoty, ale spotyka kogoś, dzięki komu dowiaduje się, że ta studnia jednak nie ma dna."


– Stephen King, "Stukostrachy"


Sierpień, 2018

Pamiętam park jeszcze z czasów, kiedy dosłownie każda zagroda mieściła jakąś grupę zwierząt. To tam zdarzyło mi się pogłaskać żubra, wziąć na ręce wilcze szczenię, oraz zobaczyć w naturze jaka. Zwierząt było naprawdę dużo, a ogromny teren zdawał się nie mieć końca. Mocno mnie zaskoczyło, że teraz z tego wszystkiego została zaledwie taka garstka. Garść ciekawych wspomnień.
   Podczas oczekiwania na przewodnika, grupujący się ludzie zdołali rozsierdzić moje serce na resztę dnia. Wybaczcie rasistowskie stwierdzenie, ale Polacy mają permanentną inklinację do robienia burdy, celem pokazania kto tu rządzi. Czekały z nami grupy rodzin z dziećmi, nazwałam ich "ważniacy". Była jeszcze jedna młoda para i druga chyba w naszym wieku bądź odrobinę starsza.
   Przyszła instruktorka, a wtedy zaczęło się prawdziwe pandemonium. Rodziny z małymi dziećmi w wózkach podniosły larum, bo jak to nie wolno wprowadzać wózków? Jedna z rodzin miała małego pieska. Przecież był na smyczy, on nie szczeka.
   W internecie można zapoznać się ze szczegółowym opisem terenu, regulaminem, oraz obejrzeć zdjęcia, jeśli komuś nie chce się czytać. Przy wejściu gdzie czekaliśmy, stała ogromna tablica z przepisami, wystarczyło przeczytać i się upewnić, czy my rzeczywiście się tutaj nadajemy.
   Park składa się z wielu terenów ogrodzonych wysokimi płotami, przez które przechodzi się po drabinach. Jest ich osiem na całej tracie wycieczkowej. Wózek? Serio jeszcze trzeba było pytać, czy można wejść z wózkiem? W tym parku zwierzęta chodzą wolne, czasem podchodzą do ludzi, więc wprowadzenie psa wydało mi się oczywistym zakazem. Ale to nie wszystko z zakresu bałwaństwa.


1 października 2018

Pasym – plener marzeń.

"Życie (...) komu i jak się powiedzie, to sprawa każdego z nas – z osobna. Byle się nie bać zmian, nie zatopić w niechęci i fochach. Szkoda życia na złość. A na miłość... aż go za mało."


– Małgorzata Kalicińska "Dom nad rozlewiskiem"


Sierpień, 2018
Są takie książki, które czytam dlatego, że coś konkretnego mnie do nich przyciąga. Nie są dziełami literatury, do których warto się przyznawać i reklamować, będę konsekwentna – przyciągnęło mnie "Domu nad rozlewiskiem" tylko miejsce akcji, a właściwie sentyment jaki mam do tego miasteczka. Rozlewisko już Wam pokazałam, teraz czas na Pasym.
   Dowiadujemy się z książki, że jego mieszkańcy czerpią wiedzę jedynie z kościoła i telewizji, oraz że pracownicy Urzędu Miasta w Pasymiu, utrudniają życie petentom, wyraźnie sugerując łapówkę. Książka niby jest lekka i stanowi miłą odmianę treści, ale rażą w oczy opinie, które choć należą do osoby fikcyjnej, trudno się oprzeć wrażeniu, że są po prostu obraźliwe.
   Pasym był plenerem nie tylko adaptacji filmowej tej powieści, ale i moim planem niedoszłych marzeń.
   Dziś piszę od serca, bo o historii miejscowości opowiadałam kilka lat temu.