Wędrówki:

Zakładki dotyczące wędrówek, są rozszerzone i znajdują się po prawej stronie bloga.

"Odpowiadam za to co powiedziałam, nie za to co zrozumiałeś."

21 września 2018

Stoos – Klingenstock – Fronalpstock. / Błękitne wody.

"Niech twoje serce podróżuje bez bagażu, ponieważ to, co ze sobą przyniesiesz
stanie się częścią krajobrazu."


– Anne Bishop "Sebastian"


Sierpień

To był dzień pełen wrażeń i mogę śmiało dopisać tę wędrówkę do listy tych, które zostaną w pamięci oznaczone gwiazdką. Góra, którą obraliśmy sobie za cel, to miejsce bardzo popularne w Szwajcarii z możliwością dojazdu kolejkami górskimi. Z tego powodu należy mieć wzgląd na dużą liczbę turystów na szlakach, więc powinno znaleźć się w naszym wyposażeniu morze cierpliwości.
   Masyw położony jest w kantonie Schwyz, w samym sercu Szwajcarii Środkowej, wysoko nad Jeziorem Czterech Kantonów. Jest atrakcyjnym miejscem do uprawiania wszystkich rodzajów sportów (zarówno latem jak i zimą), lub po prostu odprężenia z dala od miejskiego zgiełku. Zapraszam do zapoznania się z ofertą.
   Nasza przygoda rozpoczęła się na dworcu Schwyz-Stoos, skąd odjeżdża najbardziej stroma kolejka na świecie (do wyboru jest niewielka kolejka linowa z Morschach-Stoos). Ta kolejka górska to zjawisko... oj tak, nie przesadzam. Sympatyczne, żółte beczki poprowadziły nas torami przez kilka tuneli aż dojechaliśmy do Stoos (1300m).
   Miasteczko jest pozbawione ruchu samochodowego, położone na słonecznym płaskowyżu o tej samej nazwie. Odwiedzający Stoos w lipcu i sierpniu mogą odświeżyć się w idyllicznym basenie z podgrzewaną wodą w środku lasu. Znajdują się tu również hotele i apartamenty. Postarano się o specjalne udogodnienia dla dzieci, takie jak dziecięce menu, place zabaw, a także o inną rozrywkę oraz nawet indywidualną opiekę. Uwaga rodzice! Tu można porzucić Wasze skarby i ruszać na przygodę we dwoje!
    Stąd startowaliśmy marszem, ale oczywiście można było jechać dalej, tyle że już innym wyciągiem, nie beczkami.
   A oto pierwsze zdjęcie jakie zrobiłam w Stoos:

Klimatyczny początek zwiastował wielkie doznania.


Nie pominę tematu kolejki górskiej, bo muszę Wam ją pokazać!
Znalazłam najlepiej ukazujący ją filmik. Podczas oglądania, można myszą obracać kamerę.


Zaczęliśmy od szczytu Klingenstock, chociaż planowaliśmy od przeciwnej strony... Na początku szlaku dyrygowała turystami przewodniczka, której zadaniem było roztłoczyć szlaki i puścić obieg w jednym kierunku. Musieliśmy jej posłuchać i zacząć... od najwyższego szczytu, który w pierwotnym planie miał zostać na sam koniec. Nic nie szkodzi. Pełni entuzjazmu, ruszyliśmy przed siebie.
   Górska ścieżka wiła się bardzo przyjemnie w cieniu gęstych chmur. To była pierwsza wędrówka po upalnym lecie, która jawiła się dla mnie niezwykłą, nie tylko znośną ale naprawdę bardzo przyjemną aurą. Muszę tutaj podkreślić tę wyjątkowość.
   Czułam się tak jakbym mogła przejść cały świat. Nie brakowało mi sił, nie bolała głowa od słońca, mogłam biec. Po licznych perypetiach ze słońcem tego roku, była to wielka zmiana.

I był to najwyższy dziś wierzchołek jaki zdobyliśmy.
Wjeżdżających na Klingenstock czekała na samym końcu mała przygoda. Na szczyt akurat naszła chmura. Lekko się ochłodziło, aż przyjemnie było oddychać, to powietrze... smakowało!



Nie myślcie sobie, że nie było widoków, te chmury przepływały w dość dużym tempie, na tyle, by co jakiś czas otworzyć nam okno na świat w dole.





Przełęcz grzbietu Stoos z Klingenstock do Fronalpstock oferuje widok na ponad 10 jezior i niezliczone alpejskie szczyty w Centralnej Szwajcarii. Jakby oprócz fascynującego widoku panoramicznego to było mało...
   Czułam się urzeczona. Niekiedy nie ma sensu spierać się, że nie będę włazić na popularne szczyty, bo wiele bym przez to traciła. Wiecie przecież, że jestem kolekcjonerką doznań piękna.

A gdy chmury otworzyły się kawałek dalej...
Letni piechurzy znajdą tu atrakcyjne trasy do uprawiania turystyki pieszej, bądź lekkich spacerów wśród zróżnicowanej flory i fauny alpejskiej. Istnieje też wiele tras dla rowerzystów górskich, a także jedna trasa wspinaczkowa. Tym co przyciąga najbardziej samych Szwajcarów jest możliwość delektowania się pysznymi specjałami po drodze w karczmach w Laui i Tröligen.
   O tak... oni to lubią... Czasami wędrują tak od schroniska do schroniska przez wiele dni. To jest szczególnie częsta rozrywka wśród emerytów. Oni mają na to bardzo dużo czasu.




Wymarzona emerytura.
Szliśmy wzdłuż pięknego szlaku grzbietowego przez Klingenstock, następnie przez Rot Turm, Nollen, Huserstock, Furggeli aż do Fronalpstock. Trasa ma stały widok 360º! Nie można uzyskać lepszej wszechstronnej panoramy niż ta na grzbiecie, w dodatku z jednej strony ściętym zupełnie pionowo.
   Mimo że cały szlak jest wystarczająco szeroki, aby dwoje ludzi mogło się minąć, przybywający tu turyści powinni być pewni siebie i nie bać się wysokości, bo z drugiej strony jest... no właśnie, ten klif. Kocham szlaki nad klifami. Widoki zapierają dech w piersiach, a zdjęcia wychodzą takie, że pojawiają się pytania, o to czy robiłam je z drona.
   Niezwykli do wędrówek górskich, mogą śmiało spacerować dzięki dobrze wykonanym i bezpiecznym (częściowo wyposażonym w łańcuchy) szlakiem. Górska ścieżka celowo została w niektórych miejscach pocięta schodkami i zabezpieczona linkami, by ci najmniej wprawni piechurzy, nie musieli się bać.


I znów otworzyły się chmury, znów mogłam podejrzeć jakieś gospodarstwo.
Myślę, że zimą jest tu jeszcze więcej osób... Masyw ma bowiem aż osiem wyciągów i 30 km tras dla narciarzy. Dla snowboardzistów jest też specjalny park rozrywki. Dla chętnych w każdym wieku udostępniono szkółkę narciarską.
   Narciarze biegowi mogą pokonywać ponad 15 km tras wokół miejscowości Stoos, a jako ciekawostka, stok o długości 2 km podlega wyłącznie miłośnikom klasycznych sanek.
   Coraz mocniej moją uwagę porywały jaskrawo-błękitne jeziora. Na Huserstock (1904 m.) zrobiliśmy sobie przerwę. Z takimi widokami można pić jedną kawę przez godzinę... Oczywiście nie piłam jej tak długo, bo mąż by mnie spiorunował wzrokiem, po oświadczeniu takiego zamiaru.




Furgelli (1732 m.) opada mocno w dół, więc po tym punkcie, czekało nas spore podejście pod górę. Ale co ja będę o tym gadać... Na to powinno się patrzyć, a nie o tym czytać.

Powiększ.

 Stanie w chmurze bardzo lubię, ale jeszcze bardziej, kiedy kolejny raz odsłania przede mną nowy obraz. Z każdego miejsca widać go inaczej, to jakby przechodzić długim tunelem, w którym co jakiś czas umiejscowione jest okno.


Seeli czy w gwarze szwajcarskiej "Jeziorko"
Kiedy my stanęliśmy w podobnym punkcie jak ci ludzie (zdj. wyżej), zobaczyliśmy pod skałą wielką, błękitną taflę jeziora i przybrzeżną miejscowość. Wrażenie było ogromne, a woda tak nieskazitelna, że porównaliśmy ją do wylanej w to miejsce, niebieskiej farby.



Wreszcie miałam okazję zobaczyć kwitnący dziewięćsił. Zwykle widziałam tylko jego suche, przekwitłe kwiaty.

Powiększ.


Na Fronalpstock znajduje się najwyżej położona restauracja w kantonie Schwyz. Tam wielu zatrzymuje się na drinka. My udaliśmy się na platformę widokową i przy okazji daliśmy się upamiętnić internetowej kamerce.
   Zjawiskowe widoki to mało powiedziane. Chyba nie muszę już jechać na Malediwy, to zrobiło na mnie... potężniejsze wrażenie.








Powiększ.
Nie chciało się wracać... Wyznaczyliśmy sobie w tym celu inną drogę, prosto do miejscowości startowej, skąd zjechaliśmy na dół tą samą, beczkową kolejką. Nie szczędziliśmy zmysłom, szlak w dół nie był wcale mniej bogaty.

Pomysłowa rzeźba... Nazwałam ją "Spoczynek".
Powiększ.
W pewnym miejscu (już zszedłszy z grzbietu, lekko zataczając krąg), delikatnie zboczyliśmy z trasy, bo dosłownie kilka metrów w dół pojawiła się okazja, by siąść na ławce i jeszcze raz przyjrzeć się pięknym wodom. Takie wejrzenie pożegnalne.











Szlak po drugiej stronie masywu aż do Stoos jest mniej atrakcyjnym zejściem. Prowadzi przez alpejskie łąki, które po takich wrażeniach odbiły się w nas ciągłym milczeniem i jednostajnym krokiem, nawet bez żadnych myśli. Tak mocno zajęły nam głowę przeszłe widoki.


Pomimo natłoku ludzi, pomimo nieustających zewsząd rozmów, warto było znaleźć się na tym grzbiecie i chylić czoła genialnemu pomysłowi Stwórcy. On nas ciągle zaskakuje, a przecież jeszcze tak mało widzieliśmy i wciąż przecież tylko ta Szwajcaria... a jednak. Jednak gdzie nie pojedziemy, mimo iż to ciągle góry, jest zawsze inaczej. I mam wrażenie, że coraz to piękniej... – a mówi to osoba wybredna na widoczki.
   A może by wrócić tam zimą na rakiety śnieżne? Wyobraźcie sobie ten lazur okolony bielą...

A tu nasze nagranie całego zjazdu. Tunele i cała gama pejzaży:

Powiększ.
Powiększ.

15 komentarzy:

  1. kapitalnie wyglądają szczyty otoczone wodą. jakby jakiś kataklizm nastąpił - jakieś niekończące się oberwanie chmury, które wypełniło wszystkie doliny do pełna i tylko szczyty wystawały nad wodę. bardzo ładne zdjęcia. zachęcają do odwiedzin.

    OdpowiedzUsuń
  2. No dziś prawdziwa uczta dla oka! Prawda, że tam gdzie jeżdżą kolejki, tam turystów więcej, choć na zdjęciach widać, że ułamek tego, co w Tatrach...woda w jeziorach niesamowita, raczej przyzwyczailiśmy sie do ciemnej i jeszcze te zagłówki, jak w kurorcie z cieplejszym klimatem.
    Takie wędrowanie grzbietami jest boskie!

    OdpowiedzUsuń
  3. Ileż ja bym dała za ujrzenie tych widoków na żywo! W takich momentach zazdroszczę tym emerytom, że mogą sobie pozwolić na takie wycieczki :D Ach, gdzie ta emerytura haha
    Ale oglądać zdjęcia z widokiem na jeziora, autentycznie dostałam gęsiej skórki, wspaniałe!

    OdpowiedzUsuń
  4. Widzę połączenie gór i wody niżej, jak dla mnie to dopiero coś. :) A rzeźba wyjątkowa.

    Raczej nie będzie mi się chciało spać, bo zwykle jak wsiadam do samolotu to raczej się denerwuję. Zobaczę w poniedziałek jak to będzie.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  5. Pierwsze zdjęcie budzi grozę! Ale generalnie widoki przepiękne!

    OdpowiedzUsuń
  6. Dla takich widoków warto żyć. Dziękuję za tyle doznań, jakich doświadczyłam. Zjazd i tunele rewelacyjne. Cudne krajobrazy, jaka ta Szwajcaria jest piękna, a Twoje spostrzeżenia doskonale oddają klimat miejsca.
    Serdecznie pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  7. Aaachchch!... Nareszcie coś dla mnie! Kolejka! I jeszcze ta woda wściekle turkusowa...

    OdpowiedzUsuń
  8. Witaj Aniu.
    Fajna wedrówka i piękne widoki. No i te chmury opadające.
    Szkoda, że taka eskapada jest poza moimi możliwościami.
    Pozdrawiam serdecznie.
    Michał
    PS. A jak daleko z wydaniem książki?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ostatnią korektę potwierdziłam 2 tyg. temu, a w zeszłym, tekst na okładkę. Praca wre, do końca roku powinna być :) Czekaj cierpliwie ;)

      Usuń
  9. Wszystkie połączenia do tego sanatorium dla Staruszka są z przesiadką. Mówi się trudno, tak czasem z podróżowaniem jest. Może jeszcze na dworcu PKP coś więcej powiedzą. Zobaczy się jeszcze.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  10. Wygląda magicznie. Chociaż ja bym się trochę bała ze powietrze nie bedzie odpowiednie ;-)

    OdpowiedzUsuń
  11. Kochana!
    Piękny cytat na wstępie:)
    Jak zawsze interesująca foto-relacja. Powędrowałam z Tobą hen daleko...dziękuję:)
    Buziaczki:)

    OdpowiedzUsuń
  12. Te wszystkie widoki z góry kojarzą mi się z widokami z lądującego samolotu. Tak bardzo, bardzo! Piękne, wodne, lazurowe okolice. Świetna kolejka i te zejścia. Widzę, że na nudę w okolicy nie możecie narzekać.

    OdpowiedzUsuń

Pewnego dnia wymyśliłam sobie, że będę dzielić się pięknem świata, którego doświadczam podczas swoich wędrówek. Że będę pisać ku pokrzepieniu serc i być może zachęcać do podróżowania. W tym samym celu wydałam książkę, czyli dla Waszej przyjemności. Czasami piszę też o Bogu, który jest dla mnie najważniejszy i dzielę się chętnie swoim studium biblijnym.
Jednak nie robię tego dla poklasku, nie chcę samych duserów.
Dziękuję za każdego czytelnika, który podzieli się ze mną swą refleksją miast "odhaczonym" komplementem. Jestem wdzięczna za każde nasze wspólne rozważanie. Za komplementy dziękuję, ale nie na tym mi zależy. Proszę rozważ to nim pozostawisz po sobie te dwa/trzy słowa :) i tak zwyczajnie: porozmawiajmy.