Wędrówki:

Zakładki dotyczące wędrówek, są rozszerzone i znajdują się po prawej stronie bloga.

"Odpowiadam za to co powiedziałam, nie za to co zrozumiałeś."

4 września 2018

Piz Beverin – tajemnica czarnego szczytu.

Granice? Nigdy żadnej nie widziałem,
ale słyszałem, że istnieją w umysłach niektórych ludzi.


– Thor Heyerdahl


Przy okazji wędrowania po okolicznych górach, zawsze oboje z mężem obserwowaliśmy ten wierzchołek. Jest chyba najbardziej charakterystyczny pośród gór w środkowej Gryzonii, wiedziałam też, że zdobycie go to poważna wyprawa. Zaplanowaliśmy sobie to wyzwanie rok temu, aby pod koniec lipca przekonać się, jak wiele dziwnych tajemnic skrywa ten masyw.
   Piz Beverin jest niezwykłą górą, której zdobywanie wiąże się nie tylko ze sporym mozołem, ale i oglądaniem naprawdę zjawiskowego kawałka ziemi. Szczyt bowiem jest bardzo nietypowy i każdy kto nań się dostanie, ma wrażenie wkroczenia na co najmniej enigmatyczny teren.
   Wyobraźcie sobie, że kroczycie skalistym zboczem, w sumie nic nadzwyczajnego... aż tu nagle docieracie na zwieńczenie drogi, które jest całkowicie łyse i czarne, a małe skałki na powierzchni lekko połyskują. Dosłownie jakby wierzchołek niegdyś zapłonął, albo przez długi okres wcześniej, waliły weń pioruny. Budzi to skojarzenie ze sławną Bożą górą... Lecz spokojnie, to nadal Szwajcaria.

Pierwszym co ujrzeliśmy zaraz po wyjściu z samochodu, była zachwycająca chmura przewalająca się przez błonie. Nieopodal stała wioska, a przed nami teren całkowicie zdominowany przez bydło.







Jak zwykle w takich sytuacjach witamy się z krowami, nie przepędzamy ich z drogi i nie straszymy. Niestety zdarza się, że ludzie profilaktycznie płoszą te zwierzęta, pomimo znaków zakazujących podobnych działań.
   Z krowami często na pastwiskach są młode i niestety mogą zaatakować, czując się zagrożone. Warto pomyśleć i nie stać się przypadkowo czerwoną płachtą. Krowa też może wziąć człowieka na rogi. Warto o tym pamiętać, gdyż szwajcarskie szlaki górskie, często prowadzą środkiem pastwiska.
   Dla zrównoważonych krowy są niezwykle przyjacielskie, a i tak się zdarzało, że garnęły się do ludzi i łasiły. Apeluje o opamiętanie w takich sytuacjach. Głaskać, nie straszyć!

Bo szeryf patrzy!
Chmury zawsze szykują dla nas niesamowity pokaz.


U wodopoju dla krów był również wodopój dla ludzi.
Schłodzone w zimnej wodzie piwo i inne napoje – cennik wywieszony, skarbonka obok.
Samosprzedaż jest bardzo popularna u Helwetów.
Oddaliwszy się od terenów zamieszkałych, zaczęli pojawiać się dzicy mieszkańcy. Obcowanie z naturą zawsze rodzi we mnie takie poczucie, że znajduję się we właściwym miejscu. Z dala od hałasu i smrodu, gonitwy za szmalem, zepsucia, chorych poglądów i wszystkiego co składa się na tradycyjny potok słów standardowego człowieka. Przykro mi czasem tak mówić, ale to zdanie wyklarowało się u mnie wiele lat temu, kiedy postanowiłam sobie, że nie będę brała w tym udziału.
   Tutaj pośród ciszy i pachnącej trawy, cieszyłam się, że mogę fotografować z tak bliska naturalne piękno.
   Zadarłszy głowę, obserwowałam ludzi pokonujących żelastwo, z którym sama również miałam się tego dnia zmierzyć.
   Po drodze minęliśmy drewnianą chatę – ostatnie miejsce, które można nazwać cywilizacją, chociaż patrząc na nią, myślę, że to trochę naciągane... Była niestety zamknięta. Niektóre są specjalnie otwarte dla wędrowców, aby mogli sobie weń odpocząć, a nawet kupić coś drogą samosprzedaży.

Kozica pod skałą.
Spektakl chmur trwał nadal.

Skała z żelastwem wspinaczkowym.

Ostatnia chata.
W tym miejscu teren jął się całkowicie zmieniać, a trudności przydały uciążliwe promienie słońca. Na szczęście ta wysokość oferuje wspinaczom właściwe chłodzenie, więc nie mogłam narzekać. (Do czasu.)
   Piz Beverin należy do wapiennych gór Splügen, charakteryzujących się skalistymi pustyniami i piarżystymi stokami.  Jego wyjątkowość uznali nawet naukowcy. Masyw należy do grupy SOIUSA (Suddivisione Orografica Internazionale Unificata del Sistema Alpino), tj. systemu klasyfikacji geograficznej Alp.

Zielone błonie zostawiliśmy za sobą.
I wtedy wysoko nad nami wyrosła skała, która w lot skojarzyła mi się z tą granitową, biblijną skałą, z której wytrysła woda. Oryginalną skałę już dawno zlokalizowano i zbadano. Lubię jak nauka potwierdza stare wydarzenia, które – jak pamięcią sięgnę – w szkole wsadza się pomiędzy bajki.
   Tymczasem słońce zaczęło grzać i na poważnie rozmarzyłam się o jakimś miłym gejzerze... ciężko było włazić, a stromość potęgowała się z każdym metrem. Potrzebowałam chociaż odrobiny cienia, ale nie w tym miejscu. O gejzerze też mogłam zapomnieć.


Przed nami najciekawszy punkt drogi docelowej. Zaczęło pojawiać się żelastwo i grube sznury. Szlak w tym miejscu przestawał być wyraźny, a gładkie skały groziły zsunięciem się. Pomoce zdecydowanie ułatwiły to podejście.
   Ostatnia prosta prawie całkiem w pionie, ożywiła mnie i rozochociła. Słońce już przestało mi przeszkadzać, zabawa była ważniejsza. Nawet sobie nie wyobrażacie jak ja lubię włazić po takich skałkach! To było właściwie do przewidzenia. Kiedyś moi rodzice zabrali mnie za młodu do Ogrodu Botanicznego, gdzie miałam okazję wspinać się po czymś, co dziś wydaje mi się tylko skalną ścieżką spacerową. Po latach wszystko zmienia perspektywę, kiedy byliśmy mniejsi, a nasz dom był jak forteca, takie wyprawy jak Ogród, zdawały się gigantyczną przygodą, do której podchodziłam z entuzjazmem i marudziłam, że chcę tam wrócić właśnie na skałki.
   Teraz mam inny Ogród, mój skalisty i gigantyczny plac zabaw pełen legend o smokach. Lecz spojrzysz w dół i już wiesz, że to nie zabawa.




A na samej górze... nie zgadniecie!
Wspaniałe widoki!
(a to ci niespodzianka...)

'Lecz spojrzysz w dół i już wiesz, że to nie zabawa.'

Powiększ.
A nim wejdziecie na sam szczyt, stajecie na krawędzi i rozglądacie się z niepokojącym zastanowieniem, gdzie my jesteśmy? Wszystko wokół wygląda tak, jakby zaraz po wkroczeniu na teren, miał Was walnąć piorun. Czarne, połyskujące kamienie, bez najmniejszego życia na całym, niedużym wierzchołku placu... i nagle zaczynacie rozważać, czy aby nie zacząć szukać tutaj kamiennego dekalogu...
   ...no i wbiegłam na szczyt galopem, bo ja to normalna do końca nie jestem.


Piz Beverin 2,998 m


Skład góry:

Skały ofiolitowe są składnikami litosfery oceanicznej. Gliny i osady morskiego basenu świadczą wyraźnie o tym, iż obszar znajdował się całkowicie pod wodą (Wielokrotnie powtarzam przy dowodach geologicznych różnych miejsc – kiedyś ziemia była całkowicie zalana.)
   Specyficzny blask małych kamyków sprawia ciemny, drobnoziarnisty łupek o zawartości wapnia i piasku, oraz kwarc.
   Na szczycie w obrębie łupka można obserwować chaotyczne osunięcia ziemi i mocno splątane masy osadów fliszowych. Głębiej w mylonitach zwykle kryją się optofity i marmury.
   Tak, tak, wierzchołek Piz Beverin to dno oceaniczne.
   Okazało się, że na górze było więcej ludzi, a w ułożonej z kamyków wieży ukryto księgę gości na dnie drewnianej szuflady, czyli wędrowne "must be" każdego górskiego piechura.




I znalazła się roślinność...
Nagranie doskonale pokazuje jak różna jest ta góra na tle okolicznych masywów.

(Ta w niebieskiej kurtce, to ja
– szczęśliwie zmarznięta po długich upałach w dolinie.)

Tu zrobiliśmy sobie dłuższą przerwę na ładowanie baterii. Czułam w nogach, że dałam sobie porządny wycisk. I dobrze. Może to nienormalne, ale lubię ból mięśni.
   Ekscytująca podróż została ukończona w okolicznościach niepospolitych i dość osobliwych. Zaokrąglone krawędzie łysego szczytu, niczym łepek od zapałki, sprawiały wrażenie, że im bliżej się podchodzi, tym niżej się jest, i że tylko z samego środka można było uznać siebie za zdobywcę tego zacnego metra. Czułam się na tej górze fenomenalnie i jeżeli ktoś powiedziałby mi, że mam go tam zaprowadzić, chętnie wrócę na Piz Beverin.




Wielkość świata
małość człowieka.
Spoglądanie na wszystko z góry z przybliżeniem, stało się już normą owocującą interesującymi zdjęciami. Lubię tak patrzeć, obserwować świat, jednocześnie nie biorąc w nim udziału, w tych wszystkich rzeczach, które dzieją się z daleka ode mnie, nie mając najmniejszych szans na wciągnięcie mnie w to wszystko.
   Góry są niebezpieczne i łatwo tu zginąć, zgadza się. Ale nigdzie nie czuję się bezpieczniej. Mam wrażenie, że po górach nie chodzą źli ludzie. Nocą boję się wyjść sama w miasto, zaś po górach chodzę sama z chęcią. Nigdy nie doświadczyłam na szlakach zła. Bo tam na dole owszem i to bardzo dużo.






Przed nami była jeszcze jedna atrakcja, mianowicie w drodze powrotnej, aby zejść z góry, trzeba było wejść.
   Przyznam, że szukając jakikolwiek informacji, a nawet innych zdjęć, za każdym razem wyskakiwały mi same zdjęcia tego żelastwa. Nie szczyt, nawet nie góra z oddali, a właśnie ta drabinka. Jest najwyraźniej dużą atrakcją, może nawet większą niż wierzchołek góry.




Drabinka Beverin Pintg

Trasa jest dostępna także zimą (o oznaczeniu T3) i wiedzie po drabinie o wysokości ośmiu metrów. Prowadzą tutaj kopce czarno-szarych skał i znaczniki aż do gruzowiska i do tzw. siodła. Po lewej stronie drabiny widać stare pręty (stopnie), które kiedyś czyniły szlak mniej bezpiecznym.
   A oto cały teren, wraz z gruzem, po którym musieliśmy zejść.


Czyniłam honory.

Kolejne miejsce na liście moich placów zabaw. Na żelastwo zawsze porywam się chętnie. Pierwszy raz rzuciłam się na drabiny przy okazji schodzenia ze szczytu Drei Schwestern w Liechtensteinie – również bardzo wesołego podejścia.
   Pokonywanie 23 szczebli – krok po kroku:


Został nam na koniec drogi, piękny spacer po trawiastym grzbiecie w dół, a potem przez pastwiska. Trasę oceniam jako wyjątkową spośród wielu wędrówek tego roku i na pewno niezapomnianą aż po kres dni, ewentualnie póki pewien Niemiec mi tego nie schowa w lukach pamięci.


To góra dla wytrwałych i doświadczonych piechurów. Chociaż nie wymaga specjalnego sprzętu (prócz butów – konieczność na skałki), to z całą pewnością szlak wymaga spartańskiej kondycji.
   Górę łatwo zlokalizować, widać ją z daleka (link na początku artykułu). Łatwo trafić, okoliczne miasto Thusis zapewnia transport – dość wysoko w te tereny podjeżdża autobus.


28 komentarzy:

  1. Aż mnie ciarki przeszły jak zobaczyłam te zdjęcia! Z moją obecną kondycją miałabym bardzo ciężko tam się dostać. Ale widoki, fenomenalne!

    ___
    Pracując w empiku miałam umowę zlecenie, co mi na tyle ułatwiło sprawę, że mogłabym odejść z dnia na dzień. Jedynie z szacunku do kolegów, którzy srogo dostaną po tyłkach po moim odejściu (za mało ludzi do pracy i mnóstwo godzin do wyrobienia) zdecydowałam się zostać na dwa tygodnie 'wypowiedzenia'. Nowy pracodawca nie miał nic przeciwko, nawet byli zadowoleni, że kulturalnie rozstaję się z inną firmą.

    OdpowiedzUsuń
  2. Wielki szacun za wysokość, ale ta trasa to chyba na wejście, bo nie wyobrażam sobie schodzić tą samą drogą!
    Wodopój dla ludzi cudny, ale w Polsce nie sprawdziłby się pewnie, kto by wrzucał opłatę do skarbonki?
    Drabinka świetna, aż grzech nie wejść!
    Tym razem opisałaś prawdziwe cacko!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zazwyczaj schodzimy inną drogą i jeśli to możliwe, najtrudniejszy kawałek wybieramy na wejście. Raz przekonałam się, że kiedy zmierzam na dół po skałkach, mam mały kłopot przy ogarnięciu podporów dla stóp. Może brak mi praktyki, ale czasami okazuje się, że po prostu gdzieś nie sięgam, czegoś nie jestem w stanie zobaczyć itd. Inny kąt, inna perspektywa.
      Dzięki :)

      Usuń
  3. ciekawe, że żaden dom na trasie nie ma ogrodzeń, płotów itp. a góra w tej swojej czerni wygląda złowieszczo. dobrze, że widoki oferuje niezwykłe, bo mogłaby przygnębić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedyś się temu dziwiłam, po latach wydaje mi się to normalne. W dolinach dom stoi obok domu, ludzie sobie w okna patrzą, a nawet żaluzji nie opuszczają. I często nie stawiają płotów, nawet w lecie to nie przeszkadza, kiedy sezon grillowy w pełni.
      A ja takie złowieszcze tereny bardzo lubię. Zresztą wiesz o tym bardzo dobrze. Niemniej, cieszę się z rozgarnięcia chmur podczas pobytu na szczycie, bo lubię zaglądać obiektywem na dół. Nie jest to szczególnie konieczne, bo nie wiem czy nie bardziej wolę stać w chmurze. Ma to dla mnie taki niesamowity wyraz chwili.

      Usuń
    2. no tak - kąpać się w chmurach nie każdemu jest dane. jest jak dotknięcie nieba całym jestestwem. wydaje mi się, że to akurat rozumiem, bo góry, to intymność, którą trudno podzielić - zbyt wiele spraw i tak zostaje wewnątrz, bo słowa są zbyt płytkie.

      Usuń
  4. Co za góra! A już na tej drabinie to bym za nic nie ... wejść to może i bym weszła, ale zejście chyba tylko pod groźbą utraty życia!
    Góry są dobre, na dole jest zło. - A wiesz, że czuję podobnie, nawet po tych paru spacerach po znacznie mniejszych górkach w moim życiu. Krowa na tle chmur - przepiękna. Jak to można przeganiać, trzeba pogłaskać!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aha, to teraz już wiem, że gdybym znalazła się z Tobą w konieczności zejścia po wysokiej drabinie, mam ci przyłożyć pistolet do czoła. :P
      To wynika ze strachu. Ludzie boją się zwierząt i profilaktycznie przeganiają je. Uciekają z pikniku na trawie, bo ciekawskie stado krów podeszło. Płoszą, bo np. idą wycieczką z dziećmi. Przyczyn jest trochę, mianownik jeden – obawa.
      Ja jestem z natury ciekawska jak i te zwierzęta, więc dużo głaszczę. ;)

      Usuń
  5. Czytam i oglądam już chyba czwarty raz. Przepiękna wyprawa i cudne widoki. Nie wątpię też, że ogrom wysiłku włożonego, ale dla takich wrażeń i relacji zdecydowanie warto.
    Zdjęcie czarno-białe jest absolutnie genialne!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ogromnie mi miło, że się podoba :) Pięknie stworzono ten świat, prawda?
      A zdjęcie czarno-białe tak naprawdę jest wynikiem złego ustawienia, bo mi wyszło prześwietlone i w ogóle do kitu. A po przerobieniu na monochrom na komputerze wygląda niezwykle artystycznie. Bardzo lubię czarno-białe zdjęcia, ale zawsze żal mi kolorów i dlatego bardzo mało ich robię. Za to często ratuję w ten sposób nieudane fotografie.

      Usuń
    2. W takim razie życzę Ci częstych, nieudanych zdjęć. :-)
      Bo ja też uwielbiam te czarno-białe, one zdecydowanie mają rys charakteru.

      Usuń
    3. Ha ha! Za każdym razem jak mi coś nie wyjdzie, wspomnę Ciebie :P

      Usuń
    4. Bardzo mi miło. :-)

      Usuń
  6. Witaj Aniu.
    Wspaniały widok, ciekawa okolica, ale już nie na moje zdrowie i kondycję.
    Fajnie tak sobie posiedzieć przy lapciu i powędrować.
    Faktycznie, granice mamy w swoim umyśle...
    Pozdrawiam serdecznie.
    Michał

    OdpowiedzUsuń
  7. Podziwiam Was cały czas za pasję: wędrowania, zwiedzania, poznawania !
    Serdeczności ślę!

    OdpowiedzUsuń
  8. Aniu, ziemia nie była całkowicie zalana, po prostu na przestrzeni jej dziejów zmieniał się układ kontynentów. Ziemia zbudowana jest z płyt tektonicznych, oceanicznych i kontynentalnych, które są w ciągłym ruchu, lecz jest to dostrzegalne w skali milionów lat. Prawdą jest, że skały z których zbudowany jest szczyt Piz Beverin, powstały na dnie Oceanu Tetydy, jednakże w orogenezie alpejskiej po rozpadzie superkontynentu Gondwany płyta afrykańska, arabska i indoaustralijska zaczęły dryfować na północ i zderzyły się z płytą eurazjatycką, powodując intensywne faudowanie i wypiętrzanie górotworu na krawędzi zderzenia się tych płyt. Wtedy to powstały Alpy, Himalaje, Karpaty i wiele innych gór zaliczanych do Alpidów.

    Tak czy owak... dziękuję Ci za wspaniałą wędrówkę!!! To jedna z zacniejszych Twoich relacji z alpejskich szlaków :D!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Problem w tym, że ja w to nie wierzę. Przede wszystkim w wiek ziemi jaki nam podają badacze, a to i tak spekulacja, więc żadna wiedza tak naprawdę.
      Jak zawsze jestem pod wrażeniem Twojej wiedzy, tyle szczegółów pamiętasz. Podróż z Tobą przez Alpy, mogłaby być nie lada edukacyjną przygodą, bo zawsze jak wędruję po górach, mam mnóstwo pytań.

      Usuń
    2. Żyjemy w szczęśliwych czasach, gdzie można wierzyć (lub nie) w to co się chce :). Ruchy płyt tektonicznych są udowodnionym naukowo faktem. W skali roku obserwowane jest rozszerzanie się Atlantyku średnio o kilka centymetrów, a w miejscach styku płyt.....

      Usuń
    3. ...obserwuje się wzmożoną aktywność sejsmiczną.
      Wiedza ta jest mi bardziej przekonująca, niż baśnie opisane w Biblii :)!!!

      Usuń
    4. Tak oczywiście, można wierzyć we wszystko, co się chce. Odkrycia archeologiczne dzisiejszych czasów pokazują ewidentną prawdę historyczną zawartą w Biblii, a także poparte są one pozabiblijnymi tekstami i badaniami.
      Wiek ziemi – tak naprawdę nikt dotąd nie go podał i nie udowodnił ostatecznej liczby i dlatego można powiedzieć, że naukowcy wierzą w swoją teorię, a nie wiedzą, więc jest to z pewnego punktu widzenia także religia.

      Usuń
    5. Zachęcam do zapoznania się z tematem hydropłyt, który potwierdziły tysiące obliczeń i badań w terenie, większość niezwykłych cech naszej planety, skorupy ziemskiej, wszystko zostało świetnie wyjaśnione dzięki pracy naukowej.
      Ja nie lubię bajek. Konkrety odnajduję w czystej archeologii. Interesuję się najnowszymi odkryciami.

      Usuń
  9. Przez jakieś 15 sekund usiłowałam sobie wyobrazić, że lezę tak bez sensu pod górę i ogarnął mnie bolesny niesmak. Kolejek linowych tam nie mają?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mają i dobrze, bo byłaby to kolejna góra z tłumem na szczycie i rozgardiaszem.

      Usuń
    2. Trudno. I tak wszystkiego w życiu nie zobaczę.

      Usuń
  10. :) te krowy skradły Wam całe show - wyszły na zdjęciach bosko!:D
    pozdrawiam serdecznie znad filiżanki kawy:)

    OdpowiedzUsuń
  11. Sam widok niektórych zdjęć sprawia, że kręci mi się w głowie. To na pewno nie byłaby przebieżka dla mnie. Zresztą nawet dla zapalonych laików też nie wygląda przyjaźnie i sprzyjająco. Cóż, wielki szacun, że wdrapaliście się na taką górę! Hahah widać tę radość wypisaną na Twojej twarzy po dotarciu na szczyt. Świetnym pomysłem są jak dla mnie te samosprzedające punkty!

    OdpowiedzUsuń

Pewnego dnia wymyśliłam sobie, że będę dzielić się pięknem świata, którego doświadczam podczas swoich wędrówek. Że będę pisać ku pokrzepieniu serc i być może zachęcać do podróżowania. W tym samym celu wydałam książkę, czyli dla Waszej przyjemności. Czasami piszę też o Bogu, który jest dla mnie najważniejszy i dzielę się chętnie swoim studium biblijnym.
Jednak nie robię tego dla poklasku, nie chcę samych duserów.
Dziękuję za każdego czytelnika, który podzieli się ze mną swą refleksją miast "odhaczonym" komplementem. Jestem wdzięczna za każde nasze wspólne rozważanie. Za komplementy dziękuję, ale nie na tym mi zależy. Proszę rozważ to nim pozostawisz po sobie te dwa/trzy słowa :) i tak zwyczajnie: porozmawiajmy.