Wędrówki:

Zakładki dotyczące wędrówek, są rozszerzone i znajdują się po prawej stronie bloga.

"Odpowiadam za to co powiedziałam, nie za to co zrozumiałeś."

17 września 2018

Flüela Schwarzhorn – Wielka góra z małymi ludźmi.

"W górach jest taki dobry stuff. Ten stuff jest za darmo i za darmo można go brać."


– Peter Croft


Schwarzhorn czyli Czarny Róg jest najwyższym wzniesieniem krajobrazu Davos. Swoją nazwę otrzymał ze względu na bardzo ciemne skały amfibolitów. Z oddali są postrzegane jako ciemne kolce, co przy mniej sprzyjających warunkach, sprawia wrażenie Mordoru.
   Miałam okazję wędrować na Czarny Szczyt właśnie w takich mroczniejszych okolicznościach przyrody. Zachęcam do obejrzenia i poczytania. Nie podaję dziś szczegółowej lokalizacji na mapie. W archiwalnej notatce jest wszystko, razem z konkretnym szlakiem.
   Widok ze Schwarzhorn jest bardzo rozległy, rozciąga się od Alp Walijskich na zachodzie, po dalekie wschodnie Alpy. Do szlaku można łatwo dojechać trasą prowadzącą przez Flüelapass. Szczyt jest uważany za jeden z najłatwiejszych trzytysięczników w Alpach, więc nie jest to szlak dla "zaawansowanych męczenników", a dosłownie dla każdego chętnego.
   A to moja paczka na ten czas:




Tematem przewodnim jest wędrówka w gronie najmłodszych, co zwykle jest uważane za przesadę, oraz niepoważny kaprys rodziców. Pionierką w podobnych eskapadach jest kobieta, która podróżuje z dziećmi, za nic sobie mając takie opinie (i słusznie), która relacjonuje rodzinne podróże na swoim blogu, "Odpoczywalnia". Gorąco polecam.
   My mięliśmy do czynienia z opieką nad sześciolatką i dziesięciolatkiem. To już prawie duże dzieci z własną, wielką i niezmordowaną siłą. I z tego miejsca zapraszam do artykułu praktycznego, napisanego przez wyżej zareklamowaną kobietę, o tym jak w ogóle wygląda górska wędrówka z młodym inwentarzem. Ona ma dużo młodsze dzieci.
   A ja tymczasem, przejdę do naszej opowieści.


Z tatą za rękę.
Był to początek sierpnia, sezon upałów i suszy. Wyborem akurat tego szczytu na rodzinną wędrówkę, kierowały nas trzy czynniki:

  1. Nie może być zbyt ciężko (trzeba mieć na uwadze krótsze nóżki).
  2. Musi to być gdzieś, gdzie jest chłodniej (w 37 stp. C wchodzenie pod górę to beznadziejny pomysł).
  3. Musi to być góra wyższa niż Rysy (inna krewniaczka zdobywała w tym roku Rysy, więc kuzynka postanowiła zrobić jej konkurencję).

Jednomyślnie z mężem postanowiliśmy, że będzie to przełęcz. Którakolwiek by to nie była, już na wstępie start jest z dosyć dużej wysokości, gdzie panuje przyjemny klimat.
   O ponownym zdobyciu Schwarzhorn myśleliśmy już dawno. Miniona wędrówka bardzo przypadła mi do gustu, jednak małżonek był niepocieszony brakiem widoków ze szczytu, więc trzeba było wybrać się na tę górę, kiedy mniej będzie przypominać Olimp – ze szczytem wiecznie w chmurach.


Liczyliśmy też, że dla hecy będzie na szlaku leżało choć trochę śniegu. Zbudować bałwana w sierpniu? A czemu nie! Tak też się stało, kuzynka z dumą na twarzy prezentuje swoje dzieło. Mnie ono przypomina Bukę... Później wmówiliśmy jej, że te kulki, z których zrobiła usta i oczy, to kupy świstaków.



Wejście jest delikatne, a każdy krok na górę jest nagradzany innym widokiem majestatycznych górskich szczytów. Chmury leniwie przetaczały się przez grzbiety masywów, dając spektakularne pejzaże, idealne na zdjęcia.
   Trochę mi brakowało tamtego klimatu rodem z fantastycznej baśni. I trochę grzało... ale najważniejsze, że humor wszystkim dopisywał. Trochę oszukiwaliśmy... przecież każda aktywność zalewa człowieka morzem endorfin. Wychodzi więc na to, że byliśmy na naturalnych dopalaczach.



Siła jest kobietą!



Czarny Róg ma 3,146 m. Jego szczyt przypomina nastroszonego jeżozwierza, wierzchołek nie ma ani jednego miejsca, gdzie można by usiąść na ziemi, więc każdy rozlokowywał się jak i gdzie mógł, co wyglądało nawet dosyć zabawnie.
   Ktoś dawniej przytachał tu deskę, aby położyć między kamieniami na wzór ławki. Stare drzewo doczekało się naśladowcy i na tym samym zboczu jest jeszcze jedna, dłuższa ławeczka, jednak obie to siedziska zdecydowanie dla samotnych piechurów (króciutkie). I takowi tam siadali, kontemplując życie dookoła. (Nie uchwyciłam żadnej na zdjęciach).


Najbardziej dumni wszyscy byliśmy z sześciolatki, która – mimo, iż najmłodsza – dzielnie dawała radę. Czasami mniej dzielnie, ale to się wytnie ze scenariusza. Siły miała, a to najważniejsze. Bo zdradzę Wam, że pod koniec tego dnia padło jeszcze pytanie, czy pójdziemy na plac zabaw... My, dorośli, preferowaliśmy kanapę i zimne piwo. Na szczycie też. Kanap tylko nie było...
   Wznieśliśmy toast za udany dzień i zdobycie szczytu.




Z wysoka można dojrzeć naprawdę wiele. Ta perspektywa choć jednostajna to zbliżona do lotu ptaka, przydaje osobliwego wrażenia wolności. To naprawdę niezwykłe i nie da się tego wytłumaczyć osobie nie będącej zwolennikiem gór. Nie da się nic z tego wyjaśnić – dlaczego to robimy, dlaczego to nam daje radość?
   Na 2883 metrach leży dolina Dischmatal, którą idealnie widać ze szczytu (jeśli nie ma chmur). Jest to najdłuższa dolina boczna (12 km) w regionie Davos.



Flüelapass, przełęcz, którą tu przyjechaliśmy.


Ktoś kiedyś powiedział, że góry są intymnością. Że każdego z nas łączy z nimi inna relacja. Pomyślałam, że to trochę jak z Bogiem – każdy wędrowiec ma im co innego do powiedzenia – tak samo wędrowiec idący przez życie, każdy co innego wyzna Ojcu.
   Jest masa powodów, dla których warto podróżować, mimo że to ciężki wysiłek, być może kontuzje, być może ból. Piękne widoki, jak ktoś lubi: zimne piwo z przyjaciółmi, podrasowanie swojej kondychy, olbrzymia satysfakcja z wejścia na szczyt… ale w ich perspektywie to wszystko drobiazgi.
   Porównałam te kwestie do Boga i nadal myślę, że wiele się nie mylę. On stworzył świat, my po nim łazimy. Każdy na swój sposób, tak jak potrafi najlepiej albo w ogóle się nie stara i ma żal o zło w swoim życiu. Ta relacja to nie ckliwość. To wychowywanie. Relacja – dziecko ojciec.
   Lepiej wyjść w góry i samemu znaleźć odpowiedź na swoje pytania ⇆ lepiej zrozumieć lekcje i posłuchać nauczki. Szukać i uczyć się zawsze warto.

Powiększ,
W góry chodzi się różnych powodów. Przyznam, że ja po prostu czasem muszę. Niekiedy słyszę od innych, że cztery ściany gniotą, zamglone smogiem powietrze dusi, a praca stresuje, więc gdzieś trzeba to wynieść i zostawić. Nie wiem kogo ja teraz cytuję, ale był to człowiek, który naprawdę to rozumie: Góry to narkotyk. Smakuje różnie, ale za każdym razem kopie tak samo. Bez względu czy oglądasz zachód słońca, poranne mgły, czy zdobywasz szczyt, o którym marzyłeś bez końca.

"W ciągu miesiąca intensywnego życia w górach przeżywa się tyle, co zwyczajnie w czasie kilku lat; to jest zajęcie dla ludzi zachłannych na życie – życia człowiekowi jest za mało."


– Jerzy Kukuczka



Na wysokości 2500 metrów, znajduje się źródło czystej wody pitnej dla całego regionu. Nie da się nie przyznać, że te małe, turkusowe plamki wody przyciągają wzrok. Do tych krystalicznie czystych wód udało nam się dojść wracając inną trasą, nieco na około. To wydłużyło nasz marsz, ale było warto nie tylko dla tych jezior. Tamtejszy szlak jest świetną frajdą.

Szwajcarscy emeryci bardzo często chodzą po górach elegancko ubrani.


"Dla jednych góry są tylko rumowiskiem głazów, dla innych najwspanialszą architekturą, wniesioną ponad przemijaniem i trwaniem, dla jeszcze innych wiecznym niedosytem i niespełnieniem. Czym będą dla was – od was tylko zależy."


– Władysław Krygowski




Była to ostatnia wyprawa z naszą rodzinką. Oni będąc u nas wędrowali więcej, ale ktoś musiał gospodarzyć i obiadek uszykować. A tak na marginesie, punkt drugi z listy, miał tu dla mnie największe znaczenie. Rodzina z Kryptona na słońcu czuje się świetnie. Ja wolałam zostawać w domu, tak więc choć przygód u nas mięli znacznie więcej, ja swoje relacje tutaj zakończę.
   Mam nadzieję, że dobrze się z nami bawiliście.


Powiązane:
Pierwsza nasza eskapada na Schwarzhorn.

21 komentarzy:

  1. Przepiękne jest to drugie zdjęcie od góry. I jeszcze te z widokiem na wodę, bez ludzi.

    OdpowiedzUsuń
  2. po czeskiej stronie w górach widać całe rodziny. maluszki w nosidełkach zwiedzają świat. dziec są noszone i wożone, rozpieszczane, albo same biegają i na wiele im się pozwala.

    OdpowiedzUsuń
  3. Widoki zapierają dech w piersiach, a woda jest czysto lazurowa :)
    Fajnie, że mogłaś spędzić czas z rodzinką i z nimi wędrować :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten lazur wciąga. Chciałoby się popływać ;) ale trzeba pamiętać, że jest lodowata.

      Usuń
  4. Wszystko, co piszesz o wędrowaniu w górach to prawda. Piwo na szczycie musiało bosko smakować, a na tej wysokości było też pewnie odpowiednio chłodne:-)
    Dzieci, jeśli przyzwyczajone od małego i zarażone pasją, to dają znakomicie rade, czasem lepiej, niż dorośli.
    Zdjęcia zjawiskowe.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nie piłam piwa, ale miast tego mogę powiedzieć, że kawa na szczycie smakuje lepiej niż od najlepszego baristy ;) Ale to oczywiście mój punkt widzenia. Lubię śniadać w dzikich okolicznościach przyrody i to jest moją kwintesencją luksusu. Każdy ma inaczej.
      Rodzinka z nizin, więc może gór tak mocno dzieciakom nie zaszczepią, ale kto to wie co z nich wyrośnie.

      Usuń
  5. Wspaniała relacja Aniu... no i ta traska taka malownicza :)!!! Kiedyś zrobimy ją ze Szkódniczkami :D!!!

    OdpowiedzUsuń
  6. Podobne skały i mgłę spotkałem parę lat temu na Tatrzańskiej Łomnicy, muszę powiedzieć, że troszkę się bałem takiego połączenia.

    Wydaje mi się, że wynika to z prostej przyczyny, nie ma zainteresowania, nie ma sponsorów i pomysłodawca wystawy zostaje sam. Jak znajdzie na temat ciekawą formę, wtedy wszystko zaczyna się kręcić. Poza tym jest zwykle jakaś konkurencja w postaci innej wystawy na wolnym powietrzu. :)

    Bo teksty w Luxtorpedzie są takie, że może je sobie do swojej sytuacji właściwie każdy dopasować. Nie ma w nich też jakichś takich banałów, trzeba pomyśleć chwilę i ostatecznie zostają te zwrotki gdzieś tam w człowieku.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  7. Widoki rzeczywiście zapierają dech w piersiach :)

    Mój blog Miszczak.photography

    OdpowiedzUsuń
  8. Kochana!
    Cudnie jest wpajać dzieciom od małego ukochanie przyrody i wędrówek. Tak było z moimi dziećmi. Już malutkie nóżki same dreptały po górskich ścieżkach, z wielką ochotą:)
    Pozdrawiam pięknie:)

    OdpowiedzUsuń
  9. Dzieci zwykle mają tyle energii, że od samego patrzenia można się zmęczyć ;-)
    Zdjęcia wspaniałe - jak zawsze zresztą. Trasa bardzo malownicza, a widoki zapierają dech w piersiach. Zazdroszczę śniegu w sierpniu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja jak zwykle odpowiadam, że tylko nacisnęłam guzik i zrobiło się zdjęcie. ;) Ale dzięki :)
      Jak co lato, zazdroszczę Eskimosom ojczyzny ;P

      Usuń
  10. Dobrze, że zrobiłem to blisko biblioteki i mogłem sobie od razu umyć ręce z tego rowerowego smaru. Pierwszy raz miałem taką dziwną przygodę z plastikiem. Może faktycznie zaopatrzę się w narzędzia jakieś.

    Akurat kask na rower jeśli nie jeździ się jakoś bardzo szaleńczo nie jest tak super istotny jak światła. Bo bez nich zostaje się czarną plamą. Jak będzie zderzenie z takim rowerzystą, zanim się człowiek wytłumaczy może nieco czasu minąć. Poza tym można wjechać w coś samemu, nie widząc tego w ciemnościach.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  11. Trzy tysiące to już jest wyczyn!
    Jestem pod wrażeniem tej przebojowej rodzinki ze wspinającymi się dzieciakami. Toż to maleństwa przecież.
    Czy one nie marudzą?
    Ależ to musi być satysfakcja ze zdobycia takiego szczytu?
    Widoki nieziemskie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie wiem czy te maleństwa nie marudzą, moje 8 i 10 lat nie marudzą
      a chodzą. może jeszcze nie na 3000 tysiące ,ale na 2900 ;) już tak

      Usuń
  12. Witaj Aniu.
    Lubię ciekawe wedrówki, albowiem wrażenia zostaję u mnie.
    Piękne widiki zakodowane we mnie zabiorę ze sobą w ostatnią pdróż przez Styks z Charonem.
    Jeno zdjęcia dla potomnych pozostaną.
    Pozdrawiam z zapraszam do Doliny Palaców.
    Michał

    OdpowiedzUsuń
  13. Aniu, jak wpisuje Schwarzhorn to wyrzuca mi szczyt pod Lucerną, jak Davos to pod Liechtensteinem,
    doprecyzuj, to wbijemy tam w jakiś weekend w przyszłym roku

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja droga, nie sprecyzowałam, bo: "Nie podaję dziś szczegółowej lokalizacji na mapie. W archiwalnej notatce jest wszystko, razem z konkretnym szlakiem." i podałam link do tamtego posta.

      http://ekstraktzycia.blogspot.com/2018/04/mordor.html

      Poza tym nie ma innego Schwarcchorn na przełęczy Flüela. Ta lokalizacja jest nawet w tytule.

      Usuń
    2. Nie dodałam nazwy przełęczy ;) to fakt
      Jak i fakt ze pierwszy raz czytając teks te info o odnośniki mi mignęło , ale potem przelatując okiem po tekście nie znalazłam . A ze czytałam kilka postów po kolei to nie byłam pewna c. A poza tym ten tekst szybciej mi rzuci się w oczy niż kolejny odnośnik

      Usuń

Pewnego dnia wymyśliłam sobie, że będę dzielić się pięknem świata, którego doświadczam podczas swoich wędrówek. Że będę pisać ku pokrzepieniu serc i być może zachęcać do podróżowania. W tym samym celu wydałam książkę, czyli dla Waszej przyjemności. Czasami piszę też o Bogu, który jest dla mnie najważniejszy i dzielę się chętnie swoim studium biblijnym.
Jednak nie robię tego dla poklasku, nie chcę samych duserów.
Dziękuję za każdego czytelnika, który podzieli się ze mną swą refleksją miast "odhaczonym" komplementem. Jestem wdzięczna za każde nasze wspólne rozważanie. Za komplementy dziękuję, ale nie na tym mi zależy. Proszę rozważ to nim pozostawisz po sobie te dwa/trzy słowa :) i tak zwyczajnie: porozmawiajmy.