Wędrówki:

Zakładki dotyczące wędrówek, są rozszerzone i znajdują się po prawej stronie bloga.

"Odpowiadam za to co powiedziałam, nie za to co zrozumiałeś."

28 września 2018

Tak wygląda mój ziemski Raj.

"Świat przyrody jest jedynie powielonym obrazem Raju. Sam fakt, że ten świat istnieje, jest dowodem na to, że istnieje też świat doskonalszy. Bóg go stworzył, aby za pośrednictwem rzeczy widzialnych ludzie mogli pojąć jego nauki duchowe i dojrzeć objawienia jego mądrości. To właśnie nazywam Działaniem."


– Paulo Coelho "Alchemik"


Sierpień, skraj lata

Są takie miejsca na Ziemi, gdzie ból i smutek, zdaje się znikać, a oczy i serce, przepełnia radość i wola istnienia. Dla mnie są to Mazury – doznanie na tyle głębokie, że często płaczę z zachwytu nad rajskimi widziadłami. Wydawało mi się zawsze, że na Mazurach musiałam być sama, bo nikt nie umiał takiej mnie –wzruszonej – pojąć.
   Ta kraina mnie odmieniła, stało się bowiem kiedyś coś niewyjaśnionego. Zbliżyło mnie do natury, która bytuje ponad ludzki zgiełk. To nie góry, nie alpejskie szlaki, nie dzika Szwajcaria. To klangor żurawi ciągnący się w przelocie, niedościgły. To moje konie. Moje wspomnienia z dzieciństwa. Tu są moje łzy, których nigdzie indziej nie wylewam. Tutaj są moje sekrety spowite mgiełką tajemnicy, unoszącą się nad bagniskami. Tu spoczywają moje modlitwy, cichutko na zapomnianym cmentarzu głęboko w lesie, ukrytym pod bluszczem i mchem. Tu są moje lasy. Tu są moje deszcze i wiatr. Moje burze i tęcze.

26 września 2018

Miejskie perypetie.

Ci, co rzeczywiście szukają samotności, zostają w domu.
Tam na pewno nic się nie wydarzy.


– Francesc Miralles, „Miłość przez małe m.”


Sierpień, Łódź
Pod koniec sierpnia pojawiłam się w Ojczyźnie lecz z planem niezwyczajowym, bo zwykle czas poświęcałam swojemu "grajdołkowi". Tym razem zamierzyłam odwiedzić pobratymców z daleka, a także nawiązać realny kontakt z istotami zwiastującymi obiecujące relacje. To wiązało się opuszczeniem rodzinnych włości na kilka dni. Ciągnęły się za mną opary wyrzutów o brak poświęconego czasu, jednak może pora zrozumieć, że ja i mąż jesteśmy już dorośli?
   Swoje perypetie zacznę od tego, że po całodniowej podróży, obudziłam się we własnym łóżku w domu rodzinnym i że w dzień powszedni – pierwszy i całkowicie przeznaczony na obowiązki – zetknęłam się z miejską rzeczywistością i oto co mi się przydarzyło:

24 września 2018

Dom.

"Prawdziwa mądrość zaczyna się, kiedy przestajesz cytować innych ludzi..."

– Chuck Palahniuk "Pigmej"


Sierpień
Moim wymarzonym domem było Prywatne Sanktuarium Ciszy. Dziedziniec miał być z kamienia Prawdy, a sam Dom, stanąć miał na porządnym fundamencie Miłości. Na werandzie zamierzyłam celebrować tę ciszę i rozmawiać z wiatrem.
   Na niestrzyżonych trawnikach miały kwitnąć krokusy Ciepłych Słów. Dookoła miał rozciągać się bardzo konkretny pejzaż z grafitowych gór Dobroci, a na dole zielenieć miały pastwiska Obfitości. Dzikie zwierzęta miały być blisko i mniej płoche niż gdziekolwiek indziej. Niedaleko miało znajdować się wielkie jezioro Inklinacji, a brzegi miały porastać gęste lasy Ambicji.
   Już samo planowanie wydaje się być czymś narkotycznym... Od dziecka słyszę wciąż to samo – wystarczy chcieć. Otóż nie wystarczy! Marzenia nie spełniają się od pstryknięcia palcami, a prośby nie zostają wysłuchane od każdego złożenia dłoni.
   Pragnienia są przyjemnym uczuciem. Te pragnienia dosłownie zrywają do działania i to właśnie jest Wola Boża, złożona nam w sercu jako potężne brzemię i ochota do tego aby działać. Nie wystarczy chcieć czegoś – trzeba działać w tym kierunku. My nie znamy żadnego planu. My dostajemy jego wytyczne krok po kroku.
   Podejmiecie się tej pracy, jeśli Wam powiem, że jej wynikiem jest architektoniczna doskonałość, ale nie wiem co to dokładnie będzie? Może zamek? Pałac? Most? Nie mam pojęcia, ale uwierzcie mi, że będzie warto.

Powiększ.

21 września 2018

Stoos – Klingenstock – Fronalpstock. / Błękitne wody.

"Niech twoje serce podróżuje bez bagażu, ponieważ to, co ze sobą przyniesiesz
stanie się częścią krajobrazu."


– Anne Bishop "Sebastian"


Sierpień

To był dzień pełen wrażeń i mogę śmiało dopisać tę wędrówkę do listy tych, które zostaną w pamięci oznaczone gwiazdką. Góra, którą obraliśmy sobie za cel, to miejsce bardzo popularne w Szwajcarii z możliwością dojazdu kolejkami górskimi. Z tego powodu należy mieć wzgląd na dużą liczbę turystów na szlakach, więc powinno znaleźć się w naszym wyposażeniu morze cierpliwości.
   Masyw położony jest w kantonie Schwyz, w samym sercu Szwajcarii Środkowej, wysoko nad Jeziorem Czterech Kantonów. Jest atrakcyjnym miejscem do uprawiania wszystkich rodzajów sportów (zarówno latem jak i zimą), lub po prostu odprężenia z dala od miejskiego zgiełku. Zapraszam do zapoznania się z ofertą.
   Nasza przygoda rozpoczęła się na dworcu Schwyz-Stoos, skąd odjeżdża najbardziej stroma kolejka na świecie (do wyboru jest niewielka kolejka linowa z Morschach-Stoos). Ta kolejka górska to zjawisko... oj tak, nie przesadzam. Sympatyczne, żółte beczki poprowadziły nas torami przez kilka tuneli aż dojechaliśmy do Stoos (1300m).
   Miasteczko jest pozbawione ruchu samochodowego, położone na słonecznym płaskowyżu o tej samej nazwie. Odwiedzający Stoos w lipcu i sierpniu mogą odświeżyć się w idyllicznym basenie z podgrzewaną wodą w środku lasu. Znajdują się tu również hotele i apartamenty. Postarano się o specjalne udogodnienia dla dzieci, takie jak dziecięce menu, place zabaw, a także o inną rozrywkę oraz nawet indywidualną opiekę. Uwaga rodzice! Tu można porzucić Wasze skarby i ruszać na przygodę we dwoje!
    Stąd startowaliśmy marszem, ale oczywiście można było jechać dalej, tyle że już innym wyciągiem, nie beczkami.
   A oto pierwsze zdjęcie jakie zrobiłam w Stoos:

Klimatyczny początek zwiastował wielkie doznania.

19 września 2018

Schwyz – małe i piękne.

„Zmień swoje myśli, a zmienisz swój świat”
– Norman Vincent Peale


Sierpień
Spotkałam się z takim przekonaniem, że gdy dokądś się jedzie, trzeba cel zdobyć jak najszybciej. Mniej więcej polega to na tym – jak w powszechności tego zwyczaju wybadałam – że cel jest najważniejszy, a reszta świata musi poczekać. I trzeba gnać! (żeby policja miała co robić).
   Moim zdaniem to właśnie podróż może być największą przyjemnością. Dlatego wracając z górskiej wyprawy (którą chwilowo pominę), zatrzymaliśmy się w miasteczku, które urzekło mnie od pierwszego wejrzenia. Powiedziałam: w drodze powrotnej musimy tu stanąć! Dlaczego nie od razu? Nie byłam pewna, czy zostanie energii w aparacie... Niestety nie dorobiłam się jeszcze zapasowego akumulatora, a wiedziałam, że przez to miasto nie raz najprawdopodobniej będziemy przejeżdżać.
   Wszystko złożyło się pomyślnie, lecz zdjęć przywiozłam niewiele, bo w tym mieście nieustannie walczy się o życie. Trzeba uważać, by nie zostać rozjechanym.

Ratusz.

17 września 2018

Flüela Schwarzhorn – Wielka góra z małymi ludźmi.

"W górach jest taki dobry stuff. Ten stuff jest za darmo i za darmo można go brać."


– Peter Croft


Schwarzhorn czyli Czarny Róg jest najwyższym wzniesieniem krajobrazu Davos. Swoją nazwę otrzymał ze względu na bardzo ciemne skały amfibolitów. Z oddali są postrzegane jako ciemne kolce, co przy mniej sprzyjających warunkach, sprawia wrażenie Mordoru.
   Miałam okazję wędrować na Czarny Szczyt właśnie w takich mroczniejszych okolicznościach przyrody. Zachęcam do obejrzenia i poczytania. Nie podaję dziś szczegółowej lokalizacji na mapie. W archiwalnej notatce jest wszystko, razem z konkretnym szlakiem.
   Widok ze Schwarzhorn jest bardzo rozległy, rozciąga się od Alp Walijskich na zachodzie, po dalekie wschodnie Alpy. Do szlaku można łatwo dojechać trasą prowadzącą przez Flüelapass. Szczyt jest uważany za jeden z najłatwiejszych trzytysięczników w Alpach, więc nie jest to szlak dla "zaawansowanych męczenników", a dosłownie dla każdego chętnego.
   A to moja paczka na ten czas:


14 września 2018

Klausen Pass – przełęcz niosąca nadzieję.

 „Istnieje różnica między znajomością drogi, a podążaniem nią”


– Morfeusz, bohater filmu Matrix


↩ pierwsza część wyprawy, Lucerna

Przełęcz Klausen jawi się w moich wspomnieniach jako jesienny pejzaż. Musicie mi uwierzyć na słowo, że było to niezwykłe wrażenie. Jestem zdania, że Klausen dopiero wtedy staje się prawdziwie majestatyczny w odbiorze. Oczywiście nie ujmuję mu piękna teraz... po prostu dla mnie jesień jest niesamowitą porą w przyrodzie.
   Na zakończenie aktywnego dnia dokonaliśmy jedynego racjonalnego wyboru, pomiędzy powrotem do domu przez tę przełęcz, a jazdą przez monotonną autostradę. O tym ile nadziei wlać może pozornie zwyczajne miejsce w górach, dowie się ten, kto przełamie wszelki wstręt do wychodzenia z pieleszy komfortu i zrobi coś, o czym jeszcze długo będzie się mówiło. Wielki szacunek dla tego pana na wózku inwalidzkim. Jeżeli nadal twierdzisz, że góry nie są na Twój wiek ani zdrowie, powiedz to jemu:


12 września 2018

Lucerna – Rezydencja Amrein-Trollerów i pałac Alhambra.

„Należy podróżować, by się czegoś nauczyć”


– Mark Twain


część poprzednia muzeum


Muzeum w starej rezydencji założyciela ogrodu lodowcowego, opowiada o historii Alp oraz o odkryciach i rozwoju wiedzy naukowej na tym terenie. Znajduje się tam kilka wyjątkowych atrakcji, np. najstarsza płaskorzeźba górska na świecie, (przedstawia centralną Szwajcarię, XVIII w.). Oto zupełnie inna droga do zbadania alpejskiego świata, która daje równie wiele możliwości co część poprzednia.
   Pokażę Wam teraz willę rodziny Amrein-Trollerów. Zastaliśmy same barokowe i renesansowe perełki. Przede wszystkim boazerie i elementy drewniane – bogato rzeźbione i doskonale zachowane.
   A później pokażę Wam egzotyczny labirynt, miejsce świetnej zabawy, które zupełnie myli zmysły. Zatem ponownie włączamy zegar Ziemi i w drogę!


10 września 2018

Lucerna – Gletschergarten czyli Ogród Lodowcowy.

"Turyści nie wiedzą gdzie byli, podróżnicy nie wiedzą gdzie będą."
– Paul Theroux


↩ spacer starym miastem Lucerny.

Zapraszam Was dziś w miejsce niezwykłe i szalenie ciekawe. Jest to muzeum geologii w Lucernie, które nie zanudzi nawet najwybredniejszych. Postaram się pokazać Wam to, co uznałam za najlepsze, ale i tak – uwierzcie mi na słowo – pokazać wszystkiego po prostu się nie da. Podzielę to na etapy, aby nie przedłużać, gdyż zdaję sobie sprawę, że każdy z Was ma własne życie i nie będzie przesiadywał u mnie na blogu godzinami, bo Ania popełniła notatkę na cały dzień czytania i oglądania.
   Gdy byliśmy w tym muzeum pierwszy raz, nie zdążyliśmy zwiedzić wszystkiego. Wówczas była otwarta co najmniej jedna sala więcej, dokładnie nie potrafię sobie przypomnieć... Dlatego czasami będę korzystać ze zdjęć archiwalnych.
   Wszystkie potrzebne informacje, znajdziecie na stronie internetowej.


Dach namiotu chroni pomnik przyrody przed wietrzeniem i zanieczyszczeniem powietrza.

7 września 2018

Lucerna – Miasto Światła.

"Nie, nie dla wiedzy podróżujemy. Nie po to też podróżujemy, by na chwilę z codziennych trosk się wyrwać i o kłopotach zapomnieć […] Nie, nie żądza wiedzy nas gna ani ochota ucieczki, ale ciekawość, a ciekawość jak się zdaje, jest osobnym popędem, do innych niesprowadzalnym."
– Leszek Kołakowski


Na zachodnim brzegu Jeziora Czterech Kantonów, po obu stronach rzeki Reuss, u stóp góry Pilatus, leży Lucerna – stolica kantonu o tej samej nazwie – aktualnie jedno z większych ośrodków szwajcarskiego hotelarstwa. Miasto historyczne i owiane intrygującą legendą, miasto o korzeniach pochodzących z raczej wątpliwego źródła, cieszy się ogromnym powodzeniem turystów z całego świata.
   Pierwszy raz byliśmy z mężem w Lucernie zimą, ale na tym blogu ów archiwalny post nie pojawił się, a wiem, że był poszukiwany. O tym co warto zobaczyć, opowiem przy okazji oprowadzania przybyłej do nas z wizytą, rodziny z Kryptona.


4 września 2018

Piz Beverin – tajemnica czarnego szczytu.

Granice? Nigdy żadnej nie widziałem,
ale słyszałem, że istnieją w umysłach niektórych ludzi.


– Thor Heyerdahl


Przy okazji wędrowania po okolicznych górach, zawsze oboje z mężem obserwowaliśmy ten wierzchołek. Jest chyba najbardziej charakterystyczny pośród gór w środkowej Gryzonii, wiedziałam też, że zdobycie go to poważna wyprawa. Zaplanowaliśmy sobie to wyzwanie rok temu, aby pod koniec lipca przekonać się, jak wiele dziwnych tajemnic skrywa ten masyw.
   Piz Beverin jest niezwykłą górą, której zdobywanie wiąże się nie tylko ze sporym mozołem, ale i oglądaniem naprawdę zjawiskowego kawałka ziemi. Szczyt bowiem jest bardzo nietypowy i każdy kto nań się dostanie, ma wrażenie wkroczenia na co najmniej enigmatyczny teren.
   Wyobraźcie sobie, że kroczycie skalistym zboczem, w sumie nic nadzwyczajnego... aż tu nagle docieracie na zwieńczenie drogi, które jest całkowicie łyse i czarne, a małe skałki na powierzchni lekko połyskują. Dosłownie jakby wierzchołek niegdyś zapłonął, albo przez długi okres wcześniej, waliły weń pioruny. Budzi to skojarzenie ze sławną Bożą górą... Lecz spokojnie, to nadal Szwajcaria.

Pierwszym co ujrzeliśmy zaraz po wyjściu z samochodu, była zachwycająca chmura przewalająca się przez błonie. Nieopodal stała wioska, a przed nami teren całkowicie zdominowany przez bydło.