Wędrówki:

Zakładki dotyczące wędrówek, są rozszerzone i znajdują się po prawej stronie bloga.

"Odpowiadam za to co powiedziałam, nie za to co zrozumiałeś."

7 sierpnia 2018

Juf – Najwyżej położona miejscowość w Europie.

„Za dwadzieścia lat bardziej będziesz żałował tego, czego nie zrobiłeś, niż tego, co zrobiłeś. Więc odwiąż liny, opuść bezpieczną przystań. Złap w żagle pomyślne wiatry. Podróżuj, śnij, odkrywaj.”


– Mark Twain


↩ Poprzednia część wyprawy.

Włoskie słońce na szlaku porządnie nas wymęczyło. Poszukaliśmy więc chłodu w innym miejscu, do którego już dawno mięliśmy pojechać. Jest to nie lada ciekawostka. Z łatwością można dostać się tam samochodem jak i komunikacją, więc jest to wyprawa dla każdego odwiedzającego Szwajcarię.
   Przyjemny byt zagwarantowały nam wysokie zbocza pomiędzy którymi na wąskim pasie ziemi, uchowały się wioski wybudowane w pobliżu rzeki Averser Ren, która doskonale nawadniała cały teren, sprawiając, że pastwiska nie usychały.
   Wody prawie wszystkich strumieni tej doliny i doliny Madris są wyprowadzane ponad 1950 m przez tunele w zbiorniku Lago di Lei, które leży na terytorium Włoch, zaś tama stoi w Szwajcarii. (Poprzednia opowieść.)

Powiększ.


Gmina Avers

W kantonie Gryzonia znajduje się kilka niezwykłych miejscowości połączonych jedną, wyasfaltowaną nitką dojazdową. Leżą na 1960 metrze n. p. m. – jest to najwyżej położona wspólnota gminna.
   Cała gmina leży znacznie ponad linią drzew. W miejscowości Cresta (1958 m n. p. m.) znajduje się kancelaria wspólnoty, szkoła podstawowa i kościół.
   Wspólnota składa się z jeszcze kilku innych wiosek: Campsut (1668 m), CROT (1715 m), Puert (1921 m), Am Bach (1959 m), Juppa (2004 m), Podestatsch Hus (2046 m) i Juf (2126 m), o którym opowiem za chwilę.




Dolina była zamieszkana od XI wieku, a konkretnie, znajdowało się tam Hospicjum Św. Piotra. Wpływ na nazewnictwa wiosek miała ludność romańska. Po 1280 roku, ich język szybko rozprzestrzenił się na całą dolinę i wymieszał z niemieckim, tak też powstał specjalny dialekt, a ludność Avers nazywano Alemanami.
   W 1525-30 r. w Avers wszczęto religijną reformację. Po latach Avers zostało otwarte dzięki wybudowanej w XIX wieku drodze, łączącej gminę z niższymi dolinami.



Wiele z Was pytało mnie o to czym zajmują się wioski istniejące na tak znacznych wysokościach, jak żyją, jak prosperują. Głównym motorem napędowym przemysłu od zawsze były rolnictwo alpejskie i handel bydłem. Do tego dochodzą usługi prywatne. Np. w Juf jest także pszczelarz, u którego na miejscu można kupić miód. Dziś do tego wszystkiego doszła turystyka, która odgrywa bardzo ważną rolę.
   Istnieją w Juf, Jupp'ie i Cres'cie apartamenty i małe hoteliki. W Juppie są trzy wyciągi narciarskie, oraz punkt wyjścia do dużej trasy narciarstwa biegowego. Juf jest również popularnym punktem wypadowym na letnie wędrówki.
   Ośrodki turystyczne i linie energetyczne nie są tak rozległe w obawie o to, iż instalacje techniczne mogłyby zrujnować jego nieskazitelną piękność.



Juf widziane z oddali.

Juf

Na 2126  metrze n. p. m. leży miejscowość Juf. To właśnie ona jest uważana za najwyżej położoną osadę Szwajcarii i jedną z najwyższych w Europie, zamieszkałą przez okrągły rok.
   Tuż nad Juf znajduje się stare gospodarstwo Platten-hof, miejsce urodzenia pisarza Johanna Rudolfa Stoffela. Posesja jest uważana za najwyższy dom w Europie.




Dom kryty dachówką z kamienia.
W Juf żyje około 30 mieszkańców. Oprócz domów rodzinnych, znajdują się karczma, kilka apartamentów, obóz turystyczny i poczta.
   Dzięki niezwykłej wysokości (+ darmowy parking), wieś jest często punktem wyjścia dla wycieczek rowerowych i pieszych. Szlaki wiodą między innymi do efektownych przejść takich jak Septimer, Splugen, Julier i San Bernardino – przełęczy wysokogórskich, których wiele i z ochotą tutaj odwiedzamy.






Juf jest punktem końcowym gminy Avers, a więc i zmotoryzowanego ruchu, a także dawnej, częściowo zachowanej i zrekonstruowanej, starej ulicy, która służy dziś jako szlak turystyczny. Przez Avers przejeżdża osiem razy dziennie autobus.





Wieś nie wygląda wybitnie atrakcyjnie, nie ma też tutaj żadnych kluczowych obiektów turystycznych, lecz z całą pewnością okoliczności przyrody potrafią zachwycać o każdej porze roku. Mnie urzekła.
   Juf bardzo różni się od innych osiedli. Przede wszystkim nie ma tutaj żadnych drzew. Drewno było kiedyś transportowane tylko do budowy domów i stajni, a do ogrzewania wykorzystuje się wysuszony obornik. Suszony nawóz wbrew pozorom wydziela mnóstwo ciepła i – co ciekawsze – prawie nie wytwarza dymu. Jest używany na całym świecie w obszarach, w których nie klasycznego surowca opałowego.





Miło było popatrzeć na bujną zieleń i faunę mokradeł. Rzeczna woda urodziwa i zimna, a powietrze rześkie i ożywcze. Łapałam każdą chwilę wdzięczna Bogu za to niepospolite miejsce, w którym doznaliśmy prawdziwej ulgi od upału.
   Choć latem jest tu przyjemniej, domyślam się, że zimy są tutaj ekstremalnie ciężkie. Odpowiednie sprzęty odśnieżają jedyną ulicę łączącą Avers ze światem, a z całą resztą mieszkańcy muszą radzić sobie sami.




Żółte i czerwone maki.
Myślę sobie, że w ten teren warto będzie wrócić, wytyczyć szlak i korzystać z uroków godzinami. W tej chwili w Juf jest zaledwie 16 stop. C W nieco niżej położonej Creście, 18 stp, podczas gdy u nas na samiutkim dole, temperatura zawzięcie przekracza trzydziestkę.
   Tak jest poukładany ten nasz świat, ta nasza różnorodna Ziemia. Jak widzicie, z każdej sytuacji jest wyjście. Jest mi za gorąco – mogę jechać do Juf. Pragnę wody – są duże jeziora, które nie wyschły. W Polsce pewnie bym siedziała z nogami w którymś z łódzkich stawów. Zawsze jest jakieś rozwiązanie. Trzeba mieć otwarte oczy i kreatywne myśli. Jesteśmy przecież twórczy.

Pomysłowa skrzynka na listy.

W Avers, młode świstaki pasą się przy drodze.



Poprzednia i ta podróż, na jednej mapie.

Kanion Via Mala

W języku Romansh Via Mala oznacza dosłownie "złą drogę". Jest to starożytny i bardzo znany w tamtych czasach odcinek ścieżki wzdłuż rzeki Hinterrhein płynącej przez kanton Gryzonia.
   Viamala jest prezentowana zwiedzającym podczas wycieczek z przewodnikiem także w nocny, co dodatkowo zaostrza ciekawość wielu zwiedzających Szwajcarię. (Możliwe także zwiedzanie indywidualne).
   Jeżeli jesteście zaciekawieni jak wygląda kanion z centralnej perspektywy, zapraszam do archiwalnej opowieści.







______________

Susza trwa nieubłaganie. Otrzymaliśmy wczoraj list proszalny odnośnie oszczędzania wody pitnej. Wymieniono kilka kwestii, od których mieszkańcy muszą się teraz powściągnąć. Np. od podlewania ogrodu, mycia samochodów i napełniania basenu.
   Czasem przyniesie ukojenie jakaś burza, lecz to tylko efemeryczna ulga. Rzeki wysychają, wyschły niektóre pomniejsze jeziora, stan Renu nadal się obniża. Żeby przywrócić ład, potrzeba będzie naprawdę długiej pory deszczowej.

21 komentarzy:

  1. Piękne miejsce, ale widać po belkach domów, że aura nie oszczędza tej miejscowości. Taką liczbę świstaków widzę pierwszy raz!
    Myślę, że dla wyciszenia sie i piękna przyrody warto tam wracać jak najczęściej:-)
    Kanion Via Mala budzi jednocześnie zachwyt i grozę...
    U nas też pojawiają się apele o oszczędzanie wody.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Latem jest tam o jakieś 20 stp. C chłodniej, teraz wyobraź sobie zimę. Gdybym była w stanie zasiąść w miejscu, to byłby fajny pomysł dla mnie na prowadzenie gospodarstwa ;) Na co dzień w stroju Eskimosa :D
      To były młodziutkie świstaki, nie większe od szczeniaka ^_^

      Usuń
  2. lato dość ekstremalne.
    nie myślałaś, żeby zostać przewodnikiem alpejskim? z Twoim zamiłowaniem do spacerów i śledzenia ciekawostek w terenie może się to okazać interesującym pomysłem na życie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślałam o tym, ale latem trzeba mnie naprawdę ciągnąć w te góry. Nie każdy jest zwolennikiem zimna, jestem w mniejszości. Ludzie teraz chodzą po szczytach, do których ja się po prostu nie nadaję w tym terminie. Mogę zostać zimowym przewodnikiem, z kolei nie każdy posiada adekwatny sprzęt do takich wędrówek, który – nie ma co oszukiwać – jest dość kosztowny.
      Pomysł powstał już dawno i nie jestem jedynym Polakiem w Szwajcarii, który wpadła na ten pomysł. "Oprowadzanki" są dość popularne, a ta profesja jest szczególnie rozchwytywana w przypadku Via Ferrat (wspinaczki), na których z kolei ja nie mam kompletnie żadnego doświadczenia.
      Nie mówię że nie. Czas pokaże.

      Usuń
    2. nie każdy turysta jest ekstremalny. są i tacy, którzy wolą niżej, bezpiecznie, ale ciekawie - z garścią opowieści z legendami, z chwila zadumy przy jakimś ogniu. od ekstremów niech będą pozostali - szkoda, że Polacy nie potrafią się dogadać i stworzyć organizację płatnych przewodników na rozmaite okazje - jedni pociągną wycieczki zakładowe, inni emerytów, jeszcze inni survivalowców i wyczynowców. może ktoś koniki uruchomi, rowery, czy co tam komu odbije - choćby paralotnie. w końcu przewodnik nie musi chyba osiem godzin dziennie non stop - jedna wycieczka na miesiąc - drobny zastrzyk i trochę przyjemności. może dwu-trzydniowe wycieczki z noclegiem gdzieś powyżej lasów? jakoś pasujesz mi do takiej funkcji. poprowadzić, a w trakcie i po spacerze opowiadać - o widzianym, o historii, o bajaniach tubylców.

      Usuń
    3. Polacy wyspecjalizowali się do wzajemnego wsparcia, umawiając na wspólne przemierzanie szlaków, nieodpłatnie. Są grupy zrzeszające wędrowców-amatorów, gdzie są mile widziani podróżnicy z doświadczeniem, ale to nie ociera się w żaden sposób o zastrzyk gotówki, dlatego że ludzie sami sobie doskonale radzą w prostym terenie. Stąd popyt na zawodowych przewodników w raczej ekstremalnych warunkach albo popyt na świetnie zorganizowane firmy, które oferują np. wypożyczenie roweru górskiego albo konia.
      Pięknie motywujesz, cieszę się, że postrzegasz mnie nieco bardziej profesjonalnie niż innych wędrowców, a pasjonatów gór jest przecież wiele. Dziękuję.

      Usuń
  3. Urzekło mnie to miejsce! Po górach chodzić nie lubię, ale uwielbiam na nie patrzeć. Wioseczka jest tak przeurocza, że spokojnie mogłabym tam osiąść na stare lata. Im mniej ludzi, tym lepiej ;) Mieszkając w Niemczech często odwiedzałam znajomych, którzy też mieszkali na takim stricte górzystym terenie. Może nie były to góry sięgające 2000 m.n.p.m., ale już wtedy widoczki były niesamowite no i samo miasteczko również bardzo piękne :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Witaj Aniu.
    Upały nie odpuszczają. Trasa fajne, ale nie na moje zdrowie.
    Pamiętam taką sekwencję Laskowika w filmie: To jest zboże, które rżnę, a rozliczać się będę później.
    Nieraz żałuję, że czegoś nie zrobiłem w młodości... A mogłem.
    Pozdrawiam.
    Michał

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No jakże nie? My tam pojechaliśmy samochodem. Dziś pokazałam miejsca, które absolutnie dla wszystkich są możliwe do zobaczenia.
      Kto jak kto, ale Ty nie powinieneś żałować. Wydaje mi się, na podstawie tego, co o sobie opowiadasz, że zobaczyłeś już tyle ile to możliwe w ciągu jednego życia. A nikt nie jest w stanie zobaczyć wszystkiego.

      Usuń
  5. Czytam czytam ale jeszcze bardziej zadziwiam się tymi zdjęciami. Urokliwe jak nic - bo nie da sie ich niczemu przypisać.
    Juf, jak dla mnie byłaby to świetna miejscowość, gdzie można odpocząć z dala od miasta, nawet od naszej coraz to bardziej rozbudowanej wsi.

    OdpowiedzUsuń
  6. Pobyłabym w takim miejscu, choć parę dni, potrzebuję tego. :) Wspaniale tam jest, śliczne zdjęcia. Naprawdę fajne, ciekawe kadry. <3

    Upał i jeszcze raz upał. Rano padało i ja w tym deszczu chodziłam, a teraz znów upał. Bardzo mnie już to męczy, bo wiesz, że ja nie znoszę upałów. No ale masz rację, zawsze jest rozwiązanie i ja też dobitnie potrafię chować się przed upałami. ;D

    OdpowiedzUsuń
  7. Twoje przecudnej urody zdjęcia zachwyciły mnie. A od zdjęć kanionu zawróciło mi się w głowie. Zieleń łąk, błękit nieba, szarość skał... Góry-wspaniała demonstracja potęgi natury u mnie niezmiennie wywołująca wielkie 'wow!'i budząca szacunek. I ta ich niezwykła właściwość-spadek temperatury wraz z wysokością:) więc...uciekając odpowiednio wysoko rzeczywiście można odnaleźć termiczny komfort:)
    p.s. o! mój post jak najbardziej aktualny:) wierszyk może zbyt wiosenny ale zdjęcia sprzed miesiąca czyli...letnie:)

    OdpowiedzUsuń
  8. patrzę, patrzę i nie mogę się napatrzeć na Twoje zdjęcia :) ta zieleń, ten błękit, góry i wszystko inne.
    mnie też wydaje się, ze lepiej mi się włazi nie po schodkach- jeśli takie istnieją na szlakach, a obok nich.
    ps. bierne wypoczywanie to też nie dla mnie.

    OdpowiedzUsuń
  9. Ciekawe takie badania związane z tą utratą ciepła u ludzi.

    O to dopiero nowość, ja tam już od paru ładnych lat szlajam się po fryzjerach. :D

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  10. Czasem tak trzeba, żeby był choć z dzień całkowity spokój.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  11. Jestem zachwycona. Są na tej Ziemi niezwykłe miejsca, tak łatwo dla mnie dostępne (z dzieciatym towarzystwem :)). Jestem oczarowana Aniu... ach i te przyjemne temperatury ;). W Polsce upał też daje czadu. Żałuję, że już nie na wiosce jestem,

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak, poza miastem jest dużo znośniej. Mnie z kolei zawsze zastanawiało, skąd dzieci mają w sobie taką odporność na słońce i upał. Nie słyszałam, by jakieś dziecko z powodu zbyt wysokiej temperatury, nie miało siły na zabawę i brojenie. Do tego obrazka dołączam zawsze wyobrażenie nieprzytomnej kobiety leżącej obok.

      Usuń
  12. Wow ależ widoki no i ta natura :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Jakie widoki... o matko... przepiękne!
    pozdrawiam serdecznie znad filiżanki kawy:)

    OdpowiedzUsuń
  14. Tylko przyroda potrafi tak człowieka zauroczyć. Urzekły mnie te zdjęcia kwiatów na górskich stokach. Niesamowite. Chętnie bym się tam zaszyła na dłuższy czas. Ta dolina jak z tej opowieści o Heidi. Cudowne góry.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Heidiland jest niedaleko mnie. Dla miłośników odtworzono w najdrobniejszym szczególe dom Heidi oraz stworzono szlak dydaktyczny. Bardzo przyjemne miejsce, polecam.

      Usuń

Pewnego dnia wymyśliłam sobie, że będę dzielić się pięknem świata, którego doświadczam podczas swoich wędrówek. Że będę pisać ku pokrzepieniu serc i być może zachęcać do podróżowania. W tym samym celu wydałam książkę, czyli dla Waszej przyjemności. Czasami piszę też o Bogu, który jest dla mnie najważniejszy i dzielę się chętnie swoim studium biblijnym.
Jednak nie robię tego dla poklasku, nie chcę samych duserów.
Dziękuję za każdego czytelnika, który podzieli się ze mną swą refleksją miast "odhaczonym" komplementem. Jestem wdzięczna za każde nasze wspólne rozważanie. Za komplementy dziękuję, ale nie na tym mi zależy. Proszę rozważ to nim pozostawisz po sobie te dwa/trzy słowa :) i tak zwyczajnie: porozmawiajmy.