A co ludzie powiedzą?

"Wszystko co słyszymy jest opinią, nie faktem.
Wszystko co widzimy jest punktem widzenia, nie prawdą."
– Marek Aureliusz


Długo zastanawiałam się jak zacząć tą notkę, by nie brzmieć jak nudny banał. I nagle jak impuls przyszło do mnie "przecież nawet biblia o tym pisze!" To fakt, dlatego rozpatrzę tę kwestię od tej właśnie strony, na podstawie Pisma – lecz nie wypowiadam tych słów jako Katolik, Prawosławny, czy Zielonoświątkowiec – żeby była jasność, to nie jest wpis pro-religijny.
   Vox populi nigdy mnie nie obchodził, byłam raczej odporna na opiniowanie mojej osoby, a z krytyki nauczyłam się korzystać i wyciągać wnioski. O wiele więcej dla mnie zawsze znaczył vox Dei, bo to nie ludziom pragnę się podobać i nie z nimi chcę się porównywać.
   Spisałam więc trzy historie, są one fikcyjne, ale opowiadając je, miałam w pamięci kilka prawdziwych (podobnych) wydarzeń. Tym razem jestem bardzo ciekawa, co o tym ludzie powiedzą. Czekam na Wasze komentarze.



1.

Pewna kobieta uczciwie pracowała w pewnej firmie. Usłyszała mimochodem rozmowę koleżanek przy sąsiednim biurku, ważącą przyszły los nieobecnej. Tematem dysputy była nie tylko jej postawa, ale i zbyt skromny wygląd, oraz nieangażowanie się w sprawy towarzyskie członków firmy.
   Kobieta bardzo długo nad tym rozmyślała. Równie dobrze ta rozmowa, ostentacyjnie przeprowadzona obok jej biurka, mogła dotyczyć własnie jej samej. W domu przyjrzała się sobie w lustrze. Nudne proste włosy, nudny fason sukienki w nudnym kolorze, żadnych dodatków.
   Następnego dnia kobieta miała wolne. Udała się na przełomowe zakupy. Kupiła sobie zwiewną sukienkę w żywym kolorze, do niej pasek, bransolety i kolczyki. Kupiła też lokówkę i niewiarygodnie wysokie szpilki. "Czas na zmiany." – Pomyślała. – "O mnie nigdy nie będą tak mówić!"
   Kolejnego dnia pracy zrobiła furorę wśród koleżanek. Została też zaproszona na najbliższą imprezę członków załogi. Czuła, że wzbiera w niej wielka energia.

Z rzeczy niegdyś nieważnych zrobiły się wielkie problemy. Nim zaczną o nas źle mówić, potrzebna jest prewencja. Tylko po co?
   Ludzie dzisiejszego świata w większości są obserwatorami-wzrokowcami. Lubią otaczać się ładnymi rzeczami, nie przebierają w byle czym, przysposabiają sobie te rzeczy, które uważają za przydatne w budowaniu ciekawej opinii o nich samych. Czy osobowość wyraża się wyłącznie zewnętrznie?
   Wartość życia staje się terminem przedefiniowanym i przeliczonym na daną walutę, a piękno każdego człowieka wyraża się powierzchownie. Czy to nie jest jednak krzywdzące?
   Martwią się opinią innych, chcą prezentować się jak najlepiej, zarówno w towarzystwie jak i w pracy liczy się pierwsze wrażenie. Opinia innych może wtedy być kluczowa, a każdy kontakt musi przynieść zysk. Warto trzymać przy sobie wartościowych ludzi i samemu zacząć należeć do elity. Lecz jaki jest sens takich przyjaźni?

"Są to ludzie biadający nad losem swoim,
kierujący się swoimi pożądliwościami;
usta ich głoszą słowa wyniosłe,
a dla korzyści schlebiają ludziom."
– Judy 16


2.

Pewna kobieta wychodziła za mąż. Przygotowania wrzały, a liczba dni kurczyła się w kalendarzu, pozostawiając pannę młodą z wrażeniem ponaglania. Martwiła się o pieniądze. Wszystko na ten wyjątkowy dzień było takie drogie, a jeszcze wiele trzeba zaplanować.
   Najważniejsze, że suknia już jest, wisi w szafie pod folią. Miała być inna, nieco skromniejsza, ale przecież ten jeden raz w życiu trzeba być najpiękniejszą kobietą na świecie. Była sporo droższa, kobieta wzięła więc swój pierwszy kredyt.
   Rok później przyszło na świat dziecko. Właściwie nigdy nie przywiązywała wagi do ceremonii kościelnych ale przecież co ludzie powiedzą jeżeli go nie ochrzci?

Wydawanie świadectwa o sobie przed najbliższymi jest czymś niebywale koniecznym. Pewnych rzeczy nie przystoi, inne wypadałoby zrobić, a każdy przecież chce być akceptowany. Za opinią idą szemrania, za plecami ich nie słyszymy, ale mimo wszystko mamy nadzieję, że mówią o nas dobrze. Dlaczego faktycznie boimy się ludzkiej oceny?
   Chcemy się pokazać z jak najlepszej strony, perfekcyjnie organizować każdy wspólny czas radości i nie narażać się na krytykę. Martwimy się gdy kręcą głowami, cieszymy gdy życzą pomyślności. Z wielkim sercem czekamy na opinie, wypatrujemy owacji, boimy się niezgody i odstawania od reszty. Lecz ile w tym jest szczerości i miłości?

"Jakże możecie wierzyć wy,
którzy nawzajem od siebie przyjmujecie
chwałę, a nie szukacie chwały pochodzącej
od tego, który jedynie jest Bogiem?"
– Ew. Jana 5,44


3.

Pewna kobieta spotkała się z serdeczną koleżanką w kawiarni. Długo rozmawiały o tym co zmieniło się w życiu towarzyszki i jak wiele zawdzięcza swoim rodzicom. Kobieta gratulowała jej i weseliła wespół z nią. Obiecała też, że jeżeli będzie od niej potrzebowała jakiejkolwiek pomocy, zawsze będzie do jej dyspozycji.
   Kiedy rozeszły się do swych domów, kobieta przeanalizowała sobie raz jeszcze wszystkie szczęśliwości, o których usłyszała. Ona sama musiała włożyć wiele pracy, by dziś mogła żyć tak jak żyje, zaś koleżanka po prostu miała szczęście. To takie niesprawiedliwe.

Choć na zewnątrz życzliwi, w sercu pełni krytyki. Na wszystkich patrzą przez pryzmat siebie samych, a życie, niczym materiał pod suknię, kroją na swoją tylko miarę. Nie dla każdego taki sam życiorys będzie tak samo korzystny. Tak jak nie każdy ma ręce do fizycznej pracy i nie każdy ma talent do gry na instrumencie. Dlaczego wciąż próbujemy przeżyć życie za innych?
   Żeby nie ranić bliskich, kłamią, jakby to kłamstwo miało zatuszować prawdę. Zupełnie jakby to kłamstwo miało obmyć im ręce. Na czyją chwałę kłamią w oczy, stają się dwulicowi i nieszczerzy?

"Tak i wy na zewnątrz wydajecie się ludziom
sprawiedliwi, wewnątrz zaś jesteście pełni
obłudy i bezprawia. Biada wam, uczeni w Piśmie
i faryzeusze, obłudnicy, że budujecie
grobowce prorokom i zdobicie
nagrobki sprawiedliwych"
– Ew. Mateusza 23, 28 i 29


Ile rzeczy w życiu swoim robimy dla siebie, a ile tak naprawdę dla innych? Co jest nam niezbędne w życiu, a co mamy jedynie po to, by wyrażać siebie? Nietuzinkowość? Potrzeba wyróżnienia się? Znajdźcie definicję tych słów i powiedzcie, czy człowiek bez tego nie będzie mógł oddychać? Potrzeba akceptacji? Ale dlaczego akurat szukamy jej wśród innych? Kompleksy i inne zmartwienia, ile w nich sensu?
   Niewolnictwo. Takie sprytne dość, bo każdy w tych okowach czuje się szczęśliwy. Ja nie lubię się podporządkowywać. A Wy?

41 komentarzy:

  1. Opisałaś trzy bardzo różne historie. Bohaterka pierwszej chyba miała niskie poczucie wartości, skoro zaraz poleciała na zakupy i do fryzjera, na pewno zrobiła to wbrew sobie, skoro do tej pory jej to nie przeszkadzało, była po prostu sobą.
    W drugiej historii wypisz wymaluj postępowanie wielu z nas, często nie potrafimy obroni swego zdania i ulegamy presji rodziny, dla świętego spokoju. Z wiekiem czasem się to zmienia...
    W trzeciej opowieści dobry przykład na to, że najczęściej widzimy wierzchołek góry lodowej, bo przecież jedna z przyjaciółek nie wie czy tej drugiej wszystko łatwo poszło...
    Rzadko ktoś może pozwolić sobie na całkowite ignorowanie opinii innych, zwłaszcza członków rodziny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadza się – niskie poczucie wartości, a co za tym idzie – strach przed byciem nieakceptowanym.
      Zgadzam się znów z Tobą – z wiekiem to się zmienia. Wtedy my jesteśmy tymi starszymi w rodzinie, których młodzież ma się słuchać ;)
      Z autopsji wiem, że właśnie członkowie rodziny potrafią wywrzeć najskuteczniejszą presję, oraz że oni próbują sprawić, aby dzieciaki przeszły życie w ich butach. Jest to niesłuszne i bardzo krzywdzące.

      Usuń
  2. Wszystko co słyszymy jest opinią, nie faktem.
    Wszystko co widzimy jest punktem widzenia, nie prawdą."
    ` Chyba będzie to moje nowe życiowe motto :) Bardzo podoba mi się ten cytat i dużo w nim racji. Tak to się właśnie przedstawia. Na szczęście!
    Jeżeli chodzi o pierwszą sytuację, cóż pewnie postąpiłabym tak samo jak ta kobieta. Generalnie nie przejmuję się zbytnio opinią ludzi i mam głęboko w poważaniu, co o mnie gadają. Z doświadczenia wiem, że lepiej jest pokiwać głową i robić swoje. Mimo wszystko rozumiem wyżej opisane zachowanie tej pani, bo sama lubię czuć się komfortowo w swoim ciele. I może nie poszłabym od razu na zakupy i nie zmieniła generalnego wyglądu, ale na pewno chciałabym wyglądać ładnie i schludnie, po prostu. Żeby mi samej było przyjemnie.

    Jeżeli chodzi o suknię ślubną, osobiście nie planuję wydawać na nią majątku. Generalnie razem z ukochanym planujemy w przyszłości wyprawić skromne wesele dla najbliższej rodziny (o ile ta nas nie spali do tej pory na stosie, za wspólne mieszkanie przed ślubem), przyjaciół, ale przede wszystkim dla nas samych. Myślę, że nie będziemy szaleć, żeby tylko się pokazać. Chrzest? Oczywiście, ale nie po to, żeby nas nie szykanowali. Jesteśmy wierzący, więc taka będzie kolej rzeczy.

    Zawsze cieszę się, z sukcesów swoich przyjaciół, więc całkowicie nie rozumiem zazdrości, jaka wstąpiła w panią z trzeciej historyjki. Każdy pracuje na to, co ma. Dodatkowym bonusem może być przychylny los, ale nie wolno zapominać o tym, że fortuna kołem się toczy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "pewnie postąpiłabym tak samo jak ta kobieta. Generalnie nie przejmuję się zbytnio opinią ludzi" – zaprzeczasz sama sobie ;)
      Jednak czy 'ładnie i schludnie', nie jest równoważne z po prostu 'naturalnie'? Ludzie lubią się przebierać dla zwrócenia na siebie uwagi, zakładać maski, aby pasować do chodzących w takich samych maskach. Życie ma o wiele więcej wartości, ale to już temat na trochę inną dysputę.

      Moje wesele nie przypominało większości wesel jakie znamy. Ani sukienka, ani samochód nie spełniały standardów, ale nie to było dla nas wtedy ważne. Wesele planowaliśmy podobnie jak Wy, tylko dla najbliższych, jednak rodzina wzięła sprawy w swoje ręce i trochę się weselisko rozrosło ;)
      Wierzący, to znaczy?
      Jeżeli powstaną kiedyś jakieś plany rozrodcze, nie będziemy chrzcili. Człowiek ma świadomie do tego podejść jako dorosły. Chrzest dziecka nie jest ważny, ponieważ nie ma ono zdania.

      Zazdrość i zawiść królują obecnie na salonach. Spotykałam jego różne twarze, ale nie przejmuję się tym. Ludzie weryfikują się sami.

      Usuń
    2. Cóż, może źle to ujęłam, albo przeinterpretowałam powyżej napisany tekst... Zgadzam się z Tobą, że "ładnie i schludnie" to po prostu naturalnie, ale skąd wiadomo, co naturalne było dla tej kobiety? Ubierała się skromnie, bo może tak miała zakodowane w głowie? Może wymagało tego od niej szefostwo? Jeżeli usłyszałabym za plecami, że ubieram się zbyt skromnie i jestem dziwna, bo nie integruję się z innymi pracownikami, pozwoliłabym sobie na więcej luzu, po prostu :) Napisałam również, że "mimo wszystko rozumiem wyżej opisane zachowanie tej pani, bo sama lubię czuć się komfortowo w swoim ciele." i że nie zmieniłabym swojego generalnego wyglądu - o to mi właśnie chodziło.

      Wierzący praktykujący chrześcijanie ;)
      Każdy ma inną opinię w tym temacie, więc nie będę się kłócić na temat chrztu :) Chcąc wyrazić swoje zdanie, osobiście jestem przekonana, że chrzest dziecka wiele mu ułatwi jeśli w przyszłości zdecyduje się trwać w Bogu. Jeśli nie, na pewno mu to nie zaszkodzi. "Świadomość" to natomiast pojecie względne. Ludzie nawet na łożu śmierci nie mają świadomości, co czeka ich po drugiej stronie, wiec jak tu podjąć właściwą decyzję? Żyję w przekonaniu, że lepiej wierzyć, niż nie wierzyć i tak też będę chciała wychować swoje dzieci, ale nie zabronię im decydować o sobie samych.

      Usuń
    3. Do tej historii pasuje, by powiedzieć, że bohaterka po prostu nie ganiała za aktualnie panującą modą, o makijaż też nie dbała, a wokół koleżanki – same kobiety sukcesu kancik, mankiet i perfekcyjny make-up, że o fryzurze prosto od stylisty nie wspomnę. Nie pasowała do tego, ale zbyt mocno odczuwała, że tu nie pasuje.
      Niekiedy bywa tak, że zamiast skupiać się na pracy, zaczynamy cierpieć skutki nieakceptacji współpracowników, a wtedy automatycznie staramy się dostosować. Ktoś patrzący z zewnątrz może się popukać w głowę, ale wiem, że to częsty problem wśród żeńskiej załogi w korpo.

      Chrzest dziecka ułatwi, skoro jesteście w Kościele Rzymskim i w tej wierze będziecie je wychowywać. Biblijnie jednak, podstawą jest świadomy chrzest, czyli nie niemowlęcy, który mija się z celem, bo nie można wyznać wiary za kogoś, kto nie jest jeszcze w pełni świadomy i nie ma własnego zdania. Ale tak jak mówię, w religii rzymskiej nie ma to znaczenia. ;)

      Świadomość nie jest pojęciem względnym jeżeli mówimy o wierze. To bardzo konkretne i sprecyzowane stwierdzenie. Wierzysz i kochasz Boga, albo nie. Idziesz za Jego przykładem i żyjesz z Nim, albo nie. Każdy Chrześcijanin doskonale wie co będzie po drugiej stronie. Jesteśmy zbawieni łaską z wiary. Kwestia jest taka, czy jako świadomy Chrześcijanin z ducha i z wody idzie prosto do Pana, czy idzie na sąd uczynkowy. Uczciwie przyznaję, że ja się na ten sąd nie wybieram. Wiara i znajomość Pisma dają tą pewność.
      Wybacz mi ostrą ocenę, ale Twoje przekonanie brzmi jak manewr asekuracyjny, a nie miłość do Boga.
      Mimo wszystko niech będzie jak uważasz i niech Twój wybór przyniesie Ci wszystko, czego oczekujesz. Nie chcę tu nikogo namawiać ani nawracać, byś nie zrozumiała mnie opatrzenie. Przyznaję, że czasem cudza niewiedza budzi we mnie kogoś pokroju nauczyciela.
      Mam nadzieję, że Cię niczym nie obraziłam.

      Usuń
  3. Myślę, że nikt nie lubi się podporządkowywać, ale wszyscy chcą być dobrze postrzegani i po prostu być lubiani, podobać się. W końcu "jak cię widzą, tak cię piszą". Stąd pogoń za modą, nowinkami technicznymi, aktywność w mediach społecznościowych i pokazywanie siebie niekoniecznie takim, jakim się jest, popisywanie się przy każdej okazji itp. itd. Według mnie najważniejsza jest szczerość w stosunkach międzyludzkich i prawda. Po co gadać komuś za plecami, ale tak, aby słyszał, można przecież powiedzieć wprost. Po co przytakiwać, jeśli ma się inne zdanie? Bądźmy sobą, nie starajmy się być kimś innym, co nie znaczy, że mamy się zaniedbać i zrezygnować z marzeń. Pracujmy nad sobą, bo warto. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lgniemy do pozytywnych opinii, chcemy być lubiani, to wszystko prawda, ale jeżeli mamy się starać o znajomości w taki sposób, troszeczkę staje się to fałszywe, nie uważasz? Dla mnie najważniejszą cechą moich znajomych jest ich osobowość i to, co mają do powiedzenia. Nie to czy mi się podobają ani jakiej firmy ciuchy noszą i czy koleżanka nie zapomniała na spotkanie ze mną, umalować buzi ~ tu już może trochę przesadnie parafrazuję, ale wiesz, co mam na myśli ;)
      "Bądź sobą" to popularny slogan, którego chyba nikt nie zrozumiał, bo nadal każdy chce być jak ktoś inny. Wystarczy wyjrzeć na ulicę. Czy akceptacja polega na otaczaniu się tym samym co inni, noszeniu tego co większość i posiadania tych samych rzeczy co reszta? To jest więzienie. Wypieranie wartości życia, brak suwerenności, niezdolność do samodzielnego stanowienia o sobie i samodzielnego wybierania. Czy zawsze będziemy oglądać się na innych?

      Usuń
    2. Masz rację, wśród moich znajomych też zawsze liczy się osobowość, a nie to, co kto ma i w co się ubrał. Po spotkaniu zazwyczaj nie jestem w stanie powiedzieć, co kto miał na sobie, nigdy nie wiem którym samochodem kto przyjechał, choć nieraz byłam na przykład podwożona, to jeśli już rozpoznaję auto, to po rejestracji, a nie po marce lub kolorze. Wśród moich znajomych jestem chyba jedyną, która jeszcze korzysta ze zwykłej, wysłużonej komórki, a nie ze smarfona i nie mam jakoś ciśnienia na zmianę. Jeśli akurat modna jest zieleń, to ja chodzę w żółciach, bo wszyscy na zielono, to po co jeszcze i ja, ciuchy kupuję w secondhandach, bo wybieram to, co mi się podoba, a nie to, co akurat modne i nie przeszkadza mi, że bluzka jest sprzed dwóch sezonów. Natomiast chętnie oglądam się na innych, gdy motywują mnie do czegoś nowego - ktoś zaczął malować, a to i ja spróbuję, ktoś śpiewa w chórze, o podoba mi się to, ja też pośpiewam, ktoś opowiadał o wspaniałych przeżyciach na wycieczce, OK, może i mi się kiedyś uda zobaczyć to na własne oczy, już zaczynam oszczędzać. Może nie zawsze wzorowanie się na innych jest złe, czasem motywuje i rozwija. Pozdrawiam

      Usuń
    3. Witaj w klubie starych telefonów. Ja mam telefon z klawiszami i ze stylową klapeczką w emeryckim kolorze (podobno, ale ja się nie znam); brązowym. Mało kto może sobie pozwolić na weekend bez zabrania ładowarki :P
      Kolory, które na siebie zakładam są adekwatne do ochoty na dany kolor – tylko i wyłącznie. Aż tak się nie buntuję, że nie założę koloru, który jest modny ;P Też ciuchy w większości mam z secondhandów, nie ma się przecież czego wstydzić. Tylko moje workowate gacie, które noszę na co dzień, wymagają niestety specjalnego sklepu, tylko dlatego, że nie wymagam, by mnie wszystko opinało. Do tej pory nie jestem zdolna kupić normalnych dżinsów jakie były za lat mojej młodości. Same obciślaki, strasznie niewygodne.
      Do makijażu od lat mnie nie ciągnie. Stwierdziłam ostatnio, że biżuterię noszę dla ludzi, nie dla siebie (przecież zakładam ją na spotkania, a jak sama idę na spacer, to nie); więc też przestałam nosić, chyba się opamiętałam.
      Wzorowanie się samo w sobie może być złe jeśli przesadzisz i dojdziesz do uwielbienia :P ale np. mnie często ktoś zainspiruje jakimś nowym pomysłem i mam ochotę spróbować się w danej dziedzinie. Niektóre takie pasje stają się chwilowymi i odchodzą z czasem, a inne zostały i chyba już będą ze mną do końca życia.

      Usuń
  4. Kochana!
    W życiu bardzo wiele zawsze robiłam dla innych. O sobie często zapominałam. Pracowałam ponad siły.
    Dopiero dzieci, mąż otworzyli mi oczy, jak ważna jestem ja sama.
    Dlaczego tak postępowałam? bo tak mnie wychowano.
    Bardzo mądry post!
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Wybrałaś ciekawy temat moim zdaniem.

    Wydaje mi się, że jesteśmy właśnie na takim poziomie rozwoju, gdzie znaczenia mają opublikowane gdzieś zdjęcia, wpisy, jakieś wiadomości wysłane do kogoś. Wszystko może zostać ocenione, poddane krytyce.

    Zależy jeszcze wobec czego mam się podporządkować, czasem mam jednak chęć buntu, oddalenia się od nurtu. Tylko nie zawsze mam chęć, moje lenistwo wygrywa z chęcią ucieczki gdzieś w dal, od tego wszystkiego co wiąże się z takim właśnie ocenianiem itp.

    Czasem nie ma ucieczki przed galerią handlową. :) Jednak jak jest możliwość należy szukać alternatywy np. kupowanie w Sieci, mniejsze sklepy. Bo dłuższy pobyt w takim molochu nie nastraja mnie za dobrze zazwyczaj.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystko może być ocenione i jest niechybnie, ale niech próba wpływania na cudze opinie o nas, nie będzie głównym celem w relacjach miedzy ludźmi. Moim zdaniem w ogóle nie powinno tego być – każdy ma prawo do własnego zdania, ale po co z tego robić aż tak wielki dym? Ano robi się i to bardzo często, jednak nie wiem dlaczego.

      Ustawicznie mam chęć buntu, dlatego wiem, że muszę się czasem powściągnąć, bo agresor mi się załącza nie koniecznie tam gdzie de facto powinien i potem żałuję. Oczywiście nie chodzi o to żeby lecieć jak stado mrówek do jednej dziury, ale na pewno nie podkładać się pod bata jednej królowej. Jakiejkolwiek królowej.

      Nie lubię kupować w sieci, wolę kupować namacalnie, ale czasami nie mam innego wyjścia. Galeria, jak mówiłam, ma plusy i minusy. Na szczęście nauczyłam się ekspresowego działania i wszystko załatwiam w niedługim czasie, zanim zdążę się zdenerwować.

      Usuń
  6. Jeśli o mnie chodzi, to mam w głębokim poszanowaniu co mówią o mnie inni. Szczera jestem do bólu. Gdybym miała za każdym razem podporządkować się innym - zabrakłoby mnie w sobie.
    Jeśli coś robię, robię dla siebie.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  7. Dostałam od życia i od ludzi w dupsko na tyle, żeby zupełnie uodpornić się na cudze opinie, na krytykę, na przywiązanie do wyglądu. Może i jestem outsiderką, ale dziwaczne zasady współczesnego życia społecznego zupełnie mnie nie pociągają.

    OdpowiedzUsuń
  8. Szczególnie zdarza się to niektórym osobom, które mają w sobie wielkie pokłady nauczycielskie, chcą wpływać na każdego spotkanego człowieka, nie koniecznie w sposób sensowny. Znam parę takich osób, najgorzej z nimi jest zacząć rozmowę z gatunku ,,tematy drażliwe", wtedy zaczyna się draka na całego.

    O to chyba nie czytałem albo nie pamiętam, że nie masz specjalnie gdzie na rowerze jeździć. To chyba faktycznie nawet wyprawa taka dwa razy do roku może być całkiem pozytywna.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Są to sofiści. Niezależnie od tego czy mają rację, święcie wierzą w to co mówią i nikt nie ma prawa głosić, że jest inaczej. Często podnoszą głos, a gdy i to nie pomaga, górę biorę emocje, np. płacz.

      Fakty są nieco inne niż Ci w komentarzu przekazałam. Jest gdzie jeździć w Szwajcarii. Tu są hektary dróg rowerowych, chyba jest ich tyle samo ile samochodowych, a gdyby doliczyć te górskie, to nawet więcej. Jednak są to asfalty na otwartej przestrzeni. Preferuję jeździć po lasach, dlatego taki pejzaż po prostu mnie nudzi. Latem taka jazda jest jak jazda po patelni, co też do specjalnie przyjemnych nie należy i raz taki wypad odchorowałam. Dlatego rower kurzy się w garażu.

      Usuń
  9. Pod tym względem jestem nieco... zwichrowana. Bo ślub, niby wzięłam cichaczem, wbrew tatusiowi, ale na chrzest dzieci już się zgodziłam, coby go (i babcię św. pamięci) zadowolić ;P. Z wiekiem nabieram... śmiałości i coraz mniej mi zależy na tym, co o mnie gadajo baby we wsi, ale... hmmm... coś tam mnie czasem gryzie od środka ;).

    A z oceniania ludzi po wyglądzie mam taką krótką anegdotkę z (byłej już) pracy.
    Idę sobie korytarzem z ,,koleżanką" z pokoju, a tu nagle wyłania się zza winkla niesamowitej urody, strasznie zgrabna i do tego super ubrana rudowłosa piękność.
    Moja reakcja - ,, Fiu, fiu fiu.... ale rudzia :D!!!
    Reakcja ,,kolerzanki" - wkurw na ryju i ,,Ale dziwka"!!!
    Zdarzenie to skłania mnie do refleksji nad tym, ileż to niewiast nazwało mnie dziwką, tylko dlatego, że mam rude włosy???
    Ech tam!!! Biedne ofiary własnych kompleksów :P!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czegokolwiek człowiek ze sobą nie zrobi, to będzie z jego potrzeby, decyzji itd. Zupełnie nie rozumiem po co komuś wszystko komplikować. Taka zgryźliwość i zajadłość jest wokół, nie masz takie wrażenia?

      Pamiętasz jak opowiadałam, że często spotykam się z nienawiścią kobiet do mnie? Niezależnie od przyczyny, miewałam przez to kłopoty w pracy. Nawet nie chcesz wiedzieć jakie ploty na mój temat chodziły, to co piszesz, to mało powiedziane. Ale to one krew sobie psuły, ja tym nie będę bałaganić w swoich myślach. I Tobie też to radzę ;)

      Usuń
  10. Badania naukowe potwierdzają, że najbardziej w życiu boimy się tego, co myślą o nas inni. Myśli innych nie są tylko myślami. Za myślami mogą iść konkretne krzywdy-tak jak we wspomnianych historiach.

    Nie wiem czy da się odłączyć całkowicie od opinii innych. Zobacz na przykład pracodawcę: klient cię o coś oskarży-słowo przeciwko słowo. Jeśli pracodawca myśli o Tobie źle, uwierzy klientowi. Nie Tobie.
    Ciekawe jest to, o czym piszesz bo my nie potrafimy nie oceniać ludzi. Pamiętam jak przyszłam do swojej pracy i moja ówczesna team leaderka zamykała torebkę na trzy spusty-zupełnie tak, jakbym wyglądała na totalną biedaczkę i chciała ją okraść. Kiedyś w kuchni znalazłam portfel. Zabrałam go i od razu pędem do biura pytać czy ktoś zostawił. Wiesz co się okazało? To był jej portfel;-)

    Prawda to, że za bardzo myślimy o opinii innych. Czasami ludzie przegrywają tak życie, bo idą na prawo czy na medycynę bo rodzice chcieli. Moim zdaniem trzeba bardzo dużo dojrzałości, inteligencji i wewnętrznej ogłady aby wiedzieć co z tego, co mówią innych jest prawdą, a co nie.

    Mamy tak wyśmienicie zakompleksione społeczeństwo, że ciężko o takich ludzi. W domach nie wszczepiono nam, szczególnie dziewczynkom poczucia własnej wartości, niezależności, przebojowości.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A skąd wiesz, że ona pomyślała o Tobie jak o złodzieju? Może po prostu kiedyś ktoś ją okradł w pracy i teraz chciała być przezorna? :P

      Dziwne rzeczy piszesz. Jakby ocenianie innych było dla nas naturalną rzeczą. I pewnie mi nie uwierzysz, ale ja nie oceniam ludzi. Nigdy tego nie robię w takim sensie jaki opisujesz. Owszem mogę pomyśleć, że osoba jest mi miłym towarzystwem albo, że nie jest i właściwie nad czym mam więcej mędrkować? Wiem, że jestem oceniana na prawo i lewo. Opowiadałam nie raz jak miałam w pracy, borykałam się z różnymi plotami, ale jakoś sobie radziłam. I wyobraź sobie, że w takiej sytuacji jak opisujesz z szefem i klientem, byłam nie raz. Szef mi uwierzył za każdym razem.

      Można powiedzieć, że też jestem "edukacyjna ofiarą rodziców", bo nie poszłam do wybranej przez siebie szkoły. Wybrałam trzy, a rodzice wybrali czwartą. Uważam, że źle się stało. Zbyt często słuchałam rodziców, gdybym miała "jaja", ominęłoby mnie w życiu parę rozczarowań.

      Usuń
    2. Wiem to. Dziewucha jest od początku nastawiona do mnie wybitnie negatywnie;)

      Jest naturalną rzeczą. Kiedy widzisz człowieka pierwszy raz-wyrabiasz sobie o nim pewną opinię-prawda? To już jest samo w sobie ocenę. Twoje myśli-czy chciałabyś go jeszcze spotkać czy nie. Czy miło Ci się prowadzi konwersację czy nie. Szef nie był taki zły w takim razie.

      Ciężko jest nie oceniać. Mamy mocno oceniające społeczeństwo. Podoba mi się zachodni luz. Kiedy ludzie w weekend wychodzą na miasto w dresie, piżamie i generalnie wszyscy mają to w głębokim poważaniu.

      Widzisz. Może wszystko inaczej by się ułożyło. Właśnie o tym pisałam.

      Usuń
    3. Jaką opinię? A skąd ja ją mam wziąć, skoro widzę osobę pierwszy raz? Nie bardzo rozumiem... Moje myśli, czy chciałabym tę osobę spotkać ponownie, czy było mi miłe jej towarzystwo, są raczej decyzją samą w sobie nie kwestionującą charakteru osoby. Albo nadaję z kimś ja wspólnej fali, albo nie.

      Szefowie różni mi się zdarzali, ale w sytuacjach typu ja vs klient, stawali po mojej stronie. Większość nie była tak naprawdę w porządku, ale co mogę powiedzieć o ich sprawiedliwej ocenie podczas konfliktu, to pójdzie im na plus.

      Nie ma co gdybać, jest jak jest i zawsze może być inaczej. Żyjemy do przodu, a nie wstecz. Stare doświadczenia przydały mi się i wiele nauczyły. Może pewne rozczarowania są nieuniknione.

      Usuń
  11. Najgorsze jest to, że już małe dzieci konkurują ze sobą o lepszy telefon czy markowe ciuchy.
    I jeśli rodzice nie wytłumaczą takiemu dzieciakowi co w życiu jest naprawdę istotne - rosną potem egocentrycy dla których liczy się tylko mieć. Oczywiście "mieć" w najlepszym wydaniu, żeby inni zazdrościli.
    Ja, już od bardzo dawna nie za bardzo przejmuję się opinią innych ludzi na mój temat - co nie oznacza że kogoś lekceważę.
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mieć na pokaz. Wszystko teraz jest na pokaz w obawie przed negatywna oceną. I gdzie tu wolność człowieka, ja się pytam? :P

      Usuń
  12. Witaj Aniu.
    Spoko. Mnie tam powiewa kalafiorem co inni o mnie gadają.
    Takie jest życie i tacy są ludzie.
    Pozdrawiam i zapraszam.
    Michał

    OdpowiedzUsuń
  13. W moim wieku już od dawna robię większość rzeczy dla siebie. Dla innych pracuję, żeby mieć na te własne rzeczy czy przeżycia. Od dziecka nie interesowała mnie opinia innych, więc dziś nawet trudno mi uwierzyć, że dorosła osoba może w ogóle przywiązywać do tego wagę. Owszem, czasem uważam, że coś wypada czy coś należy, bo zależy mi na tych osobach, które zaprosiłam i tylko dlatego. A nie dlatego, że interesuje mnie ich opinia o mnie. Przyjaciele i tak pozostaną przy mnie, a wrogowie i tak się znajdą sami. Więc nie ma co się skupiać na tych, którzy z braku własnego życia podążają moim śladem tylko po to, żeby skrytykować moje wybory. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Słuszna postawa życiowa, gratuluję Ci, że do tego doszłaś.
      Znowu mówisz o swoim jak... sama wiesz jak :P Kusi mnie, by spytać, ile masz lat? ;>

      Usuń
    2. Pewnie niedługo o tym napiszę :), na razie niech będzie, że znacznie więcej od Ciebie :), a to i dobrze i w niektórych aspektach mniej dobrze :)).

      Usuń
    3. Wyglądasz dobrze. 35-40 lat maxymalnie bym Ci dała.

      Usuń
  14. Etap, w którym w jakimkolwiek stopniu przejmowałam się co ludzie o mnie mówią, co myślą, jak postrzegają mam już szczęśliwie za sobą- szkoda na to czasu i energii. Jestem jaka jestem, żyję jak chcę i nie dbam o to czy to się komuś podoba czy też nie. I takie podejście polecam innym. Będą szczęśliwsi i... zdrowsi.
    Załączam serdeczności:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Słuszny tok myślenia. To przejmowanie się jest jak zaraza. Na szczęście można z tego wyzdrowieć :)

      Usuń
    2. Moja siostra jest archeologiem i troszkę zaraziła mnie swoją pasją:) Ja z kolei jestem geografem więc w czasie wspólnych wyjazdów wymieniamy się i uzupełniamy informacjami z korzyścią dla każdej:)
      A ten 'śmieszny czerwony domek z krzywymi oknami' to... kościół;) ale pominęłam tę informację w notce.

      Usuń
  15. Dziwią mnie tacy ludzie. A już najbardziej ci, którzy próbują wciskać komuś np. swoją religię, to moim zdaniem jest już przesada, a niestety w Polsce jest to dość częste, szczególnie w czasie spotkań rodzinnych.

    Teraz już wszystko kumam. U mnie jest sytuacja taka, że rowerostrady jako takie w większości też są asfaltowe, w parku, przy Wiśle, nieco dalej od domu też. Jednak mam jedną taką trasę, która wiedzie wśród drzew, po piachu, często sporym nawet. Staram się jak najczęściej tam jeździć, bo asfalt też nie jest dla mnie.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasami można się poczuć, jakby się odwiedziło w siedzibie prawdziwą inkwizycję ;) Przypomniał mi się dowcip:


      – Kto tam?
      – Inkwizycja!
      – Nie wierzę!
      – My właśnie w tej sprawie.

      Jestem ogólnie nielubiana w towarzystwie religijnym, bo nie jestem religijna i w dodatku coś tam wiem, ale oczywiście to głupoty i herezja, więc... no właśnie. ;] Z resztą chyba zauważyłeś ilekroć poruszam jakiś biblijny temat, do razu rzesza komentarzy zazwyczaj anty :P

      Usuń
  16. ...co ludzie mówią...sprawa jest banalnie prosta gdy uderza to w nas jedynie i nikogo poza nami i wtedy robimy na co mamy ochotę ale gdy rzecz nie jest tak prosta. Gdy wywołujemy słowa a one dotykają nie tylko nas a tych , którzy nam ufają...można wiele napisać, wiele powiedzieć a nigdy nie będzie to ten moment w którym ktoś w nas uderzy, ktoś nas ukłuje.
    Pan Młody o wciskaniu swojej wiary, swoich zasad...potrafisz panie Młody poczuć jak boli, jak bardzo rani , jak przeraźliwie rozrywa serce, gdy wiesz, wiesz na milion procent, jak pomóc, jak zrobić a jedynie patrzysz jak ktoś wciąż robi błędy, wciąż się kaleczy wciąż...Są tacy , którzy ból przetrzymają ale są tacy, którzy chcą pomóc bez swojego przy tym bólu.
    Pani ...Pani w sumie też Młoda napisała,że nie jest religijna...a komu to oceniać, komu to weryfikować wszak tylko Bogu przecież więc dlaczego wchodzić w cudzą kompetencję. Religijność to kochać bliźniego jak siebie samego....i nadal pisze Pani że nie jest religijna ?.... Zrzymać się na rytuały , zwyczaje też można. Śluby, chrzciny, pogrzeby....ale są rzeczy , które powinny być stałe. Każdy dom musi mieć fundament. Budują bez niego ale czy to bezpieczne ? Bywa ,że nie przyjdzie wiatr ale jak przyjdzie, jedynie fundament pomoże, jedynie kanon, jedynie zasada...gdy zdepczą, gdy oplują, gdy z nikąd pomocy cóż można więcej by się podnieść..."Ojcze nasz...Zdrowaś Maryjo" ....a gdy tego nie mamy, gdy nie mamy niczego, jak wiele wysiłku włożyć trzeba by wytrzymać razy dawane nam przez ludzi, przez życie....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Słowa należy rozdawać mądrze, bo są jak miecz.

      Jestem wierząca, ale nie religijna. Dlaczego to rozdzielam? Bo jestem wierząca biblijnie. Być Chrześcijaninem nie oznacza chodzenia do kościoła co niedziela, ani świadczenia wszelkich rytuałów, a już tym bardziej nie upadania na kolana przed idolatriami – to jest właśnie religijność.
      Jak powiedziałam, jestem wierząca biblijnie, uważam, że Biblia nie jest analogią, a Bóg stanowi centrum mojego życia, dlatego nie bój się, bo gdy przyjdzie wiatr, mam silną tarczę, która mnie osłoni. I to nie będzie kanon, zasada ani "Zdrowaś Maryjo".

      Usuń

  17. Czy napisałam ,że boję się o Panią ? Odniosłam się, może niejasno ale nie do Pani a do słów. Nie utożsamiam słów z człowiekiem, który je napisał . Wydaje mi się ,że moje słowa nieumiejętnie oddały co miałam na myśli . W dużym stopniu im się udało ale nie całkiem. Przykro mi . Sprawił mi też wielką przykrość fakt oceny dlatego nie chce kontynuować tej rozmowy. Wolność cenie sobie ponad wszystko. Pani , moderując komentarze zabiera mi coś co niezbędne w rozmowie-zaufanie. Szkoda. Kłaniam się nisko i pozdrawiam.
    PS
    Ten kto uważa ,że koniecznym jest uczestniczenie w mszy itp ma rację taką samą jak Pani uważając że nie musi ale było by miło przeczytać, taki drobiazg o którym i ja często zapominam pisząc-"moim zdaniem". To ważne dla szukających by widzieli ze nie mają do czynienia z dogmatem a z opinią.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystkie słowa jakie są napisane do mnie – bezpośrednio do mnie trafiają. Nie widzę związku z tym czy są one moderowane czy nie, gdyż to wyłącznie kwestia publikacji na stronie, wszak chodzi o to, by powiedzieć coś autorowi i ewentualnie porozmawiać na dany temat. Dziwi mnie myśl, iż miałoby to równać się braku zaufania.
      A propos, moderacje mam włączone z pobudek technicznych. Miałam pewien problem, który w ten sposób rozwiązałam, tym bardziej nie widzę żadnego "osobistego" związku.

      P.S.
      Każdy blog sam w sobie już jest opinią subiektywną autora. Do tej pory sądziłam, że jest to oczywiste. Ponad to w oparciu o Pismo można być nawet pewnym czegoś dużo bardziej niż się zdaje. Lecz zawsze będę zachęcać do własnego studium, a nie słuchania innych, którzy czytają.

      Usuń