Wędrówki:

Zakładki dotyczące wędrówek, są rozszerzone i znajdują się po prawej stronie bloga.

"Odpowiadam za to co powiedziałam, nie za to co zrozumiałeś."

3 kwietnia 2018

Schloss Laufen – Rheinfall.

Wędrowanie to stan ducha niżeli jedna konkretna podróż, w ramach której oddziela się rok poszczególnymi urlopami. Tym razem znaleźliśmy się Laufen-Uhwiesen.
   Jest to mała miejscowość w północnej Szwajcarii, położona w bezpośrednim sąsiedztwie Wodospadu Rheinfall (przełom Renu). Mamy tutaj do czynienia z największym pod względem przepływu, wodospadem Europy. Nad wodogrzmotem góruje średniowieczny zamek warowny Laufen. W przeszłości stanowił on siedzibę możnego rodu Laufen.






Lato jest jak sen zmącony widokiem lepkiej nici pająka w środku lasu, którym beztrosko spacerujemy. Naprężona, gotowa na uzupełnienie sieć, a ja, Pajęczarka Marzeń, choć niemiły mi ten obrazek, z przyjemnością tkam tę siateczkę dalej osobiście.
   Z zamku prowadzi do wodospadu specjalna ścieżka. Można skorzystać również ze szklanej windy, a turyści chętni do zobaczenia drugiego brzegu mogą przepłynąć Ren wodną taksówką.
      My udaliśmy się intrygującą ścieżką, a wróciliśmy już windą. Wszedłszy na orbitę emocji, doznań i wrażeń, spojrzałam w ludzkie twarze jakie mnie mijały. Byłam widzem z kolorowymi szkłami na twarzy, zabarwionymi akwarelą marzeń.
   Byłam też słuchaczem ich libretto. Podczas nocnego przelotu ktoś w sieć moją wplątał słów kilka. Na tęczowej pajęczynie, która światła odbijała i tak pięknie wyglądała, usiadł sens i złapał się w sieć, próbując zerwać moje nici i ulecieć hen. Przypatrywał się towarzysz, patrzyłam i ja. Sens ów był puentą nadchodzącego dnia.




Czas nie miał znaczenia, przekwitające kwiaty żegnały już lato. Duch żywiołu wody wypełnił mnie silną energią. W deszczowe dni nie mam problemu z zachowaniem dobrej formy. Nie przysypiam, myślę trzeźwo, sprawnie pracuję, szybciej się uczę. Lubię moknąć, biegać w deszczu i kocham patrzeć na wodospady.
   Woda miesza się, zapętla, wydziela intensywny zapach. Łagodzi wszelkie furie minionego dnia. Żyję tak aby niczyje słowo ani jego leksem, nie było warte nawet wysłuchania – jeżeli nie ma w nich choć krzty słuszności, sensu i tego coraz rzadszego powabu prawdy. Dlaczego o tym wspominam?
   Stałam poniżej poziomu wody wpadającej w białe burzyny rzeki, pozwalając aby chłodna bryza uprzyjemniała mi czas spędzony w zacienionym zakątku skały.





Z pewnych spraw, dosyć już mocno przedawnionych, czas pozwolił wyciągnąć świadome wnioski i poukładać sobie w głowie co nieco. Czas ostatecznie rozprawić się ze swoimi demonami i wyrzucić to, co niepotrzebne. Żadnych problemów, Kochani, więcej nie chcę mieć.
   Stare pajęczyny, pająki po prostu zrzucają na ziemię w niepamięć.




Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Pewnego dnia wymyśliłam sobie, że będę dzielić się pięknem świata, którego doświadczam podczas swoich wędrówek. Że będę pisać ku pokrzepieniu serc i być może zachęcać do podróżowania. W tym samym celu wydałam książkę, czyli dla Waszej przyjemności. Czasami piszę też o Bogu, który jest dla mnie najważniejszy i dzielę się chętnie swoim studium biblijnym.
Jednak nie robię tego dla poklasku, nie chcę samych duserów.
Dziękuję za każdego czytelnika, który podzieli się ze mną swą refleksją miast "odhaczonym" komplementem. Jestem wdzięczna za każde nasze wspólne rozważanie. Za komplementy dziękuję, ale nie na tym mi zależy. Proszę rozważ to nim pozostawisz po sobie te dwa/trzy słowa :) i tak zwyczajnie: porozmawiajmy.