Wędrówki:

Zakładki dotyczące wędrówek, są rozszerzone i znajdują się po prawej stronie bloga.

"Odpowiadam za to co powiedziałam, nie za to co zrozumiałeś."

30 kwietnia 2018

Protagonista. Jestem? Byłam?

Wszystko, co w danej chwili robisz, oddziałuje i wpływa na innych ludzi. Twoja postawa może rozjaśniać Twe serce lub przekazywać uczucie niepokoju. Twój oddech może emanować miłością lub pogrążać otoczenie w depresji. Twoje spojrzenie może wzbudzić radość. Twoje słowa mogą inspirować do wolności. Każdy Twój czyn może otwierać serca i umysły.
– David Deida


Kim jest protagonista? Spotkałam się z definicją krzewiciela jakichś idei, a nawet z buntownikiem, lub po prostu liderem w grupie. Czy synonimem od tego słowa może być apologetyk?
   O protagonistach mówi się jako o obrońcach zasad, czy nawet rzecznikach danej grupy społecznej. Są to ludzie nie bojący się oficjalnie mówić prawdy (a wiadomo, że ta w oczy kole). Liberałowie – tolerancyjni wobec cudzych poglądów, lecz zawsze w obronie własnych (i nie tylko) zasad moralnych, zachowań, filozofii czy innych wymiarów składających się na osobę żyjącą wedle swego ściśle określonego pryncypium. Protagoniści często zostają biznesmenami, politykami i publicystami. Ale... zostawmy w spokoju te wielkie słowa.
   Czy byłam / czy jestem → protagonistą? Aby przedstawić definicję słuszną i zasadną w odniesieniu do samej siebie, muszę cofnąć się w przeszłość. Kim byłam, jak żyłam? Spróbuję postawić jeszcze jedną tezę, bliższą mi i najbardziej ukazującą osobowość protagonisty.
Dla mnie to ktoś taki, kto jest panem swego życia – to niezaprzeczalnie człowiek czynu, posiadający własne zasady, których nienawidzi łamać. Protagonista to również człowiek pełen pasji i charyzmy. Inspirujący do czynienia dobra i godnego, wartościowego życia. A przede wszystkim: protagonista jest wiecznie na drodze samodoskonalenia.
   Jak to wygląda w przypadku stoika o raczej introwertycznej naturze, potrafiącej powściągnąć swój charakter na zawołanie? Czy to jeszcze jest protagonista, skoro potrafi udawać kogoś kim nie jest i nagminnie to wykorzystuje? Czy przy tym nie staje się już tylko kłamcą?

Pewien dobry przyjaciel powiedział mi kiedyś, że to u mnie może być taka pokerowa zagrywka.
   – Ty masz zawsze pięć Asów, jak ty to robisz? – zapytał mnie kiedyś metaforycznie.
   – Nie wierzę w pecha. Ale za to w szczęście tak.


Protagoniści są refleksyjni.

Człowiek, który analizuje sytuacje, ludzi i emocje, potrafi uczuciowo zaangażować się w pomoc niesioną bliźnim. Zdarza się, że w pętli problemów zawęża swoją perspektywę. Potrzeba wtedy otrząsnąć się i raz jeszcze spojrzeć na rzecz z obiektywnego stanowiska.
   – Zbyt bardzo przejmujesz się nią. – Zwróciła mi kiedyś uwagę koleżanka ze szkoły. – Cały czas cię wykorzystuje.
   – Idąc twoim tokiem myślenia – jeśli tak zawsze robią przyjaciele, czyli wykorzystują się nawzajem – to chyba wszystko między mną, a nią gra, prawda?
   Nie było wtedy ważne, że przyjaciółka nie zawsze miała słuszny osąd. Chodziło o to, że czasem obie potrzebowałyśmy wypłakać się w swoje rękawy. A później było zadziwiająco lepiej...
   Tak, dosyć łatwo zaprzyjaźniam się z ludźmi, nawet takimi bardziej absorbującymi, których większość odtrąca. Zawsze jest warto otworzyć się na kogoś. Poznać, zrozumieć więcej.


Być natchnieniem.

Protagonista potrafi zaangażować się w drugą osobę, nierzadko otwierając przed nim własne serce. Czy ludzie to wykorzystują? Bywa i tak. Jednak altruizm bywa także inspirujący. Ta dobroć jest tarczą. Ta słabość i naiwność są mieczem.
   Emanowałam szczerością i optymizmem. Kiedyś nie zwracałam uwagi na to, że mogę wywierać presję i dziwiłam się, że niektórzy dosłownie mnie nienawidzą. Opowiadałam o nienawiści wśród kobiet do mnie, podaruję sobie jednak tę dygresję, temat uważam za wyczerpany. Być protagonistą to jest trudny orzech.
   – Ja nie umiem tak opowiadać o różnych rzeczach jak ty – zwróciła mi kiedyś uwagę koleżanka z pracy. – Nawet o sobie niewiele potrafię powiedzieć.
   – Bo może za rzadko przyglądasz się sobie?
   – Ja nic nie robię, a ty masz te swoje hobby.
   – A co lubisz robić?
   – Nic.
   – Niemożliwe. Przypomnij sobie. Lubisz rysować?
   – Nie bardzo potrafię.
   – Ja cię nie pytam o to, co umiesz, tylko co lubisz.
   – Nie lubię rysować.
   – Śpiewać? Biegać? Uprawiać ogródek?
   – Tańczyć lubię. Kiedyś chodziłam na kurs.
   – To czemu tego nie robisz?
   – Bo teraz mam rodzinę, nie ma się kto zająć dzieckiem.
   – A kto teraz z nim jest?
   – Babcia.
   – Jutro masz wolne?
   – Mam, no i co?
   – A gdzie babcia?
   – W domu, mieszkamy razem.
   Mrugnęłam do niej porozumiewawczo i wróciłam do swojej roboty. Następnego dnia koleżanka poinformowała mnie, że znalazła w internecie fajny kurs tańca dla zaawansowanych. Raz w tygodniu, więc nie będzie nadużywać babci.
   Bo nigdy nie jest za późno na odrobinę szczęścia.


Kiedyś.

Otaczałam się ludźmi. Nie po to aby być w centrum uwagi, ale po to by istnieć w życiu innych i zostawiać po sobie dobre wspomnienia. Miałam dużo szczęścia do ludzi wartych zaufania, ale oczywiście spotykały mnie zawody, nie raz brutalne, ale nigdy nie zamierzałam skreślić ludzkości przez kilku palantów.
   Kontakty z ludźmi przychodziły mi naturalnie, bardzo lubiłam zawierać nowe znajomości, poznawać nowe, inspirujące charaktery. Tak, to prawda, że mam limity na towarzystwo i czasem po prostu muszę zniknąć, zaszyć się gdzieś w lesie z daleka od cywilizacji, zresetować duszę... by potem powrócić i dalej szerzyć zadowolenie i wybijać ludziom z głowy narzekanie. Zawsze starałam się być wzorem kogoś niemarudzącego i dawać przykład fajnego życia pomimo różnych trudności jakie mnie w życiu spotkały (i o jakich nawet nie macie pojęcia).
   Wierzę w ludzkość i w dobroć. Fascynuje mnie życie. Nie odgrodzę się od ludzi tylko dlatego, że ktoś ważny kiedyś mnie bardzo zranił. To byłoby niesprawiedliwe i egoistyczne. Człowiek powinien być otwarty, skory do pomocy. Jednak altruistą być – nie każdy potrafi.

Słowo przeciwko słowu.

Nie toleruję unoszenia się. Eksplozywne osoby męczą mnie, ale zdarza się, że wypada mi stanąć w obronie jakiejś prawdy – nigdy wówczas nie próbuję nikogo przekonywać do swoich racji – przedstawiam swój pogląd, oraz daję do myślenia. Tylko tyle.

Jestem autentyczna i bywam kłamcą.

Kiedyś uchodziłam za psychologa-samouka. Właściwie sporo moich dawnych znajomych z czegoś kiedyś mi się zwierzało, prosiło o pomysł w jakiejś sprawie. Nie jestem już w stanie policzyć, ilu tajemnic stałam się powierniczką. Byłam taka Ciotka Dobra Rada, samoistnie wchodząca przy okazji w centrum uwagi i nie musiałam się jakoś specjalnie o to starać.
   Moja natura w pewien dziwny sposób przenikała każdego i przychodziło mi to niezwykle łatwo. Pewne rzeczy to kwestia logiki i dobrego przypatrzenia się człowiekowi. Czytałam w cudzych emocjach jak w otwartej księdze. Zauważałam zawsze pewne teoretycznie nieistniejące powiązania, przyczyny i skutki. Zawsze byłam... ja jestem obserwatorem. Zawsze z tego korzystałam. Wszystko analizowałam.
   – Skąd czerpiesz takie pokłady pozytywnych fluidów? – zapytał minie kiedyś znajomy.
   – Z centrum siebie. – Zrobiłam krótką pauzę, żeby dobrze to przetrawił. – Z jakiegoś niewyjawionego i tajemniczego powołania do bycia benefaktorem.
   Zaś kiedy nie mam ochoty być, jeśli czuję, że nie powinnam, albo że nie czas się wychylać (lub co gorsza, że nie warto) –  pojawia się twarz zupełnie odmienna, wyciszona, niemal ocierająca się o granice poddaństwa. Zuchwałość i tupet opuszczają skórę, bo tak wypada, bo nie czas się wychylać.
   To ma sporo plusów. Trudno jest mnie rozzłościć. Właściwie stale trzymam nerwy w ryzach, a kiedy je okazuję – są to czysto kontrolowane emocje.


Dzisiaj.

Wątpię, bym dziś była dobrym przykładem dla innych, tak jak kiedyś – jako singiel z wyboru, jako osoba zapracowana i rozwijająca się w wielu pasjach. Jako silna, zaradna i samowystarczalna kobieta, zarażająca optymizmem.
   Marzyłam, by otrzymać możliwość prowadzenia ludzi ku lepszemu. Nie wstydzę się tego powiedzieć – chciałam mieć dobry wpływ. I ja nauczyłam się tego. Skutecznie.
   Żyję jednak zupełnie inaczej i zupełnie gdzie indziej. Nie otaczam się ludźmi, ale za to wokół mnie jest pełno pięknej przyrody. Żyję – w przeciwieństwie do tego jak żyłam kiedyś – ignorancko. Nie całkiem mi z tym dobrze...
   Dziś to mnie przydałaby się tamta kobieta, która zachęciła koleżankę z pracy do tańca. Tak –chciałabym spotkać samą siebie z przeszłości, bo wiem, że wlałaby w moje serce więcej nadziei.

Bóg daje ludziom – każdemu z osobna inne – pewne narzędzia. Korzystałam z nich. Bóg dał ludziom unikalne talenty. Jestem świadoma swoich. Bóg dał ludziom konkretne powołania. Zauważyłam swoje.
   Korzystałam świadomie, znałam swoje zadanie. Brakuje mi działania. Dziś próbuję utorować sobie drogę powrotną do tego, całkiem niedawno zaczęłam nad tym pracować. Dziś nie uważam siebie za protagonistę. Już nie jestem zdolna porwać za sobą tłumu. Wspominam i wiem, że mogę więcej. Będę się starać.

25 komentarzy:

  1. Masz bardzo trzeźwy ogląd samej siebie, jak bardzo świadoma i doświadczona osoba. Myślę, że po prostu w obecnej postaci przeszłaś na kolejny poziom. Nikt chyba całe życie nie jest tą samą osobowością, zmieniamy się nawet pod wpływem doświadczenia, osoby, z którą jesteśmy, hormonów itd.
    Na co dzień kontaktuję sie z wieloma ludźmi w różnym wieku i coraz częściej dla wyciszenia uciekam na łono przyrody, tego wymaga psychika. Nie wszyscy tego potrzebują, ale to przecież sprawa indywidualna. Otwartość na innych nie oznacza, że zawsze musimy na wyciągniecie reki dla wszystkich.
    Bardzo refleksyjny tekst, zmusił mnie do zastanowienia nad swoimi zmianami...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadza się, czasami wystarczy zmienić miejsce, w którym żyjemy i wszystko zmienia się diametralnie. Coś porzucamy, zyskujemy coś innego.
      Teraz tak często nie potrzebuję tej ucieczki. Nie ma wokół mnie ludzi, nie angażuję się, nie zaprzyjaźniam, nie poznaję. Jest inaczej. Czasami zastanawiam się, czy to na pewno dobrze. Lubiłam być dla ludzi.

      Usuń
    2. Jeśli masz jakiekolwiek wątpliwości, to może czas spróbować znów coś zmienić, nawet by przekonać się, czy obrana droga jest na pewno tą właściwą...

      Usuń
    3. Nie, moja droga, tego zmienić nie mogę. Chyba już nie jest tajemnicą dla wprawnych obserwatorów, że nie zaadaptowałam się w Szwajcarii. Dokonałam wyboru sercem i chcę przy tym trwać.
      Nie można mieć wszystkiego, choć kiedyś myślałam, że można. Powstał paradoks. Jestem szczęśliwa jak nigdy nie byłam i straciłam wiele ile jeszcze nigdy nie straciłam. Trudno jest pogodzić taki dziwny stan ducha, który jest złożony bardziej niż linijka stolarska.

      Usuń
  2. Dostrzeganie swoich wad i zalet moim zdaniem to duża sztuka. Bo większość ludzi o wiele częściej szuka w sobie tych plusów, nawet jeśli są malutkie.

    Też coś kiedyś widziałem czy słyszałem o takim sposobie jedzenia frytek. Jakoś jednak podziękuję, wolę oddzielnie frytki i lody czy inne słodkie dodatki.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Potrafię szczerze przeanalizować siebie i swoją sytuację, by odnaleźć konsensus.

      Ale popularną słodycz do frytek jaką zna i toleruje chyba każdy, jest keczup łagodny. Można by powiedzieć, że to podobne zestawienie – smak inny – lecz podobno pomidor to owoc. Może my tak naprawdę od dawna jemy te "frytki z lodami" tylko nie zdajemy sobie sprawy z pewnego podobieństwa.

      Usuń
  3. To Twój najlepszy tekst (dla mnie). Przeczytałam i zastanawiałam się, dlaczego ty kuźwa nie piszesz dla jakichś magazynów, myślałam, że wreszcie musi ktoś zauważyć taki talent.

    To tylko moje zdanie, więc wiesz...

    Myślę, że przeszłaś na dalszy poziom. Z tego, co czytam, rozumie, że jesteś bardziej świadoma. To, że będziesz się strać, to jestem pewna, bo ty nie rzucasz słów na wiatr.

    Może teraz będziesz miała inne zadania, będziesz wpływała na inny typ ludzi. Wiesz, co jest śmieszne, że dla mnie to ty jesteś właśnie taka, jak opisałaś siebie z przeszłości. No wiem, znam Cię tylko tak z blogowego świata. Piszę tak, bo ja to wszystko w Tobie widzę.

    Ja wiem, że akurat TY osiągniesz to, czego pragniesz. Tam chyba właśnie za mało ludzi, nie ma kogo zbyt poznawać, no nie wiem. Tekst jest tak poruszający, że jakoś słów mi brakuje, a nie chce bzdet pisać.

    Tak czy siak, normalnie wierzę w Ciebie i już!!!!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, dziękuję, miłe zaskoczenie :) Nie przesadzałabym jednak z tym talentem. ;P To autoanaliza a nie artykuł. ;P

      Dziękuję za mentalne wsparcie :) Z tego jak siebie opisujesz, z formy Twoich wypowiedzi i tego, jak piszesz o własnych uczuciach, mogę wywnioskować, że bardzo serdeczna i ciepła z Ciebie osoba, a przede wszystkim szczera. Nie widzę w Tobie wad, bo wiadomym jest, że o wadach się nie opowiada. Ja jednak tutaj w pewnym sensie przyznałam się do kłamstwa.

      Mimo wszystko cieszę się, że interpretujesz to wszystko w jasnych barwach. Dziękuję.

      Usuń
  4. Oj... Różnimy się bardzo. Nie wiem jaki będę kiedyś, ale nadal tkwię w mojej osobowości. Otaczanie się ludzmi jest dla mnie uciążliwe z tego względu, że nie lubię darzyć zbytnio swoją osobą osób, które po prostu zbyt krótko znam lub im nie ufam. Jakby taki mechanizm obronny? Dawanie porad u mnie się nie sprawdza. Mam bardzo specyficzne podejście do świata i moja rada, gdzie u mnie by się sprawdziła i pomogła w dalszym życiu, u innej by po prostu zaszkodziła. Dlatego też nie lubię być liderem grupy. Ale głosić swoje poglądy to ja lubię. Może ''poglądy to za duże słowo. Raczej lubię dostrzegać absurdy tego świata i mówić o nich. Wole uciekać do lasu, myśleć, słuchać muzyki, pisać, malować i czytać. Agh i jeszcze nie odczuwam potrzeby obcowania z ludźmi, a co mówić o miłości do drugiego człowieka skoro większą miłość daje mi sztuka i tworzenie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak to właśnie nazywam – mechanizm obronny. Czasami stronię od tłumów, bo śmieję się, że mam limity na towarzystwo. Lubię ludzi, lubię poznawać nowe osoby, ale muszę niekiedy od tego odpocząć i pobyć sama.
      Kwestia zaufania to troszkę inna sprawa. Ze mną to jest tak, że dosyć łatwo buduję więzi, ale Przyjaciel to ktoś więcej. Z najgłębszych myśli nie zwierzam się każdemu, zresztą to chyba oczywiste. Bywam wylewna, ale są jakieś tam granice.
      Mam w sobie sporo empatii i umiejętność do ustawienia się w czyjejś skórze, co mi ułatwia zrozumienie danej sytuacji. Stąd dawanie rad. Oczywiście nigdy w stu procentach nie będzie to rada, z którą będzie innej osobie najlepiej, wolno mi tylko zasugerować jedno z rozwiązań. Tak to właśnie działa. A przede wszystkim nie pozwalam się nikomu "dołować", bo to nigdy rozwiązań nie przynosi.
      Masz fajną cechę, zwracasz ludziom uwagę na pewne niedorzeczności i niedoskonałości świata/planu/pomysłu itp.
      Zabawne i paradoksalne, ale ja też nie mam potrzeby obcowania z innymi ludźmi. W ogóle. Dlatego na emigracji nie czuję się samotna. Ale lubię ludzi i wiem, że mogę się na coś przydać. Nie znoszę uczucia, że mogłabym coś dla kogoś zrobić, a siedzę biernie w lesie, z którego rzadko się wychylam.
      Miłość to problem już na inny post. Jako singiel, co może wydać się dziwne w przypadku kobiety, byłam bardzo szczęśliwa. I nigdy nikogo nie szukałam. A że spotkałam dobrego człowieka i zaiskrzyło, to już inna melodia. Upłynęło nam kilka lat w małżeństwie i nadal moja natura samotnika nie do końca przystosowała się do życia w związku i to chyba nigdy w pełni nie nastąpi, dlatego mąż może spać spokojnie, pantoflarza z niego nie zrobię.

      Usuń
  5. Witaj Aniu.
    Miły wpis, ciekawe przemyślenia i refleksje.
    Co cię tak naszło.
    Pozdrawia twój pratagonista i zaprasza do się.
    Michał

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasami nachodzi mnie jakaś autorefleksja. Analiza samej siebie skłania mnie do podzielenia się wnioskami z resztą świata, ale nie uważam, by były to szczególnie osobiste sprawy. Taki wycinek mojego wnętrza.

      Usuń
  6. Z pewnością ja polubiłabym Ciebie, bo cenię ludzi, którzy są pozytywnie nastawieni do innych i otwarci na pomoc im. W oczach innych zawsze byłam altruistką i takim"domorosłym psychologiem". Jestem egzaltowana, więc męczyłabym Cię. Nigdy nie narzucałam ludziom swoich rad, przedstawiałam tylko swój pogląd na sprawę lub sposób rozwiązania problemu. Podobno nie wchodzi się "dwa razy do tej samej rzeki", ale jeżeli brakuje Ci siebie dawnej, to może warto powrócić? Tym bardziej, że jak sama piszesz miałaś zawsze dobry kontakt z ludźmi. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Musiałabym wrócić do Polski, a nie widzę szans na udany związek na odległość. Do starego już nie wrócę. Mogę tylko realizować półśrodki.

      Usuń
  7. Chyba pierwszy raz spotkałam się z takim określeniem.
    Człowiek zmienia się z roku na rok, niektórze nasze cechy zostają, a inne się zacierają.
    Dobrze, że umiesz tak dogłębnie analizować siebie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To są sprawy jakie mnie nie opuszczają. Zmieniłam środowisko, zmieniłam postępowanie. Niekoniecznie wszystko zaszło z wyboru i chciejstwa, wylądowałam na emigracji z miłości, nigdy nie planowałam odizolowania od tego co było.

      Usuń
  8. Poruszyły mnie słowa Davida Deidy są takie prawdziwe i na czasie.
    Aniu bardzo ciekawy i pouczający wpis. Faktycznie daje do myślenia. Podzielam zdanie Agnieszki Krawczyk, że masz zdolność pisania i obszerną wiedzę w wielu tematach, więc też uważam, że powinnaś się tym dzielić z większą rzeszą czytelników ;)
    Już Ci pisałam kiedyś, że masz w sobie pokłady pozytywnej energii i odbieram Cię jako dobrą, mądrą i rozsądną osobę, dojrzale odpowiedzialną. Tak jak większość napisała, podziwiam Cię za takie trzeźwe i prawdziwe spojrzenie na siebie. Niewiele osób tak potrafi, bo przecież prościej jest oceniać kogoś niż siebie.

    Powiem Ci Aniu, że czuję iż prowadzisz taką trochę wewnętrzną walkę Twojej dawnej ja z tą obecną ja. Przypuszczam, że musi Ci być z tym ciężko, to chyba tak jakbyś poniekąd działała na przekór sobie. Szacunek wielki, za przykład jaki nam dajesz, takiej głębokiej i szczerej miłości jaką darzysz męża, bo nie wiem, czy kobiety byłyby zdolne na takie poświęcenie, w zasadzie zostawiłaś w Ojczyźnie wszystko, nawet siebie. Brawo Ty ;)
    A próbowałaś się jakoś odnaleźć towarzysko w Szwajcarii? Może udałoby Ci się tam na obczyźnie powrócić do tej swojej dawnej Ja.

    A ja raczej zawsze byłam taka wycofana, stojąc z boku, to przez chorobę, a raczej przez to jak zmieniła mój wygląd. Obawiałam się reakcji społeczeństwa i tak w zasadzie mi już zostało. Jednak lubię poznawać nowych ludzi, a jak już się ośmielę, to rozmawiać na różne tematy. Natomiast nie wiem co ja mam takiego w sobie, że gdziekolwiek nie jestem, najczęściej w kolejce do któregoś z lekarzy, to zupełnie obce osoby, które pierwszy raz widzę na oczy opowiadają mi o sobie i swoich problemach. Słucham zawsze i staram się tak jak Ty pisałaś o sobie przedstawić swój pogląd i taką delikatną radę, czy choćby sugestię, wybór oczywiście zostawiając tej osobie. Potem jednak przeżywam te wszystkie historie i myślę o tych ludziach, martwię się.
    Pomagać też lubię, przynosi mi to satysfakcję i cieszę się, gdy ktoś jest szczęśliwy. Staram się nie zwracać uwagi na to, czy ktoś mi się odwdzięczy, czy to doceni, ot tak chcę by moja pomoc była bezinteresowna. Pomimo, że słyszę czasem słowa wśród swojego otoczenia, "przecież nie zbawisz świata", albo "wszyscy mają Cię w d...e, a Ty się tak przejmujesz i starasz."

    Aniu nie rezygnuj z siebie i z tych narzędzi, które podarował Ci kiedyś Bóg, bo masz ważną misję do spełnienia ;) Pomyśl o tym, by ta wewnętrzna przepychanka nie zabiła w Tobie tego co masz najcenniejsze, dobroć, szlachetność i mądrość życiową :)

    Ściskam Cię ciepło Aniu :)


    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Póki co, dzielić się mogę tylko za pomocą bloga. To dużo i mało – jakiś zasięg jest, ale chciałoby się trafiać jeszcze dalej. Uważam, że jeżeli człowiek ma z czym wyjść do ludzi i ma dar przekonywania do zmian na lepsze, powinien działać w tym zakresie. Gorzej jak sprawdzi już wiele możliwości i nic, a nowych pomysłów brak.
      Nigdy nie oceniam innych ludzi, bo powierzchowna ocena może być bardzo myląca. Ja nie potrafię człowiekowi wejrzeć w serce, tylko Bóg może oceniać. Staram się być mimo wszystko sprawiedliwa i traktować wszystkich dobrze, albo przynajmniej tak samo, jak traktują mnie.
      Dziękuję, to szalenie miła opinia, dziękuję, że o tym mi mówisz.

      Walka ze sobą trwa już od kilku lat. Moje wewnętrzne zbuntowanie wykiełkowało na połamanych własnych zasadach. Tutaj nie było żadnych kompromisów. Była decyzja, myślę, że słuszna, a jednak walczę o każdy swój uśmiech. Z tego co czytam, doskonale to wszystko rozumiesz.
      Towarzysko próbowałam między Polakami, ale wyszło to bardzo miernie. Żyję trochę jakby w izolacji i to też przyczynia się do sytuacji w moim środku.

      Wynika z tego, że Ty również jesteś protagonistką. Nie trzeba Ci więc mówić, ile to człowiekowi daje – inni ludzie, rozmowy, zwierzenia. Przede mną też ludzie łatwo zawsze się otwierali. Budzę zaufanie, wiem to i to wcale nie jest zadzieranie nosa, choć tak to może teraz wyglądać, wszak piszę o sobie w samych superlatywach. Dobra samoocena przyciąga ludzi, bo pogodni, wartościowi ludzie zarażają tym samym innych, a ludzie chcą być zarażali optymizmem. Tak to działa. To nie wygląd przyciąga ludzi, pamiętaj o tym.

      Raz jeszcze gorąco Ci dziękuję :)

      Usuń
  9. Życiowe doświadczenia i coraz głębsza relacja z Bogiem uświadomiły mi, że nie można nikogo oceniać, bo tak naprawdę nie znamy wnętrza danej osoby i tego co tak naprawdę przeżywa, to wie tylko Bóg. Jednak przyłapuję się na tym, że bardzo mnie złości i smuci podejście społeczeństwa do wiary, do tego, że za wszystkie niedogodności i nieszczęścia obwiniają Boga, do braku ot takich ludzkich zachowań. Dużo osób jest egoistycznie nastawiona do zaspokajania swoich potrzeb materialnych nawet kosztem bliskich i nie widzą, że zatracili te najcenniejsze wartości życiowe, swoje wnętrze, które staje się coraz bardziej puste i nasiąknięte złem.

    Może jestem trochę protagonistką, bo o ile potrafię bronić swoich racji, jeśli oczywiście wiem, że je mam, to już tak prawdy wprost nie do końca potrafię powiedzieć, bo nie umiem sprawiać innym przykrości. Zawsze jeśli ktoś poczuje się urażony tym co powiedziałam mam potem wyrzuty sumienia, że mogłam się nie odzywać. Wiem, że nie jest to do końca dobre, ale taka jestem i już chyba tego nie zmienię. Wolę czegoś nie powiedzieć niż ktoś miały się czuć źle z powodu tego co powiedziałam.

    Jesteś w obcym kraju, przypuszczam, że cała ta sytuacja nie jest dla Ciebie komfortowa, ale najważniejsze, że masz przy sobie bliską osobę, wspieracie się nawzajem i jest Pan Bóg, który daje wewnętrzną siłę. Jednak ja na Twoim miejscu bym się nie poddawała i małymi kroczkami próbowała się zaangażować w tamtejsze środowisko i społeczeństwo nie tylko Polaków, ale i Szwajcarów, kto wie, może właśnie przez nich zostaniesz bardziej doceniona niż przez naszych rodaków ;) Ania głowa do góry, bo przecież wiesz, że wiara góry przenosi, więc do dzieła ;)

    Mój optymizm jest zaraźliwy i też wzbudzam zaufanie u innych całkiem obcych mi ludzi, tak jak już wspominałam powyżej, nie piszę tego by się chwalić, ale dlatego bo mnie to cieszy, że jestem tak postrzegana przez innych. Czasem słyszę od znajomych, czy w rodzinie, że jestem dla nich taką motywacją, że jak człowiek czegoś bardzo chce to może wiele osiągnąć, że nie trzeba się poddawać tylko iść do przodu pomimo wszelkich przeciwności. To miłe słyszeć coś takiego, ogólnie chciałabym, by wszyscy byli szczęśliwi i bogaci, ale nie chodzi mi tu o dobra materialne tylko o duchowe, wewnętrzne, bo tylko wtedy człowiek jest tak naprawdę szczęśliwy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli nie ma kogo obwiniać, to za wszelkie nieszczęścia obwiniają Boga albo los. Mnie z kolei zastanawia, dlaczego w ogóle kogoś trzeba obwiniać. Wystarczy zastanowić się nad sobą, swoim postępowanie, pomyśleć co można zmienić, postarać się o lepszą perspektywę spoglądania na własne problemy. Znalezienie winnego nigdy nikomu niczego nie dało prócz dodatkowej i niepotrzebnej emocji – nienawiści, która bardzo szybko wyniszcza, ale tych co nienawidzą. Znienawidzony zwykle się nie przejmuje. A Bóg? Nie wiem co myśli Bóg. Mogę przypuszczać, że Mu przykro lub że jest rozgniewany, ale nie wiemy tego. Wyobrażam sobie, że Jego niekończąca się miłość i cierpliwość do człowieka, zawsze daje takim ludziom szansę na pogodzenie.

      Ja z kolei zawsze mówię prawdę w prost i tak samo chcę, aby inni ludzie mnie mówili tylko prawdę, nawet jeżeli miałoby to mnie zaboleć. Nie lubię "dobrych kłamstw", nie lubię czegoś takiego. Niestety inni ludzie (a przynajmniej większość), nie lubi by im przedstawiać brutalną prawdę, dlatego czasem tracę zaufane znajomych. Ale wiem, że tak trzeba i nikt nie przekona mnie do traktowania człowieka jak jajo.
      Kiedyś kogoś bardzo zraniłam, bo żadne łagodne kłamstwo nie chciało mi przejść przez usta. Jednak wiem, że to było potrzebne. Straciłam ważną osobę w życiu swoim. Musiałam sobie z tym poradzić. Można powiedzieć, że poświęciłam się dla niej. Ale ona zrozumiała wszystko dobrze i teraz wiem, że u niej w porządku. Po latach mi to przyznała w bardzo krótkiej wiadomości.

      Środowisko i język przede wszystkim. Nadal jest za słaby, bym poczuła się wystarczająco samodzielna. Moja samoocena bardzo przez to spadła.

      Bogactwo życia – znasz taki termin? Kiedyś wiele postów mu poświęciłam.

      Usuń
  10. Doskonale rozumiem o czym piszesz, myślę bardzo podobnie. Większość osób czuje potrzebę znalezienia winnego i jest to najczęściej ktoś inny by tylko zagłuszyć siebie i własne sumienie.

    Ogólnie mam problem z wyrażaniem własnego zdania wobec innych. Mówienia im prosto w twarz tego co czuję. Nie jestem do końca pewna, ale wydaje mi się, że tak zostałam wychowana, siedzieć cicho, bo tak nie można, bo tak nie wypada. Wynik to też z tego, że przez chorobę miałam mało znajomości, więc żeby nie stracić tego co miałam nie chciałam się narażać. Nieraz wolę sobie coś pomyśleć i nie mówić. Nie stosuję małych kłamstw, ot staram się nie wypowiadać wtedy, gdy czuję, że musiałabym kogoś zranić, czy zagniewać. Mam tu na myśli prawdę o kimś, bo jeśli chodzi o konwersacje, to potrafię wyrazić swoje zdanie, nawet gdy jest ono sprzeczne z innymi, lecz też nie miałam tak od zawsze.

    O bogactwie życia coś kiedyś słyszałam, ale nie wgłębiałam się w to i nie mam rozeznania o co w tym tak naprawdę chodzi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie cierpię tego co wypada i nie wypada. Uciekam od tego jak najdalej, dla mnie to zbyt nieszczere.
      Przemilczanie pewnych spraw to kompletnie co innego. Sama czasem wolę coś przemilczeć, niżeli wdawać się w jałowe dyskusje. Ogólnie niektórzy mają mnie za milczka. Ja się nie odzywam jeżeli nie chcę wywoływać burzy, kiedy widzę, że mamy kompletnie inne poglądy. To co ja uważam, a jest sprzeczne z tym, co uważa towarzystwo, to moja prywatna sprawa. Zapytana odpowiem, lecz nie wyrywam się ze swoimi opiniami.
      Wszystko zależy od ludzi, z którymi przebywam. Są tacy, z którymi dyskutuję ochoczo i nie przemilczę niczego. Ci na pewno nie uznają mnie nigdy za milczka, bo bardzo chętnie zabieram głos. Natomiast jeżeli mam do czynienia z osobami kłótliwymi bądź takimi, które mocno stoją przy swoim, nie wcinam się, bo to nie ma sensu.

      Bogactwo życia to na pewno nie jest to, co sobie kupimy, ani to, co posiadamy. Bogactwo życia to jest nasza dusza i nasze serce. Jeżeli są prawe i sprawiedliwe, jeżeli człowiek jest pogodny, uczciwy i ogólnie mówiąc dobry, jeżeli jest szczęśliwy w życiu swoim i może być dobrym wzorem dla innych ludzi – to znaczy, że posiada największe bogactwo na świecie – swoje cenne życie, z którego jest zadowolony. Są ludzie, którzy umierają za życia. Są ludzie, którzy najbardziej sobie cenią pieniądz. Są ludzie, którzy nie pokazują się z tych dobrych stron. Są źli ludzie, którzy nie doceniają tego największego bogactwa.

      Usuń
  11. O tak, jejku ale ja zakręcona jestem. Przecież słyszałam o tym. Bogactwo człowieka nie opiera się na rzeczach materialnych, ale tu chodzi o duszę i wnętrze, tylko taki człowiek jest naprawdę szczęśliwy. I ja z tych samych powodów co Ty przemilczam czasem swoje zdanie na dany temat.

    OdpowiedzUsuń
  12. Fantastyczny post! Dziękuję za każde słowo! Pisałaś o mnie po prostu. Tyle, że u mnie finisz jest inny, ja cały czas działam. działam na wysokich obrotach, z ludźmi, obok ludzi :) Mam status liderki, przewodzę, tworzę, organizuję, rozwijam się, mam wpływ...
    Jesteś tak bardzo podobna do mnie Młoda Kobieto, chociaż inna :)
    Podobne wartości, idee, droga...
    Życzę Ci spełniania się na swojej drodze tak, jak pragniesz.
    Cytat rewelacyjny!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest to trudne w tej chwili wrócić na tamtą drogę, mój status padł na pysk po prostu, ale mam nadzieję ku lepszemu, bo zbliża się sporo zmian. :)

      Usuń

Pewnego dnia wymyśliłam sobie, że będę dzielić się pięknem świata, którego doświadczam podczas swoich wędrówek. Że będę pisać ku pokrzepieniu serc i być może zachęcać do podróżowania. W tym samym celu wydałam książkę, czyli dla Waszej przyjemności. Czasami piszę też o Bogu, który jest dla mnie najważniejszy i dzielę się chętnie swoim studium biblijnym.
Jednak nie robię tego dla poklasku, nie chcę samych duserów.
Dziękuję za każdego czytelnika, który podzieli się ze mną swą refleksją miast "odhaczonym" komplementem. Jestem wdzięczna za każde nasze wspólne rozważanie. Za komplementy dziękuję, ale nie na tym mi zależy. Proszę rozważ to nim pozostawisz po sobie te dwa/trzy słowa :) i tak zwyczajnie: porozmawiajmy.