Wędrówki:

Zakładki dotyczące wędrówek, są rozszerzone i znajdują się po prawej stronie bloga.

"Odpowiadam za to co powiedziałam, nie za to co zrozumiałeś."

5 kwietnia 2018

Der Rheintaler Höhenweg – niczym w dżungli w Andach.

Kiedy jest Ci źle, nie przejmuj się, tylko spakuj plecak i wyrusz w podróż. Pozbądź się natarczywych myśli o pracy. Pozbądź się też problemów rodzinnych i dalekosiężnych perspektyw.
   A teraz chodź, pokażę Ci gdzie można zniknąć najprzyjemniej. Nie... cofam to słowo, przecież wcale nie będzie Ci przyjemnie, bo czeka Cię taki moment w podróżowaniu, w którym zawsze robi się bardzo smutno. To ten moment, w którym uświadamiasz sobie, że trzeba już wracać...
   I nie – podróż nie jest ucieczką od życia. Podróż jest metodą na to, aby życie nie uciekło nam. Ale to prawda, że im bliżej nieba, tym mniejsze oddziaływanie mają na nas sprawy ziemskie.


marzec, 2017
Der Rheintaler Höhenweg, to szlak górski, z którego widok na Dolinę Renu jest stałym towarzyszem. Rozpoczyna się od jeziora Bodeńskiego, a prowadzi przez sady i winnice. Krajobraz jest bardzo zróżnicowany, kulturowy: pełen zamków i pałaców. Szlak górski nr 86, umiejscowiony jest na wysokości około tysiąca metrów, prowadzi od miejscowości Rorschach do Sargans, co daje 52000 m pieszej radości.
   Góry wokół Doliny Renu są nam doskonale znane, więc wybraliśmy jeden nieprzemierzony jeszcze fragment, którym zawędrowaliśmy od miejscowości Sevelen, z której dopiero wspięliśmy się do tego konkretnego szlaku; a zakończyliśmy naszą wyprawę w miejscowości Buchs. Wędrówka zajęła nam calutki dzień.
   Nasza ścieżka biegła  tuż pod Alviergruppe. Te góry skutecznie zdobywaliśmy w zeszłym roku. Z tego miejsca rozciąga się doskonały widok na Austrię i Liechtenstein.

Cały szlak.

Frag. naszego odcinka.
Droga wiedzie przez dzikie krajobrazy porośnięte o tej porze gęstymi lasami, do złudzenia przypominającymi puszczę. Wychodząc zaś na otwarte tereny rozległych, górskich równin, dostrzega się alpejskie chaty i wiejskie życie mieszkańców.
   Choć Amerykę Południową znam tylko z albumów, ten szlak zadziwiająco przypomina mi... Andy. W końcu zostały wypiętrzone w orogenezie alpejskiej, czyli dokładnie tej samej co naszej europejskie łańcuchy.
   Lądy są do siebie podobne, różnią się jedynie gatunkami zwierząt, mocą ukropu i wilgotnością powietrza. Andy są położone w kilku strefach klimatycznych: od klimatów równikowych, poprzez zwrotnikowe, podzwrotnikowe i umiarkowane aż po klimat subpolarny na krańcach południowych. Prawie całe Andy mają surowy, chłodny klimat górski.
   Skąd takie moje odczucia? Może przez wyobrażenie stoków Andów, które porośnięte są przez wilgotne lasy równikowe.




Tablica informacyjna po drodze, uświadomiła mnie, że w tych chaszczach żyją salamandry ogniste. Czyli plamista słodycz w kolorze czarnym, z żółto-złotymi plamkami na całym ciele.
   W dawnych  czasach uważano, że salamandry są zwierzętami odpornymi na działanie płomieni, a nawet, że potrafią one ugasić ogień. Czasami, z powodu ich jakoby szczególnego upodobania do ognia, uznawane były za symbol artylerii.
   Przesądy te nie mają nic wspólnego z rzeczywistością. Salamandra plamista jest, co prawda, wybitnie lądowym płazem, jednak na dłuższą metę nie wytrzyma bez wilgoci. Jest wyjątkiem wśród płazów – dorosłe osobniki wrzucone do wody pływają bardzo słabo i nieudolnie. Jeżeli woda jest głęboka, szybko toną. W rzeczywistości nawet na lądzie poruszają się dość niezgrabnie i wolno. Z tego też względu zwierzęta te najaktywniejsze są o zmierzchu i w nocy, kiedy to, pod płaszczem ciemności, mogą czuć się bezpiecznie.
   Posiadają silnie rozwinięte gruczoły jadowe w skórze oraz tzw. parotydy, (charakterystyczne dla płazów zgrubienia z tyłu głowy). Mocno urażona salamandra wydziela z nich silnie toksyczną substancję – salamandrynę. W zetknięciu z błonami śluzowymi potencjalnego konsumenta wywołuje ona ich ostry stan zapalny. Reakcja taka następuje np. w przypadku uderzenia, ukąszenia lub gwałtownego ściśnięcia salamandry. Delikatnie wzięta do ręki jest zupełnie niegroźna.

– magazyn.salamandra.org.

Niestety za dnia jest bardzo trudno takiego zwierzaka spotkać, dlatego nie poszczęściło się nam.



Podobno gdyby do ziemi w dżungli wetknąć parasol, to po dwuch miesiącach zakwitnie albo obok wyrośnie drugi. Jestem w stanie zgodzić się z tym, ponieważ wilgotna dżungla to najbardziej płodny las. A skoro nawet w Alpach utworzył się mały mikroklimat, nie trudno uwierzyć, że nad wielką Amazonką pijawki spadają z drzew.


Znalazłam na liściach zarodniki.
Na spodniej stronie liści wykształcają się skupiska zarodni, w których powstają zarodniki. Po pewnym czasie kiedy zarodnie dojrzeją, ich ściany pękają uwalniając zarodniki, które roznoszone są przez wiatr. Widać, że wrastają na chybił-trafił.





I tu powoli zbliżaliśmy się już do wytyczonego szlaku. To była pierwsza wędrówka na lekko, w butach podejściowych "połówkach", bez sterty zapasowych ubrań w plecaku i jak później zobaczycie – w swobodnym bezrękawniku. To nie lada komfort.
   W upale w górach konieczne jest jak najlżejsze ubranie. Aż takiego skwaru, co prawda, teraz nie było, ale lato zbliża się wielkimi krokami, co dało się już odczuć.

W długich spodniach i koszuli z długimi rękawami jesteśmy chronieni przed oparzeniami, nasz organizm nagrzewa się mniej, mniej także tracimy wody.
   Przede wszystkim LEN. Ubrania z lnu są lekkie, przewiewne i chronią ludzi przed słońcem od starożytności. Cienki len chłodzi ciało, nie przepuszczając przy tym słońca. Jest bardzo lekki i nie wymaga prania nawet po wielu dniach. Kłopotem jest niska wytrzymałość mechaniczna. Lniana koszula bardzo szybko zamienia się w sito.
   Najlepsi doradzają, że poza kapeluszem z szerokim rondem, dobrze mieć okulary przeciwsłoneczne ze szkłami klasy 4.

My tymczasem pozostajemy jeszcze w ziemskim tropiku i powoli zmieniamy otoczenie w lepiej nam znany, typowo europejski las.









Widok na Dolinę Renu, zasnutą gęstym woalem cienia.
Z dużym przybliżeniem na najwyższe szczyty.

Domowej roboty czekolada. Nic prostszego – tabliczka gorzkiej czekolady 87% kakao. Całe orzechy i owoce suszone wysypałam w płaskim naczyniu, zalałam je dwiema roztopionymi tabliczkami masy czekoladowej, ostudziłam w lodówce i gotowe.
   Nie ma jak zdrowe chrupersy w całości, a nie jakaś tam kruszonka sklepowa :)
Nie szlaku nie powinno się myśleć o jakiejś tam kaloryczności czy diecie. Człek w górach ma być zdrowo nażarty i silny!



Dalej w stronę południa pojawiają się w Andach Stepy. Dla części środkowej Andów charakterystyczne są formacje pustynne i półpustynne.
   Podobnie w Szwajcarii, gdzie można sobie z wielką łatwością podciągnąć takie miejsca pod półpustynie.


Zdjęcie wyraźnie pokazuje, że po drodze okazał mi swą miłość PIES.

Stacja Malbun po stronie szwajcarskiej (Liechtenstańska ma własną o tej samej nazwie).


Powolutku zaczęliśmy zmierzać w dół do doliny. Po drodze piękne, wysokie lasy, niektóre nawet bardzo cieniste, skrywały nas przez zamęczającym już trochę słońcem rozgrzanego popołudnia.






Przyroda mnie fascynuje. Kocham głaskać mchy, ten na drugim zdjęciu był tak obłędnie miękki, że wtuliłam weń twarz.
   Gdybym mogła, wyłożyłabym nim podłogi i łóżko.



Najlepsza woda źródlana pod słońcem.



Orzechówka.
Gatunek z rodziny krukowatych (Corvidae) – widziałam go po raz pierwszy w życiu. Jest wielkości gołębia. Samiec i samica są ubarwione jednakowo. Orzechówka ma chrapliwy głos.
   Żyje w rozległych drzewostanach iglastych, borach, a przede wszystkim w tajdze i w górach. W Alpach zamieszkuje lasy limbowe, w średnich górach lasy mieszane.
   Ptaszyna jest wszystkożerna. Głównym pokarmem są nasiona sosny, orzechy laskowe, bukiew, żołędzie, nasiona z szyszek, różne mięsiste owoce. Latem dochodzi też mięsko – owady, larwy, ślimaki, a także jaja i pisklęta, nawet jaszczurki, myszy i inne drobne kręgowce. Nie ma więc wyspecjalizowanej diety i chwyta to, co znajduje się na obszarze jej żerowiska. Dziób to niewybredny.









Na niebie pojawiły się wreszcie kanie rude. To niezłe ziółka. Ze względu na agresywność wobec innych ptaków drapieżnych i przechwytywanie od nich pożywienia, w okolicy lęgowisk kań rudych nie ma gniazd innych gatunków szponiastych.
   Gatunek jest pod ścisłą ochroną.

I po co jechać do Ameryki Płd.? Otóż po oryginalną kawę. Peruwiańska jest najlepszą jaką dotąd piłam!

5 komentarzy:

  1. Cóż za cudne widoki, wspaniałe! Zielono od mszaków, piękne potoki, ścieżki wśród strzelistych drzew. Dolina Renu jak malowana :) Jak ja Wam zazdroszczę ;) Cieszcie się, że macie wspólne zainteresowania. Dużo zdrowia Wam życzę i siły do dalszych wędrówek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wspólne zainteresowania to fajna sprawa, ale osobne też warto mieć. Dwa światy są planami na mapie, z których dwa brzegi pokrywają się w jeden, ale zewnętrzne obrzeża mają swoje klimaty i inne żywioły. Ważne jest, aby je akceptować.
      Dziękujemy za miłe słowa. :)

      Usuń
  2. Nieskalana przyroda o dzisiaj rzadkość!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po prostu ciężko dostępna. I na prawie pionowym zboczu worki ze śmieciami nie ustoją.

      Usuń
  3. Rzeczywiście, widoki boskie! Przepiękne zdjęcia!!!!!

    OdpowiedzUsuń

Pewnego dnia wymyśliłam sobie, że będę dzielić się pięknem świata, którego doświadczam podczas swoich wędrówek. Że będę pisać ku pokrzepieniu serc i być może zachęcać do podróżowania. W tym samym celu wydałam książkę, czyli dla Waszej przyjemności. Czasami piszę też o Bogu, który jest dla mnie najważniejszy i dzielę się chętnie swoim studium biblijnym.
Jednak nie robię tego dla poklasku, nie chcę samych duserów.
Dziękuję za każdego czytelnika, który podzieli się ze mną swą refleksją miast "odhaczonym" komplementem. Jestem wdzięczna za każde nasze wspólne rozważanie. Za komplementy dziękuję, ale nie na tym mi zależy. Proszę rozważ to nim pozostawisz po sobie te dwa/trzy słowa :) i tak zwyczajnie: porozmawiajmy.