Wędrówki:

Zakładki dotyczące wędrówek, są rozszerzone i znajdują się po prawej stronie bloga.

"Odpowiadam za to co powiedziałam, nie za to co zrozumiałeś."

28 grudnia 2018

Jestem szmaciarą.

"Gdyby koty wyglądały jak żaby, zdawalibyśmy sobie sprawę, jakie to paskudne, okrutne, małe dranie. Styl. To pamiętają ludzie."

– Terry Pratchett "Humor i mądrość Świata Dysku"


Byłam w tym roku w kilku dużych miastach w Polsce i te wizyty ukształtowały we mnie poczucie chęci napisania dość kontrowersyjnego artykułu (bo na moim alpejskim odludziu doznaję co najwyżej inspiracji do pisania o alpejskim odludziu), za który, mam nadzieję, nie zostanę ukamienowana. (Na całe szczęście w naszym kraju nie ma zbyt dużo kamieni.)
   Stawiam pytanie: kiedy wygląd/styl rządzi nami, a nie my nim? Naprawdę nie znam się na tym. Nie bez powodu w liceum mówiono, że jestem z Marsa. I tak będzie wyglądał ten artykuł, czym mam nadzieję, porządnie Was rozbawię.
   Pół żartem, pół serio:

26 grudnia 2018

Brzmienie ciszy

Jestem człowiekiem ciszy. Jestem jakby nią.
Zawsze ukryta w ciemnej niszy.


Nie jestem typem człowieka głośnego, choć gdy trzeba, donośnie wyrażam swoje zdanie, ale... nie lubię kiedy trzeba... Nie pochodzę z głośnego, wielopokoleniowego domu. Wolę gdy spędzony tłumnie czas, trwa jak najkrócej. Gwar bardzo szybko mnie męczy.
   Bywa tak, że po dłuższym przebywaniu wśród donośnych rozmów, ich równoznacznikiem staje się jazgot, który trafia do umysłu jak zmielona papka szumu. Wtedy – uczciwie przyznaję – przestaję rozróżniać słowa, a w skroniach słyszę szum. Bo jestem człowiekiem ciszy, nie przywykłym gdy wniebogłosy swe opinie ludzie wysyłają. Taka już jestem, po co z tym walczyć? Ano, są tacy co walczą. Szkoda, że nie u wszystkich w sercach jest pokój.


24 grudnia 2018

0. Pięcioksiąg na mapie – zapowiedź i wprowadzenie

"Poświęcaj tyle czasu na ulepszanie siebie, byś nie miał go na krytykę innych."


– Christian D. Larson


Przypuszczam, że obecnie każdy już zetknął się z historią Mojżesza i z Pięcioksięgiem. Wiele osób widzi w nim analogie, bardzo trudne do zrozumienia przenośnie, albo wręcz mitologię. Twierdzę jednak, że Biblię powinno czytać się dosłownie, ale wiem jak wygląda to twierdzenie dzisiaj – jak abstrakcja blogera. A jednak w Pięcioksięgu znajdują się korzenie wiary Chrześcijan. Czym byłoby dziś Chrześcijaństwo, gdyby oni sami wierzyli w to, że wszystkie wydarzenia to bajka, a Mojżesz jest zmyśloną postacią? Byłoby to trochę słabe...
   Zatem wysunęłam hipotezę – Pięcioksiąg jest historycznym dokumentem. – Jest temat, teraz trzeba go obronić zgodnie z tym co zakładam, czyli odnieść się do rzeczywistych wydarzeń.

21 grudnia 2018

Imperium Poznańskich

"Im się zachciało fabryk i ,,uszlachetniania produkcji", im się zdaje, że to angielski koń, co jemu można dać prostą chamską kobyłę za żonę, a ona zaraz urodzi samego lorda! – wołał z politowaniem i zgrozą."

– Władysław Stanisław Reymont "Ziemia obiecana" (Tom 2)


Grudzień, 2018
Łódź pełna wspaniałych zabytków, kamienic, pałaców i małych dworków z pewnością można nazwać jedną z ciekawszych propozycji turystycznych wśród wielkich miast. Jednym z moich ulubionych perełek Łodzi jest Pałac Poznańskich – fabrykancki z XIX w., nazywany potocznie łódzkim Luwrem. Mieści się niedaleko mnie, więc często cieszę nim swoje oczy. Zwiedzałam go wielokrotnie, teraz przyszła kolej na oprowadzenie męża po włościach Izraela.
   Izrael Poznański kupił w 1877 roku obiekt reprezentacyjno-handlowo-mieszkalny o wówczas niezbyt okazałej elewacji. Francuski styl, neorenesansowy i neobarokowy, zaczął pojawiać się dziesięć lat później przy współpracy ze znamienitymi architektami.
   Obecnie pałac pełni funkcję muzealną, a 3/4 powierzchni niestety zajmują: urząd miejski i skarbowy, ohydnie zamalowane farbą olejną i kapitalnie pozbawione zabytkowego stylu.

Zdjęcie zdjęcia.
Dziś będzie dużo zdjęć zdjęć.

18 grudnia 2018

"Strażnicy"

"Każde marzenie jest nam dane
wraz z mocą do jego spełnienia"

– Richard Bach


grudzień, 2018
Największą nagrodą dla kogoś, kogo pasja rozlała się na sercu złotem, jest ujrzenie owoców w postaci namacalnej. Nie uważam siebie za mistrza pióra, ani też, że napisałam literackie dzieło. Ale na pewno jest to historia, którą przez długie lata układałam w swojej głowie, toteż śmiało powiem, że fabuła została solidnie przemyślana.
   Niniejszym pragnę zapowiedzieć, że już wkrótce w księgarniach pojawi się coś ważnego dla mnie, co powstało z myślą o Was.


14 grudnia 2018

Regitzer Spitz – najfajniejsze bunkry jakie widziałam.

"Są chwile, które otwierają się jak rozłupany orzech, które zmieniają nasz punkt widzenia w taki sposób, że później już nigdy nie patrzymy na świat tak samo jak przedtem."


– Jodi Picoult "Jesień cudów"


Na początku grudnia, 2018
Tym razem pokażę Wam góry z zupełnie innej strony – z mojej ulubionej. I ponieważ na razie na pewien czas muszę przystopować z górskimi wędrówkami, będzie to bowiem ostatnia tego typu relacja na dłużej – postaram się aby była naprawdę wyjątkowa.
   Jaka jest moja ulubiona odsłona gór? Jesienna, ale i ona ma dwa oblicza. Pierwsze jest wielobarwne, ciepłe i słoneczne, a drugie... mroczne i zimne. Opowiadałam niedawno o tym jak wygląda o tej porze Szwajcaria, że przeważają mgły i często nie widać słońca całymi dniami i pełną dobę trzeba używać sztucznego światła. I wtedy najlepiej wybrać się w góry. Po co? Po atrakcje, po klimatyczne zjawiska przyrodnicze i wbrew wszelkim pozorom – po słońce.


12 grudnia 2018

Dzikie uroczysko – tam gdzie każde serce ożywa.

"Zmieniasz myśli, zmieniasz życie."

– Demetria "Demi" Lovato


u schyłku listopada, 2018
Sercem Oberriet jest niewielki rezerwat przyrody, który utworzono wokół dwóch jezior. Mają tu swój azyl czaple, łabędzie i kaczki. W stawie tuż obok, wyrastający z wody martwy las, tworzy scenerię rodem z Jurajskiego Parku. Ukryte w skale ruiny Wichenstein dopełniają niesamowitego uroku tego niewielkiego kameralnego miejsca.
   Zamek wcięty w skałę, przypomina trochę wojskowe bunkry, których w Alpach nie brakuje. Aż trudno uwierzyć, że to średniowieczna zabudowa. Indian z Pueblo też tu nie było, to autentycznie helvecka robota.
   Pod notatką zamieszczam link do starszego wpisu, gdzie podaję więcej szczegółów oraz zdjęć odnośnie tych ruin, jest też mapka.
   Dla utrzymania czystości jeziora oraz dla zdrowia jego mieszkańców, panuje tu ścisły zakaz karmienia ptaków.


10 grudnia 2018

Muzeum Archeologiczne w Krakowie.

"Przy stworzeniu Bóg dał
Europejczykom zegar,
a Afrykańczykom czas..."

– przysłowie egipskie


poprzednia część
o wizycie w Krakowie
na początku listopada, 2018
Od dawna twierdzę, że starożytni byli dużo mądrzejsi od nas. Chodzą pogłoski, że nie żyli w tak szalonym pędzie jak my dzisiaj. Choćby Egipcjanie. Oni potrafili zbudować piramidy, które przetrwały tysiące lat, a my nie potrafimy zbudować drogi, która przetrwa zimę.
   Kiedy weszłam do sali błyszczącej złotem z sarkofagów, powiedziałam, że czuję się jak w domu. Dlaczego? Już od małego interesowała mnie starożytna, egipska historia, którą chętnie zgłębiałam poprzez kolorowe albumy i encyklopedie dla dzieci, a później trochę w szkole (materiał uznałam za mocno okrojony). Z czasem zaczęłam uzupełniać tą podstawową wiedzę dzięki książkom naukowym i programom archeologicznym w telewizji, zaś u schyłku mojej fascynacji, w internecie. Byłam w stanie wyrecytować z pamięci kolejno dynastie i ich władców. Po wielu latach oddalenia się od tego, pozostały mi w głowie ledwie skrawki wiedzy. Mimo to i tak lubię i zawsze z wielką przyjemnością oglądam pozostałości tamtego mocarstwa.


7 grudnia 2018

Kraków

Duże miasta należy poznawać od podstaw.
To trochę jak z wiedzą – najpierw elementarna, a potem doktorat.


początek tej przygody
czyli po co wylądowałam w Krakowie?
4 listopada, 2018
Słońce, najwyraźniej zawstydzone naszym blaskiem zadowolenia, schowało się za ołowianymi chmurami, przesączając się ledwie niby przez szary abażur. Gęsta zawiesina ni to mgły, ni to innej substancji, była widoczna daleko na horyzoncie, niwecząc parę fotograficznych planów.
   Naszej ogólnej wesołości towarzyszyły dwie przewodniczki, przy których ciężko się nudzić. Dzień spędzony razem naprawdę nam się udał, a te wspomnienia aż proszą się o replay.
   Spragnionych wyjątkowych wrażeń zawiodę – nie znałam Krakowa i chciałam zobaczyć jego najpopularniejsze zabytki. Spragnionych wyjątkowych kadrów również zawiodę – nie miałam weny do zdjęć. Moje serce skupiło się bardziej na towarzystwie, niżeli twórczości jakiejkolwiek.
   Zatem – reasumując – będą same odgrzewane kotlety. Tak miało być. Natomiast tajemnicami Krakowa zamierzam zająć się z miłą chęcią w przyszłości.


4 grudnia 2018

Kraków, praca w locie i "Tajemny Plan".

"I abym na światło wywiódł tajemny plan,
ukryty od wieków w Bogu"


– Ef 3,9


Początek listopada, 2018
Korzystając z dni wolnych jakie zyskaliśmy za sprawą kalendarzowych Dziadów, najszybszym, możliwym w świecie sposobem, wybraliśmy się do Krakowa. Ostatnie wspomnienia z tego miasta dostarczyły nam mnóstwa wrażeń i kto wie, może przeżyliśmy tam najważniejszy dzień w życiu?
   Od tamtego momentu minęły ledwie cztery miesiące i sądzę, że jednak czeka mnie jeden jeszcze ważniejszy. Ale kiedy on się wydarzy, ten blog nie będzie już istniał.


2 grudnia 2018

List od Rzymian – starożytne pozostałości w naszej kulturze.

Książki napisane o przeszłości wielkich cywilizacji mają duże znaczenie merytoryczne. Ich treść można łatwo przyrównać do testamentu pozostałego po pierwszych mędrcach, od których nie sposób się opędzić w erze nowożytnej. Problem istnieje tylko w rozpoznawaniu pamiątek z czasów zamierzchłych. Dziś na warsztat kładę książkę pt. "Religie świata rzymskiego" – Marii Jaczynowskiej.
   Autorka skończyła studia na Uniwersytecie M. Kopernika w Toruniu z tytułem profesora historii starożytnej. Ma na koncie wiele prac dotyczących problematyki Rzymu. Niniejsza książka jest owocem próby zapełnienia luki w literaturze tego przedmiotu.
   Treść czyta się lekko, a wiedza jaka z niej płynie, rzuca światło na mnóstwo faktów, które – pozwolę sobie zasugerować – warto poznać od samych korzeni, bo po dziś dzień widzimy je w naszym życiu.
   Jaki wpływ miał na nas Rzym i ile po nich przetrwało?

30 listopada 2018

Polskie Wspomnienia – mazurskie przygody.

"Zazwyczaj to czego szukamy jest bardzo blisko."


– Ryszard Kapuściński „Lapidarium IV


Długi czas temu wpadłam na pomysł aby uzupełnić na blogu folder dot. polskich wędrówek (jest on poszerzony o podrozdziały, z prawej strony w kolumnie). Zaprezentuję Wam moje wojaże z czasów kiedy byłam jeszcze singielką. Przyklasnęło mi na ten pomysł kilka osób i po miesiącach postanowiłam, że otworzę cykl "Polskich Wspomnień".
   Nie planuję cofać się zbyt szaleńczo na linii czasu, ani nie publikować dosłownie wszystkiego. Wybrałam już wędrówki i daty moim zdaniem najciekawsze i nie tak stare. Będziecie mogli zobaczyć jak byłam piękna i młoda. Co robiłam żyjąc w Polsce, gdzie podróżowałam, sama czy w towarzystwie?
   Posty z tego cyklu będą pojawiały się raczej nieregularnie z uwagi na to, iż zbliżam się wreszcie do bieżących wydarzeń. Wykopałam się z zaległości i to najlepsza pora na urozmaicenia. Od razu na wstępie dodam, że zdjęcia w tym cyklu nie będą szczególnie powalającej jakości, korzystałam ze starej, poczciwej cyfrówki.


28 listopada 2018

Dla niezwyciężonych.

"Wyobraź sobie tragedię człowieka, który przez całe życie patrzył w gwiazdy, a potem trafił do lasu, w którym w ogóle nie ma gwiazd. A w dodatku całkiem oślepł. Nie potrafisz tego zrozumieć."


– Kir Bułyczow


Październik
Nici ciężkie od odmowy wyczekiwały z resztkami nadziei. Ciężar sprzeciwu jednak napierał, a łzy odmówiły już posłuszeństwa. Ciało pękło. Zwaliło się na podłogę z hukiem. Zgniecione serce niebezpiecznie spowolniło rytm.
   Ciekawość dnia przeminęła, radość z każdego poranka roztrzaskała się w końcu o realizm. Siła odmowy znaczy kolejny ślad na poznaczonym bliznami ciele. Odmowy... myślisz – nie ma Boga. To nie odmowa, to pustka...


26 listopada 2018

Nad falą skłębioną.

"Słońce, chociaż to był już koniec września, przygrzewało jeszcze niezgorzej — wisiało w połowie drogi między południem a zachodem, nad lasami, że już krze i kamionki, i grusze po polach, a nawet zeschłe twarde skiby kładły za się cienie mocne i chłodne."


– Władysław Reymont "Chłopi"
(także pozostałe cytaty)


u schyłku października, 2018
Lodowato zimny, lazurowy żywioł, mieszał się z ogniem jesieni. Kazał jej przygasać, zazdrosny o uwagę, wśród dni które wieszczyły już zimę. Jego wody piętrzyły się i wzbierały, pieściły krajobraz, który w głębi lądu płonął szkarłatem. Nad falą skłębioną krata z gałęzi, gdy zasnuje je gładka biel, odda błękitnemu żywiołowi pełnię chwały.
   Wędrowaliśmy nieopodal miejscowości Bonaduz w Gryzonii. Miejscowość ta, istniała już około dziewięćsetnego roku. W późniejszej epoce, tutejszy zamek był rezydencją hrabiów.
   Przez większość drogi towarzyszyły nam turkusowe wody jednej z odnóg Renu, pięknie kontrastującej z żółtymi modrzewiami i ciemnymi górami w oddali.


23 listopada 2018

Augstenberg (2,359 m) – Liechtenstein.

Zbytnie zasiedzenie na miejscu może nagromadzić w człowieku zabójcze złogi emocjonalne – kiśnięcia, stęchlizny, zmurszenia, pleśnie. To znak, że trzeba pomyśleć o drodze, wyruszyć w podróż, poczuć wiatr, odetchnąć świeżym powietrzem.

– Ryszard Kapuściński „Lapidarium IV”


u schyłku października, 2018
Wzdłuż górskiego grzbietu, na usłanych żółtą pierzyną górach maleńkiego księstwa Liechtenstein, u podnóża góry Naafkopf, na którego zdobycie nie mieliśmy ochoty, odbyliśmy wędrówkę ciekawym, kamiennym szlakiem.
   Wiatr rozgonił tutaj szare zasłony mgły. W dolinach od pewnego czasu ludzie nie widzieli słońca, podczas gdy tutaj było naprawdę ciepło i jasno. Każdy człowiek z blizną na sercu, powinien choć raz wyjrzeć ponad ten pas chmur. Niech to będzie metafora.
   Wielu z nas marzy, miast marzenia spełniać. Chwil nikt nie odbierze, ani wspomnień nie schowa. Tych kilku chwil, które można na zawsze przycisnąć do zbolałego serca. Tak jak ja kiedyś, nie wyściubiając nosa spod gęstych mgieł.
   Zaparkowaliśmy w miejscowości Malbun, tam do wyboru są różne drogi piesze lub wyciąg krzesełkowy.

W oddali w dole mgła pokrywająca szczelnie całą dolinę.

21 listopada 2018

Füssen – skrajem romantycznego szlaku.

"Obiektyw patrzy na świat selektywnie, obiektyw wybiera, mieści w swoim oku tylko fragment obrazu, widzimy część, nie widzimy całości, przy czym – wobec całości może być to drobna, drugorzędna część."


– Ryszard Kapuściński „Lapidarium III”


październik, 2018
Aby zapieczętować pełen wrażeń dzień i wypełnić go do granic, zatrzymaliśmy się w mieście Füssen, którego nazwę z powodzeniem można przetłumaczyć na Stopowo. Dzień nadal był ciepły choć słońce już nisko i ledwie sięgało do nas słabnącymi promieniami. Zapowiadał się miły wieczór, spędzony w towarzystwie trójki naszych znajomych.
   Füssen znajduje się na południowym zachodzie Bawarii, przy Romantycznej Drodze oraz przy Via Claudia Augusta. Na wschodzie miasto graniczy z rzeką Lech, a na południu z Austrią. Jak to zwykle bywa podczas naszej obecności w miastach, pociągnęło nas od razu w stronę starówki.



19 listopada 2018

Hohenschwangau – naprzeciwko zamku Neuschwanstein.

"Najtrudniejsze jest tworzenie. Wszystko inne jest ucieczką przed tworzeniem."


– Ryszard Kapuściński
„Lapidarium IV”


⤶ poprzedni artykuł – Neuschwanstein.
październik, 2018
Na ruinach twierdzy pochodzącej z XI wieku, stanął nowy, wspanialszy zamek, który nazywano wówczas Schwanstein. Jego wysublimowany wygląd przyciągał uwagę każdego. Nie zawsze jednak przebywała tu najwyższa monarchia. Rodziny szlacheckie przeważnie korzystały z niego, wybierając się do okolicznych lasów na polowania, a podczas wojen napoleońskich, siedziba ta była wykorzystywana jako baza wojskowa. Później sprzedano rezydencję do rozbiórki. Uchronił ją jednak książę Ludwig von Oettingen-Wallerstein, którego rodzina posiadała klasztor w pobliżu miejscowości Füssen. Kupił zamek aby go uratować.
   Książę był entuzjastycznie nastawiony do przedsięwzięcia, zwłaszcza z uwagi na landszaft. Zamek bowiem, stoi w atrakcyjnym krajobrazie, jak na panoramicznej scenie. Książę jednak został zmuszony sprzedać zamek po zakończeniu morganatycznego związku, przez co stracił pozycję głowy rodziny.
   Następny właściciel, geodeta Johann Adolph Sommer, zamierzał założyć w zamku przędzalnię, ale tak się nie stało.


16 listopada 2018

Czy Ludwik był Szalony?

"Odkąd Eliza odkryła w sklepie pani Swindell książkę z bajkami i zatopiła się w jej wyblakłych stronach, zrozumiała potęgę opowieści. Ich magiczną zdolność do wypełniania pustki w ludzkich sercach i zranionych umysłach."


– Kate Morton "Zapomniany ogród"


Październik, 2018
Trudno uwierzyć, że mroczne czasy wydały na świat szlachetnego człowieka o sercu kryształowym i delikatnym tak, że w każdym momencie mogło pokruszyć się na drobne... Parsifal jako ledwie piętnastoletni syn owdowiałej kobiety, wychowywany w walijskich lasach, ujrzał pewnego dnia rycerzy, a zachwyciwszy się, zapragnął by stać się im podobnym. Profetyczne marzenie przywiodło go aż na dwór króla Artura gdzie udowodnił swoją wartość. Pasowano go na rycerza.
   Odtąd towarzyszył najszlachetniejszemu królowi Arturowi i służył wsparciem swego znakomitego miecza rycerzom Okrągłego Stołu. Był strażnikiem Świętego Graala, co dopełniało jego wyjątkowości. Niestety jego rycerskie serce pokochało żonę swego monarchy, tworząc odrębną, gorącą historię o niespełnionej miłości. Och Parsifal... jakimż wielkim bólem szarpana była twoja dusza... Rycerzu Łabędzia, jakże cierpiałeś widząc jej białą dłoń w cudzych objęciach...
   ...oto bajek świat, nieskazitelnych marzeń i czystej miłości. Czy mogły one zaistnieć w realnym życiu? Nie odpowiadajcie od razu. Spójrzcie najpierw na ten zamek.


14 listopada 2018

Parpaner Rothorn – czerwony róg.

"Uczucia przeżyte to uczucia już poskromione, martwe doświadczenie, które złożone zostało do grobu w chwili, gdy zdołaliśmy wyrazić je w słowach."


– Thomas Edward Lawrence „Siedem filarów mądrości”


początek października, 2018
Skały bogate w rudę, odwiedzone jesienią prezentowały się szczególnie ryżo przez roślinność i łagodne, złotawe słońce nisko opadające na tej wysokości. Przybyliśmy dosyć wcześnie, ale czas nie grał tu roli. Mieliśmy przed sobą cały dzień.
   Zostawiliśmy samochód w miejscowości Lenzerheide. Moim oczom ukazał się przepiękny widok. Kocham jeziora, kocham ich spokój i lustrzaną toń. Te szwajcarskie są wyjątkowe, bo wszystkie są tak nieskazitelnie czyste, że w słońcu wydają się lazurowe. Tego ranka delikatnie zasnuwała je mgła. Widok tak romantyczny, że serce samo żwawiej się poruszyło, a tyle przecież jeszcze piękna natury było przede mną. Trzeba patrzeć, doświadczać, doznawać... to najpiękniejsze chwile w życiu. Bliskość szczególna. To tchnienie życia, które jest w każdym z nas, pasuje do przyrody tętniącej życiem z każdej strony i w każdym momencie.


Heidsee
oryginalnie w języku retroromańskim: Igl Lai

Jezioro. Ciche, spokojne, kryształowe albo czarne, zależnie od nastroju. Słodkie, ale głębokie, zdolne zaplątać nieszczęśnika w wodne pnącza i zanurzyć w miękkim mule. Już od zarania dziejów twórcy najstraszniejszych horrorów wiedzą, że to co podoba się i kusi, może okazać się strzygą w przebraniu niewinnej panny. Dlaczego tak wiele horrorów kręci się nad jeziorami?
   Dlaczego ja tak rzadko odwiedzam miasta? Bo wystarczy mi horroru w książkowych opowieściach. Wiem, że z jeziora nie wyskoczy na mnie topielica, ale z zaułka miejskiego owszem – może. Np. jakiś Zeugl w dresie z nożem w ręce...

12 listopada 2018

Wildhaus – Zwinglipass – Mutschen (2121 m) – Saxer Lücke (1662 m) – Staubern (1750 m). |Jeszcze raz na Alpstein.

"Osiadły tryb życia zawsze prowadzi do zniewieścienia i słabości."


– (Ibn Chaldun) P.Curtin,
S.Feierman, L.Thompson,
J.Vansina „Historia Afryki”


początek października, 2018
Gdy suknia jesieni została ukończona, obszyta złotem i burgundem, gdy już pierwszy mroźny wiatr zapiął wszystkim ludziom kurty, na słońcem wymalowanym złotym runie, którym dziarsko wił się szlak, rozpoczęliśmy marsz bardzo długi, kończący się dopiero schyłkiem dnia.
   Nie odjeżdżając nawet zbyt daleko od domu, znaleźliśmy się po drugiej stronie góry, którą widzimy z okna. Poznałam już prawie wszystkie jej ścieżki. Co jest w niej takiego, że mnie przyciąga? Jej wielki, pionowy front, od początków przygnębiający całym swym jestestwem? Historia nienawiści do gór, która miała swój początek i koniec właśnie na tym masywie? Mogłabym wypisać całą listę jej cech negatywnych. I może dlatego właśnie, ona się nigdy nie nudzi, a jej pokonywanie przynosi tak wiele satysfakcji...

Alpstein.
Zdjęcie pochodzi z września.

9 listopada 2018

"Po ciemnych manowcach życia również uwijają się latarnicy."

"Droga jest źródłem, jest skarbnicą, jest bogactwem."

– Ryszard Kapuściński „Podróże z Herodotem”


wrzesień, 2018
Szczęście nie leży na ziemi. Nie wystarczy się tylko po nie pochylić. Trzeba je najpierw dostrzec. Miłość nie jest na wyciągnięcie ręki. Nie wystarczy jej tylko odwzajemnić. Trzeba ją najpierw do siebie dopuścić.
   Cierpienie nie jest tym, co po prostu się przydarza, ani nie wystarczy po prostu go odepchnąć. Trzeba wielkiego serca, aby się na nie uodpornić, ponieważ człowiek z wielkim i rozumnym sercem, ma szanse wywyższyć w swoim życiu dostrzegalną miłość i wchłonąć jej moc, która poniży i zdeklasuje cierpienia, ponieważ priorytetem w życiu człowieka powinna być miłość.
   Szczęściem nie jest dostrzeżenie miłości. Szczęściem jest to, że miast serca nie nosisz w piersi kamienia. Szczęściem może być to, że ktoś zabrał ci ten kamień i podarował nowe-czułe serce. To jest wielkie szczęście, to jest wielka moc, która daje siłę aby przetrzymać najgorsze chwile w życiu.


7 listopada 2018

Bergün – Stara chata sprzed stuleci i Muzeum Kolejnictwa.

"Jedyny sposób, jaki odkryłem, aby zdążyć na pociąg, to spóźnić się na poprzedni."


– Gilbert Keith Chesterton


↻ poprzednia część wędrówki po Bergün.
u schyłku września, 2018
Podróż do przeszłości w niezwykłej wiosce, spotkała się z szerszym entuzjazmem niż się spodziewałam (nie tylko tutaj). Pora aby wniknąć w zamierzchłe czasy jeszcze głębiej, przekraczając próg domu, w którym wszystko stanęło w miejscu. Nienaruszone, jakby właściciel miał tu za chwilę wrócić...
   Muzeum utworzono we wspaniałym domu, który został zbudowany w latach 1560 i 1600. Wprowadza w doskonały sposób w starsze dzieje, pokazując życie i kulturę jego mieszkańców.

Zdjęcie zdjęcia.

5 listopada 2018

Bergün – miasto poza czasem.

"Życie nie jest tym, co człowiek przeżył, ale tym, co i jak zapamiętał."


– (Marquez) Ewa Chylak-Wińska „Afryka Kapuścińskiego”


↻ poprzednia część tej podróży
schyłek września, 2018
Wejście do tego miasteczka jest jak przejście przez zaczarowany portal. Jak zajrzenie w inny wymiar albo sen na jawie. A jednak to żadna fantazja, ani też nie ma sensu przecierać oczu, broniąc się przed zwodniczą iluzją.
   Alpejska wioska Bergün istnieje i leży na wysokości 1367 metrów (u podnóża przełęczy Albula), co dodaje specyfiki dla krajobrazu w szerszej perspektywie. Może nie każdy chciałby mieszkać w górach, ale czy nie intryguje Was życie w zabytkowym (ucywilizowanym) domu? Do jednego z nich weszłam i przyznam, że ta myśl stała się od tej pory ekscytująca.
   Bargunsegner Brauégn – tak brzmi oryginalna nazwa miejscowości w języku retroromańskim, który wreszcie udało mi się usłyszeć na żywo.


2 listopada 2018

Listopad – tradycje.

W czasie kultywowania rodzimych tradycji pierwszego listopada najwięcej życia jest na cmentarzu. To swojskie, to NASZE. Prawie każdy Polak wybiera się postawić znicz na grobie krewnego. Ale dlaczego przyszywa się do tego łatkę wiary w Chrystusa?
   W ten sposób wygląda to tak, jakby Biblia zaprzeczała sama sobie, bo skoro opieramy się w tej materii na wierze w Boga (niebo, piekło, czyściec i Bóg?), to nagle czytając tą prastarą księgę, okazuje się, że modlitwa za zmarłych jest tak naprawdę nieskuteczna. O co więc chodzi?

31 października 2018

Albula Pass – Igl Compass (3016 m) – przepustka do dziewiczej natury.

"A miałem w podróży zwyczaj nie wracać raz przebytą drogą,
skoro tylko było to możliwe."


– Ibn Battuta „Osobliwości miast i dziwy podróży”


schyłek września, 2018
Zapowiadano dobrą pogodę. Temperatura idealna dla obdarzonych homojotermią, zwłaszcza preferujących ubrania. (Upalnym latem zazwyczaj ciuchy stają się wrogiem... a ja lubię się ubrać.) W górach panuje złote runo, a dolinę stale o poranku rozmiękcza prześliczna mgła.
   Świty potrafią być teraz oszałamiające, szczególnie kiedy dwie damy przechadzają się za oknami, ciągnąc za sobą szaro-białe treny. Nic przez to nie widać zza okien, ale mleczne, nieprzejrzyste materiały są wystarczająco piękne. Pani Jesień i pani Mgła tańczą walca.
   Tymczasem wybraliśmy się w zupełnie inny region, gdzie klarowne powietrze i rude góry pozwalały nam na inne doznania estetyczne. Niebo było błękitne i gładkie. Bardzo dużo radości sprawiła nam ta góra, ale nie przypuszczaliśmy, że to będzie taka mordownia...


29 października 2018

Gdyby nie było w życiu mroku...

"Żeby dojść do prawdy, musisz ocenić człowieka i okoliczności. Musisz zaangażować rozum i serce. Tak to wygląda w świecie, w którym kłamstwo jest czymś naturalnym... a innego świata nie ma, Santino, przynajmniej tu, na tej ziemi."


– Mario Puzo "Rodzina Corleone"


Wrzesień, 2018
W środku tygodnia zaraz po pracy włączył nam się tryb "wakacje". On może aktywować się zawsze kiedy przekraczasz próg swojej pracy. Działa spontanicznie, pojawia się nagle i nie pyta o zdanie.
   Pora była już dość późna, więc o pełnym turnusie mogliśmy zapomnieć. A ile potrafi zdziałać chwila na łonie natury, tego wyjaśniać nie muszę, dlatego nie wahaliśmy się, a czas nie grał roli. Byle pojechać na wakacje, bo był to nasz czas wolny, bo szef już nie patrzył, bo my nie patrzyliśmy już na zegarki. Choćby miały trwać jedną godzinę – były to wakacje, które mogą być codziennie.
   Pojechaliśmy zupełnie niedaleko w miejsce dobrze nam znane. Jeżeli mam wybór między spędzeniem swoich kilkugodzinnych wakacji w domu, a wybraniem się na łono natury, zawsze wybiorę to drugie.


26 października 2018

Klausen Pass – niesponsorowane przez Biedronkę. A szkoda.

– Dlaczego oni chodzą po górach, czy szukają złota lub skarbów? 
– Zgadłeś pan. Szukają skarbów, ukrytych w kształtach górskiej przyrody, widokiem tych skarbów napawają swe oczy, niewysłowiony czar ich wchłaniają całą treścią swej duszy do ostatniej kropelki, do dna – zupełnie tak, jak przed chwilą wchłonąłeś pan piwo ze swego kufla. Różnica w tym tylko, że kufel pański teraz jest próżny, skarby gór zaś są niewyczerpane: odnawiają się wiecznie, z każdym słońcem wschodzącym powstają do nowego życia jak feniks ze śmiertelnych popiołów, bo one żyją, panie, i góry żyją.(...)

(nie wiem czyje)



Wrzesień, 2018
Wspaniale jest patrzeć na świat ozdobiony kwitnieniem lata, lecz ja jednak wolę złoto i rubiny... Wolę ciepłe tonacje. Żadne barwy kwitnących łąk nawet nie przyćmią złotej jesieni. Ale to jeszcze nie było wszystko na co stać tę porę roku. To zaledwie przedsmak tego, co miało się wydarzyć miesiąc później. Coming soon...
   Tymczasem mogłam już zacząć przyzwyczajać się do widoku lodu i śniegu zalegającego w zacienionych szczelinach, oraz poczuć nieco mroźniejsze powietrze. Z niecierpliwością wypatruję pierwszych, zimowych wędrówek.
   Te krajobrazy namalował pewien Jegomość, który tworząc, posługiwał się sercem. A później domalował małe ludziki, aby równie jak On, mogły rozkoszować się pięknem i ogromem i aby wychwalały Go za ten wspaniały dom. I pomyśleć, że nowy świat ma być jeszcze piękniejszy...


24 października 2018

Chäserrugg – jak zdobyć najwyżej położoną kanapę w regionie?

„Jeśli myślisz, że przygody bywają niebezpieczne, spróbuj rutyny. Ona jest śmiercionośna.”


– Paulo Coelho


Wrzesień, 2018
Tym razem dołączyli do nas znajomi, ci sami, którzy rok temu wędrowali z nami również jesienią. Trudno nie uznać, że jest to najlepsza pora na trekking. Nie tylko jest wtedy pięknie i ma się pod stopami złote runo, ale przede wszystkim temperatura jest znośna i słońce nie zabija... nie aż tak bardzo.
   Trochę oszukaliśmy, nie startując od podnóża góry. Znajomi pokazali nam parking na wyżynach. Informacja turystyczna dla miłośników wygodnych, dużych kanap: Przede wszystkim podjazd dla samochodów jest możliwy dosyć wysoko, co gwarantuje prosty dostęp do wyżej położonych kolejek górskich. Oczywiście z podnóża również jeżdżą, ale jakby ktoś chciał odrobinkę poskąpić, może wybrać taką opcję zdobycia tytułowego mebla.
   Chäserrugg jest częścią okazałego masywu Toggenburg we wschodniej Szwajcarii. Jego szczyt ma 2262 m wysokości i jest najbardziej wysuniętym na wschód z (siedmiu) wierzchołków przypominających kły. Z niego rozciąga się malowniczy widok na jezioro Walen.
   Ze względu na niewielką wysokość wyniesienia (zaledwie 14 metrów; Hinterrugg), Chäserrugg jest w rzeczywistości tylko bocznym szczytem najwyższego z gór Churfirsten.

Zdjęcie Toggenburg z tarasu restauracji ZwingliHütte.

22 października 2018

Berno – jak surfować w samym centrum miasta?

"Bardzo trudno jest człowiekowi uwierzyć, że Bóg go kocha,
jeśli nigdy nie doświadczył miłości drugiego człowieka."


– Michael D. O'Brien – Dom Sophii


Wrzesień, 2018
Nie zamierzam bynajmniej tą opowieścią uczynić, że ktoś poczuje się gorszy. Nie chcę też popełniać wyroku na indywidualności obywatelskiej (ze świętym prawem do własnego zdania), a wiem, że wśród Was są tacy, co się lubią czepiać nie tylko konstrukcji leksykalnych, ale i mojego stylu życia i obycia. Otóż koło potoczyło się dalej i weszliśmy na kolejny poziom znajomości. Krótko mówiąc, Sussana zaprosiła nas na śniadanie do osiedlowej kawiarni, zapoznając z dwojgiem ludzi, którym (jak się później okazało), przysłużyliśmy się swoją obecnością. Można to nazywać zrządzeniem losu, wpływem gwiazd, a nawet przypadkiem; my w tym widzimy Boży plan.
   Znam w świecie nowoczesnym takie zjawisko jak dyskomfort na dźwięk pewnych fraz, a dyskomfort zwykle, jako taki, jest unikany lub bojkotowany. Na czym zaś polega to, co oczywiste, jak choćby nauka i istnienie definicji na wszystko? Przede wszystkim na powszechności. Unikanie Waszego dyskomfortu, zaczęło wydawać mi się troszeczkę moim własnym brakiem zdystansowania... dlatego postanowiłam przestać to robić. Tyle słowem wstępu.
   Cieszę się, że rozmowy przy ciastku przebiegły nader kulturalnie, a dialogi smakowały wprost przepyszne z kawą, cukrem i mlekiem. Tym słodkim akcentem zapraszam Was na ulice Berna, a później na surfing.


19 października 2018

Berneńskie spotkania – koło się toczy.

Widzę obrazami
malując sobie przyszłość.


Umówiliśmy się pod Zytglogge, nie bardzo wiedząc nawet jak się rozpoznamy. Krótko przed równą godziną uzbierał się na placu dość spory tłumek w oczekiwaniu na grającą godzinę i ruszające się figurki na wierzy zegarowej. Mnóstwo wycieczek i pojedynczych turystów, słowem harmider.
   Mąż wpadł na pomysł wysłania swojego selfi spod szyldu apteki i dzięki temu wnet nas znalazła –  Sussana. Zaproponowała szybkie zakupy celem urządzenia pikniku niedaleko w zieleni miejskiej. Jej pytanie było powalające:
   – Idziemy do Biedronki?
Tak Polacy nazywają sieć najtańszych marketów w Szwajcarii. Poza nami znała jeszcze innych "naszych" i od nich nauczyła się kilku popularnych zwrotów.
   Po ekspresowych zakupach rozsiedliśmy się na trawniku w dużym skwerze pod katedrą, gdzie odpoczywało większość miejscowych, zajmując nie tylko wszystkie ławki, ale i leżakując na trawce.
   Oto nasz kolejny stopień znajomości, o którym mówiłam poprzednio. Na nim jednak wcale nie miało być końca, ale o tym później. Czas na odsłonięcie nieco rąbka tajemnic, jakie ostatnio się pojawiały.
   Wraz z mężem jako biblijnie wierzący, zapałaliśmy chęcią poznawania innych szczęśliwych w wierze i tak koło zaczęło się toczyć. Wiem, że samo sformuowanie "biblijnie wierzący" nie jest popularne, dlatego pozwolę sobie na krótką dygresję:
   Obchodzimy się bez uczestnictwa w publicznych liturgiach, które nie wiedzieć czemu, stały się nie tylko obowiązkową służbą wierzących w Polsce, ale i zaszufladkowaniem wśród niewierzących. Być może dlatego wielu nienależących do żadnej denominacji kościelnej, nie ma ochoty przyznawać się do wyznawania. Otóż to nie ma nic wspólnego z tym, co znane nam powszechnie. Żadnych krzyżyków, bozi, procesji i innych niepotrzebnych przejawów nadmiernej świętobliwości. Dlatego spokojnie, moi Drodzy, ja jestem zupełnie zwyczajnym, szarym obywatelem jak każdy.

17 października 2018

Jazz Hotel – Berno.

– No to po co, według pana, jest jazz?
– Po to, żeby wiedzieć, że życie nie jest ani złe, ani ciężkie, ani krótkie. Jeżeli człowiek zapomni, co w nim ludzkiego, to, żeby słysząc muzykę, sobie przypomniał.


–  Włodzimierz Kowalewski "Excentrycy"


Wrzesień, 2018
Pewne stopnie różnych znajomości mają na celu łączyć ludzi na całym świecie. Początkowo nie zdajemy sobie sprawy ile będą znaczyły nowe relacje, albo co dla kogoś w przyszłości będą znaczyć, ale ta reguła się sprawdza. Bóg stawia na naszej drodze ludzi, abyśmy wlali w ich serca kroplę odświeżenia i opowiedzieli własną historię, na podstawie której wykiełkują rozmaite tematy, na których poruszenie czekał ktoś inny być może od dawna.
   Zaczęło się od złapania kontaktu z pewną kobietą, która z braku czasu skorzystała z uprzejmości tych, którzy go mieli w bród. I tak znaleźliśmy się w Krakowie, po to aby narodzić się na nowo i zacząć wszystko od początku robiąc już tylko to co słuszne. Oni zaś, polecili nam kogoś, kto być może poprowadzi nas dalej. I tak trafiliśmy do Berna.
   O tych znajomościach oraz o tym jak doskonały plan mięliśmy zaszczyt realizować, będę pisać szczegółowiej już niedługo. Tymczasem opowiem Wam o stronie turystycznej.
   Gdzie warto zatrzymać się, chcąc zwiedzać Berno, aby nie przysporzyć sobie zbytnio kłopotu? Wybrać hotel, który znajduje się w naprawdę cichym miejscu z dala od miejskiego gwaru i oferuje darmowy dojazd do pięknej starówki.


15 października 2018

Warszawa.

Odbywszy niedługą podróż, wysiadła na peronie kolejowym, pełnym buńczucznych bilbordów głoszących typowe dla wielkich miast herezje. "Bez tego nie uwiedziesz go", "bądź szczupła w miesiąc", "poznaj tajniki zdrowego ciała"... i bez liku więcej sączących się trucizn, otumaniających społeczeństwo. Oto forpoczta pożądliwości rzeczy niepotrzebnych. Oto stolica.
   W szybkim czasie odnalazła wzrokiem osobę, którą marzyła wreszcie spotkać: przyjaciółkę z dawnych lat. Kroczyła właśnie szarym, matowym holem, dłubiąc w telefonie. Obie tutaj nie pasowały, ale ona chyba najbardziej. W zwiewnej, wielokolorowej sukience o włosach płomiennych jak jesienne liście w słońcu.

12 października 2018

Skansen Domów Drewnianych.

 „Aby zdobyć wielkość, człowiek musi tworzyć, a nie odtwarzać.” 

– Antoine de Saint-Exupéry


Sierpień, 2018
Jak pamięcią sięgnąć, był to jedyny dzień spędzony w Łodzi, w miarę swobodny. I tak naprawdę znaleźliśmy się tu przy okazji załatwiania jednej sprawy niedaleko, więc może lepiej byłoby powiedzieć, że był to jedyny dzień, podczas którego nigdzie się nie spieszyliśmy.
   Skansen Domów Drewnianych otrzymał wyróżnienie w konkursie na najlepiej zagospodarowaną przestrzeń publiczną w województwie łódzkim. Uznano go też za pomnik historii.
   Nie obiecujcie sobie za wiele. Domów jest tylko kilka. Nie ma żadnych aranżacji wnętrz, w ogóle nie wchodzi się do środka. Zwiedzanie całości, choćby nie wiem jak wnikliwe, nie trwa dłużej niż dziesięć minut.

Powiększ.

10 października 2018

Kraków – priorytety zostały objawione.

"I dam wam jedno serce, i włożę nowego ducha w wasze wnętrze;
usunę z ich ciała serce kamienne, a dam im serce mięsiste."


– Ez 11:19


Sierpień 2018
Spędziliśmy tu zaledwie parę dni. Jawią się one w mojej pamięci dosyć mglisto, jeśli chodzi o poznawanie uroków tego miasta, ale celem nie była tym razem turystyka.
   Pierwszy raz byłam w Krakowie za czasów liceum w ramach zielonej szkoły. Znaleźliśmy się na starym rynku, a klasa (niestety przeważały w niej dziewczyny), uznała że jest zmęczona i chcą posiedzieć. To była już druga rzecz, której na tym wyjeździe nie zwiedziłam, bo jaśnie panienki chciały posiedzieć. Chłopaki nie mięli wtedy nic do gadania, jako mniejszość, a byli mojego zdania, przyjechali i chcieli coś zobaczyć. Zatem Krakowską starówkę znam z pozycji siedzącej z murku na starym rynku. A zła byłam tamtego dnia jak osa, podczas gdy dziewczyny zajmowały się swą wzajemną adoracją.
   Lata minęły, a tym razem – jak już wspomniałam – mięliśmy inną misję, więc zwiedziliśmy jedynie to, co było nieopodal naszego hostelu.
   Padał deszcz. Powędrowaliśmy w jego strugach na spacer do Bielańsko-Tynieckiego Parku. Polecam na takie pogody wodoodporne kapelusze z szerokim rondem.
   Wszystkie zdjęcia w Krakowie zostały zrobione telefonem przez męża, bo szczerze przyznaję, nie planowałam wtedy żadnej fotorelacji. Mięliśmy nadmiar czasu, który grzechem byłoby przesiedzieć w hostelu.

Powiększ.

8 października 2018

Kętrzyn.

"Znowu stoję na tej świętej ziemi
najukochańszej ziemi
moich ojców
znowu patrzę na jej
siwe niebo
na jej wzgórza
z zielonymi lasami
i na jezior
oblicza lustrzane"


– W. Kętrzyński "W Ojczyźnie"


Sierpień, 2018
Tymi słowami przywitało nas miasto Kętrzyn, leżące na terenie historycznego terytorium Prus Dolnych. Rastenburg – tą oto nazwą posługiwali się dawni mieszkańcy, kiedy cały teren był pod panowaniem Zakonu Niemieckiego.
   Jeszcze przed XIII wiekiem, nim Niemcy wtargnęli na te ziemie, żyło tutaj plemię Bartów określające swoje terytorium jako Barcja. Bronili swojej ojczyzny wytrwale przez długie lata, wraz z pomocnym ramieniem Jaćwingów – plemieniem z północnej Polski; lecz czarny krzyż okazał się silniejszym przeciwnikiem niż to przewidywali.
   I tak, w XIV wieku komtur bałgijski ustawił strażnicę i odtąd rozpoczęła się budowa osady. Kętrzyn stał się siedzibą prokuratora, historia zna również zamieszkałych tu dwóch wielkich mistrzów krzyżackich.
   Posłuszeństwo zostało krzyżakom wypowiedziane dopiero w XV wieku. Wówczas zamek przejęli mieszczanie, a prokurator zakonny Wolfgang Sauer stał się ich więźniem. Krótko później utopiono go w Stawie Młyńskim.
   To tyle słowem najstarszej historii. Miasto posiada kilka cennych zabytków, m. in. potężny zamek gotycki, który był w remoncie i nie mogliśmy go zwiedzić.

Ratusz.

5 października 2018

Wilczy Szaniec – testament Hitlera.

"Nie wiem jaka broń będzie użyta w trzeciej wojnie światowej,
ale czwarta będzie na kije i kamienie."


– Albert Einstein


Sierpień, 2018
Była wojenna kwatera Adolfa Hitlera raczej nie będzie wymarzonym miejscem do zwiedzania, biorąc pod uwagę zło jakie było stąd rozsiewane. Wspomnienia pobudzone przez to miejsce, nie pozostawią miłego wrażenia.
   Oto wczesną jesienią 1940 roku, podjęto decyzję o budowie w lesie gierłowskim, głównej kwatery Hitlera. Las dziś lokalizowany niedaleko Kętrzyna, przylega do jezior: Tuchel, Siercze, Kwiedzina i Moj. Co zdecydowało o powstaniu kwatery akurat tutaj?

  • Bliskość z granicą Związku Radzieckiego;
  • Najbardziej ufortyfikowany okręg III Rzeszy (rejony umocnione okopami przeciwpancernymi i zasiekami z drutu kolczastego);
  • Znaczne oddalenie od dróg, oraz naturalna, całoroczna osłona lasu mieszanego;
  • Okalające las jeziora, stanowiące naturalną przeszkodę przed penetracją wojsk lądowych.

Hitler właśnie stąd kierował operacjami na froncie. Czasami naczelny wódz przenosił się do tzw. "kwatery ruchomej", będącej niczym innym jak prywatnym wagonem kolejowym. Umożliwił tym sobie sprawne poruszanie się do wybranych odcinków frontu.

Słówko ode mnie: Okoliczności dla fotografa (zwłaszcza laika) były, krótko mówiąc, przytłaczające, dlatego jakość zdjęć nie jest perfekcyjna, ale na wszystkich widać to, co miało być widać. Nie opuszczało mnie wrażenie chodzenia po przytułku diabła. Istnieją badania na dosyć ciekawy temat, iż najważniejsi decydujący operacji wojennych, byli okultystami. Zdarzyło Wam się trafić na takie wieści? Niektórzy badacze tej historii, właśnie tym tłumaczą holokaust – składanie ofiar. Pisał o tym m. in. Eric Kurlander (amerykański uczony).


3 października 2018

Park w Kadzidłowie – dziki rezerwat. Czy powinno wpuszczać się tu ludzi?

"Czasami człowiek sądzi, że ujrzał już dno studni ludzkiej głupoty, ale spotyka kogoś, dzięki komu dowiaduje się, że ta studnia jednak nie ma dna."


– Stephen King, "Stukostrachy"


Sierpień, 2018

Pamiętam park jeszcze z czasów, kiedy dosłownie każda zagroda mieściła jakąś grupę zwierząt. To tam zdarzyło mi się pogłaskać żubra, wziąć na ręce wilcze szczenię, oraz zobaczyć w naturze jaka. Zwierząt było naprawdę dużo, a ogromny teren zdawał się nie mieć końca. Mocno mnie zaskoczyło, że teraz z tego wszystkiego została zaledwie taka garstka. Garść ciekawych wspomnień.
   Podczas oczekiwania na przewodnika, grupujący się ludzie zdołali rozsierdzić moje serce na resztę dnia. Wybaczcie rasistowskie stwierdzenie, ale Polacy mają permanentną inklinację do robienia burdy, celem pokazania kto tu rządzi. Czekały z nami grupy rodzin z dziećmi, nazwałam ich "ważniacy". Była jeszcze jedna młoda para i druga chyba w naszym wieku bądź odrobinę starsza.
   Przyszła instruktorka, a wtedy zaczęło się prawdziwe pandemonium. Rodziny z małymi dziećmi w wózkach podniosły larum, bo jak to nie wolno wprowadzać wózków? Jedna z rodzin miała małego pieska. Przecież był na smyczy, on nie szczeka.
   W internecie można zapoznać się ze szczegółowym opisem terenu, regulaminem, oraz obejrzeć zdjęcia, jeśli komuś nie chce się czytać. Przy wejściu gdzie czekaliśmy, stała ogromna tablica z przepisami, wystarczyło przeczytać i się upewnić, czy my rzeczywiście się tutaj nadajemy.
   Park składa się z wielu terenów ogrodzonych wysokimi płotami, przez które przechodzi się po drabinach. Jest ich osiem na całej tracie wycieczkowej. Wózek? Serio jeszcze trzeba było pytać, czy można wejść z wózkiem? W tym parku zwierzęta chodzą wolne, czasem podchodzą do ludzi, więc wprowadzenie psa wydało mi się oczywistym zakazem. Ale to nie wszystko z zakresu bałwaństwa.


1 października 2018

Pasym – plener marzeń.

"Życie (...) komu i jak się powiedzie, to sprawa każdego z nas – z osobna. Byle się nie bać zmian, nie zatopić w niechęci i fochach. Szkoda życia na złość. A na miłość... aż go za mało."


– Małgorzata Kalicińska "Dom nad rozlewiskiem"


Sierpień, 2018
Są takie książki, które czytam dlatego, że coś konkretnego mnie do nich przyciąga. Nie są dziełami literatury, do których warto się przyznawać i reklamować, będę konsekwentna – przyciągnęło mnie "Domu nad rozlewiskiem" tylko miejsce akcji, a właściwie sentyment jaki mam do tego miasteczka. Rozlewisko już Wam pokazałam, teraz czas na Pasym.
   Dowiadujemy się z książki, że jego mieszkańcy czerpią wiedzę jedynie z kościoła i telewizji, oraz że pracownicy Urzędu Miasta w Pasymiu, utrudniają życie petentom, wyraźnie sugerując łapówkę. Książka niby jest lekka i stanowi miłą odmianę treści, ale rażą w oczy opinie, które choć należą do osoby fikcyjnej, trudno się oprzeć wrażeniu, że są po prostu obraźliwe.
   Pasym był plenerem nie tylko adaptacji filmowej tej powieści, ale i moim planem niedoszłych marzeń.
   Dziś piszę od serca, bo o historii miejscowości opowiadałam kilka lat temu.

28 września 2018

Tak wygląda mój ziemski Raj.

"Świat przyrody jest jedynie powielonym obrazem Raju. Sam fakt, że ten świat istnieje, jest dowodem na to, że istnieje też świat doskonalszy. Bóg go stworzył, aby za pośrednictwem rzeczy widzialnych ludzie mogli pojąć jego nauki duchowe i dojrzeć objawienia jego mądrości. To właśnie nazywam Działaniem."


– Paulo Coelho "Alchemik"


Sierpień, skraj lata

Są takie miejsca na Ziemi, gdzie ból i smutek, zdaje się znikać, a oczy i serce, przepełnia radość i wola istnienia. Dla mnie są to Mazury – doznanie na tyle głębokie, że często płaczę z zachwytu nad rajskimi widziadłami. Wydawało mi się zawsze, że na Mazurach musiałam być sama, bo nikt nie umiał takiej mnie –wzruszonej – pojąć.
   Ta kraina mnie odmieniła, stało się bowiem kiedyś coś niewyjaśnionego. Zbliżyło mnie do natury, która bytuje ponad ludzki zgiełk. To nie góry, nie alpejskie szlaki, nie dzika Szwajcaria. To klangor żurawi ciągnący się w przelocie, niedościgły. To moje konie. Moje wspomnienia z dzieciństwa. Tu są moje łzy, których nigdzie indziej nie wylewam. Tutaj są moje sekrety spowite mgiełką tajemnicy, unoszącą się nad bagniskami. Tu spoczywają moje modlitwy, cichutko na zapomnianym cmentarzu głęboko w lesie, ukrytym pod bluszczem i mchem. Tu są moje lasy. Tu są moje deszcze i wiatr. Moje burze i tęcze.

26 września 2018

Miejskie perypetie.

Ci, co rzeczywiście szukają samotności, zostają w domu.
Tam na pewno nic się nie wydarzy.


– Francesc Miralles, „Miłość przez małe m.”


Sierpień, Łódź
Pod koniec sierpnia pojawiłam się w Ojczyźnie lecz z planem niezwyczajowym, bo zwykle czas poświęcałam swojemu "grajdołkowi". Tym razem zamierzyłam odwiedzić pobratymców z daleka, a także nawiązać realny kontakt z istotami zwiastującymi obiecujące relacje. To wiązało się opuszczeniem rodzinnych włości na kilka dni. Ciągnęły się za mną opary wyrzutów o brak poświęconego czasu, jednak może pora zrozumieć, że ja i mąż jesteśmy już dorośli?
   Swoje perypetie zacznę od tego, że po całodniowej podróży, obudziłam się we własnym łóżku w domu rodzinnym i że w dzień powszedni – pierwszy i całkowicie przeznaczony na obowiązki – zetknęłam się z miejską rzeczywistością i oto co mi się przydarzyło:

24 września 2018

Dom.

"Prawdziwa mądrość zaczyna się, kiedy przestajesz cytować innych ludzi..."

– Chuck Palahniuk "Pigmej"


Sierpień
Moim wymarzonym domem było Prywatne Sanktuarium Ciszy. Dziedziniec miał być z kamienia Prawdy, a sam Dom, stanąć miał na porządnym fundamencie Miłości. Na werandzie zamierzyłam celebrować tę ciszę i rozmawiać z wiatrem.
   Na niestrzyżonych trawnikach miały kwitnąć krokusy Ciepłych Słów. Dookoła miał rozciągać się bardzo konkretny pejzaż z grafitowych gór Dobroci, a na dole zielenieć miały pastwiska Obfitości. Dzikie zwierzęta miały być blisko i mniej płoche niż gdziekolwiek indziej. Niedaleko miało znajdować się wielkie jezioro Inklinacji, a brzegi miały porastać gęste lasy Ambicji.
   Już samo planowanie wydaje się być czymś narkotycznym... Od dziecka słyszę wciąż to samo – wystarczy chcieć. Otóż nie wystarczy! Marzenia nie spełniają się od pstryknięcia palcami, a prośby nie zostają wysłuchane od każdego złożenia dłoni.
   Pragnienia są przyjemnym uczuciem. Te pragnienia dosłownie zrywają do działania i to właśnie jest Wola Boża, złożona nam w sercu jako potężne brzemię i ochota do tego aby działać. Nie wystarczy chcieć czegoś – trzeba działać w tym kierunku. My nie znamy żadnego planu. My dostajemy jego wytyczne krok po kroku.
   Podejmiecie się tej pracy, jeśli Wam powiem, że jej wynikiem jest architektoniczna doskonałość, ale nie wiem co to dokładnie będzie? Może zamek? Pałac? Most? Nie mam pojęcia, ale uwierzcie mi, że będzie warto.

Powiększ.

21 września 2018

Stoos – Klingenstock – Fronalpstock. / Błękitne wody.

"Niech twoje serce podróżuje bez bagażu, ponieważ to, co ze sobą przyniesiesz
stanie się częścią krajobrazu."


– Anne Bishop "Sebastian"


Sierpień

To był dzień pełen wrażeń i mogę śmiało dopisać tę wędrówkę do listy tych, które zostaną w pamięci oznaczone gwiazdką. Góra, którą obraliśmy sobie za cel, to miejsce bardzo popularne w Szwajcarii z możliwością dojazdu kolejkami górskimi. Z tego powodu należy mieć wzgląd na dużą liczbę turystów na szlakach, więc powinno znaleźć się w naszym wyposażeniu morze cierpliwości.
   Masyw położony jest w kantonie Schwyz, w samym sercu Szwajcarii Środkowej, wysoko nad Jeziorem Czterech Kantonów. Jest atrakcyjnym miejscem do uprawiania wszystkich rodzajów sportów (zarówno latem jak i zimą), lub po prostu odprężenia z dala od miejskiego zgiełku. Zapraszam do zapoznania się z ofertą.
   Nasza przygoda rozpoczęła się na dworcu Schwyz-Stoos, skąd odjeżdża najbardziej stroma kolejka na świecie (do wyboru jest niewielka kolejka linowa z Morschach-Stoos). Ta kolejka górska to zjawisko... oj tak, nie przesadzam. Sympatyczne, żółte beczki poprowadziły nas torami przez kilka tuneli aż dojechaliśmy do Stoos (1300m).
   Miasteczko jest pozbawione ruchu samochodowego, położone na słonecznym płaskowyżu o tej samej nazwie. Odwiedzający Stoos w lipcu i sierpniu mogą odświeżyć się w idyllicznym basenie z podgrzewaną wodą w środku lasu. Znajdują się tu również hotele i apartamenty. Postarano się o specjalne udogodnienia dla dzieci, takie jak dziecięce menu, place zabaw, a także o inną rozrywkę oraz nawet indywidualną opiekę. Uwaga rodzice! Tu można porzucić Wasze skarby i ruszać na przygodę we dwoje!
    Stąd startowaliśmy marszem, ale oczywiście można było jechać dalej, tyle że już innym wyciągiem, nie beczkami.
   A oto pierwsze zdjęcie jakie zrobiłam w Stoos:

Klimatyczny początek zwiastował wielkie doznania.