Fantastycznonaukowy produkt kina o ciekawym spojrzeniu.

"Fantazja to naturalny aspekt ludzkich działań. Na pewno nie niszczy rozumu, ani go nawet nie obraża; nie stępia też apetytu na prawdę naukową i nie zaciera jej postrzegania. Wręcz przeciwnie. Im bystrzejszy i trzeźwiejszy umysł, tym wspanialsze będzie snuł fantazje."

– J.R.R. Tolkien "Opowieści z Niebezpiecznego Królestwa"


Miód na duszy i ulga wielka dla tych, którzy od dłuższego czasu próbowali mi udowodnić, że nic innego nie robię, jak marnuję czas. Otóż bywa i tak. Co robię kiedy nic nie robię, a akurat jestem w Polsce? Wspieram finansowo polskie kino.
   Stali czytelnicy zdążyli się już zorientować, że mam takie momenty w swoim życiu, kiedy uwalniam to dziecko w sobie. Dawno temu, za górami i lasami jako niedorostek jeszcze, oglądałam kreskówki z superbohaterami, a dziś oglądam z nimi filmy, przypominając sobie związane z nimi emocje.
   Mam swoje ulubione wcielenia jak i takie, którymi nie zajmuję sobie czasu, skądinąd i tak w pewnym sensie zmarnowanego, ale cóż, dziecko we mnie zaczęło płakać na odmowę no i uległam.

Aquaman to film fantastycznonaukowy, który – jak podaje Wikipedia – używa motywów opierających się bezpośrednio na dorobku nauki.


Na swoją odpowiedzialność – recenzja autorska, czyli moja twórczość pod lupą.

Książki pisze się dla przyjemności
i ku pokrzepieniu ludzkich serc.


Toporne debiuty mają podobno słabe szanse. Nie znam się na marketingu wydawniczym, dlatego idąc za dobrą radą bardziej doświadczonych, podzieliłam historię na pół. Istnieje więc jedna wielka całość, której tylko część obecnie poznała światło dzienne.
   Manewr nie był zaplanowany lecz czy może to spowodować zamieszanie? Przede wszystkim sama jako czytelnik, wiem, że części niektórych większych cykli można czytać jak osobną książkę. Są tak zamyślone, aby w każdym odrębnym tekście pojawiły się najistotniejsze informacje, potrzebne do połapania się w fabule, nawet jeśli ktoś nie czyta od początku. Nie jest to standard literackich tasiemców, jednak bywa, że może zaszkodzić autorowi.
   Rozwinę tę myśl w kilku akapitach:


Ludzie skromni czy szare myszy?

Wolność dzisiaj jest oparta na tym
aby mieć uprawnienie do klatki w której się znajdujemy.


Jeśli nie potrafisz sobie odmówić przyjemności, jeśli wstrzemięźliwość brzmi jak nazwa tajskiej zupy, a Twoje pragnienia są dla Ciebie najważniejsze, możesz pominąć ten artykuł. Przyczynę pokażę na błahym, wręcz trywialnym przykładzie:
   Podobno siła jest kobietą. Dobra materialne – panom ten temat wydmie policzki od śmiechu – ozdóbki i wygody dla urody itd. Nikt tego nigdy nie nazwał słabościami dzisiejszej cywilizacji. Głupie? Czytaj dalej.
   Konsumpcjonizm sięgnął już chyba rangi filozofii. Moda, najnowsze gadżety i ozdoby. Dłużej w pracy, mniej z drugim człowiekiem. Zastanowienie nad sensem życia z reguły kończące się roześmianą buzią nad kieliszkiem wódki. Otaczamy się kumplami od drinków, Sylwester bez alkoholu brzmi jak porażka.
   I temat zszedł na manowce, do głębi człowieczego umysłu, w którym ktoś zapomniał zapalić światło. Problem zaczyna się tam, gdzie nie dosięga duch.


Pięcioksiąg na mapie – Ur Chaldejskie, początek dziejów Abrahama.

"Poszukiwanie to natura mądrości."


– Rick Riordan "Bitwa w Labiryncie"

↻ wstęp do artykułu

Początek swojej przygody z historią rozpocznę od genealogicznej kroniki, od czasów Teracha. Wówczas Terachowi mającemu chlubne 130 lat urodził się syn Abracham. Aby przenieść tę historię na mapę, udajmy się do rozdziału, w którym Terach z synem i synową opuścili Ur Chaldejskie i osiedlili się w Charanie.
   Myślę, że bez względu na nasze wyznanie (czy jego brak), łatwo nam będzie o tym porozmawiać nieco wnikliwiej. Potraktujmy wreszcie Biblię jako dosłowny zapis historyczny.

Tradycyjnie Ur Chaldejczyków umieszcza się tam gdzie dzisiejsze Ur, ale to błędna lokalizacja, którą lubią podawać historycy. Żeby odkryć właściwą, musimy najpierw prześledzić drogę, którą szedł Abraham.
   Oto mapa z zaznaczonymi najważniejszymi dla tego artykułu, lokalizacjami:

Ogólna poglądowa mapa.
Na koniec artykułu wstawiłam dokładną.

Polskie wspomnienia – Campoverde – western w Polsce.

Chcę przygody. Dajcie mi więc konia,
a resztą zajmę się sama.


rok 2011
Czy wiecie, że w Polsce można się uczyć w profesjonalnej szkole jazdy w stylu western, a potem startować w międzynarodowych zawodach jeździeckich? Szkół jest kilka, a dziś opowiem Wam o łódzkiej, znajdującej się na jej obrzeżach, gdzie kilka lat temu miałam okazję obejrzeć mistrzowski występ zawodowców.
   Jeżdżę konno od wielu lat w klasycznym stylu. Metoda rodem z dzikiego zachodu interesowała mnie od bardzo dawna lecz szkółka jest wysoko poza moim zasięgiem budżetowym. Pasja sprawiła, że teorię mam w małym palcu.
   Dlaczego western? Przyczyny są oczywiste. Chód konia w westernie jest najbardziej zbliżony do naturalnego. W klasycznej wierzchowiec musi być spięty, głowa wysoko, pełna arystokracja. Natomiast w westernie ciało ma wyciągnięte, głowa luźno, nie ma niewygody. W końcu styl ten powstał w celu wysiedzenia wielu długich godzin w siodle. Żaden cowboy nie wytrzymałby w swojej pracy jeżdżąc w klasycznym siodle.

źródło zdjęcia

Jestem szmaciarą.

"Gdyby koty wyglądały jak żaby, zdawalibyśmy sobie sprawę, jakie to paskudne, okrutne, małe dranie. Styl. To pamiętają ludzie."

– Terry Pratchett "Humor i mądrość Świata Dysku"


Byłam w tym roku w kilku dużych miastach w Polsce i te wizyty ukształtowały we mnie poczucie chęci napisania dość kontrowersyjnego artykułu (bo na moim alpejskim odludziu doznaję co najwyżej inspiracji do pisania o alpejskim odludziu), za który, mam nadzieję, nie zostanę ukamienowana. (Na całe szczęście w naszym kraju nie ma zbyt dużo kamieni.)
   Stawiam pytanie: kiedy wygląd/styl rządzi nami, a nie my nim? Naprawdę nie znam się na tym. Nie bez powodu w liceum mówiono, że jestem z Marsa. I tak będzie wyglądał ten artykuł, czym mam nadzieję, porządnie Was rozbawię.
   Pół żartem, pół serio:

Brzmienie ciszy

Jestem człowiekiem ciszy. Jestem jakby nią.
Zawsze ukryta w ciemnej niszy.


Nie jestem typem człowieka głośnego, choć gdy trzeba, donośnie wyrażam swoje zdanie, ale... nie lubię kiedy trzeba... Nie pochodzę z głośnego, wielopokoleniowego domu. Wolę gdy spędzony tłumnie czas, trwa jak najkrócej. Gwar bardzo szybko mnie męczy.
   Bywa tak, że po dłuższym przebywaniu wśród donośnych rozmów, ich równoznacznikiem staje się jazgot, który trafia do umysłu jak zmielona papka szumu. Wtedy – uczciwie przyznaję – przestaję rozróżniać słowa, a w skroniach słyszę szum. Bo jestem człowiekiem ciszy, nie przywykłym gdy wniebogłosy swe opinie ludzie wysyłają. Taka już jestem, po co z tym walczyć? Ano, są tacy co walczą. Szkoda, że nie u wszystkich w sercach jest pokój.


Pięcioksiąg na mapie – zapowiedź i wprowadzenie

"Poświęcaj tyle czasu na ulepszanie siebie, byś nie miał go na krytykę innych."


– Christian D. Larson


Przypuszczam, że obecnie każdy już zetknął się z historią Mojżesza i z Pięcioksięgiem. Wiele osób widzi w nim analogie, bardzo trudne do zrozumienia przenośnie, albo wręcz mitologię. Twierdzę jednak, że Biblię powinno czytać się dosłownie, ale wiem jak wygląda to twierdzenie dzisiaj – jak abstrakcja blogera. A jednak w Pięcioksięgu znajdują się korzenie wiary Chrześcijan. Czym byłoby dziś Chrześcijaństwo, gdyby oni sami wierzyli w to, że wszystkie wydarzenia to bajka, a Mojżesz jest zmyśloną postacią? Byłoby to trochę słabe...
   Zatem wysunęłam hipotezę – Pięcioksiąg jest historycznym dokumentem. – Jest temat, teraz trzeba go obronić zgodnie z tym co zakładam, czyli odnieść się do rzeczywistych wydarzeń.

Imperium Poznańskich

"Im się zachciało fabryk i ,,uszlachetniania produkcji", im się zdaje, że to angielski koń, co jemu można dać prostą chamską kobyłę za żonę, a ona zaraz urodzi samego lorda! – wołał z politowaniem i zgrozą."

– Władysław Stanisław Reymont "Ziemia obiecana" (Tom 2)


Grudzień, 2018
Łódź pełna wspaniałych zabytków, kamienic, pałaców i małych dworków z pewnością można nazwać jedną z ciekawszych propozycji turystycznych wśród wielkich miast. Jednym z moich ulubionych perełek Łodzi jest Pałac Poznańskich – fabrykancki z XIX w., nazywany potocznie łódzkim Luwrem. Mieści się niedaleko mnie, więc często cieszę nim swoje oczy. Zwiedzałam go wielokrotnie, teraz przyszła kolej na oprowadzenie męża po włościach Izraela.
   Izrael Poznański kupił w 1877 roku obiekt reprezentacyjno-handlowo-mieszkalny o wówczas niezbyt okazałej elewacji. Francuski styl, neorenesansowy i neobarokowy, zaczął pojawiać się dziesięć lat później przy współpracy ze znamienitymi architektami.
   Obecnie pałac pełni funkcję muzealną, a 3/4 powierzchni niestety zajmują: urząd miejski i skarbowy, ohydnie zamalowane farbą olejną i kapitalnie pozbawione zabytkowego stylu.

Zdjęcie zdjęcia.
Dziś będzie dużo zdjęć zdjęć.

"Strażnicy"

"Każde marzenie jest nam dane
wraz z mocą do jego spełnienia"

– Richard Bach


grudzień, 2018
Największą nagrodą dla kogoś, kogo pasja rozlała się na sercu złotem, jest ujrzenie owoców w postaci namacalnej. Nie uważam siebie za mistrza pióra, ani też, że napisałam literackie dzieło. Ale na pewno jest to historia, którą przez długie lata układałam w swojej głowie, toteż śmiało powiem, że fabuła została solidnie przemyślana.
   Niniejszym pragnę zapowiedzieć, że już wkrótce w księgarniach pojawi się coś ważnego dla mnie, co powstało z myślą o Was.