Wędrówki:

Zakładki dotyczące wędrówek, są rozszerzone i znajdują się po prawej stronie bloga.

"Odpowiadam za to co powiedziałam, nie za to co zrozumiałeś."

28 lutego 2021

Lamus.

"Na sali wielkiej i błyszczącej
Tak jak nocne Buenos Aires,
Które nie chce spać.
Orkiestra stroi instrumenty
Daje znak i zaraz zacznie
Nowe tango grać."

– wszystkie dzisiejsze cytaty: Budka Suflera


To nie będzie smutny wpis. To będzie wiadomość, której treść nikogo nie zdziwiła. Coraz to następni ludzie mówią mi – spodziewałem się, widziałem to. Mijały lata, czas był mi przyjacielem, który stawiał konkluzje. Na wyrobisku myśli pracowałam kilka lat, usuwając niepotrzebne sekwencje. Czy moja muzyka wreszcie brzmi czysto? Nadszedł czas, by Wam o tym opowiedzieć.
    Ostatnie lata – to się zaczęło jeszcze w Szwajcarii; w sercu zaczęła rozrastać się próżnia. Lamus uczuć, a potem jego implozja we mnie. Lata spędzone na walce o lepsze relacje w domu. Lata spędzone na świadomości, że pewnych rzeczy nie da się już odbudować. Pojawiło się marzenie o ucieczce. Potem powrót do kraju i zastanowienie – już mogę. Ale czy mi się chce? A może jakoś to będzie? 34 lata na karku i poddałam się. Przestałam widzieć sens, kiedy patrzyłam w przyszłość.
    Czerpałam radość z małych rzeczy. Mnóstwo wspólnych zainteresowań i tematów, piesze wędrówki, miałam w tym mnóstwo uciechy. W domu nigdy nie było kłótni, a w moich tekstach pojawiało się wiele pozytywnych wrażeń. Trzymałam się ich, ale z jakiegoś powodu nie potrafiłam czuć się... szczęśliwa. Doskonale znałam to uczucie z przeszłości, naprawdę miałam je kiedyś w sobie, ono emanowało ze mnie, było widoczne. Odeszło wraz z miłością.

22 lutego 2021

Arosa – Schiesshorn (2605 m)

"Podróżowanie uczy skromności. Widzisz, jak niewiele miejsca zajmujesz w świecie."

–  Gustave Flaubert


16 sierpnia, 2020

Arosa jest jednym z najpopularniejszych miejscowości w Szwajcarii. Wokół niezliczone piękne widoki, a interesujący nas szlak, mija rajskie wodospady. Ścieżka jest pętlą wokół masywu górskiego Schiesshorn z możliwością wejścia na ten szczyt, co jest jednocześnie wyzwaniem jak i przyjemnością. Na ostatniej prostej podczas stosunkowo stromego podejścia została przetestowana nasza kondycja fizyczna.
    Stopniowo podnosiliśmy sobie poziom trudności, aby w dniach przyszłych po najbardziej niesamowite cuda przyrody, wejść bez zadyszki, bez jakiegokolwiek zwątpienia we własne siły. Ciało bowiem rozleniwia się bardzo szybko. I tak znaleźliśmy się na tymże szlaku.

Arosa widziana ze szlaku górskiego.

17 lutego 2021

Julierpass – Fuorcla Grevasalvas (2688 m).

"Góry trzeba ukochać, później idziemy w nie jakby oczyszczeni z trosk i problemów, hartujemy zdrowie zmaganiami fizycznymi, a silną wolą często pokonujemy samych siebie. Jeżeli kochamy góry, to wszystko w nich jest piękniejsze, miłość i przyjaźń, sami jesteśmy lepsi."
– nie wiem kto


15 sierpnia 2020

Wiecie już od dawna, że mam hopla na punkcie przełęczy wysokogórskich i że od kiedy je zaczęłam poznawać przejazdem, wymarzyło mi się, by wędrować ich szlakami po pięknych, skalistych pustyniach. W lecie było to dla mnie ważne z jeszcze jednego względu – odpowiada mi tamtejsza temperatura.
    Przełęcz Julier ma 43 km długości. W odróżnieniu od większości przełęczy wysokogórskich, jest drogą otwartą przez cały rok. Droga rozpoczyna swoją historię od czasów rzymskich. Na najwyższym szczycie przełęczy odkryto pozostałości rzymskiego sanktuarium, wyraźne ślady kół wózków wysokokołowych, które na zawsze pozostawiły pamiątkę w skałach, a na północ od przełęczy, odkopano pozostałości Mutatio (stacji wymiany koni).
    O Julierpass więcej opowiadałam tutaj ➤ rekonesans na przełęczach

Dolinę Renu pogrążyły gęste mgły, pogoda teoretycznie mało plenerowa, ale należy pamiętać, że w Szwajcarii (jak i chyba w każdym państwie górzystym), nie można rozpatrywać pogody pod względem tego co mamy za oknem. Może być tak, że jedną górę dalej jest czyste niebo i świeci słońce. Nie raz się o tym przekonałam.
    Julierpass przywitał nas znakomitą pogodą, zapowiadało się na kawał naprawdę pięknej wędrówki i przy tym owocnych prac z aparatem fotograficznym.

Wjazd na Julier.

8 lutego 2021

Albulapass – Fuorcla Crap Alv (2466 m)

"Dla każdego, kto się boi, jest samotny albo nieszczęśliwy, stanowczo najlepszym środkiem jest wyjście na zewnątrz, gdzieś, gdzie jest się zupełnie sam na sam z niebem, naturą i Bogiem. Bo dopiero wtedy, tylko wtedy, czuje się, że wszystko jest tak, jak być powinno i że Bóg chce widzieć ludzi szczęśliwymi wśród prostej, ale pięknej natury."

– Anne Frank, Dziennik Anny Frank


13 sierpnia, 2020

Pora najwyższa aby zabrać się za ostatnie już wspomnienia ze Szwajcarii, które wniosą w najbliższym czasie na ten blog mnóstwo słońca. Te podróże odbyliśmy w sierpniu. Powstała nawet na tę okazję lista pożegnalnych szlaków, a że był to czas naprawdę wyjątkowy i nie wiadomo czy nastanie jeszcze kiedyś powtórka, postaraliśmy się wycisnąć z siebie wszystkie soki, aby dotrzeć w miejsca, o których dawno marzyliśmy. Zrealizowaliśmy większość z tych planów, dokładnie zostało mi do opowiedzenia Wam o dwunastu alpejskich przygodach.
    Zaczęliśmy delikatnie tak na rozgrzewkę i o tym właśnie będzie dzisiejsza opowieść. Startowaliśmy u stóp przełęczy Albula, niedaleko szczytu góry Igl Compas, na którym przeżyliśmy wspaniałą przygodę we wrześniu 2018, zdobywając wierzchołek o wysokości 3016 m.
    ➤ Fotorelacja z wejścia na trzytysięcznik.


4 lutego 2021

Codzienny flirt z rzeczywistością

Mam do ciebie blisko tak
Tak o oddech, tak o Raj
Aż strach...

Nie ufaj mi, gdy rozum śpi
Niech noc nam zamknie drzwi
Nie ufaj mi, gdy głos mi drży
Dbaj o niespełnione sny.

W niespełnieniu – cały czar i żar...
Jesteś bliżej niż chce mózg...

– Ewa Farna


Dopieszczam ostatnie swoje myśli nad kubkiem kawy z domieszką wanilii. Coraz częściej po mojej głowie snują się różne dramata, nie całkiem wiem co z nich wyniknie. Nie męczą mnie, ani nie straszą. Oczekuję dobrych rzeczy, a złych nie zamierzam nazywać złymi, niech będą ulotne.
    Dopieszczam się subtelnym flirtem z codziennością. Czaruje mnie zupełnie nieświadomie. Czerpię z tego niewysłowioną radość i dziękuję Bogu, że taką właśnie stworzył w moim życiu.
    Zapraszam na taniec z codziennością. Następną kawę doprawię chili.

1 lutego 2021

Rezerwat przyrody Torfowisko Rąbień.

"Nie próbuj mi wmawiać, że natura nie jest cudem.
Nie opowiadaj mi, że świat nie jest baśnią."

– Jostein Gaarder "Dziewczyna z pomarańczami"


Czar przyrody nigdy nie gaśnie bez względu na porę roku czy pogodę, ale na pewno gaśnie nastrój, jeżeli do butów wlewa się woda. Dobra odzież, która ma za zadanie chronić na nas, a nie ozdabiać (to moja definicja ubrań), może przyczynić się do realizacji całkiem ciekawej przygody, a nawet do zakochania się w zimie.
    Mieszkam niedaleko lasu, w którym mieszczą się torfowiska. Jesienią przejeżdżałam obok codziennie, bo tamtędy prowadzi najkrótsza droga rowerowa do mojej pracy, a mimo to dopiero teraz skusiłam się na spacer w głąb tego lasu.
    W poprzednim wpisie pokazałam Wam las, obok którego mieszkam, teraz pora na ten po drugiej stronie wsi.


28 stycznia 2021

Dni niezwykłe.

Dokoła trudny świat Ulica była domem, nauką tych lat...
Dla nich wieczna droga
Dzikich serc spotkanie, krwią pieczętowane
Dla nich wieczna wiara w to, co niepoznane
Dzikich serc spotkanie
Budzili w każdym gniew
Śniegiem usłany był dom
Nie czuli bólu, gdy Śmierć przyszła cicho, zabrała życie i łzy...
Dla nich wieczna droga
Dzikich serc spotkanie

– Robert Gawliński "Sid And Nancy"


Dni mijają na zabawie, choć w to tzw. prawdziwe życie weszłam już dawno. Jednak nadawanie mu powagi i ogromu znaczeń jest jak robienie z igły wideł. Owszem, znaczeń życie ma miliony i niejedno ma też imię. Niejedną barwę i temperaturę. Nie chcę jednak nigdy znaleźć się poród tłumu ludzi poważnie definiujących swoje noce i dnie. Nie chcę być Barbarą spod pióra Marii Dąbrowskiej. I co z tym zrobimy, Boże Ojcze?
    Zima zawsze wprawiała mnie w szalony stan ducha. To na początku roku zawsze się zakochiwałam, rozpoczynałam naukę nowych rzeczy, decydowałam się na wariackie przygody albo wywracałam swoje życie do góry nogami. Teoretycznie nie ma złej pory roku, ale istnieją te piękniejsze, w które mogłabym się wtopić, a potem zatrzymać czas na świecie. Teraz jest ta pora.

24 stycznia 2021

Rezerwat Przyrody Węże.

"Escucha el ritmo de tu corazon
All I need is The rhythm divine..."

[Wsłuchaj się w rytm swojego serca
Wszystko czego potrzebuję to boski rytm]

– Enrique Iglesias


25 grudnia, 2020

Nastał pierwszy dzień świąt, poranek. Jako pozbawieni uczuć religijnych ludzie na bakier z tradycjami i pełnokrwiści chrześcijanie, nie wybraliśmy się przed stół, lecz na szlak. Ponieważ Bóg raz urodził się, umarł i zmartwychwstał, my miast uczcić czyjeś fikcyjne narodziny, pojechaliśmy do Rezerwatu Przyrody Węże nad rzeką Wartą. (Drugiego dnia świąt miałam przyjemność pójścia do pracy).
    Cały plan wcześniej dokładnie uzgodniliśmy z wujkiem Google, wyprawa składa się z dwóch etapów. Jedyne co nas zaskoczyło, to czasy przemarszu części pierwszej, która zajęła nam znacznie mniej niż przewidywaliśmy.
    Czas akcji jest jasny, teraz pora na dokładną lokalizację.
        Miejscowość startowa to Bobrowniki w powiecie pajęczańskim, w gminie Działoszyn. Zaparkowaliśmy za mostem nad Wartą, gdzie latem można zaczerpnąć spokoju w drewnianej altanie, grillując na specjalnie do tego przystosowanym stanowisku. Pływania tam zakazano, więc w sezonie letnim plaża jest do wykorzystania wyłącznie na sucho do kąpieli słonecznych. I piaskowych, jeśli ktoś jest wróblem. Oprócz tego jest to miejsce do wodowania kajaków i łódek.


18 stycznia 2021

Grzesznika rozmowa z Bogiem.

 Na krawędzi dnia,
na krawędzi snów
– przegrana w nierównej walce
czas nie używa słów, ale zawsze odnajdzie

– Anja Orthodox


moje (te podpisane) zdjęcia: las w Grotnikach,
centralna Polska, grudzień 2020

Stała na burcie swego statku sunącego w tej chwili niepewnym kursem. Rozpostarte grafitowe żagle wydęły się pod mocą natury, a statek przecinał fale. Wokół rozbrzmiewało echo uderzających o deski fal. Pamiętała wcześniejszy milczący bezkres. Po długotrwałym sztilu niebo naciągnęło się grafitowymi jak jej statek chmurami. Wreszcie liny zostały napięte, a miecz zagrał. Włosami pani kapitan szarpał wiatr oraz niepokorne szepty jej własnych myśli.
    – Boże, uczyniłeś mnie na swoje podobieństwo, a mimo to nie potrafię stać na straży najprostszych zasad. Moje serce właśnie snuje inną, własną historię. Nie potrafię tego zatrzymać... To myśl, która nie powinna się narodzić. Żyje karmiona powidokiem jaki pozostał w jednym spojrzeniu. Ten powidok właśnie, zaczął konstruować jadowite sny.

/źródło

14 stycznia 2021

Nowe drogi.

To właśnie ciemnymi szlakami wędrują latarnicy.


Opowiadałam Wam już o krzakach w których żyję, pora teraz poszerzyć zaroślowy krąg i opowiedzieć o krzakach, w których robię różne   p r z y z w o i t e   rzeczy.
    Mam możliwość opowiedzenia o nich w kilku aspektach, bowiem na przestrzeni czasu, który można nazwać adaptowaniem się w nowej (starej) rzeczywistości, płynnie zmieniała się także przyroda będąca uzupełnieniem i ozdobą mojej codzienności.
    Popijając ulubione łagodne schwarzbier, pośród świętego spokoju osiągam błogostan i zanurzam się w niniejszą opowieść.

Jesień w wersji rudo-blond

Kwintesencją jesieni jest jest wielobarwność oraz humorzastość. Jednego dnia potrafi przystroić się w słońce, drugiego zarzuca na siebie szarą szmatę. Być może jestem dziwna w swych gustach, ale jesień kocham w każdym jej humorze, a zwłaszcza jej ponurą i mglistą stronę.
    W swoich snach bardzo często rozprawiam na tematy egzystencjalne z wampirami, a kto przy kim przystaje, takim się staje.