Wędrówki:

Zakładki dotyczące wędrówek, są rozszerzone i znajdują się po prawej stronie bloga.

"Odpowiadam za to co powiedziałam, nie za to co zrozumiałeś."

19 listopada 2020

Czas spełniania.

"Przestań podążać za tłumem i idź własną drogą. Jeśli coś sprawia, że czujesz radość, rób to z pasją każdego dnia. Jeżeli jest cokolwiek co robisz bez entuzjazmu – zostaw to. Wybierz to, co kochasz."


schyłek października, 2020
(zdjęcia)

Jesień mamy już u kresu. Zdążyłam uchwycić czarujący karnawał przyrody, zanim znów las bajecznie zasnuł się woalką mgieł. Powoli wtapiam się w te drzewa, poznaję je, z każdym dniem idę coraz dalej. Wsiąka we mnie wilgotne powietrze o zapachu kory, liści, igliwia i grzybów, mój nowy zapach...
    Jaki masz kolor? – padło pytanie w jednej krótkiej modlitwie zintensyfikowanej uczuciami. Zobaczyłam wtedy zorzę. Co masz dla nas? – a z nieba rozbłysłego wszystkimi kolorami, posypał się gwiezdny pył. Odpowiedź była prosta – siebie.

Nadszedł czas spełniania marzeń. Myśli powyciągane z dna przepastnego worka zostały wyciągnięte i odkurzone. Dawno już o nich zapomniałam, a jednak... jednak właśnie teraz się realizują.
    Od najprostszych rzeczy materialnych, po te duże, na których realizację trzeba będzie poczekać. Wszystko się zmienia, wszystko jest istotne. Niezwykle jest obserwować jak słowo po słowie ziszczają się stare modlitwy lecz nie tylko one. Nie o wszystko przecież prosiłam, ale jest. Na tym właśnie polega relacja – nie o wszystko trzeba prosić, prawdziwy przyjaciel po prostu wie i kocha robić różne niespodzianki. Ot tak, bezinteresownie.

Muszę tylko ogarnąć ten chaos. Ogarnąć siebie przede wszystkim. Zawsze lubiłam rzucić się na głęboką wodę, pamiętając przecież jak dobrze było mi w przeszłości we wzburzonych falach; pamiętam uczucie szczęścia. I teraz muszę uważać. Raz już zacząwszy dosłownie wszystko od początku, rzuciłam się w toń chłodną, ale źle na tym wyszłam. Dziś nadszedł trzeci raz. Wtedy usłyszałam pytanie – jak do tego doszłaś za pierwszym razem?
    Jak do tego doszłam... Zajęło mi to kilka lat, aż zupełnie swobodnie unosiłam się na wodzie obowiązków i pasji. Drugi raz zaś, utonęłam. Nie wszystko na raz – mówił – bo znów utoniesz. Zrób sobie przerwę na kilka dni, a potem zobacz do czego najchętniej chcesz wracać, do czego cię ciągnie. To będzie tym, co masz robić i to cię na nowo uszczęśliwi.

Pamiętam taką noc, po długim wypytywaniu i wyczekiwaniu na odpowiedź, kiedy usłyszałam, że mam robić to, co potrafię najlepiej, a w głowie pojawiło się natychmiast parę takich rzeczy. I one rzeczywiście mnie uszczęśliwiają. To jakby podążenie za tamtą myślą. Są dziedziny, w których się nie wypalę, ale przedawkować można wszystko – to jak jazda samochodem, prowadzisz fajną brykę, jesteś z tego faktu zadowolony, ale nie możesz prowadzić bez końca, bo w końcu zaśniesz za kierownicą i się rozbijesz, możesz nawet komuś innemu zrobić krzywdę.

Słowa płynęły tego dnia niezwykle klarownie. Jeżeli się zarzynasz dla jakiejś sprawy, ale czujesz, że chcesz to robić i jesteś w tym szczęśliwa, wtedy praca zostanie porządnie wykonana. A jeżeli się zarzynasz i czujesz, że padasz z sił, jesteś zmęczona, pojawia się frustracja, to przestajesz mieć serce dla tej pracy. Nikt nie chce mieć sfrustrowanych pracowników.

Wszystko ma swój czas. Zwolnij. Będzie dobrze. Nie... błąd myśleniowy → będzie lepiej!

33 komentarze:

  1. Zanurzyłam się w Twoich słowach i poczułam spokój...
    Przykład metafory z samochodem uświadomił mi moje zmagania w życiu. Tak właśnie Aniu jest, nie można galopować bez końca, bo albo zmęczy się rumak, albo jeździec z niego spadnie. I spadałam wielokrotnie...
    Z Twoich refleksji wynika, że potrafisz w porę złapać równowagę. To piękne i niezwykłe.
    Życzę Ci wszystkiego dobrego.:)
    PS Wiem, że nie czekasz na komplementy, jednak muszę to napisać. Przecudnie wyglądasz w jesiennej scenerii.:) Wtopiłaś się w ten "czarujący karnawał przyrody" i jesteś Jego cząstką. Piękną i mądrą cząstką.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem, czy znów mój komentarz zostanie "wywalony" przez nagłe przerwanie łączy, trudno... piszę powtórnie :)
      Znam ten problem wypalania. Dotykał mnie pięciokrotnie. Podejmowałam wówczas decyzję z dnia na dzień. Czas oczekiwania na odejście czasem trwał miesiąc (kodeks pracy) i to był najgorszy czas, bo zawsze czekała na mnie następna wymarzona praca, na którą nie mogłam się doczekać. I znów dawałam z siebie wszystko i ...jeszcze więcej, niz należało.... znów po czasie wypalenie .... i tak do piątego razu, aż nastała upragniona emerytura. a Tu, to jeż się nie wypalam, chyba, że z wiekiem... wypali sie w końcu moje życie... Ale to każdego czeka, więc jest banalną sprawaą.

      Usuń
    2. @Barbaroso, znam te upadki z konia bardzo dobrze. A zaczynało się wspaniale, ten pęd, rozwiany włos... Trzeba pamiętać, że nawet Pan dał nam szabat, po to aby się ogarnąć. Zsiąść z konia, odpocząć, złapać równowagę, wsiąść i bezpiecznie pojechać dalej.
      Tak, potrafię równowagę zauważyć – zwłaszcza kiedy umyka. Jeszcze nie spadłam.
      P.S. Do twarzy mi z jesienią, bo bardzo się lubimy od lat, zarówno z tą kolorową jak i z tą szarą mglistą. :) To wzajemna adoracja. :D

      @Tereso, mi też czasem komentarz ucieka, dlatego teraz piszę go najpierw w notatniku, a dopiero potem wklejam w blog. Zachowałam w ten sposób wiele nerwów. ;)
      To na razie nie jest wypalenie zawodowe, ale niedoczas. Chodzi o godziny, w których mogę się oddać temu co kocham albo innym obowiązkom. Ostatnio wiele spraw odpuszczam, bo pracę mam absorbującą i zostaje ze mną także po godzinach pracy przez niedosypianie i wtedy kładę się popołudniu. Teraz staram się dbać o ilość snu żebym jednak miała to popołudnie do wykorzystania. Kwestia dobrego organizowania, ale jak się pada na twarz to nic takiego nie zadziała. Czasem muszę z czegoś zrezygnować.

      Usuń
  2. Witaj Aniu.
    Święte słowa. Nie nadszedł jeszcze czas, aby swoje marzenia do szafy kłaść.
    Nie idź bezwolnie jak stado baranów, ale ciągle idź w stronę słońca.
    Tak mnie coś naszło.
    Pozdrawiam serdecznie.
    Michał

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W stronę światła które koi serce swym ciepłem.
      Pozdrawiam.

      Usuń
  3. Aniu, ten komentarz wklejony pod komentarzem Basi, miał być do Ciebie skierowany :ą

    OdpowiedzUsuń
  4. Mnie pomaga pojscie w nature, najlepiej z Toyka.

    OdpowiedzUsuń
  5. Wśród jesiennych liści jesienna Ania:-)
    Jeśli zdrowie dopisuje, to i przyroda cieszy , a zachwyty rosną.
    Żyć w zgodzie ze sobą to ważna rzecz, ukojenia i spokoju każdy szuka na swój sposób:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spokój w zasadzie mam. Czasem tylko wkrada się dysharmonia w codzienność. Czasem zmęczenie powala. Czasem ktoś nam zmienia plany. Czasem po prostu jest bałagan. Może to właśnie wtedy trzeba iść spać. ;D

      Usuń
    2. Jak mawiała pewna znajoma - kurz jest po to by leżał, a spacer najważniejszy!

      Usuń
    3. Też tak uważam. Dzisiejszy dzień zaczęłam właśnie od spaceru i od razu zrobiło się przyjemniej. :)

      Usuń
  6. Jesienny czas często skłania do refleksji.
    I u mnie takie też przemyślenia i pytania, co dalej?
    Ale o tym w e-mailu, jak się zbiorę.
    Tymczasem kochana serdeczności zostawiam na miły, jesienny dzień, u nas słoneczny i w miarę ciepły🍁🍂🌸🌞😃

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To nie jesień mnie skłoniła do tych przemyśleń, a raczej to że żyję w niedoczasie. I już, już miało się udać coś ogarnąć, aż przyszedł ktoś i pozmieniał wszystkie plany, a na realizację trzeba czekać np. tydzień. To frustruje, nie ma co ukrywać.
      Alternatywa jakaś się znajdzie, ale wiesz, gdzieś tam z tyłu głowy brzęczy co powinno być zrobione, a nie lubię niczego odkładać na potem. Mnie chyba deszczu trzeba. Deszczu, książki albo posiedzenia przy zdjęciach, bo dawno przy nich nie siedziałam, a wiesz, że to lubię. Pozdrawiam. ;)

      Usuń
  7. Naciągane to jest mocno pod feminizm. A według mnie feministki prawdziwe (w sensie zakorzenione w tradycyjnym feminizmie) raczej nie walczą o takie rzeczy jak żeńskie formy zawodów.

    Przede wszystkim jestem w szoku jak ówczesna władza gnoiła i zwalczała Bułhakowa. Nie dano mu paszportu, odmawiano wystawiania jego sztuk w teatrach, miał obserwujących go agentów itp. itd. A jedyną przesłanką do tego było to, że jak sam twierdził nie umiał opisywać tamtego ustroju.

    Z tymi marszami 11 listopada w Warszawie to właściwie za każdym razem jakieś problemy są.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Te współczesne feministki walczą. Brakuje tu chyba książkowej definicji feministki, skąd się to wzięło, jakie jest źródło tego nurtu i co tak naprawdę walczyły kobiety w tamtych czasach. Dzisiaj to o co tak zawzięcie walczą, wybacz za kolokwializm, to są pierdoły.

      Bardzo to ciekawe, to jest historia kompletnie mi nieznana.

      No racja, nie da się tego nie zauważyć.

      Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
  8. Wypalenie zawodowe zdarza się chyba każdemu, mnie również nie ominęło, ale zawsze zaciskalam zęby i jakoś dawałam radę. Ostatnie wypalenie życiowe zaczęło się ponad trzy lata temu i dlatego zmieniłam miejsce zamieszkania.
    Aniu, w tych okolicznościach przyrody masz cudownie, będzie tylko lepiej.:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To nie jest wypalenie zawodowe, jeszcze. :P Chodzi o niedoczas, chcę czasami po prostu glebnąć w fotelu i coś porobić. Popracować nad zdjęciami albo nad książką. Dokończyć wreszcie pranie. Posprzątać, coś może ugotować, od tygodnia chodzi za mną kuchnia włoska i naleśniki, ale nie mam czasu na pichcenie. A jak go już znajdę, to nie mam siły i wolę iść wcześniej spać. Zaplanowałam to wszystko na dzisiaj, znowu się nie uda, ktoś mi zmienił plany. Jutro chciałam się z kimś spotkać, głupio rezygnować z przyjemności towarzyskich na rzecz siedzenia przy komputerze i prac domowych. Nie mam nigdy gwarancji, że coś co sobie zaplanuję, uda się. Od kilku dni się nie udaje, może przyszły tydzień będzie przychylniejszy.

      Usuń
  9. W czasie ponad 3 dekad pracy na mega wysokich obrotach ( zawsze sama podwyższałam swoja poprzeczkę) nigdy nie doznałam wypalenia zawodowego. To szczęście wielkie, bo obserwowałam ludzi, którzy się z tym problemem borykali. Ale ja jestem specjalistką od nowych wyzwań. No mam to i juz. Ciagle cos sobie wymyślam i za tym podążam. To mnie kręci i daje energię do działania.
    W moim odczuciu, Twoja sytuacja Aniu, nie dotyczy wypalenia zawodowego, bo za młoda jesteś, tylko raczej ciągle jeszcze poszukiwania swojego i miejsca, i stałego, satysfakcjonującego Cię zajęcia. Znając ( na ile je ujawniłaś, a ja właściwie odczytałam) Twoje cechy, masz wielkie szanse aby znaleźć i wybrać to, co jest dla Ciebie. Co czeka gdzieś na Ciebie i jest dla Ciebie najlepsze. Wiesz czego chcesz, dlatego podążaj wybranymi ścieżkami, słuchaj wskazówek Najwyższego, analizuj fakty i znajdź to, czego szukasz. I bądź szczęśliwa! bye!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, że nie chodzi o wypalenie. Niedawno nawet pisałam, że lubię tę pracę. ;) Dobrze to wyczułaś.
      Swojego miejsca jeszcze nie mam, wciąż jestem w cudzym, to także wiesz. Na satysfakcjonujące zajęcia nie mam czasu, o tym napisałam w tym wpisie. Wyjaśniam to w komentarzach, ponieważ widzę, że jest taka potrzeba. Żyję w niedoczasie. Chcę się w nim odnaleźć i wziąć zegarek w swoje ręce.

      Usuń
  10. Piękny refleksyjny post! Śliczne zdjęcia- pięknie wyglądasz wtopiona w jesień i to zbliżenie jesiennych liści jest takie fajne.
    Podobno życie nie lubi próżni, a ostatnio na kartce z kalendarza znalazłam coś takiego:" ...drogę wytycza się idąc." Pablo Coelho.
    Jesienne uściski wysyłam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Coelho jak coś powie, to trafia w punkt. Najbardziej w tym wszystkim uszczęśliwia mnie to, że wreszcie nie stoję w miejscu i nie ma już w moim życiu stagnacji. Ale muszę odnaleźć w tym szaleństwie jakąś równowagę.

      Usuń
  11. W ostatnich miesiącach dużo się u Ciebie zmieniło, to niestety zazwyczaj nie przechodzi bezboleśnie. Nie masz na nic czasu, ale to właśnie mijający czas spowoduje, że sprawy się poukładają, wpadniesz w dobry rytm i zdążysz ze wszystkim, za jakiś czas, cierpliwości:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, po prostu mam tendencje do zwalania na siebie mnóstwa obowiązków na raz. Ale muszę zwolnić ich dodawanie i po kolei je wdrażać, bo inaczej eksploduję. ;P

      Usuń
  12. Bardzo piękna jesień u Ciebie.
    A ja zawsze i wszędzie powtarzam, że największą zbrodnią jest nielojalność w stosunku do siebie.
    Czasem życie nas zmusza do zwolnienia tempa, przynoszą chorobę.
    Lubię swoją pracę i zawsze lubiłam, ale czasem się zatracam.
    Tak było teraz. Chciałam nadrobić czas stracony od marca i poległam...
    Zanim ogłosili kolejny lockdown, ścięło mnie z nóg... Na dwa miesiące.

    Generalnie uważam, że wszystko dzieje się po coś.
    I wiem, że co by się nie działo, będzie dobrze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teraz jesień jest inna, liście prawie opadły i jest już pierwszy przymrozek. Bajka. Właśnie wróciłam niedawno ze spaceru. Mgły i oszroniona przyroda, coś pięknego.
      Tak, musiałam zwolnić i poukładać sobie te obowiązki. Mam tak, że lubię nałożyć na siebie dużo na raz, ale muszę do tego inaczej podejść.

      Usuń
  13. Jak świetliście! Generalnie nie ma sensu w życiu robić tego, co nie daje nam radości, nie uczy nas, nie rozwija. Życie jest zbyt krótkie, aby je trwonić na rzeczy, które nie mają znaczenia albo mają złe znaczenie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chodzi o to, że to za co się wzięłam, daje mi radość, ale zaczęło być jak na początek zbyt intensywnie. Potrafię z tym wszystkim przesadzić, zachłysnęłam się tym, że znów mam wiele możliwości. Muszę ostrożniej to planować. A znaczenie ma to dla mnie ogromne.

      Usuń
  14. Z tym planowaniem to różnie bywa Aniu. Lepiej nic nie planować, bo z planów może nic nie wyjść. Już się kilka razy o tym przekonałam.
    Pozdrawiam:)*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasem trzeba, nie ma wyjścia. Nie wszystko ustala się samemu. ;)

      Usuń
  15. Potraktuję te Twoje słowa jako wskazówkę - przede mną decyzja, czy mam się rzucać w tę głęboką wodę, czy może nieco dać sobie jeszcze czasu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawsze trzeba sobie to przeanalizować – czy to już ten czas? Wiadomo, że niektóre rzeczy naglą, uciekają bądź przemijają i trzeba się od razu decydować, ale większość może jednak na nas poczekać – na nas czyli na sumiennych pracowników bądź użytkowników.
      Ja sobie na razie dałam czas wytchnienia, od grudnia chcę "delikatnie" zacząć wprowadzać kolejne zajęcie do mojego życia. I to ma być przyjemnością. :)

      Usuń

Pewnego dnia wymyśliłam sobie, że będę dzielić się pięknem świata, którego doświadczam podczas swoich wędrówek. Że będę pisać ku pokrzepieniu serc i być może zachęcać do podróżowania. W tym samym celu wydałam książkę, czyli dla Waszej przyjemności. Czasami piszę też o Bogu, który jest dla mnie najważniejszy i dzielę się chętnie swoim studium biblijnym.
Jednak nie robię tego dla poklasku, nie chcę samych duserów.
Dziękuję za każdego czytelnika, który podzieli się ze mną swą refleksją miast "odhaczonym" komplementem. Jestem wdzięczna za każde nasze wspólne rozważanie. Za komplementy dziękuję, ale nie na tym mi zależy. Proszę rozważ to nim pozostawisz po sobie te dwa/trzy słowa :) i tak zwyczajnie: porozmawiajmy.