Wędrówki:

Zakładki dotyczące wędrówek, są rozszerzone i znajdują się po prawej stronie bloga.

"Odpowiadam za to co powiedziałam, nie za to co zrozumiałeś."

26 października 2020

Epickie wakacje, cz. 11 – Rheinfall, największy wodospad Europy.

"Najpiękniejszym i najpotężniejszym wodospadem świata jest wodospad marzeń."


pierwszy dzień sierpnia, 2020 

Pisali o nim Goethe, Wilhelm Heinse, Mörike i inni. Należy do elity trzech największych wodospadów w Europie, przy czym Rheinfall jest największy pod względem przepływu wody. Aby epickości stało się zadość, to miejsce koniecznie musiało znaleźć się na liście naszych wędrówek.
    Po raz pierwszy byliśmy tu we dwoje, kontynuując nasz miesiąc miodowy. Romantyczny obiad i miejscowe specjały dopełniły wówczas dzień wrażeń, a tym razem z naszymi współtowarzyszami był to dopiero początek wspaniałej wędrówki po tym zacnym regionie.
    Tutejszy pejzaż odróżnia się od innych wodospadów górującym nad nim zamkiem Laufen, oraz położonym w niedalekim sąsiedztwie, zabytkowym miasteczkiem Schaffhausen.

Obraz przedstawiający ten teren w dawnych czasach.
Mała galeria wisi na murach na dziedzińcu.


3 sposoby na zbliżenie się do żywiołu

Przyznam, że za drugim razem powinniśmy (w co wątpię) wybrać inny sposób zwiedzania, chociażby dla urozmaicenia i zasmakowania innej możliwości, ale nosząc w pamięci wspomnienia i pierwsze wrażenia z pobytu tutaj, zależało nam aby pokazać naszym współtowarzyszom właśnie ten brzeg i pozwolić na moc wrażeń z tytułu różnych atrakcji po drodze. Toteż łodzią nie płynęłam, ani na zamku Worth nigdy nie byłam. I nie czuję wcale niedosytu. Było cudownie jak zawsze.

Po obu stronach Renu znajdują się platformy widokowe (niektóre z nich mocno wystają). Schlösschen Wörth (restauracja zamkowa) znajduje się w dorzeczu Rhine Falls w Neuhausen am Rheinfall. Budynek pochodzi z XIII wieku.
    Na tymże brzegu mieści się przystań łodzi wycieczkowych (20 CHF), które podpływają do wodospadu figlarnymi zakosami. Można wysiąść na środkowej skale. Dla bardziej odważnych zorganizowano wypożyczalnię kanu. (Nigdy nie widziałam, żadnego śmiałka).
    Zabudowa na przeciwległym brzegu:



Mały zamek Worth z restauracją panoramiczną,
oraz mały port łodzi wycieczkowych.

Nad wodospadem góruje zamek Laufen, który w starych zapiskach pojawia się po raz pierwszy w 858 roku.
    Wejście na platformę widokową na tym brzegu prowadzi wąskimi i stromymi schodami. Utworzono atrakcyjne ścieżki prowadzące przez skaliste tunele i zainstalowano szklaną windę. I to właśnie tę drogę wybraliśmy. Zeszliśmy schodami, a wjechaliśmy windą, gdyż trafił nam się akurat wolny przejazd.

Dziedziniec zamku Laufen.

Planowałam sfotografować całą drogę (albo nawet nagrać), ale udało mi się tylko uwiecznić zewnętrzne schody. Było zbyt dużo ludzi, przez jaskinie ciągnęły się ciasne kolejki i nie było sensu polować na kadr. Nie doczekałabym się aż do późnego wieczora.
    Aby Wam zobrazować tę drogę, posłużę się archiwalnymi zdjęciami:

Teren zamku.

Jeden z tuneli po drodze na dół.

Zamek Worth po drugiej stronie.

Droga na dół jest urozmaicona. Znajduje się tam altana z kolorowymi szybami w oknach, ławeczki, a nawet stoliki. To wszystko miało za zadanie umożliwić obcowanie z tym miejscem dłużej, ale tłumy ludzi dyskwalifikowały wszelką tego typu przyjemność. Szczęśliwie udawało mi się unikać ścisku w kadrach.


Stąd świetnie widać cały ten akwen, ale to jeszcze nie koniec doświadczeń. Można powiedzieć, że te schodki przez cały czas dozowały nam wrażenia. Ludzki zgiełk i tak był zagłuszony przez szum wody, im niżej, tym była głośniejsza. Gdy woda bije o skały nikt nie usłyszy ani słowa.

Wysepka przy której cumują łodzie wycieczkowe.

Platforma widokowa na przeciwległym brzegu.


Obserwowanie łodzi wycieczkowych przywodziło na myśl jedno zdanie: "szaleni kapitanowie". Nie było możliwości, by podpłynąć na wprost pod czoło wodospadu. Ewidentnie trzeba było się nieźle napracować aby się choć zbliżyć do tego punktu. Manewrować, płynąć bokiem, kombinować... obserwacja zmagań tych małych okrętów, pochłonęła mnie na dłuższą chwilę.



Ja i nasi współtowarzysze podróży.


Z siłą wodospadu

Rheinfall znajduje się na przełomie Renu. Osiąga spadek 23 metrów przy szerokości 150 m (13 metrów głębokości). Średni przepływ wody to 373 metry sześcienne przepływające przez skały (średni odpływ latem: około 600 m³ / s). Najwyższe natężenie przepływu zmierzono w 1965 r., wynosiło 1250 m sześciennych. Tej siły wodospadu nie potrafią pokonać inne ryby z wyjątkiem węgorzy.

Stary malunek przedstawiający pełne oblicze wodospadu.



I dopiero tutaj doświadczyliśmy pełnej mocy wody. Ogłuszeni i ochlapani ale przeszczęśliwi!





Szklana winda

Atrakcja albo ucieczka przed ponownym przeciskaniem się przez tunele z tłumem turystów. Tym sposobem szybciutko znaleźliśmy się na górze i podreptaliśmy spokojnie na parking. A stamtąd w kolejną podróż.




Średniowieczna architektura

Początkowo planowałam zmieścić wszystkie atrakcje z tego dnia w jednym wpisie, ale przeglądając zdjęcia i przypominając sobie różne historie, zrozumiałam, że nie będzie warto. Lepiej rozbić te przygody na trzy opowieści, ciekawsze i mniej czasochłonne (z szacunku dla Waszego czasu).
    Jak pisałam na początku, w niedalekim sąsiedztwie znajdują się zabytkowe miasteczka takie jak Schaffhausen i nieco dalej Stein am Rhein. Niedoceniona północna Szwajcaria potrafi być zachwycająca tak samo (jeśli nawet nie bardziej) jak rozpowszechnione południowe krańce kraju. Północ to wspaniała architektura, południe to tropikalna już roślinność i włoski klimat. Co kto woli. I już mogę zapowiedzieć, że południe również znajduje się na liście naszych tegorocznych wojaży, więc sami będziecie mogli porównać i ocenić oba kierunki na własnej skali wspaniałości.

18 komentarzy:

  1. Szczęściara! czy mogę wnieść zażalenie do Pana Boga, że mój wybranek nie zafundował mi takiego miesiąca miodowego???
    Według moich/naszych możliwości to marzenie niespełnione :)
    pozdrawiam Basia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mieszkaliśmy w Szwajcarii przez 5 lat, więc taki miodowy to raczej wypad na jeden dzień. Zasadniczo spędziliśmy miesiąc miodowy na Mazurach. Potem po powrocie do ówczesnego domu zostało trochę czasu i zrobiliśmy sobie taką małą wycieczkę.

      Usuń
  2. Znam ten wodospad i okolice z opowieści bratowej, byli tam kiedyś z bratem, gdy odwiedzali syna. Oglądając podobne zdjęcia zastanawiałam się, jak te łodzie nie wpadają w wodne wiry, ale przeżycie musi być niezapomniane.
    Jeśli wspomnienia wiążą się u Ciebie z miesiącem miodowym to tym milej się do nich wraca.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A wyobraź sobie jak to jest płynąć o wiele mniejszym kanu. Gdyby tam trafiła po raz trzeci, to może bym spróbowała...

      Usuń
  3. Super,że mogliście wrócić do tego miejsca. Wodospad wygląda niesamowicie i na pewno ma niesamowitą siłę. Ciekawe czy bardzo trzęsie na takiej łodzi, ale wrażenie pewnie są tego warte :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mam pojęcia czy trzęsie, ale myśląc o tej przygodzie z perspektywy miłośnika fotografii, chyba nie bardzo da się pracować w tych warunkach. :D Wyobrażam sobie, że nieźle chlapie. :D

      Usuń
  4. Piękne, ale i niesamowite miejsca pokazujesz, i jak zwykle cudne zdjęcia. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Co za piękno, aż chce się tam być...

    OdpowiedzUsuń
  6. Niesamowite miejsce! Aż dech zapiera! Piękne foty!

    OdpowiedzUsuń
  7. Każda Wasza wyprawa to głębokie dla mnie przeżycie.:) Dziękuję.
    M. kocha wodospady. Tam pewnie nie dotrzemy, więc tym bardziej miło podróżować chociażby wirtualnie.
    Szum wody to magia.:)
    Ach, rozmarzyłam się na dobre.
    A u nas posucha podróżnicza i covid zapukał do naszych drzwi...:(
    Serdeczności posyłam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kto wie, kto wie, czy nie dotrzecie. Ten region jest całkiem blisko. ;)
      Do nas też pukał, ale nikt mu nie otworzył.

      Usuń
    2. My też strzegliśmy domu, a jednak się wcisnął. :(

      Usuń
    3. Syn naszych znajomych miał. Było podejrzenie u szwagra. Kto wie ilu spotkanych klientów u mnie w pracy go ma, a jeszcze o tym nie wie. Nie popadam w paranoję i stawiam temu czoła. Zdrowia życzę, nie poddawaj się.

      Usuń
  8. Witaj Aniu.
    Fajna wędrówka i wiele moich klimatów.
    Tak się nieraz zastanawiam, czy my wędrowcy pożegnamy ten łez padół we własnym łóżku?
    Pozdrawiam serdecznie.
    Michał

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miejsce chyba nie jest aż tak ważne jak prędkość i rodzaj śmierci, o którym wielu ludzi czasem myśli. Byle szybko, prawda? Byle nie cierpieć.

      Usuń
  9. Tak patrzę na te zdjęcia i tak mi się strasznie zachciało wycieczki, że aż mi się wyć chce. Ten rok od marca jest po prostu koszmarny, ludzkie nastroje schodzą już w najgłębsze czeluście. Dzisiaj u mnie był protest i jeszcze mi dźwięczy w uszach "To jest wojna, to jest wojna" - dla mnie to już najlepszy dowód na to, że już chyba ludzie zapomnieli co to wojna, ale jest im tak wszystko jedno, ze chyba woleliby nawet wojnę od lockdownu. Niemniej mam nadzieję, że przyszły rok zdecydowanie będzie bardziej obfity w wyjazdy, czego wszystkim życzę, bo nie tylko mnie to dobija. A plany tegoroczne uda mi się zrealizować w przyszłym roku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Udało nam się jeszcze we wrześniu pojechać w Polskę na agroturystykę. Myślę, że to będzie dobry pomysł także na następne wakacje i kto wie czy nie jedyny możliwy w naszym kraju.
      To nie jest wojna, moja droga. To jest pokazanie na ile stać człowieka. Pomyśl, czy ubliżanie, tworzenie wulgarnych transparentów, wylewanie gnoju komuś przed domem – czy tak się zachowują cywilizowani ludzie? To jest strzał w kolano. Ile stąd brakuje do wprowadzenia dyktatury?
      Mój główny plan tegoroczny niestety nie zostanie zrealizowany, bo nie będzie takiej możliwości, no i fundusze też przepadły. Ale nie myślę teraz o tym. Może kiedyś, może wcale, grunt to zachować spokój i pokój w sercu.

      Usuń
  10. Naprawdę bardzo fajnie napisano. Jestem pod wrażeniem.

    OdpowiedzUsuń

Pewnego dnia wymyśliłam sobie, że będę dzielić się pięknem świata, którego doświadczam podczas swoich wędrówek. Że będę pisać ku pokrzepieniu serc i być może zachęcać do podróżowania. W tym samym celu wydałam książkę, czyli dla Waszej przyjemności. Czasami piszę też o Bogu, który jest dla mnie najważniejszy i dzielę się chętnie swoim studium biblijnym.
Jednak nie robię tego dla poklasku, nie chcę samych duserów.
Dziękuję za każdego czytelnika, który podzieli się ze mną swą refleksją miast "odhaczonym" komplementem. Jestem wdzięczna za każde nasze wspólne rozważanie. Za komplementy dziękuję, ale nie na tym mi zależy. Proszę rozważ to nim pozostawisz po sobie te dwa/trzy słowa :) i tak zwyczajnie: porozmawiajmy.