Wędrówki:

Zakładki dotyczące wędrówek, są rozszerzone i znajdują się po prawej stronie bloga.

"Odpowiadam za to co powiedziałam, nie za to co zrozumiałeś."

13 września 2020

Epickie wakacje, cz 8 – Tectonic Arena Sardona / tam gdzie góry są do góry nogami.

 "...woda płynie jedynym możliwym korytem w każdym swoim „teraz” bez żadnych wątpliwości, a chmury pojawiają się, są, a później znikają, bez żalu i lęku."

– Ryś Kulik, "Odkrywanie natury"


u schyłku lipca, 2020

Niniejsze tereny są wpisane na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO, obszar ten obejmuje siedem trzytysięczników, a wśród geologów jest jednym z najbardziej znanych geotopów w Szwajcarii. Czeka nas dzisiaj opowieść o chyba najbardziej epickiej treści spośród całych wakacji jakie zakończyliśmy z ostatnim dniem sierpnia. Marzyłam o tym, aby tam wrócić. Dzięki naszym gościom nadarzyła się perfekcyjna okazja do powtórzenia jednej z naszych najbardziej wyjątkowych podróży w całej naszej emigranckiej historii. Jest to jedna z tych wędrówek, których nigdy się nie zapomina.
   Wyjaśnię pokrótce o co chodzi geologom: starsza warstwa skały wypchnęła się nad młodszą warstwę skały I ta górna warstwa (o grubości od 10 do 15 kilometrów), spoczywa na młodszej warstwie łupkowego fliszu. „Magiczna linia” widoczna jak na dłoni. Zjawisko przyczyniło się do przewrócenia teorii o powstawaniu gór o 180 stopni.
   Do tego fenomenalnego miejsca trzeba jednak dotrzeć bardzo długą trasą pieszą, którą skróciliśmy sobie krótkim podjazdem kolejką górką (pierwszy raz sami, wchodziliśmy na pieszo). Bez długich przystanków, szlak może zająć około 4 godzin. A potem zaczęło się stopniowanie poziomu epickości.


Trutg dil Flem
przez 7 mostów

Z kolejki wysiedliśmy przy znaczniku "Foppa" (stacja wyciągu krzesełkowego na wysokości 1425 m [Flims → Foppa: 17 CHF]) i stąd weszliśmy na "Wodny szlak" czyli w miejscowej gwarze: Trutg dil Flem. Szlak ten bije rekordy popularności, został wielokrotnie oceniony jako najpiękniejsza trasa turystyczna.
   Ścieżka wije się między zalesionymi stokami (Flimserwald), obok wyjątkowych wąwozów. Tutejsze mosty zostały interesująco zawieszone nad szczególnie dobrze widocznymi, niesamowitymi formacjami skalnymi, wydrążonymi przez potok.


Pozwoliłam ponownie oczarować się urodą tutejszej przyrody i wsłuchać w szepty dzikiego potoku, szalejącego w wygładzonych skałach. Poszukiwacze ekstremalnych przygód, pokonują tę drogę w piankowych strojach, idąc głębokimi (niekiedy podziemnymi) tunelami tychże skał. Zamieszczają dużo zdjęć w internecie, fenomenalne kadry.


Tutaj klasyczny obraz rzeki jął zamieniać się w tę niezwykłą formę, która przyciąga pasjonatów wędrowania ekstremalnego. W porównaniu z ich wyczynami, na nasze umiejętności i doświadczenie pada nieprzenikniony czarny cień. Jesteśmy tylko piechurami ziemi i skały.
    Dzika przestrzeń wyszeptywała pogardę dla człowieka jednako wabiąc swoim pięknem. Gładkie, śliskie powierzchnie mogły okazać się ostatnimi, gdyby dać się skusić i podejść bliżej.



Słówko o samym szlaku:

Początkowo prosta i przyjemna ścieżka prowadzi delikatnymi zakosami ku błękitnemu niebu. Jedyne wypłaszczenie na jakie można liczyć, zaczyna się o wiele dalej, tuż po wyjściu z lasu. Tam szlak staje się bardziej kamienisty, pojawia słodka łączka, a nachylenie terenu znacznie rośnie.
   Poziom trudności: T2 – ścieżka z ciągłą, perfekcyjnie oznaczoną trasą. Częściowo stromy teren (na koniec do wypłaszczenia), brak ryzyka. Wymagania: wodoodporne buty ze sztywną podeszwą, elementarna umiejętność orientacji.



Na szlaku o dość spoczynkowej formie, zatrzymywaliśmy się przy każdej okazji gdzie tylko można było spojrzeć głębiej w te majestatyczne, wyślizgane wąwozy.
   Ponad linią drzew gdzie występuje roślinność typowo górska, szalony strumień powolutku zamieniał się w klasyczną rzekę o kamienistym dnie.
   Otworzyła się przed nami panorama na bezkresne łąki. I tutaj zrobiliśmy sobie przerwę na śniadanie, dokładnie w korycie rzeki na skałach.




Słońce prażyło, ale nie trwało to długo. Widok szczytów górskich przesłoniła gęsta chmura. Wyjątkową sytuacją była wędrówka pośród tych pełzających pełznących obłoków, co jak wiecie, po prostu kocham. To niesamowite wrażenie obcowania z chmurą polubiłam podczas pierwszego w życiu lotu samolotem i wtedy zapragnęłam dotknąć chmur. Udało mi się to dopiero w Alpach. Od tamtej pory szaleję z tym zjawiskiem.




Zdjęcia zawsze wtedy śmiesznie wychodzą, jakby ktoś nachuchał na obiektyw. Te czarujące warunki pogodowe mają jeszcze jeden plus – rześkie powietrze. Wtedy nawet najcięższe podejście staje się o połowę łatwiejsze.
   Warunki warunkami, ale zrobiło się naprawdę urokliwie. Chmury i mgły są nie tylko tajemnicze, mnie np. kojarzą się z romantyzmem. Z różnymi książkami okraszonymi uczuciem, w których scenerię zdobiły właśnie takie efekty. I nie zwracało się już uwagi na to, że to ten najcięższy odcinek trasy (choć na zdjęciach wcale na taki nie wygląda). Wtedy mąż zabrał mi kijki, a ja zaczęłam go gonić. Przebiegliśmy spory kawałek...



Dalej wstąpiliśmy na elegancką łączkę, gdzie – jak to ja – nie potrafiwszy oprzeć się urokowi kwiatków, zabawiłam się makro. Ze średnim skutkiem technicznym, ale jestem zadowolona.




W tym miejscu wspinaczka dobiegła końca, rozpoczęło się wypłaszczenie – teren, którego walory znacznie się zmieniły. Docieraliśmy właśnie do źródła rzeki, a jednym z dopływów jest fantastyczny wodospad kaskadowy, o którym później więcej napiszę.
   Można powiedzieć, że ta wędrówka miała aż dwa punkty kulminacyjne, chociaż całej trasie nie brakowało wcale urody. Jak wspomniałam na początku, epickość miała tutaj tendencję wzrastającą, na najlepsze jeszcze czas nie przyszedł.




Tectonic Arena Sardona
Wodospad Segnesboden

Jest jednym z wyższych wodospadów w Szwajcarii. Znajduje się na wysokości 2096 metrów, co jest dość szczególne. Na tak dużej wysokości w Europie nie ma zbyt wielu wodospadów.
   Jak pisałam na wstępie, marzyło mi się by tu wrócić. Letnia pora okazała się równie spektakularna co jesienna, chociaż może... jednak... skłaniam się ku rudemu krajobrazowi. Nie umniejszam jednak aktualnej urodzie, łączka też jest O.K.







Dwa zdjęcia z jesiennej wędrówki sprzed lat dla porównania:



Więcej tu: link

Ruszamy dalej.

Niestety jakaś słaba jestem w poszukiwaniach i nie znalazłam niczego odnośnie wodospadu, który jest pierwszą atrakcją naszej wędrówki. Zaczęłam od szukania na stronach szwajcarskich (po niemiecku), potem ogólnoświatowych (po angielsku) i wreszcie na polskich (tylko śladowe informacje). Nie wiem dlaczego nie poświęcono tej perełce ani jednej strony (albo nie potrafię znaleźć... nawet podając nazwę).


Powyższe zdjęcie zostało zrobione z daleka i obejmuje cały wodospad. Kaskadowy, którego część chowa się w tunelach skalnych, jest widoczny z zewnątrz tylko częściowo, co dodaje mu nietuzinkowego uroku. Podobno są ludzie, którzy na linach spuszczają się do środka.
   Do wodospadu można podejść na nieznaczną wysokości, a stamtąd rozciąga się widok na rozległy teren źródła rzecznego:


Mąż obok wodospadu.

Tutaj nastąpiła mała dezorganizacja, o której słówko jeszcze wspomnę na sam koniec niniejszego wpisu. O wodospadzie sama powiedzieć mogę nie wiele, nie wiem nawet jaką on osiąga wysokość. Chętnie uzupełniłabym ten tekst o chociaż podstawowe elementy...
   Tutaj zrobiliśmy sobie którą przerwę na sesje zdjęciową i ogólne napawanie się bliskością żywiołu. Kontakt epickiego stopnia – przyjemna bryza przez cały czas.




Dookoła jak się rozejrzeć, towarzyszyło nam kilka innych wodospadów. Po przeciwnej stronie na wysokiej, zielonej ścianie, zauważyłam i sfotografowałam (celem przybliżenia sobie tego widoku) jeden, który był najlepiej widoczny z naszej perspektywy.



A teraz wyjaśnię na czym polegała wspomniana dezorganizacja. Nasza załoga podzieliła się na dwie grupy:
pierwsza musiała się sprężyć i postarać o jeszcze większy wysiłek;
druga mogła się rozprężyć i delektować się pięknem tego miejsca.

Celem ostatnim tejże wyprawy i zbierającym najwięcej punktów epickości, było wejście na płaskowyż będący doskonałym punktem obserwacyjnym największego fenomenu tego całego terenu. Stamtąd bowiem można zobaczyć Martinsloch (szczelinę św. Marcina), ale najwięcej ochów i achów miał wodospad widziany od góry wraz ze swymi niesamowitymi formacjami jakie wydrążył w płaskowyżu.
   Pewnie domyślacie się, że byłam w pierwszej grupie.



Zostawiam Was na koniec z filmikiem na razie jeszcze spod wodospadu, a kolejnym razem przebijemy skalę epickości!

19 komentarzy:

  1. Przepiękne widoki, fantastyczny wodospad. Ta bryza na filmie jest niesamowita. W pierwszej chwili pomyślałam - czyżby jakieś gorące źródło?! Cała wyprawa wspaniała!To pierwsze zdjęcie z mostkiem jest fajne, ukwiecona łąka, te wijące się płasko potoki, mgła...Gołe
    szczyty, ekstremalne wspinanie i wędrowanie -świetne i choć już nie dla mnie, z przyjemnością patrzę!
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To źródło było zdecydowanie zimne. ;) To pierwsze zdjęcie z mostkiem zrobił mąż swoim telefonem. Zawsze zbiera laury, nie wiem jak on to robi. ;D

      Usuń
  2. Świat jest piękny, mroczny, tajemniczy a zarazem romantyczny... Tak postrzegam to miejsce i podpisuję się także pod komentarzem mojej poprzedniczki.
    Pozdrawiam Cię Aniu i pędzę blogowo - postowo dalej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mroki, tajemnice, dzikość, niebezpieczeństwo... czyż to wszystko razem nie jest najbardziej romantyczną atmosferą na świecie? :)

      Usuń
  3. Cudowne góry, fantastyczna wycieczka i Ty taka młoda i atrakcyjna, myślę, że wiele osób Ci zazdrości:) Natomiast słowa "epicki", "epickość" omijam wzrokiem, udaję, że ich tu nie widzę, bo mnie okropnie drażni ta nowomowa:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie zwracam uwagi na opinie innych odnośnie wyglądu i nie ja jedna jeszcze mam tylko trzydziestkę. ;)
      Mnie drażni nadużywanie poszczególnych słów. Ja tu wprowadziłam "epickość" celowo dla oddzielenia tych wyjazdów od pozostałych wędrówek, ponieważ miały być w założeniu wyjątkowe i niepowtarzalne. XD

      Usuń
  4. Witaj Aniu.
    Wspaniały szlak, można się zauroczyć, ale niestety już nie na moje nogi i kondycję.
    Pozdrawiam serdecznie.
    Michał

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co przeszedłeś to przeszedłeś i swoje widziałeś. ;)

      Usuń
  5. Na filmie widać wyraźnie, że wodospad jakby przecinał górę na pół i to jest niesamowity widok - siła wody!
    Nie dziwi, że okrzyknięto ten szlak jednym z najpiękniejszych:-)
    Takie wyprawy pamięta się całe życie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A co będzie potem... o poczekaj, bo to nie koniec tej wędrówki. :D

      Usuń
  6. Chciałabym poczuć powietrze tam

    OdpowiedzUsuń
  7. Ależ tam bajecznie pięknie - pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  8. Dzikość natury obezwłania i zachwyca. Wspaniałe wrażenia zostawiłaś, dając mi obejrzeć zdjęcia i przeczytać tekst. A cóż dopiero móc być tam naprawdę...
    Pięknie!

    OdpowiedzUsuń
  9. Najbardziej wciągnęły mnie zdjęcia skał tektonicznych, na ktorych widać warstwy lawy i wody, piękne jest też to ze zbliżeniem polnych kwiatów. I szlaków górskich we mgle. Do treści Waszych epickich wakacji jeszcze wrócę, bo praca mnie ostatnio mocno goni. Ale zdjęcia będę oglądać nawet bez czytania, przyznaję bez bicia! :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ty skał naoglądasz się w następnym wpisie, bo zamierzam je Wam przybliżyć. Będą zdjęcia i będzie film. :)

      Usuń
    2. Takich pięknych zdjęć gór dla mnie nigdy za wiele :)))

      Usuń
  10. Zachwycające zdjęcia zachwycających miejsc, gdzie niebo jest na wyciągniecie ręki, mgła jest jeszcze bardziej tajemnicza, cudnie.
    Pozdrawiam.:))

    OdpowiedzUsuń
  11. Niesamowita wyprawa życia, widoki zapierają dech w piersiach, cudownie tam i te wodospady, coś pięknego :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Przepiękne zdjęcia i widoki! Zazdroszczę bardzo!
    Zapraszam: czytanko.pl

    OdpowiedzUsuń

Pewnego dnia wymyśliłam sobie, że będę dzielić się pięknem świata, którego doświadczam podczas swoich wędrówek. Że będę pisać ku pokrzepieniu serc i być może zachęcać do podróżowania. W tym samym celu wydałam książkę, czyli dla Waszej przyjemności. Czasami piszę też o Bogu, który jest dla mnie najważniejszy i dzielę się chętnie swoim studium biblijnym.
Jednak nie robię tego dla poklasku, nie chcę samych duserów.
Dziękuję za każdego czytelnika, który podzieli się ze mną swą refleksją miast "odhaczonym" komplementem. Jestem wdzięczna za każde nasze wspólne rozważanie. Za komplementy dziękuję, ale nie na tym mi zależy. Proszę rozważ to nim pozostawisz po sobie te dwa/trzy słowa :) i tak zwyczajnie: porozmawiajmy.