Wędrówki:

Zakładki dotyczące wędrówek, są rozszerzone i znajdują się po prawej stronie bloga.

"Odpowiadam za to co powiedziałam, nie za to co zrozumiałeś."

10 września 2020

Elektroniczna książka – wiele wokół szumu, ale czy rzeczywiście to takie "bee"?

"Czytanie książek to najpiękniejsza zabawa, jaką sobie ludzkość wymyśliła."

– Wisława Szymborska


wrzesień, 2020

Jako mól książkowy, babka raczej staroświecka oraz zdeklarowana wielbicielka tradycyjnego czytania, przez długi czas wzdragałam się przed czytnikami i tak zwanymi e-bookami. Powody były raczej prozaiczne, prawdziwa książka ma dla mnie prócz treści wyjątkowe znaczenie organoleptyczne.
   Książka daje mi przyjemność nie tylko poprzez samo jej czytanie, ale i zapach, dotykanie kartek, szeleszczenie. Przede wszystkim zapach – zawsze biorąc do ręki książkę, wącham ją. Najlepiej jak książka jest stara, bo te pachnące nowością nie wodzą mnie za nos, ale... też wącham. Co się więc zmieniło i dlaczego?


Życie emigranta-czytelnika było dla mnie po prostu tragedią. Musiałam zawsze przewidzieć ile książek przeczytam od jednego przyjazdu do Polski, do drugiego. Każdorazowy "transfer" to była torba książek, które zamieniałam na te nieprzeczytane. Kiedy zbiorek domowy skończył się, nastąpił problem, bo żeby wynieść torbę książek z księgarni, trzeba zostawić całą wypłatę i to niezłą. Biblioteka nie wchodziła w grę, bo wątpię czy gdzieś by pożyczono torbę książek na pół roku (wysyłka pocztowa spoza Uni Europejskiej, przekroczyłaby wartość książek). Kupowanie przez internet też miało dosyć poważny mankament, przekraczanie UE wiąże się z cłem (chociaż nie zawsze i nie wiem od czego to zależy).
   I tak, stałam się posiadaczką elektronicznego czytnika. Najprostszego, najtańszego jaki dało się kupić w Szwajcarii, bo nie zależało mi ani na marce ani na technologii. Nadal byłam nastawiona sceptycznie, ale spędziłam z nim już dosyć dużo godzin, by móc się rzetelnie wypowiedzieć.


Pół roku z czytnikiem
randka z happy and'em

Mój sceptycyzm przemijał wraz z każdym przeczytanym rozdziałem. Czytnika nie warto wąchać (dobra... i tak to robię...), jest cichy i świeci. Naczytałam się o przyjaznym dla oczu wyświetlaczu, ale nie chciało mi się wierzyć, że wpatrywanie się w świecący ekran nie niszczy oczu.
   Zazwyczaj miałam kłopot z dobrym doświetleniem tradycyjnej książki i nawet po zainwestowaniu w naprawdę dobrą lampkę i żarówkę, wieczorami nie mogłam czytać dłużej niż pół godziny. Bolały mnie oczy i pękały naczynka. Czytanie książek bardzo ograniczał mi więc czas dnia. Ostatnio już wcale nie zabierałam książki do łóżka, bo czułam, że w ten sposób niszczę jeszcze bardziej swój i tak już mocno wysłużony wzrok. Aż tu nagle pojawiła się niespodzianka.
   W jasny dzień czytnik można wygasić. Imituje on wygląd normalnej kartki papieru i niczym nie emanuje. O zmierzchu cała kartka jest podświetlona i nie razi. Pewnego wieczoru po godzinie z zadowoleniem zauważyłam, że oczy wcale mnie nie bolały.
   Zazwyczaj mam w pokoju zapaloną lampkę, ale sprawdziłam, iż w całkowitej ciemności też można czytać i nie odczuwa się przy tym żadnych nieprzyjemnych konsekwencji w przeciwieństwie do prób czytania tableta czy laptopa.
   Mogę na nowo cieszyć się czytaniem do poduszki.


Z książką na dziko
czyli czytanie w nocy na górskim szlaku

Nigdy wcześniej nie przyszło mi do głowy by zabrać książkę na pieszą wędrówkę. Wtedy najważniejsze jest, by mieć możliwie jak najlżejszy plecak i pakuje się wyłącznie, absolutnie najważniejsze rzeczy, a choć smutno to stwierdzać, bez książki da się przeżyć.
   W dzień się idzie, a w nocy się śpi – odkrywcze, prawda? Poczytałoby się coś przed snem w tym śpiworze, bo akurat chmury zasnuły niebo i darmowe kino się skończyło. Gdybym jednak miała ze sobą jakieś kieszonkowe wydanie, co mi po nim jak nie mam dobrego oświetlenia?
   Czytnik jest bardzo lekki, płaski, prawie nie zajmuje miejsca, więc można zabrać nawet na długi trekking. Nie wymaga oświetlenia, a bateria starcza nawet na miesiąc intensywnego użytkowania.

Czytanie na Berninapass (2328 m)


Urlop z książką
ilość robi różnicę

Na wczasach czytam gdzie popadnie, niezbyt dużo, ale często w drobnych chwilach naznaczonych oczekiwaniem. Ostatnio na brzegu jeziora susząc kostium. Tutaj akurat pojawił się jeden problem, bo książki elektroniczne nie lubią słońca. Nie pomyślałam o tym kiedy promienie wpełzły na wyświetlacz i zobaczyłam przebijającą się drugą stronę... to nie było normalne. Trzeba uważać i nie zapominać, gdyż tak jak każde urządzenie, czytnik lepiej trzymać zawsze w cieniu. Zwłaszcza włączony.
   Zawsze lubię mieć w plecaku książkę. Niby czytam krótko, ale jestem w stanie przerobić na urlopie dwie / trzy książki. Zdarzało mi się dokupywać w kiosku takie niekoniecznie przypadające mi do gustu. Nie nauczyło mnie to jednak zabierania z domu więcej niż jednej. Zajmuje mi bagaż, mam tylko małą walizkę.
   W czytnik mogę napakować mnóstwo e-booków i w ogóle się nie przejmować, że zabraknie mi tych chwil przyjemności kiedy czekam na autobus, kiedy odpoczywam w kawiarni, kiedy zasypiam.

Czytanie podczas suszenia kostiumu nad jeziorem Klöntaler.


Czytanie na spontanie
czyli codzienność

Dokądkolwiek idę, lubię mieć przy sobie książkę. Czytać zdarza się wszędzie, na przystanku i w tramwaju, czekając na spotkanie i czekając na numerek zamówienia w restauracji. W metrze i w swetrze. Nie zawsze zabieram ze sobą plecak, zdecydowanie częściej wystarczy mieć przy sobie klucze, dokumenty i... książkę. Czytnik mieści mi się w każdą, nawet najmniejszą torebkę typu "nerka".


Zbieram i rozdaję
czyli co robić z książkami?

Są książki do których się wraca, są i takie, których więcej się nie czyta. Zajmują miejsce, zbierają kórz, teoretycznie nie przeszkadzają, ale mogłabym je zastąpić czymś, co będzie mi w przyszłości potrzebne. Co więc robiłam z niechcianymi tradycyjnymi książkami? Pakowałam na prezent i podawałam dalej. Brzmi to w sumie jak charytatywne kupowanie książek z przeznaczeniem nie dla siebie. Można też oddawać do biblioteki. Na jedno wychodzi.
   Rockefeller'em nie jestem, zbieraczem też nie. Czasami te gromadzące się tytuły zaczynały mnie denerwować...
   Mam niewielki regalik z książkami. Na półkach są tytuły, po które z przyjemnością wracam i nie wykluczam, że ten zbiorek tradycyjnych książek może się powiększyć o pozycje, które naprawdę warto mieć.


Ekonomia czytelnika
z e-bookami się opłaca

Czyli w kwestii – "MIEĆ".
   Wcześniej nie interesowałam się e-bookami, teraz zaś, skonstatowałam, że w ciągu sześciu miesięcy mogłam przeczytać 100% więcej książek za te same pieniądze. E-booki są naprawdę tanie i jeżeli ktoś bardzo dużo czyta, może w ten sposób sporo zaoszczędzić.


Moja opinia:
jestem na TAK

I to zupełnie od niedawna. Nie ulega wątpliwości, że czytanie tradycyjnych książek jest o wiele przyjemniejsze, można powiedzieć nawet, że szlachetniejsze, ale efekt w obu przypadkach (książki papierowej i elektronicznej) jest ten sam – książka zostaje przeczytana.
   Ponadto czytnik ułatwił mi wiele kwestii, wszelakie problemy jakie istniały wcześniej – zniknęły, co wychodzi na plus i to decydujący, by mimo bytowania teraz na ziemi polskiej, nie odmawiam sobie książek elektronicznych. Ale nie omieszkam zapisać się do biblioteki, by delektować się dalej tradycyjnym czytaniem.

Jak to napisała jedna z moich czytelniczek na podsumowanie – dobra książka, niezależnie w jakiej jest formie – pozostaje nadal dobrą książką.

46 komentarzy:

  1. Powiem Ci, Aniu, że jedynie okres urlopowy do mnie przemawia, zwłaszcza gdybym miała gdzieś lecieć lub jechać pociągiem.
    Na razie, póki daję radę z książkami papierowymi zostanę przy nich, a zakupionymi wymieniamy się w rodzinie i w pracy.
    Poza tym, wśród moich bliskich, nadal najlepszym upominkiem bywa książka...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja także całkiem się nie przerzuciłam, nie ma takiej potrzeby. Korzystam z plusów jednej i drugiej formy czytania. :)

      Usuń
  2. A'propos Twojego posta, nie mogę się oprzeć małej przechwałce. Otóż zorganizowałam jakiś czas temu:

    1/ dyskusję panelową wokół tematu: "Książka papierowa czy e-book"

    Wowczas, pamiętam, wszyscy zaproszeni do dyskusji goście podawali te same argumenty, które Ty podałaś na początku. 100% obecnych było wówczas przekonanych, że jeśli książka to papierowa. Chociaż, dyrektor biblioteki, również uczestnik dyskusji, mówiła o tym, że sukcesywnie nagrywają audiobooki. Na zakończenie, wszyscy zgodnie skonstatowaliśmy, że od postepu nie damy rady uciec. I nie chcemy. To się dzieje, świat się zmienia i my też razem z nim. Ja co prawda, nie zakupiłam jeszcze czytnika, ale za to przed snem- słuchaweczki i audio-booczek konieczny :)
    2/ Byłam organizatorką biblioteczki w urzędzie, dla petentów, oczekujących na załatwienie spraw.
    No, i tyle...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tu w zasadzie nie chodzi o sam postęp technologiczny, na początku mnie to jakoś mierziło, ale powiedzmy sobie szczerze – czytamy książki, czasem bardzo dużo książek i jest to wspaniały sposób spędzania czasu niezależnie od tego czy trzymasz w ręku papier czy urządzenie, czy może słuchawki w uszach. Po prostu.

      Usuń
  3. Miałam dokładnie tak jak Ty wątpliwości co do czytnika, ale nie zdążyłam uskutecznić czytania, więc wierzę Tobie i mojej rodzince, która też tak czyta. Przekonałam się za to do audiobooków, nie męczę wzroku, mam obie ręce wolne, co przy
    pracach ogrodowych jest istotne, zresztą jakichkolwiek pracach...
    Jedną mają wadę, pamiętam treść doskonale, ale tytuły mieszają mi się bardzo, o autorach nawet nie wspomnę. Zdarza mi się wypożyczyć kolejny raz przeczytaną książkę, niestety. W domu stwierdzam, , że znam te treści...
    Pozdrawiam.:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapomnieć tytuł zdarza się także i przy czytnikach, bo jednak nie otwierasz tej książki każdego dnia, nie widzisz tej okładki, tytuł nie wryje się w pamięć. Włączasz urządzenie i masz od razu stronę na której skończyłaś czytać.
      Zdarzało ci się czasem, że zakładka wyleciała z książki i nie wiesz gdzie to było? Mnie tak (najczęściej w bagażu) i doprowadzało mnie to do furii. ;D Z czytnikiem nie ma takich problemów.
      Wszystko ma swoje plusy jak i minusy, trzeba sobie znaleźć złoty środek. Ty znalazłaś, pracujesz przy słuchaniu książek, ja podróżuję z książkami na czytniku. I po to właśnie są te udogodnienia technologiczne.

      Usuń
  4. ostatnio kupiłam sobie 7 książek uwielbiam czytać i uważam za najlepszy prezent dostać książkę

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ostatnio znalazłam w internecie dosyć sporo darmowych e-booków i to całkiem niezłe tytuły, sądząc po opisach.

      Usuń
  5. Czytam na tablecie. Nie znam się na tych sprzętach. Ale to podobno nie to samo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zupełnie nie to samo. Tablet świeci tak samo jak monitor i na dłuższą metę niszczy wzrok.

      Usuń
  6. To super, że przekonalaś się do czytnika. Ja bardzo lubię kindle bo jest lekki, malutki i bardzo wygodnie mi się na nim czyta. Co prawda nie ma podświetlanego ekranu, ale mi to nie przeszkadza, bo dokupiłam sobie lampkę i jak jest ciemno to ona ładnie mi roświetla wszystko. A w dzień jej nie potrzebuje bo wszystko jest wyraźne. To prawda ebooki wychodzą znacznie taniej, ja wykupiłam sobie legimi więc czytam bez limitu i płacę miesięcznie za to abonament. Czasami w miesiącu przeczytam 25 książek lub więcej, więc jakbym chciała wszystkie kupować to po pierwsze nie miałabym gdzie trzymać książek, a po drugie sporo pieniędzy by na to szło.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiedziałam, że są czytniki bez podświetlenia. Między innymi właśnie ono przekonało mnie do wersji elektronicznej.
      Śmieję się, że dopiero teraz odkrywam swój potencjał czytelniczy, czyli czytam na okrągło i nie muszę się martwić, że za jakiś czas zostanę bez książek. ;D

      Usuń
  7. Zgadzam się z Tobą,że czytnik to dobra rzecz. Od jakiegoś czasu przymierzam się do jego kupienia. Wypytuję zięcia, on od lat nie rozstaje się z czytnikiem. Ty również podkreślasz zalety tego niewielkiego urządzenia.
    Oprócz tego,że e-booki są tańsze od papierowych książek i czytnik może mnóstwo ich pomieścić, nie męczy oczu, bo jak wspomniałaś nie działa jak smartfon i tablet, ma jeszcze jedną niebagatelną zaletę, a mianowicie można powiększać czcionkę!
    I prawdę mówiąc to najbardziej mnie przekonuje,żeby kupić sobie to urządzenie w sezonie jesienno- zimowym, gdy siłą rzeczy większość czasu wolnego spędza się w domu.
    Masz rację, już dawno zauważyłam,że ceny wysyłki książek i czasopism za granicę są zawrotne. A niektóre wydawnictwa rezygnują z takiej formy kolportażu, bo im się to zupełnie nie opłaci. Dla Ciebie- Która spędzasz wiele miesięcy za granicą- czytnik to doskonałe rozwiązanie. Ale wielu moich znajomych, którzy czytają i podróżują ma już czytniki, bo co tu dużo mówić książki papierowe są ciężkie i w bagażu zajmują dużo miejsca. A dobra książka czy to w czytniku, czy w wersji papierowej pozostanie dobrą książką.
    Dla mnie ważna jest przede wszystkim treść.
    To prawda,że wydawnictwa prześcigają się teraz w pięknych szatach graficznych papierowych książek.Zauważyłam,że okładki fantastyki i książek fantazy przyciągają ostatnio mój wzrok, bo są niesamowite. I co z tego, skoro te gatunki mnie mało interesują?!
    W każdym razie jestem bardzo ciekawa jak u mnie sprawdzi się czytnik w użyciu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tym zapomniałam, zgadza się, można dowolnie powiększać czcionkę. Korzystałam z tej opcji kiedy znajomy podrzucił mi pdf ze swoją jeszcze niewydaną książką. Jakbym miała to przeczytać na komputerze, to bym chyba oślepła, a tak to wrzuciłam na czytnik i mogłam czytać normalnie, plus do tego powiększenie czcionki właśnie, bo wersja pdf po wrzuceniu na czytnik jest mikro.
      Słuszne podsumowanie – dobra książka, bez względu na formę, pozostanie dobrą książką. Chyba dopiszę to sobie na koniec posta. :)
      Okładki książek fantasy są niesamowite, lubię je oglądać. ;P Czytać też, bo to moja działka, ale zanim wybiorę jakąś, obejrzeć muszę wszystkie. Czytnik ma ten mankament, że nie pokaże wszystkich walorów, bo jest czarno-biały, ale chyba są już nowsze wersje z kolorowym wyświetlaczem.

      Usuń
    2. I pewnie użytkownicy czytników przerzucą się na te kolorowe czytniki. Osobiście nie widzę w tym nic złego, bo lepsze zawsze wypierać będzie dobre.Inna rzecz mnie trochę drażni,że producenci wymuszają kupowanie nowych urządzeń. Po dwóch latach "padła" mi w smartfonie płyta główna i naprawa kosztowałaby majątek. Mąż wybrał dla mnie nowy model i przyznam się rewelacja. Jednak był to spory wydatek. Chcę powiedzieć,że nie do końca jestem zadowolona z tego,że teraz po kilku latach użytkowania muszę kupować nowy sprzęt, bo taka jest polityka marketingowa producentów.Zresztą oni dobrze znają się na psychologi i wiedzą,że my łatwo przyzwyczajamy się do urządzeń ułatwiających nam życie i po prostu na tym bazują.

      Usuń
    3. To samo producenci robią z komputerami, sprzęt psuje się średnio po 2-3 latach użytkowania, a naprawa się nie opłaca. 2 tyg. temu padł mi laptop, miałam go właśnie te parę lat i rozpadł się w nim "rozrusznik" (nie ma siły podać iskry i nie może się włączyć) i pękła obudowa monitora, co rzutowało też na "zawiasy", że laptop od roku nie mógł zostać zamknięty, bo każdy ruch psuł coś tam coraz bardziej. Naprawa tego przekracza wartość urządzenia, które skądinąd, było i nadal jest dobrym sprzętem.
      Kiedyś mówiło się, że te praktyki producentów to jakaś teoria spiskowa, ale już chyba nie trzeba nikomu tego tłumaczyć.
      Stary komputer, mój pierwszy laptop który kupiłam 10 lat temu, nadal działa i nie wyrzucę go. To dobry sprzęt awaryjny.
      Łatwo się przyzwyczajamy, owszem. Wiele lat wzdragałam się przed nabyciem nowoczesnego telefonu, ale życie mnie do tego w końcu zmusiło. Chciałam wypłacić pieniądze z bankomatu ale nie mam karty, więc poszłam zrobić to w banku - można ale tylko blikiem. Chciałam wziąć rower miejski - tylko przez aplikację. Chciałam kupić bilet w tramwaju (przy pandemii już nie kupię od motorniczego) - tylko telefonem. W ten oto sposób system mnie zmusił do zrezygnowania z dobrego telefonu (z klapką i z guzikami), który mogłam ładować raz na 3 tygodnie.

      Usuń
  8. kiedyś wydawało mi się, ze jak książka, to wyłącznie w formie papierowej. nie wyobrażałam sobie czytania na jakimkolwiek urządzeniu. myślałam, ze może oczy mnie będą bolały, że to niewygodne. ale. ale. wszystko się zmienia. świat gna do przodu i.... pognałam razem z nim. już chyba dwa albo trzy lata temu. zakupiłam czytnik. wszystkie Twoje argumenty "za" są i moimi :) och. jaka to wygoda. och. mogę mieć mnóstwo książek, a nie zajmują miejsca (bo papierowych nie mam gdzie już trzymać), jest lekki, mogę zawsze mieć go przy sobie. strona książki na czytniku wygląda identycznie jak papierowa. itd. itp :) jasne. nie pachnie papierem ale już mi to w ogóle nie przeszkadza. jestem bardzo zadowolona, że go mam :))
    ps. ja tez uwielbiam jesień. to mój czas. ostatnio tylko nagromadziło mi się dużo różnych spraw, które trochę mnie wykończyły i dlatego te moje niemoce. ale. i to minie, a wtedy zachłysnę się jesienią :))
    życzę w takim razie wspaniałego czasu na Mazurach (pamiętam jak o nich pisałaś, więc jestem pewna, ze taki ten czas właśnie będzie :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poczekaj aż zaczną robić czytniki generujące zapach papieru. ;D
      p.s. a wiesz, że pierwszy raz będę na Mazurach jesienią? :) Wcześniej zawsze jak już to góry. ;P

      Usuń
  9. Może się przekonać, tak samo, jak do audiobooków📚📖😀
    Ja ostatnimi dniami odpoczęłam od nich.
    Czekam obecnie na recenzencką książkę Jo Nesbo "Królestwo".
    Na e-maila wkrótce odpiszę, tymczasem serdeczności zostawiam kochana i dziękuję za Twoją systematyczną obecność na moim blogu 💛😍🌞🌻

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ostatnio wcale nie byłam taka systematyczna.... Poczułam małą szpilkę. ^_^'
      Tak czy owak, cieszę się, że razem stworzymy coś ładnego. Ty dajesz pomysł, ja realizację. :D

      Usuń
    2. Ukłucie małej szpilki... no może przesadziłam, pozwoliłam sobie na mały żarcik. Chodzi o to, że ostatnio właśnie nie zostawiałam u Ciebie komentarzy, a przecie podziękowałaś mi za systematyczną obecność u Ciebie.

      Usuń
    3. Nadal nie wiem, o co chodzi🤔
      Napisz w e-mailu, jak nie chcesz tutaj.

      Usuń
    4. Nie udał mi się niewinny żarcik. Nic nie szkodzi.

      Usuń
  10. Należę do tych, dla których nie ma to jak tradycyjna książka. Jednak e-bookom nie mówię 'nie' tym bardziej, że prawie mnie przekonałaś;-) Bardzo możliwe, że zaprzyjaźnię się z nimi wcześniej niż przypuszczam czyli tuż po przeprowadzce na obczyznę z powodów, o których wspominasz. Jedno jest pewne: książki-czy to w papierowej czy elektronicznej formie-będę czytała bo nie potrafię inaczej. A jeśli wysiądą mi oczy i nawet okulary nic już nie poradzą wtedy przerzucę się na audiobooki chociaż 'słuchanie książek' to dla mnie jakaś abstrakcja:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Audiobooki przydawały nam się w trasie. Pokonując jednorazowo 12 godzin w samochodzie, słuchanie książki sprawiało, że droga nas w ogóle nie męczyła. Ale na co dzień nie mogłabym słuchać, nie potrafię skupić się na treści, często coś mi umyka. Dziwna sprawa, bo z kolei często słucham różnych wykładów i wtedy nie mam tego problemu.

      Usuń
  11. Witaj Aniu.
    Lubię czytać książki, ale mam mieszane uczucia co do tych elektronicznych nowości.
    Lubię pisać książki, ale czytanie ich na komputerze to dla mnie męka.
    Ale na wędrówki się tradycyjnych książek nie zabierze, wię pozostają te nowinki.
    Pozdrawiam serdecznie.
    Michał

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Od czytania e-książek są czytniki, które nie są męką, pisałam o walorach - nie męczą w ogóle wzroku. Na komputerze też nie potrafię długo czytać.

      Usuń
  12. Wciąż pozostaję wierna tradycyjnym książkom, ale mam to ułatwienie w kwestii finansowej, że moja siostra pracuje w bibliotece, więc mogę wypożyczać do woli, a jak przetrzymam książkę nieco dłużej, to nic się nie dzieje 😁!!!
    Pozdrawiam serdecznie 😁!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Planuję zapisać się do biblioteki. Czytnik służy mi do kupowania nowości oraz do czytania w podróży. :)

      Usuń
  13. Zapachy książek są wspaniałe. Uwielbiam

    OdpowiedzUsuń
  14. Też strasznie długo nie mogłam się przekonać do e-booków, ale raz czytałam lekturę z francuskiego do szkoły na telefonie jako e-book, bo nie zdążyłabym kupić papierowej wersji i bardzo dobrze mi się czytało

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem jak się czyta na telefonie, bo nigdy długo nic na nim nie czytałam. Na komputerze nie znoszę czytać długich tekstów, w pewnym momencie gdzie nie spojrzę, wszędzie widzę wiersze.

      Usuń
  15. Kupiłam ebook, ale rzadko z niego korzystam.

    OdpowiedzUsuń
  16. Dostrzegam i plusy i minusy.
    Zawsze pochłaniałam książki, teraz przyznaję czytam mniej i to nie ma znaczenia w jakiej formie. Inny czas dla mnie po prostu.
    Moc serdeczności posyłam.

    OdpowiedzUsuń
  17. Znałam kiedyś jednego profesora, który miał bardzo dużo książek i żeby się ich pozbyć, to zostawiał zawsze jakąś w pociągu, którym zdarzało mu się podróżować. Przyznam, że z takimi czytnikami nie miałam jeszcze do czynienia, ale może z całkiem prostej przyczyny - ja po prostu nie pochłaniam aż takiej ilości książek, ale to fakt - na półkach zaczyna mi się robić ciasno.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Są takie miejsca specjalnie wyznaczone gdzie można zostawić książkę. Można brać, można zostawiać, nie trzeba oddawać jak się książka spodoba. Ciekawa inicjatywa.

      Usuń
  18. To widzę, że doszłyśmy do podobnych wniosków i u Ciebie też czytnik zapunktował na tyle, że teraz pewnie (jak ja) nie wyobrażasz sobie życia bez niego. No właśnie - on ułatwia bardzo wiele, sprawia, że czytanie jest mniej obciążające dla oczu, dzięki temu wydaje się też mniej pieniędzy na książki, bo przesyłki książek z Polski to naprawdę niewdzięczny temat.
    U mnie to teraz jedno z najważniejszych urządzeń. Ja też biorę go zawsze ze sobą, na wycieczki rowerowe też, przynajmniej jak gdzieś przysiądę, to mam czym zająć myśli. Czasem wolę wziąć ze sobą czytnik i telefon, niż aparat foto. :)
    pozdrowienia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, czytnik ma mnóstwo zalet, które przyćmiewają wszelkie wady. Jest to bardzo pomocne urządzenie dla takiego książkoholika jak ja. Nie omieszkam zapisać się do biblioteki, ale o czytniku już nie zapomnę, na pewno kurzyć się nie będzie. :)
      Ten czytnik to był interes życia. XD
      Ha, ja wolę zabrać czytnik i aparat niż telefon. :D

      Usuń
    2. Akurat kiedy jeżdżę w okolicy to raczej zawsze mam przy sobie komórkę, a że często jeżdżę pod wieczór, to już czytnik niekoniecznie, bo przy miliardach muszek siadanie i czytanie, nawet na czytniku byłoby chyba sportem ekstremalnym. :)
      Zgadza się, ja też jestem bardzo szczęśliwa, że kupiłam swój.

      Usuń
    3. Muszek? O to rzeczywiście problem. Mi na ekranie nic nie siada, ale za to milion komarów oblega co wieczór. ;D Z czytnikiem dobrze mi się jeździ w góry na wysokości, na których nie ma tych bestii. :D

      Usuń
  19. Zgadzam się ze wszystkimi plusami czytnika, zwłaszcza że też jestem osobą czytającą na spontanie. Na każdy wyjazd zabieram ze sobą książkę (nawet gdy wiem, że naprawdę nie będę miała na nią czasu :P). Czytnik w takich sytuacjach jest wygodniejszy ale ja i tak uparcie biorę te książki papierowe. Jednak w paru sytuacjach się przekonałam i nie chodzi tu o wygodę w noszeniu. E-booki są tańsze. Czasem dorwę w bibliotece fajną książkę i okazuje się, że ma ona kontynuacje, której biblioteka nie posiada. Nie potrafię mieć na półce tylko części cyklu :P A nie mogę sobie pozwolić by każdy kupować w całości. Takie więc brakujące książki kupuję w formie e-booka. Nie tylko serie, czasem po prostu mam ochotę coś przeczytać a e-book ratuje mój portfel i jest mniej książek które tylko się kurzą. Też niestety muszę się pozbyć niektórych. Uwielbiam się otaczać książkami ale lepiej tymi do których będę wracać.
    Dodatkowo na czytnik sobie zgrałam swoją ksiażkę, żeby ją lepiej przejrzeć przed wydaniem. Komputer męczy a szkoda mi było tuszu na wydruk.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak robiłam wstępną korektę swojej książki, niestety musiałam drukować, bo nie dałabym rady tyle przeczytać na monitorze. Teraz z myślą o następnych powieściach, jestem spokojna o oczy i papier do drukarki. ;) A poprawki zapiszę sobie w notesie i dopiero później wprowadzę w komputer.
      Czytnik ułatwił mi przyjemność oraz pracę.

      Usuń
  20. Dla mnie nie do zaakceptowania. Póki mogę tradycyjnie to będę delektować się ... książką z krwi i kości. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dwa lata temu też było dla mnie nie do zaakceptowania. Emigracja mnie przycisnęła, a teraz cieszę się, że mogę mieć książkę nawet tam gdzie zdrowy rozsądek podpowiada, że brać książki nie należy.

      Usuń

Pewnego dnia wymyśliłam sobie, że będę dzielić się pięknem świata, którego doświadczam podczas swoich wędrówek. Że będę pisać ku pokrzepieniu serc i być może zachęcać do podróżowania. W tym samym celu wydałam książkę, czyli dla Waszej przyjemności. Czasami piszę też o Bogu, który jest dla mnie najważniejszy i dzielę się chętnie swoim studium biblijnym.
Jednak nie robię tego dla poklasku, nie chcę samych duserów.
Dziękuję za każdego czytelnika, który podzieli się ze mną swą refleksją miast "odhaczonym" komplementem. Jestem wdzięczna za każde nasze wspólne rozważanie. Za komplementy dziękuję, ale nie na tym mi zależy. Proszę rozważ to nim pozostawisz po sobie te dwa/trzy słowa :) i tak zwyczajnie: porozmawiajmy.