Wędrówki:

Zakładki dotyczące wędrówek, są rozszerzone i znajdują się po prawej stronie bloga.

"Odpowiadam za to co powiedziałam, nie za to co zrozumiałeś."

5 sierpnia 2020

Drań z Werdenbergu (9)

📍 Kolejną perełką jaką pokazaliśmy naszym znajomym, był oczywiście Werdenberg. Ponieważ od strony turystycznej opowiedziałam Wam o nim już wszystko, postanowiłam za wykorzystaniem zdjęć, napisać po prostu kolejny rozdział opowiadania, którego planem akcji jest owa miejscowość.
Link:
Werdenberg – 4 pory roku (turystycznie)



↻ część 1
↻ część poprzednia, 8


ostatni dzień maja
Myślałam, że Marek jest zdrowo stuknięty, ale po rewelacjach jakie usłyszałam od własnego szefa, który pobił go na głowę, zaczynam twierdzić, że obracam się w całym gronie szaleńców. Prosił, bym nikomu o tym nie mówiła (to akurat logiczne). A jak to napisać w pamiętniku? Pełna relacja dziś nie przejdzie mi przez długopis. Gdy zdecyduję o tym czy w ogóle napisać całą prawdę, po prostu to zrobię / albo nie, bez słowa wyjaśnienia.


czerwiec
Układanie sobie w głowie pewnych faktów i niecodziennych prawd, może być dosyć zajmujące. Nie popełniłam ani jednego wpisu.

lipiec
Po wszystkich wydarzeniach związanych z morderstwami, czas odczuwalnie zwolnił. Godzina policyjna nadal jest aktualna, sprawcy nie ujęto. Pan Władziu mówi, że nigdy go nie złapią, że to nierealne. Nie wiem czy mogę napisać wyjaśnienie... Jeszcze się zastanowię.

W pracy jest mniej ludzi, koleżanki i koledzy zaczęli wyjeżdżać na planowane urlopy, atmosfera w firmie stała się luźniejsza. Marek nawet przestał dokazywać, raz jeden oznajmił tylko, że to cisza przed burzą i on wcale nie traci czujności. Dobrze przynajmniej, że nie muszę słuchać tych jego historyjek. Niemniej – wiele z tego okazało się... dosyć prawdziwe... Jak to się mówi: w każdej bajce jest ziarno prawdy.



Pewnego razu celem aktualizacji witryny Werdenbergu postanowiłam zabrać na spacer aparat i pana Władzia. Jest gorące lato, nie mam ochoty znów przesiadywać z nim w domu. Słupek rtęci sięga 36°C, ocienione alejki miejscowości, dają dużą ulgę.
   Zauważyłam, że ten spacer był motorem napędowym dla jego opowieści o tym mieście. Praktycznie każdy dom inspirował go do rozpoczęcia kolejnej i kolejnej. Teraz kiedy wiem już o panu Władziu wszystko, nie musi się z tą wiedzą kryć i mówi mi też w jakich okolicznościach poznawał ich treść. Na podstawie jego słów można by napisać niezłą powieść obyczajowo-historyczną.




Chociaż jego słowa miały ogromną wartość, nie mogłam użyć wszystkiego w aktualizacji tekstu na stronie. Niektóre rzeczy dotyczyły spraw mieszkańców, spraw osobistych, albo niepotwierdzonych przez żadne inne źródłosłowie. Na stronie tego miejsca ma nie być bajek. Artykuły mają brzmieć konkretnie i mają być bogate merytorycznie, a nie pełne plot. Posłucham tej rady.





Pan Władziu stał się teraz jakby bardziej troskliwy, często pyta mnie o samopoczucie, albo czy czegoś potrzebuję. Stara się być takim stróżem jakby. Przy tym oficjalnie wkurza Marka, okazując mi swoją troskę przy nim. Tamten za każdym razem blednie jak papier.
   W trakcie spaceru weszliśmy do zamku. Był poniedziałek, więc zamek nieczynny, a pan Władziu, jak się okazało, nosi przy sobie klucz do wrót. Zaskoczył mnie tym.
   Wnętrze jest urządzone jakby ktoś tam mieszkał. Korytarze są prawie puste ale komnaty zastawiono pięknymi meblami.
   Poszedł na górę, coś stamtąd wziął i z powrotem zeszliśmy ze wzgórza.



Wejście na dziedziniec.
Z murów zamkowych rozciąga się panorama na
winogrona, Werdenberg, jezioro przy którym zwykłam
przesiadywać i pisać, oraz Buchs.

Z wnętrza zamku.
Schodząc z zamku, widać jak na dłoni podwórko pana Władzia.
Miał akurat gościa, rudzielec uciął sobie drzemkę na środku ścieżki.
Można rozumieć naszą znajomość na wiele sposobów. Zatrudnił mnie, czyli jakby uzależnił od siebie, jest moim chlebodawcą i mam u niego zaciągnięty kredyt...
   Nic poważniejszego się nie stało, choć od plotek mam cały czas uszy czerwone.




Pewnego razu szczerze przyznał, że przeważnie nie potrzebuje żadnego towarzystwa, ale moje jest mu miłe i tyle. Czasami ktoś mnie polubi, no cóż, to się zdarza i nie ma sensu robić z igły widły. Takie rzeczy się dzieją, dzieją się też gorsze, np. psychopata szalejący w krzakach po nocach – to jest problem, a nie facet, który uzależnił się od mojego towarzystwa. No tośmy się pouzależniali i tyle.



Przeszliśmy się dookoła jeziora.

A później weszliśmy do domu na gorącą czekoladę – to się już stało jakby naszą tradycją. Tutaj znów mogłam go wypytywać o prywatne sprawy, których nawet w języku polskim wolałam nie poruszać na ulicy.

Jego dom.
Z progu też rozciąga się ładny widok.

W końcu zapytałam go co zobaczył Łukasz tamtej nocy pod moimi drzwiami. I pokazał mi co to było. Ot tak po prostu. Jakby mnie tak dobrze na to nie przygotował (i w pewnym sensie nie przyzwyczaił do prawdy o sobie), to pewnie narobiłabym w gacie...

12 komentarzy:

  1. Witaj Aniu.
    Faktycznie wspaniała wędrówka i te perełki...
    Bo my Aniu jesteśmy takimi poławiaczami pereł.
    Na wieki, wieków
    Pozdrawiam serdecznie.
    Michał

    OdpowiedzUsuń
  2. Czytając, czulam się jakbym była częscią tej historii

    OdpowiedzUsuń
  3. Wczułem się :) lubię czytać Twoje historię. Serdecznie pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  4. Piękne zdjęcia wspaniale korespondują z ciekawym opowiadaniem. Pan Władziu wnosi dużo spokoju do opowiadanej historii; równowaga tej postaci przełamuje dynamizm innych wątków. To przyjemność spacerować w upał zacienionymi uliczkami i słuchać opowiadania o tym mieście, człowieka, który tyle o nim wie, a przy tym okazuje troskę i życzliwe zainteresowanie innymi osobami...
    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Stoicki starszy pan z tajemnicą i młodziutka bohaterka, która tę tajemnicę poznała, ale nie chce jej zdradzić czytelnikowi. Pomyślałam, że wprowadzi to trochę pozytywnego chaosu w tę równowagę. ^_^

      Usuń
  5. Dzisiaj wyjątkowo bogato ilustrujesz krótki tekst, ale to wprowadza świeżość do opowieści i pobudza wyobraźnię, piękne plenery dla ciekawej fabuły...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taaak, muszę przyznać, że ostatnio 'natrzepałam' tych zdjęć... ;P Taka nutka realizmu dodana do fikcji.

      Usuń
  6. Wciągająca treść i piękne ujęcia dają niesamowite poczucie uczestnictwa w opowieści! :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Galeria zdjęć wspaniała! Mnie najbardziej podoba się to z hortensją, nie umniejszając pozostałym :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Czytałam i wyobrażałam sobie, ze spaceruję gdzieś obok bohaterów opowieści.
    Zdjęcia piękne, ale to z bramą, uchyloną furtką - mistrzostwo. To jakby zaproszenie co kryje się dalej mimo łańcucha i kłódki...
    Zdolna z Ciebie Bestyjka - to w pozytywnym oczywiście znaczeniu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że pan Władziu ma do niej klucz. Za tą furtką jest przejście do jeziora na dziko i jest tam przycumowana mała łódka. :)

      Usuń

Pewnego dnia wymyśliłam sobie, że będę dzielić się pięknem świata, którego doświadczam podczas swoich wędrówek. Że będę pisać ku pokrzepieniu serc i być może zachęcać do podróżowania. W tym samym celu wydałam książkę, czyli dla Waszej przyjemności. Czasami piszę też o Bogu, który jest dla mnie najważniejszy i dzielę się chętnie swoim studium biblijnym.
Jednak nie robię tego dla poklasku, nie chcę samych duserów.
Dziękuję za każdego czytelnika, który podzieli się ze mną swą refleksją miast "odhaczonym" komplementem. Jestem wdzięczna za każde nasze wspólne rozważanie. Za komplementy dziękuję, ale nie na tym mi zależy. Proszę rozważ to nim pozostawisz po sobie te dwa/trzy słowa :) i tak zwyczajnie: porozmawiajmy.