Wędrówki:

Zakładki dotyczące wędrówek, są rozszerzone i znajdują się po prawej stronie bloga.

"Odpowiadam za to co powiedziałam, nie za to co zrozumiałeś."

16 lipca 2020

Ogrody uprawiane na gruncie naszego serca.

- wychodzę - oznajmiam. - W razie czego wiecie, gdzie rosnę. Jestem zajęty, muszę zrzucić liście. Jesień, rozumiecie. Pełne gałęzie roboty.
– Jarosław Grzędowicz "Pan Lodowego Ogrodu", tom II


lato, 2014
Jest takie miejsce, w którym bujnego kwiecia dostatek. Miejsce, w którym upał nie doskwiera, a deszcz cieszy. Gdzie człowiek nie przejmuje się znojem, nie martwi o nic, zanurzony niby w raju zieleni soczystej i w odgłosach ptasich. Tam życie muskane motylim skrzydłem mieni się wszystkimi barwami.
   Zawsze gdy miałam okazję się tam znaleźć, pozwalałam się oczarować naturze. Ziemia pod pieczą mojej mateczki chrzestnej, zawsze odwdzięcza się dorodnością i pełnią życia. Ważna okazała się też okolica, wielkie rozlewisko i piękny las są częścią tego terenu, choć to przecież tylko sąsiedzi zza płotu i zza pola.
   Zdjęcia pochodzą sprzed kilku lat, ale ich treść jest nadal aktualna.


Mały, prywatny las ocienia, daje chłód. Niewielkie oczko wodne stało się domem dla ryb. Dookoła naturalny gąszcz paproci i innych roślin, których nazw nie spamiętałam. Na powierzchni pływają nenufary. Na wysokich drzewach wiszą budki dla ptaków. Kiedy zaczyna się dobywać z ich środka pisk, można się spodziewać, że za moment przyfruną rodzice z posiłkiem.
   Za płotem ogród warzywny, zielnik i mały sad. Z tego miejsca aż po horyzont rozciąga się pole zboża należące do zaprzyjaźnionego gospodarza, a dookoła rosną lasy.




Szerokie rozlewisko pełne trzciny, znajduje się w bardzo bliskiej odległości. W zbiorniku pływa mnóstwo ryb, widać je. Zawsze jest tu kilku zadowolonych wędkarzy. Przyjemna bryza chłodzi twarz.

   Inne zdjęcia z tego terenu, oraz z małej wycieczki okolicznej, możecie zobaczyć tu: link.




Pliszka.
Chodzi taka pogłoska, że jaki człowiek tacy jego podopieczni. Taka to tylko plotka, zabobon może nawet, że kwiaty nie rosną zbyt pięknie w domu bez miłości.
   Rośliny oddychają powietrzem, które my wydychamy. Nawozimy je swoim uczuciem kiedy do nich mówimy. Dobry klimat jaki wokół siebie roztaczamy, oraz kondycja naszego serca, też mają wpływ na rośliny (miałam okazję to sprawdzić i faktycznie gorzej rosły w latach, kiedy żarła mnie depresja).
   Wiadomo, że najpiękniej roślinność rozwija się w dzikiej naturze. Tam nie ma wszak nic negatywnego. Może to jest naciągane, może to rzeczywiście głupi przesąd, ale trudno oprzeć się wrażeniu, że tak rzeczywiście może być.



W moim rodzinnym domu zawsze było pełno kwiatów. Moja mama lubi opiekować się roślinami, miała ich dużo odkąd pamiętam. Rękę do kwiatów odziedziczyła po swojej mamie. Pamiętam taką historię: babcia wyhodowała w mieszkaniu olbrzymią palę (krzew), która sięgała aż po sufit. Oddała ją do łódzkiej palmiarni. Kiedy odwiedzam ten zacny obiekt, zastanawia mnie po dziś dzień, która to może być, bo palm krzewiastych mają tam mnóstwo.
   Palmiarnia w Łodzi:
Zwiedzanie w zimie.
Zwiedzanie w lecie.




lato, 2020
Ogrody. Gęste, cieniste, pozornie dzikie ogrody. Zawsze jako konkretnie takie mnie fascynowały. Arboreta, lasy, duże krzewy, gąszcze kwitnących roślin. Jak dotąd podziwiam cudze, a może Bóg da, że kiedyś skomponuję własny.
   A tymczasem wiecie, że mam w domu całkiem niezły gąszcz.
   Wszystko (na czas bliżej nieokreślony) zamieszkało u mojej mamy, czyli pod najlepszą opieką. Ogród mieszkaniowy u moich rodziców to również spektakularny temat. Korzystając z okazji, z wielką przyjemnością Wam go pokażę:

Begonia stale kwitnąca.
Begonia (krzew).
Starzec.
Kwiat zielistki.
Trzykrotka.
Senseweria karłowata.
Bukszpan wiecznie zielony.
Wszystkich roślin jest razem bardzo dużo, pokazałam Wam tylko te, które uważam za bardziej wyjątkowe, lub które akurat zakwitły, a to nie stanowi nawet połowy całego zbioru mamy.
   Rośliny u moich rodziców zdobią każdy kąt mieszkania i tylko w łazience nie ma żadnych. Z dawnych lat pamiętam, że fauna i flora zawsze stanowiła nie tylko przyjemność i odpowiedzialność ale i najlepszą ozdobę mieszkania.
   Z zasady mam tego typu rośliny, które umożliwiają mi wyjazd na urlop. Tylko trzy gatunki z mojej uprawy uważają towarzystwo człowieka za śmiertelnie konieczne, troszkę się w nie wkopałam, ale są rozwiązania. Póki nasza sytuacja się nie wyklaruje, wszystkie moje rośliny zostają u rodziców.

35 komentarzy:

  1. Ładna trzykrotka. Uwielbiam jej kolory. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie się nie przyjęła, ale u mamy rośnie jak na drożdżach. Jest niezwykła w barwach. :)

      Usuń
    2. One czasem szaleją, rosną, rosną i zdychają. :)

      Usuń
  2. Ja mam też rośliny mało wymagające. Mieszkanie w bloku nie daje wielkiego wyboru. Klimat CO nie każdej odpowiada. Ale teraz to nawet jestem dumna ze swojej kolekcji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jako "blokers", także miewałam kłopoty z niektórymi gatunkami. Najlepiej zawsze mi rosły sukulenty i kaktusy, ale zapałałam miłością do roślin typowo tropikalnych i się zaczęły eksperymenty. Kupiliśmy nawilżacz powietrza. Ale on nie chodzi non stop, a mimo to, wspaniale wszystko rośnie. Pełna aranżacja + woda stojąca (wolno paruje), regularne zraszanie i nawet paprotka rośnie jak szalona, a z tym to w blokach ustawicznie był problem.

      Usuń
  3. Piękne zdjęcia!
    Ładnie napisane. Mam w swoim sercu i pamięci miejsca, które mnie ukształtowały- pełne ludzi, przyrody, swobody...
    W domu mam sporo kwiatów.Eksperymentuje i dbam o nie. A jednak niektóre mówią- To nie klimat dla mnie. Odchodzą. Nie upieram się, wiem,że będą takie, które na pewno zostaną na dłużej. I tak jest!
    Pozdrawiam i dziękuję za ten piękny post!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I takim miejscem jest właśnie ogród mojej mateczki chrzestnej. Mieszka w nim sezonowo.
      Ja się upieram, ponieważ zapałałam miłością do roślin zdecydowanie spoza naszego klimatu i stworzyłam im biotop. Rosną jak na drożdżach. :)

      Usuń
  4. Piękne rośliny, a już gąsienica to cudo. Ciekawe, jaki z niej motyl się przeobraził?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tego nie wiem. Gąsienice są bardzo sympatyczne już same w sobie. :)

      Usuń
  5. Śliczne zdjęcia, ten motylek podoba mi się najbardziej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To chyba najprostszy owad do sfotografowania, a jak się ma cierpliwość, można go nakłonić do tego, by wszedł na rękę. :) Mnie zawsze "kręci" robienie zdjęć świerszczom itp. gatunkom. Na przybliżonym zdjęciu są niesamowite.

      Usuń
  6. Kilka zdań na początku Twojego postu ... może topografia terenu nieco inna, ale klimat, spokój i pozytywna energia - zupełnie jak w moim rodzinnym domu.
    Nie ma już, niestety, mojego rodzinnego domu, nie ma pozytywnej energii, spokoju, ciszy, dobra, które się tam działo ...
    Została mi na szczęście pamięć tego miejsca, więc mam gdzie, od czasu do czasu wracać w myślach...
    Dziękuję za dobre i mądre słowa i piękne zdjęcia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To centralna część Polski, czyli nizinna. A resztę stworzył klimat ludzki. :)
      Marzę o pozytywnej energii, spokoju, ciszy i dobru, aby móc powiedzieć, że mam dom, do którego chętnie wracam. Tymczasowo jestem w zawieszeniu, ale tak musi być.

      Usuń
  7. To prawda, rośliny nie każdego lubią, nie u wszystkich bujnie rosną.
    Sa osoby, które uśmiercą najbardziej odporne kwiaty czy drzewka.
    Roślin mam więcej w pracy, niż w domu, bo nie wszystkie gatunki dobrze rosną w słonecznym pokoju czy od północy.
    Na parapetach więc odpada, stawiam gdzie gdzie mam miejsce i sprawdzam, gdzie im wygodnie.
    Uwielbiam oglądać ogrody, parki, palmiarnie - to taka namiastka własnego ogródka...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, są osoby, u których nawet kaktus zdechnie.
      O parapetach nic nie wiem, :P im nowsze bloki, tym jest on węższy. Pamiętam z dzieciństwa, że parapet był jak stół i mama tam nawet palmę i paprocie stawiała.
      Doświadczenie podpowiada mi, że największy problem w naszych mieszkaniach stanowi wilgotność powietrza i temperatura, a nie światło. Z tym ostatnim jest bardzo różnie, np. skrzydłokwiat nie lubi słońca, a u mojej mamy rośnie na słońcu jak szalony. Widocznie nie czytał tego co o nim piszą mądre książki. ;)
      Z temperaturą jest taki problem, że w blokach mamy przez cały rok gorąco i sucho, a wiele roślin potrzebuje jednak na zimę trochę spokoju, a nie wiecznej stymulacji do wzrostu. W szkołach jest lepiej, bo jednak te wielkie budynki dosyć się wychładzają przez zimę.

      Usuń
  8. Witaj Aniu.
    Rośliny, kwiaty i cała reszta, to domena mojej żony.
    Nie powiem, lubię motylki i inne owady.
    Pozdrawiam serdecznie.
    Michał

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Różne są zamiłowania, gorzej jeśli w domu przebywa jedna osoba lubująca się w uprawach, a druga nie lubi mieć niczego żywego w domu. Są niestety takie sytuacje i są to historie pełne złośliwości. Ale chyba nie istnieje żaden Zakapior, który by nie doceniał piękna kwiatów, także w domu.
      Pozdrawiam.

      Usuń
  9. Kwiaty, czy krzewy to domena mojego męża, pod jego czujnym okiem rosną.
    Umie je pielęgnować. Odziedziczył tą rękę po swoim tacie.
    Pozdrawiam:)*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z pokolenia na pokolenie u mnie przeszło po kądzieli. Mężczyźni u nas ze strony mamy to zapaleni wędkarze, ze strony taty chyba też wędkarze, a przede wszystkim włóczykije i książkowe mole. :) Za to u kobiet same ogrodniczki.
      Tata mi opowiadał, że jego największym marzeniem było życie w domu na kołach, ale życie zweryfikowało ten plan i nie wyszło.
      Ja mam w sobie wszystkie te pasje. Ciężko by było coś takiego pogodzić, podróże, ogrody... chyba tylko książki z niczym nie kolidują.

      Usuń
  10. Piękne zdjęcia, oddają całe emocje zawarte we wpisie. Ogólnie poczułem się jakbym tam był a to mnie bardzo cieszy w tej całej szarości dnia. Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szarości dnia do siebie nie dopuszczaj. W sercu trzeba mieć wiosnę i słońce. Sam możesz w swoim życiu świecić ciepłem jego promieni. ;)

      Usuń
  11. Bardzo inaczej, ale pięknie pokazałaś urodę swoich doniczkowych, pozostałych zresztą też.Zycze Ci, żebyś miała swój ogród, bo z taką wrażliwością w pełni na niego zasługujesz.
    Od kiedy mam ogród, w starym też, nie mam za dużo doniczkowych, ale mam też
    zielone palce do roślin, rosną i już. Teraz tak sobie myślę, że niektóre podziękowały
    jednak za miejsce i odeszły z ogrodu, żal wtedy jest okropny.
    Pozdrawiam serdecznie.:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ogrodową kompozycję mam na razie w głowie, a materialnie w symulatorze na komputerze. ^_^ Może kiedyś mi się te pomysły przydadzą.

      Usuń
  12. Chciałabym kiedyś odwiedzić Łódzką palmiarnię, niestety, w Łodzi byłam tylko raz, to bardzo daleko ode mnie (ja z gór stołowych:D ) ale gdy tylko będę miała okazję, na pewno tam zajrzę. Kocham roślinność. Sama nie mam zbyt wielu roślinek, mieszkam z rodzicami, mam małe okna bez parapetów, słabe oświetlenie, mało miejsca, ogólnie rzecz biorąc nie mam warunków ale kiedy tylko przeprowadzę się na swoje, że tak powiem, to zamierzam hodować wszystko to, co od zawsze mi się podobało :) Kocham kwiaty, ale największą miłością pałam do roślin zielonych, bezkwietnych. Już widzę oczami wyobraźni, mieszkanie pochłonięte z soczystej ciemnej zieleni liści :) Ten kolor mnie uspokaja, relaksuje, koniecznie muszę mieć go dużo wokół siebie. To na pewno da mi poczucie spokoju i harmonii. Cudowny wpis, kolorowy i piękny.
    Pozdrawiam ciepło ♡

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie z kolei marzy się wycieczka w góry stołowe. ;)
      W kwestii słabego oświetlenia – większość moich kwiatów doniczkowych kupiłam pod tym kątem. Nie lubią bezpośredniego słońca, a niektóre nawet wolą stać w cieniu. I nie zajmują wiele miejsca.
      Czytając o Twoim wymarzonym "zielniku" domowym, oczami wyobraźni zobaczyłam pokój tropikalny. Ważne by dobrać gatunki do mniej więcej takich samych potrzeb klimatycznych, żeby jedno drugiemu nie kolidowało, np. dwa gatunki potrzebują wilgoci, a pięć stojących obok, przeciwnie. Komponowanie roślin to fajna zabawa. :)

      Usuń
  13. Piekny post! I zdjęcia :) Kocham naturę i bardzo cierpię gdy widzę, jak ludzie nie potrafią zadbać o choćby jeden swój kwiatek doniczkowy...
    Przecież on też żyje ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam wtedy ochotę zabrać takie kwiaty do siebie i reanimować.

      Usuń
  14. Uwielbiam obcować z przyrodą. I nie ważne gdzie, byleby na łonie natury :D!!!
    P.S. Na słotne dni stworzyłam sobie zielony raj salonowy. Niezła dżungla z tego wyszła :D. Kiedyś pokażę :D!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja także i do tego stopnia właśnie, że muszę jej mieć sporo w domu.
      p.s. Jestem zainteresowana oglądaniem. :)

      Usuń
  15. Pięknie .Moje paprotki wystrzeliły ostatnio. Lucerna w 3 doniczkach też już fajnie rośnie. Dobrze patrzeć na zielone.

    OdpowiedzUsuń
  16. Miałam kiedyś rękę do kwiatów i mi się skończyła. Nie wiem, dlaczego tak się stało. Może mam dla nich za mało czasu, a może po prostu wyczerpałam limit?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A może zależy jakie to gatunki? Niektóre nie potrzebują dobrej ręki a właściwego miejsca i klimatu w nim. Dobrą rękę mam cały czas, ale np. nie wyhodujesz tak po prostu dzbanecznika w mieszkaniu w bloku. Dlatego kupiłam mu nawilżacz i teraz rośnie. Tak samo jest ze zwykłą paprotką, ani mnie ani mojej mamie nigdy one nie rosły odkąd mieszkamy w blokach. Za czasów mojego dzieciństwa, kiedy mieszkaliśmy w starym budownictwie, paprocie rosły wielkie.

      Usuń
  17. Bardzo lubię w mieszkaniu kwiaty i rośliny zielone. Dbam o nie tak jak umiem, a one się odwdzięczają swoim wyglądem.

    OdpowiedzUsuń

Pewnego dnia wymyśliłam sobie, że będę dzielić się pięknem świata, którego doświadczam podczas swoich wędrówek. Że będę pisać ku pokrzepieniu serc i być może zachęcać do podróżowania. W tym samym celu wydałam książkę, czyli dla Waszej przyjemności. Czasami piszę też o Bogu, który jest dla mnie najważniejszy i dzielę się chętnie swoim studium biblijnym.
Jednak nie robię tego dla poklasku, nie chcę samych duserów.
Dziękuję za każdego czytelnika, który podzieli się ze mną swą refleksją miast "odhaczonym" komplementem. Jestem wdzięczna za każde nasze wspólne rozważanie. Za komplementy dziękuję, ale nie na tym mi zależy. Proszę rozważ to nim pozostawisz po sobie te dwa/trzy słowa :) i tak zwyczajnie: porozmawiajmy.