Wędrówki:

Zakładki dotyczące wędrówek, są rozszerzone i znajdują się po prawej stronie bloga.

"Odpowiadam za to co powiedziałam, nie za to co zrozumiałeś."

18 lipca 2020

Na 4-tysięcznym kilometrze.

"Will właśnie miał dosiąść Wyrwija, lecz jeszcze się zawahał. Biegiem wrócił do chatki, sięgnął po futerał z Giletem, zarzucił go sobie na ramię. Bo nagle poczuł, że w jego życiu jest, mimo wszystko, miejsce na muzykę."
– John Flanagan "Oblężenie Macindaw"


lipiec, 2020
To najprawdopodobniej ostatnia długa podróż w te wakacje. W krótkim czasie odbyliśmy ich już 4, co daje nam ok. 4400 km. Im częściej tak się jeździ, tym mniej podróż męczy, człowiek się przyzwyczaja, że jest ustawicznie w trasie i taki dzień w samochodzie owocuje po prostu dużą ilością wysłuchanych audiobooków.
   Po drodze zrobiłam całkiem sporą serię zdjęć z przejazdu przez ten miły zakątek Europy. 4 kraje sklejone ze sobą wolnymi granicami, pusta karta SD i naładowana bateria w aparacie, krople deszczu, a potem brudu i rozbryzgi krwi owadziej na szybach... te zdjęcia po prostu nie mogły się udać, ale sami oceńcie.


Tęczy było dostatek, pojawiły się nawet dwie jednocześnie. Przeglądając wszystkie zdjęcia, w zasadzie nie sposób jest odróżnić, które zostały zrobione w Polsce, a które w Niemczech. Dopiero Austria i Szwajcaria ukazuje swe znaczne różnice, nie tylko w topografii terenu, ale także w architekturze. Można więc powiedzieć, że niniejszy wpis zabiera widokówki swojskie oraz po prostu Alpy.



Jestem zdeklarowanym "blokersem", lubię miasta i wszelkie industrialne budowle. Poza zamiłowaniem do betonowych struktur z elementami stali, powinnam przyjrzeć się czym jeszcze charakteryzuje się słownikowo "blokers". Jest to przede wszystkim osoba, która  wychowała się na osiedlu miejskim z brakiem perspektyw na życie. Często wiąże się to z kulturą hip-hopu, natomiast ja rosłam na muzyce gotyckiej.
   Takie pejzaże jak na zdjęciu poniżej bardzo mi się podobają. Obłoki chmur w połączeniu z precyzyjną inżynierią, stanowią u mnie fotograficzną - wyższą półkę.

Wrocław.
Po drodze złapałam w obiektyw przydrożną łączkę. Krótka i ukwiecona szosa była zjazdem do stacji benzynowej. W ten oto sposób, w niniejszym wpisie zaczyna zmieniać się klimat, ponieważ kolejne zdjęcie zrobiłam już w Austrii.


Sieć autostrad podoba mi się jedynie z perspektywy lotu ptaka. Najchętniej fotografuję miasta, wioski oraz drogi z wysokości górskich grani i szczytów i coraz mocniej mnie przekonuje pomysł, iż wszystkie moje fantazje związane z tą dziedziną zaspokoiłby dron.
   Wyznaczoną trasę na terenie Austrii i Szwajcarii przejechaliśmy zwykłymi drogami. Dobry powód, by nie wyłączać aparatu aż do mety.

Wjazd do Austrii.
Jezioro Bodeńskie.
Jezioro i ten domek oglądaliśmy z bliska tu: link.

Mieszkamy na granicy gór wysokich. Dopiero wjeżdżając w naszą gminę, możemy podziwiać skaliste perełki sięgające nawet 2 tys. metrów.
   Po drodze przejechaliśmy przez maleńki wąwóz, pokazuję Wam dzisiaj moją ulubioną trasę do domu.




Wspomniany wyżej wąwóz fotografowałam i filmowałam nie raz, ale zawsze z marnym skutkiem. Dla dobrych zdjęć należałoby stanąć na drodze i cykać. W tym celu raz wybrałam się tam na rowerze, ale zatrzymać się nie sposób. Nie było momentu, w którym by nic nie jechało. Puściłam więc serię zdjęć, zostawiłam najlepsze, (celowo z drogowskazami), bo być może ktoś z Was zechce kiedyś zobaczyć wąwóz osobiście...



Brązowa tablica wskazuje Kristallhohle. Byliśmy tam kilka lat temu: link.





Można już oddychać.
   Ostatnie zakrętasy przez wioski. Charakterystyczna zabudowa Szwajcarii i piękne ogrody przydomowe. Kłębiaste-chmurzaste, nadały pejzażom niesamowity klimat.





A teraz wszystko zależy od Bożej opatrzności. Plany mamy nadęte, ale jeszcze musimy sprawdzić, czy pasują do nadchodzącego jutra.

18 komentarzy:

  1. Zdjęcia bajeczne oddają klimat mijanych miejscowości i zmiany obłoków na nieboskłonie. A droga pełna zakrętasów prowadząca do domu urzeknie każdego.
    Serdeczności

    OdpowiedzUsuń
  2. Witaj Aniu.
    A my ciągle wędrujemy, chociaż droga kręta.
    Pozdrawiam serdecznie.
    Michał

    OdpowiedzUsuń
  3. Miałem w życiu parę tego typu długich tras. Jednak coraz bardziej mnie męczą, nie wiem czemu w sumie. Jak się da to wolę wsiąść w samolot, chociaż latanie nieco mnie stresuje (taki paradoks).

    Dziś Staruszek będzie w domu, więc proces leczenia będzie szybszy pewnie.

    Za pracą się rozglądam, jednak nic jeszcze się nie udało nawet zacząć w tej kwestii. Widocznie szukają kogoś innego. :)

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jest kwestia przyzwyczajenia i jakiejś regularności. Pierwsze kilka razy mnie męczyło, po takiej trasie byłam po prostu zombi. Potem jeżdżenie średnio dwa razy w roku, zauważyłam że z każdym następnym razem było już coraz lepiej, a teraz popełniliśmy rekord liczby podróży w tę i z powrotem w krótkim czasie i już w ogóle tego nie odczuwamy. I to różnymi samochodami, więc komfort w trasie się zmienia.

      Ktoś kiedyś powiedział, że zdrowie wraca w domowych pieleszach szybciej.

      Znam ten ból. ;) Powodzenia!

      Usuń
  4. I feel you, po podróżowaniu 7 lat z Belgii do Polski i na odwrót 1000km to dla mnie nic strasznego, a wszyscy się zawsze dziwią jak ja wytrzymuję
    Zdjęcia i widoki jak zawsze przepiękne ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Samochodem? Czasami jeździłam autokarem. 15 godzin i spanie na siedząco. Masakra, ale do przejście. Są teraz takie fajne poduszki, które pomagają nie złamać sobie karku. :D

      Usuń
  5. Wspaniała wyprawa i zdjęcia. Uwielbiam góry choćby nawet te najniższe. A auto w robalach znam z długich tras,po podróży np 1500km tak trudno je zmyć nawet na myjni.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szorowałam gąbką na stacji i zeszła może połowa. Raz tyle się rozbiło, że nie było sensu wyciągać aparatu. Fuj!

      Usuń
  6. To ciekawe, że tyle razy każdy z nas widział tęczę i mimo to cieszymy się jak dzieci na jej widok.
    Takie wyprawy to emocjonalny bagaż na gorsze czasy, na starość, na samotne lata lub długie zimowe wieczory...
    Można stracić majątek, zmienić miejsce pobytu, ale wspomnień i obrazów pod powiekami nie zabierze nam nikt.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może to podskórny zaciesz z przymierza z Bogiem. :) Wiesz kiedy pojawiła się na niebie pierwsza? Zaraz po potopie. Takie preludium przed nowym życiem, przed założeniem nowych pierwszych miast.
      To prawda, bagaż wspomnień i niezapisanych nigdzie przygód jest wiele wart.

      Usuń
  7. Widać na zdjęciach Twoją miłość do Szwajcarii. Nie tylko w tym wpisie.
    Niech Ci się udadzą plany, bez względu na to, czego dotyczą.

    OdpowiedzUsuń
  8. Sporo zdobytych kilometrów! Szczęśliwej drogi, dokądkolwiek się nie wybierzecie.

    OdpowiedzUsuń
  9. Przepiękny ten wąwóz Anno.

    A tak naprawdę to nie ma drogi donikąd... każda gdzieś zaprowadzi - dosłownie albo w przeności.
    Powodzenia !!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszy mnie to, że nawet będąc u celu, widzę już następną drogę prowadzącą gdzieś jeszcze dalej. :)

      Usuń
  10. Śliczna tęcza na zdjęciu 😊

    OdpowiedzUsuń
  11. Kocham ten most we Wrocławiu. Zachwycam się nim niezmiennie w drodze w moje rodzinne strony.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Za każdym razem bacznie mu się przyglądam, łady jest. :)

      Usuń

Pewnego dnia wymyśliłam sobie, że będę dzielić się pięknem świata, którego doświadczam podczas swoich wędrówek. Że będę pisać ku pokrzepieniu serc i być może zachęcać do podróżowania. W tym samym celu wydałam książkę, czyli dla Waszej przyjemności. Czasami piszę też o Bogu, który jest dla mnie najważniejszy i dzielę się chętnie swoim studium biblijnym.
Jednak nie robię tego dla poklasku, nie chcę samych duserów.
Dziękuję za każdego czytelnika, który podzieli się ze mną swą refleksją miast "odhaczonym" komplementem. Jestem wdzięczna za każde nasze wspólne rozważanie. Za komplementy dziękuję, ale nie na tym mi zależy. Proszę rozważ to nim pozostawisz po sobie te dwa/trzy słowa :) i tak zwyczajnie: porozmawiajmy.