Wędrówki:

Zakładki dotyczące wędrówek, są rozszerzone i znajdują się po prawej stronie bloga.

"Odpowiadam za to co powiedziałam, nie za to co zrozumiałeś."

22 lipca 2020

Epickie wakacje, cz. 1 / Stigen – żebrowana góra.

"Tylko około 2,5% ludności świata lata samolotem na zagraniczne wakacje. reszta - 97,5% - tego nie robi. Nie może. Mimo to świat jest nasz."
– Jennie Dielemans "Witajcie w raju. Reportaże o przemyśle turystycznym"


lipiec, 2020
Niedawny wpis o długiej podróży powinnam zatytułować "preludium do nadchodzących przygód". Przed nami bowiem całe lato, lokalizacja obiecująca, a plany epickie.
   Nasz samochód utknął w Polsce przez biurokrację. Pożyczyliśmy więc od rodziny inny, który będzie nam towarzyszył podczas wojaży po Alpach, dając dowód na to, że nie potrzeba wiele, aby zafundować sobie wymarzoną podróż.
   Rozpoczynamy zatem wakacje polskim Fiatem. Kto przegapił preludium, zapraszam tu: link.



Żeby podkreślić wyjątkowość tegorocznego lata, postanowiliśmy podkręcić jakość podróży i zdecydowanie postawić na najbardziej wyjątkowe miejsca. Wcześniej często zdarzało się nam chodzić na sportowo, czyli dla zdrowia i kondycji niżeli dla podziwiania plenerów.
   Po tak długiej przerwie należy się rozchodzić, więc wybraliśmy na pierwszy dzień prosty szlak, który jednak różni się od pozostałych na tymże poziomie. Ma nietypową, wspaniałą strukturę.
   Region Toggenburg wita na swych wyściełanych zielenią trawach, okolonych grafitowymi ścianami skał. Te milczące góry są dla mnie jak magnes. Pokonywanie każdego kilometra to świetna frajda (o ile ma się choć trochę lepszą formę od przeciętnego kanapowca).



Lato czasami wydaje mi się aż za słodkie. Przyznaję, że w moim upodobaniu do jesiennych mgieł i czarcich opowieści, jestem trochę archaicznym już miłośnikiem grozy z czasów powieści Stockera. Nawiasem mówiąc, z wielkim niedoczekaniem wypatruję aż wypuszczą na wielkie ekrany "Morbiusa".
   Jeżeli trafił do mnie jakiś miłośnik jesiennych mgieł, zapraszam na krótką przerwę tu: link, a potem przechodzimy dalej. Nawiasem mówiąc, pod tym linkiem możecie zobaczyć miejsce (oraz moment), w którym natchnęło mnie do napisania "Drania z Werdenbergu". Właśnie wtedy zrodził się ten pomysł.

Pasące się krowy..
Tak więc mamy lato, zielone z domieszką barw kwiatów i tęczy. Kwiaty bardzo lubię, poświęcam im dużo uwagi (w domu) na łąkach, szlakach różnej maści, klękam przed nimi z aparatem i delektuję się funkcją makro. Takie są plusy lata, gorzej z bzyczuszkami, zwłaszcza tymi, po których ukąszenia nie schodzą tydzień albo dłużej.


Grafitowe, surowe skały z oddali milczą. Najgroźniejsza twarz świata ma kamienny wyraz twarzy. Maleńki człowiek przemierzający połać przeciętą szlakiem, to rzecz wyjątkowa w głębi doznań. Nie zrozumie nigdy ten, kto choć raz nie wejdzie nań samotnie.


Po wejściu na odpowiednią wysokość, tj. tam gdzie ziemia przestaje się wznosić i odsłania swoje jak dotąd ukryte, prawdziwe ja (zawsze ogromne, zawsze piękne), pożegnaliśmy widok kamiennych gór na drugim brzegu doliny i powędrowaliśmy dokładnie w miejsce, którego topografia wyjątkowo przypadła mi do gustu. Nie jest to pierwsza tego typu atrakcja z jaką mam styczność, są bowiem w Szwajcarii całe góry pokryte "żebrowaniem", np. ta: link.

Ostatnie spojrzenie za siebie.

Przejście do innej rzeczywistości.

I tu się zaczyna prawdziwa przyjemność. Fragment szlaku, który można przejść w kilka minut, zatrzymuje niemal każdego na dłużej. Dzikie, zupełnie zbzikowane formacje skalne, tajemnicze zapadliska i pięknie porośnięte rowy są nie do opisania.
   Często w tych fałdach można spotkać inny świat. Wartościowe obserwacje, jak ktoś lubi.




Roślinność zmieniła się o 180°, mamy tu bowiem tundrę górską, którą porastają mchy i porosty, a także krzewinki i różne karłowate zarośla. Latem wszystko bardzo ładnie kwitnie, ale jesienią takie tundry to po prostu majstersztyk stworzenia. Wszystko – cała połać – przeistacza się w rdzawo-czerwony dywan. Dlatego jesienią góry są najpiękniejsze.





Mamy wreszcie "żebrowanie" góry (pomysł na nazwę jest mój, mąż z kolei, nazywa te formacje fiszbinami), a pomiędzy nimi wspomniany wyżej inny świat.




To było tak – mąż szedł z telefonem i nagrywał film, a ja szłam za nim. Spostrzegłam, że się zatrzymuje i ma tam coś ciekawego... więc czym prędzej ja też musiałam zajrzeć do dołu pomiędzy "żeberkami". I zobaczyłam!
– na filmie ten moment wyszedł dosyć komicznie, dziecko zobaczyło coś fajnego i już szuka najlepszej perspektywy, żeby się do tego dobrać od jak najlepszej strony. Z okrzykiem: "O PAJĄCZEK!" 😆


Obiektem westchnień był pająk krzyżak, samica. Na nagraniu trochę słabiej widać, mnie udało się ją powiększyć, oto efekty:





Spacer po "żebrowaniu" wymaga dosyć sporej uwagi, lepiej nie chodzić wówczas z głową w chmurach, bo można łatwo stracić równowagę. Nie radziłabym też penetracji terenu poza wyznaczonym szlakiem, bo można wpaść w lej, a wyjście z tego byłoby bardzo trudne.

Na pierwszy rzut oka, nie widać jakie to jest głębokie.
Może się okazać, że dno znajduje się wiele metrów w głąb.
Przychodzi też pora na mocne szaleństwo. W górach nikt mi nie powie, że zachowuję się niepoważnie, chociaż... czy to ma w ogóle jakieś znaczenie? Krotochwile lepiej obliczać na wzorach z czystego szaleństwa, a całe lata układać w zbiorach samych dobrych wrażeń.
   Oczywiście, że świat nie składa się wyłącznie z cudów i piękna. Ale w każdym podłym zdarzeniu, jeżeli tylko się to potrafi, można dostrzec coś pozytywnego. Jedynie cierpliwy doczeka po burzy tęczy.
   I mówi to baba żyjąca w mrokach różnych przedziwnych historii...
      Jak byłam mała, głaskałam nietoperze.





A tu już nastąpiła kumulacja szaleństwa.
W między czasie zauważyłam paskudztwo. Jak się już zorientowaliście, lubię pająki. W domu nigdy ich nie zabijam, nasoszniki nawet specjalnie zostawiam, bo to bohaterowie naszego domu (bronią mnie np. przed osami), większe gatunki łapię i wypuszczam (jeden kątnik większy miał kiedyś pecha, bo trafił na kilka dni do terrarium i był hodowany. Dostawał dorodne papu, a potem otrzymał wolność w mrocznym lesie u stóp mrocznej góry, więc ostatecznie miał szczęście.)
   Ale... kiedy zobaczyłam tego pająka, powiedziałam na głos: "Boże... o czym tym myślałeś, tworząc to?" Odpowiedź nie przyszła, tylko to dziwne uczucie pozostało we mnie, że kiedy ja pokrywam się ciarkami, On pęka ze śmiechu... takiego złowieszczego śmiechu... ja wiem, że ma jeszcze więcej takich stworzeń w zanadrzu... Widziałam w internecie zwierzęta, których bym nigdy nie chciała spotkać.



Opuściliśmy żebrowaną połać wychodząc naprzeciw odleglejszym górom. Formacje skalne z daleka zdają się nie mieć absolutnie żadnego wzoru. Te góry, ich kształt... to dopiero jest szaleństwo.





To co widzimy na poniższym zdjęciu to zbiornik retencyjny. Obowiązuje tu zakaz kąpieli, ale wiadomo, że ludzie mają przeróżne stany umysłu, więc w razie czego są dostępne koła ratunkowe.
   Ryba zalęgnie się wszędzie, najczęściej jeszcze jako ikra np. przyklejona do kaczego ciała, a ptak ów niezorientowany, że ma pasażera na gapę (taki pasażer też jest niezorientowany), przyczynia się do ekspansji ryby w coraz to nowszych zbiornikach, lądując tu i ówdzie. Stąd mamy w niniejszym, okazałe pstrągi.



Wracając, trafiliśmy na fragment szlaku edukacyjnego, tym razem o tematyce muzycznej. Po drodze mijaliśmy ciekawe instrumenty jak choćby wielkie dzwony zawieszone na sznurach, których uderzenie (tych sznurów) powodowało takie dźwięki jak struny gitarowe. Były też żelazne czasze, w których znajdowały się żelazne kule. Tocząc się, emitowały wibrujący dźwięk. Inne żelazne czasze ustawiono piętrowo i wypełniono wodą. Obok był wielki gumowy młot. Uderzając nim w te czasze, tafla wody bardzo ładnie się karbowała, dźwięk też był niczego sobie.
   Bęben był najdziwniejszym instrumentem. Znajdował się na samym szczycie pieńka i aby w niego uderzyć, należało złapać oburącz za drążek w środku pnia i szarpnąć do góry i do dołu.


Na sam koniec mieliśmy sympatyczną okazję przemierzania bagnisk za którymi przepadam (zarówno za ich fauną jak i florą). Dalej znajdowało się kąpielisko bez plaży, jedynie z pomostem i drabinką. I tak narodził się wspaniały plan do zrealizowania (gdy znów słońce mocniej przygrzeje). Na razie pogoda przestała szaleć z temperaturą za co chwała Bogu, bo jak rtęć sięga za dwudziestą piątą kreskę, tylko zanurzenie się w czymś zimnym ratuje mnie od całkowitego szaleństwa... (takiego w negatywnym sensie).
   Tak więc, żeby nie oszaleć, takie oto jezioro czeka na właściwą chwilę:




To co widzimy na jego powierzchni to starsza pani około lat siedemdziesięciu... przepraszam, ja nie o tym miałam... przy brzegu pływa grążel! O niego właśnie mi chodziło!


Lokalizacja:



Ogłoszenia duszpasterskie:
Ponieważ są to wakacje jedyne w swoim rodzaju, wedle planu intensywne, wkrótce na blogu przestanę być z Wami na bieżąco i podejrzewam, że nie wykopię się z wakacyjnych zaległości aż do grudnia – taki jest plan – dużo wędrować i epickich rzeczy doznawać.
   W międzyczasie będą się pojawiały inne artykuły, tj. ciąg dalszy cyklu o odkryciach archeologicznych "Pięcioksiąg na mapie", dalsze rozdziały "Drania z Werdenbergu" oraz kilka innych artykułów, których szkice mam już na komputerze.
   Dlatego jeżeli macie chęć być ze mną na bieżąco, zapraszam na Fan Page bloga: link.

25 komentarzy:

  1. Bardzo mi się podobało! Rozpoczęliście te wakacje z przytupem i jeżeli przed Wami podobne wędrówki, to rzeczywiście będą one epickie:-)
    Przeważnie po lekturze Twoich 'górskich' notek mam nieodpartą chęć wleźć na jakąś górę. Tak jest i teraz. Tej trasie też dałabym radę bo formę mam lepszą od przeciętnego kanapowca. Ba! Ja w ogóle nie jestem kanapowcem. Za to zazwyczaj chodzę z głową w chmurach więc istnieje ryzyko, że mogłabym skończyć na dnie jakiejś rozpadliny, zostając w niej po wsze czasy;-)
    Miło wiedzieć, że nie będę jedyną w blogowni, która 'nie jest na bieżąco':-D A zaległości mam nawet sześcioletnie i raczej się z nich nie wygrzebię tak, że ten... Twoja planowana obsuwa w czasie to pikuś;-D Ale tym nie zawracaj sobie głowy tylko ciesz się na maksa Waszymi epickimi wakacjami:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teraz bardzo skrupulatnie dobieramy miejsca, mamy listę. Realizacja zależeć będzie od pogody.
      Najdalej obsuwę miałam kilkumiesięczną i wtedy mnie to denerwowało. Próbowałam nadgonić i zrobił się blog stricte podróżniczy. Tym razem będę pisać bez pośpiechu. :)

      Usuń
  2. Przepięknie! Dla takich widoków z chęcią wybrałabym się na takie zwiedzanko! :D
    Pająki omijałabym szerokim łukiem, tak dla bezpieczeństwa.
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  3. Granitowe skały nigdy nie milkną, o ile ma się trochę wyobraźni lub doświadczenia...
    Nazwa uzasadniona, skały wyglądają jak wielki szkielet dinozaura:-)
    Mało brakowało Ci chyba do szpagatu:-0
    Trasa cudna od A do Z !!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam takie samo skojarzenie odnośnie tych skał. Są białe i gładkie jak kości.
      Szpagatu nie ćwiczę, więc mogłabym się zdziwić próbując go zrobić, ale do odlecenia stamtąd na pewno już było niewiele. 😅

      Usuń
  4. Ajajaj, jaka piękna roślinność! Pająki ładne ale ja się ich strasznie boję od zawsze, moja mama też ich nie zabija, bo mówi, że przynoszą szczęście, ale nieeee jeśli mi tyle stresu przynoszą swoją obecnością xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pająki przynoszą szczęście? Say what? 😅
      Spójrz sobie w internecie na twarz pająka w zbliżeniu. Uśmiejesz się. :)

      Usuń
  5. Zdjęcia są przepiękne i nasycone urokami. Ja pająków też nie zabijam,bo się ich boję 😂 nie licząc tych małych. Przepiękne miejsca pokazałaś:) pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co wy ludzie z tymi pająkami macie? W Europie nie ma jadowitych. :P

      Usuń
  6. Witaj Aniu.
    Jestem pod wrażeniem. Za pająkami nie przepadam, ale mi nie przeszkadzają.
    Najstarsza córka ich się boi, ma taki lek, który ma swoją nazwę.
    Samolotem transportowym latałem w wojsku i dwa razy helikopterem. No i jako smarkacz kukuruźnikiem opryskowym. Sąsiad latał nad polami i mnie zabrał po cichu.
    Pozdrawiam serdecznie.
    Michał
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Arachnofobia. W Europie zupełnie nieuzasadniona, ponieważ nie ma gatunku, który mógłby zagrozić człowiekowi. Miałam to kiedyś, nie wiem skąd się wzięło. Zaczęłam więc bliżej obcować z tymi pajęczakami i mi przeszło. Początki nie były łatwe, ale uparłam się, bo wyczytałam gdzieś, że tak się leczy tę przypadłość i faktycznie poskutkowało.
      Samoloty mnie nudzą, za to chciałabym przeżyć lot helikopterem.
      Pozdrowienia!

      Usuń
  7. Podziwiam to Twoje "wchodzenie" w inna rzeczywistość. Dziką, fascynującą, piękną! I z dreszczykiem grozy i strachu momentami.
    Pająki mnie przerażają, absolutnie. Mam arachnofobię. I naprawdę nie ma znaczenia świadomość, że żaden gatunek prawdziwie nie zagraża. Boje się panicznie i już. Echhh...
    Wakacje zapowiadają Wam się wspaniale i takich życzę z całego serca.
    Zdjęcia fascynujące! Jak Cię znam, nie wytrzymasz długo bez blogowania. Wymyślisz coś, na pewno. A jeśli nie, to poczekamy...
    Samego dobrego...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ależ ja będę cały czas blogować. ^_^ Po prostu wędrówek będzie tyle (a inny tematów też jest tyle!), że będę miała o czym pisać do gwiazdki przynajmniej. 🎅

      Usuń
  8. kochana, powiem tylko tyle - te widoki są PRZE PIĘ KNE. Kolejny raz zakochałam się w Twoich zdjęciach. Super spędziłaś czas, zazdroszczę gór, ale nic straconego, w te wakacje będę musiała się wybrać dzięki Tobie,bo jakoś zatęskniłam haha

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Muszę w końcu poznać nasze polskie góry. Wstyd przyznać, ale w ogóle ich nie znam.

      Usuń
  9. To ja może nietypowo skomentuję:
    W Szwajcarii - a byłam w niej kilka razy - oprócz przepięknych widoków - bardzo wzruszały mnie właśnie te pasące się krowy...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Interakcje z tymi krowami są dość niezwykłe. Są przyjacielskie, ciekawskie i mają pogodne usposobienie. :)

      Usuń
  10. Piękne widoki i super, że mogliście wybrać się w góry i podziwiać te krajobrazy na zywo. I pogoda też zacna Wam się trafila, genialnie :)
    Masz super wysportowaną sylwetkę ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W tym roku się wyeksploatujemy. 😅 Potem zostanie już tylko kanapa i telewizor. 😅😅

      Usuń
  11. pięknie :)
    zatem życzę wspaniałych wakacji, pełnych wędrówek i przygód :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Zachwycające krajobrazy!!! Co tam Hameryka 😉... dla mnie to wymarzone wakacje 😊!!!
    Wspaniale prezentujesz swą wojownicza pozę, w tych zajebiaszczych spodenkach!!! Chcę takie 😍!!!

    P.S. Jutro zabieram rodzinę na Bagno 😊... Błędowskie!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spodenki made in sklep indyjski w Łodzi, 2 lata temu nabyte. Zdaje się, że na ich stronie można zamawiać. Tu się ubieram na co dzień -> https://lokaah.pl/

      Bagna są fajne. Błędowskich nie znam, ale na różne już w Polsce jeździłam, bardzo lubię. :)

      Usuń

Pewnego dnia wymyśliłam sobie, że będę dzielić się pięknem świata, którego doświadczam podczas swoich wędrówek. Że będę pisać ku pokrzepieniu serc i być może zachęcać do podróżowania. W tym samym celu wydałam książkę, czyli dla Waszej przyjemności. Czasami piszę też o Bogu, który jest dla mnie najważniejszy i dzielę się chętnie swoim studium biblijnym.
Jednak nie robię tego dla poklasku, nie chcę samych duserów.
Dziękuję za każdego czytelnika, który podzieli się ze mną swą refleksją miast "odhaczonym" komplementem. Jestem wdzięczna za każde nasze wspólne rozważanie. Za komplementy dziękuję, ale nie na tym mi zależy. Proszę rozważ to nim pozostawisz po sobie te dwa/trzy słowa :) i tak zwyczajnie: porozmawiajmy.