Wędrówki:

Zakładki dotyczące wędrówek, są rozszerzone i znajdują się po prawej stronie bloga.

"Odpowiadam za to co powiedziałam, nie za to co zrozumiałeś."

20 lipca 2020

Drań z Werdenbergu (8)



Kwiecień
Ustanowiono godziny policyjne w całej gminie. Policja wciąż patroluje okoliczne lasy, morderca wstrzymał polowania aż do dnia, w którym znaleziono okaleczonego psa. Wyglądał jakby wygłodniałe zwierzę dobrało mu się do gardła. Ekspertyza podobno wykazała, że obrażenia zadały ludzkie paznokcie. Wierzyć się nie chce...
   Jest ogłoszony czerwony alarm, zakaz wstępu na szlaki górskie i ogólna prośba do mieszkańców, aby siedzieli w domach.


Wpadłam na Łukasza kiedy byłam na zakupach. Miałam wolne, więc w samo południe chciałam wykorzystać przerwę obiadową, która pustoszy szwajcarskie ulice i także sklepy (czyli zakupy bez stania w kolejce). Zanim przejdę do sedna, odnotuję sobie taką ciekawostkę:
   Kiedy wybija dwunasta, ludzie opuszczają swoje miejsca pracy i udają się przeważnie do restauracji lub do domów. Również ze szkół dzieci na dwunastą idą do domu zjeść z rodzicami obiad. To magiczna godzina, która weszła Szwajcarom w krew i całe życie o tej stałej godzinie dwunastej jedzą obiad w całym kraju jednocześnie. W czasie wolnym, na wakacjach i na zwolnieniu również ta zasada się nie zmienia. Werdenberg ani sąsiednia miejscowość Buchs nie są duże, więc można wtedy doświadczyć tej wolnej przestrzeni na ulicach i w marketach. Nie wiem jak jest w większych miastach, pewnie wcale tego nie widać.

💣
Łukasz wszedł do sklepu zaraz za mną. Bałam się, że zacznie wrzeszczeć, ale o dziwo poprosił mnie o spokojną rozmowę na zewnątrz. Wyszłam pchana ciekawością i głupią nadzieją, że po tym da mi spokój.
   – Kto ci powiedział gdzie mieszkam? – zaczęłam.
   – To mała miejscowość. Widziałem jak wysiadasz z jego samochodu. Dziwi mnie, że nie mieszkacie razem. Kupił ci to mieszkanie?
   – Wyszłam ze sklepu żeby słuchać tych głupot? – już miałam odejść...
   – Zaczekaj jeszcze.
Odwróciłam się i ponownie zamieniłam w słuch.
   – Jeszcze do niedawna pragnąłem żebyś wróciła do mnie. Miałem nadzieję, że staruszek ci się znudzi i zrozumiesz, że to była krótkotrwała fascynacja...

Przysięgam, że nigdy wcześniej nikogo nie uderzyłam i myślałam, że towarzyszy temu taki charakterystyczny dźwięk jak na filmach, ale okazało się, że nie ma prawie żadnego dźwięku.
   Po tym weszłam do sklepu, na szczęście Łukasz został na zewnątrz...

...chleb, wędlina, cukier, herbata, makaron, pomidory, marchew...

on stał tam nadal!
...a ja w końcu musiałam wyjść...

   – Jeżeli się nie odczepisz to wezwę policję! – wrzasnęłam po niemiecku, żeby przechodnie mieli jasność co się dzieje.
   – Ja już nie chcę, już nie będę czekał! – odpowiedział moim plecom. – Nie będę czekał – powtórzył – aż ci się znudzi ten staruszek!

Ostatnie zdanie krzyknął za mną również po niemiecku. Krew mi wtedy spłynęła z twarzy i ust ale nie zareagowałam. Idiocie się nie wytłumaczy. Ale z jednym miał rację - to miasteczko jest bardzo małe.
   Na parkingu stał samochód pana Władzia i gdyby w tym momencie z niego nie wysiadł, nie zauważyłabym go. Miałam klapki na oczach i pragnęłam zniknąć.
   – Jeżeli ci staruszek nie przeszkadza – powiedział do mnie oparłszy się o samochód – to mogę cię podwieźć z tymi zakupami. – Skrzyżował ręce na piersi i czekał na moją odpowiedź. – O ile nie nadszarpnie to twojej reputacji – dodał na koniec cicho i spokojnie.
   Już raz dosyć szczegółowo opisałam pana Władzia, więcej nie będę tego robić. Przyznam subiektywnie, że słowo „staruszek” w ogóle do niego nie pasowało.
   Ale tutaj ważył się mój honor(!!!) i temu poświęcę teraz uwagę. Właśnie cała ulica się dowiedziała, że przyprawiłam rogi swojemu facetowi.
   Zwykle opinie ludzi mam gdzieś, a tu faktycznie miałam zagwozdkę, bo co powinnam zrobić? W ciągu jednej sekundy zastanowiłam się co by na moim miejscu zrobiła moja mama. Odpowiedź była prędka, moja mama też nie liczy się z opinią i wsiadłaby do samochodu. Co by zrobiła moja przyjaciółka? Chyba to samo co mama. Co by zrobił Jezus? On miał z kolei zawsze trzecie wyjście z każdej pozornie patowej sytuacji. Jakie jest więc to trzecie i zgodne z prawdą wyjście?

szybki przelicznik:
- odejście jest ucieczką od problemu
- wsiąść do samochodu od tak, to potwierdzić słowa Łukasza
- trzecie rozwiązanie... !?

   Minęła już ta jedna sekunda.
Odwróciłam się myśląc o Jezusie i krzyknęłam do Łukasza po niemiecku:
   – Prawda jest taka, że wolę być sama niż z tobą! – i wsiadłam do samochodu.

Prawda oczyściła mnie z zarzutów (przynajmniej w moim mniemaniu).


Wieczór
To miasteczko jest zatrważająco małe. Moja sąsiadka była świadkiem tego zdarzenia i przyszła mi o tym powiedzieć. Nie zdziwiło mnie to, Szwajcarzy żyją w wielkiej solidarności, takie pogaduchy sąsiedzkie i nawiązujące się przy tym przyjaźnie, są normą.
   – My go tutaj dobrze znamy – mówiła o panu Władziu. – Widzimy z okien jego dom, to spokojny i życzliwy człowiek, który nie prowadzał się nigdy pod ciemną gwiazdą.

Dawno takiej gaduły nie spotkałam, mówiła i mówiła bez końca i nie było to nic wartego zapisu.


✄✄✄✄✄✄✄✄

wycinek z gazety

Znaleziono zamordowanego mężczyznę.
W kieszeni miał list
prawdopodobnie napisany przez mordercę.


Przed południem przyjechała do nas do pracy policja. Weszli do biura i wyszli razem z naszym szefem. Zaniepokoiło mnie to, ale udawałam przed Markiem, że to równie wielka dla mnie sensacja co dla reszty pracowników (chodzi o to, że to nic osobistego). Na szczęście Marek nie odezwał się ani słowem.
   Pan Władziu wrócił po mniej więcej godzinie sam i poprosił mnie do swojego gabinetu. Powiedział bez ogródek, że ktoś o imieniu i nazwisku Łukasza, właśnie leży w kostnicy.
Wykryto, że Łukasz był pod wpływem alkoholu, musiał olać godzinę policyjną i przemknąć niezauważenie leśną ścieżką nad jeziorem, a morderca wykorzystał jego stan. Ponoć nie było nic słychać, żadnego krzyku, kompletna cisza minionej nocy.
   To ciało było w podobnym stanie co wszystkie poprzednie, stąd podejrzenie, że to ten sam seryjny morderca.
   Podejrzenie... Tak jakby się spodziewali, że w mieście pojawił się nowy bandyta.

Poczułam coś dziwnego w sercu. Jednak kiedyś Łukasza kochałam i ta sprawa jest jeszcze dosyć świeża...
   Nie uroniłam ani jednej łzy. A w ogóle powinnam?
Postanowiłam więcej nie rozpisywać się na ten temat. Kwestia Łukasza została właśnie oddzielona ode mnie grubą krechą.

Zadzwoniłam do mamy. Kolejny raz powiedziała, że cieszy się, że nie jestem tam sama i że czuła podświadomie (a serce matki wie... itd. itp.) że spotkałam kogoś dobrego.
   Ha! Niech to powie Markowi!


Maj
Albo udzieliła mi się paranoja Marka, ale mam wrażenie, że on mnie śledzi. Albo obserwuje dom pana Władzia, już sama nie wiem. Postanowiłam go o to zapytać.
   – Odwozi cię przed zmrokiem – nie ukrywał zdziwienia. – Po tak długim czasie znajomości, nadal cię chroni.
   – Chcesz powiedzieć, że przed samym sobą? – Pokiwał głową na potwierdzenie. – Czy on nocą zamienia się w wilkołaka? – palnęłam prosto z mostu.
   – Pudło – i wkleił spojrzenie w monitor.
   – Nic więcej mi nie powiesz?
   – Nie. Im mniej na razie wiesz, tym lepiej dla ciebie. Jeżeli zauważyłby, że coś podejrzewasz, pułapka by się nie udała.
   – Całe życie z wariatami – wypuściłam te słowa z długim wydechem.

Policja nie informowała mnie o śmierci Łukasza, bo nie byłam krewną ani nawet już narzeczoną. Oficjalnie odcięłam się od niego, tak też potwierdził wywiad środowiskowy, ale  >świat jest bardzo mały<  i ktoś powiedział im gdzie mieszka jego była. Zaproszono mnie na komisariat telefonicznie.
   To nie było nic szczególnego, musiałam wyjaśnić swoje powinowactwo, powiedziałam też o jego najściach, o incydencie na parkingu i chyba jeśli dobrze zrozumiałam, pan Władziu z oczywistych powodów będzie musiał potwierdzić moją wersję.

Godzina policyjna przynosiła efekty, więcej nie zamordowano żadnego człowieka. Za to zaczęto znajdować wszędzie rozszarpane koty. Dosłownie wszędzie. Zdarzały się w lesie, na chodnikach, na pastwiskach, a nawet w prywatnych ogródkach.


Pod koniec maja
Pan Władziu oficjalnie zaprosił mnie po pracy do siebie, zrobił to bez skrępowania przy Marku, otóż oparł się o biurko i zapytał:
   – Masz czas dzisiaj po pracy? Chciałbym cię zaprosić do siebie, bo mam coś ważnego do powiedzenia.
   – Mam czas.
   – O.K., to o czwartej kończymy.
I tyle. A Marek zrobił się blady jak kreda, dosłownie jakby przed chwileczką nie szef a jakiś upiór oparł się o biurko. Milczał do końca zmiany. Wariat.


W styczniu zrobiłam zdjęcie fasady domu pana Władzia. Wydrukuję czasem coś i tu wkleję, pamiętnik będzie ciekawiej wyglądał – na wypadek mojej rychłej śmierci wyprorokowanej przez Marka. Taka relacja ostatnich zdarzeń będzie wtedy czytana przez wielu ludzi, nie tylko przez rodzinę, ale pewnie najpierw przejdzie przez wiele policyjnych rąk. Rozważam kaligrafowanie i szlaczki.


U pana Władzia
Usiedliśmy przy stole naprzeciwko siebie. Podał mi do picia przepyszną czekoladę na gorąco, a potem powiedział mi, że w kieszeni kurtki Łukasza znaleziono list do niego (o liście wiedziałam z gazety, ale że do niego był adresowany... szok).
   Policja zabroniła mu o tym mówić, ale skoro prasa już się w temacie rozpisuje i większość miejscowych zaczęła łączyć plotki z nim, postanowił mi się przyznać. Było w liściku napisane, że jeżeli nie popełni samobójstwa, to zabójca będzie dalej zabijał człowieka po człowieku, aż zostanie sam w tej nędznej mieścinie i że następna będzie jego przyjaciółka. To trochę archaiczne...
   Policja wałkowała go o jej tożsamość, ale nie wiedział tak naprawdę kogo konkretnie zabójca może mieć na myśli. Niemniej, pan Władziu zaczął mocno obawiać się o moje życie. Jak się okazało, jestem jedyną kobietą, która go odwiedza, oprócz kuzynki i sąsiadki z domu naprzeciwko, starszej pani, która hobbistycznie dogląda mu czasem roślin. O nią też się martwi, naturalnie, ponieważ jest na liście jego znajomych. Taką listę sporządziła policja. Cały Werdenberg wygląda aktualnie jakby odbywała się tu obława. Przy samym domu pana Władzia łazi mnóstwo policjantów w cywilnych ubraniach, ale za przeproszeniem... to widać.
   A może właśnie ma być widać?

W końcu zadałam pytanie:
   – Dlaczego zabójca każe ci się zabić?
Wtedy pan Władziu wypuścił głośno powietrze, oparł się łokciami o stół, a głowę zwiesił nad blatem, masując sobie skronie. Minęła chwila, uniósł twarz nieznacznie i wbił we mnie swoje ciemne oczy.
   – Bo sam tego nie potrafi – powiedział cicho i śmiertelnie poważnie. – Chciałby mnie wykończyć, ale tego nie potrafi – dodał dobitniej, żeby nie pozostawić wątpliwości.

15 komentarzy:

  1. Witaj Aniu.
    Jetem pod wrażeniem.
    Pozdrawiam serdecznie.
    Michał

    OdpowiedzUsuń
  2. Ten dom sprawia ponure wrażenie.
    Ale zagmatwałaś, teraz to już nic nie wiem, czekam na ciąg dalszy...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdjęcie ze stycznia. Chyba muszę się pofatygować po aktualne, spodziewam się, że wiszą na parapetach jakieś kwiatki. ;)
      To chyba dobry znak, że nic już nie jest jasne. Opowiadanie kryminalne, ale z nutką wyrwaną z innej bajki. Wiesz, że ja lubię taki klimacik. ;)

      Usuń
    2. jak najbardziej, dla mnie to wielki plus...

      Usuń
  3. Zaintrygowałaś mnie.
    Pozdrawiam:)*

    OdpowiedzUsuń
  4. Chyba po raz pierwszy nie wiem co mam napisać :/ tak mocno mnie to wciągnęło,że chcę więcej :) a swoją drogą się zastanawiam czy to prawdziwa historia? Przepraszam,ale treść mnie tak porwała,że chyba zgubiłem przekaz...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest to opowiadanie kryminalno-fantastyczne, które zaczęłam pisać już dosyć dawno temu. Rozdziały pojawiały się jak dotąd co kilka miesięcy, dlatego zawsze podaję na początku link do poprzedniego (jakby ktoś przegapił) i do pierwszego (dla nowych czytelników), w każdym takim wpisie jest link wg kolejności, można "przerzucać kartki".
      Co do przekazu, jakiejś wyższej idei itd., to chyba będzie przyjaźń damsko-męska, która wg tej historii jest możliwa.

      Usuń
    2. Aaa no właśnie,już wszystko wiem 🙂

      Usuń
    3. Najlepiej przeczytać od początku. 😁

      Usuń
  5. Damsko- męska przyjaźń jest możliwa? Może przy takiej różnicy wieku tak... Ze strony dziewczyny być może, ale... ze strony starszego pana już niekoniecznie :) Jednak w Twojej powieści Pan Władzio jest godny zaufania ( na razie) Nie wiem co tam dalej knujesz :)
    Czytam z wielką ciekawością...
    Serdeczności dla Pani Pisarki :) I nieustającej weny :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z mojego doświadczenia wynika, że przyjaźń damsko-męska jest absolutnie niemożliwa. Może mieć kilka lat, ale prędzej czy później po jednej ze stron "coś" zaistnieje. Dlatego zawsze najswobodniej czułam się z relacjach z gejami. ;]

      Usuń
    2. Też tak uważam :)

      Usuń
  6. Oj, widzę, że opowieść się rozwija, wrócę w wolnej chwili, bo póki co zarobiona jestem. A tu warto się wczytać. :)

    OdpowiedzUsuń

Pewnego dnia wymyśliłam sobie, że będę dzielić się pięknem świata, którego doświadczam podczas swoich wędrówek. Że będę pisać ku pokrzepieniu serc i być może zachęcać do podróżowania. W tym samym celu wydałam książkę, czyli dla Waszej przyjemności. Czasami piszę też o Bogu, który jest dla mnie najważniejszy i dzielę się chętnie swoim studium biblijnym.
Jednak nie robię tego dla poklasku, nie chcę samych duserów.
Dziękuję za każdego czytelnika, który podzieli się ze mną swą refleksją miast "odhaczonym" komplementem. Jestem wdzięczna za każde nasze wspólne rozważanie. Za komplementy dziękuję, ale nie na tym mi zależy. Proszę rozważ to nim pozostawisz po sobie te dwa/trzy słowa :) i tak zwyczajnie: porozmawiajmy.