Gdzie jesteś?

Chrześcijaństwo, jak mydło, musi być stosowane osobiście, jeśli ma przynieść zmianę życiu.

– Billy Graham


Rozpoczął się grudzień, adwent. Miasta pięknie rozbłysły świątecznymi iluminacjami, rozstawiono stragany jarmarczne, zapachniało wypiekami i grzanym winem. Bardzo lubię wtedy wieczorem wychodzić na ulice, oglądać, wąchać, cieszyć się blaskiem światła.
   W internecie zaczęły pojawiać się tzw. blogmasy, czyli posty na blogach, poświęcone internetowej odmianie adwentu. Kolorowe, przesympatyczne o praktycznych tematach. Prawiące o tym jak ozdobić stół na święta, jaki wybrać prezent, jak fantazyjnie pakować upominki i jak się ubrać w wigilię. A gdzie w tym wszystkim jest Bóg?
   To pytanie przeczytałam też na blogu. ➤ walk with photography.


Wybraliśmy się na adwentowy jarmark do Sargans. Miejscowość cieszy się popularnością głównie z powodu górującego nad doliną, pięknego zamku, w którym tętni życie do późna w nocy. Znajduje się w nim muzeum i restauracja, a kelnerki ubrane są w stroje z epoki.
   Zamek jak zawsze reprezentacyjnie oświetlony. Dwie uliczki na starym mieście wypełniał tłum przechodniów. Nie denerwował. Nikt się nie pchał, nie było rejwachu, nie pchano się z dziecięcymi wózkami, każdy uważał, by nikogo nie potrącić.
   Kupując grzane wino, zazwyczaj musiałam chować się z nim w bezpiecznym kącie, aby nikt go na mnie nie wylał. Tu mogłam podążać uliczką i nie martwić się o to, że wkrótce ktoś mnie poparzy. Piszę o tym, ponieważ miewałam niestety takie przygody dosyć często. Ja to nazywam konsekwencjami spożywania w tłumie, inni mówią, że to Polska.
   Jestem bywalcem jarmarków tradycyjnych, lubię ten klimat późnym wieczorem.

Pamiętacie zielarza Johanna Künzle, o którym pisałam w poprzedniej notce?
Miał tu swoje stoisko.
Na razie wiecie o mnie, że jestem chrześcijanką, nie należę do żadnej denominacji i że kiedyś byłam katoliczką, oraz że wnikliwie studiuję Słowo Boże. Z niego wzięły się wszystkie wątpliwości w związku z tradycją i obchodzeniem świąt katolickich.
   Aby nie powtarzać słów autorki bloga, którą zalinkowałam we wstępie, nie powiem czym są dla mnie święta, ale powiem czym dla mnie nie są:
 oczekiwaniem na narodzenie się Pana Jezusa, ponieważ on już się narodził, umarł i zmartwychwstał
 formą czci oddawanej Bogu
 wyjątkowym czasem rodzinnym, ponieważ z rodziną spotykam się pomimo


Gdzie jesteś? To pytanie padło nie bez powodu, bo dotyczy zarówno wierzących jak i niewierzących. Czy grasz tradycjonalistę, bo tak wypada, choć Bóg Cię nie interesuje? Czy grasz popularnego blogera, który pięknie pokazuje swój styl życia na kolorowych zdjęciach i w optymistycznych tekstach prezentuje pomysły na prezenty, wypieki i stroje wizytowe, bo "bez tego nie można się dobrze czuć"? Czy może jesteś pośród tych, którzy doceniają czar mszy świętej na pasterce? Czy też może stoisz obok tego wszystkiego i tylko obserwujesz, bo wiesz, że to nie ma nic wspólnego ze Słowem Bożym? Gdzie jesteś? Co jest ważniejsze, tradycja Boża czy tradycja ludzka?
   Nie odpowiadajcie mi na to pytanie. Odpowiedzcie jedynie sobie. Dziś chciałam Wam opowiedzieć gdzie jestem ja i dlaczego to dla mnie takie ważne. Tak naprawdę każdy może być tam gdzie zechce. Ale mam prośbę na koniec, którą postanowiłam umotywować tym tekstem.




Wiele osób przyznaje się do wiary często mówiąc, że wierzy po swojemu. W gruncie rzeczy nie ma w tym nic złego, nikomu krzywdy przecież tym nie robi. "Jeśli mówimy, że mamy z nim [Bogiem] społeczność, a chodzimy w ciemności, kłamiemy i nie czynimy prawdy" – pisał Jan apostoł.
   Święta to czas, w którym przy stole siadają wierzący i niewierzący. Razem dzielą się opłatkiem, razem spożywają tradycyjne potrawy i być może razem wieczorem idą na pasterkę. Brzmi jak zasada trzech "z" w szkole. I tak rokrocznie.




Chrześcijanie nigdy nie obchodzili urodzin Jezusa, nigdy nie było tych świąt, jak i w całym Nowym Testamencie nie ma o nich słowa. Mam też powody aby wątpić w słuszność terminu tych świąt...

Nie jest to przyczyna ani główny temat tego, że nie obchodzę świąt. Traktuję to jako ciekawostkę, która nie jest istotna dla samej wiary.

...terminu do którego można dojść znając datę służby Zachariasza w świątyni i czytając Pismo (Ew. Łuk., od roz. 1:5-36).
   Postaram się krótko i zwięźle pokazać Wam, że Biblia wskazuje na inną datę:

Szósty miesiąc u Żydów to jest elul (sierpień-wrzesień) – wtedy było zwiastowanie Marii. Elżbieta wówczas była już w szóstym miesiącu ciąży. Dodawszy dziewięć miesięcy wychodzi nissan, czyli wiosna.
   Co ciekawsze, wg ewangelii podczas narodzin Jezusa byli obecni pasterze doglądający swoich trzód. Pasterze paśli w okolicach marca aż do sezonu deszczowego. Zima tam jest śnieżna, więc to nie mogło stać się w grudniu. Jest to jedyny też czas, kiedy pasterze są ze swymi stadami nocą, bo to czas rodzenia się jagniąt, które rodzą się tylko na wiosnę. Jest to hebrajski miesiąc nissan.
   Mamy tu ciekawą zbieżność, bo Jezus jest Barankiem Bożym. Baranki z Betlejem były przeznaczone na ofiarę do świątyni w Jerozolimie. To jest perfekcyjnie dobrany czas narodzin Chrystusa.
   W księdze wyjścia rozdział 12 jest napisane, że weźmiesz baranka rocznego i to jest baranek paschalny. Więc skoro Chrystus jest barankiem paschalnym, musiał urodzić się w Paschę. To jest po prostu logiczne.

Teorie są różne, niektórzy twierdzą, że Jezus urodził się jesienią. Ale – jak rzekłam chwilę wcześniej – nie jest to ważne.



Wiem, że święta są wesołe i ładne. Że ich klimat jest optymistyczny. Dostrzegam to tak samo jak Wy. Ale zaczęłam się gubić pośród marketingowych okazji i tradycyjnych "musisz spróbować każdej potrawy", mimo przejedzenia. Poza tym któż nie lubi dostawać i dawać prezentów?
   Spodziewam się różnorodnych reakcji. Spodziewam się przyklaśnięcia, zaprzeczenia, a nawet próby wyłożenia mi tego na sposób katolicki. Ja znam tradycję katolicką, więc nie róbcie tego. Byłam wierną i usłużną Kościoła rzymskiego przez wiele lat. Znam to, nie trzeba mnie nauczać, nic tłumaczyć.
   Wzięłam do ręki Pismo Św. gdzie Marek w ewangelii zapisał słowa Boga: "Lecz na próżno mnie czczą, ucząc nauk, które są nakazami ludzkimi.", "Wy bowiem, opuściwszy przykazania Boże, trzymacie się tradycji ludzkiej..." i "Mówił im też: Całkowicie znosicie przykazanie Boże, aby zachować swoją tradycję." (Mk 7:7-9)
   Jeremiasz pisał w ten sposób:
10:1 Słuchajcie słowa, które PAN mówi do was, domu Izraela!
10:2 Tak mówi PAN: Nie uczcie się drogi pogan i nie bójcie się znaków na niebie, bo to poganie ich się boją.
10:3 Zwyczaje tych narodów są bowiem marnością, gdyż drzewo ścinają w lesie siekierą, dzieło rąk rzemieślnika;
10:4 Przyozdabiają je srebrem i złotem, przytwierdzają je gwoździami i młotkiem, aby się nie chwiało.
10:5 Stoją prosto jak palma, ale nie mówią. Trzeba je nosić, bo nie mogą chodzić. Nie bójcie się ich, bo nie mogą czynić nic złego ani nic dobrego.

Dlatego proszę, nie składajcie mi życzeń, nie przysyłajcie pocztą opłatka, w który po prostu nie wierzę. Nie zostawiajcie mi zaproszeń do wzięcia udziału w konkursach świątecznych, nie typujcie mnie do tego, bo nie zajmuje to mojego serca.
   Rozumiemy się bądź nie, ale wierzę, że mimo spornych poglądów łączy nas koleżeńskość.  Dajmy żyć sobie wzajem. Szukajmy tego co nas łączy, a nie dzieli.

39 komentarzy:

  1. Trochę miałam ochotę podyskutować o terminie "baranek paschalny". Ale właściwie nie ma to znaczenia. Bo wiadomo, że Jezus nie urodził się w grudniu. Z różnych powodów ta data została wybrana. Nieważne.
    Wiesz, przerażające jest to jak bardzo święta zostały skomercjalizowane. Nawet tutaj, w największym kraju muzułmańskim, w którym słowo Christmas jest haram.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Generalnie jest to nieważne. Data, właściwa czy nie, nie przeszkadza w wierze.
      Przede wszystkim zasadą sprzedawcy jest wykorzystać to, czego człowiek poszukuje. Dlatego robiąc reklamę wykorzystuje się na wzór tradycję, kulturę i inne, aby towar był bardziej "swojski" i klient go pożądał. Święta – każdy je obchodzi, każdy więc kupi towar z nimi związany. Święta to złote kury w marketingu, dlatego przypomina się o nich na kilka miesięcy wcześniej. Ten "klimat" musi zdążyć porządnie wejść w człowieka, by kupił jeszcze więcej, przy tym masę niepotrzebnych rzeczy, "bez których święta nie mogą się odbyć".

      Usuń
  2. Tak naprawdę te święta już dawno przestały mieć prawdziwie religijny charakter, może bywają jeszcze nieliczni, którzy sferę duchową przedkładają nad materialną. Każdy ma prawo żyć jak chce, byle nie narzucał swego stylu innym.
    Podobnie jest z chodzeniem na śluby czy inne uroczystości.
    Lubię ten cały świąteczny galimatias, a potem lubię, gdy wszystko wraca do normy, tak dla równowagi...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedy jeszcze chodziłam do kościoła, pasterka była mszą, na którą przychodziło najwięcej ludzi. Aż nie było miejsca w kościele. Ale później wszystko wracało do "normy". To tyle jeżeli chodzi o religijność. W święta tak, w dni zwykłe nie.

      Podobnie jest, zgadza się i zazwyczaj jest tak, że chodzić trzeba, bo wypada, bo komuś zależy itd. Ale czy uczestnictwo w obrządku religijnym przez osobę, która lekce to sobie waży, jest w porządku?
      Osobiście nie zapraszałabym na uroczystość religijną osób, które nie są zainteresowane praktykowaniem danej – ale nikt już na to nie patrzy w ten sposób.

      Poproszona dziś o zostanie matką chrzestną, odmawiam, bo wiązałoby się to z wypełnieniem pewnych obowiązków w kościele, a mnie na to nie stać, czułabym się z tym źle. Inni nie mają takich uczuć, po prostu robią pewne rzeczy, bo tak należy, bo ktoś tego od nich oczekuje. A mnie, widzisz, przestały obchodzić oczekiwania innych. Zresztą chyba nikt nie lubi być do niczego namolnie nakłanianym.

      Usuń
    2. Bycie chrzestnym czy świadkiem na ślubie - rozumiem, ale gdy jestem zaproszona jako gość? W innych sytuacjach tez spotykają się ludzie o różnych poglądach i różnych religii.

      Usuń
    3. Nie, jako gość to inna sprawa. Neutralnie.

      Usuń
  3. Odpowiem moim wierszydlem popelnionym przed dwoma laty, ale wciaz aktualnym:
    https://swiattodzungla.blogspot.com/2017/12/powiedz-ojcze.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakbym wiedziała, że takie dzieło skrobnęłaś, dałabym w cytat nad nagłówkiem.

      Usuń
  4. Jestem jak kamień. Na drodze. To nie ja idę. To Bóg mnie podnosi i zanosi do siebie. Wtedy kiedy uzna to za stosowne. Bez łaski nic uczynić nie mogę. Tyle różnych kamieni leży na drodze. Każdy inny i każdy ma inne zadanie i inny cel. To jest tajemnica że tak się różnimy. I nikt gorszy nie jest. Nawet ten kamień który świeci jak zdjęcia kolorowe na blogach. Każdy kamień jest po coś. Jestem jak kamień na drodze życia. Nic moje nie jest.

    OdpowiedzUsuń
  5. Myślę sobie, że tu w blogosferze dość dobrze sobie radzimy z tym, aby szukać tego, co nas łączy, a nie dzieli. Bardzo dbamy o to, aby "rozmawiać" i wymieniać poglądy. Każdy to robi jak chce i jak umie. A MY? Jesteśmy tolerancyjni, uczymy się od siebie nawzajem, szanujemy się i swoje przekazy. I oby tak było zawsze- nie w grudniu, nie w święta, tylko zawsze... W życiu... To ponadczasowe i niezwiązane z żadną tradycją- ani Boską , ani Ludzką. To wartość, której powinniśmy być wierni bez względu na okoliczności...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Słusznie mówisz. Są jednak osoby, które postępują inaczej. Wiedzą przecież lepiej. ;)

      Usuń
  6. Ten świat jest tak skonstruowany, że dla dobra ogółu narzuca się zwyczaje, a nawet sposób myślenia. Dalekie to jest od ideału, jaki wyznaczył Jezus. Osobiście śmiem twierdzić, że dązyć do doskonałości, może tylko jednostka, ale czy starczy jej siły!? Życzę każdemu, żeby świętował jak mu w duszy gra. Dyrygent jest jeden! Twoje nastrojowe zdjęcia wieczornego miasta napawają mnie optymistycznie! Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  7. O tym, że Jezus nie urodził się 25 grudnia wie każdy kto czyta gazety i choć trochę myśli. W okolicach świąt katolickich bywa wiele publikacji udowadniających, że tego dnia urodziło się pewne bóstwo, ale na pewno nie chrześcijańskie, oraz wskazujących na pogańskie pochodzenie wielu zwyczajów związanych z tymi świętami.
    Skoro w Biblii jest podana bardzo dokładna data śmierci Jezusa a brak jest jakiejkolwiek informacji na temat jego urodzin. To znaczy, że nie powinno mieć to dla chrześcijanina żadnego znaczenia.
    Ale skoro poruszyłaś ten temat to poczułam się zmuszona wypowiedzieć się w tej kwestii.
    Moim zdaniem mylisz się co do daty przyjścia na świat Jezusa.
    Argument o tym, że Jezus musiał urodzić się w Paschę skoro bywa nazwany barankiem Paschalnym nie jest prawidłowy. Został tak nazwany ze względu na dzień śmierci. Wszak wtedy oddał swoje życie na ofiarę, jak inne baranki zarzynane i składane w dniu paschy.
    Według moich badań Jezus urodził się jesienią. Może na początku października.
    Oto moje wnioski:
    Proroctwo z Daniela 9:24-27 wskazuje, że Mesjasz miał się pojawić na początku 70 „tygodnia” lat (Dn 9:25), a „w połowie” tego ostatniego tygodnia ponieść śmierć ofiarną, wskutek której straciłyby ważność ofiary i dary ofiarne przewidziane w przymierzu Prawa (Dn 9:26, 27; por. Heb 9:9-14; 10:1-10). Oznaczałoby to, że służba Jezusa Chrystusa trwała trzy i pół roku (połowę „tygodnia” składającego się z siedmiu lat).

    Jezus umarł w okresie Paschy, więc jeśli jego służba trwała trzy i pół roku, musiałby w tym czasie obchodzić to święto czterokrotnie. Dowody na to można znaleźć w Jana 2:13; 5:1; 6:4 i 13:1.

    Skoro śmierć Jezusa nastąpiła wiosną, w miesiącu Nisan, a w myśl Daniela 9:24-27 jego służba trwała trzy i pół roku, więc musiał rozpocząć ją jesienią, mniej więcej w miesiącu Etanim (wrzesień/październik) A ochrzcił się w wieku 30 lat zgodnie z Prawem przestał wtedy podlegać władzy rodziców Łukasza 3:23

    Druga grupa argumentów:
    Według Księgi 1 Kronik król Dawid podzielił kapłanów na 24 „zmiany”, czyli grupy, z których każda przez tydzień usługiwała w świątyni. W związku z tym kapłan należący do danej zmiany odbywał służbę dwa razy w roku, mniej więcej co sześć miesięcy.

    Pierwsza grupa przystępowała do służby zaraz po Święcie Namiotów, na przełomie września i października. Ósma grupa, nazwana od imienia Abiasza, usługiwała jeden tydzień na przełomie listopada i grudnia, a potem drugi tydzień pod koniec czerwca i na początku lipca. Dlaczego właśnie ta grupa zasługuje na szczególną uwagę? Ponieważ w myśl Ewangelii według Łukasza do „zmiany Abiasza” należał Zachariasz, ojciec Jana Chrzciciela. Akurat pełnił służbę w świątyni, gdy mu się ukazał anioł, który zapowiedział narodziny Jana (Łuk. 1:5, 8, 9).

    W sprawozdaniu Łukasza czytamy, że wkrótce potem został poczęty Jan. Urodził się więc dziewięć miesięcy później — na początku września lub na początku kwietnia. Poza tym z relacji Łukasza wynika, że Jezus był od Jana młodszy o 6 miesięcy (Łuk. 1:26). Tak więc wspomniany szczegół z Księgi 1 Kronik dowodzi, że Jezus nie urodził się pod koniec grudnia, lecz na początku marca lub października. Pierwsza grupa dowodów wskazuje na tę drugą ewentualność.

    Ale jak wspomniałam, nie jest to wcale takie ważne, zbadałam temat raczej jako ciekawostkę a nie sprawę potrzebną mi do zbawienia. Najważniejsze jest to, że Jezus oddał za nas życie na okup. Niestety przygnębiający jest fakt, że wielu podających się za chrześcijan nic o nim nie wie. Uświadamiają sobie jego istnienie dwa razy w roku, kiedy "lulają go w żłobie" i krzyżują w tak zwany wielki piątek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W istocie, data urodzin nie jest ważna dla wiary. Potraktowałam to jako wypowiedź "a propos".

      "musiał urodzić się w Paschę skoro bywa nazwany barankiem Paschalnym" – to nie jest powód, dla którego tak uważam, to była jedynie puenta skojarzeniowa na koniec.
      Teoria ciekawa, podobnie bodajże myślał Chuck Missler, chrześcijanin ewangeliczny.

      Ostatnimi czasy przyglądam się temu wszystkiemu obok. Nie widzę w tym wszystkim niczego poza konsumpcją, głównie kulinarną. Wszystko obraca się wokół jedzenia, coraz częściej na stole pojawia się alkohol. Ot kolejny powód do biesiadowania, wszyscy mają wolne, można się zabawić.

      Usuń
  8. A ja nadal uważam, ze wszystko to kwestie indywidualne. Jeżeli są tradycje to niekoniecznie musimy się ich trzymać, jesli nie chcemy.. możemy iść własnymi ścieżkami, tworzyć własne tradycje i odstępować od tych, które już są narzucone od innych.
    Bardzo żałuje, że nie mogę być na żadnym Jarmarku, a bardzo bym chciała :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chodzenie własnymi drogami jest o wiele trudniejsze kiedy mieszka się bliżej rodziny. Wtedy obligatoryjnie należy brać w tym udział dlatego nie do końca jest to sprawą indywidualną, bo jednak pewne rzeczy wypada. Emigracja daje mi przyzwolenie na to aby przeżyć ten czas jak najlepiej, tak jak bym tego chciała ja, a nie inni.

      Usuń
  9. Droga Aniu
    Przecież Bóg jest wszędzie i w ♥️dobrych ludzi 🤗
    Pozdrawiam cieplutko 🙋

    OdpowiedzUsuń
  10. Uwielbiam przedświąteczny czas. Nie jest to takie ważne, kiedy dokładnie narodził się Jezus. Najważniejsze, żeby właściwie celebrować ten czas.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się z Tobą, data nie jest absolutnie ważna i nie przeszkadza w wierze. Ale też nie uważam za istotne, by celebrować.

      Usuń
  11. Już od dawna nie biorę udziału w tych całych przedświątecznych szopkach, owszem, w domu muszę podjąć się pewnych czynności i działań związanych ze świętami, bo rodzina tego oczekuje, ale po tym wszystkim zawsze z wielką ulgą wzdycham, że to już po. W jarmarkach najbardziej lubię grzane wino z ładnych ceramicznych kubeczków :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Bo rodzina tego oczekuje". Alleluja emigracja, nic nie muszę. ;]
      Tym razem niestety dostałam w plastikowych, ale nie szkodzi, bo nie gięły się i można było utrzymać.
      Ceramiczny kubek na grzańca ma w domu. ^_^ Były kiedyś w ofercie galicyjskiego.

      Usuń
  12. Witaj Aniu.
    Lubię święta i przygotowania do nich.
    Dla mnie to tradycja, ale nigdy się nie zastanawiałem skąd się wzięła.
    Pozdrawiam serdecznie.
    Michał

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A mnie z kolei zastanawiało i to bardzo, od kiedy w dzieciństwie dowiedziałam się o chrystianizacji pogan. Dziś po latach i uzupełnieniu wiedzy, twierdzę, że to jest poganizacja chrześcijaństwa.

      Usuń
  13. Rok temu, w tym czasie wymyśliłam sobie, że w przyszłości, jak tylko przyjdą święta, będę mieć odłożone hajsy na wyjazd do ciepłych krajów, żeby mnie to wszystko ominęło. Mam na myśli to, o czym wspomniałam u siebie. Tylko pasterki żal ;)

    P.S. Czuję się ogromnie wyróżniona tym, że zostałam tutaj wspomniana.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze jedno P.S. Pozwoliłam sobie udostępnić Twój wpis na moim blogowym FB: Walk With Photography - Facebook ;)

      Usuń
    2. Do tej pory nie miałam okazji czmychnąć ze świąt. W tym roku spędzam je w śniegu i mrozie, jeśli plan wypali. ^_^

      P.S. Bardzo mi miło. :)

      Usuń
  14. Dzień dobry Aniu, jak widzę ciągle wnikliwie zgłębiasz tekst Pisma i stało się to jedną z Twoich pasji.
    Dobrze mi u Ciebie na blogu, czytam z ciekawością Twoje wpisy, chociaż nie zawsze mam otwartą głowę na każdy temat, szczególnie, kiedy są to dość szczegółowe badania i rozważania. Ale ten przeczytałam w całości ciekawa, co napiszesz o tej tradycji.
    Dobrze, że umiesz wyrażać siebie i to, czego potrzebujesz, tak właśnie powinien robić każdy dorosły człowiek.
    Mnie im jestem starsza tym większą radość sprawiają tradycje - te wokół bożego narodzenia także. Lubię niemieckie jarmarki z tej okazji, lubię polskie zwyczaje, szopki, zaczęły mi się podobać nawet kiczowate ozdoby. :)
    A w niedzielę jeździłam na wielkim kole nad jarmarkiem bożonarodzeniowym w Bremerhaven.
    I dobrze mi z tym.
    Nie czuję religijności tych świąt od lat, ale lubię dawać prezenty. Dostawać już coraz mniej mnie interesuje, bo sama sobie przeważnie daję najlepsze prezenty :)
    Uściski!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fascynuje mnie odkrywanie i to, że ilekroć mam jakieś pytania, tam znajduję zawsze odpowiedzi. Fascynuje mnie logika myśli autora, a jeszcze bardziej przewidywalność, że to co zostało napisane w starożytności, pasuje jak ulał do dzisiejszych czasów. Fascynuje mnie ponadczasowość Biblii, a odkrywanie coraz to kolejnych rzeczy, daje mi wielką satysfakcję.
      W tym momencie mam już na blogu artykuł na każde święto, tak nawiasem mówiąc.
      Skłamałabym gdybym nie powiedziała, że święta tworzą miły klimat i są po prostu ładne. Dziś inaczej na to patrzę. Oglądam, fotografuję, bo lubię, ale nie chcę uczestniczyć.

      Usuń
  15. p.s. koleżeństwo blogowe i dla mnie się liczy i jest miłą wartością dodaną do przyjemności z publikowania i dzielenia się własnymi myślami i zdjęciami. :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Tym razem to tofu z ryżem smażonym przekonało mnie, że jest jeszcze jedno danie bez mięsa, które ma sens. A to zawsze coś.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest wiele takich. Kuchnia jaroszy jest bardzo kreatywna. Od dłuższego czasu eksperymentuję z daniami wegańskimi.

      Usuń
  17. A ja powiem tak: Dobrze że są Święta Bożego Narodzenia.
    Myślę, że gdyby ich nie było to byłaby okropna PUSTKA...

    Szacunek wielki dla Ciebie za ten tekst Aniu...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Omijam z daleka i mimo to nie odczuwam pustki. ;) Wiadomo, że to miła odskocznia od codzienności, odpoczynek w pięknej atmosferze celebracji itd., ale wymyśliłam sobie coś innego na ten czas, więc też będzie pięknie.
      Dzięki i pozdrawiam.

      Usuń
  18. Święta "Bożego Narodzenia" prawdę mówiąc najczęściej nie mają nic wspólnego z Bogiem. Dla Polaków jest to tradycja, która w moim odczuciu jest bardzo pozytywna.
    Dla mnie to spotkania z rodziną, wspólne miłe chwile, obdarowywanie się drobiazgami i zapach choinki. Choinki, którą wspólnie dekorujemy i co roku robimy część ozdób własnoręcznie.
    Ja też nie jestem katoliczką, a w ostatnim czasie mam wątpliwości czy jestem chrześcijanką. To wszystko przestało mieć dla mnie sens. Trochę się jeszcze gubię, ale powoli zaczynam dostrzegać drogę, którą będę dalej podążać.
    Bawi mnie ten konsumpcjonizm i tandeta, z jaką spotykamy się przed świętami. Patrzę na to z boku nie biorąc w tym wszystkim udziału. W grudniu unikam centrów handlowych i sklepów, za dużo ludzi, przepych, "promocje", wszędzie muzyka świąteczna (która akurat wzbudza we mnie dość negatywne emocje) - to nie dla mnie.
    Ale - uwielbiam grudniowe spacery po lesie, lubię oglądać miasto ozdobione lampkami, grzane wino na targu świątecznym to już tradycja. I rękodzieło. Tworzenie pięknych rzeczy z niczego :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podzielam Twoje uczucia. :) Za wyjątkiem innej drogi, bo moją jest Chrystus. W tym roku omijam świąteczny stół szerokim łukiem. To piękny czas, zima mnie zachwyca i liczę na moc niesamowitych wrażeń w ostatnich dniach grudnia, gdzieś w plenerze. :)

      Usuń

Pewnego dnia wymyśliłam sobie, że będę dzielić się pięknem świata, którego doświadczam podczas swoich wędrówek. Że będę pisać ku pokrzepieniu serc i być może zachęcać do podróżowania. W tym samym celu wydałam książkę, czyli dla Waszej przyjemności. Czasami piszę też o Bogu, który jest dla mnie najważniejszy i dzielę się chętnie swoim studium biblijnym.
Jednak nie robię tego dla poklasku, nie chcę samych duserów.
Dziękuję za każdego czytelnika, który podzieli się ze mną swą refleksją miast "odhaczonym" komplementem. Jestem wdzięczna za każde nasze wspólne rozważanie. Za komplementy dziękuję, ale nie na tym mi zależy. Proszę rozważ to nim pozostawisz po sobie te dwa/trzy słowa :) i tak zwyczajnie: porozmawiajmy.