Ardez – tam gdzie czas nie płynie.

"Zimny front po kilku godzinach przestoju u podnóża gór ogarnął całą okolicę, niosąc ze sobą przenikliwe podmuchy wiatru i deszcz. Rano wszystko było pokryte liśćmi, w powietrzu czuło się intensywny zapach jesieni. Kropelki rosy na pastwisku rozszczepiały promienie słońca, połyskując jak karmazynowe iskierki."


– John Verdon "Wyliczanka"


u schyłku października, 2019
Powietrze ma teraz ten intensywniejszy, świeży zapach. Przyjemnie jest nim oddychać, przyjemnie czuć jak wnika w ciało ożywcze tchnienie. To jest atmosfera, która hartuje ciało ludzkie lepiej niż rutinoscorbin. Od kilku lat nie zażywam już żadnych suplementów. Wyszło mi na zdrowie. Hartuję się naturą.
   Złapaliśmy okno pogodowe w czasie długotrwałych opadów deszczu (i śniegu w górach, także tych niższych) i w trzyosobowej grupce ruszyliśmy w stronę mojego ulubionego kantonu Graubünden.
   Jakże lubię te jesienne poranki, kiedy półmrok zasnuwa ziemię pajęczyną senności. Kiedy noc wymieszana z nowym dniem przypomina rozmyte barwy na akwarelowym płótnie.


Kiedy pierwsze promienie uderzyły ciepłym światłem w miedziano-rude lasy, rozpoczął się spektakl budzącej się przyrody. Troje ludzi udało się w podróż, zostawiając za sobą codzienność, której konieczne rytuały wieczorami oplatały jakby mackami, szyje znudzonych. Dzisiejszy wieczór będzie inny.
   Czasami zastanawiam się, czym byłoby moje życie, gdybym nie mogła podróżować. Praktycznie od kiedy skończyłam liceum, zaczęłam rozsmakowywać się w małych i większych podróżach. Prostych tak jak nieskomplikowane może być zwykłe życie. A jednak bardziej kolorowe.
   Odkrywszy w tym serce, uznałam, że nigdy się już nie zatrzymam, póki śmierć nie powoła się o moje ciało.


Nieodzowną częścią eskapady w kierunku Graubünden jest przejazd przez efektowną przełęcz Flüelapass. Zawsze i szczerze polecam odwiedzającym ten kraj, by zobaczyć przynajmniej jedną taką przełęcz, chociaż z samochodu.
   ➤ Flüelapass z samochodu.
   ➤ Flüelapass ze szlaku.

Jesienna przełęcz Flüela.
Zaparkowaliśmy samochód w miejscowości Ardez na dworcu kolejowym, co może być dobrą wiadomością dla niezmotoryzowanych. Dojeżdża tu przez cały rok pociąg, także ta sławna linia "Bernina Express" jadąca przez znane turystycznie miejscowości: Chur → Davos → St. Moritz → Tirano → Lugano.
   W sznurze wagonów znajduje się zawsze przynajmniej jeden wagon z oknami panoramicznymi, zależnie od liczby sprzedanych biletów, a ten niestety do tanich nie należy. Coś mi jednak mówi, że warto. Jak zwiedzać, to na maksa, zwłaszcza jeśli ktoś planuje przyjechać ten jeden jedyny raz.
   Trasa jest naprawdę atrakcyjna, dlatego o tym mówię. Ale szczerze podpowiem, że odcinek z Chur do St. Moritz można sobie darować, bo w 80% widoki przesłaniają wysokie drzewa.



Na dworcu można zaopatrzyć się w kolorowe foldery oraz mapę. Znalazłam je w poczekalni do toalety. Wkleili tam piękne zdjęcia, sama bym lepszych nie zrobiła.
   Ta trasa kolejowa to turystyczna perełka Szwajcarii, a przy okazji atrakcja dostępna dla każdego, bez względu na możliwości fizyczne.



Zatem wiemy już jak się tu dostać. A co oferuje miejscowość Ardez oraz co się kryje za słowami w tytule? Przeszłość ma to do siebie, że nadgryza świat tzw. zębem czasu. I oczywiście Ardez nie wywinęło mu się zupełnie, ale nie da się powiedzieć o tym miejscu, że to relikt, po jakim zostały tylko płótna rozkochanych w jego pejzażu malarzy.
   Ardez tętni normalnym, codziennym życiem, a w eterze jego ulic rozprzestrzenia się dźwięk retroromańskiego języka. Ludzie mieszkają tu w chatach jakie dziś w Polsce możemy znać jedynie ze skansenów (chyba, że o czymś nie wiem). A jednak na tyle już ucywilizowanych domostwach, że z cała pewnością nie jest to nędzne życie i zimowa walka o ciepło. Jednakże od lat zamierzchłych prawie nic nie uległo tu zmianie i można powiedzieć, że Ardez przeżywa nadal swoje lata świetności.

Mapa wioski.
Legenda.
Zdjęcie pierwszego domu, jaki zobaczyłam po opuszczeniu dworca.
Jest to wieża Planta. Wieża klatkowa z XIII wieku, mieszkalna, należąca onegdaj do rodziny Planta.
O nich będę jeszcze wspominać.
Archeolodzy odkryli w Ardez liczne pozostałości po starożytnych Rzymianach. Infrastruktura była oparta głownie na rolnictwie oraz chowie bydła. Obszary pastwisk były regularnie zmieniane co siedem lat, aby zapobiec nadmiernemu eksploatowaniu ziemi. Podobnie z polami uprawnymi, a siano głównie jęczmień.
   Dziś Ardez stawia na turystykę. Znajdują się tam: biuro architektoniczne, dwa hotele, trzy restauracje, sklep sieci VOLG (coś jak u nas Żabka), wiejski sklep z owcami, oraz kilka pensjonacików wakacyjnych (agroturystyka). Istnieje także kilka firm zajmujących się rękodziełem, które produkują skórzane rękawiczki i owcze kurtki.
   Ardez jest punktem wyjścia do wielu wędrówek po okolicy. Najbliższe ośrodki narciarskie znajdują się w Ftan i na Motta Naluns powyżej Scuol, około 10 kilometrów od Ardez.
   ➤ Informator internetowy.


Wioska została zbudowana na dużych pochyłościach co może zniechęcać niektórych mniej wprawionych turystów. Nadmieniam o tym, ponieważ znam takie sytuacje (z opowieści), w których ludzie z żalem rezygnowali ze zwiedzania z powodu zbyt męczących podejść.



Romańska, ciągle żywa kultura charakteryzuje wioskę przede wszystkim nadzwyczajną serdecznością. Każdy mijający nas przechodzień witał się charakterystycznym pozdrowieniem i szerokim uśmiechem, warto więc otworzyć się na ludzi i odpowiadać jakkolwiek. Może być zwykłe angielskie hello, czy niemieckie Guten Morgen. Na pewno będzie to lepiej przyjęte niż markotna mina.




Domy zdobią piękne sgraffito. Dzięki dbałości mieszkańców, Ardez jest nienaruszonym obrazem dawnej wsi, który idealnie wpasował się do alpejskiego krajobrazu.
   Engadyna jest długą doliną górską (100 km), w której mieszczą się takie perełki i dlatego właśnie bardzo lubię ten region. Tu gdzie przybyliśmy, jej krajobraz składający się z głębokich wąwozów o stromych ścianach, ustępuje rosnącym na zboczach modrzewiom, które jesienią są pięknie ozłocone. Stąd już blisko do Szwajcarskiego Parku Narodowego.


Żeby lepiej zilustrować panoramę, Engadyna znajduje się na południowym zboczu łańcucha Silvretta, na słonecznym tarasie. Jest otoczona wspaniałym krajobrazem z bujnymi łąkami oraz lasami mieszanymi, lecz zdecydowanie najwięcej jest tutaj modrzewi.



"Dom Adama i Ewy".

Wszystkie te domy mają 400 lat i więcej. Poprzednim razem w jesiennym klimacie oglądaliśmy zabudowę wioski Guarda, którą również serdecznie polecam.





Jest to jedna z najładniejszych wiosek jakie udało mi się w życiu zobaczyć. Mając na uwadze wiele innych krajów, w których moja noga nigdy nie stanęła, trudno w zasadzie poświadczyć o pięknie na skali świata, ale że ja nie jestem globtroterem, cieszę się tym, co mam w zasięgu swojej ręki.
   Zachwycam się tym, co mam – zachwycam się Szwajcarią, bo odkryłam takie jej strony, o jakich nigdy nie miałam pojęcia. Jak chociażby to, że nie jest krajem dopiero co wykutym spod lodu.





Podoba mi się dbałość o detale. Wielkie skrzynie z kwiatami i mniejsze doniczki wiszące na gankach. Studzienki z krystalicznie czystą wodą, z których można czerpać i wąskie uliczki, które dają miły cień.
   Nie mam pojęcia ile jest tu światła w ciągu roku. Sądząc po zdjęciach, mogłoby się wydawać, że słońce jest nisko, bo ledwie co wstał świt. Nic bardziej mylnego, było już po dziewiątej.


Dom dla ptaków stanowił nie lada ciekawostkę. Poświęcono jeden duży pokój na to aby chronić te małe zwierzęta. Mogą tam wlatywać przesz szeroko otwarte okna, gniazdować i chronić się zimą. Fantastyczna sprawa i intrygująca inicjatywa.
   Dla dociekliwych: nie śmierdziało stamtąd.

"Ptasie okno".

Spacer uliczkami Ardez nie trwał długo, choć zdjęć można by tam zrobić naprawdę miliony. Każdy najdrobniejszy detal wymagał uwagi. Jako baczny obserwator, mogłabym w tej małej wiosce wypchać niejeden folder ze zdjęciami, a zawsze motyw byłby inny.



Niech mi ktoś podpowie, co to do diaska jest? Fantazja ludzka czasami mnie rozbraja. Stałam przed tą "twarzową" istotą, próbując ogarnąć zamysł twórcy, jednak sięgnęło to moich granic.

?
Nawrócenie mieszkańców na wiarę reformowaną (bliższą biblijnej) miało miejsce w XVI wieku. Wówczas stara parafia służyła wyłącznie do chrztów i pochówków dla okolicznych miejscowości jak Guarda, Lavin, Susch i Galtür. Ci ostatni chowali swych zmarłych na ardezkim cmentarzu.
   Zimą, gdy przełęcz Futus była nieprzejezdna, zakopywali zmarłych w śniegu i dopiero wiosną zawozili ich na cmentarz do Ardez.


Pierwotna budowla pochodzi z okresu średniowiecza, konkretnie z XII wieku. Obecnie kościół (po gruntownej przebudowie) można raczej uznać za pochodzący z XVI wieku. Po reformacji został solidnie odnowiony.
   Kościół długo stał jako niezależna parafia. Dopiero niedawno, bo od 2016 r., stał się częścią parafii Ardez - Ftan - Guarda, należącej do protestancko-reformowanego Kościoła w Graubünden.


Widok na chór.
W większości kościołów w Szwajcarii jest możliwe wejście na chór i obejrzenie organów z bliska, z czego zawsze chętnie korzystam, ponieważ zabytkowy instrument jest tym, co ciekawi mnie najbardziej w starych kościołach. Poza tym lubię fotografować z góry.



Kościelne podcienia czasami skrywają tajemnice. Zamknięte przejścia, zasłonięte malowidła, albo pozostawione i otwarte na czymś ładnym księgi. Lubię buszować po kościołach, choć czasami nie znajduję niczego poza ciszą.


Na zewnątrz znajduje się niewielki cmentarzyk, na którego baczenie mają ludzie z okna sąsiedniego domu. Nie przeszkadzałoby mi to gdybym miała taki widok np. z jadalni. Nie ma w tym nic niesmacznego, chyba jedynie tylko, jeżeli panowałby tu jakiś bałagan z tymi plastikowymi wiechciami jak na polskich cmentarzach tydzień po pierwszym listopada.
   Poza tym, z perspektywy samego cmentarza, to całkiem kolorowy i pozytywny widok. Lubię cmentarze, odnajduję na nich spokój już za życia.


Następną atrakcją, która góruje nad wioską Ardez, są ruiny zamku (wieżę już widać na powyższym zdjęciu). Po wejściu na niewysokie wzniesienie można rzucić okiem na jesienne krajobrazy, które są prawdziwą ucztą dla oczu. Sama wioska leży na wysokości 1467 m, więc "zdobycie zamku" nie jest jakimś szczególnym wyczynem. Zamek stoi na wysokości 1521 m n.p.m.
   Był to kiedyś kompleks tworzący typową, wczesnośredniowieczną fortecę kościelną z murem pierścieniowym i kościołem na terenie zamku. Uznałam, że najlepiej będzie go pokazać na krótkim nagraniu:


Przy wejściu znajdują się ruiny kościoła św. Lucjusza. Pozostały tylko ściany od północnej i zachodniej strony, całkiem ładny łuk chóru i część absydy. Kościół nie jest jednak geostetem.
   Czteropiętrowa wieża zamkowa ma dach, który był zbyt płaski jak na średniowiecze, co sugeruje, że pochodzi z późniejszych czasów.



Mieszkali tu Lordowie Frickingen, ale po śmierci Alberta von Frickingen, łapę na włościach położył biskup Chur, ówczesny kolekcjoner bardzo drogich nieruchomości.
   W wojnie szwabskiej (w 1499 r.) zamek został spalony przez wojska cesarskie. Zamek został później tylko tymczasowo naprawiony. Przez następne lata jego właścicielem był Hans Planta, ale nie mieszkał tam. Opuszczony zamek zaczął niszczeć.
   Trzeba przyznać, że widoki ze wzgórza są oszałamiające. Pełna paleta barw, dzięki uroczej jesieni.



To co widać daleko w tle, to zamek Tarasp. Jest to szwajcarskie dziedzictwo o znaczeniu krajowym i przypuszcza się, że został postawiony w XI wieku lub nawet może już w X.
   Można tam dojechać autobusem, przejazd jest otwarty przez cały rok, informacje tutaj. Zwiedzanie tylko z przewodnikiem.


Ten dzień pomalowany złotem jeszcze się nie skończył. Komu w drogę temu czas, który płynąć nie chce. Wędrowcy i tak nie noszą zegarków. Odliczają lata od jednej jesieni do drugiej, wspominając tylko drogi, które sami przeszli.

41 komentarzy:

  1. Twoje posty mnie zachwycają, ta wioska tak bajkowa, że chciałabym tam teraz być. Cudowna architektura, mam swoje ulubione zdjęcie, to jedno z wioski: Okno, studzienka drewniana czy co to tam jest, kwiaty na desce. Dla mnie to zdjęcie jest perfekcyjne pod każdym względem, takie, w którym się zakochałam i chce mi się co chwile na nie patrzeć. <3 Nosz na tapetę w komórce, bym sobie je dała. :)

    To coś to...yyyy....człowiek zwierze, co to potrafi owinąć swoją ofiarę w sidła bardzo sprytnie i bez wyrzutów sumienia z uśmiechem na twarzy...tak mi się skojarzyło... pewnie przez doświadczenia z takimi pustakami. hehe

    Relaksują mnie Twoje posty, niesamowicie mi się tam podoba, z Tobą, Wami to zawsze jest fajnie spędzić czas! :))))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A bierz sobie to zdjęcie na komórkę! ;) Mnie ono też się bardzo podoba i jeszcze jedno, takie z zielonymi drzwiami w romby i drewnianymi skrzynkami pocztowymi z lewej strony. To są zdjęcia dla mnie the best ze wszystkich.

      Czyli jednak – potwór. To by tłumaczyło dlaczego jest samotny na tym budynku.

      Usuń
  2. No po prostu cudo, dobrze że zamieściłaś zdjęcia detali, bardzo moje klimaty.
    Można powiedzieć, że ta miejscowość to gotowa scenografia do filmu.
    Ciekawe czy tubylcy podobnie jak turyści są zachwyceni swym życiem tam, ale chyba tak, skoro uśmiechają się nawet do przyjezdnych.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawie by było przeprowadzić wywiad z mieszkańcami. Myślę, że do pytań w stylu "jak się tu żyje", są przyzwyczajeni.

      Usuń
  3. Cudowną wycieczkę mi zafundowałaś! Poczytałam, poogladałam wspaniałe fotki. Mogłabym znów, od nowa i od nowa... Fantastyczne wrażenia! Ale najpiękniejsze sa prawdziwe, czyli być i widzieć na własne oczy, poczuć atmosferę miejsca. I koniecznie posmakować miejscowej kawy. Uwielbiam takie klimaty jak Ardez. Im starsze miasto, tym dla mnie ciekawsze... Chciałabym tam być kiedyś... Tym bardziej, że Szwajcarii w ogóle nie znam. Pozdrawiam, Pola :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz już pierwszy powód, aby odwiedzić Szwajcarię. :) A jestem pewna, że znalazłabyś ich więcej. Mała propozycja na zachętę: z prawej strony bloga są rozszerzone zakładki, a tam "szwajcarskie miejscowości". Gustuję głownie w zabytkowej architekturze.

      Usuń
  4. Przepiękne zdjecia i chyba będę się nimi zachwycać non stop! przepiękna złota jesień, barwy życia ♥
    Miejsce samo w sobie też jest piękne, grunt to w danym miejscu dostrzec jego piękno i to pokazać - udało się! :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Po pierwszej tytułowej fotce już chciałam krzyknąć: o, całkiem jak u mnie na wsi!, a potem... wypuściłam powietrze;))) Bo jednak u mnie tylko marne 300 mpn:)) Powinnaś ze swoich zdjęć stworzyć album, piękne są, i zdjęcia, i okolice. Masz farta mieszkać w takim miejscu...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na razie album mam tutaj. Nadal zbieram zdjęcia. Może przyjdzie taki moment, że wydanie albumu czy przewodnika stanie się łatwiejsze i pojawi się jakiś impuls do tego, by wykorzystać te wszystkie zdjęcia. Na razie są one – jednak mimo wszystko i nadal – dostępne za darmo na zwykłym blogu.

      Usuń
  6. Ależ pięknie tam! Rzeczywiście miasteczko należy do elity zachwycających miejsc. Tak z ciekawości zerknęłam na booking ile mogłoby kosztować wynajęcie w Ardez pokoju. No cóż, ceny są wprost proporcjonalne do cudowności tego miejsca. Jesteś szczęściarą, że możesz zwiedzać Szwajcarię w przysłowiowych "kapciach". Gratuluję zdjęć!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlatego zazwyczaj proponuję ochotnikom zwiedzanie na dziko, czyli survival w górach i zwiedzanie takich wiosek po drodze. Albo dużym samochodem. Realia są jakie są, ale relatywne – dla samych mieszkańców.

      Usuń
  7. Booorze szumiący, jakie cudne to miasteczko! Razem z fantazją tych, którzy ozdabiają kamieniczki takimi malowidłami jak to, na które zwróciłaś uwagę. W sumie czy nie wszystko jedno, co to jest? Grunt, że fajowskie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jasne, że fajowskie. Aż się wszyscy zatrzymaliśmy pod tym dziełem na krótką kontemplację.

      Usuń
    2. Dzieło dłuuugie, to i kontemplować by można długo. Zdecydowanie mi się podoba!

      Usuń
  8. Takie drobiazgi nadają zawsze klimat miejscu. Ciekawa jest praca fotografa, bo co fotograf, to inne spojrzenie i ciekawi mnie również, jak to miasteczko wygląda w rzeczywistości. Jestem pewna, że gdybym tam była, utrwaliłabym je na zdjęciach zupełnie inaczej. I to jest w tym wszystkim najprzyjemniejsze. :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Taką jesień uwielbiam. W plenerze, bez pośpiechu, codziennej bieganiny. Mrok mnie nie przeraża, bo nie ja siedzę za kółkiem, lecz przez szybę auta podziwiam mgliste wschody :D!!!
    Piękna miejscowość, wspaniałe zdjęcia!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlatego robię zdjęcia z samochodu, żeby potem mąż mógł zobaczyć co było tam, gdzie przejeżdżał. 😅

      Usuń
  10. pięknie.
    wioska mnie zachwyciła. te domy, te zdobienia... całe to wszystko :)
    a co do malunku, to....hmmm... wygląda jak połączenie dżdżownicy, syreny i ryby :)))
    ps. wicher potrafi być okrutny. TOPR jakiś czas temu podawał informację, ze którejś zimny, podczas halnego, osiągającego ponad 100 km/h, dwoje turystów szło granią. jak nietrudno się domyślić słowo "szło" jest nieakuratne do sytuacji. ponoć czołgali się i asekurowali cały czas czekanem, bo inaczej wiatr po prostu by ich zrzucił w przepaść. mielsi mnóstwo szczęścia, ze udało im się doczołgać w bezpieczne miejsce.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podsumowanie jak dotąd wygląda następująco: fajowska ludożerna dżdżownica morska. :D
      p.s. Powinni się też powiązać linami, a nawet koki wbijać. To trochę jak alpinistyka na pionowej, gładkiej ścianie.

      Usuń
  11. Witaj Aniu.
    Jak to dobrze tak sobie z Wami powędrować wirtualnie.
    Podziwiam Wasz zapał i kondycję.
    Pozdrawiam serdecznie.
    Michał

    OdpowiedzUsuń
  12. Ta wioska jest tak urokliwa, że nawet ja, największy zmarzluch z chęcią bym się tam wybrała. Już, teraz, natychmiast:)

    OdpowiedzUsuń
  13. Ale fajnie się czyta Twoje poetyckie teksty! A Ardez jest cudne, nigdzie na szlakach nie spotkałam takiego miejsca:)
    Nie mówiąc już o bajecznych widokach:)
    Piękna jest ta Twoja Szwajcaria! Masz tam taką różnorodność, taki świat "w pigułce", że nie musiałabyś właściwie nigdzie więcej podróżować:)
    Dzięki:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam wrażenie, że w ciągu jednego życia nie udałoby się wszystkiego zobaczyć. A przecież to taki mały kraj.

      Usuń
  14. Aniu droga
    Cudne zdjęcia, malownicze miejsca😀
    Pięknie móc się tam przenieść, choć tylko wirtualnie, bo podróży mi brakuje.
    Pozdrawiam serdecznie na miły dluuugi weekend 💙🧁☕🤗

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak na razie weekend w wełnianych skarpetach z gorącą kawą w kubku z bałwankiem. 😁

      Usuń
  15. Znakomite zdjęcia! Szczególnie chwyciły mnie za serce te jesienne żółte drzewa. (:
    Pozdrawiam ciepło.
    mój blog, zapraszam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Modrzewie zawsze jesienią tworzą piękny krajobraz. (:

      Usuń
  16. Pierwsze zdjęcie wygląda jak z dobrego horroru. Mrocznie! Ale później już jest coraz pogodniej. Piękna jesień! Złote i czerwone barwy sprawiają, że aż czuję zapach tych liści, kasztanów. Bardzo klimatyczne miejsce! Uwielbiam takie uliczki, kwintesencja zdolności architektonicznych. Bardzo fajnie "zgubić się" w takim miejscu i pozwiedzać :) Te fasady i wszystkie detale budynków są niesamowite!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, wiem, pierwsze zdjęcie to nie Twój klimat. :P Ale tego dnia słońca nie brakowało, a jesienne kolory... mam wrażenie, że Egipt cały rok jest żółty. Tak go sobie wyobrażam, może błędnie. Pewnie w ciągu roku wyprowadzisz mnie z błędy swoimi zdjęciami. :)

      Usuń
  17. I co mam Tobie napisać, Anno, skoro same komplementy cisną mi się pod palce?
    Może dzięki Twoim opisom i zdjęciom polubię listopad?
    Ten wężo-rybo-smoko-syrenos jest niesamowity! 😍🥰

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzę jeszcze jedno – ta syreno-dżdżownica jest uśmiechnięta, pomimo że jest na tym budynku sama. Może to introwertyczka-optymistka? 😂

      Usuń
  18. Ale mieliście super wyprawę, zdjęcia są niesamowite, ale tam pięknie.
    Jestem zachwyona architekturą, uwielbiam takie okna z drzwiczkami, kojarzą mi się z Hiszpanią :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Dziękuję za wycieczkę po miejscowości Ardez, te pochyłości są bardzo malownicze, przypominają mi Cieszyn. :)
    Piękne domy i budynki z XIII wieku i starsze, z tymi wszystkimi malowidłami, ceglastymi wieżami to dla mnie typowe szwajcarskie krajobrazy.
    Chciałabym kiedyś mieć na tyle czasu, żeby sobie pozwiedzać Szwajcarię.
    A może nawet kiedyś z Tobą jako Przewodniczką? :)
    To by było niezwykłe przeżycie!

    pozdrowienia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Byłam w kiedyś w Cieszynie, bardzo mi się podobało, ładne miasto. Pochyłości były zdecydowanie mniejsze, ale niektórzy narzekali.
      Proponuję rundkę po zabytkowych wioskach. :D

      Usuń

Pewnego dnia wymyśliłam sobie, że będę dzielić się pięknem świata, którego doświadczam podczas swoich wędrówek. Że będę pisać ku pokrzepieniu serc i być może zachęcać do podróżowania. W tym samym celu wydałam książkę, czyli dla Waszej przyjemności. Czasami piszę też o Bogu, który jest dla mnie najważniejszy i dzielę się chętnie swoim studium biblijnym.
Jednak nie robię tego dla poklasku, nie chcę samych duserów.
Dziękuję za każdego czytelnika, który podzieli się ze mną swą refleksją miast "odhaczonym" komplementem. Jestem wdzięczna za każde nasze wspólne rozważanie. Za komplementy dziękuję, ale nie na tym mi zależy. Proszę rozważ to nim pozostawisz po sobie te dwa/trzy słowa :) i tak zwyczajnie: porozmawiajmy.