Säntis – z widokiem na 6 krajów.

↻ poprzednia opowieść – wejście na Säntis.


u schyłku sierpnia, 2019
Po wejściu nieprostym szlakiem na sam szczyt góry zła i nienawiści, dokładnie wtedy kiedy te emocje zostały przemienione w bezgraniczną miłość, przyszedł czas na zwiedzanie, a potem świętowanie. Z wielką przyjemnością oprowadzę Was po atrakcjach jednego z najpopularniejszych szczytów w Szwajcarii.
   Podzielę opowieść na kilka kategorii, aby łatwiej było znaleźć najciekawsze podług Was informacje.
   Zapraszam przy okazji na stronę internetową: saentisbahn.

/powiększ.

Krótka historia.

W 1846 roku uruchomiono pierwszy obiekt: prostą oberżę. Kolej linowa powstała dopiero około 100 lat później. Kursowała wówczas jedna kabina, która zdolna była zabrać na górę 35 osób.


Od tamtego czasu wszystko się zmieniło i powierzchnia wierzchołka została niemal całkiem zabudowana, co utworzyło swego rodzaju maleńkie osiedle (tak zwykłam mówić). Dziś na szczyt dojeżdżają dwa większe wagony, mogące pomieścić nawet 85 osób. Jeden kurs zajmuje 10 minut.
   Do przełęczy Schwägalp skąd startuje kolejka, można dojechać samochodem lub autobusem. Nieopodal stacji znajduje się hotel i obszerny parking.





Na "osiedlu Säntis", istnieją teraz dwie restauracje z panoramicznymi oknami skąd rozciąga się widok na góry Szwajcarii, Niemiec (w tym Schwarzwald), Austrii oraz Liechtensteinu, Włoch i Francji. Aż trudno w to uwierzyć, ale może... może... przy doskonałej widoczności i przez dobrą lunetę (na tarasach widokowych stoją darmowe), dojrzy się jakiś najwyższy szczyt Francji czy Włoch...

Restauracja "Alter Säntis".

Nie przestałam nienawidzić.

Nowa nienawiść ujawniła swe oślizgłe macki całkiem niedawno. Rozsądek nakazał mi kiedyś zrezygnować ze zdobycia szczytu Altmann, ale dowiedziałam się, że pewna para, która chodzi po górach raz do roku, weszła na ten szczyt mówiąc, że trasa jest prosta jak pestka. Zalazło mi to za skórę i teraz ta diabelska góra, ten stary dziad, wkurza mnie jak nic na świecie...
   Jest oczywiście niższy niż Säntis i pomimo podobnych warunków na szlaku (wspinaczka), nie ma żelaznych pomocy na "ostatniej prostej"...
   Altmann to klasyczna góra wspinaczkowa. Pierwsze trasy prowadziły przez tzw. "kominy", ale później na mapach pojawił się szlak na ścianie zachodniej (prowadzi przez grań), oznaczony jako zwykły szlak. Południowa ściana to epickie wyzwanie ósmego stopnia, na którą się nie wybieram.
   Podobno istnieje tam bardzo duże prawdopodobieństwo spotkania z koziorożcem, czyli Capra ibex, na którym bardzo mi zależy.



U stóp Altmann'a.
 Początek wędrówki (od strony Säntis) na tę górę zła i śmierci wygląda tak:


Czyżby to był początek nowej przygody? Ale na pewno nie na ten rok. W wysokich górach zapanowała kilka dni temu zima.

Wieszczek, gatunek z rodziny krukowatych.


Galeria pogody górskiej.

Pogoda na Säntis jest zawsze spektakularna. Galeria pogody oferuje interaktywną wycieczkę, prowadząc ścieżką edukacyjną przez elementy pogodowe oraz zachęcając do samodzielnych eksperymentów.
   Säntis to góra superlatyw pogodowych. Jest to najdłuższa na świecie seria pomiarowa stacji górskiej i najbardziej mokre miejsce w Szwajcarii. I zawsze przyciąga pioruny. Tutaj też, jest co roku największa (zmierzona) głębokość śniegu w Szwajcarii.


Lista rekordów Säntis jest długa. Nowo stworzona obwodnica wzdłuż północnego tarasu jest poświęcona tym zapisom (oraz innym ekstremalnym wydarzeniom pogodowym na świecie).
   Mnóstwo ekscytujących rzeczy dla odkrywców. Tutaj można obserwować efekty ekspedycji na siedmiu kontynentach w kierunku globalnych ekstremów klimatycznych i pogodowych. Obrazy 3D i filmy w przeglądarkach stereo. Powiększający kalejdoskop ze spektakularnymi obrazami z różnych krajów.



Zdecydowanie mój ulubiony efekt pogodowy.
Interaktywne media, elementy dotykowe i eksperymenty sprawiają, że nikt się tam nie nudzi. W tej części wystawy można wcielić się w rolę meteorologa, a nawet produkować własne cuda pogody. Można stworzyć własny wiatr, błyskawicę, tornado i zmienić ciśnienie atmosferyczne.
   Dodatkowo interaktywne stacje dotykowe ze statystykami pogody i szczegółowymi objaśnieniami, uczą lepiej niż podręczniki szkolne.
   Poniżej, moim palcem stworzyłam takie pioruny:


Plan Szwajcarii z guzikami wskazującymi wysokości poszczególnych szczytów. Säntis tutaj jest najwyższy.

Säntis romantycznie.

Säntis to osiedle atrakcji. "Romantyczny wieczór w pełni księżyca" to oferta nie tylko dla zakochanych. Każda pełnia księżyca (o ile aura na to pozwala) spędzona na szczycie Säntis, wiąże się z bufetem i muzyką. Spektakularne widoki, niezastąpione wrażenia i pełny relaks. Dodatkowo goście mogą korzystać ze strefy wellness (sauna fińska, biosauna, łaźnia parowa, jacuzzi).



Wydarzenia kulturowe.

Prócz regularnych wydarzeń w kalendarzu często pojawiają się koncerty i spotkania. Niedawno odbywała się "Noc Jazz'u", zaś już wkrótce będzie można spędzić wieczór z gwiazdą filmową, pisarzem i autorem piosenek Nilsem Althausem, czemu towarzyszyć będzie pełny bufet.
   W listopadzie będzie czas na niezwykłe wieczory, podczas których zmysły gości będą rozpieszczane tradycyjnymi, lokalnymi przysmakami oraz muzyką ludową na żywo.



Alter Säntis

Wspominałam, że świętowaliśmy zdobycie tego szczytu, pora więc przybliżyć tę sytuację. Zagościliśmy w tym celu w restauracji Alter Säntis, na której stronę przy okazji zapraszam: Berggasthaus & menu.


Taras słoneczny był całkowicie oblegany przez ludzi, więc zajęliśmy stolik wewnątrz.
   Na pierwszy ogień zamówiliśmy regionalne piwo (niestety ciemnych nie mieli) w kuflu przedstawiającym Säntis. Idealny na toast za udane zdobycie tejże góry.


Później przyszedł czas na jedzonko. Okazja była wyjątkowa, więc jak to się mówi: raz nie zawsze. Zamówiłam wołowinę z makaronem (tutaj robionym) z sosem pomidorowym, a mąż zamówił cielęcinę z rösti (szwajcarski przysmak), do tego warzywa.
   Jak na lanserskim blogu, zdjęcia tego, co zjedliśmy... 😂

Ta zielona papka (musiałam sprawdzić) to szpinak.

To była godziwa nagroda za przebyty szlak. Spędziliśmy tam więcej czasu niż na jakiejkolwiek innej górze i było warto. Troszkę nas po tym obiedzie ścięło z nóg, kusiła drzemka. Błogostan nie opuszczał nas do końca dnia.


Gdzie okiem sięgnąć tam znalazło się coś ciekawego. Np. chaty górskie nad zboczami, inne szlaki, którymi kiedyś można by też pójść, urodzaj roślinności górskiej i rozmaitości wśród turystów.


Kiedy zobaczyłam tę rzeźbę, myślałam, że to jakiś grobowiec... Trochę tandetny, ale sprawiający wrażenie czczonego, a do tego te taśmy jak na drogach krzyżowych...
   Okazało się, że to rzeźba latarni morskiej. Nie mam pojęcia o co z nią chodzi.



Spacer na wysokościach.

Po zwiedzeniu muzeum pogodowego, który ukryty jest pod całym kompleksem (taki bunkier), oraz po zasłużonym obiedzie, na rozleniwionych już nogach postanowiliśmy zrobić sobie spacer dookoła.



W kontemplacyjnym milczeniu szukałam wyjątkowych kadrów. Sam szczyt, a raczej ten kompleks turystyczny, jest tak charakterystyczny, że trudno by mówić o jakiejś trudności względem uchwycenia czegoś indywidualnie związanego z Säntis'em.
   W centrum mojego zainteresowania zawsze były przestworza. Chmury, ich ruch. Kłębowiska przeczesywane przez ostre pazury wierchów.


Wieszczek po raz drugi.




Z góry widać popularne w turystyce Seealpsee, jezioro którego wdzięki podziwialiśmy z bliska przy okazji wędrówki do chaty pustelnika i górskiej restauracji wbudowanej w skałę:

Seealpsee.
Kiedy opuszczaliśmy górę kolejką linową (uważam, że zasłużyliśmy na leniwy zjazd), mogliśmy poobserwować szlak, którym się wspinaliśmy, oraz innych śmiałków.

Szlak z "etapu trzeciego" naszej wspinaczki (patrz: poprzedni post).


Schwägalp – coś więcej.

U stóp góry znajduje się równie niemało atrakcji. W ofercie dla ludzi niezainteresowanych mocnymi wrażeniami górskimi, istnieje 5 spacerowych szlaków tematycznych, tworzących tzw. Park przyrody "Natur Erlebnispark". Wzdłuż drogi rozstawione są tablice opisujące różne tematy związane z przyrodą.
   Szlaki tematyczne są krótkie i można je dowolnie łączyć.



I nagle Säntis już nie wyglądał tak strasznie, ani też nie przeszywał mnie na wskroś zdenerwowaniem. Od tego dnia jego nieunikniony widok na wielu przyszłych wędrówkach, nie zmąci już mojego spokoju.


Koniec przygody i prywatne zwycięstwo zapadną mi w pamięci do końca życia. Idąc za myślą pisarza Santiago Posteguilla ("Czasami wielkie zwycięstwa buduje się na wielu wcześniejszych klęskach"); powiem innymi słowami, bowiem patrząc przez pryzmat planów, na których realizację długo musiałam czekać, czasami wielkie zwycięstwa buduje się na wielu latach przygotowań, ćwiczących nas w cierpliwości. Warto było poczekać na swój czas. Przyjdzie i czas na Altmann'a...


P.S. Zdobyliśmy się na to wyzwanie dokładnie w ostatniej chwili. Jakakolwiek zwłoka kosztowałaby nas przełożenie tego planu (znowu) na przyszły rok, bowiem z początkiem września pogoda zmieniła się diametralnie.
   Oto aktualny screen z kamerki internetowej, ukazujący taras na szczycie Säntis:

/powiększ

27 komentarzy:

  1. Moja ocena zlagodniala, kiedy zobaczylam pieska, ale zaraz przyszla refleksja, jak on sie tam wspial po tych smiercionosnych schodkach? Chetnie sama bym sie pobawila w tworczynie pogody i poeksperymentowala z piorunami, gdyby oczywiscie toto lezalo troche nizej, bo nie wspielabym sie.
    A mieszkac w takiej chatce na zboczu to z jednej strony fajnie, ze wzgledu na widoki zaokienne, ale z drugiej... Zapomnisz kupic papier toaletowy na przyklad i idz teraz do najblizszego sklepu, a potem wspinaj sie z powrotem. Albo dziecko codziennie do szkoly, potem na zajecia pozalekcyjne. Qrcze! :)))
    A jak juz sie czlowiek wspial na te szatanska gore, to ma jeszcze do pokonania pierdyliard schodow, zeby dostac sie na platforme widokowa. I to po sutym obiedzie. No w zyciu!
    A nie ma chetnych na wspinanie sie w zimie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pisałam poprzednio, że wyprzedzał mnie pies na szlaku. Potem wracał i znowu wyprzedzał. Psy uwielbiają takie eskapady, nie męczą się tak jak ludzie i wydzielają nieustająco energię. Jednak sądzę że ten ze zdjęcia (większy od tamtego) został tu przywieziony kolejką linową, tak jak większość zwiedzających to miejsce, przybyła taką drogą. ;)
      Schroniska górskie są regularnie zaopatrywane przez śmigłowce, ewentualnie towar jest wwożony kolejką.
      Wspinaczki zimowe wymagają sprzętu. Po oblodzonych stopniach zwykłym butem nie wejdziesz.

      Usuń
  2. Psy rzeczywiście lubią biegać po szlakach. Tydzień temu moja córka przysłała mi zdjęcia z eskapady z pieskiem corgi. Niskie łapki, długi, z kitą, jak u lisa, a wciąż tryskał energią, wyprzedzał i powraca l. Przechodzący turyści sami się dziwili.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Często widuję psy w górach, to przecież najlepszy sposób wybiegania dla zwierzaka, a i tak mam wrażenie, że ciągle im mało. Widziałam też małe psy zabierane na podobne szlaki wspinaczkowe do tego. Właściciele mają na plecach specjalny plecak i tam wkładają go jak jest do przejścia ścianka.

      Usuń
  3. W końcu mogę zobaczyć widoki bez mgły. ^_^

    Jest jak dla mnie odpowiednia ilość ludzi na plaży i wszędzie dookoła.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz więc uzupełnienie, możesz dodać do wspomnień. ^_^

      Najważniejsze, że otoczenie nie męczy, a i tak bywa. Wypoczywajcie, zdrówka dla taty.

      Usuń
    2. No w sumie można. Chociaż może kiedyś jeszcze raz uda mi się wjechać/wejść na tę górę. Kto wie?

      A dzięki wielkie. :)

      Po prostu według mnie mam tu jakby więcej (choć doba jest taka sama jak w domu) czasu na obserwację.

      Jaskółki zupełnie mnie rozbroiły. A papuga u tego pana na ramieniu to był pierwszy nokaut.

      Pozdrawiam!

      Usuń
    3. Jeżeli będziesz miał okazję zdobyć tę górę ponownie, to po eskapadzie zapraszam na kawę. :)

      Usuń
  4. Pokazałam mężowi i rzekł tylko - pełen szacun!
    Mnie zauroczyły te makiety, symulacja burzy i chmury, bardzo ciekawe.
    Widoki absolutnie niesamowite, warte każdego wysiłku i dobry masz obiektyw na te wszystkie ptaszki i robaczki:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lubię wszystkie makiety, ale to już wiesz.
      Obiektyw mam taki działający w dwie strony, duży zoom i dobre makro. Chociaż muszę powiedzieć, że moja stara cyfrówka robi o niebo lepsze makro, ale nie chcę chodzić z dwoma, bo za ciężko.

      Usuń
  5. Aniu
    Piękne zdjęcia, niezwykła opowieść😄 Szacunek za trud i niezwykła pasję podróżniczą ❤️
    Nic do Ciebie nie przyszło pocztą?
    Miłego całego nowego tygodnia życzę 🌞🌸

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przyszło i napisałam Ci mail wczoraj. Na pewno już go odebrałaś. :)
      Serdeczności przesyłam. :)

      Usuń
  6. Gratuluję Aniu!!! Piękna góra...wspaniałe widoki i ileż atrakcji wokół. Jestem pod ogromnym wrażeniem :D!!!

    OdpowiedzUsuń
  7. Szaleństwo szczytowe albo ambitne plany zmierzenia się z siłami natury, bo pobyt ponad chmurami i zachwycające widoki są tego warte. Mój podziw z każdym wpisem rośnie w górę, a Szwajcaria staje się coraz bardziej przyjazna, gdyż udogodnień dla turystów bardzo wiele.
    Powinnaś wydać te swoje wędrówki, będą inspiracją dla innych.
    Serdeczności zasyłam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wydawanie bloga, który jest za darmo, jakoś się kłóci... Poza tym księgarnie pękają w szwach od przewodników.
      Pozdrawiam ciepło. :)

      Usuń
  8. Piękne miejsce zresztą jak zawsze u Ciebie ciekawie i pięknie
    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  9. To dobrze, że nie musiałaś przekładać tego wejścia na Säntis.
    Jak zwykle tyle wątków, że trudno wybrać, do czego tu się odnieść. Aha. Już wiem. Tym razem, nie wiem czemu, zwróciłam większą niż zwykle uwagę na nieziemskie zdjęcia. Jestem ciekawa, jak ja bym się czuła w takich wysokich górach - nie mogę sobie tego wyobrazić :)
    Dzięki za zdjęcie tego ptaka. Lubię taką rzadką przyrodę. To znaczy w sumie nie wiem, czy jest rzadki, ale ja o nim nie słyszałam:)
    I to laboratorium! (czy jak to nazwać) Palcem stworzyć pioruny! Zeus Gromowładny! Ja też tak chcę!
    Ogólnie rzecz biorąc, mnóstwo ciekawych rzeczy. A, i nie dziwię się, że świętowaliście dotarcie na Säntisa. Był powód!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O mały włos, a przez to sprowadzanie zwierząt z hal, nie dotarlibyśmy w ogóle pod górę.
      Wieszczków w górach jak mrówków. Tzn. nie wiem czy w Polsce też, ale przypuszczam, że te małe "sępy" i tam się rozgościły. Czasami "żądają" podzielenia się kanapką. A z nimi nie ma żartów, bo zawsze mają przewagę liczebną. ;) Są odważne i często robię im zdjęcia z bliska, a skubańce nie płoszą się, tylko jeszcze bliżej podchodzą. Muszę uważać na obiektyw.
      Wyobraziłam sobie właśnie Zeusa tworzącego piorun przyciśnięciem guzika. ;D ;D

      Usuń
  10. Wszystkie miejsca na zdjęciach mają wspaniały klimat i krajobraz jest urokliwy, piękne zdjęcia

    OdpowiedzUsuń
  11. Ania gdzie Cię poniosło?
    Swoją drogą muszę wyrazić pełen podziw!!!
    Warto było dla takich zdjęć i wdoków

    OdpowiedzUsuń
  12. Aniu widoki niesamowite. Spodobał mi się też bardzo filmik z burzami. Tak bardzo lubimy z Wami chodzić po górach :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Wspaniała wędrówka i niesamowite widoki :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Aniu, to co nam fundujecie, to jest... Nie znajduję już słów...
    Szaun, szacun i jeszcze raz szacun.
    Mam wrażenie, że moje "zdobycie" kiedyś Giewotu, Śnieżki etc, to żaden wyczyn.
    Zdjęcia, widoki - przeurocze:)
    Pieski na takich szlakach? Szacun i dla nich :)
    A tego robala - owada to chyba nie jedliście? To konik polny? Świerszcz? Czy coś innego?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A jak definiujesz słowo "wyczyn"? Dla mnie jest to satysfakcja z odbytej podróży, droga jaką trzeba przebyć, przygoda. Wg mnie nie ma znaczenia jakiej wielkości jest góra i w jakim kraju ona stoi. Taką samą satysfakcję odczuwam kiedy zdobywam 3 tys. i kiedy zdobywam 1 tys. Takie mam nastawienie do wędrówek po górach, które notabene, są do siebie bardzo podobne.
      Nigdy nie zdobyłam żadnego szczytu w Polsce i sądzę, że to nie nastąpi. Nie ma kiedy.
      Konik polny wisiał sobie przyklejony po drugiej stronie szyby na klatce schodowej. :)

      Usuń

Pewnego dnia wymyśliłam sobie, że będę dzielić się pięknem świata, którego doświadczam podczas swoich wędrówek. Że będę pisać ku pokrzepieniu serc i być może zachęcać do podróżowania. W tym samym celu wydałam książkę, czyli dla Waszej przyjemności. Czasami piszę też o Bogu, który jest dla mnie najważniejszy i dzielę się chętnie swoim studium biblijnym.
Jednak nie robię tego dla poklasku, nie chcę samych duserów.
Dziękuję za każdego czytelnika, który podzieli się ze mną swą refleksją miast "odhaczonym" komplementem. Jestem wdzięczna za każde nasze wspólne rozważanie. Za komplementy dziękuję, ale nie na tym mi zależy. Proszę rozważ to nim pozostawisz po sobie te dwa/trzy słowa :) i tak zwyczajnie: porozmawiajmy.