Nieistotne chwile, które uszczęśliwiają żyjących w niej ludzików.

"Wiesz, takie chwile są jak srebrne okruchy szczęścia. Trzeba je skrzętnie zbierać i cieszyć się, że w ogóle są."


– Ewa Barańska Kamila


sierpień, 2019
Chwile, które nie są najważniejszymi w życiu. Momenty, które nie decydują o niczym. Upływ czasu w nich spiera się z życiem, które lubi być wykorzystane produktywnie. A ja lubię też gonić wiatr. Lubię zostawiać wszystko za sobą w szalonym pędzie. Zwłaszcza kiedy twarz smaga końska grzywa, a tętent kopyt wyznacza rytm serca.
   Był czas, kiedy do puli gonitwy za wiatrem dołączałam chwile spędzone na motocyklu. Koleje losu sprawiły, że nigdy nie miałam własnego i zdawało się, że ta sytuacja nie ulegnie poprawie. Czasami jednak wystarczy dobrze sprawę przemyśleć aby odkryć, że droga na ten tor w wyścigu po chwile nieważkie, jest znacznie łatwiejsza. Może nie w klasie "pani dróg na swoim wymarzonym chopperze", ale w innej i wystarczająco zdolnej ten wiatr rzeczywiście dogonić.


Nie wiem ile ta maszyna pali i czy w ogóle pali, bo jeszcze nie doświadczyłam pustego baku. Mieszanka paliwa o zapachu truskawek jest tak urzekająca, że nie nawet pytam. Historia jak za czasów dzieciństwa mojego taty. Czasami opowiadał mi jak śmigał po wiosce na podobnym sprzęcie.
   Zabawa jest przednia, a zasięg wbrew temu co można pomyśleć, ogromny. Szwajcarzy zachorowali na te małe pojazdy, tuningują je, naprawiają zabytki, gromadzą po kilka na dom i zrzeszają się w motorowerowych klubach. Ceny rynkowe zostały haniebnie wywindowane, dlatego nam bardziej opłacało się ciągnąć je z zza granicy.

Przejazd wzdłuż Renu.

Udostępnia więcej dróg niż motocykl. Tam gdzie wjazd większą maszyną jest zabroniony, motorower ma prawo wjechać. Także drogi rowerowe oraz większość niższych szlaków, można przejechać na tym małym motorku.
   Dzięki temu była możliwa wycieczka na zamek niższy panów Sax. Motorynka została oczywiście na drodze:


Powstał szlak prowadzący do zamku Frischenberg. Pisałam o tych ruinach kilka lat temu przy okazji opowieści o pobliskim, większym zamku, który choć również stoi w ruinie, zdecydowanie bardziej przypomina zamek.
   Szlak jest nowy, do niedawna zamek był w ogóle niedostępny i jeśli ktoś decydował się tak wspiąć, robił to na własną odpowiedzialność. Byłam raz wymyślonym szlakiem na przełaj. Dziś ustawiono tam nawet ławkę i odgruzowano trochę okolicę.
   Przez krzaki widać drogę. Drogą przez małe schodki można dostać się pod mur zamkowy, który  jest zarośnięty. Nie robi większego wrażenia. Niszczeje z roku na rok, pamiętam, że był nieco większy. Pamiętam łuk po jakichś drzwiach. Wszystko się zwaliło. A teraz? Udostępnili ludziom.
   Opowieść o pobliskich (zadbanych) ruinach:
➤ Ruiny zamku Hohensax.

To co pozostało z zamku.
Widok z zamku na Dolinę Renu.
Raz do roku Szwajcarzy organizują wspaniały grupowy przejazd na motorowerach (zapisać może się każdy chętny posiadacz tego jednośladu). Trasa jest dość długa i okazała widokowo. Start jest w Chur, a meta w Askonie. Trasa wiedzie przez San Bernardino.
   Przejazd przez przełęcz na motorowerze mógłby być epicką przygodą, w to nie wątpię.




Ten mały jednoślad skraca i umila czas podróży. Wiecie, że latem nie jeżdżę rowerem na zbyt dalekie wycieczki, po niemiłej przygodzie sprzed kilku lat w tym kraju. Osiągi tej maszynki powodują, że można zmarznąć nawet w bardzo ciepły dzień, dlatego uznaję jazdę na tym sprzęcie za komfortową. 😎
   A tymczasem w Liechtensteinie szerokie pola marihuany. To nie żart ani tym bardziej fotomontaż. Papierosy z marihuany można dostać w każdym kiosku, a surowiec gdzieś uprawiać trzeba.
   Tu obydwa kraje, Szwajcaria również, zajmują się uprawą odmiany niewywołującej radości. Jak się zapewne domyślacie, temat marihuany medycznej nie był tak rozwlekany i bojkotowany jak w Polsce.


/powiększ
A jakie nieważkie chwile Was najbardziej uskrzydlają? Dopowiadać nie muszę, że dla mnie szczególne miejsce w życiu zajmują podróże w dowolnym stylu.

41 komentarzy:

  1. On najwczesniejszych lat, odkad pamietam, zawsze balam sie motocykli. Chyba raz w zyciu pozwolilam sie namowic na przejazdzke i o malo nie przyplacilam tego zyciem, prawie umarlam ze strachu. Rower to tez nie do konca moj zywiol, a jesli juz, to powoli, bo od wiekszej szybkosci zaczynam sie bac. Podobnie jest z jazda autem, nie moze byc za szybko, bo sie boje.
    W Niemczech tez nie brak amatorow jednosladow, kiedy zaczyna sie robic cieplo, drogi zapelniaja sie nimi. Niestety coraz wiecej jest ofiar, brawura i przekonanie o wlasnych mozliwosciach zbieraja ofiary. A te ich maszyny...!!! Niewielka waga, za to w silniku kuni co niemiara i smiga toto, zanim czlowiek zdazy zauwazyc czy uslyszec.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Możesz się teraz śmiać, ale ja się boję samochodów. Prawo jazdy mam, ale to niczego nie zmieniło. Jak byłam mała, ubzdurałam sobie, że samochody (bez kierowców) ockną się i będą mnie ścigać aby zabić. Potem chyba nawet słusznym były lęki przed zbliżaniem się do ulicy. Zawsze wykazywałam największą ostrożność przy ulicy, nie tylko przechodząc. Ile razy słyszy się o zabitych na chodniku, albo że pijany kierowca wjechał w przystanek pełen ludzi? Przesączona takimi wiadomościami, nie miałam chyba szans na normalne wychodzenie z domu. ;D
      W Szwajcarii znacznie się uspokoiłam, bo tutaj zarówno pieszy jak i rowerzysta są bardzo respektowani. Wystarczy, że zbliżysz się do krawężnika i samochody już stają. Jest wysoka kultura wśród kierowców. Przestałam nawet bać się jeździć rowerem po ulicy.
      A propos, w Łodzi jeżdżę zawsze i wyłącznie po drogach rowerowych i nie pędzę. I pewnego dnia na tejże drodze pojawił się samochód. Rower już nie nadawał się do jazdy.
      Mówisz o pozerach na ścigaczach? Nie lubię ich. Mówię na te ich motory "kosiarki", bo podobnie brzmią. Nie jestem entuzjastą brawury na motorze. Aczkolwiek prawo jazdy zdałam na ścigaczu i doceniam samą technikę. Mogłabym takie coś mieć, ale nie po to, by zostać dawcą nerek. Powiem Ci coś więcej, mając tutaj motocykl, przenigdy nie wjadę nim do Polski.

      Usuń
    2. Nie no, po Polsce to ja sie boje jezdzic, a po Lodzi szczegolnie, choc to tam robilam prawo jazdy, ale to byl rok 1972 i samochodow z dziesiec razy mniej. Albo wiecej niz dziesiec razy.

      Usuń
    3. Prawo jazdy na motocykl robiłam najpierw. To był listopad 2009 roku. Na samochód zrobiłam w styczniu 2012. Obydwa w Łodzi.

      Usuń
  2. Mój syn najpierw chciał rower, ale jeździł na nim krótko. Potem wymyślił, że do pracy mógłby jeździć na skuterze, więc mamusia kredyt wzięła. Synuś pieniądze wydał, skutera nie kupił, a i samochodowego prawa jazdy zrobić się leniowi nie chce. A Twoja maszyna bardzo fajnie się prezentuje. I znów mnie zaskoczyłaś. Uściski.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam prawko na samochód i na motor, bo uważam, że to bilet do samodzielności. Mimo wszystko, nawet jak własnych pojazdów nie mam. A nuż się przyda. Ale powiem Ci szczerze, że na samochód zrobiłam pod namową rodziny i bardzo niechętnie. I są takie sytuacje w życiu kiedy tego żałuję. Nie potrzebne mi to, nigdy nie wiązałam przyszłości z jakimś samochodem.
      Mamy jeden samochód, którym jeździć mąż, ale nie ukrywajmy, na emigracji to konieczne.

      Usuń
  3. Fajna przejażdżka i chyba w miarę bezpieczna?
    Uskrzydlają mnie różne rzeczy, czasami potrzebny jest spokojny weekend w domu i radość z własnego fotela, gdy na zewnątrz brzydko, czasami to spontaniczna wycieczka bez celu, innym razem udane zakupy babskie, mały sukces w pracy, radość z sukcesów syna...a najczęściej po prostu lubię dobrze sie czuć i mieć świadomość, że niemal wszystko mogę...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czymkolwiek byś nie jechała, będzie bezpiecznie, jeśli zabierzesz ze sobą zdrowy rozsądek.
      Trafiłaś w punkt z tym "niemal wszystko mogę". Dodałabym jeszcze "niemal nic nie muszę". :D Ja wybitnie nie lubię musieć. Wolę chcieć.

      Usuń
  4. Witaj Aniu.
    Jak to bywa w piosence, szczęście trwa tylko chwilę.
    Być cały czas szczęśliwym, to całkowite oderwanie się rzeczywistości.
    Życie niestety wygląda inaczej, więc jesteśmy szczęśliwi wtedy, gdy na chwilę zapomnimy o szarej prozie życia.
    Fajna wędrówka.
    Pozdrawiam serdecznie.
    Michał

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlatego właśnie nie lubię terminu "żyć chwilą". Całe życie musi mieć wartość i przynosić poczucie zadowolenia. Bo chwile, z których nierzadko ktoś buduje całą swoją codzienność, to pył na wietrze i gdybym cały czas była taka oderwana od rzeczywistości, miałabym poczucie zmarnowanego czasu.

      Usuń
  5. Pojeździłabym sobie motocyklem też, ale jeszcze nie miałam okazji się nauczyć. Zawsze miło wspominam jak kiedyś w wakacje z kuzynami jeździłam :)
    Dużo jest takich chwil, które uskrzydlają. "Chwila, która trwa, może być najlepszą z twoich chwil" - tak cytując klasyka :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystko przed Tobą. Jeżeli zapiszesz się na kurs i zaznaczysz, że nigdy sama nie prowadziłaś motocykla, to nie będzie problemu by nauczyć Cię wszystkiego na placyku. (Tych co już umieją, podobno dają od razu na ulicę).

      Usuń
  6. Paliwo o zapachu truskawek? Chciałabym to poczuć :) Fajna maszynka, taka trochę kompaktowa, a widoki robią wrażenie - szczególnie ogrom tych skał w porównaniu z małym domkiem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W Szwajcarii jest sklep internetowy dla fanatyków motorowerów i tam sprzedają takie bajery. To jednak dwusuw i potrzebuje mieszanki z olejem, co niezbyt przyjemnie pachnie. Zawsze mnie irytuje (do tej pory) jak jakiś motorowerzysta obok mnie przejeżdża i zostawia mi do oddychania śmierdzące powietrze. Po mnie też zostaje spalina, ale przynajmniej pachnąca. ;D

      Usuń
  7. W młodości jeździłam na motorze. Swojego nie miałam, musiałam żebrać od brata. Potem miałam partnera z motorem marki Honda i jeździliśmy razem na wycieczki, ale on prowadził, bo to była 600-tka, dla mnie za ciężka. Uwielbiałam to i bardzo tęsknię za takimi wyprawami, ale teraz nie znam nikogo z motorem. Już nie ten wiek:)
    Szczęście czuję w towarzystwie natury, wśród ludzi nie jestem w stanie tego odczuwać. A w ogóle co to szczescie ? Każdy odpowie inaczej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uczyłam się na motocyklu o małej pojemności, a na egzaminie podstawili mi właśnie taką 600-setę. Byłam przerażona, ale jak już wsiadłam, zrobiłam ósemkę itd. oswoiłam tego potwora i zdałam egzamin śpiewająco. Powiem Ci, że lepiej jak motor ma zryw. Chodzi o prozaiczne sprawy jak włączanie się do ruchu i takie tam. Podobnie w samochodzie, pewne manewry wypada zrobić szybko. Prędkość mnie nie kręci, wolę napawać się samą jazdą i cieszyć życiem.
      Wiek nie ten? O czym Ty mówisz?
      Co to jest szczęście? Zmodyfikuję pewien cytat, który tutaj będzie świetnie pasował. Szczęście jest jak gruszka. Jak ona smakuje, to każdy przeważnie wie, ale spróbuj zdefiniować jej kształt...
      Dla każdego to będzie coś innego. Dla mnie całość życia jest szczęściem, zwykła codzienność również. Te chwile ją dodatkowo kolorują.

      Usuń
  8. Jaka maszyna! Ja też chcę! Zabierz mnie ze sobą na przejażdżkę! Myślę, że odwiedzając mojego bloga doskonale wiesz jakie chwile mnie uskrzydlają. Jeżdżenia na motorze czy na koniach zazdroszczę. Chciałam się zmobilizować i podjechać do pobliskiej stadniny w tym sezonie, ale chyba mi się już nie uda.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na konie nie ma sezonu. Te zwierzęta nie zapadają w zimowy letarg, też można jeździć. :P Mają wtedy obłędne futro, cała dłoń się zapada. Polecam zimą przynajmniej głaskanie. :)

      Usuń
  9. Takie paliwo mogłabym wąchać godzinami coś czuje :D jeśli chodzi o sprzęt, to dobre, stare sprzęty, które naprawdę były niezawodne. Mój dziadek do tej pory ma coś podobnego, ale ja całe życie bałam się wsiąść na motor, bo zawsze uważałam, że nie utrzymam równowagi :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli potrafisz jeździć na rowerze, to na tym tak samo się utrzymasz. Błędem jest też myślenie, że duże motocykle są za ciężkie. Nikt przecież nie każde Ci się z nim kłaść, żeby go potem musieć dźwignąć. Wtedy współczuję. Oczywiście zdarzają się przypadki takie jak błoto i wtedy mamy problem. Lepiej trzymać się asfaltów. No chyba, że masz crossa. :D

      Usuń
  10. Aniu Droga
    W młodości miałam chłopaka z motorem. Jeździłam z nim, lubiłam.
    Teraz "ścigacza" ma mój Syn i jestem pełna leku. Choć, to rozsądny Mężczyzna, ale pomimo wszystko, serce Mamy drży.
    Podziwiam Cię za odwagę i tak silną moc cieszenia się, wynajdywania sobie, miłych stron życia:)
    Miłego, udanego, pomyślnego całego nowego tygodnia z serca życzę:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie to jest ważne czym się jeździ, ale ile oleju ma się w głowie. Wtedy "ścigacz" też może okazać się bezpiecznym pojazdem. Mnie tylko krew zalewa kiedy widzę jak kierowcy samochodów jeżdżą. Dlatego uczciwie przyznam, że gdybym miała motocykl, to tylko tu w Szwajcarii. Do Polski nie wjadę.

      Usuń
  11. Czerp z życia jak najwięcej :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Hej. U mnie banalnie, ale odpoczywam z książką i naprawdę czuję ,że książki zabierają mnie w inne światy. To jest dla mnie szczęście - móc czytać móc kupić książkę i odszukać czas na czytanie. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Książki to dodatkowe podróże. Fantazja na pełnych obrotach. W mojej głowie podczas czytania zostaje nakręcony film. :)

      Usuń
  13. Oczywiście podróże dla mnie są bardzo wyjątkowe, ale nic mnie bardziej nie urzeka niż dzika przyroda - spacer po lesie i wejście do nikomu nieznanej kopalni, którą eksplorujemy w gronie najbliższych, nieraz jako pierwsi od wieku lub dwóch... To cudowne uczucie, kiedy odkrywa się coś co od lat było niedostępne. Nieliczni zrozumieją.
    Ale urzekają mnie również małe rzeczy. Może akurat nie jazda takim jednośladem, jak Twój, ale spacer po górach i widok na nie. Przechadzka po miejskim parku i kwitnące w nim stokrotki lub róże. Przyroda to najpiękniejsze co nas otacza.
    I nie powiem, troszkę zazdroszczę. Chciałabym takiego jednoślada, jazda zwykłym rowerem jest dość męcząca, szczególnie w górach, ale takie cacko? Załatwiłoby wszystko!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wspaniałe jest już samo to, że można do takiej kopalni wejść. Z latarką. To takie ekscytujące... Ilekroć mam okazję wejść sama do jakiegoś ukrytego w górach bunkra albo jaskini, korzystam. Latarkę mam już na stałym wyposażeniu plecaka.
      Spacer na łonie natury jest czymś wyjątkowym. Poczuć zespolenie z wiatrem, nasiąknąć zapachem traw lub leśnej ściółki. Usłyszeć i zobaczyć dzikie zwierzęta. Szlaki górskie obfitują w takie doznania.
      Zależy jakie góry. To cacko nie wszędzie da radę podjechać. ;D ;D Dobrym pomysłem są e-rowery górskie. Widuję często rowerzystów na wysokich szlakach i mają właśnie takie sprzęty. Rower górski z dopalaczem elektrycznym.

      Usuń
  14. Jako młoda dziewczyna uczyłam się jedzić motocyklu ale nie przypadło mi do gust.
    Piękne zdjecia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedyś rzekłam, że nauczę się jeździć na wszystkim co dosiada się jak konia. Jeszcze nie próbowałam jazdy na skuterze śnieżnym.

      Usuń
  15. Twoja opowieść o motorowerze przywołała migawki z dzieciństwa kiedy to od czasu do czasu jeździłem na motorze przyjaciela rodziny, a później również na koniach (rehabilitacyjnie). W obydwu przypadkach ciekawe, niesamowite wręcz doświadczenie :)

    A jakie chwile mnie uskrzydlają? Takie, kiedy jestem z bliskimi, z rodzina, z przyjaciółmi, kiedy bawię się z Buddym. Kiedy wyjeżdżam gdzieś dalej i na dłużej. Najchętniej w zieleń, ciszę i spokój :)

    Pozdrawiam Cię serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jazda konna to jest coś uskrzydla na długo. :)
      Dobrze, że są takie chwile. I możliwości.
      Pozdrawiam.

      Usuń
  16. Dużo czasu zajęłoby mi wyliczanie tego, co mnie uskrzydla. Ale jedno jest oczywistą oczywistością: podróże. Tu możemy przybić sobie piątęczkę:-) Z tym motorowerem tworzycie fajną i zgraną parę. Pasujecie do siebie;-) W czasie pobytów w Hiszpanii jeżdżę na skuterze. Gdy już tam zamieszkamy będzie to nasz podstawowy środek lokomocji obok rowerów, samochodu mieć nie będziemy co bardzo mnie cieszy:-)
    Marycha nie wywołująca radości to...nie marycha;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właściwie gdyby się nad tym zastanowić, to u mnie też jest tego więcej i to jest wspaniałe w życiu. Dobrze mieć zamiłowania do wielu rzeczy.
      Hiszpania, zdaje się że podobnie jak Grecja, składa się ze skuterów i rowerów na drodze. :) Te ciepłe kraje maja chyba skuter w godle. ;)

      Usuń
  17. nie jeździłam nigdy na motorowerze. właściwie nigdy mnie do tego typu przejażdżek nie ciągnęło. nie wiem czy moja wrodzona strachliwość pozwoliłaby mi w pełni cieszyć się taką formą transportu. pewnie jechałabym w ślimaczym tempie :))
    co mnie uskrzydla? wyprawy (niekoniecznie na pagórki). możliwość obcowania z naturą. stanie na szczycie góry. dobra książka. muzyka. wysiłek fizyczny na treningu. spokój. bliskość bliskich. czekanie. tak. tak. lubię mieć na co czekać. wiedzieć, ze np. w weekend wyprawię się w góry. wtedy taki cel napędza mój tydzień :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To ciekawe co powiedziałaś, bo doskonale wiem o co chodzi z tym czekaniem, aczkolwiek zawsze mawiam, że nienawidzę czekać. :P Za to mieć konkretny plan na przyszłe dni i wiedzieć co będzie się działo już niebawem – tak, to mi dodaje bardzo dużo energii. :) Nie lubię stagnacji w życiu, kiedy nie czeka mnie nic, kiedy dni zamieniają się w jedną papkę podobieństw.

      Usuń
  18. Najbardziej chyba zazdroszczę takich widoków, kocham spędzać czas w takich miejscach jak na Twoich fotografiach! W moim mieście są takie miejsca gdzie da się uciec, ale w większości muszę przetransportować się tam samochodem, chyba że pobliski las ale to co innego :) Fajnie byłoby móc wybrać się na wyprawę motorowerem, wygląda na świetną zabawę ale i wygoda :) Podobnie jak u Ciebie dla mnie podróże są wspaniałym doświadczeniem, relaksują ale i napędzają to życie, gdybym mogła przemieszczałabym się gdzieś cały czas, ale cóż realia są jakie są więc cieszę się z tych, które mam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedyś marzyły mi się nieustające wędrowanie. Realia jednak uświadomiły mi, że to niemożliwe. Szkoda. Ale tak też jest dobrze, znalazłam w tym szczęście.

      Usuń
  19. Pojazd świetny na takie wycieczki :). Mi też skrzydeł dodają podróże, nie muszą być dalekie, czasem wystarczy długi spacer, by odkryć jakieś ciekawe miejsce w pobliżu albo powrót do już znanego ale pełnego wspomnień. Kontakt z naturą dodaje mi sił, budzi wenę i pozwala cieszyć się życiem. Tak najbardziej kocham góry, wśród nich czuję się zupełnie inaczej niż na co dzień. Mój mąż miał choppera i jestem pewna, że chwile na nim również go uskrzydlały. Niestety rozbił się (na szczęście jemu nic się nie stało) i od tej pory nie jeździł. Jak fundusze pozwolą na pewno kupimy nowy motocykl :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedyś zabierałam ze sobą zeszyt i długopis na wędrówki, bo wena jest. Ale w górach nie ma na to czasu, jeżeli podróżujesz z kimś. Może na samotne szlaki pomyślę, żeby wrócić do tej praktyki. Zanotować to, co mówi Bóg, bo przecież w górach lepiej się Go słyszy. ;)
      Rozbił się, czy ktoś go rozbił? Przeważnie słyszę historie, że jakiś kierowca znów motocykla nie zauważył.

      Usuń
  20. Aniu u Ciebie jest tak pięknie. Muszę powiedzieć że coraz to bardziej skłaniam się by ruszać w Wasze ślady po tych górach. :)
    Serdeczności.
    Edi.

    OdpowiedzUsuń

Pewnego dnia wymyśliłam sobie, że będę dzielić się pięknem świata, którego doświadczam podczas swoich wędrówek. Że będę pisać ku pokrzepieniu serc i być może zachęcać do podróżowania. W tym samym celu wydałam książkę, czyli dla Waszej przyjemności. Czasami piszę też o Bogu, który jest dla mnie najważniejszy i dzielę się chętnie swoim studium biblijnym.
Jednak nie robię tego dla poklasku, nie chcę samych duserów.
Dziękuję za każdego czytelnika, który podzieli się ze mną swą refleksją miast "odhaczonym" komplementem. Jestem wdzięczna za każde nasze wspólne rozważanie. Za komplementy dziękuję, ale nie na tym mi zależy. Proszę rozważ to nim pozostawisz po sobie te dwa/trzy słowa :) i tak zwyczajnie: porozmawiajmy.