Wolność po marsjańsku czyli w poszukiwaniu sensu na pustkowiu.

„Lecz porzucona cielesność szuka swego dopełnienia. Nagi heros dotarł więc do celu, chociaż dzieliła ich kosmiczna przestrzeń, całun atmosfery, pustynia i mur potężny. Ciało musiało walczyć, chociażby ze mną i słabością własną – więc, pokonując kolejne przeszkody, wyćwiczyło nowy spryt i siłę, rozwinęło w sobie i wzmocniło szkielet, pomnożyło masę mięśni i sprężystość ścięgien. Wreszcie dotarło do źródła, gdzie dwóch dłoni powinno wystarczyć, żeby zaczerpnąć łyk świadomości – szary skrzep przeklinający własną bezradność.”

– Wiktor Żwikiewicz „Imago”


na początku lipca, 2019
Był to dzień powszedni. Ostatnio brakowało mi spacerów na pustkowiach. To takie miejsca, gdzie rzadko spotyka się inteligentne formy życia. Z lubością też przywitałam ochłodzenie w Szwajcarii. Temperatura spadła o dwadzieścia stopni. Powietrze jak marzenie, wydawało się niemal arktyczne w porównaniu z tym, którym z trudnością oddychałam tydzień wcześniej. Wg mapy pogodowej było osiemnaście stopni.
   Celem nie był szczyt.
   Będąc na bakier ze zniewoleniem, mając sobie za nic cały ten świat, stanęłam sama na skale patrząc w dół. Pomiędzy mną a Niebem nie było już niczego.


Od wizji do rzeczywistości

Nauczyłam się, że pragnąc czegoś od życia, muszę się liczyć z pewnym wkładem, wysiłkiem i porcją czasu; by spełnić pewną wizję. Niezależnie od tego czy wyobrażam sobie rzeczy małe czy wielkie, staję zawsze na początku jakieś nowej drogi, na której końcu spodziewam się oczywiście nagrody, złotego trofeum – symbolu mojego zwycięstwa. Myślę, że to dobrze mieć wobec swojego życia jakieś wizje przyszłości. I wtedy rozpoczynam swój bieg.
   Panuję nad swoim „jestem”, ergo większość tego co robię, ma sens. Sens? Tak wielu poszukuje sensu tam gdzie go nie ma, a i wielu zastanawia się gdzie i jaki on jest.
   Czegokolwiek się podejmuję, zadaję sobie najpierw pytanie – poco? Jaką to ma wartość? Jakie może przynieść owoce?

Skały i chmurne gałgany. Majestatyczny zestaw.

Na pustkowiu lepiej się myśli

Jaki sens miało wyjście w ten ciężki teren? Mnie osobiście w naturze lepiej się myśli. Lubię pustkowia i samotność. Pustkowia paradoksalnie są pełne życia. W którejś norze chrupał świstak. Na łące bzyczało pełno owadów. Ptaki nawoływały do siebie nawzajem. Szlak został daleko w tyle. Oto bezdroża. Górski przełaj. Czyste powietrze, inaczej niż w dolinie.
   Wzmocniłam swoje ciało po to aby nie mieć ograniczeń. Podporządkowałam je sobie, by było mi posłuszne i umożliwiało jeszcze więcej. Wkład pracy w to włożony przelicza się na lata.
   Sport można przyrównać do pracy nad sobą i swoim życiem. Rozpoczynając przygodę z jakąś dyscypliną, wyznaczamy sobie cel i systematycznie do niego dążymy. To ma sens, a życie pełne sensu ma swój balans.
   Natomiast człowiek lubi poddawać się woli swojego ciała, czyli – odwrotnie niż ja sądzę. Ciało dąży do samozaspokojenia i przyjemności. Człowiek raczej z tym nie dyskutuje i chętnie daje się namówić jego zachętom. Dla mnie to strata czasu. Nie lubię filozofii życia chwilą.
   Odczuwam sens istnienia, a jednocześnie nie obawiam się śmierci. Jest w tym coś głębszego czym dziś nie chcę się dzielić. To inny temat.


Mam zamiłowanie do poznawania świata. Do przesuwania wciąż swoich granic wytrzymałości, do progresowania. Takie życie wydaje mi się bardzo atrakcyjne, a moim marzeniem jest, aby było takie aż po grób.
   Pewnie niejedno z Was pomyśli sobie, że raduję się tym wszystkim, bo mam Alpy za oknem. Jasne, że tak jest teraz, ale nie zawsze je tam miałam. Kiedyś za moim oknem stał drugi, wielki blok, a słońce wieczorami chowało się za wielką elektrownią. Życie mimo tego uznawałam za piękne.
   Raduję się nim. Cieszę się naturą dookoła, wiatrem, słońcem, deszczem, ptakami, lasem. Istnieniem. Sprawia mi to radość.
   Oczywiście zależy na czym człowiek skupia swoją uwagę, co jest dla niego najcenniejsze i co uważa za swój skarb.


Wizja prostego życia

"Żyjemy w świecie, nastawionym na szybkość i konsumowanie. Łatwo uwierzyć tym, którzy mówią, że potrzebujemy więcej i więcej, choć jest dokładnie odwrotnie. Wędrowanie na lekko pozwala zrozumieć, jak niewiele w istocie potrzebujemy."
– Łukasz Supergan, podróżnik

Świat pochwala zupełnie inne wartości. Świat zmierza w jedną stronę, a jego ławica klonów płynie nie wiadomo dokąd i po co.
   Dziś w modzie jest życie bez wygórowanych wartości, bez ograniczeń itd., one są przecież dla ascetów. Ważne by dobrze się zabawić, kieliszek za kieliszkiem, przygoda za przygodą, budowanie przyszłości z papieru. Każdy kto tego nie robi to frajer.
   Wszyscy teraz chcą być piękni, ulepszają siebie, natura już nie jest w modzie. Najważniejsze jest powodzenie wśród innych.
   Ja jestem już antykiem. Pokolenie, które nie bawi się jak inni. Marsjanką z odległej planety.


Marsjański sposób myślenia

Ludzie mają na siebie ogromny wpływ, jedni popatrują na drugich, inni kolejnym chcą imponować. Patrzymy po sobie, porównujemy się, dążymy do doskonałości. Ale jaki w tym sens?
   Kiedy pojawią się na twarzy pierwsze zmarszczki, gorzko człowieku zapłaczesz nad swą pieśnią uwielbienia życia – tak ich ostatnio wiele na antenie. Tych pieśni usta wszystkich pełne każdego dnia, ale przyjdzie czas, że stracą one sens. Właśnie wtedy, kiedy czar młodości pryśnie.
   Pragnę ostatniego dnia powiedzieć, że moje życie miało sens, że przyniosło owoce, że warto było nad tym pracować i mieć inne zasady. Mój Sens. I na koniec podejdę do niego bliżej i przytulę się jak córka do ojca, jakby ten dzień ostatni miał oznaczać pierwszy.
   Jest to droga, która nie zna metryki, lustra ani innych zabobonów dzisiejszego świata. Jest to droga, na której liczy się tylko serce. Po uznaniu tego nie jest wcale łatwiej, bo świat pełen jest pogardy. Świat mnie nie kocha, ale mnie to nie interesuje, bo jest więcej poza nim.


„Nie znaczy to, że nie wolno nam się spotykać z ludźmi, którzy odstają od naszych wartości. Należy sobie jednak zadać pytanie: „kto tu ma wpływ na kogo?” Jeżeli nasi przyjaciele odmawiają uznawania naszych granic, musimy poinformować ich, że ich zachowanie jest dla nas nie do przyjęcia. Jeżeli to nie zadziała, powinniśmy zdecydować, dlaczego utrzymywanie relacji z ludźmi, którzy nie szanują naszych wartości, ma dla nas znaczenie.” 
– Kris Vallotton


Gdzieś na początku czerwonej drogi

Świat jest zbyt zepsuty, by miał na powrót wzbudzić moje zainteresowanie. Ja tu jestem tylko szpiegiem.
   Pewnego dnia prawie rok temu stanęłam na początku nowej drogi. Wiedziałam, że jest czerwona, wyboista, że panują na niej bardzo trudne warunki. Skreśliłam stare życie definitywnie obmywszy się krwią ofiarną. I dziś widzę nadal, że to miało sens.
   Życie ma sens, o ile nie marnujemy go, nie wykrzywiamy kręgosłupa moralnego, nie ulegamy powszechnemu zepsuciu.
   Siedząc na skale, patrząc na świat z góry, śpiewając pieśń w jakimś dziwnie brzmiącym języku, uśmiecham się i niezwykle cieszę z tego, że nie muszę brać udziału w całej tej koszmarnej pop-maskaradzie.
   Czasem będę sobie czarną owcą i nawet czasem wejdę między wilki, ale bać się nie będę ani wyć nie zacznę jak one, bo nie zależy mi na podobaniu się innym. Nie zbieram tu komplementów i owacji. Chcę dawać coś z siebie. Dzielić się tym co ma jakąś wartość.


Każdy z nas startuje w innym miejscu. Każdy z nas ma inny numer toru. Ale każdy kto chce, może pobiec. Lecz to nie start jest ważny, a przebieg trasy. Nawet Chrystus nigdy nie nazwał siebie celem ale właśnie Drogą.
   Jest to istotne w biegu po trofeum i różni się od zwykłego sportu, w którym liczy się tylko kto pierwszy dobiegnie do mety. W życiu liczy się jeszcze to aby w ogóle wystartować.
   W którym miejscu jesteście?

43 komentarze:

  1. Ja juz jestem blizej konca mojej drogi, wiekszosc jej pokonalam. Mam tylko jedno zyczenie, abym u jej konca znalazla sie w miare zdrowa, bo nie chcialabym doczolgiwac sie do mety lub dotrzec do niej jedynie przy pomocy osob trzecich.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trudno jest o tym nie myśleć, kiedy w eterze wciąż słychać, że kolejny senior w rodzinie załamał się pod ciężko chorobą na swe ostatnie lata. I geny tu raczej niewiele pomogą. Pozostaje mieć nadzieję.

      Usuń
  2. Ja też z wielką radością przywitałam spadek temperatury. hihi

    Kurcze, genialny post, warty przemyślenia, co też uczynię. Witam w klubie, choć wiedziałam już dawno, że w nim jesteś... Marsjanki z odległej planety. hehe

    Ja zupełnie nie porównuję się do innych, nie widzę w tym najmniejszego sensu. Wiem, co jest dla mnie ważne i to pielęgnuję. Zwyczajnie staram się żyć pięknie i tak, by moi bliscy czuli się kochani, by natura czuła się kochana, by mój aparat czuł się kochany... Wiem, że przez wielu jestem uznawana za ufo. Nie piję alkoholu, nie jem mięsa, nie latam za facetami, zmieniając ich co tydzień. Ba... straszne... ja pracuje jako sprzątaczka i to uwielbiam... nie ganiam za sławą... a to już dno. Zupełnie mnie nie obchodzi opinia ludzi ograniczonych i tych mało mnie znających. Kiedyś usłyszałam, jak jeszcze nie miałam pracy... Jak nie ma człowiek pracy, to jest nikim i też nic nie robi... żałosne. Niech każdy idzie swoją drogą, wiem, że moja odbiega od nowoczesnej normy, ale mam to kuźwa w dupie!!! :D

    Idę swoją drogą, staję się coraz silniejsza. Ostatnio spotyka mnie ogrom. Brat powiedział mi, że jestem niesamowicie silna, poryczałam się na całego. Jego słowa były dla mnie dodatkową siłą. Jestem w momencie drogi mnie cieszącej. Mam wiele kłód pod nogami, ale sobie z nimi poradzę. Mam więcej wiary i zrozumienia. Idę, nie biegnę, bo idąc, mogę więcej się nauczyć, doznać.

    Nawet nie wiesz Aniu, jak ja bardzo się cieszę z Ciebie. Baaaaaardzo ciężko spotkać taką osobę. Jeśli nasze drogi życia są dla nas pełne wartości, to jest dobrze. Nie będę się dostosowywać do mody, a podążam z otwartym sercem... choćby mało kto to rozumiał. Jesteś wspaniała. Marsjanka to wielki komplement.

    PS. Wyglądasz przepięknie na zdjęciu. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pardon – Amazonki z Marsa. To elita, możesz dołączyć, pobór stale trwa. :P Zamierzamy przeprowadzić się na czerwoną planetę zanim Ruscy to zrobią.

      W takim razie jesteśmy siostrami z wymiaru Archeo. ^_^ Alkohol pijam sporadycznie, bo lubię kilka smaków, więc przy tym jestem wybredna. Potrafię np. jednym piwem raczyć się przez dwie godziny i potem więcej nie chcę. Taka dziwna jestem.
      Mięso jadam właściwie tylko w gościach, bo nie oszukujmy się, nie ma innego wyjścia. Tzn jest, można zawsze pościć, ale to już dopiero jest "krzywo" odbierane.
      I żyjąc bez etatowej pracy, właściwie cały czas mam jakieś zajęcie. Może na którymś z nich uda się zarobić.
      W szkole średniej zaczęli się faceci, ale prawdę mówiąc, to było bardziej poszukiwanie akceptacji u rówieśników. Chodziłam do szkoły, w której zbierała się całą śmietanka z okolicznych slamsów i nie przedstawiali oni dobrych wartości. Bywało tak że bałam się chodzić do szkoły. Wszyscy palili papierosy, a ja nigdy nawet nie chciałam spróbować. W tle były też narkotyki. Dziewictwo było wstydem. To że się nie stoczyłam razem z nimi na dno, zawdzięczam tylko moim rodzicom, że wpoili mi właściwe zasady.

      Obie jesteśmy wolne, świat nas nie przyciska. Miło, że jesteś. Masz rację, że o takie osoby w życiu jest ciężko, ale SĄ i mam wrażenie, że coraz więcej ludzi odważa się przejawiać jakieś wartości. Mnóstwo takich osób spotykam w Kościołach domowych, czyli wśród wolnych Chrześcijan. Początkowo to było aż niewiarygodne, że są jeszcze na tym świecie tacy, co myślą tak samo. A liczba ich rośnie. :)

      Dziękuję i pozdrawiam. :)

      Usuń
  3. W czarnej dupie - chciałoby się odpowiedzieć :) Ale dlatego coraz bardziej odsuwam się na bok. Na pustkowiu nie tylko lepiej się myśli - wszystko robi się lepiej i wszystko JEST lepsze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo nikt nie przeszkadza, nikt głupot nie gada, nie zaczepia itd. A zwierzątka zawsze mile widziane. :)

      Usuń
    2. W końcu zwierzątka to forma życia mądrzejsza od homo ledwo sapiens :)

      Usuń
    3. Nie czuję się głupsza od np. świstaka. :)

      Usuń
    4. Bo nie reprezentujesz wyżej wspomnianego gatunku. Pośród ledwosapiensów zdarzają się też sapiensy :)

      Usuń
    5. Wcześniej bodajże (jeśli dobrze ze szkoły pamiętam) był neandertalczyk. :)

      Usuń
  4. W którym miejscu jestem? We właściwym. I na właściwej drodze. Mojej własnej, która mi odpowiada i bardzo się podoba:-)

    OdpowiedzUsuń
  5. Na pustkowiu nie myślę. Mam dość myślenia na codzien. Za kilka dni ruszam w Bieszczady. Będę chodzić tam, gdzie nie ma ludzi, żeby nikt nie zmuszał mnie do myślenia. Tylko ja, przyroda i wysiłek, taki restart.
    Książki Łukasza Supergana stoją u mnie na specjalnej półce. Jest dla mnie niedościgłym mistrzem samotnych wędrówek.
    A ja tak sobie po tym swoim życiu wędruje, wędruje... Byle dalej od mety:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czytam jego artykuły i bloga, jest świetnym ekspertem i umie o tym opowiedzieć. Przy okazji porusza takie tematy, które faktycznie wędrowcom są niezbędne. Ma taki wspaniały charakter wędrowca-gawędziarza. Jego nagrania na kanale z dzikim plenerem w tle, to co mówi, oraz to w jaki sposób opowiada, jakimi słowami się posługuje, trafiają do rdzenia człowieka rozumnego. Chciałabym tak potrafić.

      Usuń
  6. Też uważam, jak Kriss Vallotton.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedyś rzekłam, że ludzie weryfikują się sami.

      Usuń
  7. Chyba jestem w miejscu, gdzie mi dobrze, staram się być asertywna, coraz lepiej mi to wychodzi,nie planuję zbyt wiele, bo plany, to sama wiesz...
    Ważne, by czuć, że się wykorzystuje dobrze czas, przy czym trzeba słuchać tez własnego ciała, bo czasem daje znaki, by poleniuchować lub po prostu zwolnic. kiedyś było dla mnie nie do pomyślenia by robić coś tylko dla siebie, teraz często z tego korzystam i dobrze mi z tym.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Żyję na spontanie ale zgodnie z planem. Polega to na tym, że planuję podstawy, a potem myślę w trakcie. Nie dopinam wszystkiego w głowie na ostatni guzik, tak jak mój mąż myśli. :P
      Nie słucham swojego ciała. Ono ma słuchać mnie. To taka spartańska filozofia trochę.

      Usuń
    2. Czasami to i ja mojemu daje popalić, ale rozpieszczać się też jest fajnie.

      Usuń
  8. To dziwne, ale jam wciąż wrażenie, że dopiero najważniejsza droga przed mną.

    OdpowiedzUsuń
  9. Piękne słowa. Zatrzymały, dały do myślenia.
    Pozdrawiam serdecznie, M.

    OdpowiedzUsuń
  10. Witaj Aniu.
    Fajny wpis, ciekawe opisy i przemyślenia. Czyli zała Ty.
    Ja też jeszcze sobie wędruję, ale ze świadomością, że to moja wędrówka w cieniu mojego życia.
    Aczkolwiek moja jesień życia nie jest taka zła...
    Pozdrawiam serdecznie.
    Michał
    PS. Często się łapię na tym, że są takie miejsca, które chciałbym ponownie po wielu latach jeszcze zobaczyć...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. w uśpieniu
      patrzymy zamkniętymi oczami
      idąc
      po ludziach
      po trupach
      łamiąc kręgosłupy
      kolejną promocją
      torebką
      łóżkiem
      nie słysząc
      jak pęka
      kolejna wartość
      drzemiąc
      sączymy się
      światłem upadłym
      spod drzwi
      zamkniętych
      na świat

      Blisko mi do Twoich słów.
      Ale o tym wiesz...

      Usuń
    2. Michale, są takie miejsca, do których wraca się z przyjemnością. I Ty pokazujesz, że można, że jeszcze jest czas aby wyruszyć także i w nieznane.

      Usuń
    3. Aja, widzisz to wyraźnie. Świat w zasadzie nie zmienił się zbyt wiele. Zmieniają się tylko ludzie, ale on wciąż za tym samym duchem zła podąża.

      Usuń
  11. Takie przebywanie na pustkowiu z daleka od wszystkich bodźców, które do nas docierają pozwala ale zastanowić i zebrać myśli
    Najważniejsze to być we właściwym miejscu :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Świetne zdjęcia. Skała w chmurach - niesamowita. Pozdrawiam!^^

    OdpowiedzUsuń
  13. To prawda, o wiele lepiej myśli się na świeżym powietrzu w otoczeniu cudownej natury.
    Wspaniale jest podążać swoją drogę, zgodnie ze swoimi wartościami, a nie kopiując innych albo robiąc złe rzeczy.
    Cudowne zdjęcia.

    OdpowiedzUsuń
  14. Bry :). Drogą - tak, sama ta droga jest bardzo ważna. Czasami spotykam na swojej drodze ateistów, mówiących, że na końcu nie ma już nic. Ale Ci ludzie są dobrzy są i życzliwi dla tych, których napotkają na swojej drodze. To zawsze budzi mój podziw, że dobrze żyją, nawet nie oczekując na końcu niczego. Na pustkowiu rzeczywiście lepiej mi się myśli, ale te najbardziej odczuwalne pułapki zastawia na mnie świat dookoła. I mam ich świadomość. I to jest często walka, bo i ile można usprawiedliwić nieświadomość, a później oświecenie i nawrócenie, tak świadome zbaczanie z dróg jest jednak słabe. "Silniejszy jestem, więc cięższą podajcie mi zbroję! " ;). I pokory w tym biegu sobie życzę - w pychę nie popaść.

    Pozdrówki wieczorową porą! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wśród ateistów jest wielu dobrych ludzi. Nie chodzi o to czy człowiek wydaje nam się dobry, miły i moralny, ale raczej o to jaka jest wartość jego życia i jakie to przynosi owoce. Nauczyłam się nie oceniać ludzi powierzchownie (a najlepiej jest nie oceniać wcale), ale właśnie po tym, co się w o k ó ł niego dzieje. Kwestia wiary czy niewiary to już inna rzecz i nie nasz osąd.
      Świadome zbaczanie z drogi jest ryzykowne. Zanim się obejrzysz, jesteś głębiej niż się spodziewałaś. Musi być jakaś konsekwencja. A jeśli ktoś dzielnie i w pełnej zbroi idzie i jego noga się nie powinęła, tego inne pułapki mogą zwieść, tak jak mówisz, np. pycha. Pewność siebie. Trzeba być czujnym cały czas, bo upaść niepostrzeżenie jest niezwykle prościutko. :P

      Usuń
  15. Moje życie to troska o najbliższych i bliskich. Pomagam potrzebującym, podrzucam zakupy, robię sama przetwory, ozdoby, większość rozdaję, uprawiam ogródek, a piszę po to, byś zobaczyła, że samotnia to nie dla mnie. Może i lepiej się myśli w tej samotności, ale ja muszę mieć do kogo się odezwać, wymienić spostrzeżeniami z oglądanych śliczności natury, muszę się śmiać, cieszyć, a nawet lepiej smucić się wspólnie niż samotnie. Wychodzę do dobrych ludzi i takimi się otaczam, dlatego jest mi łatwiej w życiu.
    Serdeczności zasyłam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Samotnia od czasu do czasu. Dla mnie jest odkurzaniem głowy. Lubię ludzi, naprawdę, ale występuje u mnie coś takiego jak "zmęczenie materiału". Muszę naładować baterię i dopiero wrócić. To taki rodzaj mojej "prywatnej komory" dla własnego ducha. Mój czas głębszej medytacji w modlitwie. O tak, mam się wtedy do kogo odezwać. ;)
      Zaś pustelnia nawet w dosłownym rozumieniu (gdybym była pustelnikiem) to nie jest miejsce bez ludzi. To ma inny cel. Pustelnia jest pełna odwiedzających (w pewnych własnych intencjach), a pustelnik zawsze ma pełne ręce roboty. Spójrz na biblijnego Jana Chrzciciela, on był pustelnikiem, a ludzie lgnęli do niego masowo.
      Kiedyś miałam taką zasadę, że otaczam się tylko dobrymi ludźmi, ale życie pokazało mi, że to kompletnie nie działa. Nie da się cały czas tego weryfikować i utrzymywać. Zawsze znajdzie się towarzystwo niemile widziane, ktoś kogo musisz znosić bo np. należy do rodziny, albo jest bliskim przyjacielem Twojego przyjaciela itp wariacje. I nagle zderzając się z taką rzeczywistością, ja przed spotkaniami po prostu dostawałam furii, a nie można tak. Trzeba nauczyć się kochać wszystkich ludzi, ale przy tym nie każdego trzeba tulić, prawda? To uczy cierpliwości i w jakimś sensie mądrości także. Można powiedzieć też, że bardziej życzliwego spojrzenia, co pozwala znieść pewne odskocznie od normy w życiu potencjalnie-niechcianego-towarzystwa, które normalnie są drażniące jak cholera, ale w końcu stają się... tylko żałosne i nie mają wpływu na nas samych. Taki proces nastąpił u mnie.
      Co do przeżywania piękna czy nawet zwiedzania świata samotnie, owszem, dzielić się tym jest cudownie, ale odnajduję bardzo mnóstwo wewnętrznych korzyści z samotnych wędrówek, więc chodzę raz sama raz z większą ekipą, czyli różnie. Marzy mi się samotna kilkudniowa podróż. Wyobrażam sobie, że to musiałoby być epickie...

      Usuń
  16. i u mnie temperatury poleciały na łeb z czego jestem wielce uradowana :) nawet trochę deszczem zapodało, ale zdecydowanie za mało. ziemia jest tak wyschnięta, trawy tak pożółkłe, ze zdecydowanie powinno polać się dużo dużo więcej wody.
    mam wrażenie, ze jestem w idealnym miejscu. jest mi dobrze.
    a co do antyka- to i ja :) pustkowia natomiast są fantastyczne. tak samo, jak te chmurne gałgany.

    OdpowiedzUsuń
  17. Uwielbiam takie życiowe, podróżnicze i "przemyśleniowe" blogi jak Twój :) Dzięki nim czuję się tak, jakbym samemu był w tych wszystkich opisywanych miejscach... Od jakiegoś podczytuję Cię po cichu, ale pomyślałem, że czas się przywitać :) Na pewno będę tu przychodzić częściej i Ciebie nawzajem na Polankę zapraszam. W najnowszej notce zostawiłem Ci nawet małą niespodziankę: https://zyciecelta.wordpress.com/2019/07/15/buddy-i-sprawy-biezace/ :)

    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  18. A gdzież ja mam znaleźć pustkowie w tym betonowym świecie?
    Uciekam czasem w podwarszawskie lasy i pola, ale jakie to pustkowie?
    Do zresetowania gonitwy myśli musi mi wystarczyć jakiś zaciszny kącik w Ogrodzie Botanicznym w Powsinie lub samotne pół dnia w domu...
    W którym miejscu jestem?
    Sama chciałabym wiedzieć... spory szmat czasu już po niej wędruję, więc pewnie bliżej niż dalej mi do mety.
    Jaka ta droga jest?
    Trudna i wyboista, częściowo, taką przyniósł los, a i trochę z własnego wyboru.
    Ale to moja własna droga, więc ją akceptuję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znajdowałam różne "metafory" pustkowia mieszkając w Łodzi. Zapraszam post wcześniej. ;)
      Jakie to pustkowie? Domniemam, że spokojne i bezludne.
      Własny wybór i akceptacja drogi są bardzo ważne.

      Usuń
  19. Czasem nie warto pytać o sens. Czasem w ogóle nie warto pytać, czasem nie ma miejsca na pytania, albo jest zbyt mało czasu na zastanowienie i zbyt duża cena tego, co może za moment zniknąć nam z oczu. Czasem zamiast pytać "po co?" lepiej zapytać "czy warto?".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie sens jest motorem napędowym. Odkryłam w życiu sens i od tamtej pory nie mam wątpliwości i noszę w sercu dziękczynienie za każdy dzień. Dla mnie to ważne, nie boję się tego rozważać, bo wiem, że nie przyniesie mi to niczego niedobrego.
      Dla mnie "po co" i "czy warto" to to samo pytanie.

      Usuń