Arianta arbustorum – kolorowi podopieczni.

"Ciekawe, jak to jest, że ślimaki chodzą tak wolno, a zdążają."


– Stanisław Tym


Niektórzy z Was wiedzą, że moim małym hobby stały się ślimaki, (choćby z punktu dziewiątego spośród siedemnastu faktów o mnie). Ale nigdy dotąd nie opowiedziałam Wam o moich podopiecznych. Czas nastał najlepszy, wakacyjny i przymilny jak sama myśl o przyrodzie.
   Od dziecka byłam blisko z naturą. Zawsze było w domu jakieś zwierzę. Mieliśmy psa, mieliśmy kota. Gryzonie, żółwia, rybki oraz wszystko to, co moja dziecięca pomysłowość mi podpowiadała, czyli zwierzęta pożyczone od natury na jedno lato. Jaszczurka, żabka, pająk krzyżak, chrząszcze i ślimaki. Wszystko to było wypuszczane często jeszcze tego samego roku.
   Wyobrażacie więc sobie jak mi się pusto zrobiło, kiedy przez parę lat nie miałam pod opieką żadnego stworzenia? Za granicą byłoby z tym trochę kłopotu, to nie jest takie proste jak w Polsce.
   Wszystko zmienił krzak bazylii zakupiony w markecie. W domu zauważyłam na nim małego ślimaka europejskiego – bursztynkę. Nie spłukałam jej do zlewu. Znalazł się w domu duży słoik, który bursztynek zamieszkiwał dłuższy czas. Dziś go z nami już nie ma, a słoik został zamieniony na terrarium.


Od młodości interesowałam się głównie terrarystyką. Zawsze z wypiekami na twarzy oglądałam egzotyczne gatunki w sklepach zoologicznych. Prawdą jest, że takie hobby nie ma jakiegoś większego, ideologicznego sensu, jest to tylko ludzka przyjemność, lecz wydaje mi się to bardziej humanitarnym pomysłem niżeli np. trzymanie kaukaza w ciasnym mieszkaniu w bloku albo papugi w klatce.
   Zbudowanie biotopu dla ślimaka jest o wiele łatwiejsze (i przede wszystkim całkiem możliwe) niż np. dla krokodyla czy innego wielkiego jaszczura. A i takie zwierzęta ludzie w domach mają.


Jako dziecko, miałam parę winniczków. To wtedy zafascynował mnie cud natury czyli rozmnażanie. Ich taniec godowy (serio!) może trwać nawet całą dobę, a później składane są jajka, z których po kilku dniach wylęgają się kilkumilimetrowe, przezroczyste młode. I to był wtedy dla mnie szał, pierwszy miot obserwowany od samego początku.
   Niesamowite jest to, że można wyhodować maleńki organizm, obserwować go, poznawać jego zwyczaje i na koniec dać mu wolność. Tak było z winniczkami.
   Dziś mam jeden miot winniczka w terrarium. W tej chwili mają one rok. Gdy już podrosną, pojadę z nimi w najlepsze miejsce, gdzie ten gatunek egzystuje, ale mało tam człowieka.
   Jeden miot ślimaka przeżywa w naturze średnio w dwudziestu procentach. Ale powiedzmy sobie szczerze, winniczek jest bardzo pospolity. Jako gatunek raczej nie wyginie. (W Polsce jest on pod częściową ochroną.)


To co tu widzicie to Arianta. Jest gatunkiem europejskim, niewielkim, dlatego w porównaniu z zapalonymi terrarystami, ja posiadam mały zbiornik, który wkomponował się w nasze mieszkanie, stanowiąc barwną ozdobę. To już oczywiście zależy o aranżacji terrarium. Wiadomym jest, że egzotyczne gatunki ślimaka lądowego, takie jak olbrzymia Achatina, będą miały większe i okazalsze terraria. Widziałam takie, które były znakomicie urządzone i stanowiły piękne centrum salonu.
   Ale dość o próżności. Arianta, jak już wspomniałam, jest gatunkiem europejskim i być może przez to rzadko pojawia się w hodowlach, ponieważ to żadna egzotyka, ani prestiż wśród hodowców.
   Mają piękną muszlę w barwach od beżowego do ciemnego bordo z widocznymi jaśniejszymi cętkami. Zdarzają się też pomarańczowe. Ciało ślimaka jest czekoladowe lub czarne co razem daje miły dla oka efekt.


Trudno jest go rozmnożyć, dlatego jeżeli już jakiś hobbysta zdecyduje się na parkę, ma nie lada wyzwanie w związku ze stworzeniem najidealniejszego biotopu dla nich. To właśnie warunki i jakość jedzenia stymulują potencjał rozrodczy mięczaków.
   W terrarium musi być około 80% wilgotności, co można bardzo łatwo zapewnić. Znacznie większy problem stanowią inne organizmy, które lgną do tego typu biotopów i niestety mogą spowodować spustoszenie w hodowli. Są to głównie roztocza, które widać gołym okiem. Mogą niestety zaszkodzić ślimakom, ale na szczęście istnieją naturalne sposoby wyratowania ich z tej opresji kiedy już nastąpi inwazja. Znacznie trudniej jest do niej nie dopuścić.
   To właśnie konsekwencje spowodowane dużą wilgotnością w terrarium, ślimak jest bardziej problematyczny niżeli np. ptasznik, który na całe szczęście woli mieć sucho. W przesuszonym terrarium rzadko pojawiają się nieproszeni goście, dlatego jestem zdania, iż terraria mięczaków czy płazów, to już wyższy poziom terrarystyki, jaki by to gatunek nie był.
   Podobnie zresztą z roślinami, które potrzebują większej wilgotności i które także mam w domu. Z tego powodu nabyliśmy drogą kupna nawilżacz powietrza. Ustawiliśmy go tak aby przyjemna chmura wpadała prosto do terrarium ze ślimakami. Widać było wyraźnie ich ożywienie, podobało im się to, ale roztocza pojawiały się plaga za plagą. Potrzebna była interwencja lekarska, tzn. moja własna. Jeden osobnik mi zdechł, resztę udało się wyratować. Od tamtej pory nawilżacz nie pracuje i zapanowałam nad sytuacją, a w gorące, szwajcarskie skwary, ślimaki po prostu hibernują się i czekają na lepszy klimat. Niech im na zdrowie idzie. W naturze też widzę, że ślimaki się pozakopywały, więc tak widocznie być musi i jest dobrze, wszystkie żyją.


Zauważyłam w przepastnym internecie, że najczęściej terrarium ze ślimakami zakładają rodzice dla swoich dzieci. Tych nieco starszych, które nie zgniotą zwierzęcia jak zabawkę. To może okazać się pasjonującą obserwacją od ikry aż po muszlę.
   Co z więziami? Ślimaka raczej nie pogłaszczemy i przytulić się nie da, ale można karmić z ręki. Pamiętam czasy nauczania początkowego. Odrabiałam wieczorem lekcje, a obok na biurku siedział ślimak na liściu i chrupał. Gdy przyszła mama aby skontrolować moją pracę, o mało ze śmiechu nie pękła. Było słychać tylko skrobanie stalówki w zeszycie i chrupanie ślimaka.

Moje terrarium. Widok od góry.
Żywienie to najciekawsza działka. Ślimaki lądowe, nawet te nasze polskie, wbrew powszechnej opinii nie są weganami, choć roślin w ich diecie faktycznie jest najwięcej. Są to nie tylko liście pospolitych roślinek łąkowych jak mniszek lekarski czy babka, ale też liście krzewów i drzew owocowych, a nawet pokrzywa.
   Sporym zaskoczeniem dla laika może być konieczność dołączania do diety jabłka, gruszki, brzoskwiń czy arbuzów, ale tu trzeba uczulić, że resztki po żerowaniu należy natychmiast usunąć, bo już na drugi dzień wylęga się w tym robactwo. Arianty lubią jeść melony i awokado czego u mnie nie uświadczą, bo nie lubię tych owoców, zwłaszcza ich zapachu.
   Warzywa takie jak ogórek i inne wodniste są jakby deserem, ale bez żadnych wartości, więc diety zwierzęcia nie należy na nich opierać. Mogą jeść fasolę, soję, cukinię, pomidora i kukurydzę. Próbowałam też z oberżyną, smakowała. Sałaty nie podaje się zbyt często (a bezpieczniej będzie wcale) z uwagi na zawarte w niej szczawiany. Podobnie z liśćmi brokułu.

Wspominałam dosyć często o Achatinie, oto zdjęcie poglądowe dla ciekawskich:

Źródło zdjęcia.
Dla zachowania dobrego zdrowia ślimaka, należy pamiętać o zastąpieniu tych składników, których nie jesteśmy w stanie wytworzyć w warunkach domowych, więc dostarczamy dla uzupełnienia diety: płatki owsiane, otręby, a także – co jest sporym ułatwieniem – pokarm płatkowy dla ryb. Gotowany ryż czy kasza również im zasmakują (oczywiście czyste, niedoprawiane). Nasiona słonecznika i dyni. Bardzo ważne jest by nie zapominać o wapnie (sepia, kreda pastewna, skorupki jaj).
   Białko uchroni młode przed kanibalizmem. Niedobory białka powodują, że ślimaki zaczynają podgryzać siebie nawzajem, więc ich agresja może być swego rodzaju wyznacznikiem zubożałej kuchni. Co podawać? Europejskie ślimaki lądowe nie są drapieżcami (tak, istnieją na świecie drapieżne ślimaki), dlatego wystarczy pokarm suszony jak małe skorupiaki dostępne w sklepach ZOO. Będą jak znalazł w zimnej połowie roku, ponieważ Arianty nie trzeba zimować.
   Nie wolno zapominać o stałym dostępie do wody. U mnie jest to basenik z muszli po dużej małży. Ślimaki wchodzą do niej na kąpiele i wypijają całą wodę, dlatego często trzeba ją uzupełniać. I myć, bo tam też się załatwiają.
   Co sadzić w terrarium? To czego ślimaki nie jedzą. Będzie to np. paproć i koniczyna. Ciężko o czysty mech, bo z reguły mieszkają tam rozmaite pasożyty, więc nie stosuję. Im większy zbiornik, tym więcej udostępnia nam się gatunków roślin. Jak dla mnie, te dwa są idealne:

źrd. zdj.
źrd. zdj.
Marzenia terrarystyczne? Pajączek, Achatina i dowolny gad. Gatunki takie, którymi nie muszę się martwić i mogę opuścić hodowlę na czas podróży. To stało się dla mnie wyznacznikiem szczęśliwej koegzystencji.
   Podobnie zresztą mam z kwiatami – dobieram gatunki, które nie umrą w czasie naszej dłuższej nieobecności i mogę cieszyć się tym co mam, czyli satysfakcję z udanych hodowli i upraw.

35 komentarzy:

  1. To chyba najciekawszy artykuł o ślimakach. Nie posiadam, a czytało mi się bardzo fajnie. Pewnie dlatego, że pisałaś z pasją. Twoje terrarium śliczne i te pozostałe, no taki mały raj w pokoju. Ten gigantyczny ślimak zachwyca, aż bratu pokazałam. :)))

    Pozdrawiam Anię serdecznie.

    Ps. Topię się, za ciepło, marzę o ochłodzeniu. hihihi :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chwilowo ślimaki poszły w hibernację do mniejszego pseudo-terrarium, bo za gorąco jest. Te w naturze też się nie pokazują, nawet o świcie. Taka kolej rzeczy. Terrarium umyłam i gdy przyjdzie ochłodzenie, zaaranżuję inaczej coś nowego.
      Tak, Achatina jest super, może kiedyś. ;)

      Usuń
  2. Nie no wez, Anka! Z czyms takim ani nie pogadasz, ani na spacer nie zabierzesz na smyczy. To nie dla mnie...
    No dobra, psa czy kotow nie zostawisz podczas wyjazdu, wiec to chyba jedyna praktyczna strona slimakow. :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zależy jakiej relacji oczekujesz. Ja nie lubię zwierząt absorbujących. Miałam kota i miałam na co dzień serdecznie go dosyć, bo non stop wymagał uwagi. Nawet książki w domu nie mogłam poczytać (chyba że spał), bo jak człowiek siedzi i się nie rusza, to wg kota człowiek nic nie robi i może się z kotem pobawić. Dlatego czworonoga nie chcę mieć więcej. Poza tym jest problem kiedy chce się na dłużej wyjechać i to też w moim życiu jest niedopuszczalne.
      Praktyczna strona ślimaków, powiadasz. :) Oszczędność w kuchni. Obierków z marchwi czy innych warzyw lub owoców nie wyrzucam do śmieci tylko daję im do zjedzenia. Kiedyś zdarzało się, że czegoś nie zdążyliśmy zjeść i wyrzucaliśmy, teraz już nie ma takich sytuacji, bo jest w domu kilkanaście mordek do wykarmienia, a nie tylko dwie nasze. ;)

      Usuń
    2. Zamienilas czworonoga na jednonogi :)))

      Usuń
  3. Nie przypuszczałam, że ślimaki można sobie hodować w domu i że jest to takie proste!
    Może się skusze, bo winniczków Ci u nas dostatek:)
    Ślimak gigant wygląda nieprawdopodobnie!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawa sprawa do obserwacji i w każdej chwili możesz zrezygnować, wypuszczając na wolność. ;) Karmienie jest super, lubię patrzeć jak jedzą.

      Usuń
  4. Prze-ciekawe, a ten wielkolud ślimaczy nawet całkiem uroczy, choć chyba bym się nie skusiła żeby tak na dłoni go...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podobno niezły piling robi i nawilżanie skóry... ;D

      Usuń
  5. wow! Przyznam, że do tej pory miałam zerową wiedzę o ślimakach. Bardzo mnie zaciekawiłaś ślimakami hodowlanymi. A ten ogromny, którego ktoś trzyma na ręku, jest przepiękny i mega okazały!
    Dzięki za ten wpis :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Afrykańska Achatina staje się coraz popularniejsza. Właściwie można ją już kupić chyba wszędzie, od allegro począwszy, na lepiej wyposażonych sklepach zoologicznych skończywszy. Zaczęły się pojawiać na targach zwierząt. Obserwuję w internecie dwóch hodowców, którzy je rozmnażają i sprzedają, a przy okazji mam pożyteczne źródło informacji w hodowli mięczaków ogólnie.
      Proszę. :) Jakby co, służę wiedzą.

      Usuń
  6. Różne zwierzaki miałam, ale ślimaka jeszcze nie, nie znałam w ogóle tych ciekawostek o żywieniu itd.
    kilka ślimaków i zrobisz sobie maseczkę piękności ze śluzu ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widziałam w drogeriach, są kremy ze śluzu. Myślę, że łatwiej by było puścić je sobie wolno na ciało, niech spacerują. ;D

      Usuń
    2. To właśnie miałam na myśli, usługa z masażem od razu :-)

      Usuń
  7. Zdarzyło mi się mieć papugę, chomika, przez całe życie psa. Nasza rodzina nigdy nie była kotolubna. Brat miał rybki, ale napawało mnie przerażeniem jak te martwe-spłukiwał w toalecie. Zawsze się obawiałam, że ta rybka gdzieś mi tam wypłynie. Ślimaki napawają mnie obrzydzeniem, podobnie jak gady i płazy. Nie chciałabym tego trzymać w domu. Wolę jednak coś, co można pogłaskać i przytulić. Merdanie psiego ogona na powitanie jest idealne. Poza tym o ile-psy czy koty nie potrafią same przeżyć na wolności, o tyle uważam, że zwierzęta-rownież ślimaki powinny żyć w swoim naturalnym środowisku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj zdziwiłabyś się jak każdy gatunek świetnie radziłby sobie na wolności. Ale nie te, które poznały już dom człowieka. Z psami najgorzej. Bezpańskie szlajają się po ulicach, smutny to widok.
      Obrzydzeniem chyba żadne stworzenie mnie nie napawa, nie zastanawiałam się nad tym bliżej. Co najwyżej niektóre gatunki budzą trwogę, bo np, są jadowite. Nie jestem za trzymaniem większych zwierząt w domu. Pies czy kot, owszem, ale jak masz dla niego kawałek ziemi. Trzymanie go w domu to moim zdaniem wielka szkoda dla nich. Te zwierzaki potrzebują terenu.

      Usuń
  8. Achatina rzeczywiście robi wrażenie. Ale z całym szacunkiem dla mięczaków, gadów, płazów, pajęczaków... zdecydowanie wolę zwierzęta bardziej absorbujące takie jak koty, a spośród nich maine coony bo są... szczegolnie absorbujące;-) Życzę spełnienia terrarystycznych marzeń i pozdrawiam z Costa Blanca.

    OdpowiedzUsuń
  9. Kochana
    Grunt, to ciekawe pasje i hobby:)
    Pozdrawiam serdecznie znad porannej kawki:)

    OdpowiedzUsuń
  10. :O :O: :O ja chyba naprawdę duuużo rzeczy jeszcze nie wiem!! Ślimaki drapieżcy, Achatinia - ślimak olbrzym, jabłka, gruszki, brzoskwinie i arbuzy w diecie oooo ludki!!!! Wydaje się że ślimak to ślimak, mieszka w wodzie albo na trawie zje co zje, a w sumie widzę że to organizmy bardziej wymagające niż nam się pozornie zdaje.

    Ja miałam kiedyś taki pomysł w szkole podst., że pozbierałam ślimaki z ulicy, przyprowadziłam do domu i włożyłam do akwarium po chomiczku. Ślimaki po nocy zniknęły, i o dziwo nigdy później nigdy nie znalazłam w mieszaniu martwego ślimaka lub pustej muszli. Cała ta akcja nie była 'zbyt mądra', ale skutecznie mnie wyleczyła z hodowli ślimaków ;).

    Pozdrawiam Aniu, miłego dnia!

    OdpowiedzUsuń
  11. Witaj Aniu.
    Zbierałem onegdaj ślimaki w Bieszczadach.
    Opisałem to w "Skazany na Uherce".
    Pozdrawiam serdecznie.
    Michał

    OdpowiedzUsuń
  12. Bardzo ciekawy post i hobby również. Osobiście mnie ślimaki nie zachwycają, więc nie będę naśladować. Uściski.

    OdpowiedzUsuń
  13. Bardzo ciekawe i nietypowe hobby! Sama za dzieciaka chciałam mieć zawsze jakieś zwierzątko, a że rodzice mi nie pozwalali to zbierałam ślimaki i trzymałam w słoiku. Właściwie to do tej pory nie wiedziałam, że można trzymać te lądowe jako zwierzęta domowe (bo o tych wodnych to wiedziałam). Przepięknie urządziłaś terrarium! Twoi podopieczni muszą mieć z Tobą dobrze :)
    https://hamster-and-life.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Także zetknęłam się z tym jako dziecko, a potem odkryłam, że ludzie naprawdę robią z tego hodowle, zakładając całkiem profesjonalne terraria.
      Terrarium na razie znajduje się w fazie przejściowej, a podopieczni z hibernacji. Jest za gorąco. A potem będzie nowa aranżacja. :)

      Usuń
  14. Cudne są, choć ja wolę żaby. Syn mojego przyjaciela jest biologiem, hodował Achatiny, od jakiegoś czasu już ich nie ma - przerzucił się na kameleony.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak byłam mała, złapałam zieloną żabkę i ulokowałam w akwarium po rybach. To było świetne doświadczenie, szczególnie z karmieniem. Czasami rechotała. :) Wypuściłam ją jeszcze tego samego lata, większą i dorodniejszą. :)

      Usuń
  15. Ślimaki bardzo lubię, właściwie tak jak żaby, ale nie przyszło mi do głowy, żeby je hodować. Ciekawy artykuł. :)

    OdpowiedzUsuń
  16. O rety, ależ ta Achatinia potrafi być olbrzymia. Takiej to już bym się nieco obawiała ;D!!!
    Niezwykle ciekawy post Aniu. Nawet w zaciszu domowym wiedziesz fascynujący żywot :)!!! Pozdrawiam :)!!!

    OdpowiedzUsuń
  17. nie każdy musi mieć pieska.
    a Twoja muszla (poniekąd łazienkowa) wygląda na połowę muszli szczeżui. ponoć największe mogą przekroczyć 30 cm.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam tę muszlę łazienkową z mazurskiego jeziora. Może to być szczeżuja, owszem, ale wg moich informacji ona dorasta do 10 cm. Jest bardziej pękata, a ta moja bardziej płaska i dłuższa. Na moje oko to jest skójka.

      Usuń
  18. Zaskoczyłaś mnie tymi ślimakami :), co do roślin też wybieram te, które mogę zostawić na 3 tygodnie bez dbałości o nie. Inne niestety mogłyby nie przeżyć, bo dość często wyjeżdżam na taki mniej więcej czas.
    Ten wielki ślimak Achatinia jest imponujący! Ale bałabym się, że coś mu się stanie pod moją nieobecność, więc nie - nie sprawiłabym takiego sobie. A Tobie życzę udanej koegzystencji z Twoim ślimakowym stadkiem. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I wbrew pozorom to wcale nie muszą być same kaktusy. ;)
      Ślimak idzie spać jak nie ma jedzenia albo jest za sucho. Jego serce bije wtedy 1 raz na minutę. To się zdarza w naturze także w lecie, więc nie ma się czym martwić. Ale szczerze mówiąc, nie wiem co Mozart powiedziała na ślimaka. ;P

      Usuń
  19. Nietuzinkowe hobby Aniu.
    Zadziwiasz mnie coraz bardziej. :)
    Zawsze miałam pieska, ale od wielu lat już nie. Nie wyobrażam sobie, gdzie mogłabym go ulokować, kiedy ciągle gdzieś podróżujemy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I właśnie z tego wyniknął pomysł. Pies lub kot również w moim wypadku nie miałyby racji bytu. Dlatego terrarystyka.

      Usuń