Lato w Szwajcarii.

"Jeśli chcesz ujrzeć tęczę, musisz dzielnie przetrwać deszcz."


– Masashi Kishimoto


Niedawno opowiadałam Wam o tym co potrafi poczynić wiosna na dzikim szlaku oraz dlaczego o tej kwitnącej porze nie chodzę w góry. Opowiadałam też kiedyś dlaczego ogólnie nie przepadam za ciepłą porą. Przyszedł w końcu czas na opowiedzenie o lecie w Szwajcarii i jak to wygląda w dolinach.
   Przyjechałam do państwa Helvetów w 2015 roku zimą. Kiedy przekroczyliśmy granicę, akurat trwała śnieżyca, był już późny wieczór, a więc ciemno, samochody na autostradzie zwolniły, nikt się nie spieszył, widoczność była nijaka. I wtedy sobie pomyślałam: wreszcie... koniec mordowania się upałami, zamieszkam w górach, tych surowych, srogich Alpach słynących z wiecznie białych szczytów.
   Nawet nie myślałam jak bardzo się pomyliłam.

Pewnego lata nad Renem.


Zainteresowanych poprzednimi artykułami odnośnie życia w szwajcarskim klimacie, zapraszam:
➤ Wiosna na szlaku – bałagan na szlaku.
➤ Jak mi się żyje w Szwajcarii? – 9 spraw, które dają mi się we znaki.
➤ Wiosny też można nie lubić.


Było pięknie. Wiosna wybuchła kwiatami już po pierwszym cieplejszym deszczu w marcu. Świat zmienił się, bardzo szybko zazielenił i zapachniał świeżością. Zrobiło się nadzwyczaj ciepło, słupek rtęci już sięgał 20 stopni C. Jeszcze wtedy nie pomyślałam, że jest to przestroga...
   Niezmiernie podoba mi się do tej pory szacunek Szwajcarów do przyrody i dbałość o porządek na ulicach, szlakach, osiedlach itd. Nie dało się też nie zauważyć, że kiedy koszą trawniki, to koszą dookoła polnych kwiatów.
   W rabatach wokół bloków jest pełno samosiejek. Margarytek, stokrotek, nawet prymulek i oczywiście wszędy pełno mleczy, a wszystko to koszą dopiero wtedy, kiedy przekwitnie. Stąd taki zabawny widok jakby wygolonej trawy z bujną kwiecistością pośrodku.
   Razu pewnego rozczulił mnie pan, który kosił murawę na szkolnym boisku. Zostawił na brzegu metr kwadratowy stokrotek.


Ziemia zdawała się oddychać, każdego ranka, góry parowały, słońce otwierało kielichy kolejnych kwiatów. Nastały burze. Zjawiskowe, fenomenalne burze. Kocham kiedy wyładowania atmosferyczne szaleją po ziemi. Jest to majestatyczne bardziej niż cokolwiek innego, co widziałam.
   Zawsze wtedy wystaję w oknie z aparatem, ale przyznaję, że zdjęć piorunów robić nie umiem. Nie umiem ustawić ostrości.

Powiększ zdjęcie.
Zanim nastało kalendarzowe lato, ja miałam go już serdecznie dosyć. Pamiętam wiosenny wypad rowerem nad jezioro. Ledwo wróciłam, miałam udar słoneczny. Piłam wodę prosto z rzeki.
   Chodzenie po górach stało się nie tyle wyzwaniem, co walką o życie. Fizycznie czułam skrajne wyczerpanie. Co innego czuję zimą, kiedy rozpiera mnie energia i gnam przez hałdy śniegu, przecierając szlak.
   Latem nie potrafię się zachwycać. Oczy mam zasunięte mgłą przemęczenia. I na nic się zdają specjalne ubrania termoaktywne, ani nawet kapelusz z szerokim rondem. Po latach po prostu przestałam chodzić w góry niższe niż 2 tys. metrów. Wybieramy wówczas z mężem surowe przełęcze, gdzie odpowiednia wysokość sprawia, że odczuwalna temperatura powietrza jest często 10-15 stopni niższa niż w dolinach. Ale tam nie ma życia. Tylko pusta połać głazów i świstaki, czasami koziorożce. Nie ma lasów, kolorowych pól, ani nawet ludzi za wiele nie ma. Często piszecie mi wtedy, że to się Wam niezbyt podoba, albo że to nudne. Taki Mars na Ziemi. I ja bardzo lubię ten Mars. Podoba mi się tam.

Dla przypomnienia:
Mars – dosłownie. (czyli przełęcz w Szwajcarii)

Flüelapass.
Ciekawym doświadczeniem był deszczyk. My ludzie mamy w zwyczaju narzekać na opady atmosferyczne. Mierzi nas jak zbyt długo pada i generalnie nie przepadamy za tym okresem. Nakręciłam kiedyś film jak padał sobie deszczyk w naszej dolinie.
   Jestem ciekawa jak Polska zniosłaby tego typu aurę. Gdyby deszcz zawsze tak wyglądał.
   Otwórzcie oczy i uszy. To skrzypienie w tle to szyby pod naporem wiatru.


Drugą podobną ciekawostką był grad. Nie miał on jakieś imponującej wielkości, ale dał się we znaki szczególnie ogrodnikom. Jeszcze tego samego dnia wyszliśmy na spacer by oglądać roślinność w opłakanym stanie. Pocięte liście, mnóstwo gałęzi oberwanych z drzew i krótko mówiąc, bajzel niesamowity.


Bywają też łagodne deszcze oraz takie niespodziewane, przybywające na krótko i robiące rejwach w kilka minut, po którym natychmiast wychodzi słońce. Temperatury potrafią szaleć przez takie szybkie zmiany, ale jak to w górach, pogoda kaprysi i zmienia się nagle.


Prognozy w Szwajcarii posługują się dodatkowymi oznaczeniami jak chorągiewka  – będzie bardzo wiało; i wykrzyknik – będzie tak wiało, że lepiej nie wychodzić z domu.
   W obydwu przypadkach należy obligatoryjnie zabrać wszystko z balkonu i zamknąć okna (albo związać firankę).


Na zakończenie aby umilić ten czas spędzony ze mną, zostawiam film nagrany moją drżącą ręką. Zachód księżyca nad strzelistym horyzontem zawsze robi na mnie pozytywne wrażenie.
   Mieszkając w Łodzi, znajdowaliśmy się na wysokości 163,6 m n.p.m. Obecnie jesteśmy 439 m n.p.m.
Polecam wysokościomierz na cały świat:
Wysokościomierz.

Mam więc słuszne wrażenie, że księżyc jest tutaj większy, bo jesteśmy bliżej. A może to tylko złudzenie? Tak czy owak, dopiero tu udało mi się posiąść pierwsze, dobre zdjęcia tarczy księżyca. Wcześniej aparat okazywał się zbyt słaby na sfokusowanie szczegółów.
   Film jest kiepski, ale lubię go.


Zjawiska meteorologiczne występują tu nierzadko z olbrzymim rozmachem. Nie ma też jak grom z fioletowej chmury, którego echo roznosi się po górach. Wszystko tu jest większe, a doznania dużo mocniejsze. Nawet ostatnio widziana tęcza była jakby pełniejsza od tych, które pamiętam z naszej ojcowizny. Nie widywałam wcześniej tak szerokich i tak nasyconych łuków.
   Wszystko jest naj, temperatury też są naj. Zwykle w sierpniu uciekaliśmy do Polski, ale w tym roku przyjdzie mi zmierzyć się z apogeum lata, gdzie słupek rtęci dochodzi do 37-38 stopniu C i niekiedy smutnym zjawiskiem są wtedy susze. Ziemia pokrywa się siatką pęknięć, trawniki żółkną.
   Każdego roku na lato mam nadzieję, że ominie mnie udar i że jakoś to przetrwam. Zaczynam wypatrywać informacji o szlakach na przełęczach.

Cieszcie się tym co macie, lekkimi deszczami, łagodnym latem i przyjemnym wiatrem. Cieszcie się delikatnością pogody nad Polską gdzie przyroda rzadko bywa agresywna.

36 komentarzy:

  1. Kochana Aniu
    Jak nie narzekam na pogodę w Polsce. Jest różnorodna i to jest dobre.
    Moja szczuplutka Córka wiecznie jej zimno. Pojechała parę lat temu do przyjaciół na Maltę, jak się cieszyła, że wreszcie się wygrzeje. I...ten jej miesiącznicy pobyt był owszem miły, ale gorący, ze hej. Miała dość.
    Szwajcaria, to dla mnie odległy kraj. Ne wiem nawet, czy wolno mi będzie jechać na zaplanowane rok temu wczasy z Mężem nad nasze morze, bo ZUS i orzecznik!
    Zimna Zośka dała o sobie znać, brr.
    Milutko pozdrawiam i dziękuję, jak zawsze za piękną podróż po Szwajcarii:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poranne przymrozki są po prostu rześkie w moim odczuciu. A ciepłych krajów się boję... dobra, żartuję, byłam w dwóch i przeżyłam, ale to co innego niż zamieszkanie w takim.
      W Szwajcarii bywa naprawdę ciężko, może w tym roku rozbiję namiot na lodowcu. ;)
      Jedno co zawsze wychodzi na korzyść, to że pięknie wychodzą zdjęcia z tą wszędobylską, bujną zielenią, dzięki czemu mogę Wam wszystkim tutaj pokazywać coś miłego dla oka. Przynajmniej póki nie zaczną się moje rejsy w morze kamieni. ;P

      Usuń
  2. Kocham lato. Kocham upały. Zimy dla mnie może nie być. Ostatnią jakoś przeżyłam w znośnej kondycji, bo było mało śniegu i nie było mrozów. Jakbym mogła to przenioslabym się nad Morze Śródziemne. Wystarczy mi piękno zimy na zdjęciach:) A takie deszcze i grad bywają także w Polsce, też lubię patrzeć przez okno z szacunkiem dla pogody i żywiołu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przypomniało mi się właśnie jak pewnego lata potężna burza przeszła przez Mazury, a ja w tym czasie byłam tam na wczasach. Mnóstwo zniszczeń, pozrywane dachy z domów, a ja musiałam wraz z rodziną (w trakcie tej nawałnicy) przejechać samochodem las do naszego ośrodka. Kiedy drzewo zwaliło się metr za bagażnikiem, miałam wrażenie, że jeszcze chwila i po nas. Tak, zdarzają się takie pogody w Polsce. Oby jak najrzadziej.
      Szwajcarzy są do takich aur przystosowani, tu nie ma czym miotać po miastach, bo pozbyli się już większości drzew z doliny.

      Usuń
  3. A nie macie tam jakichs zalesionych stokow do wedrowania? Przez las wedrowac latem to czysta przyjemnosc. My tu na nizinach tez ograniczamy spacery podczas upalow, najczesciej podjezdzamy klimatyzowanym autem na psie kapielisko i pozwalamy tam suczy sie wybiegac, a w razie przegrzania zamoczyc czy napic. Na blizsze spacery chodzimy zawsze z butelka wody dla niej i dla nas.
    Nie no, latem sie wspinac na Alpy to jakies samobiczowanie, zima zreszta tez. Dla mnie wiosna i jesien moglyby trwac bez przerwy, nie jestem odporna na upaly.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lasy są ale tylko w górach. Tak, zalesione stoki występują. Ale wiesz jaka tam jest aura? Nie ma czym oddychać. Kiedyś poszliśmy o 3 nad ranem i było O.K. ale jak schodziliśmy koło 6 to już zaduch po prostu nie do wytrzymania, a temperatura wyższa niż przypuszczałam. Duża wilgotność. To nie to samo co te nasze polskie lasy, gdzie zawsze człek znajdzie ukojenie i nawet trochę wiatru. Poza tym latem w lasach ogólnie jest tyle gryzących owadów, że ja osobiście (jako alergik) nie daję sobie z tym rady. Nie tylko komary. Raz poszłam na taki wanderweg i wróciłam czerwona i popuchnięta. Piłam wapno przez tydzień żeby w ogóle te opuchlizny schodzić zaczęły. Także lasów w Szwajcarii latem unikam szerokim łukiem. Dla mnie jak widzisz, lato jest ciężkie pod wieloma względami, nie tylko cieplnymi.
      Tego roku, skoro najgorsze temperatury przypadną w mojej obecności, zamierzam przesiedzieć w korycie rzecznym. Tam zawsze jest wiatr, a woda lodowata.
      I też jestem zdania, że wiosna i jesień mogą trwać naprzemiennie. Nawet bym tej zimy pożałowała, jeżeli taki byłby warunek.

      Usuń
    2. Zima jest dla mnie gorsza od lata, choc im jestem starsza, tym gorzej znosze upaly. Ale nie lubie zimna, nie lubie gor, a zima w gorach to dla mnie w ogole horror i kara smierci. Jak ja sie dobrze czulam nad morzem u naszej przyjaciolki, gdzie nie ma ani jednego wzniesienia i kilometrami ciagna sie obszary plaskie jak stol.

      Usuń
    3. Góry potrafią przytłoczyć, to prawda. Moje początki w Szwajcarii to była czyta nienawiść, dopóki nie wjechałam po raz pierwszy kolejką na szczyt i nie odczułam tam ulgi.
      Poza tym horyzont – ja go mam znacznie wyżej, krótsze dni, ale to nie problem dla mnie. Tylko że ja lubię przestrzeń, ogromną przestrzeń. (Dlatego też m.in. podoba mi się na tych skalistych przełęczach). Lubiłam w Polsce te łany kolorowych pól i niekończący się bezmiar nieba. No i nie ma jak słońce wynurzające się z jeziora o wschodzie. Tak, wolałabym widzieć taki świat wokół mnie. Kiedyś miałam plan przeprowadzenia się na Mazury.

      Usuń
  4. Serio w Szwajcarii macie takie wysokie temperatury??? Jestem w szoku. Myślałam, że w lecie maksymalnie dochodzi do 25 stopni.
    Od kiedy zaczynają się te upały?
    Przyjeżdżaj do Polski - u nas prawie zima - wczoraj było 3 stopnie i cały czas pada deszcz. Nienawidzę takiej pogody:(
    Może zrobimy zamianę??:):)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rano jest przymrozek, trzeba skrobać auto, ale potem 10 stopni w górę. Na razie przynajmniej tak jest. Zapowiadają obfite opady na ten weekend, w górach ma nawet sypnąć śnieg, ale wiesz, nie taki jaki lubię. Nawet stoki narciarskie są już pozamykane. Po tym to ani w rakietach ani bez.
      Ja też kiedyś myślałam, że 25 stopni to maksimum w tym kraju. Upały zaczynają się przeróżnie, ciężko powiedzieć ale jeżeli chcesz koniecznie trafić, to lipiec-sierpień jak znalazł. ;P
      Rok temu już w maju było 25, a potem stopniowo coraz cieplej i czerwiec był nieznośny. Potem nie wiem, bo uciekłam na 3 tygodnie do Polski, miałam serdecznie dosyć. W tym roku jeszcze się nie zaczęło. Być może przez deszcze, bo teraz występują dosyć często i długo w proporcjach 3 dni deszczu, 1-2 dni słońca. Ziemia nie nadąża się ocieplać, więc obecnie jest lekko i przyjemnie. Pogoda tu jest napadowa, tak bym rzekła.

      Usuń
  5. Czy ten "deszczyk" z wichurą/gradem to u Ciebie standard czy jednak tylko czasami się zdarza? Bałabym sie, że mi okna popękają.
    Co do lata, to w pełni Cię rozumiem. Ja też nie lubię i bardzo źle znoszę lato - japońskie jest gorące i bardzo wilgotne. Na szczęście mamy klimatyzację, więc ja po prostu nie wychodzę z domu, no chyba że bardzo muszę, to wtedy wybieram jak najkrótszą drogę z licznymi sklepami, w których można się schłodzić.
    Cudowni są Szwajcarzy z tym koszeniem wokół kwiatków ;)
    PS Czy to ten Masashi Kishimoto od Naruto? Ja niemangowa jestem...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahaha. Mam to samo, wybieram drogę przez sklepy. Chociaż najwygodniej po prostu jechać samochodem.

      Usuń
    2. Masz rację, ale niestety nie mam samochodu :(

      Usuń
    3. Mokuren, na całe szczęście nie jest standardem, ale zdarza się częściej niż w Polsce. To są krótkie nawałnice, nawet godziny to nie trwało. Wpadło raz, potem nastała cisza, potem drugi raz i cisza. Tak było wtedy. Ostatnio burza nas ominęła, obserwowaliśmy ją z daleka, szalała po sąsiedzku. Znacznie częściej zdarza się wiatr. Świeci słońce, jest cieplutko ale wieje tak, że kosze na śmieci jeżdżą po parkingu. Generalnie wtedy jest bardzo nieprzyjemnie wychodzić z domu.
      PS coś mi mówiło, że o to zapytasz. :P Tak, to ten. Mój mąż jest bardzo mangowy, ja tylko wybiórczo i dawno temu.

      /

      A ja wybieram autobus z klimatyzacją. Są punktualne jak w szwajcarskim zegarku, więc mogę wyjść na "styk" i nie sterczeć w pełnym słońcu na przystanku. XD

      Usuń
  6. Witaj Aniu.
    Lubię tęczę. Nie rozumiem dlaczego ktoś ją nie lubi, ba, wręcz nienawidzi.
    Przecież ma umocowanie w Biblii, ale o tym wiesz.
    Pozdrawiam serdecznie.
    Michał

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A kto nie lubi tęczy?
      Tak, wiem, że jest w Biblii. To na znak przymierza z nami, że więcej nas Pan nie zaleje. ;)

      Usuń
  7. Deszczyk powiadasz. Tutejsze po 10 minutach wywołują powodzie.
    Chciałabym zrobić zdjęcie burzy. Jakiekolwiek. Za słaby refleks mam, niestety.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mój poprzedni aparat miał za słaby refleks. Ja naciskam guzik, a on się zastanawia i dopiero potem robi zdjęcie. Nie lubię jak urządzenia za dużo myślą. Dlatego następny wybrałam taki głupi, że jak mu wszystkie opcje powyłączam, to robi zdjęcie kiedy mu karzę. Z tym że ja ostrości nie umiem nastawić. No bo jak nastawić fokus w nocy? I stąd taki efekt.

      Usuń
  8. Po pierwsze, takie deszcze i wichury, a nawet grad to już i u nas codzienność, a mieszkam na nizinie.
    Po drugie, szacunek za koszenie bez niszczenia kwiatów, tutaj koszą wszystko traktorami, nawet kiedyś krzewy skosili...
    Po trzecie, w ekstremalne upały nic nie zachwyca, człek się tylko chłodzi i szuka klimy w galerii handlowej, no i lodów!
    Ja z kolei mam nadzieję, że zanim w lipcu dotrzemy do gór, to śnieg stopnieje, bo na razie mamy powrót marca, o maju zapomniałam...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już codzienność? WOW, ja pamiętam tylko kilka takich nawałnic z Polski i to z północy kraju raczej.
      Bo w Polsce jest taka moda, że zieleń musi być płaska.
      Lodów nie jem w upał. Żołądek wtedy dąży do rozgrzania organizmu i tak naprawdę jest wtedy efekt odwrotny. Wbrew pozorom lepiej wtedy pić gorącą herbatę (najlepiej miętę). Sposób arabski, polecam.
      Do lipca na pewno stopnieje. Aż takie wysokie te góry w Polsce nie są.

      Usuń
    2. W upały tylko gorąca herbata, zgadzam się.
      Anomalie staja się teraz normami, niestety!

      Usuń
  9. I do nas ta wiosna mogłaby już przyjść. Jak na razie pododa nie rozpieszcza.

    OdpowiedzUsuń
  10. Różnorodność pogody to coś co lubię. Choć wiesz już, że najbardziej kocham zimę.
    Miałam inne wyobrażenie o Szwajcarii, a koszenie trawników zachwyciło mnie absolutnie zielonym światłem dla kwitnących kwiatów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Latem mam ochotę wystrzelić się na Marsa, naprawdę.
      Jakby te kwiaty były większe żeby można było położyć się niby pod parasolami, to byłoby fantastycznie. :D

      Usuń
  11. Dokładnie.
    Pięknie potwierdziłaś ulotność zjawisk.
    W życiu wszystko jest po coś
    Susza jest po to aby człowiek zatęsknił za zielenią i ją docenił
    Kopniak w tyłek jest po to, abyśmy byli przygotowani na najgorszą okoliczność i nauczyli się asekurować

    OdpowiedzUsuń
  12. nie przepadam za upałami, ale nie znoszę ich aż tak źle jak Ty. daję radę i po jakiś pagórkach w lecie pohasać. może dlatego, ze robię to jednak w nie aż tak morderczy żar, lejący się z nieba. prawie 40 stopni? taka temperatura na pewno uczyniłaby ze mnie mokrą plamę, która wyparowałaby bardzo szybko. i tyle by po mnie wtedy zostało ;)
    lata w mieście nie znoszę. leżenia plackiem na plaży tez nie :) dogódź tu człowiekowi ;)
    koszenie z pominięciem kwiatków- bardzo dobry pomysł. a deszcz... deszcz jest potrzebny. niech pada i nadaje soczystości światu.
    ps. zauważam, ze coraz więcej osób szanuje wszelkie zakazy i sprząta po sobie na szlakach. ale niestety. jeszcze nie wszyscy. wciąż zdarzają się i tacy, którym absolutnie normalne wydaje się ciśnięcie puszką w las, albo niedopałkiem pod stopy. ech.
    nie chodziłam nigdy z kijkami. zawsze wydawało mi się, ze bardziej będą mi przeszkadzać niż pomagać, zwłaszcza, ze potrzebuję wolnych rąk do pstrykania :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uwierz mi, jakby nie było morderczego żaru, to nie paplałabym ciągle o tym, że nie mogę, że mi źle latem itd. Mam wrażenie, że staję się przez to monotematyczna, ale to naprawdę moja bolączka.
      Lato w mieście jest o tyle ciekawe, że zawsze coś się wymyśli – a to pójdzie się do kina (tam latem jest taka różnica, że przeważnie marznę), a to się przejedzie kilka razy na rowerze przez kurtyny wodne, a to się zanurzy stopy w stawie, jest ratunek i bardzo dużo cienia.
      Deszcz lubię, nawet taki gwałtowniejszy. Lubię powietrze tuż po nim i ogólnie lubię oddychać deszczem.
      p.s. Nie przeszkadzają, a amortyzują staw skokowy i przede wszystkim przy złażeniu człowiek jest pewny i stabilny jak się może podeprzeć. Ja aparat noszę w plecaku. Pstrykam na przystankach, niewygodnie by mi było mieć go cały czas na szyi, bo za duży i zawadza. Tak kiedyś rozwaliłam obiektyw.

      Usuń
    2. mój aparat mały tez nie jest, ale noszę go na szyi (chyba, ze łażę po szlakach, które wymagają wsparcia rąk). przyzwyczaiłam się tak do tego, ze dziwnie mi, kiedy lezy w plecaku :)

      Usuń
  13. Obecnie jakoś znoszę upały, ale mówią mi ,że z wiekiem przestanę :D Mama nadzieję, że kłamią.
    Cieszę się polskim klimatem. Nigdzie się stąd nie wybieram.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja wierzę, że z wiekiem człowiek się uodparnia na wszystko. Systematycznie staram się przywykać do tych warunków, ale niekiedy słono za to płacę. Słaba jestem latem strasznie. Czytałam kiedyś o takiej postaci w literaturze SF, która była odporna na temperatury. Facet tak samo świetnie czuł się w mroźną zamieć, jak w letni skwar i nawet ubrań nie miał na zimę i lato, tylko cały czas podobne nosił, bo miał to gdzieś. To jest dopiero organizm... *_*

      Usuń
  14. Lubię się tak powygrzewać na słońcu, ale na dłuższą metę zaczyna mnie to męczyć. W Polsce też mamy obecnie ekstremalnie: różnice temperatur od 6 stopni do 27 następnego dnia. Ja to przypłaciłam okropnym przeziębieniem i wygrzewam się, ale w łóżku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Weź nic mi nie mów o przeziębieniu. Ilekroć jestem w Polsce, cały pobyt leżę chora w domu, marnując cały przyjazd. I lekarz nic tu nie pomorze. Ani witaminy itp. zażywane przed przyjazdem. Ostatnim razem cały Kościół się nade mną modlił żeby mnie to ustrojstwo opuściło. Tamtego dnia zniknęła gorączka i zaczęłam zdrowieć, ale mam czystą nadzieję, że to ma długoterminowy efekt i będę mogła zacząć korzystać z pobytu w kraju w pełni.

      Usuń
  15. Piękny i wzruszający tekst Aniu. Moje uznanie.
    Ja jestem człowiekiem gór chociaż urodziłam się i mieszkam całe zycie z Warszawie.
    W Szwajcarii byłam kilka razy a były to wyjazdy na początku służbowe a potem prywatne.
    Zawsze powtarazm, że Szwajcaria to kraj piękniejszy niż na najpiękniejszych nawet zdjęciach.
    A tak wogóle - jak może pamiętasz z mojego blogu - to jestem zakochana w Tatrach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja z kolei swoje serce zostawiłam na Mazurach i wolę ich klimat. Z powodzeniem mogłabym zamieszkać w gdzieś tam.
      Ale jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma. Niemniej muszę przyznać, że gdybym spełniła swoje marzenie o mały domku nad jeziorem, brakowałoby mi tych morderczych szlaków pod górę. ;P

      Usuń
  16. "Czarowna natura"...
    Jest czarowna naprawdę, zawsze i pod każdym względem. Ja, podobnie jak Ty, nie znoszę jedynie upału. Mój organizm go nie wytrzymuje. Dlatego te "oczy zasunięte mgłą przemęczenia" bardzo dobrze rozumiem. Jakbyś o mnie to pisała :-)
    Filmiki z deszczem i gradem - niesamowite.
    Na mnie w ogóle zawsze księżyc robi pozytywne wrażenie, nie tylko zachodzący. Uwielbiam księżyc.
    W ogóle wpis bardzo ciekawy, napatrzyłam się i dowiedziałam wielu fajnych rzeczy. Pozdrawiam! :-)

    OdpowiedzUsuń