Dwa dni.

"Cóż za dziwaczna osobowość! Fałszywa, skończona, dwulicowa, z pozoru urocza, w rzeczywistości nienawistna, jak doktor Jekyll, który przemienia się w pana Hyde'a."


– Éric-Emmanuel Schmitt "Trucicielka i inne opowiadania"


kwiecień, 2019
Dni dżdżyste nastały. Pora znienawidzona lecz piękna. Obraz nieba powleczony tkaniną marengo. Spadło kilka kropel na powitanie. Wcześniejszy wiatr przeczesał łąki i lasy, zbierając ostatnie suche liście. Ludzkim narzekaniem przyozdobiono przyrodę na smutno.
   Tchnienie życia tuż za rogiem przechadzało się w łagodnym wietrze, niezauważone. Trawy nabrały wyrazistszych barw, pąki na krzewach otworzyły się, zapachniało kwiatami.


Świat oszalał, jakby tintą pokryty, wybuchł pełną paletą kolorów. Stałam pośrodku odzyskującej pełnię życia natury. Tą samą ścieżką nikt nie szedł. Słowa ludzkiego narzekania unosiły się wraz z poranną mgłą.
   Wonności wyjaskrawiły się w orzeźwiającym powietrzu. Deszcz rozpadał się na dobre. Poszłam dalej.



Feeria barw odbijała się z kałużach, co dało złudzenie chodzenia po rozwodnionej akwareli. Na krzewach ktoś odcisnął pędzel z płomienistą i purpurową farbą. Uderzający zapach ośmielał twarz do powołania uśmiechu.
   Skwaszone miny pozostały w domach. Ludzkie myśli wysyłały pogróżki do nieba. Było brzydko, szaro i ponuro. Czyżby? Padał deszcz.


Istotnie padał. Drobne stworzenia spijały życiodajną wodę stojącą w kroplach. Pierwsze, jeszcze nieśmiało wyglądające na świat, jeszcze nie tak mnogo i nie tak niebezpiecznie, wyjąwszy wszelkie owady dzierżące swoje (dupne) sztylety, odzyskały rezon.
   Pierwsze stawonogi i pierwsze mięczaki o muszlach długich niby prehistoryczne keritie, choć znacznie mniejsze, okupowały już swój ulubiony mur pod mostem.



Pozostałości jesieni trwały sztywne niczym statuetki, ale wystarczy mocniejszy wiatr, aby skruszył ich dumne korony z brązu. Zdrewniałe konstrukcje chaszczy tworzyły skomplikowane wzornictwo na łące. Zaszczycały obserwującego całą gamą możliwych skojarzeń.
   Dzikie węże wiły się nad brzegiem rzeki, a paszcza krokodyla z suchego pnia, szczerzyła się na przelatujące obok ptaki. Zwinny jaszczur podwinął swój zdrewniały ogon, czupryna ze skruszonej kory stała na jego głowie i grzbiecie, niczym dostojny wachlarz.
   Pączki zeszłorocznych kwiatów stanowiły perfekcyjne zdobnictwo. Stworzone w najdrobniejszym szczególe, idealnie.



Tylko w tych ślepiach można było dostrzec smutek podszyty żalem do człowieka, że żywot swój musi spędzać na niewielkim poletku. Marzenie o niekończącym się padoku i szalonym biegu na przełaj, zostało pogrzebane o poranku, kiedy tylko brzask wyrwał to silne zwierzę ze snu.
   Zimowa sierść nadal zdobiła końskie prężne ciało, dając wyraz puszystości całej jego dumnej posturze. Lecz on maskotką nie jest. Czy jego właściciel to wie?


Wieczór rozpalił się na niebie, ułożył wzór z płomieni i rozognionym konturem zaznaczył brzegi gór. Na jedną krótką chwilę zwiastun groźnej apokalipsy rozwinął swój piekielny firmament. To tak jakby Bóg pogroził palcem, mówiąc, że to się wkrótce stanie.
   Lecz tym razem kopuła nieba pozostała na swoim miejscu, a krwista barwa łagodnie straciła na intensywności, aż wkrótce całkiem zniknęła.



Ostatni dzień słoty jawił się nieprzewidzianą i głęboką pomroką. Patrząc przez okno, świat jakby nie istniał, ale gdy tylko wyjść z domu, obraz zamieniał się w najpiękniejsze arcydzieło.
   I znów na ścieżce byłam sama. Ludzkie narzekanie niosło się pogróżkami do nieba. Przecież było zimno, ponuro i mgliście.


Niebo po wschodniej stronie zasnuło się idealnie gładką biało-kremową materią. Słońce zamglone wyglądało jak jasny dysk przyklejony wysoko do próżni. Spojrzałam na nie przez obiektyw maksymalnie wydłużony. Tak łagodne światło z niego biło, że oczu nie raziło wcale.
   Pomyślałam wtedy: "Drogi Boże, jakże jest przyjemnie" i wtem jakby dysk uchylił swego rąbka, mrugnął do mnie złotem. To trwało chwilę.


Niewielki zagajnik, a tam rejwach na całego. Poukrywane we mgle nuty, siadały na gałęziach niby pięcioliniach. Koncert bez dyrygenta, a jednak perfekcyjny.
   Mali muzycy nakłonili mnie, by pozostać tu przez dłuższą chwilę. A niech ludzie złorzeczą na pogodę! Było pięknie. Było cudownie w te szare, dżdżyste i mgliste dni wymalowane żywymi kolorami. Z powietrzem wypełnionym słodkimi zapachami. Z muzyką dźwięczącą jak u najlepszego wirtuoza.



Czas nie chciał stanąć w miejscu, zaś ja mogłabym tam stać i stać... Lecz tego dnia to ostatnia była taka romantyczna pora, bo już kilka godzin później słońce przebiło się przez mleczną pokrywę nieba.
   Z alpejskiej doliny dojrzałam wierzchołki otaczających mnie gór. Granatowe cienie i białe podświetlenia, opowiadały historię zimy, której słowa zamarzły na posępnych głazach wraz z jakąś myślą o jakieś nieśmiertelności...



Z tych wszystkich widziadeł na najbliższe dni pozostaną mi tylko ptaki. Ani złotem nikt do mnie nie mrugnie, bo niebo jawi się błękitne niby laguna; ani z mgły nie wyłonią się pięciolinie, bo powietrze zrobi się klarowne; ani też krople nie przyozdobią wyjaskrawionych na tle szarości, płatków kwiatów.
   Zaświeciło słońce. Temperatura rośnie. Przybyła wiosna.

32 komentarze:

  1. Ładny opis, taki nastrojowy. A zdjęcia niesamowite :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Czuję się, jakbym poszła z Tobą na ten spacer, i wsłuchiwała się w odgłosy, chłonęła widoki i zapachy :)

    OdpowiedzUsuń
  3. No, wreszcie troche koloru u Ciebie, plonace niebo, swieza zielen, rozowosci, czerwienie, zoltosci forsycji i brazy ubiegloroczne. I mgla, ktora bardzo lubie, a w ramach deseru piekne konskie oczy. Czego chciec wiecej?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Projektując ten post, miałam taką myśl, że Tobie na pewno się spodoba. ;)

      Usuń
  4. Witaj Aniu.
    Jestem pod wrażeniem. Fajne zdjęcia, fajny opis.
    Poprawił mi się nastrój.
    Pozdrawiam serdecznie.
    Michał

    OdpowiedzUsuń
  5. Aniu, wyobraziłam sobie, że siedzę w wygodnym fotelu i przeglądam album z pięknymi zdjęciami i takimi właśnie tekstami, co Ty na to?
    Dziś taki post był mi bardzo potrzebny, dziękuję:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Album w sam raz na ciche wieczory. Cieszę się, że wniosłam trochę miłego klimatu do Ciebie. :)

      Usuń
  6. Przepiękne zdjęcia, uwielbiam takie kadry - kwiaty, mikro i tyle emocji ♥

    OdpowiedzUsuń
  7. Jaki spokój we mnie uderzył, aż mi się jakoś raźniej zrobiło. :))

    OdpowiedzUsuń
  8. Aniu, brakuje mi fonii. Wyobrażam sobie, ze równie pięknie, jak fotografujesz, piszesz, także i czytasz. Mogłabyś relacjonować z pamięci, przecież to Twój tekst. A więc fotel, przymknięte powieki i Ciebie słucham. Takie, tam marzenia...przecież mi wolno, prawda? Serdecznie pozdrawiam uzdolniona Osóbko!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo, to interesujący pomysł. Aczkolwiek pisanie to coś co kocham robić, a gadać tak dla odmiany, niekoniecznie. Parę osób sugerowało mi założenie vloga. Ale najpierw musiałabym poczuć ten projekt sercem, bo bez niego nic nie wychodzi piękniej niż czcze paplanie.
      Zapamiętam Twoje słowa. Pozdrawiam słonecznie.

      Usuń
  9. Aniu - przepiękny tekst stworzyłaś...
    Moje uznanie.

    OdpowiedzUsuń
  10. Pięknie napisałaś i sfotografowałaś. Tak pieknie, że nie umiem nic więcej napisać. No nic, przeczytam sobie Twój tekst jeszcze raz :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie, to chyba po raz pierwszy jak Twój komentarz jest taki krótki. :P
      Dziękuję i serdecznie. :)

      Usuń
  11. bez wątpienia- wiosna :)
    a, że padało, że chłodniej... takie dni tez są potrzebne. zwłaszcza, ze kiedy sypnęło deszczem, to wtedy mocniej się zazieleniło, soczyściej pokolorowało :)
    ps. no niestety. mam te swoje lęki, ale na szczęście nie są takie co by mi przeszkadzały w chodzeniu po górach. boję się, kiedy jest przepaść albo kiedy po drabinie muszę wyleźć np. na wieżę widokową taką jak na Mogielicy czy Radziejowej. kiedyś się rozdygotałam po wyjściu na ambonę stojącą na łące :) ale z drugiej strony nie boję się, jak jadę wyciągiem krzesełkowym, nie bałam się także wyleźć na Kościelec, choć na wierzchołku po prostu usiadłam i już się z miejsca nie ruszyłam, bo było go niewiele :) nie sprawiało mi problemu zdobycie Koziego Wierchu czy innych tatrzańskich wierzchołków, ale wiem, że ze szlakiem Orlej Perci, a przynajmniej z jej niektórymi kawałkami (zwłaszcza odcinek z drabinką) mogłabym mieć problem. dlatego szczyty Orlej Perci zdobywam pojedynczo,każdy z osobna :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O właśnie o to mi chodziło – deszcz soczyście wszystko koloruje, dlatego tak lubię spacerować wtedy.
      A wiszące mosty? W Alpach ich dużo rozwieszają na szlakach.

      Usuń
    2. wiszące mosty mnie nie przerażają. no chyba, ze miałyby przezroczystą podłogę, to może wtedy... :) nie sprawdzałam, więc na razie tego jeszcze nie wiem :)

      Usuń
  12. Dzień dobry!
    Kochana, jeśli post zaczyna się cytatem Schmitta, to już wiem, że to będzie niezwykły, wyjątkowy post. Uwielbiam tego pana i jego twórczość. Szczególnie siedzi mi w głowie "Człowiek, który widział więcej" i "Kiedy byłem dziełem sztuki."
    "Ludzkim narzekaniem przyozdobiono przyrodę na smutno." "Zwinny jaszczur podwinął swój zdrewniały ogon, czupryna ze skruszonej kory stała na jego głowie i grzbiecie, niczym dostojny wachlarz."- coraz mocniej zakochuję się w Twoich zdaniach. Tworzysz je tak dobrze, tak przemyślanie. I to krwiste niebo, i to piękne zakończenie, po którym chciałoby się powiedzieć: "ach, faktycznie, wiosna." Piękna wiosna w emocjonalnych, poetyckich, barwnych opisach Ani. Przepadłam.
    Pozdrawiam Cię serdecznie i ślicznie, najśliczniej proszę o więcej takich wpisów! Jak najwięcej ciepła w sercu i dobrych myśli!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że już samym cytatem na wstępie zachęcam aby pozostać u mnie na dłużej. :)
      Co młodsi czytelnicy zarzucają mi dość często, że posługuję się zbyt trudnym językiem. Ale o gustach się nie dyskutuje, tak samo jak o inteligencji i mądrości, bo każdy nabywa jej z wiekiem i każdy ma start z innego poziomu. To chyba wynosi się z domu.
      Cieszę się, że z takim skutkiem zdołałam przelać ciepło z mojego serca w Twoje. :)

      Usuń
  13. Ooooch... ale się zaczytałam! Ale Ty masz, Dziewczyno, pióro! Prawdziwie pisarskie. Wyczarowałaś obraz, który chłonęłam z zachwytem. Zdjęcia są cudowne, ale specjalnie nie skupiałam się na nich, bo nie chciałam się rozpraszać w odbiorze tekstu. Tym bardziej, że ja właśnie "tekstowa" jestem i myślę, że zdjęcia ktoś inny lepiej i piękniej doceni. Ale czytać ten tekst to było przeżycie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam wrażenie, że nie potrafię pisać do współczesnego czytelnika. A wnioskuję to po recenzjach mojej książki, którą napisałam w podobnym stylu. Wiele negatywnych recenzji opiera się o trudność w rozumieniu moich słów, o które potykają się małolaty, twierdząc że posługuję się staropolszczyzną. Akurat to mogłoby być dla mnie jedynie komplementem, szkoda jednak, że na podstawie komentarzy, z których wynika, że nie można zrozumieć o co mi w powieści chodzi, spada zainteresowanie moim twórstwem.
      A staropolszczyznę zostawmy jednak Reymontowi.
      Dziękuję Ci za te słowa, są dla mnie cenne.

      Usuń
    2. A ja bardzo cenię styl, jaki zaprezentowałaś w tym wpisie! Owszem, nie jest łatwy i oczywisty, ale jest niezwykle ciekawy, twórczy i obrazowy. Twoja książka chyba faktycznie nie jest dla małolatów :) Bardzo możliwe, że byłaby to książka dla mnie, ale nie deklaruję się, że zaraz ją przeczytam, bo w tym momencie mojego życia celowo unikam beletrystyki, przynajmniej nowej. Ale tekst jest napisany cudownie, oczarował mnie.

      Usuń
    3. Teraz internetem rządzi młodzież. ;P Recenzje, oceny, polecenia itd., to wszystko spod nastoletniego pióra. Nawet wydawnictwa wysyłają recenzenckie egzemplarze blogerkom, z którymi współpracują w ten właśnie sposób, że one dla nich piszą różne recenzje.
      I tak nazbierałam złych opinii.
      Pojawiają się recenzje dorosłych osób na łamach takich portali jak "lubimy czytać" i wtedy te są pozytywne. I mnie to wcale nie dziwi, spodziewałam się takiego rozłamu między pokoleniami. Ja zastrzegałam swojemu wydawnictwu, że to jest książka dla dorosłych.
      To dopiero pierwszy tym olbrzymiej całości. Mam w planach znacznie więcej.

      Usuń
  14. U mnie dziś pod wieczór zaczął padać deszcz. Dawno nie czułem takiego powiewu rześkości, świetna sprawa. A co najciekawsze nie zawsze po deszczu tak jest. A może to ja po prostu nie czuję zawsze tego klimatu. :)

    Na razie odświeżam jakieś stare ,,ślady" w słuchaniu reggae. Ale nie specjalnie się znam, wolę nieco inne dźwięki.

    Według mnie to cały świat powoli zbliża się do jakiejś krawędzi. Wszystkie znane mi zasady, sytuacje powoli przestają takie być.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno trudniej jest poczuć ten klimat w mieście. Nie wiem skąd jesteś, ale tego pozytywnego wrażenia w trakcie i po deszczu, szukałam głównie w parkach albo na peryferiach.

      Też to widzę.

      Usuń
  15. ..z ogromną przyjemnością przeczytałam Twój niezwykły post.. tak lekko, uroczo, spokojnie, nastrojowo.. zdjęcia są fantastycze,
    ujęcia wspaniale oddają piękno chwil.. (uwielbiam deszcz, najbardziej taki ciepły letni)..

    ..niekiedy ludzie nie potrafią 'wczuwać się' w odbiór tekstów, może to być winą nastroju w danym momencie, zbytnio pobieżnego czytania,
    a może mają swoje problemy? czasem trudno się domyślać, ale trzeba liczyć się z tym, że każdy jest inny i inaczej postrzega wszystko..

    - pozdrawiam Cię bardzo serdecznie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo często wybieram sobie książki dopasowując do nastroju albo nawet do pory roku. Mam takie skojarzenia z pewnymi utworami. Nie wiem natomiast jaki ma to wpływ na moją opinię, czy byłaby gorsza dla książki niepasującej do moich uczuć, tego badałam tej kwestii, ale myślę, że nie.

      Pozdrawiam Cię ciepło i dziękuję za miłe słowa. :)

      Usuń