Bal pożegnalny.

"Wychodzimy z zimy trochę bladzi
Trochę jakby z zaspy zamyślenia"


– Adam Ziemianin "Wychodzimy z zimy"


marzec, 2019
Królowa zimy wpadła aby urządzić bal pożegnalny. Nie zapowiedziała się, bo lubi zaskakiwać, lecz każdy wiedział gdzie i kiedy przyjdą jej pomagierzy. Pierwszy wpadł wiatr, bo ktoś musiał posprzątać salę. Drugi wpadł deszcz, bo należało ją też umyć. Niebo przykryto grubym cieniem, by słońce nie podglądało.
   Na zielonym poletku soczystej trawy, wzmożony ruch pośród ptactwa w poszukiwaniu kolacji, obudził niemrawe jeszcze ślimaki. Wiosna przyszła, od teraz wszystko będzie padać ofiarą.
   Nagle świat zgasł, a potem sen zmorzył faunę. Niebo poruszało się niczym zwiewnym woalem. Tej nocy nie było szans dla spadających gwiazd.


Świat nagle zamarł. A potem w dalekich górach pojawił się błysk i jeszcze jeden i następny. Zagrzmiało tak potężnie jak tylko może zamanifestować się potężna siła natury. Woal ustąpił czemuś większemu i jeszcze czarniejszemu, choć to już wydawało się niemożliwe. Wiatr spadł z najwyższej z gór i dał pokaz swej siły. A za nim przybył kolejny grom, a w nagłym błysku jawiła się obecność ściany deszczu.
   Masywna połać przepływała nad naszymi głowami, poruszając się niczym czerw. Kolejny błysk i huk, gromy biły o szczyty górskie. Zasnęłam. Zawsze wtedy zasypiam. Tak pyszne jest wtedy powietrze, aż przeładowane...


Rankiem dzień wstał jakby inny. Jakby obrażony na to, co się stało kilka godzin wcześniej. Szary, posępny, wietrzny. Wszystko było pozamiatane. Wszystko gotowe na bal pożegnalny. I wreszcie przyszła ona, w szacie swej bielszej od śniegu nawet, przyszła rozsyłając swe uśmiechy wszystkim ludziom. Niekoniecznie odwzajemnione.
   Od razu wyszłam jej na spotkanie. Gęste, wielkie płaty przylepiały się do mnie, a ja zadarłam głowę, aby spojrzeć jej w twarz już po raz ostatni.
   – Do zobaczenia za kilka miesięcy – powiedziałam.
   – Do widzenia – odpowiedziała szeptem.
   A potem wyszło słońce.
   – Będę za tobą tęsknić – dodałam, ale tego już nie usłyszała.



Przyszła na jeden dzień. Na kilka godzin. W uszach brzmiała muzyka. To grała ona, królowa zimy z harfą wielką w rękach, zakapturzona. Z pieśnią na ustach, z pieśnią ostatnią. Była smutna, przygaszona. Szarpała struny i płakała.
   Trudno jest być pięknem w pełni majestatu – obiektem znienawidzonym, najczęściej przeklinanym. Ale o tym opowiadać nie chcę. O tym już się nasłuchano.



Zaspy zamienią się w łyse głazy, a rześki, mroźny wiatr stanie się ciężki i duszny. W koronach drzew rozwiną się liście, naturalne parasole, które przykryją intensywnie błękitne niebo. Miękkie swetry zostaną wrzucone na dno szafy, a skórę odkrytą palić będą promienie, zgoła nieprzyjemne, jak iskry samozapalające toksyczne myśli.
   Czysta biel zamieni się w zieleń. Bajka zamieni się w rzeczywistość.


Powiązane posty:
...o tym, że wiosny można nie lubić.

25 komentarzy:

  1. Ladnie o niej napisalas, az sie zawstydzilam, bo ja mam dla niej wylacznie brzadkie slowa w zapasie. No co ja poczne, kiedy jej tak nie lubie? Moge jej jedynie pomachac na pozegnanie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na swoje usprawiedliwienie mogę dodać, że lato nie obchodzi się ze mną dobrze. Do zimy po prostu nie mam zastrzeżeń, nie próbowała mnie ani razu zabić, a lato owszem i to kilka razy.

      Usuń
  2. No właśnie... tak jakbyś nie lubiła wiosny i lata ?:) Nie powiem nic odkrywczego. Dla mnie zima jest okresem, który należy jakoś przetrwać. W tym roku było jako-tako, bo śniegu mało, ale na sanki z Dzieckiem udało się kilka razy pójść i bałwana ulepić. I wystarczy. Pzretryzmałam okres od listopada do marca. Teraz może być tylko lepiej:)
    W naszych stronach na ostatnie podrygi zimy mówi się, że to św Piotr wymiata ostatnie pierze z zimowych pierzyn przed włożeniem ich do kufra:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że o wiośnie wystarczająco wypowiedziałam się w notatce, którą zalinkowałam pod tym postem. Faktycznie nie przepadam za ciepłą porą. Za wiosną dlatego, że uniemożliwia mi moje dzikie wędrówki. Przy roztopach jest bardzo niebezpiecznie, skały się osuwają, całe lasy przeprowadzają w inne miejsca... trzeba uważać na lawiny błotne i lecące drzewa.
      A latem jest mi ciężko żyć. Oddychać w ogóle. Przeszłam już kilka udarów słonecznych (mimo że zachowuję najwyższą ostrożność). Nie mam odporności na upały, przechodzę wtedy letarg.
      Moją ulubioną porą roku jest jesień, wtedy czuję, że wracam do życia i znów przybywa mi wigoru, oraz wracam na górski szlak. Tzn. znów mogę chodzić regularnie. Latem często odpuszczam, bo w Szwajcarii są takie gorączki, że na balkonie nawet kaktusy nie dają rady.

      Usuń
  3. Wiem Aniu jak kochasz zimę i pięknie o niej napisałaś, tak, że gdybym jej wcześniej nie znała, to również bym ją pokochała. Jednak podzielę zdanie moich poprzedniczek i przyznam się, że zdecydowanie wole wiosnę i lato, jakoś tak bardziej pozytywnie na mnie działają i dają mi niesamowitą energię. Zdecydowanie lepiej się wtedy czuję i psychicznie i fizycznie. Lubię wszystkie pory roku, w tym i zimę, każda ma inne zadanie do spełnienia, to tak jak człowiek, każdy ma inną misję do załatwienia. Nie ukrywam, że zdecydowanie wolę jednak te cieplejsze i bardziej słoneczne pory roku ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem pewna, że wszystko zależy od naszych uwarunkowań fizycznych, dlatego nie dziwi mnie Twoja wesołość na słońce i czyste niebo. Ja mam zdecydowanie warunki syberyjskie i w upał po prostu zdycham. Niektórzy podejrzewają mnie o wampiryzm. W takim razie jestem abstynentem, szkoda tylko, że latać nie potrafię.

      Usuń
  4. Jedyny pozytyw, jakiego mogę doszukać się w odejściu zimy, to brak tych wszystkich szmat, w których czuję się jak bałwan.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie otulam się aż tak bardzo mocno na zimę. Mama do tej pory mi mówi, że za lekko się ubieram, ale nie potrafię inaczej. Nie znoszę się przegrzewać. Mam tą samą kurtkę na cały rok, cienką, wiatro i deszczo odporną. Różnica dla mnie w ubiorze polega na tym co wkładam pod spód. Z kolei latem głupieję, bo nie wiem co zrobić. Nie jestem z tych co ochoczo pokazują swoje ciało, ale w ogóle jakiekolwiek ubranie latem daje uczucie smażenia się... i mam chęć chodzić bez. Mam przedziwne problemy egzystencjalne...

      Usuń
  5. Widać w Tobie pisarkę :-)
    Bal pożegnalny ma swoje ofiary, głowa i serce szaleją na te przedwiosenne podskoki...
    Może widok kolorowych kwiatów i ciepły wiatr ukoją niepokoje duszy i wyrównają rytm serca?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tam, oj tam. ;P
      Ofiarą będę ja, jak przyjdzie pierwszy skwar. W Szwajcarii zdarza się on dosyć wcześnie. Bierze ją od południa, gdzie pierwsze palmy rozpoczynają nowy sezon na świeże listki. Ja nie wiem skąd to przeświadczenie, które pielęgnowałam w sobie długimi latami, że w Szwajcarii zawsze leży śnieg i jest zimno. Myślałam, że jadę do pogodowego raju, a tymczasem mam wrażenie, że tutaj wylał Hades.
      Posiałam wczoraj bratki do skrzynki na balkon. ^_^

      Usuń
  6. Piękne to napisałaś Aniu. Zima jest przepiękna, ma niewątpliwie ogromny czar. Uwielbiam ją, ale... tylko od święta, w górach, na sankach i gdy dzieci zdrowe :). Gdy utrudnia mi podróż do pracy, nie mam o niej dobrego mniemanie ;).
    Każda pora roku ma swój czas, teraz cieszę się na nadchodzącą wiosnę. Słońce mi służy. Spycha depresyjne myśli w kąt świadomości :)... Pozdrowienia Pięknooka:D!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie było u mnie depresyjnych myśli, więc nie dostrzegam takiego kontrastu między tymi porami roku na co dzień. Doskonale wiem, że znajduję się w polarnej mniejszości wielbicieli arktycznych miłości.
      Wiosna jest dziwna, wydaje mi się taka rozgrzebana. Jakby ktoś przyszedł, pozakładał młode pączki na drzewach, ale jeszcze nie sprzątnął resztek po zimie i wszędzie pełno błota, że do lasu teraz wchodzić nieprzyjemnie. Ja od zawsze wolałam konkrety. Niechże ta przyroda wreszcie się zdecyduje. ;P
      Pozdrowienia, Piękna Kobieto. :)

      Usuń
  7. zima jest porą roku .....niepowtarzalną , jedyną w swoim rodzaju . Gdy ciemno za oknem , śnieg i mróz niepozwalają na częste spacery wtedy zagląda się do książek kucharskich z myślą , aby znależć coś niecodziennrgo tzn jakąś zimową , rozgrzewającą potrawę do zrobienia . Przynajmniej Ja tak często robię.
    Kryystyna
    Serdeczne pozdrowienia znad sztalug malarskich przesyła
    krystyna
    zpraszam do mojej strony
    http://krystynaczarnecka.pl/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam zupełnie odwrotnie, śnieg i mróz wyciągają mnie z domu czasem na bardzo długo. A potem wracam i siadam z książką przy grzanym winie. Zimowe wieczory właśnie z tym mi się kojarzą.

      Usuń
  8. no ja nawet kolor włosów zmieniałam na wiosnę i mam nadzieje ze zima już nie wróci

    pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nasze nadzieje są odmienne, ale koło natury i tak potoczy się dalej.
      Pozdrawiam!

      Usuń
  9. Wolę chłodniejsze miesiące, latem jak jest upał, to nie mam chęci na nic. A zimą czy jesienią, o ile nie pada jakoś lepiej mi się funkcjonuje. Oczywiście zmiany są koniecznie i je akceptuję, jednak wolałbym pewien umiar. O ile zima w tym roku u mnie raczej słaba pod względem śniegu, to mam nadzieję, że lato nie będzie ,,nadrabiało" zaległości upałami.

    Huntera znam już od jakichś 10 lat z hakiem. Raz występowali jako support i na żywo spodobali mi się jeszcze bardziej. Lubię u nich te połączenia brzmienia skrzypiec i gitar, nie mówiąc już o tekstach i wykonawstwie ich wokalisty.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To masz tak jak ja.

      Wszystko podoba mi się w tym zespole, urzekli mnie. Wspaniali artyści.

      Usuń
  10. Przepieknie to opisalas❤

    OdpowiedzUsuń
  11. Niezwykły opis, taki poetycki. Ja tam lubię i zimę i wiosnę. Każda pora roku ma swój urok :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo pora roku każda ma w sobie jakieś piękno. Nauczyłam się go dostrzegać wszędzie. Dawno temu (i nie prawda) nie znosiłam jesieni, a teraz to moja ulubiona pora roku. Człowiek się zmienia wraz z prądem swoich myśli. Nastawienie.

      Usuń
  12. Nienawidzę zimy i mama nadzieję, że jak najszybciej zajrzy do nas wiosna. Uwielbiam rozkwit kwiatów ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kwiaty to inna bajka. Kwiatki być muszą! Kwitną mi cały rok w domu, a na wędrówkach to właśnie przed kwiatkami najczęściej ląduję na kolanach... haha ;D

      Usuń
  13. Muszę powiedzieć, że porwał mnie Twój poetycki opis, i chociaż nie przepadam za Panią Zimą, to w tej stworzonej przez Ciebie scenerii poczułam się jakoś tak nieziemsko, poderwana do lotu. Uskrzydlona :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że nie straszę swoimi opisami. ;)

      Usuń