Ludzie skromni czy szare myszy?

Wolność dzisiaj jest oparta na tym
aby mieć uprawnienie do klatki w której się znajdujemy.


Jeśli nie potrafisz sobie odmówić przyjemności, jeśli wstrzemięźliwość brzmi jak nazwa tajskiej zupy, a Twoje pragnienia są dla Ciebie najważniejsze, możesz pominąć ten artykuł. Przyczynę pokażę na błahym, wręcz trywialnym przykładzie:
   Podobno siła jest kobietą. Dobra materialne – panom ten temat wydmie policzki od śmiechu – ozdóbki i wygody dla urody itd. Nikt tego nigdy nie nazwał słabościami dzisiejszej cywilizacji. Głupie? Czytaj dalej.
   Konsumpcjonizm sięgnął już chyba rangi filozofii. Moda, najnowsze gadżety i ozdoby. Dłużej w pracy, mniej z drugim człowiekiem. Zastanowienie nad sensem życia z reguły kończące się roześmianą buzią nad kieliszkiem wódki. Otaczamy się kumplami od drinków, Sylwester bez alkoholu brzmi jak porażka.
   I temat zszedł na manowce, do głębi człowieczego umysłu, w którym ktoś zapomniał zapalić światło. Problem zaczyna się tam, gdzie nie dosięga duch.




Największym zmartwieniem stało się ciało, że jego kult coraz częściej zdobi szyldy salonów urody i sklepów odzieżowych jako nagość filigranowej modelki. Intymność stała się narzędziem, a zwrot "patrz, a nie rusz" – modnym sloganem.
   Wedle zasady "nie jesteś na sprzedaż – nie pokazuj wszystkiego", dążenie do seksapilu można porównać do giełdy koni. Wymuskane zwierzęta, wymyte, wyczesane i na naoliwionych kopytkach, prezentowane są przed szpalerem oceniających, by dostać jak najwyższą notę i co za tym idzie – cenę.
   Na ile się cenisz wychodząc z domu?



Ciało lubi być wypielęgnowane i chwalone, ale to nie wszystko czego wymaga od nas. Nałogi, w dzisiejszych czasach – postęp tej działki jest bardzo szybki, a zasób możliwości ogromny. Uzależnienie od leków, komputera, telewizora, komórki, spa, chipsów, narkotyków, papierosów, alkoholu, siłowni, odchudzania... Wszystko na pozór dostarcza nam pociechy, a z czasem wykańcza i fałszuje osobowość.
   Gdy próbujemy odrzucić nałogi, nawyki i inne głupoty, zaczynamy twierdzić, że straciliśmy cząstkę siebie. Styl życia, towarzyskość czy dbałość o drobiazgi – charakteryzują nas i nie chcemy się z tym rozstawać. To przecież w gruncie rzeczy nic złego, PRZECIEŻ NIE ROBIMY TYM NIKOMU KRZYWDY! To tylko drobiazgi, małe przyjemności, a człowiek żyje chwilą... a diabeł tkwi w szczegółach.



Lubimy skupiać się na tym co przyjemne, porzucając bardzo chętnie to, co duchowe i wg reszty świata graniczy z fantasmagorią. Lubimy się usprawiedliwiać na każdym złym kroku, chwalić za każdy dobry gest, potrafimy wyjaśnić całkiem racjonalnie każdy gorszy wybór. Problem tkwi w tym, że często nasze wybory bywają puste.
   Zatroskani o wygodę nie potrafimy zlekceważyć utracjuszowskich potrzeb. Byle glebnąć miękko na kanapie, zjeść pyszne ciastko i obejrzeć film, a następnie zakochać się w odtwórcy głównej roli, a potem imaginować sobie z nim miłość. Przecież coś się nam od życia należy.
   Epikurejski żywot nowoczesnego człowieka, sprowadził nas do ciemnego kąta umysłu, do którego nie dociera światło, a co najgorsze – wcale go nie szukamy. We snach jest przecież lepiej.



A co się dzieje z osobami żyjącymi obok tego? Tymi nie grzeszącymi urodą ani urokiem, nie ulegającymi wykwintnej zabawie, bez nowego telefonu, bez samochodu i nie pijącymi w ogóle alkoholu?
   Nudne, szare myszy bez życia, bez osobowości.



Piszę ten tekst siedząc w przytulnym mieszkanku gdzieś w Alpach i popijając słodką kawę w wielkim kubku, który dostałam od kochanych rodziców, bo wiedzą jak bardzo lubię spędzać czas z dużą ilością mocca i wtedy tworzyć, pisać. Siedzę na fotelu masującym przed nowoczesnym laptopem i piszę do Was te słowa, które są niczym bluźnierstwa z ust kłamcy. Nie młoda, ale jeszcze nie stara kobieta o aparycji przyciągającej wzrok, wiem, bo to zauważam, a gadam nieustannie o porzuceniu "upiękrzaczy", bo mnie to przecież nie zaszkodzi. Czy o tym teraz myślisz? I co ja mogę wiedzieć o świecie, skoro żyję jak pączek w maśle?
   Niedawno wróciłam z Polski. Regularnie chodziłam na basen. Odwiedzałam rodzinę, spotkałam się z koleżanką. Tydzień przeleżałam z gorączką, a potem zostałam w jedną chwilę uzdrowiona. Poznałam wspaniałych ludzi i spędziłam najfajniejszego Sylwestra w życiu. Co więc mogę wiedzieć o troskach i potrzebach? Dlaczego mam czelność oceniać te potrzeby? Otóż nie – sami oceńcie, bo ja Was nie znam, ani Waszych serc, ani Waszych trosk. Być może wcale nie piszę tego do Was, ale tylko do Ciebie.



Podobno charaktery przyciągają te same charaktery, więc mogę się spodziewać, że zostawicie w komentarzach zgodę na te słowa. Jesteśmy podobni, wszyscy ludzie są sobie podobni, mają słabości i często ulegają im. Z wielu przywar nie zdają sobie sprawy, często nie potrafią nazwać czegoś stratą czasu, nie widząc w tym straty czasu. Zatraciliśmy się trzymając życia kurczowo i z namiętnością oddając temu, co możemy mieć najlepsze.
   Tymczasem chwile nie dają nam zupełnie nic. Dlatego chcemy, by tych chwil było jak najwięcej i ja wcale się temu nie dziwię. Momenty, sekundy, doznania. Są puste. Są piękne. Kolekcjonujemy je na zdjęciach, chwalimy się na Insta, na blogach, w opowiadaniach, we wspomnieniach. W tym przecież nie ma nic złego. Nikomu nie robimy tym krzywdy.
   Ale jeżeli to jedyna rzecz do jakiej dążymy w tym życiu, to wypada słabo.



Przyszłość wydaje mi się o wiele ciekawsza. Teraźniejszość to nasza składka emerytalna. Co nagromadziliście sobie w życiu, co Wam wypłacą, co to będzie i w jakiej ilości?
   Ja wiem, że z tych wypitych kaw niczego nie uzbieram. Ani z tych książek i filmów Sci-Fi, w których ostatnio się zatopiłam. Nawet o jednym planuję Wam opowiedzieć, bo niedawno byłam w kinie. Ale czy jest coś, co nada się na składkę? Czy jest jakaś pula, z której mi wypłacą złotem i drogocennymi kamieniami? Odpowiedź jest dla każdego indywidualna.
   Uczę się rozeznawać swoje potrzeby i przyznam, że to stało się bardzo proste. Już nie bronię ich pazurami i zębami, stając w pocie czoła z pełną artylerią argumentów. Ja wiem, że też często marnuję czas. Może kiedyś przestanę. Ale płacić składkowego przestać nie zamierzam.
   To na ile w takim razie się wyceniasz?



Podobne pogaduszki:
A co ludzie powiedzą? – ile razy robiłeś coś, bo tak samo postępowali inni?
3 rzeczy, które nie pozwalają nam odczuwać szczęścia.
Zmartwienia, umartwianie się – media.
O narzucaniu się.

26 komentarzy:

  1. Aniu, już kiedyś Ci pisałam, że mimo Twojego młodego wieku, cechuje Cię dojrzałość osoby która przeżyła już niejedno:)
    Serce rośnie kiedy patrzę, że w przypadku współczesnej młodzieży czasami można zapisać: młodość = mądrość = rozsądek.
    Wielka szkoda, że w przyrodzie zjawisko takie ostatnimi czasy występuje niezwykle rzadko.
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedyś moja mateczka chrzestna zrobiła mi psychotest z gazety na wiek mojego mózgu i wyszło, że mentalnie mózg mój ma już emeryturę. :D

      Usuń
    2. Muszę Ci powiedzieć, że moja bratanica, której nota bene również jestem chrzestną ma podobnie do Ciebie:)
      Obecnie ma 25 lat, ale nawet jako małe dziecko była bardzo odpowiedzialna, dojrzała i inteligentna.
      Staram się jej wmówić, że to wszystko po matce chrzestnej:):)
      Nie wiem czy ją przekonałam:):):)

      Usuń
  2. Zwróć uwagę, że dokładnie w tym samym czasie pisałyśmy do siebie komentarze:):)

    OdpowiedzUsuń
  3. Jestem zatem szarą myszą. Cudnie!
    Tak sobie myślę - siedząc pod miotłą - że to przecież dla mnie oznacza właśnie życie pączka w maśle. :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to witaj w klubie szarych pączków w maśle pod miotłą. :)

      Usuń
  4. lubię drobiazgi. szczególiki i chwile. nawet, jeśli one są diablętami. z nich składa się życie i nie zamierzam się ich wypierać. nawet, kiedy jest ich dużo. a może właśnie dlatego? wielkie rzeczy zrobi kilka osób na świecie, ale malutkie potrafi każdy. nawet ten, któremu nic się nie chce. a robienie niczego jest niezwykle trudnym zajęciem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mali ludzie też potrafią wielkie rzeczy. Kwestia tylko dobrania sobie zajęcia i rozważenia, czy faktycznie można je nazwać dobrymi i wielkimi. A chwile – jesteś ich obserwatorem – wiesz które są coś warte, a które są nic nieznaczącym mgnieniem.

      Usuń
  5. Lubię wspominać, nie znaczy, że żyję w przeszłości. Kiedys dałem się złapać w pułapkę tych wszystkich gadżetów. Uciekłem do Ekwadoru, pokosztować surowszego życia. Taki powrot do korzeni. Tego mi brakowało.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Coś w tym jest, że kiedy zakosztujemy prymitywniejszego życia, nagle coś się w nas zmienia. Nie wiem jak Ty miałeś, ale można po takiej podróży zapomnieć, że nowoczesny tryb życia nie jest wcale taki ważny. W surowszym życiu raczej czasu się nie marnuje. Zmieniają się priorytety, nie myślimy o głupotach. Nie doświadczyłam nigdy naprawdę długiej podróży, ale wiele wart jest dla mnie każdy moment, kiedy cywilizacja pozostaje daleko w tyle. Nie wiem co jest w tym takiego, ale umysł przestaje być obciążony marnymi zmartwieniami.

      Usuń
  6. Każdy lubi przyjemności, gorzej gdy ich zaspakajanie stanowi sens życia. Coraz więcej pracujemy, to prawda, ale nie zawsze ze swojego wyboru i nie tylko dla wielkich pieniędzy, ale rachunki płacić trzeba.
    Co do pogoni za gadżetami i upiększaniem masz rację, nie o to w życiu chodzi, znam osoby, które nawet domu nie mają, pracują na podróże, sa młodzi i pazerni na przygody.
    Jestem już jednak w tym wieku, że myśli o godnej starości, która wymaga płacenia składek są mi bliskie. Poezja rachunku za lekarza czy szpital nie zapłacę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zachwiał się ten sens moim zdaniem. Żyjemy chwilą, planujemy przyjemności, wychowujemy bezstresowo. I zapracowujemy się, bo taki jest system, nie inaczej. Szczęśliwi pracoholicy, którzy pracują, bo to lubią, ale mało jest takich.
      Długi czas mieszkałam z rodzicami i odkładałam pensję tylko na przygody. Moim priorytetem nigdy nie był własny dom ani rodzina. Nie myślałam tak z beztroski, tylko naprawdę nadal mam olbrzymi pociąg do wolności oraz do podróży. Ale bardzo bym nie chciała, by na koniec okazało się, że moje życie było tyle warte co bilet na samolot.
      Poezja jest piękna, ale proza życia swoje wie.

      Usuń
  7. Może to zabrzmi dziwnie ale jak sobie przypomnę końcówkę lat 90. i obecne czasy, to chętnie bym wsiadł w wehikuł czasu, by jeszcze raz być w tamtym okresie. Wydaje mi się, że obecnie poza pędem życia wiele spraw jest zamglonych, zakłamanych można nawet rzec. To co dopiero mogą czuć osoby znające lata 80. czy 70. Aż strach myśleć.

    Jak na razie zmian nie ma żadnych u mnie. Także nie ma na razie nowej osoby w pokoju.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hedonizm dziś głownie wiedzie prym. Ja nie mówię, że to złe i wszyscy ludzie powinni stać się nagle ascetami (choć to tym bardziej nie jest złe, a niektórym szczególnie przydałaby się taka odmiana), tak widzę, że świat oszalał i poszedł w najmniej oczekiwanym kierunku. Szkoda, że pokolenie bierze przykłady z tego, co niekoniecznie jest warte uwagi.
      Nie mnie się wypowiadać czy kiedyś było lepiej, bo w końcówce lat 80 ja dopiero przyszłam na świat. Ale masz sporo racji, bo chociażby dziadkowe opowieści wskazują na to, że większej liczbie ludzi chciało się kiedyś myśleć.
      Pozdrawiam.

      Usuń
  8. ..świetny post, bardzo mi się podoba.. uważam, iż bycie skromnym to ogromna zaleta.. każdy człowiek jest inny, każdy ma swoje niezykłe cechy
    i miewa wady .. nie znosze pozerstwa, jakkolwiek to zabrzmi imponowania tzw.'top modą'.. odkąd pamiętam urzekali mnie ludzie naturalni, autentyczni, prostolinijni, skromni..

    ..czy jestem skromną, czy szarą myszą? to nie jest ważne.. staram się widzieć piękno we wszystkim, potrafię się cieszyć z drobiazgów,
    z rzeczy małych i dobrze mi z tym - jestem szczęśliwa, bo jestem :)

    - pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uprzejmie Ci dziękuję. Mnie zawsze podobały się u inteligentnych ludzi ironia i sarkazm. Czy wiesz, że niektórzy jej w ogóle nie rozpoznają i biorą takie słowa za przytyk do samego siebie, strzelając tzw. "śmiertelnego focha"? Odbiór stał się bardzo prosty. Np. nie wydasz literatury, która jest napisana zbyt mądrze, bo wydawca od razu powie Ci, że to za trudne i nie puści tego na rynek.
      Kiedyś ludzie zachwycali się Reymontem, dziś sagą zmierzchu. To tyle o współczesnych umysłach.
      Tytułowa skromność chyba miała w tym artykule najmniejsze znaczenie... Raczej to nazwa pewnej grupy ludzi, która za nudnych została uznana, bo nie żyją w zgodzie ze światem. I ja nie przyjaźnię się ze światem.

      Usuń
  9. Wg mnie wszystko jest dla ludzi. Szkopuł w tym, żeby zachować zdrowy rozsądek. Umieć wybrać to, co jest dla nas najlepsze i najważniejsze, a nie poddawać się bezrefleksyjnie owczemu pędowi. Nie mam nic przeciwko realizowaniu pragnień i zaspokajaniu potrzeb. Wszak "przyjemność nie jest dla człowieka luksusem, lecz głęboką potrzebą psychiczną". To Ayn Rand, nie ja. Dawno temu jej "Cnota egoizmu" wywarła na mnie wielki wpływ. Wysnułam z niej-być może zbyt mocno uproszczone- wnioski, które w pewien sposób mnie ukształtowały. Skromna czy szara myszka? Hmmm... Zatwardziała życiowo, niereformowalna babka w średnim wieku:-) Gdybym napisała inaczej-nie byłabym sobą. Za 2 lata będę już na emeryturze. Wtedy okaże się czego i ile sobie naskładałam ale...liczę tylko na siebie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystko jest dla ludzi, a nie człowiek dla wszystkiego. Warto o tym wspomnieć z uwagi na łatwość w zapadaniu się w hedonistyczny świat. Nie jestem przeciwna przyjemnościom, bo mówiąc że ich nie lubię, skłamałabym. Pytanie tylko, które głębokie potrzeby psychiczne są faktycznie nam niezbędne. Czyżby proponowała wagę rozkoszy? Nie! Też nie o to mi chodzi. Ciężko sięgnąć właściwego sedna... Nie jestem też przeciwna odpoczynkowi. Owszem, człowiek powinien odpoczywać, to ogólna zasada zdrowego ducha i Pan Bóg nakazał odpoczywać. Chodzi raczej o to, by życie nie stało się próżne. Spełnianie marzeń i zaspokajanie potrzeb – one mogą się okazać najprzyjemniejszą pracą w życiu i przynosić wspaniałe owoce.
      Ktoś pisze książki, ktoś inny maluje obrazy, a jeszcze ktoś wymyśla lekarstwa lub uczy dzieci w szkole. Pragnienie jest przyjemną pracą, która choć jest pracą faktycznie, to relaksuje ja nic. I jakie wspaniałe efekty może przynieść.
      To jest wg mnie wspaniała składka, niby materialna, ale jednak też dla ducha. Bo kim bym była gdybym skupiała się tylko np. na ciuchach, kosmetykach, basenie, kinie, zabawie, leżeniu etc... A niestety widzę na własne oczy, że niektórzy tak właśnie żyją – tylko tym, tylko przyjemnością.
      W myśl zasady "daj żyć innym", nie zamierzam twierdzić, że to źli ludzie, bo nie jest tak. Każdy musi sam ocenić, czy w jego życiu przeważa marność.

      Usuń
  10. Witaj Aniu.
    Dla mnie wolnośc jest wartością samą sobie, a nie jakąśk latką...
    Dla Ciebie jak znam zycie również.
    Pozdrawiam i zapraszam.
    Michał

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wolność przede wszystkim i żadnych ograniczeń. Zdrowy rozsądek, trzeźwe myślenie!
      Pozdrawiam.

      Usuń
  11. Myślę, że we wszystkim należy zachować umiar. Rozsądek podpowie, czemu i ile poświęcić ze swego życia, bo najgorsze jest uzależnienie, z którego latami trzeba się leczyć. Także uzależnienie od podróży, adrenaliny, przyjemności itd.A życie przyjemnością nie będzie, bo starość, choroby, śmierć najbliższych...
    Serdecznie pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ryzyko wypraw dla doznań, żeby się później pochwalić wynikiem – nastawienie i rozsądek do takich spraw, też jest bardzo ważne. Uzależnienie od adrenaliny, dobry temat poruszyłaś. Wartość swojego życia każdy sam musi przeliczyć.
      Moim skromnym zdaniem najważniejsze jest, by nie martwić się za zapas. Nie umartwiać się za życia.
      Pozdrawiam.

      Usuń
  12. Zawsze byłamn jestem i będę szarą myszką. Ale zupełnie mi to nie przeszkadza.
    Tym bardziej że to jest właśnie moje "bogactwo".
    I moja wartość.

    P.S. Chyba jestem po raz pierwszy u Ciebie. Ale dobrze, że tu trafiłam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze zatem wiesz o czym myślałam pisząc tą notatkę. Cieszę się, że trafiają do mnie mądre osoby.
      Pamiętam Twój blog, już u Ciebie kiedyś byłam.

      Usuń
  13. Niby są pewne aspekty życia, gdzie jest lepiej niż w przeszłości, jednak przy okazji traci się pewne wartości, spojrzenie na świat, ludzi.

    Nie mam pojęcia, bo nigdy nie ciągnęło mnie do papierosów. Ogólnie niech sobie każdy robi co chce, byleby nie truł innych, tak jak ten ktoś co w WC pali u mnie w urzędzie.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń